ODPOWIEDZ
25 y/o
MAŁA LADY PANK
175 cm
twórczyni komiksów
Awatar użytkownika
Don't call your mother - don't call your priest
Don't call your doctor - call the police
You bring the razor blade - I'll bring the speed
Take off your coat - it's gonna be a long night
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

013
Jej dziwaczna słabość do Emptiness powinna być studiowana. Jakby znała to miejsce wyłącznie z opowieści, to pewnie w życiu nie postawiłaby tu nawet stopy. A jednak kiedyś tak się stało, że ktoś ją tu zaciągnął i na miejscu poczuła się jakoś tak... dobrze. Może to zasługa tego, jak była najebana? Całkiem prawdopodobne! Skoro udało jej się totalnie odlecieć, a następnego dnia nie miała kaca moralnego, bo wychodziła z założenia, że żadne bezeceństwa w tym miejscu nie są przesadą, to właściwie najlepsza reklama dla klubu, na jaką można wpaść.
Zachlanie mordy z pewnością dobrze jej zrobi. Czy wynikło z tego kiedykolwiek cokolwiek złego? Na pewno nie! Z tego powodu sięgnęła po kolejny zamówiony kieliszek tequili i opróżniła go na raz, niespecjalnie przejmując się cytryną i solą stojącymi obok. Barmanka też już chyba zauważyła, że szkoda marnować na nią tych produktów i przestała dokładać kolejnych plastrów owocu. Obróciła się plecami do baru i spojrzała na dziewczynę, która aktualnie wyginała się na jednej z rur. Szło jej całkiem nieźle, ale raczej nie zostanie ulubienicą River. Musiała po prostu poczekać na następną.
— Noriega! — zawołała, gdy zauważyła faceta krążącego przy barze. Jej słabość do latynosów i latynosek była jeszcze większą zagadką, ale na to też nie potrafiła nic poradzić. Uśmiechnęła się szeroko na jego widok. Kiedy poznała go tutaj jakiś czas temu, impreza skończyła się wyjątkowo burzliwie. Nie pamiętała wszystkich szczegółów, ale to nic. W głowie utkwił jej obraz łóżka, na którym spali z jakimiś dwiema dziewczynami, których imion nie byłaby w stanie przytoczyć za nic w świecie. Nie pamiętała też z jakiego powodu kłócili się o wielki plakat KAROL G, na którym podpisał się koleś, który zarzekał się, że jest kuzynem Seana Paula i dlaczego w łazience spała kaczka, ale to nic!
— Dlaczego nigdy cię tam nie widziałam, co? Pewnie poszłoby ci lepiej niż tej konkretnej... jak jej tam. — Ruchem głowy wskazała w stronę tancerki aktualnie prezentującej dupę w stringach wszystkim zainteresowanym. Może jej głównym problemem był fakt, że była biała i najwyraźniej jeszcze nie uzbierała na zabieg BBL? Całkiem możliwe! Z lekko pijanej Cross wychodziła jakaś paskudna rasistka. W trzeźwości pewnie byłaby na siebie wściekła za takie durne przemyślenia.
— Tyłek masz chyba niczego sobie, co? — zapytała i zakręciła palcem, sugerując mu w ten sposób, żeby się obrócił i zaprezentował dokładnie, bo niespecjalnie również pamiętała, jak wyglądały jego pośladki. A czy w ogóle je widziała? Na pewno tak, głupie pytanie. Może jednak nie były jakieś wybitne, skoro nie utkwiły jej we łbie na dłużej?

Madox A. Noriega
Werka
34 y/o
MADITO
184 cm
właściciel klubu i informator policji | Emptiness
Awatar użytkownika
miał być cichy, niewidoczny, w końcu balansuje na granicy między kokainą na złotych tacach i bronią ukrytą pod drogimi marynarkami, a kajdankami i odznaką przy pasku... a jednak tak bardzo rzuca się w oczy, że trudno go nie zauważyć, z tymi jego tatuażami, z tymi kolorowymi koszulami, złotymi łańcuchami na opalonym karku i... niewyparzoną gębą
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkinie
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

