27 y/o
Welkom in Canada
166 cm
właścicielka kwiaciarnio-kawiarni "Seasons"
Awatar użytkownika
been there, done that, messed around.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

Pomimo swojej otwartości względem ludzi, promienności i cholernie lekkiego podejścia do codziennych, przyziemnych spraw, August była jedną z tych osób, które bardzo przywiązywały się do ludzi zostających na d ł u ż e j. Lata spędzone w szpitalach, bycie kłutą, wlewanie w siebie najróżniejszych środków, które wyniszczały niechcianego mieszkańca jej organizmu, pokazały jej zupełnie inny świat. Tę ciemną wersję, która potrafiła cię wchłonąć, jeżeli choć na moment byłeś słabszy. Jeżeli się poddawałeś i przestawałeś chcieć walczyć. Widziała to w znajomych ze szpitala. W twarzach ich rodzin. Może dlatego oryginalnie nie chciała, żeby Alex był przy niej w tych najcięższych chwilach? Bała się, że widząc ją tak słabą, tak kruchą, tak zupełnie niepodobną do samej siebie, po prostu by się załamał. A widok jego rozsypującego się na kawałeczki nie był czymś, co pomogłoby jej w determinacji. Może dlatego właśnie teraz też tak cholernie się stresowała? Bo jednak Alex był gotowy otworzyć serce na nowe znajomości, miał swoją grupkę znajomych, miał przepiękną dziewczynę i jakoś powoli układał sobie codzienne życie, w którym Winters momentami wydawało się, że nie była już całkowitą częścią jego świata, a po prostu dodatkiem.

d o r a s t a l i

Nie miała z tym problemu. Wiedziała, że prędzej czy później tak się stanie. Może też dlatego usilnie miała nadzieję, że znajdzie kogoś dla siebie? Przyjaciół? Bliższą osobę, do której będzie mogła wracać do domu? Jeszcze nie była pewna, czy będzie to Matheo. Sama nie była pewna, czy ona była dla niego odpowiednią osobą, ale wiedziała, że zdążyła go polubić na tyle, by zobaczyć, co o tym wszystkim sądzi jej najlepszy przyjaciel.

Na całe szczęście, gdy Matheo zniknął po jedzonko dla nich, Ducky w trymiga ją uspokoił. No bo… dosłownie czuła się jak jedna z tych zabawek, które z tyłu zakręca się na tyle mocno, by chwilę później trzęsły się w miejscu jak popierdolone. No taki był jej mood, a nieważkość spowodowana wypitym alkoholem wcale, ale to wcale, nie pomagała w tamtym momencie. - Ducky! Nie rozpowiadam… to po prostu tak wyszło… wiesz, jakiś sekret z przeszłości - przejechała dłonią po twarzy. - Poza tym zachowujesz się, jakby to było coś, czego mielibyśmy się wstydzić… - prychnęła pod nosem, oburzona, zarzucając ramię na ramię. Po chwili jednak się wyprostowała, zarzuciła ręce za jego szyję i przybliżyła się, łącząc swoje czoło z jego czołem, zerkając mu prosto w tęczówki. - a tak na dobrą sprawę to zrobiłeś przysługę umierającej przyjaciółce… a to się ceni. Cel charytatywny. - Przysunęła palec wskazujący i środkowy do swoich ust, musnęła je, a po chwili przyłożyła je do jego policzka w formie niewinnego całuska. Skoro podobno szło jej zajebiście dobrze, to po co miała się stresować, no nie?

