ODPOWIEDZ
31 y/o
SPRING TIME
157 cm
kręcę lody i piekę w Kitten and the Bear
Awatar użytkownika
„Miłość jest trochę jak dobre ciasto — trzeba cierpliwości, odwagi i kogoś, z kim można podzielić ostatni kawałek.”
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkion/jego
typ narracjiTrzecia osoba
czas narracjiCzas przeszły
postać
autor

Ostatnie dni przed wyjazdem były dla Jamie stresujące. Sama nie wiedziała, co bardziej ją poruszyło. Czy to, że wyjeżdżała po raz pierwszy w życiu na wakacje? Czy to, że robiła to zupełnie sama? Niestety, przyjaciółkom nawaliło się strasznie dużo rzeczy na ten wyjazd i musiała w końcu lecieć sama. Czy wreszcie to, że po raz pierwszy oddawała pod opiekę kawiarnię. Na tak długo. Dwa tygodnie. Najdłużej, jak nie pilnowała kawiarni, to były trzy dni, wtedy, jak złapała wirusa i nie przyznała się nikomu, że to Corona...
I chociaż wiedziała, że Clem jest wspaniałą, bardzo odpowiedzialną, młodą osobą, to jednak czuła niepokój. A co, jeśli wywali jakaś rura? Albo popsuje się piekarnik? Albo lodówka zaleje całą podłogę? Co, jeśli jacyś klienci będą niemili dla Tinnie? Co, jeśli któraś z dziewczyn nie przyjdzie do pracy?
- Jamie? Więcej mąki wysypujesz z miski, niż zostaje w cieście. - Clem zauważyła delikatnie, przechodząc koło niej na zapleczu z blachą świeżych muffinek.
Te z rana już się kończyły. No właśnie, stale trzeba było pilnować...
Podniosła spojrzenie spłoszonej łani, stojącej naprzeciwko nadjeżdżającej ciężarówki, na Clementine.
- Może jednak nie polecę? - zaproponowała, mając na myśli stertę ubrań rozrzuconą na swoim łóżku, raptem jedno piętro wyżej. - Na pewno sobie ze wszystkim poradzisz!
Dodała szybko, nie chcąc, żeby blondynka poczuła się urażona brakiem wiary w nią.
- Po prostu wiesz, jaki potrafi być u nas ruch. - spojrzała w kierunku dziewczyny stojącej za ladą, szykującej kawę dla klienta.
Tinnie jest taka młoda, co, jeśli inne wejdą jej na głowę? Jakby świat miał się skończyć w ciągu tych dwóch tygodni.

Tinnie <3
Żejmi
znęcania się i bezsensownej przemocy, przejmowania kontroli nad postacią.
21 y/o
For good luck!
155 cm
workin' nine to five what a way to make a livin'
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkizaimki
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

Nuciła sobie pod nosem, gdy zręcznie manewrowała z tacą świeżych muffinek po zapleczu. Odłożyła gorącą blaszkę w odpowiednim miejscu na ladzie i złapała kolejną porcję, którą wsunęła do piekarnika. Ustawiła sprzęt na odpowiedni czas i zerknęła na Jamie, która w ostatnich dniach wydawała się dziwnie zestresowana. Nie wyglądała na osobę, która cieszyłaby się nadchodzącym wolnym. - Jamie? Więcej mąki wysypujesz z miski, niż zostaje w cieście - zmartwiona spojrzała na właścicielkę Kitten and the bear i podeszła do niej gotowa przejąć od niej zadanie jeśli zaszłaby taka potrzeba.
- Nonsens. Potrzebujesz tego odpoczynku. - zachęciła ją delikatnym uśmiechem, żeby jednak poleciała na te swoje wymarzone wakacje. W normalnych okolicznościach byłaby zestresowana tak dużą odpowiedzialnością. Ta cukiernia jednak była jej drugim domem i czuła się tutaj pewniej niż gdziekolwiek indziej. To był jej świat. Uwielbiała spędzać tu czas. Gdyby Jamie od czasu do czasu nie wyrzucała jej do domu, nieraz zarwałaby noc, żeby dokończyć dekorowanie tortu, kiedy dopadła ją twórcza wena. Rozumiała jednak obiekcje Jamie. Ten lokal był jej dzieckiem. Skarbem, a tego nie powierzało się byle komu. Szczególnie w przypadku Jamie, która nie potrafiła przestać myśleć o pracy nawet na chwilę. Sama nieraz łapała się na tym, że ciężko było jej odpuścić, ale Jamie powinna zadbać o siebie. Chciała dać jej taki komfort psychiczny, by mogła bez wyrzutów sumienia zaszaleć i zniknąć na te kilka dni.
- Poradzę sobie. Mam dwóch braci. Oni to bardziej będą przeżywać od ciebie i wcale nie zdziwiłabym się, gdyby koczowali przy jednym stole mnie pilnując. - zażartowała, żeby podnieść na duchu jakoś przyjaciółkę, która dalej wpatrywała się w nią, niepewna co powinna zrobić. - Będziesz żałować, jeśli nie polecisz. A ja będę zła, że nie pracujesz na najwyższych obrotach. Następnym razem, to ty mnie będziesz wyrzucać na urlop. I dostanę znowu zakaz przychodzenia tu na wolnym. - założyła dłonie na biodra, żeby dodać trochę powagi sytuacji i roześmiała się radośnie, gdy stanęła przy muffinkach. Przed wyłożeniem ich na ladę, musiała je jeszcze udekorować.

