- Tak piętnaście godzin, porody nie trwają kilka sekund Galen, to jest cały proces. Poza tym, że od odejścia wód do tego, żeby było faktyczne wychodzenie dziecka z brzucha może minąć kilka godzin - wymądrza się Picz, bo obejrzała cały cykl 8 reelsów Mery Kwasniewsky na ten temat, więc wie - Podobno nawet najważniejsze to jest, że jak ci się zaczyna poród to żeby zjeść coś, bo później nie będzie czasu już - i wtedy się odwróciła bo sobie przypomniała o Queenie - A czy ty coś jadłaś? - na co ona mówi, że jadła tylko trochę frytek, więc Peach już patrzy na Galena, ale co on jej pomoże? Faceci to są jednak tak mało użyteczni w takich sytuacjach stresowych. Niby on jest prezesem wielkiej firmy, ale czy podejmie dobrą decyzję? Czy jakąkolwiek podejmie bez całego zarządu? - Słuchaj, może powinniśmy zajechać do jakiegoś drive thru - tak mu zasugerowała ciszej, żeby Queenie nie usłyszała.
No ale później to już się zbijała z niego, jak się pocił i próbował wymyślić, dlaczego nie może.
- Ojej ojej, co masz - jeszcze go chce pocisnąć, ale wiadomo, mężuś dzwoni. Dobrze, że nikt nie załapał co Heath chciał mówić, bo Peach to głupio przed Queenie było, że ten cały Heath to do niej od Love is Blind Canada to wypisywał na instagramie jak pojebany jakiś. Dlatego też nic wolała nie poruszać, bo po pierwsze on był żonaty a po drugie to jego żona tu była z nią. Ona nic takiego nie zrobiła, więc na przykład się nie przejmuje za bardzo, że Galen usłyszał, no chyba że miałby być zazdrosny no to wtedy spoko.
- No nie mów, że tak by cię straumatyzowało, chyba lubisz tam wkładać palce dziewczynom - tak mu powiedziała cicho, bo się przecież zawiesili spojrzeniami w siebie wbitymi. Trochę zboczone, a troche na przekór. Przesunęła spojrzeniem po jego usteczkach, wzdycha sobie no i tak, wyszła w końcu z samochodu, później znów stoi pod tym samochodem i się uśmiecha do Galena słodko, bo chyba mu się przypomniało w czym im Queenie przeszkodziła...
ale wtedy pielegniarka im znów przeszkodziła i mówi, że mają wchodzić do szpitala i na porodówkę też. Peach dostała na siebie ubranie i na telefon na kótrym wyświetlała się pijana twarz zapłakanego męża Queenie i tak starała sięstać i jakoś to wszystko przeżywać, ale była absolutnie zdegustowana tym, że została wciągnięta w to wszystko. I kiedy nagle z Queenie wyszło dziecko, Heath krzyczał, żeby mu pokazać, Galen nagle jebnął o ziemię, to Peach z tego wszystkiego ostatkiem sił się powstrzymała, żeby nie wybiec i nie uciec.
Wzieła się w garsć i nakierowuje te kamerę gdzie trzeba, zerka na drugą stronę łóżka, czy Galen się podniósł (nie podniósł), mówi coś w stylu "Gratulacje kochana" do Queenie, potem Heath mowi, że już jest na miejscu ale nie wpuszczaja go, wiec sie rozlaczyla.
Potem obrzydliwa rzecz, bo Queenie łożysko nagle musiała jeszcze urodzić, więc Peach tak się doedukowala, że chyba tydzień nie będzie nic mówić.
I co, pielęgniary mówią "Wynieście mi tego chłopa", na co Peach prosi, żeby jeszcze moment zostawiły i jeszcze cyknęła jej fotkę na pamiątkę ze sobą. Queenie szczesliwa z bobo na rękach, Peach wciąż piękna, a na ziemi w kadrze leży Galen nieprzytomny. Peach jak wychodziła z porodówki za Galenem wiezionym na jakimś łóżku szpitalnym, to się śmiała z tego zdjęcia. Oczywiście śmiała się, bo już się dowiedziała, że Galenowi nic nie będzie i że chyba on jest po prostu słabego zdrowia.
