Floatin', but I feel like I'm dyin'
Minęły trzy dni, odkąd wrócił z Teneryfy... i trzy dni, odkąd funkcjonował na autopilocie.
Pobudka, poranny trening, śniadanie, kawa, praca, powrót, książka, prysznic, sen. Pobudka, poranny trening, śniadanie, kawa, praca, powrót, książka, prysznic, sen. Pobudka, poranny trening, śniadanie, kawa, praca, powrót, książka, prysznic, sen.
Kontrakt, z którego podpisania byłby dumny jeszcze dwa tygodnie temu, dziś nie wywoływał w nim nawet cienia satysfakcji. Siedział na spotkaniu zarządu, patrzył na przesuwające się słupki wykresów i nie potrafił zaangażować się w dyskusję. Rzeczywistość była bezlitosna - gryzło go sumienie, nie radził sobie z konsekwencjami swoich czynów i doskonale zdawał sobie sprawę z tego, że... przekroczył granicę, zza której nie było już powrotu.
Od momentu wylądowania w Toronto nie napisał do Ivy żadnej wiadomości. Odciął się od niej i nawet nie potrafił włączyć drugiego telefonu, którego numer posiadała. Dopiero do niego docierało, co się tak naprawdę wydarzyło i czuł obrzydzenie do samego siebie - nie tylko wykorzystał naiwność niewinnej dziewczyny i jej wakacyjny nastrój dla chwili przyjemności, to jeszcze miał świadomość, że skrzywdził nie tylko Ivy, ale również swoją narzeczoną, która nie miała o niczym pojęcia. Ivy dał złudną nadzieję na coś więcej, a Blair... Boże, Blair. Zranił kobietę, która była dla niego wszystkim. Przyjaciółkę, z którą dzielił sekrety od najmłodszych lat, partnerkę, która znała go od podszewki i wreszcie... miłość swojego życia. Za cholerę nie wiedział, co strzeliło mu do tej durnej głowy, przecież przy Blair był najszczęśliwszym facetem na świecie. Mieli za sobą lata wspólnej historii, szalonych studenckich wyjazdów i podróży po całym świecie, z których zawsze wracali bardziej zżyci niż wcześniej. Byli dla siebie oparciem w świecie, gdzie wszyscy czegoś od nich oczekiwali. Znali swoje najgorsze wady, słabości, a mimo to związek budowali na naprawdę solidnym fundamencie.
Poświęcił to wszystko. Każdą wspólną minutę, zaufanie budowane przez wiele lat i obietnicę złożoną na Sycylii - dla jednej pieprzonej nocy z inną kobietą. Nic dziwnego, że w połowie dnia uznał, że nie da rady dłużej siedzieć w Northland Power i gapić się w ekran. Odwołał popołudniowe spotkania, przełożył najważniejsze rozmowy na kolejny tydzień, spakował laptopa i po prostu wyszedł z biura jeszcze przed czternastą - a to zdarzało się Charlesowi Marshallowi... hm, zastanówmy się... n i g d y? Wsiadając do auta, podjął decyzję. Musiał powiedzieć Blair prawdę - zasługiwała na nią, nawet jeśli miało to ostatecznie zniszczyć ich relację. Trudno, mógł pomyśleć o tym wcześniej (na przykład, zanim ją zdradził).
Po drodze do domu zatrzymał się w ich ulubionym miejscu z sushi i kupił świeże owoce. Gdy był już w ich apartamencie, rozstawił wszystko na stoliku znajdującym się na tarasie, a potem zszedł do winiarki po jedną z lepszych butelek czerwonego wina, które trzymali na wyjątkowe okazje. Cóż, okazja nie była wyjątkowa - tylko raczej haniebna - ale uznał, że bez alkoholu tego nie zniesie. Gdy skończył, ocenił swoje dzieło jednym okiem, ale nawet nie potrafił wysilić się na okazanie entuzjazmu, że jednak coś udało mu się dziś zrobić. Miał dziwne wrażenie, że zakupione jedzenie i tak nie zostanie ruszone, a wino skończy na jego koszuli, ale może się mylił.
Gdy nieubłaganie zaczęła się zbliżać godzina powrotu Blair, Charlie nalał sobie wina do kieliszka i usiadł na jednym z foteli, wpatrując się w horyzont. Słońce zachodziło, niebo z niebieskiego przechodziło w różową i pomarańczową barwę... Bardzo uroczy wieczór, nie licząc niemiłych okoliczności. Denerwował się, ale pozostało mu jedynie czekać, prawda? A nie musiał czekać długo. Nie wiedział, kiedy dokładnie Mayfield weszła do domu, za to nagle usłyszał ciche stukanie jej obcasów, gdy przemierzała salon w poszukiwaniu jego osoby. Westchnął i upił kolejny łyk wina. Nie był gotowy na tę rozmowę, ale... czy jakikolwiek człowiek kiedykolwiek był przygotowany do takiego wyznania? Odwrócił wzrok od horyzontu w momencie, gdy Blair weszła na taras. Była radosna, rozkojarzona jakimiś drobnymi sukcesami, zapewne z biura. Gdy tylko tylko podeszła bliżej i przytuliła go na powitanie, poczuł jej zapach - pachniała domem, bezpieczną codziennością i... cholera, nieświadomością. Nie miała pojęcia, że człowiek, któremu ufała bezgranicznie, zaledwie kilka dni temu obrócił w proch wszystko to, co budowali razem przez lata. Gdy ich spojrzenia się zetknęły, nie uciekał wzrokiem. W tej chwili po prostu czekał, aż uśmiech zrzednie jej z twarzy - naprawdę nie chciał psuć jej nastroju, skoro miała taki dobry dzień, zaczynał czuć wyrzuty sumienia jeszcze większe niż przedtem, ale... Skoro powiedział A, musiał powiedzieć również B. Wskazał dłonią pusty fotel obok siebie, patrząc prosto w jasne, przenikliwe tęczówki narzeczonej. - Usiądź, Blair - zaczął, po czym odłożył trzymany w palcach kieliszek na stolik, tuż obok nietkniętego sushi i miski z owocami, na które nie mógł już nawet patrzeć. Splótł dłonie i wziął głęboki, powolny wdech. - Musimy porozmawiać.
𝑏𝑒𝑡𝑟𝑎𝑦𝑒𝑑 𝑏𝑒𝑎𝑢𝑡𝑦