Oskarżycielski ton Love nie zdziwił go ani trochę. Ba, wręcz przeciwnie – zdziwiony byłby dopiero, gdyby nigdy nie spróbowała postawić go pod ścianą. Przy tylu znakach zapytania i aż tak głębokim zepsuciu, trudno nie strzelać do
posłańca. Zwłaszcza jeśli jego moralność to kwestia dyskusyjna. Redaktor Roderick wyrobiła sobie markę bystrością umysłu, zdolnością kojarzenia faktów i nie gryzieniem się w język, więc Anthony liczył na to, że w pracy nad dokumentami wykaże się tym samym; że coś odkryje, zauważy albo doczyta, że czymś się zainteresuje albo kogoś sprawdzi. Po prostu miał nadzieję, że jako osoba spoza
branży wniesie coś nowego i to niezależnie od tego, czy z korzyścią dla
sprawy, czy bez.
Jego jedyny problem polegał na tym, że wydarzyło się to tak szybko. Love wyciągnęła wnioski jakby na pstryknięcie palcem, a co więcej – wydawało mu się, że była bardzo przekonana o tym, że miała słuszność. Gdy opowiadał o tym (i nie tylko o tym) Kimberly, ona też miała swoje pytania i mnóstwo niepewności, ale znacznie bardziej szanowała zasadę domniemania niewinności… Albo po prostu wolała naiwnie wierzyć, że pokochała mężczyznę dobrego. W każdym razie – nastawiał się, że wątpliwości przyjdą później – z czasem, którego upływ pozwoli jej się zadomowić w przebiegu tamtych wydarzeń tak bardzo, że nauczy się czytać między wierszami. Teraz jeszcze nie zdążył się na to przygotować.
Poczucie żalu czy rozgoryczenia udało mu się opanować tylko z jednego powodu: był pod wrażeniem. Odrzucając na bok wszelkie dylematy odnośnie wciągania jej w
dramę na taką skalę, dokonał dobrego wyboru, powierzając jej te wszystkie tajemnice. Zapewnienia, że marnowała się na ławce rezerwowych, przestawały być kurtuazją w czasie rzeczywistym. Była naprawdę dobra. Miał nadzieję, że to dostrzegała.
–
Oczywiście, że na nie spojrzałem. – Wywrócił oczami. Do tej pory całkiem nieźle kontrolował emocje i nie dawał po sobie poznać, że „zabolało”, ale w końcu musiała się zbliżyć do granicy. Tą jego było wytknięcie mu prawdy – nawet jeśli to był ułamek większej całości. –
Ale teraz, a nie wtedy, kiedy to się stało. Nie mówię, że wtedy się niczego nie domyślałem, ale ja byłem tylko kapralem i to w dodatku w logistyce, więc nikt nie potraktowałby mnie poważnie. Zwłaszcza tam. – Mówienie o sobie w ten sposób było okropnie upokarzające z miliona powodów, ale w tej chwili najbardziej drażniły go wymówki, do których się uciekał. Ojciec zawsze mu powtarzał, że są dla słabych, a jego słowa wciąż odbijały mu się po głowie echem i prowadziły do gorszych wyborów. –
Nie „naiwnie”. To prawda – próbował się wtrącić i zdusić temat już w zarodku, ale na to było chyba już za późno. Pytała dalej i to z takim zacięciem, jakby siedzieli przed kamerą w jej studio.
–
Wystarczy – rzucił szorstko, posyłając jej surowe spojrzenie. –
Nie przejmuj się mną ani moją rodziną. Jeżeli mam oberwać rykoszetem, to widocznie tak miało być i nic z tym nie zrobię – zaczął może nawet zbyt odważnie, ale był przecież tak bardzo przekonany o swojej słuszności, że nie dopuszczał do siebie, że mógłby być winny. –
Uznałem, że należy zrobić coś dobrego, ale nie dla faceta, który zginął, tylko dlatego, którego lada chwila niesłusznie obwinią o tę śmierć. Nie mówię, że nie jest mi przykro z jego powodu, ale już nie przywrócimy mu życia. Po prostu. Ale Malarz… On ma przed sobą jeszcze trochę czasu. I wcale nie musi go spędzić w pudle za coś, czego nie zrobił – tłumaczył powoli i spokojnie, ale Love go znała i mogła przeczuwać, że to tylko pozory. Anthony często uciekał przed faktycznymi emocjami właśnie w udawany luz, dystans albo w ogóle grzeczność. Robił się sztuczny, po prostu. –
Znajdź w albumie stronę ze zdjęciami dowództwa. Są podpisane tylko ksywkami, to nic ci nie powie, więc szukaj znajomej gęby. Podpowiem – trzecia strona, drugi rząd – widząc, że nie ruszyła się z miejsca, ponaglił ją skinięciem głową, a potem odezwał się dopiero, gdy pochyliła się nad fotografiami. –
Tak, sukinsyn się w ogóle nie zmienił. Strzelam, że teraz zastanawiasz się, dlaczego jego nazwisko nigdy nie pojawia się w dokumentach, skoro nawet byle jaki kapral Bellore podpisał się pod pokwitowaniem za jakiś akumulator, nie? Słusznie. To dziwne. Więźniowie to przecież jego działka. – Anthony wzruszył ramionami, uważnie się jej przyglądając. Zauważył, że skupiona ciągle grymasiła na twarzy w ten sam sposób, ale to nie był dobry moment na myślenie o tym, co jeszcze robiła tak samo jak przed laty, więc odchrząknął i wrócił do mówienia. –
Znajdź sprawozdania z przesłuchań tego nauczyciela. Mogą być ostatnie. Interesuje cię „Nienazwany żołnierz Armii Kanadyjskiej nr 15” i „Nienazwany żołnierz Armii Kanadyjskiej nr 16”. Jak myślisz, który z nich jest teraz szefem komisji obrony narodowej w parlamencie, co?
Love Roderick