-
No, no te puedo olvidar. No, no te puedo borrar. Tú me enseñaste a querer. Me enseñaste a bailar.nieobecnośćniewątki 18+niezaimkishe/hertyp narracjityp narracjiczas narracji-postaćautor
- Ale co, kto wiedział? Co to zmieni Rozi słonko, że ktoś wiedział. Jeżeli ktokolwiek wiedział, to wiedz, że już dostałem od nich wszystkich ich zjebe. Wszyscy są po twojej stronie - przyznał, to pewnie poprawi jej humor, chociaż akurat jego to nieco martwiło. Nikt nie umiał zrozumieć jego punktu widzenia i sprawiało to, że on sam zaczynał wątpić w to, czy to co zrobił miało jeszcze dla niego jakiś sens. A przecież, kiedy wyszedł z domu i poznał Rudą, to odrazu mu mózg odcięło i wiedział, że robi dobrze. Nawet pół wyrzutu sumienia nie miał. Ale Rosa też wtedy była dość wredna dla niego, to jej się trochę zmieniło odkąd są w Toronto.
- Wiem kochanie, ale każdy z nas popełnia błędy. Przecież wiesz, że nie jestem idealny- tak jej się tłumaczy, chociaż no faktycznie średnia ma te linie obrony. Rosa miała pełne prawo go nienawidzić!
Tak czy siak, poszli później na ten mostek i znów po śniadanie i wrócili do kajuty. Riczi, który ledwo wymanewrował z tymi wszystkimi talerzykami i dzbankiem z herbatą i soczkami, stawia wszystko po kolei na stoliku, kiedy Rosa już zaczyna mu suszyć głowę. Pokręcił głową, zaprzeczając ze znów coś przed nią chce ukryć.
- Mi corazon, nie ukrywam nic zupełnie, po prostu nie było możliwości, żeby co powiedzieć. Jak byłaś rano w łazience to słyszałem na balkonie…- zaczął, ale znów ktoś im prezerwal!!!! Akurat to mógł jej powiedzieć, tyle że nie zdołał. Rosa bojowo idzie do drzwi, a Ricz myśli, że nie chciałby być po drugiej stronie. Zaraz się okazuje, że to jakiś dzieciak. A ten Zygfryd cały. Ricz uśmiechnął się do niego, jak mu tak posmarował, że miły na oko z niego jest chłop. No coś w tym było, bo Ricza to wszyscy lubili. Inaczej z Rosi, która nie sprawiała zbyt dobrego pierwszego wrażenia. Dobrze, że była teraz w ciąży, to trochę jej wizerunek był milszy. Ricz zaprosił chłopaka, żeby siadł na ich łóżku i dał mi croissanta którego przytargał dla Rosi i słucha co chłopiec ma do powiedzenia. No niezła jazda na tym jachcie, wszyscy mieli jakieś wielkie sekrety.
Rosi poszła do kibelka a Ricz został z chłopcem i tak z nim gada co sobie ten myśli i czy znał Marco Polo jakoś lepiej. Ten mówi, że nie, ale matce bardzo na tym zależało od kilku lat chciała ich poznać, nawet kiedyś poszli pod studio nagraniowe w którym udzielał wywiadu. I że on akurat swojego ojca to mega kocha, więc nie rozumie po co matka tak zrobiła. Ricz podzielił się z nim wtedy historią swojego życia o rodzicach którzy nigdy nie byli razem, o ojcu który ma męża w Nowym Orleanie i którego nie widywał tak często jakby chciał. O swoich drugim ojcu, którego zyskał dzięki małżeństwu biologicznego ojca. I mówił mądre rzeczy z Zygfryd nieco się rozchmurzył, aż wróciła Rosi na słowa:
- Słuchaj, nieważne kto jest ojcem biologicznym, ważne kto cię wychował - ale nie chciał żeby ona to akurat słychała, bo jeszcze się zasugeruje! Potarł skroń i patrzy na Rosi, bo przypomniał sobie że ona matę listę z sekretami. - Bejb, a gdzie masz ten list od MP?- mówi tak szyfrem i po hiszpańsku, żeby Zygfryd nie dowiedział się.
I siedzieliby dłużej, ale nagle przyszło powiadomienie, że dopływają do plaży, i żeby udać się do łódek, które zawiozą ich na brzeg.
-
Ty powiesz o niej - wariatka.