Szybciutko znalazła swoje miejsce na kolanach Matheo, gdy wrócił z przekąskami. Pomimo tego, że była na niego niesamowicie wkurwiona, chciała okazać mu troszkę bliskości. W końcu to ona go tutaj zaprosiła, no nie? A on, pomimo tego, że widzieli się zaledwie kilka razy, jednak się zjawił. - Zdrajcy! - wyrzuciła z siebie oburzona. - Pewnie uknuliście to… przed, przed… ahhh, whatever! - Machnęła ręką i zgarnęła kieliszek z shotem, by wyżłopać go po chwili. Była ciapkę overwhelmed tym wszystkim i faktem, że zaraz wyrzuci z siebie kolejną ciekawą informację w obawie, że pan zgaduj-zgadula znowu powie coś, co powiedziała mu, ekhm, w tajemnicy. Uśmiechnęła się złośliwie pod noskiem, gdy usłyszała, jak Matheo się zakrztusił. Zerknęła na niego i odparła z uśmieszkiem, - Wszystko dobrze? - Po czym spojrzała z powrotem na Alexa. Wydawało jej się oczywiste, która odpowiedź była kłamstwem. Przecież Alex wiedział o jej kocie, Szeryfie! Więc sam fakt, że… no, chyba o nim zapomniał i powiedział to, że nigdy sie w nim nie kochała… sprawił, że zacisnęła dłoń na spódniczce.

Welp, that’s gonna be interesting, pomyślała, zdając sobie sprawę, że no, przejebała. - A kto powiedział, że skończył na pościeli? - zerknęła na ich obu, po czym otworzyła usta i wysunęła język, dając im do zrozumienia, jaki był tego finał. Chwyciła kolejnego shota i wypiła go duszkiem. - Poza tym nie wierzę, że zapomniałeś o Szeryfie, Alex. Disappointed! - Rzuciła to jak gdyby nigdy nic, próbując ukryć zażenowanie i dziwny uścisk w sercu, że właśnie w taki sposób powiedziała mu prawdę. - Nie czuję się najlepiej. - Wstała z kolan Matheo i szybko ruszyła w kierunku łazienki. Nie chciała tam być w tamtym momencie. Wolała, żeby Alex wszystko sobie przetrawił, z nadzieją, że doda dwa do dwóch i zrozumie, że wychodzi cztery. Nie ma to jak powiedzieć przyjacielowi, że kiedyś się w nim kochała, na czymś w rodzaju randki z facetem, którego aktualnie widywała.

Everything in August fashion.

ducky theo
27 y/o
PSUJ TROFEOWY
183 cm
trener boksu w Kingsway Boxing Club
Awatar użytkownika
i don't get lucky, i make my own luck
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 os.
czas narracjiprzeszły
postać
autor

p a k t


Alex i August byli przyjaciółmi na dobre i na złe. Naprawdę doceniał fakt, że miał ją przy sobie w dorosłym życiu - i wcale nie tylko dlatego, że pomogła mu przetrwać najgorsze lata. Była zwariowana, miała odklejone pomysły, była też jego ride or die, zawsze mógł na nią liczyć i nigdy nie zostawiła go w potrzebie, tak samo jak on jej. A gdy poprosiła go o wspólne przeżycie pierwszego razu? Tak, miał wątpliwości, i tak, zgodził się, mimo że nie żywił do niej żadnych romantycznych uczuć, ale nie żałował tej decyzji, zwłaszcza, że August na każdym kroku utwierdzała go w przekonaniu, że również nic do niego nie czuła. Wtedy nie wiedział, czy w ogóle spotkają się po tym wszystkim ponownie z powodu jej choroby, więc... nic dziwnego, że się zgodził. Chciał po prostu uszczęśliwić swoją przyjaciółkę, podarować jej chwilę normalności i zapomnienia przed powrotem do Stanów. Z perspektywy czasu ten pomysł mógł wydać się beznadziejny, ale nikt nigdy nie powiedział, że Alexander Hall był tytanem intelektu. Nigdy nie zastanawiał się nad przyszłością ani nad tym, jak mogłaby być odebrana ich przeszła relacja w momencie, gdy każde z nich zacznie układać sobie życie z drugą połówką. Alex, na przykład, absolutnie nie wyobrażał sobie powiedzieć Maddie, że naprawdę spał z jedną ze swoich najbliższych przyjaciółek, i że nadal regularnie się z nią spotykał i kumplował. Teraz miał wrażenie, że Lennox by go za to wypatroszyła. Nic dziwnego, że gdy tylko Theo odszedł od stolika, Alex wykorzystał tę okazję, aby sprowadzić Winters na ziemię. Ducky! Nie rozpowiadam… to po prostu tak wyszło… wiesz, jakiś sekret z przeszłości. Poza tym zachowujesz się, jakby to było coś, czego mielibyśmy się wstydzić… - August, stop, stop - uciszył ją uniesioną dłonią. - Nie wstydzę się tego, po prostu proszę, żebyś nie rozpowiadała tego na prawo i lewo, zwłaszcza, że jest tu z nami twój potencjalny przyszły chłopak - powiedział głośnym szeptem, a nawet obejrzał się przez ramię, żeby sprawdzić, czy Theo już do nich wracał. No i August nie byłaby sobą, gdyby nie zbliżyła swojego czoła do jego czoła, nie rzuciła jakiegoś tekstu o celu charytatywnym, a na koniec nie pocałowała swoich dwóch palców i nie przyłożyła ich do jego policzka. Alex przewrócił teatralnie oczami, mimo że rozbawienie zaczęło mieszać się z wewnętrzną irytacją. - Czy mogę to już odliczyć od podatku? - mruknął z przekąsem, bo trochę go wkurzyło to porównanie do fundacji (ciekawe jakiej, kurde, seksualnej? Fundacja Wyruchaj-się-sam?), ale nie dodał już nic więcej, bo Theo wrócił do nich z żarciem.

