ODPOWIEDZ
36 y/o
Enjoy the simplest things
196 cm
aktor filmowy i telewizyjny w Kanadzie i Turcji
Awatar użytkownika
Cemil (czyt. Dżemil) jest kanadyjsko-tureckim aktorem. Należy do osób ambitnych i lubiących wyzwania. Mieszkał przez 12 lat w Stambule, do którego myśli się przeprowadzić w przyszłości.
Jest empatyczny, (już nie tak bardzo) towarzyski i udziela się charytatywnie. Obecnie ma złamane serce, gdyż jego ukochana po prostu zniknęła i przepadła...
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona, jej
typ narracjitrzecia osoba
czas narracjiczas przeszły
postać
autor

Mężczyzna przerzucił kolejną stronę w książce i zatrzymał się jeszcze na samym początku strony, kiedy przyłapał się na tym, że od kilu minut nie wie o czym czyta. Jego skupienie miało się naprawdę źle, przynajmniej kiedy próbował zrobić coś dla siebie. W pracy nie było tak najgorzej, nie miał problemu z zapamiętaniem roli czy przyswajaniem kolejnych umiejętności. Stawiał się na lekcje, potem chodził na plan szpitalny i ten w studiu czy w innych częściach miasta i jakoś czas mu płynął. Praca była dobra, a jeszcze lepiej gdy trwała jak najdłużej. Chyba jako jedyny nie narzekał na nocne zdjęcia i cieszył się, że może jakoś wypełnić ten czas. Bo sen przychodził, ale z pomocą lekarstw. Czuł się byle jak i ten stan ciągnął się od pół roku, nie ustając i nie przynosząc mu spokoju.
Kiedy pracował, w międzyczasie lub bezpośrednio po nagraniach, chodził w ulubione miejsca, by tam jakoś odpocząć i coś wypić czy zjeść. Ostatnio i to zaniedbał. Miał zrobić jakieś zakupy, ale wyleciało mu to z głowy i dlatego w tym dniu po prostu żył na piwie i papierosach. Po tym jak nad ranem wrócił do domu, jedyne o czym marzył to odpoczynek, ale i to nie pomagało jak trzeba.
Wziął książkę, jakąś pierwszą lepszą, z tych, które poleciła mu siostra i zaczął czytać. Zatrzymał się już po trzydziestu kilku stronach, bo życie bohatera chociaż ciekawe, powodowało falę różnych uczuć i wspomnień. Stracił wątek, a lektura wcale nie przynosiła ulgi czy relaksu. Może nie powinien pić piwa od rana. Ale kto mu zabroni? Był sam, a ta cholerna pustka, którą zostawiła po sobie Eden sprawiła, że po prostu chciał zamknąć oczy, zasnąć i odejść we śnie. Po prostu przestać czuć ból. Wyciągnął rękę po puszkę, ale w niej alkohol się kończył. Kolejnego już nie miał.
Dopił piwo, a potem położył się na kanapie. Tej samej, na której on i Eden prawie stracili nad sobą panowanie i oddali się miłosnemu uniesieniu. Znów podniósł książkę, ale tylko po to, by trzepnąć się nią w głowę. Gdyby mógł zapomnieć, albo umrzeć, wszystko by się skończyło. Zamknął oczy i po kolejnej dawce wspomnień, jakie przetaczały się w jego myślach, jakimś cudem zasnął. Nie obudziło go nawet spadające na podłogę tomiszcze, ani dotyk Vito, który przyczłapał do swego pana i patrzył nań smutnymi oczami. Pies trącił go pyszczkiem, a nie otrzymując reakcji, położył się na dywanie i obserwował Cemila uważnie. Wiedział, że z nim jest źle i wkrótce, jeśli coś się nie zmieni, odejdzie. Albo sam się wykończy, albo stanie się coś złego.
Cem próbował się podnieść i żyć dalej, ale było nieźle tylko wtedy, gdy nie był sam. Zamykając się w czterech ścianach czuł wszystko ze zdwojoną siłą. I tylko chyba Mavi wiedziała, że jej brat zmierzał w drogę, z której się nie wraca. Potrzebował jakiegoś cudu i nadziei, która nie zniknie tak szybko jak się pojawiła. Bo jeśli zaufa i jeszcze raz ktoś złamie mu serce, gazety i telewizja pokażą zdjęcia z jego pogrzebu.
Gdyby ktoś teraz wszedł do jego domu – a było otwarte, bo zapomniał zamknąć drzwi na klucz – zobaczyłby leżącego Cema, z prawą ręką zwisającą luźno na podłogę, obok niej leżała książka, a na stoliku przed kanapą, widniały dwie puste puszki po piwie. Co ciekawe, przy nich znajdowało się pudełeczko z lekarstwami od psychiatry. Taki miks nie mógłby się dobrze skończyć. Czy on popił tabletki alkoholem? Tak się mogło wydawać, ale nie był taki głupi i nieodpowiedzialny. Po prostu położył je tam poprzedniego dnia i tak zostały.
Cem nie zdawał sobie sprawy z tego, że miał mieć niezapowiedzianego gościa. Kogoś, kto się martwił o niego i przejmował tym, że nie dawał znaku życia, nie przychodził jak to zwykł robić i po prostu oddalał się na coraz to bardziej niebezpieczną odległość. Vito słysząc przybywającą osobę, zerwał się i pobiegł ku drzwiom, zaczynając szczekać. A Cem? Spał dalej. Zmęczenie i zamroczenie zrobiły swoje. Dobrze, że nie miał tego dnia pracy, bo w takim stanie lepiej się nie pokazywać innym. Uważał, że ma wszystko pod kontrolą, ale czy na pewno? W tej chwili po prostu wyglądał jak jedno wielkie nieszczęście, które szukało wytchnienia w czasie drzemki.