052.
Emptiness was full of noise.
Somehow, they always found each other in it.
Rzeczywiście dewizą Emptiness powinno być: Nie da się tutaj odpierdolić za bardzo...
Czy coś takiego. Bo ten klub rządził się swoimi prawami. A Madox naiwnie powtarzał, że prowadził jeden z lepszych klubów w mieście, porządny lokal. Ta, powiedzmy. Porządnie to tu może było o dwunastej jak otwierali, a o czternastej często już po parkiecie kręciły się ćpuny, z właścicielem i Patelem na czele. Chociaż Noriega ostatnio był grzeczny.
Czy taki człowiek jak on w ogóle zna znaczenie tego słowa? Grzeczny. Potrafi taki być? Nie.
Ale nie nadużywał substancji psychoaktywnych, a to już coś.
Dzisiaj też kręcił się gdzieś przy barze z jednym na wpół wypitym drinkiem. Pierwszym, co w ogóle mogło podchodzić pod jakąś niemożliwość. Nawet nie zwracał uwagi na tancerki, na ludzi przy barze też nie, tylko grzebał w telefonie.
- Dobra, ja wypierdalam... - i już miał swoje cztery litery skierować do wyjścia, ale usłyszał swoje nazwisko i znajomy głos. Wszędzie by go poznał, bo miał jakieś fleszbeki, jak River malowała mu na plecach markerem wielkiego kutasa, zarzekając się, że to kwiatek, co prawda nie był za bardzo widoczny, bo mieszał się z jego tatuażami, ale Madox wiedział, że tam jest, a nie chciał zniszczyć dziar i jak poszedł do studia wyjaśnić sytuację, i zapytać jak ma to zetrzeć, to mieli z niego bekę. Oni też mieli... Chociaż mniejszą, gdy musieli odnieść tą kaczkę do parku, co prawda Noriega nie nazwał jej Panchito, ale i tak było jej żal, kiedy patrzyła na nich kaczymi ślepiami.
A teraz jego czarne spojrzenie odszukało Cross. A zaraz już stał przed nią po drugiej stronie baru, wpierdalając się barmankom w robotę, jak zwykle.
- Walisz tequilę bez cytryny? Chica afilada - ostra laska, oczywiście złapał plasterek jej cytryny, żeby wsadzić go sobie do ust. Dopiero teraz spojrzał w kierunku tancerki, która wyginała się na rurce, a zaraz znowu przeniósł spojrzenie na River - ja mam słabe ręce, wiesz, nie utrzymałbym się - na pewno, Madox i jego mięśnie, jak on pewnie codziennie ze sto podciągnięć robił na drążku. Ale nie po to wcale żeby tak wyglądać, tylko, żeby nikt mu gęby nie obił. I tak czasem obijali.
A on w sumie lubił dobrze wyglądać.
Tyłek też miał dobry, ale to nie była tylko zasługa siłki, ale też tego, że on kilka razy dziennie zapierdalał po schodach, góra-dół, a wszyscy się śmiali, że przecież mieli windę i chyba tylko on z Pilar korzystali ze schodów, ale teraz Cross mogła podziwiać tego skutki, kiedy się do niej odwrócił tyłem, zakręcił tyłkiem, na którym opinały się ciemne jeansy.
- Moja narzeczona uważa, że zajebisty - stwierdził, już znowu odwracając się do River, nawet sobie kieliszek skombinował i stawiał już między nimi flaszkę tequili w malutkim sombrero - to za co dzisiaj pijemy? - zapytał, a zaraz wpakował sobie dwa palce do buzi, żeby na nich gwizdnąć, na tancerkę - Gin wypierdalaj! Zawołaj Wiki - ktoś tam się na niego obejrzał, bo Gin mogła się też niektórym podobać, ale jednak goście wiedzieli, że z właścicielem nie ma dyskusji. Gin też to wiedziała, bo niechętnie, ale zeszła z podestu. A Madox już polewał sobie i River alkohol, on oczywiście złapał w palce szczyptę soli, a potem podniósł kieliszek, żeby się z nią stuknąć. Sól, tequila i cytrynka, bo Madox lubił takie pokazówki.

River Cross
zgrozo
stania w miejscu i postów z czata
25 y/o
MAŁA LADY PANK
175 cm
twórczyni komiksów
Awatar użytkownika
Don't call your mother - don't call your priest
Don't call your doctor - call the police
You bring the razor blade - I'll bring the speed
Take off your coat - it's gonna be a long night
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Trzeba było przyznać, że obsługa w lokalu była pierwsza klasa, skoro nawet właściciel był gotowy polewać drinki. Niektórzy uważali, że to zniżanie się do jakiegoś żałosnego poziomu, ale Madox raczej do nich nie należał. Nie dość, że polewał innym, to jeszcze przy okazji sobie. No i kto mu niby zabroni? To wszystko przecież z jego kieszeni. Aż dziwne, że próbował się ograniczać! Cross pewnie szłaby na całość. I bardzo szybko wyrzuciliby ją z własnego lokalu na zbity pysk, nie nadawała się do ogarniania ludzi.
— Tequila z cytryną to jak ruchanie się w gumie — wyjaśniła poważnym tonem. Oczywiście czasami tak trzeba było robić i następnego dnia nigdy się tego nie żałowało, bo wychodziło wszystkim na zdrowie, ale jeśli tylko była jakaś okazja, by sobie darować - należało sobie darować. Może dlatego teraz spojrzenie śmielej jej uciekało w stronę kobiet w klubie, a nie mężczyzn? Z babami przynajmniej ten problem znika i nie trzeba się nad niczym zastanawiać.
Spojrzała z niedowierzaniem na jego ramiona, gdy stwierdził, że ma za słabe ręce na takie akcje. Zdecydowanie mu w to nie wierzyła, przecież na takiego nie wyglądał. Ale niech mu będzie! Skoro wolał nie zdradzać prawdziwych powodów, przez które nie lądował regularnie na rurze, to trudno. River od razu zaczęła się zastanawiać, czy ona by się utrzymała i naprawdę nie miała pojęcia. Może lepiej nie sprawdzać, bo faktycznie spadnie i obije sobie dupę. Albo twarz. Albo jakimś cudem jedno i drugie.
Pokiwała głową z uznaniem, gdy zakręcił tyłkiem. Utwierdziło ją to tylko w przekonaniu, że pasował na rurę lepiej niż obecna tancerka, ale trudno. Bez problemu potrafiła docenić piękno właściwie w każdym, w końcu była artystką. Tyłki również miały w sobie coś artystycznego.
— To po pierwsze może za narzeczoną? Nie spodziewałam się, że jesteś jednym z... tych. — Machnęła niedbale ręką, pokazując na niego. Jej by raczej do głowy nie przyszło, żeby się z kimś hajtać, ale może to ona była spaczona. Wizerunek nafuranego gościa, fana kaczek, jakoś nie do końca pasował jej do roli typa, który chce się zaobrączkować, ale kimże była, żeby ocenić czyjąkolwiek miłość?
Stuknęła kieliszkiem o szkło Madoxa i wlała w siebie kolejną porcję alkoholu, znów nie sięgając po cytrynę. Teraz to by już było głupio! Spojrzała również na nową tancerkę, która zastąpiła bogu ducha winną Gin i skinęła głową, zatwierdzając ten wybór. Od razu lepiej.
— A po drugie za jakąś dla mnie? Ale taką żeby nie ryczała, jak jutro ani nigdy już nie zadzwonię — zaproponowała, odstawiając puste szkło na bar. Jej życie miłosne było już wystarczająco pokręcone, nie potrzebowała na pewno dodatkowej laski, która będzie jej psuć dni przesadnym przywiązaniem i wymaganiami.
— Na pewno tutaj takie są. — Uśmiechnęła się do jakiejś młodej, czarnoskórej dziewczyny, która opierała się kawałek dalej o bar, prezentując wszystkim zainteresowanym głęboki dekolt. Skinęła na nią głową, by podeszła bliżej razem z alkoholem, który zamówiła dla siebie i ewidentnie dla kogoś innego. Stuknęła się z nią kieliszkiem, gdy się zbliżyła i wypiła porcję czegoś wyjątkowo paskudnego, która była przeznaczona tajemniczemu towarzystwu tej laski.