No i właśnie dlatego Alex, jak gdyby nigdy nic, poczęstował się kolejnym tostem, a przy tym jednym uchem słuchał ich wymiany zdań o tym, że Theo odpowiedział poprawnie na dwie prawdy i kłamstwo Alexa, a August nie. - Theo po prostu jest... yyy... domyślny, Winters - skwitował krótko i wzruszył ramionami. Zjadł tościka do końca, po czym wychylił kolejnego szota na uspokojenie nerwów. Szkoda tylko, że Dust go nie uprzedziła, że będzie potrzebował zdecydowanie więcej alkoholu, żeby przetrwać ten wieczór. Fuck. Równia pochyła zaczęła się w momencie, gdy Dust wyrzuciła z siebie szybko trzy proste zdania. Zrobiłam kolesiowi w szpitalu dobrze ręką, nie przepadam za kotami, kochałam się kiedyś w moim przyjacielu. Oczywiście, że na pierwszy rzut oka ucha miłość do przyjaciela wydała się mu czystą abstrakcją, zwłaszcza, że powiedziała to jako ostatnią w kolejności rzecz. No i wtedy... Jezu. Theo się zakrztusił piwem, a August, dopiła alkohol i wypowiedziała tylko kilka słów. Nie wierzę, że zapomniałeś o Szeryfie, Alex. Disappointed! W głowie Alexa trybiki zaczęły obracać się w szaleńczym tempie. Szeryf. No tak, przecież kocur August nazywał się Szeryf. Ona KOCHAŁA koty. Co oznaczało, że zdanie o nieprzepadaniu za nimi było kłamstwem, a zdanie o zakochaniu... - Jak to zapomniałem o.... - zaczął powoli, ale przerwał. - Ale przecież... Dust, nie mów, że... - nie dokończył. Przecież... od zawsze twierdziła, że nic do niego nie czuła, że był jej najlepszym przyjacielem, że, kurwa, kochała go jak brata. Zamrugał kilka razy oczami, próbując dodać dwa do dwóch, ale ciągle wychodziło mu pięć, bo to nie mogła być prawda. Nagle August gwałtownie wstała z kolan Theo i rzuciła krótko, że nie czuje się najlepiej, dlatego szybkim krokiem ruszyła w stronę łazienek.


k u r w a


Nie rozumiał, co tu się właśnie odjebało. - August! - zawołał za nią, a po chwili wyprostował się jak struna, automatycznie chcąc ruszyć w pogoń za przyjaciółką, ale nagle zamarł. Zerknął na siedzącego obok Theo. Kurwa, to... wyglądało potwornie słabo. Facet przyszedł na randkę, dostał w łeb historiami o ich wspólnym seksie, a teraz jego potencjalna dziewczyna uciekała do kibla, bo właśnie wyszło na jaw, że przez lata kochała się w swoim najlepszym kumplu. Ja jebie. Alex oparł dłonie o blat, wziął głęboki oddech i spojrzał prosto na wielkoluda - musiał ratować honor Winters. - Przepraszam cię za to, Theo... - zaczął, nie bardzo wiedząc, jak ująć swoje myśli w słowa. Zastanawiał się, czy w ogóle dało się jakkolwiek wyrazić TAKIE EMOCJE słowami. - Na pewno jesteś super facetem, serio, a ona jest... cóż, wariatką. A ja... ja przysięgam, nic nie wiedziałem. Lepiej to sobie dobrze przemyśl, dobra? Na chłodno. Nie wiem, czemu akurat dzisiaj to powiedziała, ale... Kurwa - pokręcił głową, zrezygnowany. - Popilnuj stolika, a ja pójdę sprawdzić, co z nią - rzucił jeszcze na odchodne, zanim skierował swoje kroki w stronę damskiej toalety.

