ODPOWIEDZ
25 y/o
DEBIUTUJĄCY SKRYBA
175 cm
twórczyni komiksów
Awatar użytkownika
Don't call your mother - don't call your priest
Don't call your doctor - call the police
You bring the razor blade - I'll bring the speed
Take off your coat - it's gonna be a long night
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

013
Jej dziwaczna słabość do Emptiness powinna być studiowana. Jakby znała to miejsce wyłącznie z opowieści, to pewnie w życiu nie postawiłaby tu nawet stopy. A jednak kiedyś tak się stało, że ktoś ją tu zaciągnął i na miejscu poczuła się jakoś tak... dobrze. Może to zasługa tego, jak była najebana? Całkiem prawdopodobne! Skoro udało jej się totalnie odlecieć, a następnego dnia nie miała kaca moralnego, bo wychodziła z założenia, że żadne bezeceństwa w tym miejscu nie są przesadą, to właściwie najlepsza reklama dla klubu, na jaką można wpaść.
Zachlanie mordy z pewnością dobrze jej zrobi. Czy wynikło z tego kiedykolwiek cokolwiek złego? Na pewno nie! Z tego powodu sięgnęła po kolejny zamówiony kieliszek tequili i opróżniła go na raz, niespecjalnie przejmując się cytryną i solą stojącymi obok. Barmanka też już chyba zauważyła, że szkoda marnować na nią tych produktów i przestała dokładać kolejnych plastrów owocu. Obróciła się plecami do baru i spojrzała na dziewczynę, która aktualnie wyginała się na jednej z rur. Szło jej całkiem nieźle, ale raczej nie zostanie ulubienicą River. Musiała po prostu poczekać na następną.
— Noriega! — zawołała, gdy zauważyła faceta krążącego przy barze. Jej słabość do latynosów i latynosek była jeszcze większą zagadką, ale na to też nie potrafiła nic poradzić. Uśmiechnęła się szeroko na jego widok. Kiedy poznała go tutaj jakiś czas temu, impreza skończyła się wyjątkowo burzliwie. Nie pamiętała wszystkich szczegółów, ale to nic. W głowie utkwił jej obraz łóżka, na którym spali z jakimiś dwiema dziewczynami, których imion nie byłaby w stanie przytoczyć za nic w świecie. Nie pamiętała też z jakiego powodu kłócili się o wielki plakat KAROL G, na którym podpisał się koleś, który zarzekał się, że jest kuzynem Seana Paula i dlaczego w łazience spała kaczka, ale to nic!
— Dlaczego nigdy cię tam nie widziałam, co? Pewnie poszłoby ci lepiej niż tej konkretnej... jak jej tam. — Ruchem głowy wskazała w stronę tancerki aktualnie prezentującej dupę w stringach wszystkim zainteresowanym. Może jej głównym problemem był fakt, że była biała i najwyraźniej jeszcze nie uzbierała na zabieg BBL? Całkiem możliwe! Z lekko pijanej Cross wychodziła jakaś paskudna rasistka. W trzeźwości pewnie byłaby na siebie wściekła za takie durne przemyślenia.
— Tyłek masz chyba niczego sobie, co? — zapytała i zakręciła palcem, sugerując mu w ten sposób, żeby się obrócił i zaprezentował dokładnie, bo niespecjalnie również pamiętała, jak wyglądały jego pośladki. A czy w ogóle je widziała? Na pewno tak, głupie pytanie. Może jednak nie były jakieś wybitne, skoro nie utkwiły jej we łbie na dłużej?

Madox A. Noriega
Werka
34 y/o
MADITO
184 cm
właściciel klubu i informator policji | Emptiness
Awatar użytkownika
miał być cichy, niewidoczny, w końcu balansuje na granicy między kokainą na złotych tacach i bronią ukrytą pod drogimi marynarkami, a kajdankami i odznaką przy pasku... a jednak tak bardzo rzuca się w oczy, że trudno go nie zauważyć, z tymi jego tatuażami, z tymi kolorowymi koszulami, złotymi łańcuchami na opalonym karku i... niewyparzoną gębą
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkinie
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