Dopiero, kiedy już Heath ją spotkał i poleciał do Queenie i jak Peach obserowała jak ich rodzinka słodko wygląda, to sobie uświadomiła co ci lekarze mówili. W jakim sensie Galen jest słabego zdrowia? Hm, dziwne, nigdy nie mówił. To znaczy, nie żeby to było coś z czym się ogłaszasz, albo co robi wrażenie na dupach, więc pewnie dlatego nigdy o tym nie słyszała. Ale lekarze ewidentnie wiedzieli co mu podać i mieli jakieś jego poprzednie badania, bo pobrali mu krew do sprawdzenia i pewnie nawet chcieli go wziąć na jakieś kontrolne badania. Ale nic nie udało jej się z nich wyciągnąć. Zresztą, nic jej nie chcieli powiedzieć, bo nie była z rodziny, i tak dobrze, że jej pozwolili u niego usiąść w pokoiku.
Więc siedzi tak już chyba z 40 minut, a od tego porodu to chyba z dwie godziny już mineły, więc jest taka zmęczona, że mogłaby w sumie najchętniej tu się obok położyć i zasnąć. Zamiast tego siedziała na telefonie, albo patrzyła jak Galen leży, albo kręciła niecierpliwie sobie loki na palcu. Miała mnóstwo czasu, żeby przemyśleć cały ten ich dzisiejszy wieczór, ale nie mogła podjąć decyzji, czy był to ten najpiękniejszy czy najgorszy dzień w jej życiu. Pielęgniary mówiły, że się zaraz powinien Galen obudzić, no to czeka przy nim jakby była jakimś księciem, a on śpiącą królewną.
W sumie jak tak leżał to się zastanawiała, czy go pocałować to się wcześniej obudzi, ale jednak uznała, że to byłoby trochę creepy i mógłby uznać, że bez consent takie rzeczy odwala i później ją pozwać albo coś. No więc nie robiła tego, ale z dwa razy jak już myślała, że sę wybudzi a tego nie zrobił, to zaczeła się martwić, czy na pewno jest wszystko ok.
No i się obudził za trzecim razem, a ona odrazu się przychyla do niego, bo wcześniej to siedziała taka skulona na tym fotelu.
- Zemdlałeś - odpowiada, trochę nie wiedząc za bardzo, czy ma mu powtarzać co mówiła pani doktor, ale i tak pewnie by to źle mu powtórzyła i by się przeraził, że miał jakąś poważną zapaść. Wyciągnęla do niego rękę i tak słodko sobie siedzą. Tzn on leży, a ona siedzi przy nim dzielnie. Uśmiecha się do niego szeroko, kiedy on się tak o Queenie pyta: - Wszystko dobrze, urodziła słodkiego chłopca. Jak się domyślasz ten poród nie trwał 15 godzin, tylko tak niecałą godzinę. Ledwo zdązyliśmy, a Heath jak przyszedł to już był momentalnie trzeźwy, ale dobrze, że jednak sami tu ją zawieźliśmy. Pielęgniarka mówiła, że to był jeden z jej najszybszych. - zagryza usteczka i opowiada dalej - Ciebie odcieło jakoś chyba tuż przy tym, jak się urodziła... Patrz, mamy zdjęcie na pamiątkę - i wyciąga telefon, żeby mu pokazać selfiaczka i niby opowiada mu to wesoło, ale tak na niego patrzy trochę niepewnie i w końcu nie wytrzymała: - Galen, czy ja cię mogę o coś spytać? - i czeka tylko chwilę, trochę chyba mocniej go za rękę ścisnęla, i tak najpierw patrzy na te ich dłonie a później już tylko w jego oczy błękitne - Czy ty jesteś chory? - i zaraz wyjaśnia - Lekarze mi nie chcieli nic mówić, bo nie jestem z rodziny, ale mieli takie niezbyt optymistyczne miny i jeszcze ci coś podali... I jak tak siedziałam, to zaczęłam się zastanawiać, czy... boże Galen, czy ty umierasz? - i czeka niecierpliwie na odpowiedź.
Galen