Gdy znalazł się pod damską łazienką, bez słowa pchnął drzwi i zignorował oburzone spojrzenia dwóch lasek poprawiających makijaż przy lustrze. Minął je w przejściu, po czym podszedł pod drzwi jedynej zamkniętej na kluczyk kabiny. - Ja jebie - zaczął jak jakaś debil, po czym odetchnął głęboko, żeby trochę się uspokoić i przemyśleć, co właściwie mógłby jej teraz powiedzieć. Dalej nie mógł uwierzyć w to, co się odjebało przy tamtym stoliku. Nie docierało do niego, że August Winters się w nim... kochała? Niedowierzanie zaczęło ustępować wkurwieniu, oj. Zaczął walić pięścią w zamknięte drzwi kabiny. - August, wiem, że tam jesteś - kontynuował zirytowanym tonem. - Co to było, Dust? Jak ty się w ogóle zachowujesz? Walisz coś takiego prosto z mostu i spierdalasz jak tchórz? - rozpoczął swój monolog przez zamknięte drzwi, bo na razie się nie zanosiło, żeby Winters planowała je otworzyć, a Alex miał już dość trzymania swoich nerwów na wodzy.

dust
theo
32 y/o
Mark your calendar for Canada Day
197 cm
robi dyplom pomiędzy pracami
Awatar użytkownika
come as you are
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkija?
typ narracjitrzecia osoba
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Gut feeling.
Już w momencie, w którym dowiedział się o Alexie i o jego wspólnej historii z August, miał wrażenie, że było w tej kwestii znacznie więcej podtekstu. Mimo to postanowił przyjąć co mu powiedziała, że szczenięce uczucie rozpłynęło się w eterze i generalnie nie było o czym mówić.. Tyle że to tak nigdy nie działało, prawda? Był powód dla którego nie chciał się spotkać ze swoim własnym szczenięcym uczuciem wiedząc, że różnie się to mogło skończyć, a opcji, by mógł z nią normalnie rozmawiać generalnie nie widział, co dopiero takiej sytuacji w której mógłby się z nią przyjaźnić? Nope. Na-ah. Pomijając fakt, że jego szczenięca miłość była całkiem toksyczna i powinna się była w ogóle nie zdarzyć, nie wierzył w to, by takie uczucia po prostu znikały.
Bardziej czystego dowodu na swoje twierdzenie dostać nie mógł, prawda? Szybko poszło. Od słowa do słowa i kolejna dziewczyna w jego życiu stwierdzała, że wolała zamknąć się w łazience, zamiast zostać na miejscu i po prostu porozmawiać... W tym konkretnym przypadku mógł to w sumie zrozumieć, będąc zapasowym kołem u wozu w tej rozmowie, na własne życzenie. Przeczesał palcami włosy, na moment odchylając się na własnym krześle, odprowadzając spojrzeniem August spod uniesionych wysoko brwi, zanim zerknął na tłumaczącego się chłopaka.
- Nie masz za co przepraszać. - machnął lekko ręką, posyłając mu krótki uśmiech. To nie była jego wina. To nie była niczyja wina, bo serce nie sługa, prawda? Z miejsca w którym siedział, wyglądało to tak, że sama August była zaskoczona własnymi emocjami i wyszło jak wyszło. Nie jej wina też. Wzruszył lekko ramionami, rozkładając ręce w geście bezradności, swoją drogą uznając słowa Alexa za całkiem urocze. - Idź, idź. Ja tu ogarnę. - tyle mógł zrobić w tej całej sytuacji, nie? Zapakować im jedzenie, uporządkować trochę stolik, pobawić się w kelnera głównie po to, by zająć czymś myśli, a przede wszystkim ręce. Nawet gdyby nie był za stary na high school drama i bieganie za dziewczyną do kibla, żeby się tłumaczyć i prosić.. to nie z nim w tym momencie powinna August rozmawiać. To nie do niego żywiła skrywane uczucia, które przez lata chowały się gdzieś pomiędzy platonicznymi, z góry ustawionymi zasadami. Rozumiał to i naprawdę nie winił w tej sytuacji nikogo.