Madox A. Noriega
Werka
34 y/o
MADITO
184 cm
właściciel klubu i informator policji | Emptiness
Awatar użytkownika
miał być cichy, niewidoczny, w końcu balansuje na granicy między kokainą na złotych tacach i bronią ukrytą pod drogimi marynarkami, a kajdankami i odznaką przy pasku... a jednak tak bardzo rzuca się w oczy, że trudno go nie zauważyć, z tymi jego tatuażami, z tymi kolorowymi koszulami, złotymi łańcuchami na opalonym karku i... niewyparzoną gębą
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkinie
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

trigger warning
przekleństwa
Madox lubił sobie czasem postać na barze, kiedyś robił to często, jak jeszcze rozkręcał lokal i oszczędzał na obsłudze, teraz głównie dla zabawy, albo żeby czasem pomóc dziewczynom. Zazwyczaj przeszkadzał. Jak dzisiaj kiedy się tam panoszył i zabrał im tequillę, a gdy jedna mruknęła, żeby oddał to tylko pokazał jej drzwi na zaplecze. Bezczelny. Cały Madox.
Ale River też była. Może dlatego się polubili?
- A ja lubię - zaczął i znowu sięgnął po cytrynę, żeby umieścić ją sobie na języku, nawet się nie skrzywił - ale ruchanie w gumie to bardziej jak... - zastanowił się nawet przez chwilę - piwo bezalkoholowe, co to kurwa za zabawa? - no tak, każdy jakieś tam swoje porównania miał. Nawet Madox zaraz się pytał Laury, czyli jednej z barmanek, czy mają coś bezalkoholowego, a ona wzruszyła ramionami i odpowiedziała, że woda?
Prawda jest taka, że mieli jakieś tam bezalkoholowe piwo, ale Noriega to już wolał wodę od tego.
Tak jak wolał nie zdradzać prawdziwych powodów, dla których nie tańczył na rurce. Może nie mieli cekinowych majtek w jego rozmiarze?
Mniejsza o to, bo alkohol już się lał, a właściwie polał go Noriega, więc trzeba było wznieść toast.
- To za narzeczoną... - zaczął, ale zaraz parsknął śmiechem, kiedy River tak kiwnęła w jego kierunku - z tych? - oczywiście, że dopytał, bo Madox przecież uwielbiał ciągnąć za język - wyglądam bardziej jak jeden z tamtych? - wskazał głową jakiś obczajaczy kręcących się po parkiecie i obczajających laski, które mogli wyrwać na szybki numerek, pewnie gdzieś w kiblu. Może kiedyś rzeczywiście Noriega wolał takie przygody i zero zobowiązań, ale teraz nie wymieniłby swojej narzeczonej na nic innego. Stuknęli się kieliszkami, najpierw trochę soli na język, potem tequila walnięta na hejnał i cytryna. Madox aż pokiwał głową z uznaniem, dla siebie, bo jak River znowu wypiła bez przepojki, czy nawet cytrynki, to się uśmiechnął. W międzyczasie Gin zastąpiła Wiki, która miała zdecydowanie lepszy tyłek, opalony i... zrobiony. Tylko figur umiała mniej i głównie się łasiła do tej rurki, ale nie można mieć wszystkiego, a przynajmniej Madox nigdy nie miał, jeśli chodziło o jego tancerki. Jak nie pyskate awanturnice, to pozbawione kompletnie... talentu?
Polał im po kolejnym kieliszku, ale oparł łokcie o ladę.
- A może znajdź sobie taką, co będziesz chciała do niej zadzwonić jutro, i zawsze? Co River? Taki kurwa szalony pomysł - znowu się do niej uśmiechnął, ale zaraz kiwnął głową na jej kolejne słowa - jakby moja laska nie była tak chorobliwie zazdrosna, to moglibyśmy się założyć, kto pierwszy jakąś wyrwie - przysunął sobie kieliszek bliżej, właściwie możliwe, że Madox to kiedyś lubił takie chore gierki. On lubił różne chore rzeczy.
Dopiero kiedy przysunęła się do nich ta dziewczyna, to Noriega podniósł spojrzenie na Cross. Czego on się w sumie po niej spodziewał? Nie pierdoliła się, od razu przechodziła do rzeczy.
A Madox popatrzył tylko jak wyzerowały jakieś słodkie szoty.
- Dla niej to chyba za... mdłe - odezwał się do dziewczyny i wskazał podbródkiem na River - ona lubi na ostro, tequilę bez cytrynki, pierdolenie bez gumy... - Madox to zawsze sobie lubił pogadać. Ale czarnoskóra dziewczyna zachichotała i uśmiechnęła się do Cross - taka ostra z niej laska? - przygryzła dolną wargę.
Madox się schylił, żeby dołożyć na blat kieliszek dla nowej koleżanki River, tylko gdy podniósł głowę, to stał... Stała? Obok nich stał jeszcze chłopak w sukience. To znaczy na pierwszy rzut oka ciężko było to ocenić, bo niby wyjątkowo chudy i kościsty facet. Ale ubrany w cekinową sukienkę z dekoltem, umalowany...
Madox w pierwszej chwili zerknął na River z ukosa, jakby może w jej twarzy szukał jakiejś odpowiedzi. Ale finalnie postawił na blacie kolejny kieliszek.
- Pijemy za chętne laski, a wy? - zagaił, i polał. Czarnoskóra od razu rzuciła, że ja też się mogę za to napić, a jej kolego-żanka? Fuuuj, ja nie pije za laski, raczej za chętnych, gorących przystojniaków.
I nawet puściła oczko Noriedze, dzięki River (i kostki).