Jamie Park
Kwiatek
wyjdzie po ewentualnych ustaleniach
30 y/o
SPRING TIME
157 cm
kręcę lody i piekę w Kitten and the Bear
Awatar użytkownika
„Miłość jest trochę jak dobre ciasto — trzeba cierpliwości, odwagi i kogoś, z kim można podzielić ostatni kawałek.”
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkion/jego
typ narracjiTrzecia osoba
czas narracjiCzas przeszły
postać
autor

Kawa stygła... Przygotowana w kubeczku na wynos czekała na Cema. Za długo. Już dawno powinien wpaść tutaj w drodze z planu albo na plan, albo po prostu po to, żeby zobaczyć się z przyjaciółką. Pomalowane na biało paznokcie Jamie postukały nerwowo w blat, na którym stał kubek. Ich właścicielka spojrzała z troską na drzwi wejściowe, a potem, przygryzając wnętrze swojego policzka, na zegarek na ręku.
- Hmmm... - mruknęła pod nosem z czymś pomiędzy frustracją, troską a niezadowoleniem.
Spojrzała w kierunku Clementine, a ta od razu odczytała troskę swojej szefowej i ruchem głowy wskazała jej drzwi, uśmiechając się przy tym uspokajająco.
Wreszcie Jamie poprawiła swoją sukienkę i, zabrawszy swoją torebkę, ruszyła w kierunku wyjścia.
- Tinnie, nie wiem, za ile wrócę, jakby coś się działo, dzwoń...
Rower czy... Taksówka, zdecydowanie.
Stanęła przy ulicy i gwizdnęła na palcach niczym rasowy ulicznik, zwracając na siebie uwagę nie tylko taksówkarza, ale też dwóch przechodzących obok facetów, którzy pokiwali głowami z uznaniem.

Dzwonek do drzwi pobudził psa do głośniejszego szczekania. Drugi i trzeci... Kolejny. Jamie wreszcie, po chwili wahania, nacisnęła na klamkę i pchnęła drzwi, które ustąpiły. Vito szybko rozpoznał zapach dziewczyny, a jego szczekanie przeszło w radosne, chociaż inne niż zawsze. Ale Jamie od początku wiedziała, że coś jest nie tak. Wystarczyło tylko ostrzegawcze pikanie uzbrojonego alarmu, ale ten rozbroiła szybko i zamknęła drzwi.
- Cicho, Mały! - poprosiła psiaka i przyklękła, żeby wydrapać go za uszami i dać się nieco wylizać po rękach.
Cmok w nos załatwił sprawę, zresztą Vito od razu wyrwał się z objęć dziewczyny i pobiegł do salonu, nawołując ją za sobą...
- Cem... Coś Ty narobił. - jęknęła cicho z przejęciem, czując, jak zaciska jej się gardło, a w oczach robi się mokro...
Westchnęła, patrząc na puszki piwa, po czym podniosła fiolkę z lekami, zerkając na etykietę. Aż przewróciła oczami, siadając ciężko na kanapie koło Cema, najwyraźniej spodziewając się, że Cem śpi jak zabity, ale ten pod nagłym ruchem aż podskoczył na kanapie, a Jamie pisnęła przestraszona.
- Głupku! Nie strasz mnie! - powiedziała, sama nie wiedząc, dlaczego jest zła. - A tego nie popija się alkoholem, głupku.
Naburmuszona rzuciła na jego klatkę piersiową fiolkę z antydepresantami. Sapnęła, uspokajając swoje serce i lęk, który grał na jej nerwach w tej chwili jak muzyk na basetli.
- Jadłeś coś? - zapytała już nieco spokojniej.

Cem Ayers
Żejmi
znęcania się i bezsensownej przemocy, przejmowania kontroli nad postacią.
ODPOWIEDZ

Wróć do „#8”