Madox mógł wyglądać na takiego, co raczej nie jest wierny, już samo to, jak uśmiechał się do innych lasek, jak puszczał im oczko i zaglądał w dekolt, ale był wierny. I to nie tak, że sobie to wymyślił, albo nagle dzięki Pilar mu się poprzestawiało w głowie, bo akurat tutaj podstawy do tego były bardziej złożone, a mianowicie to, że jakieś dziesięć lat temu narzeczona zdradziła go w dzień ślubu, z najlepszym kumplem, na zakrystii, to kurwa nic dziwnego, że gość brzydził się zdrady.
Przechylił na bok głowę wpatrując się w River, bo Madox to w ogóle uważał, że oni byli do siebie trochę podobni. Podobne mieli podejście do wielu rzeczy, tylko jemu trochę ostatnio też się przewartościowały priorytety.
-
To wiesz co się robi? Wpierdalasz jej się na chatę i mówisz, że nie wyjdziesz póki nie zacznie z tobą gadać. Ja tak zrobiłem i nie żałuję - no bo to przecież też nie tak, że Stewart od razu mu uległa, najpierw przecież nie chciała się z nim spotykać, zakazała mu, tylko, że Madox to wszystkie zakazy miał gdzieś, no i był cholernie uparty. Dlatego teraz byli w tym miejscu, w którym byli, bo on kiedyś tam nie odpuścił.
Nad jej kolejnymi słowami faktycznie chwilę się zastanowił.
-
Chcę być wierny - wzruszył ramionami -
brzydzę się zdradą - dla niego to było proste, jak kręcił z różnymi dupami, to był wolny, a jak był zajęty, to nie kręcił, pro-ste -
chociaż chorobliwie zazdrosna też jest, jakby nas widziała, to pewnie by cię wyszarpała za włosy - nawet się pochylił do Cross i puścił jej oczko. Może ciut demonizował swoją narzeczoną, ale tylko troszeczkę, bo przecież na własnej skórze już odczuł jaka bywała zazdrosna.
Teraz on rozkładał bezradnie ręce, kiedy River powiedziała do
ich nowego cekinowego kolegi, że on odpada bo ma narzeczoną. Jakby to był jedyny powód, dla którego Madox nie pójdzie z nim w tango. On też zerknął na Cross z uniesioną brwią, kiedy szarpała cekinową sukienkę.
Rozerwie ją - taka myśl mu przeszła przez głowę, ale jednak zrobiła to z wyczuciem. Madox nie miał takiego wyczucia, on by pewnie ją od razu porwał. Pokiwał głową na kolejne słowa River -
ta... ja jestem wierny jak pies - nawet się do niej uśmiechnął patrząc na nią z ukosa. Wychylili po kolejnej bani tequili, a Noriega polał następną. Taki był z niego dobry barman, co pilnował, żeby szkło było pełne. Już nawet nie zagryzł cytryną.
Może nawet walnęliby znowu, teraz za
chętne i chętnych, czy coś, tylko wtedy jakieś zakończone długimi, czerwonymi szponami ręce, szarpnęły do tyłu cekinową sukienkę, a Madox aż uniósł obie brwi, a zaraz w jakimś odruchu instynktu samozachowawczego, odskoczył do tyłu, i dobrze, bo jeszcze by dostał w twarz. Tak jak dostał zaraz te obelgi.
Kurwiarzu - no pięknie. Wpatrywał się w nią wielkimi, ciemnymi oczami, bo... w ogóle jej nie kojarzył. Albo był nawalony w trzy dupy, albo... -
coś ci się pojebało, nie znamy się - rzucił prosto z mostu. Chociaż to było niesłychane, żeby go tutaj z kimś pomylili, jego, właściciela, który woził się w tych kolorowych, drogich koszulach, obwieszony złotymi łańcuchami, zegarkami i kolczykami, jak choinka. Z tymi dziarami... wszędzie. Madox po prostu rzucał się w oczy, był charakterystyczny.
-
Mnie się pojebało?! - ryknęła i już przechylała się przez bar, a że sukienkę miała niesamowicie kusą, to prawie było jej widać tyłek -
trzy miesiące wysyłaliśmy sobie zdjęcia, maile, wiadomości, a jak w końcu przyjechałam do Toronto, podałam ci adres hotelu, to... nawet nie zadzwoniłeś! - krzyknęła dramatycznie. Już prawie cały bar się na nich gapił. Laura, czyli ta zadziorna barmanka, oparła się o kontuar i słuchała, jakby to była jakaś telenowela. Trochę tak to wyglądało. Madox za to zaraz kręcił głową.
-
Ja nawet nie mam maila, mamy tylko klubowy, prawda Laura? - zerknął na barmankę, ale ona wzruszyła ramionami. A Madox w sumie rzeczywiście nie był z komputerami za pan brat, wiecznie ściągał jakieś wirusy i Eric mu musiał naprawiać laptopa.
-
Tak?! A co to jest?! - ryknęła znowu laska i walnęła na ladę telefon, a tam rzeczywiście jakaś fota samej klaty, i taki tatuaż podobny do Madoxa, ale...
-
To nie ja... - rzucił Noriega i nawet głowę na bok przekręcił, żeby się przyjrzeć. No mógł to być on, ale zdjęcie jakoś tak dziwnie zrobione, ciężko był stwierdzić. Ale już wszystkie barmanki przyszły zobaczyć, a dziewczyna pokazuje telefon, po kolei, Laurze, czarnoskórej i jej koledze transwestycie, i River, i czeka na ich jakieś komentarze ewidentnie.
River Cross