River Cross
zgrozo
stania w miejscu i postów z czata
25 y/o
MAŁA LADY PANK
175 cm
twórczyni komiksów
Awatar użytkownika
Don't call your mother - don't call your priest
Don't call your doctor - call the police
You bring the razor blade - I'll bring the speed
Take off your coat - it's gonna be a long night
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Zaśmiała się, słysząc porównanie do piwa bezalkoholowego i skinęła głową. Taka interpretacja również jej pasowała. Nie była fanką piwa bezalkoholowego. W ogóle nie była fanką żadnego piwa, ale jeśli miałby już jakieś wybrać, to na pewno to z procentami. Trzeba było mieć jakąś korzyść z tego zintensyfikowanego biegania do toalety, a łeb szumiący od upojenia niewątpliwie taką korzyścią był. Dobrze, że zarówno Madox, jak i jego pracownicy, mieli na tyle rozumu i godności człowieka, że nie proponowali jej niczego bezalkoholowego. Nawet wody!
— Właściwie to tak. Albo chociaż na takiego, co ma tych narzeczonych z pięć, każdą w innym porcie. — Spojrzała w stronę kolesi, wskazanych przez Madoxa, żeby upewnić się, że mówią o tym samym. Wpadający w wir imprezy i szukający kogokolwiek, kto umili im jeden wieczór, by potem móc o nich zapomnieć, sprawiali wrażenie perfekcyjnego archetypu, w który powinien wpisywać się idealnie. A tu proszę bardzo! Przykładny narzeczony. Fakt, że był szefem akurat takiego klubu też do tego nie pasował. No i to, jak zachowywał się w trakcie ich wspólnych popijaw, też nie pasowało. Wszystko generalnie jej się z tym gryzło. Ale musiała się po prostu przyzwyczaić. Nastroić łeb do fal tej nowej wersji Noriegi i tyle. Pewnie też okaże się... sympatyczny. To słowo też jej brzmiało dziwnie w głowie w jego kontekście.
— Znalezienie takiej to akurat nic skomplikowanego. Problem w tym, że akurat te rzadko chcą ode mnie odbierać. — Rozłożyła bezradnie ręce. To musiał być jakiś pokręcony problem jej psychiki i gustu do kobiet. Pewnie powinna wybrać się na jakąś terapię, wszystko tam omówić i wreszcie zaczęłaby biegać za takimi, które faktycznie szczerze jej chcą, a nie tylko jakiegoś jej fragmentu. Ale teraz była pijana w barze, a nie na jakiejś durnej kozetce.
— Ty się, kurwa, zastanów, czy nie będziesz wyrywał, bo twoja kobieta jest chorobliwie zazdrosna czy dlatego że chcesz być wierny jak pies — wytknęła mu. Cross widziała między tymi dwoma podejściami znaczącą różnicę i jeżeli dla Madoxa było to właściwie to samo, to też pewnie przydałaby mu się jakaś terapia. Może nawet mogliby pójść razem! Na pewno znaleźliby kogoś, kto prowadzi taką popierdoloną terapię dla par, które nie są nawet w związku. Za dobre pieniądze znajdzie się absolutnie wszystko. Ale to pewnie Madox musiałby stawiać, bo Cross zdecydowanie nie należała do tych obrzydliwie bogatych.
Skinęła głową w ramach powitania nowego towarzystwa. Było jej totalnie wszystko jedno, co facet miał na sobie, skoro przyszedł tu wyraźnie chętny na picie. Przy tequili przecież można dogadać się z każdym. Niemniej jednak spojrzała krytycznie na cekinową kieckę, dostrzegając, że nie była zbyt starannie uszyta i musiała po prostu pochodzić z jakiejś taniej sieciówki.
— Akurat on odpada, bo ma narzeczoną, dasz wiarę? — Kątem oka spojrzała na Madoxa i wyciągnęła ręce w stronę cekinowej kiecki. Nie miała zamiaru jej ściągać. Chwyciła za wystającą nitkę, przytrzymała materiał i szarpnęła za nią mocno, urywając tuż przy jego biodrze. Z początku spojrzał na nią nieco przerażony, ale gdy pokazała mu urwaną nitkę, skinął głową z wdzięcznością.
Mi narzeczone nie przeszkadzajązapewnił, uśmiechając się słodko do Noriegi. Cross westchnęła ciężko i uniosła po raz kolejny tej nocy swój kieliszek.
— Ale jemu przeszkadza. Ogarnij się — warknęła, zanim wlała w siebie alkohol. Jutro pewnie będzie rzygać po tym jak kot, ale trudno. Trzeba było zadbać o to, by noc była tego warta. Skrzywiła się nieznacznie, bo miała wrażenie, że zaraz zacznie się jej ten alkohol wylewać uszami. Może powinna przerzucić się na narkotyki? Spojrzała znowu na gościa w sukience, który nachylił się nad barem i ewidentnie chciał jeszcze spróbować swoich sił w podrywaniu Madoxa, ale nie było mu dane. Pojawiła się za nim jakaś kobieta, ewidentnie wkurwiona. Odepchnęła go, ciągnąc za kieckę, którą chyba znowu nieco rozerwała.
Tu jesteś, kuriwarzu. Pół życia mi zmarnowałeś i nawet, kurwa, nie zadzwonisz?wrzasnęła, uderzając rękami o bar. Wyglądała, jakby była gotowa go przeskoczyć i rzucić się na Madoxa. Cross przyjrzała się jej uważnie, ale zdecydowanie widziała ją na oczy pierwszy raz w życiu. Coś jej podpowiadało, że Noriega może mieć podobne wrażenie, ale może tu też go źle oceniała! Spojrzała z rozbawieniem na Madoxa, nie będąc pewną, czy w ogóle potrzebował jakiejkolwiek pomocy.

