Only love, only love can hurt like this
Only love can hurt like this
Tak w zasadzie, to po co ona o to pytała? Czy naprawdę potrzebowała tego wiedzieć? Kierowała nią ciekawość, chora zazdrość o inną kobietę, na którą jej narzeczony w ogóle był łaskaw spojrzeć. Myślała, że zawsze liczyła się tylko ona, a tymczasem dzieliła się Marshallem przez kilka długich miesięcy i teoretycznie żyła z tym w nieświadomości, mimo że intuicja podpowiadała jej gdzieś w głębi duszy, że coś było inaczej niż zwykle. Może to jakaś nuta zapachowa, która przełamywała jego perfumy? Może to inaczej uczesane włosy? Guzik koszuli rozpięty o jeden więcej niż zazwyczaj? Na pewno musiał być jakiś szczegół, którego może teraz nie mogła sobie przypomnieć, ale w tamtej chwili jasno sygnalizował jej, że coś było nie tak.
Miała ciężki czas w życiu i… Uniosła wysoko brwi, nie dowierzając, co właśnie usłyszała. Czy zamierzał tłumaczyć się jej tym, że jego
kochanka miała ciężki czas? Zdradził swoją narzeczoną, żeby pocieszyć pierwszą lepszą kobietę? Patrzyła na niego chłodnym spojrzeniem, teraz wręcz bardziej przeszywającym i dającym jednoznacznie do zrozumienia, że zjebał. Zjebał tak bardzo, że nawet sama Blair nie wiedziała, że można było tak zaprzepaścić czyjąś relację. I rzeczywiście, to jedno zdanie, a w zasadzie początek zdania, który miał być zapowiedzią wytłumaczenia się z całej tej sytuacji i może próbą wybielenia się, obrzydził jej wszystko — włącznie z tym, że nie chciała na niego patrzeć. Miała go dosyć, bo każde kolejne spojrzenie w jego kierunku sprawiało, że jej serce coraz bardziej się łamało i było bliskie ku rozłamowi na dwie równe połówki. Wiedziała jednak, że w takim razie każda jego wymówka będzie bezsensowna… niewybaczalna i kompletnie błaha.
Kolejne słowa były kolejnym uderzeniem w jej serce i kolejnym pogłębieniem rany, która się na nim rzeźbiła. Zmarszczyła brwi, przez chwilę mrugając szybciej, bo to był jeszcze moment, w którym się trzymała. To akurat wiedziała, że wtedy ją okłamał, chociaż świadomość tego oraz przyznanie się do mydlenia oczu, była okropnym uczuciem. Wszystkie wymówki i usprawiedliwienia były niepotrzebne i sprawiały, że po prostu wychodziła na debilkę. Jak bardzo chciałaby cofnąć czas, aby już wtedy oprzytomnieć i zacząć rozwiązywać swoje problemy. Nie dopuszczać do momentu, w którym on wraca z
podróży firmowej,
z jebanej Teneryfy, którą wyklinała już na parę tygodni przed i sprzedaje jej takie rewelacje.
Jej cały światopogląd legł w gruzach.
Wszystko, co było wpychane jej od dziecka, łącznie z samą znajomością z Charlesem. Słowa, że byli sobie przeznaczeni, ciche wyznania w piaskownicy, że jego lubiła najbardziej i te cholerne motyle w brzuchu, kiedy w liceum uświadomiła sobie, że nie był tylko przyjacielem. Był kimś, kogo znała na wylot, a on znał ją. Był jej oparciem, pocieszycielem, kompanem w zbrodni doskonałej, ale też bratnią duszą. Przy nim czuła się najbardziej komfortowo, to z nim rozmawiała o tym, co siedziało jej na sercu. To on dawał jej te wszystkie porady i mocno trzymał w swoich ramionach, kiedy świat zaczynał przytłaczać, a pewność siebie poważnie znikała.
Był jej domem, więc teraz, w tej jednej chwili, stała się po prostu bezdomna.
Nie planowałem tego, uwierz mi. — I dlatego to tym bardziej boli — rzuciła szeptem. Nie planował tego, wyszło to naturalnie, niewymuszenie… Na samą myśl skręcało ją w środku, a mdliła sama opcja, że przez ostatnie kilka miesięcy, nie była jego numerem jeden. Ile razy była opcją numer dwa? Sprawą odłożoną na później? Im dłużej czas płynął, tym dostrzegała kolejne sprawy, które wbijały się w emocjonalne kolce, przez co jej serce nie tylko rozdzierało się na pół, ale również
krwawiło. Gęstą, niespokojną krwią, której nie dało się zatamować.