Ona o tobie - zaburzenia lękowe z napadami paniki, osobowość borderline w fazie dekompensacji, epizod depresyjny z cechami impulsywności i mechanizmy obronne na poziomie zaprzeczenia.
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkijakie chcesztyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Nabrała ciężko powietrze w płuca, kiedy tak jej powiedział jej mąż, że każdy popełnią błędy.
- Ja nie popełniam - odburknęła, bo Rosa to wychodziła z założenia, że ona jest nieomylna. Ale prawda to była taka, że bardzo często się myliła, czasem to nawet w stosunku do pacjentów, tylko, że ona nigdy nie umiała się do tego przyznać.
Tak jak nie przyznała się do tego, że kiedy Ricz kompletował im śniadanko, to ona zastanawiała się już kogo weźmie sobie na prawnika na sprawie rozwodowej, bo na pewni nie Patela, który się kolegował z Ricardo! Ale może tą dziewczynę z dołu, co też była adwokatem? Jak Ricz ją zapytał o czym myśli, to mu odparła, że zjadłaby awokado, więc on jeszcze jej przez pół godziny wybierał takie najbardziej dojrzałe i ładne. W końcu poszli do kajuty i ona znowu na niego krzyczy, że co przed nią ukrywa. Ale ona jakoś nie umiała już nie krzyczeć, nerwy miała w strzępkach, a to przecież ciąża zagrożona, aż się bała o to swoje dzieciątko biedne. Tylko zanim Ricz jej zdążył odpowiedzieć, co słyszał na tym balkonie, to ktoś się dobija do drzwi. A Rosa poszła otworzyć taka wkurzona, bo jak tak można, żadnej chwili prywatności tutaj nie mieli, tylko bez przerwy coś!
No ale to ten dzieciak, a w niej teraz przez ciążę budził się instynkt macierzyński. Powoli się budził, ale jednak.
- Dobra to wy pogadajcie, a ja idę do toalety - tak jeszcze pomachała ręką, żeby Ricz w tym czasie wyprosił tego dzieciaka, bo jak już wiedzieli, że był nieślubnym dzieckiem Marco Polo, to po co im on?
Siedziała sobie chwilę na kibelku z telefonem, ale, że nie miała zasięgu to nawet nie mogła instagrama pooglądać i w końcu wyszła. A tam ten chłopak jeszcze siedzi i na dokładkę je jej croisanta! Popatrzyła na Richa znowu krzywo, bo teraz to tak pewnie będzie wyglądać jej życie, samotnej matki, żadnego wsparcia, ani nic. Sama na tym świecie, z dzieckiem. Chyba będzie musiała wrócić do Puerto Rico. Jak tak usłyszała te słowa Richa, to sobie przypomniała, że tam miała przecież takiego przyjaciela Alejandro, co zawsze jej mówił, że jakby jej nie wyszło z Ricardo, to on będzie na nią czekał. I może jeszcze czekał? Może nawet by jej dziecko wychował jak swoje? Aż sobie usiadła na fotelu i miała pisać już wiadomość do Alejandro, już sobie fotkę pstryknęła ze smutną minką w podkówkę. Ale wtedy Rich się do niej odezwał po hiszpańsku, więc podniosła na niego spojrzenie - no rzuciłam w ciebie jełopie, ty go masz - nawet wstała, żeby wziąć swoją torebusię i do niej zajrzeć - ja mam tu tylko z płcią naszego... mojego bejbi - poprawiła się i zamknęła torebkę, bo jeszcze nie chciała wiedzieć, czy to będzie jakaś sierotka Marysia, czy sierotek, co się wychowa bez ojca. Za to jak powiadomili ich, że dopływają do plaży, to oparła rączkę na ramieniu Zygfryda - idź do siebie do kajuty i schowaj ten list tak, żeby mama nie wiedziała, że go znalazłeś, i bądź dzielny Zygfryd, wszystko się ułoży - walnęła mu trochę taką jakby mowę motywacyjną. Ale też trochę siebie tak chciała podnieść na duchu. Potem zaczęła grzebać w ich bagażu za jakimś super kostiumikiem na plażę i bez słowa nawet jednego do Ricza, poszła się przebrać. Umalowała się, uczesała, jak gwiazda Hollywoodu, okulary ciemne założyła na nos i słomkowy kapelusz, do tego wakacyjne pareo i torebkę i już była gotowa do wyjścia, ale jeszcze musiała naszykować Ricardo, żeby jej zabrał na plażę tak, dwa ręczniki, torbę z olejkami do opalania i przekąskami, leżak, parasol, parawan, drugi kapelusz na zmianę, klapki na zmianę, jakby jej nóżki spuchły i nie mogłaby już chodzić na koturnie. Sweterek gdyby zmarzła, spodenki, drugi kostium, książkę, drugą i dużo wody, żeby się nawadniała. Ogólnie... Ricz był załadowany, kiedy już wsiadali do łódki, a Roska z torebką.
