p a k t
Alex i August byli przyjaciółmi na dobre i na złe. Naprawdę doceniał fakt, że miał ją przy sobie w dorosłym życiu - i wcale nie tylko dlatego, że pomogła mu przetrwać najgorsze lata. Była zwariowana, miała odklejone pomysły, była też jego
ride or die, zawsze mógł na nią liczyć i nigdy nie zostawiła go w potrzebie, tak samo jak on jej. A gdy poprosiła go o wspólne przeżycie pierwszego razu? Tak, miał wątpliwości, i tak, zgodził się, mimo że nie żywił do niej żadnych romantycznych uczuć, ale nie żałował tej decyzji, zwłaszcza, że August na każdym kroku utwierdzała go w przekonaniu, że również nic do niego nie czuła. Wtedy nie wiedział, czy w ogóle spotkają się po tym wszystkim ponownie z powodu jej choroby, więc... nic dziwnego, że się zgodził. Chciał po prostu uszczęśliwić swoją przyjaciółkę, podarować jej chwilę normalności i
zapomnienia przed powrotem do Stanów. Z perspektywy czasu ten pomysł mógł wydać się beznadziejny, ale nikt nigdy nie powiedział, że Alexander Hall był tytanem intelektu. Nigdy nie zastanawiał się nad przyszłością ani nad tym, jak mogłaby być odebrana ich przeszła relacja w momencie, gdy każde z nich zacznie układać sobie życie z drugą połówką. Alex, na przykład, absolutnie nie wyobrażał sobie powiedzieć Maddie, że naprawdę spał z jedną ze swoich najbliższych przyjaciółek, i że nadal regularnie się z nią spotykał i kumplował. Teraz miał wrażenie, że Lennox by go za to wypatroszyła. Nic dziwnego, że gdy tylko Theo odszedł od stolika, Alex wykorzystał tę okazję, aby sprowadzić Winters na ziemię.
Ducky! Nie rozpowiadam… to po prostu tak wyszło… wiesz, jakiś sekret z przeszłości. Poza tym zachowujesz się, jakby to było coś, czego mielibyśmy się wstydzić… -
August, stop, stop - uciszył ją uniesioną dłonią. -
Nie wstydzę się tego, po prostu proszę, żebyś nie rozpowiadała tego na prawo i lewo, zwłaszcza, że jest tu z nami twój potencjalny przyszły chłopak - powiedział głośnym szeptem, a nawet obejrzał się przez ramię, żeby sprawdzić, czy Theo już do nich wracał. No i August nie byłaby sobą, gdyby nie zbliżyła swojego czoła do jego czoła, nie rzuciła jakiegoś tekstu o celu charytatywnym, a na koniec nie pocałowała swoich dwóch palców i nie przyłożyła ich do jego policzka. Alex przewrócił teatralnie oczami, mimo że rozbawienie zaczęło mieszać się z wewnętrzną irytacją. -
Czy mogę to już odliczyć od podatku? - mruknął z przekąsem, bo trochę go wkurzyło to porównanie do fundacji (ciekawe jakiej, kurde, seksualnej? Fundacja Wyruchaj-się-sam?), ale nie dodał już nic więcej, bo Theo wrócił do nich z żarciem.
No i właśnie dlatego Alex, jak gdyby nigdy nic, poczęstował się kolejnym tostem, a przy tym jednym uchem słuchał ich wymiany zdań o tym, że Theo odpowiedział poprawnie na dwie prawdy i kłamstwo Alexa, a August nie. -
Theo po prostu jest... yyy... domyślny, Winters - skwitował krótko i wzruszył ramionami. Zjadł tościka do końca, po czym wychylił kolejnego szota na uspokojenie nerwów. Szkoda tylko, że Dust go nie uprzedziła, że będzie potrzebował zdecydowanie więcej alkoholu, żeby przetrwać ten wieczór. Fuck. Równia pochyła zaczęła się w momencie, gdy Dust wyrzuciła z siebie szybko trzy proste zdania.
