Madox uwielbiał błyskotki, jak jakaś sroka, pewnie nosił ich więcej niż niektóre kobiety... Więcej niż jego kobieta na pewno. Dużo pierścieni, złoty zegarek i łańcuszki na szyi, ostatnio najczęściej ten z serduszkiem z literką
P, a do tego kolczyki. I on jeszcze w tej swojej biżuterii nie bał się wyrazistości, błyszczących kamieni na przykład, więc ten zegarek... to chyba był strzał w dziesiątkę.
Co zresztą mogła widzieć w jego oczach, jak zaraz błysnęły, zanim przeniósł na nią spojrzenie.
-
No mam nadzieję, że jednego, ale jak więcej... to się jutro będziemy napierdalać o twoją rękę na śmierć i życie - rzucił zaczepnie i zaraz się do niej wyrwał. To co, już dało się żartować z za-zdro-ści?
Może.
Na pewno nie dało się z tego, że ten zegarek na jego ręce upstrzonej tatuażami, na tej smagłej skórze, z którą złoto odpowiednio się komponowało, wyglądał
caliente. Nie dało się już też z tego, że oni
jutro zamierzali wziąć ślub. Dlatego Madox zaraz wymieniał jej listę rzeczy, które musi jeszcze
załatwić, a kiedy powiedziała, że
ona ogarnie obrączki, to zerknął na nią z ukosa, ale zaraz skinął głową -
dobra, w sumie to ty załatw obrączki, a ja bilety i będziemy mieć oboje niespodziankę - nawet mrugnął do niej jednym okiem. Pewnie już by grzebał w telefonie i szukał jakiś biletów na last minute, gdyby go miał. W tych czasach nie dało się żyć bez telefonu. Chociaż, kiedy na nim usiadła, to znowu go rozproszyła, przesunął ciemnym spojrzeniem po jej nagiej piersi, do której lepiły się czarne kosmyki, na oczy, duże i błyszczące. Uśmiechnął się, kiedy powiedziała to, że
każdy dzień z nim jest kurewsko zajebisty, bo chyba Pilar Stewart, zaraz Noriega, to była jedyna osoba na świecie, która tak uważała.
-
Ja się zawsze staram, zawsze daje z siebie sto procent cariño - wyrwał się do niej, żeby musnąć wargami jej pełne, gorące usta, ale zaraz opadł plecami na materac, aż uniósł jedną brew. Bo czy on dobrze słyszał? Pilar chciała brać to co przyniesie los? A gdzie jakiś plan? -
i to co... czujemy - przesunął wytatuowanymi palcami po jej brzuchu, po piersi, żeby ułożyć je na jej sercu, czuł pod opuszkami jak jej serce jeszcze waliło zdecydowanie szybciej niż powinno. I jego też, a wyrwało się do niej jeszcze mocniej, kiedy się tak na nim wierciła. Aż na moment przymknął oczy odchylając głowę do tyłu, wbijając ją w materac. Jak tak dalej pójdzie, to nie wyjdą z łóżka, a jej pocałunki wcale nie pomagały. Nawet miał jej to powiedzieć, ale wtedy opadła na niego, a zaraz mówiła o Eliocie.
-
Nic mu nie mów, ja się czasem nie pokazywałem u niego tygodniami... - no tak, tylko, że Madox to zawsze miał jakieś wymówki, bo był zajęty, bo był na celowniku, bo jak to będzie wyglądało, jak on sobie pójdzie na komisariat? Chociaż zaraz się okazało, że Pilar też miała dobrą wymówkę. Madox parsknął śmiechem gdzieś w jej włosy -
chorzy na miłość? - zaczął, ale zaraz znowu się zaśmiał, aż klatka piersiowa mu zadrżała -
albo na sraczkę - wzruszył ramionami, a kiedy znowu na nim usiadła, kiedy odgarnęła do tyłu włosy, wyprężając się przed nim, a słońce zagrało na jej wilgotnej, gładkiej skórze, to aż pokręcił głową -
jak to jest kurwa możliwe, że mówisz o sraniu i rzyganiu, a wciąż mnie tak kurewsko kręcisz? - spiął mięśnie na brzuchu, żeby do niej wstać, objąć ją w pasie -
dobra, mogę tak powiedzieć w klubie, ty tak powiesz Eliotowi, a przecież nikt tu nie przyjdzie sprawdzić jak nam idzie - znowu musnął wargami jej usta, ale zaraz odchylił się do tyłu podpierając na ręce -
dwadzieścia cztery godziny... Co to jest, co się może wydarzyć przez ten czas... - akurat znając ich to w chuj dużo. Bo to D W A D Z I E Ś C I A i cztery godziny. A oni w trzy na przykład, dwa razy się pokłócili, trzy razy szczytowali... Pilar przynajmniej. I jeszcze zdecydowali, że jutro biorą ślub.
Może jeszcze szli by na kolejny rekord, czy coś, bo Madox znowu się do niej łasił, niezrażony żadnymi wymyślonymi jelitówkami, jeszcze przypieczętowali to wszystko gorącymi pocałunkami, ale w końcu pora było się zebrać. Chociaż Madox jeszcze wygrzebał z szafy czerwoną koszulę i oczywiście, że ją przymierzył przykładając do niej nowy zegarek -
zobacz, taka na ślub... - Noriega to jednak był niemożliwy, gorszy niż baba czasem -
jak się prezentuje? - z gołym tyłkiem na pewno świetnie, ale zegarek mu miał pasować, do koszuli, nie do spodni.
A zresztą zaraz wciągał na siebie jakieś jeansy i koszulkę -
muszę iść po telefon... - jeszcze mruczał w jej usta, kiedy znowu się do siebie dorwali. Trudno im było się dzisiaj rozstać.
A jednak się udało i w końcu zajęli się odhaczaniem listy rzeczy do zrobienia przed ślubem.
Takie listy u normalnych ludzi pewnie ciągnęły się kilometrami, a ich wyglądała tak:
- bilety
- obrączki
- kłamiemy Eliota i Pati
- i bierzemy ślub.
Pilar mañana Noriega ‧₊˚
⋅♡
༘⋆