Każde uderzenie miało nieść oczyszczenie, a zamiast tego czuła rozdzierający od środka ból. Chciałaby go uderzyć mocniej, ale nie mogła. Chciałaby krzyczeć mu prosto w twarz, ale nie umiała. Głos ugrzązł jej w gardle, a ona starała się przybrać tę chłodną, pokerową twarz, w której przecież była specjalistką. Cóż, najwidoczniej bywały wyjątki. Najwidoczniej Blair Mayfield nie była aż tak niezniszczalna emocjonalnie, jak się niektórym wydawało. Chwycił ją za nadgarstki i przytrzymał przy sobie — oczywiście, że próbowała się wyrwać, nie chciała być tak blisko niego. Zamiast tego właśnie została przyciągnięta jeszcze bliżej, stojąc przed nim bez jakiegokolwiek dystansu, patrząc mu w oczy, słysząc swoje imię w jego ustach i zastanawiając się, jak wiele jest w stanie jeszcze wytrzymać.
— Puść mnie — zażądała, choć na nic były jej żądania. Nie słuchał jej, miał głęboko w czterech literach to, co ona do niego mówiła. A zamiast tego przytulił ją. Mocno, nachalnie, bez żadnego pytania. Próbowała się odepchnąć, wyprostować ręce i zachować między nimi dystans, którego tak uporczywie potrzebowała. Jego dotyk ją palił, wyżerał ślad na jej nadgarstkach, a później na plecach, gdzie silnie przytrzymywał ją, aby nie uciekła. Czy miała inne wyjście niż go posłuchać? Nie objęła go w odpowiedzi. Ręce miała utkwione na jego klatce piersiowej, dłonie luźno leżały na jego koszuli, ale z każdym kolejnym słowem zaczynała ściskać materiał między palcami. Z każdym jego kolejnym słowem, łzy coraz mocniej spływały po jej policzkach, z ust wydobył się cichy szloch, a zaraz po nim pociągnięcie nosem. Pozwoliła sobie oprzeć głowę o jego ramię, po raz ostatni zatopić nos w materiale koszuli, która nim pachniała. Ich ulubionym płynem do prania, połączony z jego perfumami, które nadal na nią niewyobrażalnie działały, choć teraz uruchamiały falę sentymentu i smutku.
Nienawidziła go, ale tak samo mocno go kochała.
Nie była w stanie wykreślić go w jeden wieczór, bo był jej całym światem i na dodatek mówił te wszystkie piękne słowa. Obiecał walczyć do końca jego życia, przyznawał się do winy i dostrzegał, że zjebał. Tylko… przecież w ostatnich miesiącach kłamał ją na każdym kroku, prawda?
— Skąd mam wiedzieć, że to wszystko to prawda? Że znowu nie mydlisz mi oczu, nie karmisz kłamstwami, które miałyby cię pokazać w dobrym świetle? Że jesteś taki wspaniały — rzuciła z goryczą.
— Od zawsze oczekiwałam lojalności, nigdy nie miałam zamiaru być jedną z dwóch, a co gorsza, tą drugą. Ile razy stawiałeś ją ponad moimi potrzebami? Kiedy potrzebowałam twojej bliskości, a ty ode mnie uciekałeś? — rzuciła kolejne oskarżenia, odsuwając się. Koniec z tą chwilą słabości. Odepchnęła się od niego, ale nie wyglądała zbyt dobrze. Podpuchnięte, zaczerwienione oczy, całe szczęście tusz miała tylko lekko rozmazany w jednym kąciku. Patrzyła na niego zbolałą miną, osoby skrzywdzonej i pełnej nieufności.
— Czy możesz dać gwarancję, że to się nie powtórzy? Że gdy poczujesz się znowu tak samo, gdy życie będzie naciskać i wywierać presję, ty znowu ulegniesz innej kobiecie, zamiast przyjść do mnie? — rzuciła, czując jak serce mocniej jej bije. Jak bardzo każde uderzenie boli w jej klatce piersiowej i jak intensywnie czuła dotyk jego dłoni, które jeszcze chwilę temu spoczywały na jej plecach, wypalając w nich bolesne ślady. I pierścionek, który wydzierał w jej skórze bolesną dziurę i nie zamierzał najwidoczniej przestać, póki… póki go nie zrzuci.
— Chciałabym nas nie skreślać — przyznała. Patrzyła w twarz osoby, z którą jeszcze pół roku temu planowała uciec do Vegas, wziąć ślub po kryjomu i przeciwstawiać się wszystkim oczekiwaniom.
— Ale ci nie ufam. Zaufanie wymaga czasu, a tobie wystarczyła chwila, żeby je zniszczyć — powiedziała cicho, słabym głosem. Sięgnęła do swojej dłoni, na której spoczywał pierścionek zaręczynowy, który uwielbiała i który swego czasu był symbolem miłości, obietnicą wierności, ale jednocześnie błahym pokazaniem, że jej słuchał — bo w końcu dostała go takiego, o jakim marzyła.
— Dziękuje bardzo za rozerwanie mi serca — dodała na odchodne, rzucając pierścionkiem w jego klatkę piersiową i wychodząc z tarasu do salonu. Wzięła głęboki wdech, próbując się nie rozpłakać. Co miała zrobić? Kierowała się do drzwi, ale nie miała planu. Na pewno nie mogła dłużej być w jego towarzystwie, to zbyt mocno bolało.
I tell myself you don't mean a thing
And what we got, got no hold on me
But when you're not there I just crumble
ex fiance