Madox A. Noriega
Werka
34 y/o
MADITO
184 cm
właściciel klubu i informator policji | Emptiness
Awatar użytkownika
miał być cichy, niewidoczny, w końcu balansuje na granicy między kokainą na złotych tacach i bronią ukrytą pod drogimi marynarkami, a kajdankami i odznaką przy pasku... a jednak tak bardzo rzuca się w oczy, że trudno go nie zauważyć, z tymi jego tatuażami, z tymi kolorowymi koszulami, złotymi łańcuchami na opalonym karku i... niewyparzoną gębą
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkinie
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

trigger warning
przekleństwa
Madox mógł wyglądać na takiego, co raczej nie jest wierny, już samo to, jak uśmiechał się do innych lasek, jak puszczał im oczko i zaglądał w dekolt, ale był wierny. I to nie tak, że sobie to wymyślił, albo nagle dzięki Pilar mu się poprzestawiało w głowie, bo akurat tutaj podstawy do tego były bardziej złożone, a mianowicie to, że jakieś dziesięć lat temu narzeczona zdradziła go w dzień ślubu, z najlepszym kumplem, na zakrystii, to kurwa nic dziwnego, że gość brzydził się zdrady.
Przechylił na bok głowę wpatrując się w River, bo Madox to w ogóle uważał, że oni byli do siebie trochę podobni. Podobne mieli podejście do wielu rzeczy, tylko jemu trochę ostatnio też się przewartościowały priorytety.
- To wiesz co się robi? Wpierdalasz jej się na chatę i mówisz, że nie wyjdziesz póki nie zacznie z tobą gadać. Ja tak zrobiłem i nie żałuję - no bo to przecież też nie tak, że Stewart od razu mu uległa, najpierw przecież nie chciała się z nim spotykać, zakazała mu, tylko, że Madox to wszystkie zakazy miał gdzieś, no i był cholernie uparty. Dlatego teraz byli w tym miejscu, w którym byli, bo on kiedyś tam nie odpuścił.
Nad jej kolejnymi słowami faktycznie chwilę się zastanowił.
- Chcę być wierny - wzruszył ramionami - brzydzę się zdradą - dla niego to było proste, jak kręcił z różnymi dupami, to był wolny, a jak był zajęty, to nie kręcił, pro-ste - chociaż chorobliwie zazdrosna też jest, jakby nas widziała, to pewnie by cię wyszarpała za włosy - nawet się pochylił do Cross i puścił jej oczko. Może ciut demonizował swoją narzeczoną, ale tylko troszeczkę, bo przecież na własnej skórze już odczuł jaka bywała zazdrosna.
Teraz on rozkładał bezradnie ręce, kiedy River powiedziała do ich nowego cekinowego kolegi, że on odpada bo ma narzeczoną. Jakby to był jedyny powód, dla którego Madox nie pójdzie z nim w tango. On też zerknął na Cross z uniesioną brwią, kiedy szarpała cekinową sukienkę.
Rozerwie ją - taka myśl mu przeszła przez głowę, ale jednak zrobiła to z wyczuciem. Madox nie miał takiego wyczucia, on by pewnie ją od razu porwał. Pokiwał głową na kolejne słowa River - ta... ja jestem wierny jak pies - nawet się do niej uśmiechnął patrząc na nią z ukosa. Wychylili po kolejnej bani tequili, a Noriega polał następną. Taki był z niego dobry barman, co pilnował, żeby szkło było pełne. Już nawet nie zagryzł cytryną.
Może nawet walnęliby znowu, teraz za chętne i chętnych, czy coś, tylko wtedy jakieś zakończone długimi, czerwonymi szponami ręce, szarpnęły do tyłu cekinową sukienkę, a Madox aż uniósł obie brwi, a zaraz w jakimś odruchu instynktu samozachowawczego, odskoczył do tyłu, i dobrze, bo jeszcze by dostał w twarz. Tak jak dostał zaraz te obelgi. Kurwiarzu - no pięknie. Wpatrywał się w nią wielkimi, ciemnymi oczami, bo... w ogóle jej nie kojarzył. Albo był nawalony w trzy dupy, albo... - coś ci się pojebało, nie znamy się - rzucił prosto z mostu. Chociaż to było niesłychane, żeby go tutaj z kimś pomylili, jego, właściciela, który woził się w tych kolorowych, drogich koszulach, obwieszony złotymi łańcuchami, zegarkami i kolczykami, jak choinka. Z tymi dziarami... wszędzie. Madox po prostu rzucał się w oczy, był charakterystyczny.
- Mnie się pojebało?! - ryknęła i już przechylała się przez bar, a że sukienkę miała niesamowicie kusą, to prawie było jej widać tyłek - trzy miesiące wysyłaliśmy sobie zdjęcia, maile, wiadomości, a jak w końcu przyjechałam do Toronto, podałam ci adres hotelu, to... nawet nie zadzwoniłeś! - krzyknęła dramatycznie. Już prawie cały bar się na nich gapił. Laura, czyli ta zadziorna barmanka, oparła się o kontuar i słuchała, jakby to była jakaś telenowela. Trochę tak to wyglądało. Madox za to zaraz kręcił głową.
- Ja nawet nie mam maila, mamy tylko klubowy, prawda Laura? - zerknął na barmankę, ale ona wzruszyła ramionami. A Madox w sumie rzeczywiście nie był z komputerami za pan brat, wiecznie ściągał jakieś wirusy i Eric mu musiał naprawiać laptopa.
- Tak?! A co to jest?! - ryknęła znowu laska i walnęła na ladę telefon, a tam rzeczywiście jakaś fota samej klaty, i taki tatuaż podobny do Madoxa, ale...
- To nie ja... - rzucił Noriega i nawet głowę na bok przekręcił, żeby się przyjrzeć. No mógł to być on, ale zdjęcie jakoś tak dziwnie zrobione, ciężko był stwierdzić. Ale już wszystkie barmanki przyszły zobaczyć, a dziewczyna pokazuje telefon, po kolei, Laurze, czarnoskórej i jej koledze transwestycie, i River, i czeka na ich jakieś komentarze ewidentnie.

