Louise swojej decyzji pożałowała już w momencie, gdy Karrion wyszedł z kawiarni. Oczywiście chciała lecieć z nim do Hiszpanii i wiedziała, że to nieuniknione, jeśli miała zająć się projektem przebudowy jego rezydencji, która znajdowała się w San Sebastian. Obawiała się po prostu reakcji Xaviera - tego, że mógłby nie tylko zaprotestować, ale też ostro się wkurwić, że zadecydowała o wyjeździe całkowicie bez jego wiedzy i wcześniejszej zgody.
Ku jej zdziwieniu, ale i wielkiej uldze, Beckett nie tylko nie robił z tego powodu problemów, ale wręcz ucieszył się(?!), gdy Lou powiedziała mu o swoich planach. Stwierdził, że to „świetnie się składa”, jako że sam musiał w tym czasie wyjechać z miasta. Kobieta szybko zrozumiała, że jej mąż w tej sytuacji pokładał swe nadzieje w Stiflerze, że przypilnuje jego
Dom Karriona zrobił na niej wrażenie - przynajmniej z zewnątrz. W środku nie zdążyła się dobrze rozejrzeć, bo gdy tylko dotarli na miejsce, gospodarz zaprowadził ją prosto do pokoju gościnnego. Ustalili, że dadzą sobie kilka godzin na odpoczynek po podróży i na odświeżenie się, po czym oprowadzi ją po całej posiadłości i zjedzą razem obiad. Jak stwierdził wspaniałomyślnie Karrion - na pracę przyjdzie jeszcze pora.
Przez jakiś czas próbowała uciąć sobie drzemkę, jako że w samolocie nie zmrużyła oka. Niestety się nie udało. Przeturlała się kilka razy po łóżku, w poszukiwaniu najwygodniejszej pozycji, ale nieważne jak bardzo była zmęczona, nie mogła zasnąć. Zbyt dużo myślała i z jakiegoś powodu myśli te nie dawały jej spokoju. Sama do końca tego nie rozumiała. Dostała to czego chciała - trochę oddechu i wolności, była w końcu z dala od wszystkiego, co zdawało się zatruwać jej życie, a i tak nie potrafiła przestać o tym rozmyślać. Byłaby niezadowolona, gdyby mąż nie wyraził zgody na ten wyjazd, a z drugiej strony to, że przystanął tak chętnie na ten pomysł… oczywiście ją ucieszyło, ale równocześnie rodziło wiele pytań.
W pewnym momencie porzuciła marzenie o śnie. Zamiast tego wzięła długi, relaksujący prysznic, starając się wyłączyć przy tym zupełnie umysł i wszelkie irytujące rozkminy. Zdążyła też rozpakować walizkę, wybierając przy okazji swój strój na resztę dnia - zwiewną, letnią sukienkę, która była dużo lepiej przystosowana do hiszpańskiego upału niż to w czym przybyła na miejsce. Schodząc na dół, sprawdziła telefon, ale nie zobaczyła na ekranie żadnych powiadomień. Kilka godzin wcześniej wysłała wiadomość do Xaviera z informacją o tym, że wylądowali. Odczytał ją, ale nie odpisał. Nie wiedziała czy bardziej powinno ją to cieszyć, czy może martwić. W tamtej chwili wytłumaczyła to sobie po prostu tym, że musiał być zajęty - sam miał być przecież na służbowym wyjeździe poza miastem.
Nie dostrzegając nigdzie Karriona, pozwoliła sobie pokręcić się chwilę samotnie po pomieszczeniach na dole - zdążyła obejrzeć kuchnię, jadalnię i salon. Stiflera znalazła dopiero wychodząc przez wielkie, przeszklone drzwi, prowadzące na taras. Stał niedaleko, przy basenie i rozmawiał przez telefon. Nie chciała mu przeszkadzać, więc nie podchodziła bliżej, ale i tak była na tyle blisko, by usłyszeć kawałek rozmowy. Kilka słów wypowiedzianych przez mężczyznę wystarczyło, by domyśliła się kim był jego rozmówca.
Karrion Stifler
