Żyj, po prostu żyj i udawaj, że jest zwyczajnie – powtarzał sobie Cem w myślach. Pierwszy raz chyba mu na niczym nie zależało. I nawet praca w Toronto nie trzymała go ściśle z czymkolwiek. Mógł zostać w Turcji, ale wyjechał, a w Kanadzie nie było lepiej. Może i miał tu kilka zaufanych osób, ale one nie były w stanie naprawić jego umysłu, duszy i serca – całe trio cierpiało, a on tylko dzięki pracy jakoś egzystował. Bo trudno nazwać to życiem. Wszystko mu spowszedniało, straciło na wartości i po prostu robił to, co mu powiedział terapeuta – zajmij się czymś i nie myśl. Właśnie dlatego nie poddał się i przyjął ofertę zagrania w kolejnym sezonie serialu medycznego. Robił „coś” i to miał być jego progres. Patrząc jednak na to, co robił poza nią, było człowiekowi przykro i smutno, bo temu człowiekowi naprawdę już na niczym nie zależało. Nie mówił o tym na głos, ale wystarczyło na niego spojrzeć.
Nieustannie powtarzał sobie, że jest stabilnie, chociaż nie było.
-
Ja nie potrzebuję komplementów – nie chodzi o skromność, raczej o to, że takie rzeczy mu wisiały. Krytykowano go za styl, za to, że nie przyjaźni się z celebrytami, nie bywa gwiazdą w świecie plotek i skandalistą, on woli zwyczajne traktowanie, a nie jakieś sztuczne uprzejmości. Na wszystko zapracował sam, począwszy od gry na gitarze na ulicy, po udzielanie młodym Turkom korepetycji z angielskiego. Chodził na castingi, starał się i naprawdę sam sobie wywalczył miejsce w biznesie telewizyjnym i filmowym. Nie potrzebował pochwał, wystarczył mu szacunek, bo na to na pewno zasługiwał. –
Robię to, co kocham i naprawdę to jest dla mnie najważniejsze – w tej chwili było, bo jego pierwszy punkt na liście priorytetów się zmienił. Już nie mógł postawić sobie tam ukochanej kobiety. Pozostała mu już tylko harówka i zajmowanie myśli pracą. A potem piwo, lub dwa, przynajmniej lepiej się po tym spało. I tak wyglądał każdy dzień. Sam się zastanawiał, czy dobrze robi przebywając wśród przyjaciół, bo większość mówiła, że przesadzał i powinien wziąć się w garść. I może to Mavi wyglądała jak ich zmarła matka, ale jej charakter i duszę miał właśnie Cem. Mimo wzlotów i upadków, kobieta kochała jednego człowieka, który był specyficzny i trudny w relacji. Kochali się, nawet jeśli czasem wyglądało to inaczej. Cem nie wierzył, że ktoś zajmie miejsce Eden, jeśli ta nie wróci, gdziekolwiek była. Był przekonany o tym, że nikt do niego nie dotrze tak, jak ona. I nawet jeśli się kłócili, byli przyjaciółmi, a nawet więcej. Kochankami. Jego uczucia były szczere i czekałby na nią i resztę życia. Tylko, że tak nie można. Czy chciał, żeby ktoś zajął jej miejsce? Nie wiedział, bo odpowiedź była skomplikowana, zupełnie jak jego emocje.
Jamie lubił, naprawdę. Dogadywali się, ale zawsze trochę żałował, że próbowali być parą. Dlaczego? Bo lepiej mu szło bycie wielkim bratem, a nie facetem, który chce, ale nie czuje wszystkiego na poważnie. Wydawało mu się kiedyś, że jest w stanie dać jej wiele, ale z czasem zrozumiał, że ona potrzebuje kogoś innego, tak jak i on. I był szczery w sympatii, naprawdę lubił spędzać z nią czas, ale nie była właśnie tą. I nie była temu winna. Tylko on był w tym układzie tym złym.
Po tym jak otrząsnął się z zamyślenia, opowiedział dokładnie o tym, jak wyglądała praca nad serialem. Powiedział, że zaledwie jakieś piętnaście procent pochodzi z nagrań przed budynkiem, a w środku filmują w poddanym niedawno remontowi skrzydle, gdzie przebywało niewielu prawdziwych pacjentów i jedni drugim nie wchodzili w drogę. Resztę oczywiście ogarniali w studiu i kilku przygotowanych pod serial miejscach. Wyglądały bardzo profesjonalnie i naprawdę dało się wyczuć, że to szpital, a nie tylko sztuczny twór.
Brzdąkał sobie na tej gitarze i zastanawiał się, czy kolejny dzień przyniesie jakieś niespodzianki. Doceniał chęci i pomoc Jamie, ale nie mógł na niej polegać cały czas. Siostra także go wspierała, a Emir, który w końcu został jego agentem, często towarzyszył mu w barach, gdzie popijali piwo. Może i brakowało mu tych wieczornych wędrówek wzdłuż Bosforu i popalanie papierosów nad jego wodami, ale Toronto też było w porządku.
Patrzył na krzątaninę Jamie i pomyślał, że on nie zasługuje na to wszystko. Zdecydowanie nie.
I nawet potrafiła z niczego zrobić coś, bo naprawdę jego lodówka i szafki kuchenne były praktycznie puste. No ale widocznie coś jednak miał.
-
Dzięki za pomoc – powiedział krótko i odłożył gitarę, by podejść do drzwi i odebrać zamówienie. Zapłacił, dał dostawcy napiwek i wrócił do środka, gdzie mogli sobie podzielić wszystko między siebie.
Potem zaczął szukać laptopa, by w ogóle coś znaleźć, co można było obejrzeć. Zamiast filmu, chciał pokazać jakieś nagrania typu wpadki z planu, zabawne sceny i tym podobne rzeczy. Jakoś nie wierzył, że dałby się skusić na coś długiego, bo straciłby szybko zainteresowanie i odpłynąłby jak podczas czytania, po prostu nie wiedząc już, co właściwie się działo.
Kiedy postawił na stoliku laptopa, włączył go, a na pulpicie pojawił się kolaż prywatnych zdjęć. Jedno z Mavi, jedno z bratem, kolejne z Emirem, jakieś wesołe z Jamie (bo ona też zasługiwała na uwagę, znosząc te jego nastroje), no i jeszcze jedno,
z Edenprzed premierą, na którą razem poszli będąc w Stambule.
I znów patrzył na jej twarz i spojrzenie, które mówiło, że on też jest dla niej ważny.
Po chwili znalazł na pulpicie folder z różnymi filmikami, jak chciał.
-
Jeśli chcesz coś wesołego, włączę coś zza kulis mojej pracy. Tylko nie licz ile razy przeklinałem – oj było tego trochę. –
Myślę, że będziesz się dobrze bawić – powiedział z przekonaniem.
Jamie Park