River Cross
zgrozo
stania w miejscu i postów z czata
25 y/o
MAŁA LADY PANK
175 cm
twórczyni komiksów
Awatar użytkownika
Don't call your mother - don't call your priest
Don't call your doctor - call the police
You bring the razor blade - I'll bring the speed
Take off your coat - it's gonna be a long night
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Uniosła zaskoczona brwi, nie będąc pewną, czy rada Madoxa była szczera czy może zaczął jej po prostu nawijać makaron na uszy. Sprawiał jednak wrażenie zaangażowanego we własną historię, więc może faktycznie nie zmyślał? Na pewno pasował do wizerunku gościa, który w ten sposób stara si rozwiązać związkowe problemy.
— I na tę twoją to zadziałało? Czyli też musi być równie pieprznięta, co ty. No to na bank będziecie żyć długo i szczęśliwie. Ale w sumie podoba mi się ta twoja metoda. — Potrafiła być bardzo uparta, jeśli tylko jej na czymś zależało. Nigdy jednak nie łączyła tego z relacjami międzyludzkimi. Może po prostu wcześniej nie trafił się nikt, dla kogo byłoby warto aż tak się starać? A teraz miała przecież łeb nastrojony na tylko jedną częstotliwość.
— Akurat takie lubię najbardziej. — Uśmiechnęła się, jakby miała jakikolwiek zamiar przetestować brutalność tej tajemniczej narzeczonej. Oczywiście nie było nawet o tym mowy. Po co miałaby mu się wpieprzać w życie, przecież to jakiś skrajny idiotyzm. Nie widziała też powodu, przez który jego kobieta musiałaby startować do niej z agresją. Nie miała w planach go usidlić nawet przed tym, jak dowiedziała się, że jest zajęty. Doskonale rozumiała za to tę jej zazdrość. Sama potrafiła być paskudnie zaborcza, ale brakowało jej trochę umiejętności porządnego bicia się. Tłukła się niejednokrotnie, ale nikt na żadnej sali sportowej jej tego nie nauczył, a coś jej podpowiadało, że kobieta, która usidliła Noriegę, wiedziała, jak tłuc, żeby naprawdę bolało.
Nie dość, że wszem i wobec ogłaszał, że nie ma w planach z nikim zamykać się na zapleczu, to jeszcze dbał o to, by kieliszek Cross nie był pusty dłużej niż było to konieczne. Perfekcyjny mężczyzna, no nie ma to tamto. Jakaś totalna szczęściara wkrótce zostanie jego żoną. Albo totalna wariatka, skoro robiła to z własnej woli. No nic, ważne, ze wszyscy inni muszą obejść się smakiem. Cekinowy chłopak mógłby nawet zacząć żałować takiej straty, gdyby nie pojawienie się zupełnie nowej postaci na horyzoncie. Dziewczyna się darła, wściekała się i była gotowa zabijać. Aż dziwne, że Madox zarzekał się, że jej nie kojarzył. Sprawiała wrażenie takiej w jego typie! River odchyliła się nieznacznie, by móc spojrzeć na tyłek dziewczyny, bo chciała czerpać z tej sytuacji jakieś dodatkowe korzyści. Dramy nie były aż tak interesujące jak porządna dupa. Dla wszystkich jednak dużo ważniejszy okazał się telefon, więc i ona na niego spojrzała.
— Ktoś cię wychujał, koleżanko. No patrz, to jest przerobione. I to wyjątkowo nieudolnie — Wskazała na fragment tatuażu nad piersiami. Skinęła ręką na Madoxa, a gdy zbliżył się znowu, złapała za krawędź jego koszulki i pociągnęła lekko, żeby pokazać jak wytatuowane gałązki wyglądały naprawdę. Faktycznie były nieco krótsze.
— Gość wysyłał ci cudze zdjęcia licząc, że omota cię wokół palca i jakoś to potem będzie, no i stchórzył w ostatniej chwili. Albo nigdy nie miał zamiaru się tam z tobą spotykać. Tylko nie mów, że wysyłałaś mu jakieś pieniądze. — Oddała jej telefon, przyglądając się jej badawczo. Dziewczyna nieco się speszyła. Poprawiła sukienkę, obciągając ją niżej ku niezadowoleniu Cross. Furiatka westchnęła ciężko, wzruszając ramionami.
Może trochę... Opowiadał, że miał problemy z opłaceniem rachunków w szpitalu i w ogóle, bo wiecie, teraz te wszystkie afery z ICE i Meksykiem, no to mu pomogłam, żeby nie musiał zmieniać ubezpieczenia i... zaczęła opowiadać, wciąż rozemocjonowana. Tajemniczy oszust musiał naprawdę zwrócić jej w głowie, bo zdawała się totalnie wiedzieć w to, co mówi.
— Ty się słyszysz w ogóle? — przerwała jej River. — Przecież to się dzieje w Stanach, a nie w Kanadzie, to po pierwsze. Po drugie, Madox jest z Kolumbii, a nie Meksyku, to nie jest to samo. A po trzecie czemu właścicielowi takiego wielkiego klubu miałoby brakować kasy na jakiekolwiek rachunki? — wytknęła jej błędy, przyglądając się jej z politowaniem. No tak, można było się domyślić, że jak była taka ładna, to okaże się też skrajnie durna.

