-
Spójrz, na szyi coś tu masz
Ups, to chyba znowu ja
W pracy będą się z nas śmiać
W pracy teraz, jeszcze raz
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
— Dla mnie żadna, ale wiele kobiet ceni sobie wygodę szerokich łóżek i miękkich pościeli ponad szybkie zrealizowanie własnych potrzeb. — Brzmiała, jakby mówiła z własnego doświadczenia. Pewnie poderwała kiedyś taką w innym barze i musiała się porządnie postarać, by laska była chętna do rozkładania nóg po odkryciu dostatecznie komfortowych warunków. June to jednak wytrwała i ambitna dziewczyna, była gotowa się postarać dla potencjalnej partnerki. Na szczęście Tiff nie przejmowała się takimi sprawami i była dużo łatwiejsza niż próbowała pokazywać na prawo i lewo!
Rzuciła tylko krótkie spojrzenie, by ogarnąć pomieszczenie, w którym się znalazły. W środku nikogo nie było, a to najważniejsze. No dobrze, może ktoś był w kabinach, ale tym się będą martwić później. Całość nie wyglądała źle. Nie były to luksusy i jedwabie, ale nie śmierdziało na kilometr i nie wyglądało na miejsce, w których wycina się ludziom nerki wbrew ich woli, a to już bardzo dużo jak na miejskie standardy.
— Tak naprawdę jestem tylko projekcią astralną zesłaną ci przez bogów przyjemności, żebyś się we mnie zauroczyła po tej rozmowie i dała się przelecieć. Rozpłynę się w niebycie, gdy tylko wzejdzie słońce — wyjaśniła cicho, nie chcąc, żeby ktoś nieproszony je teraz podsłuchał. Mówiła przecież bardzo ważne rzeczy! Pewnie musiałaby zabić każdego nieproszonego, kto tylko wpadłby tu między te wszystkie informacje. Kto wie, może wcale nie zmyślała? Przy tej kobiecie czuła się tak niesamowicie, że równie dobrze całość mogła być wyłącznie wytworem wyobraźni jakiegoś wariata. June wsunęła palce w jej włosy i odchyliła szyję, oferując dużo lepszy dostęp do nagiej skóry, ale coś ją jednak rozproszyło. Z pierwszej kabiny dobiegł dźwięk spuszczanej wody. Złapała Tiff za rękę i pociągnęła za sobą do ostatniej, przy której zielony kolor przy zamku jasno sygnalizował, że powinna być bezpiecznym wyborem. Zatrzasnęła za nimi drzwi, gdy tamte skrzypnęły, wypuszczając kogoś ze środka. Przyłożyła palec do ust, nakazując Tiffany na razie być cicho. Nie mogą dać się wykryć. Nigdy nie wiadomo, czy obok nie sikała akurat jakaś agentka CIA. June bardzo chciała pomóc Tiff skupić się na czymś innym niż krążąca przy umywalkach agentka specjalna, więc natychmiast sięgnęła do zapięcia jej spodni. Dla Tiffany to pewnie pierwsza taka niebezpieczna sytuacja, miała prawo się stresować. Dobrze, że June była taka odważna! I bezczelna, bo nie minął nawet porządny moment, jak naprała na nią mocniej, przyciskając plecami do bocznej ściany kabiny, wsuwając dłoń między jej uda. Przylgnęła wargami do odkrytej skóry na dekolcie Tiff, przesuwając palcami po materiale jej bielizny,
Chcę wiedzieć jak to jest z tobą się przespać
-
więc bądź kimś więcej, żadnym one night standem. chcę kochać wściekle, mówiąc, że tęsknię
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Dobrze, że jednak alter ego Teddy nie przekładało wygód nad własne potrzeby. Strażaczka co najwyżej mogłaby się speszyć, że ktoś jeszcze znajdował się w łazience albo mógł do niej w każdej chwili wejść. Teraz miała jednak lepsze rzeczy do roboty, niż myślenie o tym, że zostaną przyłapane na gorącym uczynku.