052.
Emptiness was full of noise.
Somehow, they always found each other in it.
Rzeczywiście dewizą Emptiness powinno być: Nie da się tutaj odpierdolić za bardzo...
Czy coś takiego. Bo ten klub rządził się swoimi prawami. A Madox naiwnie powtarzał, że prowadził jeden z lepszych klubów w mieście, porządny lokal. Ta, powiedzmy. Porządnie to tu może było o dwunastej jak otwierali, a o czternastej często już po parkiecie kręciły się ćpuny, z właścicielem i Patelem na czele. Chociaż Noriega ostatnio był grzeczny.
Czy taki człowiek jak on w ogóle zna znaczenie tego słowa? Grzeczny. Potrafi taki być? Nie.
Ale nie nadużywał substancji psychoaktywnych, a to już coś.
Dzisiaj też kręcił się gdzieś przy barze z jednym na wpół wypitym drinkiem. Pierwszym, co w ogóle mogło podchodzić pod jakąś niemożliwość. Nawet nie zwracał uwagi na tancerki, na ludzi przy barze też nie, tylko grzebał w telefonie.
- Dobra, ja wypierdalam... - i już miał swoje cztery litery skierować do wyjścia, ale usłyszał swoje nazwisko i znajomy głos. Wszędzie by go poznał, bo miał jakieś fleszbeki, jak River malowała mu na plecach markerem wielkiego kutasa, zarzekając się, że to kwiatek, co prawda nie był za bardzo widoczny, bo mieszał się z jego tatuażami, ale Madox wiedział, że tam jest, a nie chciał zniszczyć dziar i jak poszedł do studia wyjaśnić sytuację, i zapytać jak ma to zetrzeć, to mieli z niego bekę. Oni też mieli... Chociaż mniejszą, gdy musieli odnieść tą kaczkę do parku, co prawda Noriega nie nazwał jej Panchito, ale i tak było jej żal, kiedy patrzyła na nich kaczymi ślepiami.
A teraz jego czarne spojrzenie odszukało Cross. A zaraz już stał przed nią po drugiej stronie baru, wpierdalając się barmankom w robotę, jak zwykle.
- Walisz tequilę bez cytryny? Chica afilada - ostra laska, oczywiście złapał plasterek jej cytryny, żeby wsadzić go sobie do ust. Dopiero teraz spojrzał w kierunku tancerki, która wyginała się na rurce, a zaraz znowu przeniósł spojrzenie na River - ja mam słabe ręce, wiesz, nie utrzymałbym się - na pewno, Madox i jego mięśnie, jak on pewnie codziennie ze sto podciągnięć robił na drążku. Ale nie po to wcale żeby tak wyglądać, tylko, żeby nikt mu gęby nie obił. I tak czasem obijali.
A on w sumie lubił dobrze wyglądać.
Tyłek też miał dobry, ale to nie była tylko zasługa siłki, ale też tego, że on kilka razy dziennie zapierdalał po schodach, góra-dół, a wszyscy się śmiali, że przecież mieli windę i chyba tylko on z Pilar korzystali ze schodów, ale teraz Cross mogła podziwiać tego skutki, kiedy się do niej odwrócił tyłem, zakręcił tyłkiem, na którym opinały się ciemne jeansy.
- Moja narzeczona uważa, że zajebisty - stwierdził, już znowu odwracając się do River, nawet sobie kieliszek skombinował i stawiał już między nimi flaszkę tequili w malutkim sombrero - to za co dzisiaj pijemy? - zapytał, a zaraz wpakował sobie dwa palce do buzi, żeby na nich gwizdnąć, na tancerkę - Gin wypierdalaj! Zawołaj Wiki - ktoś tam się na niego obejrzał, bo Gin mogła się też niektórym podobać, ale jednak goście wiedzieli, że z właścicielem nie ma dyskusji. Gin też to wiedziała, bo niechętnie, ale zeszła z podestu. A Madox już polewał sobie i River alkohol, on oczywiście złapał w palce szczyptę soli, a potem podniósł kieliszek, żeby się z nią stuknąć. Sól, tequila i cytrynka, bo Madox lubił takie pokazówki.