Madox A. Noriega
Werka
34 y/o
MADITO
184 cm
właściciel klubu i informator policji | Emptiness
Awatar użytkownika
miał być cichy, niewidoczny, w końcu balansuje na granicy między kokainą na złotych tacach i bronią ukrytą pod drogimi marynarkami, a kajdankami i odznaką przy pasku... a jednak tak bardzo rzuca się w oczy, że trudno go nie zauważyć, z tymi jego tatuażami, z tymi kolorowymi koszulami, złotymi łańcuchami na opalonym karku i... niewyparzoną gębą
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkinie
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

trigger warning
przekleństwa
Madox to był... szczery chłopak.
Nie no, kłamał czasem jak z nut i nawet powieka mu nie drgnęła, ale akurat rada była całkowicie prawdziwa i on naprawdę w ten sposób przekonał Stewart, żeby dała mu szansę. Inna sprawa, że ona... rzeczywiście była równie pieprznięta, co on. Dobrali się jak w korcu maku.
Na kolejne słowa River to nawet się uśmiechnął, bo tak mu się wydawało, że oni z Cross to mogą mieć podobny typ, g o r ą c e latynoski na przykład.
I wariatki. Jego typ.
Chociaż tej co doskoczyła do lady naprawdę nie znał. Ale Madox to też miał czasem w głowie czarne dziury, zwłaszcza z okresu, jak się bujał z Patelem, a piguły jedli jak cukrowe cukierki. Tylko, że to było dawno, a laska coś zaczęła nawijać, że się umówił z nią w hotelu. Takiej opcji nie było na stole, bo Noriega ostatnio był czysty i wierny, jak ten pies. Doberman, ze złotym łańcuchem na szyi.
Bo oczywiście już zaraz się dochodzili, przeklinali i ogólne poruszenie na pół klubu, a mieli się tylko schlać.
Kiedy River stanęła w jego obronie to pokiwał głową, a zaraz bez jakiegokolwiek skrępowania pozwolił jej odchylić jego koszulę, żeby pokazać jeden z jego tatuaży na klacie. Akurat Madox to był dość wyzwolony i pewnie zaraz by zrzucił z siebie ubranie, żeby pokazać resztę swoich dziar, ale to chyba wystarczyło, bo blondi pokręciła nosem i zaczęła się krzywić, jakby coś dotarło do tej tlenionej czupryny.
- Widać, że coś jest tutaj nie tak, w ogóle te tatuaże wyglądają dziwnie - Madox znawca tematu i przeróbek, ale na pierwszy rzut oka coś nie grało. Chociaż zastanowił się przez moment, czy to mogą być jakieś jego fotki. Ale on takich nie wysyłał... Może kiedyś. Aż się podrapał po karku. Ale laska i tak nawijała, że to jakaś aktualna sprawa.
Gorzej jak te jego fotki krążyły gdzieś po sieci, może jednak powinien się zastanowić komu je wysłał.
- Wysłałaś kolesiowi, którego nie znasz, hajs? - zdziwił się i aż uniósł jedną brew, a zaraz popatrzył na Cross, czy laski rzeczywiście były takie naiwne? Okazało się, że tak i jeszcze ICE w Kanadzie? Ubezpieczenie? Meksyk? Co?
Madox to aż się oparł o ladę łokciami, a zaraz sięgnął po kieliszek z tequilą i go walnął, odstawił z hukiem na blat - hecho en Colombia, bebe - zrobiony w Kolumbii, baby, nawet mrugnął do laski jednym okiem, bo czy on wyglądał na jakiegoś meksykańca? Może jakby zapuścił wąs i nosił sombrero? Pokiwał głową, bo chyba już do wyjaśnień River nie trzeba było nic dodawać.
A jednak laska wydawała się średnio przekonana i jeszcze przyglądała mu się przez chwilę.
- Boże, dlaczego ja zawsze trafiam na takich typów... - aż schowała twarz w rękach, za tymi długaśnymi pazurami, a Madox westchnął ciężko i postawił na blacie kolejny kieliszek, i teraz to już jak lał tequilę, to jeden za drugim, i nawet zabrał barmankom kolejną butelkę.
Dla River, dla niego, dla czarnoskórej laski z warkoczykami, jej cekinowego kolegi i oszukanej blondynki. Ktoś jeszcze?
Oby nie.
- Dobra, chuj, dzisiaj jest wieczór latino, więc... może jeszcze kogoś wyrwiesz? - skinął głową w kierunku parkietu, gdzie do gorącej, latynoskiej muzyki bawiło się sporo osób.
- O Jezu! Uwielbiam latino! Tańczycie? - cekina-boy popatrzył po nich po kolei, a Madox od razu kręci głową, że on nie. A prawda jest taka, że dobrze się ruszał, ale może akurat nie chciał tego prezentować z tym typem. Chłopak zawiesił spojrzenie na Cross - ty wyglądasz na taką co umie się bawić - Noriega się uśmiechnął, bo wyglądała, ale też wątpił, że chciała wziąć w obroty właśnie jego. Ale może się mylił?
I kiedy River się zastanawiała, to Madox już przesunął kieliszki na drugą stronę baru, sam nawet sięgnął po jeden, żeby znowu go wypić. Który to już?
A kto by to liczył? Ale miał już trochę w czubie. Może jeszcze ze dwa, albo trzy? I sam poszedłby tańczyć.
Blondynka złapała kieliszek w szpony i wychyliła go od razu, nawet nie czekając na resztę, a zaraz obciągnęła sukienkę tak, że piersi, całkiem niezłe swoją drogą, wyszły jej z głębokiego dekoltu.
- Dobra, ja idę tańczyć - no i ona też popatrzyła po reszcie, jakby mieli iść... wszyscy?