Zajął się więc tym, w czym był naprawdę dobry; bycie spokojnym i dorosłym w sytuacji, niespiesznie porządkującym stolik. Dopił swoje piwo, kroki kierując znów do uprzejmej obsługi lokalu, prosząc o dwa pudełka na wynos, by móc zapakować wszystkie przegryzki, które przed momentem kupił. Nie potrzebował niczego dla siebie, miał wystarczającą ilość jedzonka w domu, ale wciąż chciał, by ta dwójka miała co przegryźć jak już ochłoną. Przeszło mu przez myśl całkiem rozbawione stwierdzenie, że w całej tej sytuacji traktował ich bardzo po ojcowsku, nie? "Okay, dzieciaki, cokolwiek by się nie działo, zjedzcie coś, odpocznijcie, wypijcie dużo wody, pat-pat." Z tym też był całkiem w porządku, naprawdę lubił się zajmować ludźmi w swoim otoczeniu i zwykle całkiem naturalnie wskakiwał w tą rolę..
Podzielił jedzenie na stoliku na dwa pudełka, puste naczynia odniósł do baru, te kilka szotów, które wciąż mieli, zostawił w spokoju na stoliku, nawet jeśli nie sądził, by nawalanie się w trzy dupy były dobrą opcją, zwłaszcza biorąc pod uwagę napiętą, emocjonalną atmosferę.. Ale hey, nie był ich ojcem, byli dorośli, mogli podejmować własne decyzje. On tu tylko sprzątał. Usiadł na swoim miejscu z cichym westchnieniem, zakładając ramiona za głowę i przez moment bujał się na krześle, zanim wyciągnął telefon, by czymś się zająć. Nie miał zamiaru znikać chociażby po to, by się upewnić, że ta dwójka dotrze do swoich mieszkań bezpiecznie, że wezmą swoje przydzielone jedzenie.. Więc znalazł sobie zajęcie, popijając grzecznie wodę z wysokiej szklanki. Dziwny to był wieczór w barze.

Alexander Hall
august winters
LemonSpice
none
27 y/o
Welkom in Canada
166 cm
właścicielka kwiaciarnio-kawiarni "Seasons"
Awatar użytkownika
been there, done that, messed around.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

Fuck… fuck, fuck, fuck.

Nie wierzyła, że naprawdę to powiedziała. Piętnaście lat przyjaźni miało właśnie popłynąć z nurtem tylko dlatego, że nie potrafiła trzymać języka za zębami, bo za dużo wypiła? Bo się stresowała?! To nie tak, że wcześniej nie piła przy Alexie niemal do nieprzytomności. Mieli swoje eskapady, okej? Tyle że wtedy nawet nie myślała o tym, że była w nim zakochana. Nauczyła się z tym żyć. Tak samo jak z faktem, że on tych uczuć najzwyczajniej w świecie N I E O D W Z A J E M N I A Ł. Proste. Łatwiej nie dało się tego wytłumaczyć.