River Cross
zgrozo
stania w miejscu i postów z czata
25 y/o
DEBIUTUJĄCY SKRYBA
175 cm
twórczyni komiksów
Awatar użytkownika
Don't call your mother - don't call your priest
Don't call your doctor - call the police
You bring the razor blade - I'll bring the speed
Take off your coat - it's gonna be a long night
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Trzeba było przyznać, że obsługa w lokalu była pierwsza klasa, skoro nawet właściciel był gotowy polewać drinki. Niektórzy uważali, że to zniżanie się do jakiegoś żałosnego poziomu, ale Madox raczej do nich nie należał. Nie dość, że polewał innym, to jeszcze przy okazji sobie. No i kto mu niby zabroni? To wszystko przecież z jego kieszeni. Aż dziwne, że próbował się ograniczać! Cross pewnie szłaby na całość. I bardzo szybko wyrzuciliby ją z własnego lokalu na zbity pysk, nie nadawała się do ogarniania ludzi.
— Tequila z cytryną to jak ruchanie się w gumie — wyjaśniła poważnym tonem. Oczywiście czasami tak trzeba było robić i następnego dnia nigdy się tego nie żałowało, bo wychodziło wszystkim na zdrowie, ale jeśli tylko była jakaś okazja, by sobie darować - należało sobie darować. Może dlatego teraz spojrzenie śmielej jej uciekało w stronę kobiet w klubie, a nie mężczyzn? Z babami przynajmniej ten problem znika i nie trzeba się nad niczym zastanawiać.
Spojrzała z niedowierzaniem na jego ramiona, gdy stwierdził, że ma za słabe ręce na takie akcje. Zdecydowanie mu w to nie wierzyła, przecież na takiego nie wyglądał. Ale niech mu będzie! Skoro wolał nie zdradzać prawdziwych powodów, przez które nie lądował regularnie na rurze, to trudno. River od razu zaczęła się zastanawiać, czy ona by się utrzymała i naprawdę nie miała pojęcia. Może lepiej nie sprawdzać, bo faktycznie spadnie i obije sobie dupę. Albo twarz. Albo jakimś cudem jedno i drugie.
Pokiwała głową z uznaniem, gdy zakręcił tyłkiem. Utwierdziło ją to tylko w przekonaniu, że pasował na rurę lepiej niż obecna tancerka, ale trudno. Bez problemu potrafiła docenić piękno właściwie w każdym, w końcu była artystką. Tyłki również miały w sobie coś artystycznego.
— To po pierwsze może za narzeczoną? Nie spodziewałam się, że jesteś jednym z... tych. — Machnęła niedbale ręką, pokazując na niego. Jej by raczej do głowy nie przyszło, żeby się z kimś hajtać, ale może to ona była spaczona. Wizerunek nafuranego gościa, fana kaczek, jakoś nie do końca pasował jej do roli typa, który chce się zaobrączkować, ale kimże była, żeby ocenić czyjąkolwiek miłość?
Stuknęła kieliszkiem o szkło Madoxa i wlała w siebie kolejną porcję alkoholu, znów nie sięgając po cytrynę. Teraz to by już było głupio! Spojrzała również na nową tancerkę, która zastąpiła bogu ducha winną Gin i skinęła głową, zatwierdzając ten wybór. Od razu lepiej.
— A po drugie za jakąś dla mnie? Ale taką żeby nie ryczała, jak jutro ani nigdy już nie zadzwonię — zaproponowała, odstawiając puste szkło na bar. Jej życie miłosne było już wystarczająco pokręcone, nie potrzebowała na pewno dodatkowej laski, która będzie jej psuć dni przesadnym przywiązaniem i wymaganiami.
— Na pewno tutaj takie są. — Uśmiechnęła się do jakiejś młodej, czarnoskórej dziewczyny, która opierała się kawałek dalej o bar, prezentując wszystkim zainteresowanym głęboki dekolt. Skinęła na nią głową, by podeszła bliżej razem z alkoholem, który zamówiła dla siebie i ewidentnie dla kogoś innego. Stuknęła się z nią kieliszkiem, gdy się zbliżyła i wypiła porcję czegoś wyjątkowo paskudnego, która była przeznaczona tajemniczemu towarzystwu tej laski.

Madox A. Noriega
Werka
ODPOWIEDZ

Wróć do „Emptiness”