River Cross
zgrozo
stania w miejscu i postów z czata
25 y/o
MAŁA LADY PANK
175 cm
twórczyni komiksów
Awatar użytkownika
Don't call your mother - don't call your priest
Don't call your doctor - call the police
You bring the razor blade - I'll bring the speed
Take off your coat - it's gonna be a long night
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Nic tak na nią nie działało jak wariatki. Im bardziej pieprznięta, tym lepiej. Ale nie w taki sposób, jak te świry, które zaczęły coraz gęściej gromadzić się wokół nich przy barze. Oni sprawiali wrażenie zwyczajnie odklejonych od rzeczywistości. Cross wolała niezrównoważone aferzystki, które mogły w każdym momencie zrobić burdel z jej codzienności albo sypialni. Nie wątpiła, że akurat w tej kwestii dogadałaby się z Madoxem bez problemu. Pewnie jeszcze byliby w stanie się posprzeczać o jakąś dziewczynę, o ile w połowie kłótni by im się jednak nie znudziło. Dobrze, że Madox był hetero, bo chociaż faceci nigdy nie staliby się jakimkolwiek powodem, by popsuć sobie wspólną imprezę. No a teraz, jak miał narzeczoną, to już w ogóle był wygodnym kompanem.
— Może spróbuj poszukać miłości poza Instagramem? Albo klubami takimi jak ten? — zasugerowała załamanej naiwniaczce, która pociągnęła nerwowo nosem, choć nie zaczęła płakać. — Bez urazy — rzuciła jeszcze rozbawiona w stronę Madoxa. Nie podejrzewała jednak, że miałby się o coś takiego obrazić. Raczej bardzo się starał, żeby to miejsce miało taką, a nie inną renomę, więc w sumie można uznać, że powiedziała mu komplement.
Sięgnęła po kieliszek i opróżniła go w towarzystwie tej dziwacznej ferajny, pijąc znowu za porządną miłość, a nie jakiś oszukańczy szajs. Kto by pomyślał, że nagle z wieczoru zrobi im się jakiś klub złamanych serc? Nawet czarnoskóra dziewczyna przez moment sprawiała wrażenie zmieszanej, jakby przypomniały jej się związkowe traumy. Wygląda na to, że dzisiaj tylko Noriega był tym nieodrzuconym szczęśliwcem.
— No ja wiem, wyglądam jak wyciągnięta z jakiegoś latynoskiego teledysku — prychnęła, patrząc z rozbawieniem na cekiniarza. Miał oczywiście rację, że potrafiła się bawić, ale wizja samej siebie w takim anturarzu jakoś wyjątkowo ją bawiła. Pal sześć rasę, ale pewnie wypieprzyliby ją z planu na zbity pysk, gdyby jakiś wariat pozwoliłby jej się na niego samodzielnie ubrać. No i miała zdecydowanie za małą dupę, żeby robić furorę w śniadym towarzystwie. Dziewczyna w warkoczykach złapała za nadgarstki tę wydekoltowaną i cekiniarza i pociągnęła ich za sobą w głąb parkietu, wyraźnie niezadowolona, że ma tylko dwie ręce i nie może zrobić tego samego z Cross i Noriegą.
— Chodź. Tańczyć ci chyba wolno? — rzuciła do Madoxa, opróżniając (miejmy nadzieję) ostatni kieliszek, zanim skierowała się w stronę parkietu. Nie ma co się przejmować brakiem porządnych kształtów. Była już wystarczająco pijana, by po prostu zacząć tańczyć niczym mr worldwide, absolutnie ponad podziałami. Wszyscy wokół mieli już nieźle w czubach, więc impreza rozkręcała się jak należy. Wodziła wzrokiem po ludziach w okolicy, starając się znaleźć kogoś wartego jej uwagi. Nagle jednak jej widok przysłonił wyjątkowo wysoki, szczupły blondyn, wyraźnie zainteresowany wspólnym tańcem. Nie do końca spełniał jej wymagania, ale chwilowo mógł wystarczyć. Problem w tym, że wyraźnie nie potrafił wyczuć granic i bardzo szybko nie dość, że złapał ją za dupę, to jeszcze zaczął pakować łapę pod krótki materiał jej spódniczki. Niewiele myśląc wystrzeliła ręką do góry, uderzając go pięścią w gardło, przez co zachwiał się nieco zamroczony.
— Dotknij mnie, kurwo, jeszcze raz, to cię wykastruję — krzyknęła, gotowa rzucić się w każdej chwili z pazurami do boju. Kątem oka spojrzała na kręcącego się w pobliżu Madoxa, zdając sobie sprawę, że może jednak nie powinna wszczynać bójek na środku jego lokalu.

Madox A. Noriega
Werka
ODPOWIEDZ

Wróć do „Emptiness”