ODPOWIEDZ
36 y/o
For good luck!
157 cm
architekt
Awatar użytkownika
I keep my distance but you still catch my eye
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Tylko nie zmieniaj zdania.
Louise swojej decyzji pożałowała już w momencie, gdy Karrion wyszedł z kawiarni. Oczywiście chciała lecieć z nim do Hiszpanii i wiedziała, że to nieuniknione, jeśli miała zająć się projektem przebudowy jego rezydencji, która znajdowała się w San Sebastian. Obawiała się po prostu reakcji Xaviera - tego, że mógłby nie tylko zaprotestować, ale też ostro się wkurwić, że zadecydowała o wyjeździe całkowicie bez jego wiedzy i wcześniejszej zgody.
Ku jej zdziwieniu, ale i wielkiej uldze, Beckett nie tylko nie robił z tego powodu problemów, ale wręcz ucieszył się(?!), gdy Lou powiedziała mu o swoich planach. Stwierdził, że to „świetnie się składa”, jako że sam musiał w tym czasie wyjechać z miasta. Kobieta szybko zrozumiała, że jej mąż w tej sytuacji pokładał swe nadzieje w Stiflerze, że przypilnuje jego własności żony, podczas jego nieobecności. Ale czy słusznie?
Dom Karriona zrobił na niej wrażenie - przynajmniej z zewnątrz. W środku nie zdążyła się dobrze rozejrzeć, bo gdy tylko dotarli na miejsce, gospodarz zaprowadził ją prosto do pokoju gościnnego. Ustalili, że dadzą sobie kilka godzin na odpoczynek po podróży i na odświeżenie się, po czym oprowadzi ją po całej posiadłości i zjedzą razem obiad. Jak stwierdził wspaniałomyślnie Karrion - na pracę przyjdzie jeszcze pora.
Przez jakiś czas próbowała uciąć sobie drzemkę, jako że w samolocie nie zmrużyła oka. Niestety się nie udało. Przeturlała się kilka razy po łóżku, w poszukiwaniu najwygodniejszej pozycji, ale nieważne jak bardzo była zmęczona, nie mogła zasnąć. Zbyt dużo myślała i z jakiegoś powodu myśli te nie dawały jej spokoju. Sama do końca tego nie rozumiała. Dostała to czego chciała - trochę oddechu i wolności, była w końcu z dala od wszystkiego, co zdawało się zatruwać jej życie, a i tak nie potrafiła przestać o tym rozmyślać. Byłaby niezadowolona, gdyby mąż nie wyraził zgody na ten wyjazd, a z drugiej strony to, że przystanął tak chętnie na ten pomysł… oczywiście ją ucieszyło, ale równocześnie rodziło wiele pytań.
W pewnym momencie porzuciła marzenie o śnie. Zamiast tego wzięła długi, relaksujący prysznic, starając się wyłączyć przy tym zupełnie umysł i wszelkie irytujące rozkminy. Zdążyła też rozpakować walizkę, wybierając przy okazji swój strój na resztę dnia - zwiewną, letnią sukienkę, która była dużo lepiej przystosowana do hiszpańskiego upału niż to w czym przybyła na miejsce. Schodząc na dół, sprawdziła telefon, ale nie zobaczyła na ekranie żadnych powiadomień. Kilka godzin wcześniej wysłała wiadomość do Xaviera z informacją o tym, że wylądowali. Odczytał ją, ale nie odpisał. Nie wiedziała czy bardziej powinno ją to cieszyć, czy może martwić. W tamtej chwili wytłumaczyła to sobie po prostu tym, że musiał być zajęty - sam miał być przecież na służbowym wyjeździe poza miastem.
Nie dostrzegając nigdzie Karriona, pozwoliła sobie pokręcić się chwilę samotnie po pomieszczeniach na dole - zdążyła obejrzeć kuchnię, jadalnię i salon. Stiflera znalazła dopiero wychodząc przez wielkie, przeszklone drzwi, prowadzące na taras. Stał niedaleko, przy basenie i rozmawiał przez telefon. Nie chciała mu przeszkadzać, więc nie podchodziła bliżej, ale i tak była na tyle blisko, by usłyszeć kawałek rozmowy. Kilka słów wypowiedzianych przez mężczyznę wystarczyło, by domyśliła się kim był jego rozmówca.