Jednak kiedy Matheo palnął tamten tekst… no, po prostu zmiotło ją z powierzchni ziemi do tego stopnia, że sama się sabotowała i rzuciła słowami, które całkowicie ją wyoutowały. Co miała zrobić? Siedzieć dalej na kolanach swojej randki, jednocześnie patrząc w oczy najlepszego przyjaciela, którego kochała nie tylko platonicznie, ale też cholernie romantycznie?
Ah, that is just fucking great.
Nie mogła tam dłużej tkwić i wpatrywać się w te jasnoniebieskie tęczówki, w których mogłaby przysiąc, że widziała swoje żałosne odbicie. Dlatego, gdy upewniła się, że w końcu do niego dotarło, że tak naprawdę chodziło właśnie o niego, podniosła się z kolan Matheo i ruszyła w kierunku toalet. Zamknęła się w jednej z kabin, opuściła klapę i usiadła na niej, ukrywając twarz w dłoniach. Próbowała wymyślić, jak mogłaby z tego wybrnąć. Przecież nie mogła pozwolić na to, żeby ich wieloletnia przyjaźń skończyła się przez… no… przez to! W dodatku biedny Theo. Z pewnością nie pisał się na taki obrót wydarzeń. Musiała mu to jakoś wynagrodzić, o ile po tym spotkaniu będzie jeszcze w stanie spojrzeć mu w twarz. - To jest damska łazienka! - krzyknęła oburzona jedna z dziewczyn, które wcześniej minęła. Ta sama, która przed lustrem poprawiała szminkę. Druga przeklęła coś pod nosem. August już chciała wyjść z kabiny i zobaczyć, co się tam działo, kiedy usłyszała znajomy głos. Jego głos. Nie odezwała się przez moment, bo co właściwie miała mu powiedzieć? To wszystko było zbyt skomplikowane.

Trzask. Trzask. Trzask.

Zaczął walić w drzwi, a potem stwierdził, że wiedział, że tam była. No dobrze? I co z tego?! Zmarszczyła brwi, a gdy nazwał ją tchórzem, aż oburzyła się pod nosem. Wcale nim nie była! No… może trochę. Zresztą uważała się za kogoś całkiem odważnego, skoro potrafiła odsunąć na bok palące uczucia do niego, byle tylko go nie stracić. Ale co on tam wiedział. No właśnie. Odsunęła zamek, chwyciła klamkę i otworzyła drzwi, stając tuż przed nim. - I po co ten teatrzyk, Hall? - spojrzała na niego, unosząc brwi, po czym skrzyżowała ręce na piersi. - Po prostu zrobiło mi się niedobrze. - Prychnęła i przewróciła oczami, zanim podeszła do umywalki, wymijając go. Odkręciła wodę, nachyliła się i nabrała jej trochę w dłonie, żeby zwilżyć rozgrzaną twarz. Dopiero wtedy podniosła głowę i spojrzała na jego odbicie w lustrze. - A ty tutaj zaraz wparowujesz, jakby nie wiadomo co się stało. - Kurwa. To było znacznie trudniejsze, niż jej się wydawało.

Podeszła do podajnika z papierowymi ręcznikami, wyciągnęła jeden i osuszyła dłonie, jednocześnie próbując przekalkulować w głowie, jak powiedzieć mu prawdę bez mówienia prawdy. W końcu podeszła do niego i uśmiechnęła się szeroko, ujmując jego twarz w dłonie. - Ducky, po prostu kochałam się w tobie, zanim uprawialiśmy seks… Pamiętasz tę noc na dachu, kiedy cię pocałowałam? Chciałam sprawdzić, czy po tym jakże wielkim akcie nadal będę coś do ciebie czuła. - Uśmiechnęła się do niego, chociaż wewnątrz wcale nie było jej do śmiechu. - Ale później cały czar prysł. To było zwykłe, gówniarskie zauroczenie, dlatego nigdy o tym nie wspominałam. - Kłamstwo. Ale co innego mogła powiedzieć? Kocham cię i nadal będę cię kochać, ale nie chcę, żeby zrobiło się między nami dziwnie, więc po prostu dalej będę cię okłamywać? Stanęła na palcach i pocałowała go w policzek, po czym chwyciła go za dłoń i pociągnęła w kierunku wyjścia. - Już nie dramatyzuj. Mamy imprezę do dokończenia! - rzuciła z szerokim uśmiechem, mając nadzieję, że jednak odpuści. A Theo, pomimo robienia tego wieczoru za kelnera i nadopiekuńczego tatusia, w końcu się rozluźni i przejmie inicjatywę.

Matheo
ducky
ODPOWIEDZ

Wróć do „SPIN”