Jamie Park
gall anonim
31 y/o
SPRING TIME
157 cm
kręcę lody i piekę w Kitten and the Bear
Awatar użytkownika
„Miłość jest trochę jak dobre ciasto — trzeba cierpliwości, odwagi i kogoś, z kim można podzielić ostatni kawałek.”
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkion/jego
typ narracjiTrzecia osoba
czas narracjiCzas przeszły
postać
autor

Kitten and the Bear było nie tylko kawiarnią czy cukiernią. Było domem. Może nie takim prawdziwym, chociaż Jamie naprawdę zrobiła wszystko, żeby tak się stało, włącznie z urządzeniem sobie małego mieszkanka na górze. Ale było drugim domem dla bardzo wielu ludzi. Czasem właścicielka o tym zapominała, że udało jej się stworzyć miejsce, w którym ludzie chcieli spędzać czas. Niezależnie od tego, czy pracowali, czy zamawiali szarlotki, serniki i owsiane ciastka.
Rozczulona spojrzała na Tinnie. Zupełnie rozbroiła ją myśl o dwóch pilnujących porządku braciach Clem.
- To tylko nie każ im płacić za kawę! - uśmiechnęła się ciepło, ale jej brwi dalej wyrażały zdenerwowanie i brak pewności co do tej całej eskapady.
No tak, tylko na ile chodziło o kawiarnię, a na ile o podróż na drugi koniec kontynentu?
Potrzebowała odpoczynku. Kochała to miejsce, ale tak naprawdę całe jej życie było zbudowane wokół niego. Żaden facet nie był w stanie rywalizować z cukiernią. Zresztą nie tak miało wyglądać życie. Magiczna trzydziestka minęła rok temu. Już wtedy niezrealizowane plany przypominały kamień w bucie, ale przecież jeszcze rok można sobie dać. Trzydzieści lat to trzydzieści lat - nawet jeśli za dzień będzie już trzydzieści jeden.
- Nie bierz mnie pod włos! Założenie, że bez urlopu nie pracowałabym na najwyższych obrotach...
Miska trącona niezdarnym ruchem zatańczyła po metalowym blacie i zleciała z hukiem stali na podłogę, rozsypując mąkę dookoła.
- Jak widzisz, to właśnie wakacje wytrącają mnie z równowagi!
Powiedziała z przekąsem, zabierając się za sprzątanie bałaganu, który zrobiła. Głębszy oddech nieco uspokoił drżenie skoncentrowane gdzieś w okolicach splotu słonecznego. Jakby czuła, że ta wycieczka może zmienić wszystko. A co, jeśli okaże się, że wcale nie jest tutaj niezastąpiona? Wtedy całe trzydzieści lat jej życia było...
Uśmiechnęła się do Clementine, sięgając po miotłę i zmiotkę.
- Wiem, że sobie poradzisz... W wielu rzeczach jesteś lepsza ode mnie. - zauważyła, na moment zatrzymując się w połowie czynności. - Sama nie wiem, czego bardziej się boję... Że piorun walnie w rabarbar i coś się tutaj rozsypie, czy tego, że jadę gdzieś daleko sama...
Wstyd się było przyznać, ale to były jej pierwsze wakacje w życiu.

Clementine Thallman
Żejmi
znęcania się i bezsensownej przemocy, przejmowania kontroli nad postacią.
ODPOWIEDZ

Wróć do „Kitten and the Bear”