Akurat trafili na Svetlanę i panią Barilla z Gerardem. Ci to też się razem coś trzymali. A Svetlana…
Miała taki sam kostium jak Rosi!
Aż tak popatrzyły na siebie, Sveta prychnęła i się odwróciła, Roska też i w łódce to ani razu na siebie nie spojrzały, tylko Rosa potem jak już płyną, to mówi do Richa, chociaż wciąż go nienawidzi.
- Widziałeś co ona ma na sobie? Taki sam kostium jak mój, bezczelna jakaś - bo wiadomo, że jak się nie jest besties to nie można się ubierać tak samo, a one na pewno nie były!
Ricardo Martinez echhhh
-
No, no te puedo olvidar. No, no te puedo borrar. Tú me enseñaste a querer. Me enseñaste a bailar.nieobecnośćniewątki 18+niezaimkishe/hertyp narracjityp narracjiczas narracji-postaćautor
Ricz jednak cierpiał bardzo, że to zrobił, bo pobawił się kilka razy i serce mu rozbuchał nowy ogień, a jednak teraz czuł jak go ten ogień palił całego w środku. Niestety jego najdroższa Rosa chciała wziąć z nim rozwód i jeszcze jak powiedziała, że to nie jest ich dziecko tylko jej dziecko to Ricz aż usiadł, bo tak go to dotknęło. Nie chciał jednak robić przed małym chłopcem sceny, więc jak on poszedł dopiero to wyciaga rękę za zamykającymi się drzwiami.
- Tak teraz będzie to wyglądało Rosa? Będziesz mnie karać na każdym kroku? - ale coś czuł, że to sie jeszcze nawet nie do końca zaczęło - Rozwód rozwodem, ale dziecka ci nie pozwolę zabrać - pogroził jej paluchem. No ipóźniej to było tylko gorzej, bo szykowali się na to plażowanie i jak Ricz się mega cieszył, że będą plażować, to dziś wcale. Staje przed nią z kremem przeciwsłonecznym i mówi, żeby go nasmarowała, na co ona tylko prychnęła i mówi, że niech się spali, a później jeszcze musiał wszystko targać. I już w głowie sobie układał plan na to, jak na tej plaży będzie jej usługiwał i wtedy ona na pewno spojrzy na niego okiem łaskawszym, ale wtedy stała się tragedia. No Svetlana ubrała ten sam kostium co Rosa.
Ricz to już z daleka zobaczył i oczy wytrzeszczył, bo Svetlana to była ruska modelka, więc była dwa razy od Rosi wyższa, a kostium pewnie taki sam miała jak ona, więc Rosi trochę wygladała jak krasnoludek przy niej. Ricz nigdy by nie powiedział na głos tego, ale też się pilnował, żeby nie patrzeć za Svetlaną. Wie, że Rosi to wyczaiłaby nawet jakby na sekundę spojrzał, więc się poci ale nie patrzy.
- A nie zauważyłem, tylko na ciebie patrzę - zwrócił sie tak do niej, ale nie widzi tych jej oczu, tylko ciemne okulary niestety. - To może chcesz jakiś inny, wzieliśmy ten morski.. - zanurkował w tej ich wielkiej torbie i szuka kostiumu.
Niedługi później wylądowali na tej plaży romantycznej do której było dojście tylko z wody. Ktoś włączył muzyczkę i kelner zaczął roznosić drinki. Ricz złapał jeden alkoholowy, drugi niealkoholowy - zamkniętą butelkę z wodą i idzie do Rosi której wcześniej rozłożył parasol, że by się nie przegrzała.
- Mogę się dziś napić? - pyta jej jak już stoi z zimnym piwkiem otwartym, bo w sumie pomyślał, że to też wkurwi Rose jak się jej nie spyta. - Dla ciebie wziąłem zamkniętą wodę kochanie, żebyś nie martwiła się, że wiesz... ktoś chce na ciebie zamach zrobić - mówi i chce już się ładować na ręcznik obok jej leżaczka. - Podoba ci się tu?