Karrion Stifler
ave pogrzało
powiedz chociaż "oki to pa"
41 y/o
Indulge in local cuisine
191 cm
Właściciel klubu i trener boksu Kingsway Boxing Club
Awatar użytkownika
Nic tak nie rozwiązuje problemu jak prawy na wątrobę
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiSierra/Leone
typ narracjiDemokracja bezpośrednia
czas narracjiWłaściwy
postać
autor

Karrion od samego początku miał wrażenie, że ten wyjazd będzie potrzebny bardziej, niż początkowo zakładał. Oficjalnie chodziło o projekt rezydencji. O jej przebudowę, dokumentację, urzędy i wszystkie te rzeczy, które już od dobrych kilku miesięcy skutecznie odkładał na później. I rzeczywiście - potrzebował pomocy Louise. Nie znał nikogo, komu ufałby bardziej w kwestii tak dużego przedsięwzięcia. Nieoficjalnie jednak cieszył się z tego wyjazdu z powodów, których nawet przed samym sobą nie próbował specjalnie analizować.
Brakowało mu takich zwykłych wakacji, w których odpoczynku i cieszenia się chwilą jest równie dużo, co jakichś przedsięwzięć. Z reguły bowiem jego wyjazdy miały głównie charakter służbowy. Tym razem było to pozbawione sponsorów, dziennikarzy i ludzi oczekujących od niego tej konkretnej wersji Karriona Stiflera - byłego boksera, który służy radą i doświadczeniem.
Kilka dni w Hiszpanii z kobietą, którą szczerze lubił jeszcze na długo przed tym, zanim świat zaczął kojarzyć jego nazwisko z pasami mistrzowskimi, brzmiało zaskakująco dobrze. Zwłaszcza że ostatnie spotkanie przypomniało mu, jak bardzo lubił jej towarzystwo. I jak bardzo podobała mu się sama Louise.
Dlatego właśnie, stojąc przy basenie i rozmawiając przez telefon, przez moment nawet nie zauważył, że wyszła na taras.
- Na razie - mruknął do słuchawki, kończąc rozmowę, po czym odwrócił głowę i przez krótką chwilę po prostu patrzył na brunetkę. Louise wyglądała zupełnie inaczej niż kilka godzin wcześniej na lotnisku. Lekka sukienka poruszała się delikatnie przy każdym podmuchu ciepłego wiatru znad oceanu, ciemne włosy opadały swobodnie na ramiona, a promienie słońca sprawiały, że wyglądała bardziej jak ktoś, kto przyjechał tutaj odpoczywać, niż walczyć z hiszpańską administracją. Wyglądała uroczo, kobieco, a jednocześnie bardzo pociągająco. Wyglądała obłędnie.
Schował telefon do kieszeni i podszedł kilka kroków bliżej.
- No dobrze... - odezwał się powoli, mierząc ją spojrzeniem od stóp do głów. - Świetnie wyglądasz, Lou - uśmiechnął się przyjaźnie, nie mając problemu z tym, by ją skomplementować.
Przez chwilę nie potrafił oderwać od niej wzroku, jednak w końcu musiał odchrząknąć i skinąć głową w kierunku leżaków przy basenie.
- Chcesz się powygrzewać na słońcu, czy pokazać ci dom? - spytał, bo skoro i tak nie udało im się zdrzemnąć, to zawsze mogli spożytkować ten czas na coś innego. Jeśli wybierze oprowadzenie po domu, będzie to pożyteczne. Jeśli z kolei skorzysta ze słońca i się trochę poopala, to będzie to przyjemne. Win-win.
Spojrzał gdzieś dalej, na linię wybrzeża widoczną za ogrodzeniem.
- A potem zabiorę cię na najlepsze chorizo w okolicy - uśmiechnął się pod nosem. - Nie martw się, nie zapomniałem - rzucił rozbawiony i poprawił hawajską koszulę, w którą przebrał się tuż po rozpakowaniu pierwszej części bagażu. Lubił, gdy stroje nie krępują ruchów, więc dobranie akurat tego okrycia ramion + krótkie spodenki dawały mu aż nadto luzu.

Louise Beckett
Ash Ketchup z Alabamy
Nie lubię niekonsekwencji
ODPOWIEDZ

Wróć do „⋆ Po Świecie”