I chociaż wiedziała, że Clem jest wspaniałą, bardzo odpowiedzialną, młodą osobą, to jednak czuła niepokój. A co, jeśli wywali jakaś rura? Albo popsuje się piekarnik? Albo lodówka zaleje całą podłogę? Co, jeśli jacyś klienci będą niemili dla Tinnie? Co, jeśli któraś z dziewczyn nie przyjdzie do pracy?
- Jamie? Więcej mąki wysypujesz z miski, niż zostaje w cieście. - Clem zauważyła delikatnie, przechodząc koło niej na zapleczu z blachą świeżych muffinek.
Te z rana już się kończyły. No właśnie, stale trzeba było pilnować...
Podniosła spojrzenie spłoszonej łani, stojącej naprzeciwko nadjeżdżającej ciężarówki, na Clementine.
- Może jednak nie polecę? - zaproponowała, mając na myśli stertę ubrań rozrzuconą na swoim łóżku, raptem jedno piętro wyżej. - Na pewno sobie ze wszystkim poradzisz!
Dodała szybko, nie chcąc, żeby blondynka poczuła się urażona brakiem wiary w nią.
- Po prostu wiesz, jaki potrafi być u nas ruch. - spojrzała w kierunku dziewczyny stojącej za ladą, szykującej kawę dla klienta.
Tinnie jest taka młoda, co, jeśli inne wejdą jej na głowę? Jakby świat miał się skończyć w ciągu tych dwóch tygodni.
Tinnie