Roska
-
Ty powiesz o niej - wariatka.
Ona o tobie - zaburzenia lękowe z napadami paniki, osobowość borderline w fazie dekompensacji, epizod depresyjny z cechami impulsywności i mechanizmy obronne na poziomie zaprzeczenia.
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkijakie chcesztyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Jak ten młody poszedł, a Ricz jej pyta, czy go będzie karać, to ona też palec do niego wyciąga i go paznokciem dźga w klatę - tak! Sam tak sobie wybrałeś! Za zdradę to powinieneś się w piekle smażyć łachudro - i tak mu wbija ten paznokieć coraz mocniej - przysięgałeś mi wierność przed Bogiem! BOGIEM RICZ! - jak na niego krzyknęła, to pewnie ją była słychać na całym statku - a ty poszedłeś za jakąś lafiryndą, a ja na ciebie dziesięć lat zmarnowałam, nigdy cię nie zdradziłam, całe życie cię kochałam, a ty co? A ty... - aż się zapowietrzyła od tego wywodu i łapie powietrze w usteczka, które jej drżą, bo się prawie rozkleiła przy tym, od tych hormonów pewnie. Albo od tego, że to ogólnie jest smutna sytuacja, tak zdradzić kobietę po dziesięciu latach i jeszcze po ślubie, czy przed? Rosa sama nie wiedziała i może nawet by się go zapytała z kim ją zdradził i kiedy, ale Ricz wtedy mówi o tym, że nie pozwoli jej zabrać dziecka, a ona jak złapała z szafki nocnej krem do opalania i rzuciła nim w niego - to nie jest już twoje dziecko baranie! Idź sobie zrób z kochanką i sam się nasmaruj, albo spłoń w piekle! - ale się wkurzyła, aż z tego wszystkiego nie mogła znaleźć tego kostiumu co chciała, tylko jakiś inny wzięła, a tam na łódce co?
No Svetlana w takim samym!
Rosa już tak oczy wznosi ku niebu, że za co ten Bóg ją tak każe? Zagadała Richa, bo było jej ciężko w tych wszystkich emocjach, bo z bagażami to nie, bo ona miała tylko torebusię. Mruży oczy, jak on jej mówi, że tylko na nią patrzy, ale on serio nawet raz na Svetlanę nie spojrzał. Szkoda tylko, że teraz taki wierny był, kiedy już pozamiatane.
- Sam sobie załóż ten morski, nie lubię go - burknęła i ręce krzyżuje na piersi, nóżkę na nóżkę i tak już płyną w milczeniu. A na plaży to czekała, aż jej Ricardo wszystko porozkłada, parasol i leżak, a ona sobie grzebała w telefonie, bo już ma zasięg. Napisała do dziewczyn, że Ricardo ją zdradził, a potem jak już położyła się na leżaku, poprawiła, to sobie strzeliła kilka fotek. No i już je miała wysyłać Alejandro jej portorykańskiemu przyjacielowi, ale wtedy Ricz się pyta czy może się dziś napić, a ona prycha jak rozjuszona kotka.
- A rób co chcesz! - rzuciła trochę głośno, że już się goście na nich oglądają - a potem sobie idź MNIE ZDRADZAĆ, bo przecież co to dla ciebie... - znowu prychnęła, ale jak jej dał wodę, to ją wzięła, tylko, że ona ma takie słabe rączki i się siłuje z zakrętką, i siłuje, aż w końcu i tak jej nie odkręciła, tylko położyła na leżaczku, bo przecież Richa nie poprosi. Jak Ricardo się obok niej położył na ręczniku, to ona odwraca się zaraz do niego tyłkiem, tak, że te jej kształtne pośladki w wyuzdanych stringach, to zawisły na wysokości jego głowy - ty mi się nie podobasz - odburknęła mu, a potem się przekręca na plecki i podnosi sobie do góry telefon, żeby w nim wstukiwać widomość do Alejandro, tak, że Rich to może z łatwością czytać, a tam - cześć alejandro, co u ciebie słychać mi amor? pamiętasz naszą ostatnią rozmowę? tą o riczu? to miałeś rację, złamał mi serce - zatrzymała się na moment i tak myśli przez chwilę, ale zaraz skasowała to złamał mi serce, tylko dała smutną buźkę i wysłała. Telefon oparła sobie na serduszku i jak czekała na odpowiedź, to sobie patrzyła w niebo.
Ricardo Martinez