Zrobiłam kolesiowi w szpitalu dobrze ręką, nie przepadam za kotami, kochałam się kiedyś w moim przyjacielu. Oczywiście, że na pierwszy rzut
oka ucha miłość do przyjaciela wydała się mu czystą abstrakcją, zwłaszcza, że powiedziała to jako ostatnią w kolejności rzecz. No i wtedy... Jezu. Theo się zakrztusił piwem, a August, dopiła alkohol i wypowiedziała tylko kilka słów.
Nie wierzę, że zapomniałeś o Szeryfie, Alex. Disappointed! W głowie Alexa trybiki zaczęły obracać się w szaleńczym tempie.
Szeryf. No tak, przecież kocur August nazywał się
Szeryf. Ona KOCHAŁA koty. Co oznaczało, że zdanie o nieprzepadaniu za nimi było kłamstwem, a zdanie o zakochaniu... -
Jak to zapomniałem o.... - zaczął powoli, ale przerwał. -
Ale przecież... Dust, nie mów, że... - nie dokończył. Przecież... od zawsze twierdziła, że nic do niego nie czuła, że był jej najlepszym przyjacielem, że, kurwa, kochała go jak brata. Zamrugał kilka razy oczami, próbując dodać dwa do dwóch, ale ciągle wychodziło mu pięć, bo to nie mogła być prawda. Nagle August gwałtownie wstała z kolan Theo i rzuciła krótko, że
nie czuje się najlepiej, dlatego szybkim krokiem ruszyła w stronę łazienek.
k u r w a
Nie rozumiał, co tu się właśnie odjebało. -
August! - zawołał za nią, a po chwili wyprostował się jak struna, automatycznie chcąc ruszyć w pogoń za przyjaciółką, ale nagle zamarł. Zerknął na siedzącego obok Theo. Kurwa, to... wyglądało potwornie słabo. Facet przyszedł na randkę, dostał w łeb historiami o ich wspólnym seksie, a teraz jego potencjalna dziewczyna uciekała do kibla, bo właśnie wyszło na jaw, że przez lata kochała się w swoim najlepszym kumplu. Ja jebie. Alex oparł dłonie o blat, wziął głęboki oddech i spojrzał prosto na wielkoluda - musiał ratować honor Winters. -
Przepraszam cię za to, Theo... - zaczął, nie bardzo wiedząc, jak ująć swoje myśli w słowa. Zastanawiał się, czy w ogóle dało się jakkolwiek wyrazić TAKIE EMOCJE słowami. -
Na pewno jesteś super facetem, serio, a ona jest... cóż, wariatką. A ja... ja przysięgam, nic nie wiedziałem. Lepiej to sobie dobrze przemyśl, dobra? Na chłodno. Nie wiem, czemu akurat dzisiaj to powiedziała, ale... Kurwa - pokręcił głową, zrezygnowany. -
Popilnuj stolika, a ja pójdę sprawdzić, co z nią - rzucił jeszcze na odchodne, zanim skierował swoje kroki w stronę damskiej toalety.
Gdy znalazł się pod damską łazienką, bez słowa pchnął drzwi i zignorował oburzone spojrzenia dwóch lasek poprawiających makijaż przy lustrze. Minął je w przejściu, po czym podszedł pod drzwi jedynej zamkniętej na kluczyk kabiny. -
Ja jebie - zaczął jak jakaś debil, po czym odetchnął głęboko, żeby trochę się uspokoić i przemyśleć, co właściwie mógłby jej teraz powiedzieć. Dalej nie mógł uwierzyć w to, co się odjebało przy tamtym stoliku. Nie docierało do niego, że August Winters się w nim...
kochała? Niedowierzanie zaczęło ustępować wkurwieniu, oj. Zaczął walić pięścią w zamknięte drzwi kabiny. -
August, wiem, że tam jesteś - kontynuował zirytowanym tonem. -
Co to było, Dust? Jak ty się w ogóle zachowujesz? Walisz coś takiego prosto z mostu i spierdalasz jak tchórz? - rozpoczął swój monolog przez zamknięte drzwi, bo na razie się nie zanosiło, żeby Winters planowała je otworzyć, a Alex miał już dość trzymania swoich nerwów na wodzy.
dust
theo