— Ten jeden jedyny raz obejdę się bez satynowych pościeli i czerwonych dywanów. Z ciężkim sercem, ale jakoś to przeboleję — mruknęła w jej szyję, a potem parsknęła cicho na wizję, którą roztoczyła June. Brzmiała tak, jakby po szybkim numerku w damskiej toalecie Tiffany miała nagle doznać życiowego olśnienia. Chyba naprawdę liczyła na to, że po powrocie do domu spojrzy na narzeczoną i oznajmi jej, że niestety, ale właśnie poznała miłość swojego życia i teraz musi zacząć wszystko od nowa.
— Naprawdę wysoko oceniasz swoje możliwości — zauważyła z rozbawieniem. Przesunęła dłonią po jej ramieniu, wciąż uśmiechając się pod nosem. — Jeszcze trochę i zacznę myśleć, że regularnie rozbijasz związki i niszczysz ludziom życia — pokręciła głową i spojrzała w kierunku, z którego dobiegł dźwięk spuszczanej wody. Automatycznie zrobiła krok w tył, ale June już ciągnęła ją w kierunku wolnej kabiny. Stęknęła cicho, przywierając plecami do ściany. Trzeba było przyznać, że dziewczyna nie traciła czasu, bo od razu zaczęła majstrować przy jej spodniach.
O ile Tiffany takie sytuacje zdarzały się systematycznie, Teddy zwykle stroniła od przygodnego seksu w miejscach publicznych. Naprawdę wolała zabierać dziewczyny w bardziej ustronne miejsca, co pozwalała zaoszczędzić wszystkim dodatkowego stresu. Właściwie April była jej wyjątkiem i przy niej nie miała oporów, żeby pieprzyć się gdzie popadnie. Wciągnęła gwałtownie powietrze, czując palce ukochanej na materiale bielizny. Szybko ujęła jej twarz w obie dłonie i pocałowała zachłannie, jakby to miało jakkolwiek ugasić pragnienie.
W tym samym momencie ktoś z impetem otworzył drzwi do głównej części łazienki. Po pomieszczeniu rozniosły się donośne chichoty i stukot obcasów o podłogowe kafelki. Najwyraźniej kilka pijanych dziewczyn postanowiło zamienić pomieszczenie w punkt spotkanie całego baru. Dwie z nich od razu dopadły do sąsiednich kabin. Darling zesztywniała, odrywając się od ust Finch.
— Halo! — ktoś pociągając za klamek ich kabiny i zabębnił pięściami w drzwi. — Szybciej tam, bo zaraz się posikam! — żałosny jęk wypełnił przestrzeń. Jej koleżanka zaczęła narzekać na ciągnącą się kolejkę, która wychodziła aż na korytarz.
— Zajęte! — wypaliła Teddy przy kolejnej próbie siłowania się z drzwiami.
— No przecież widzę, że zajęte — odpowiedziało jej poirytowane burknięcie. — A możecie trochę szybciej? Mam mały pęcherz — dodała, chyba dostrzegając przez szparę nie jedną, a dwie pary butów.
— Albo chociaż pozwólcie do siebie dołączyć — zarechotała inna panienka, co wywołało ogromną aprobatę wśród zgromadzonych.
zapraszałem ją do mieszkania, kątem oka widzę jej stanik
-
Spójrz, na szyi coś tu masz
Ups, to chyba znowu ja
W pracy będą się z nas śmiać
W pracy teraz, jeszcze raz
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
— Nigdy w życiu niczego nie popsułam — zapewniła pewnym siebie tonem. W przypadku June może to nawet była prawda. W przypadku April... trudno powiedzieć. Na pewno nigdy nie podchodziła do niczego ze złymi intencjami, ale przecież dobrymi było wybrukowane piekło, więc czy zasługiwała na jakiejkolwiek usprawiedliwienie? W oczach wielu pewnie niekoniecznie. Ona czuła się nieźle z samą sobą – przynajmniej pod tym względem. Miała tyle innych rzeczy, które mogłaby sobie zarzucić, że akurat tutaj dawała sobie trochę oddechu.
Mimo wszystko Tiffany zamknęła się z nią w kabinie i z wielką chęcią zatracała się w kolejnych pocałunkach i pieszczotach. Nie trzasnęła jej po łapach, kiedy zaczęła bawić się zapięciem jej spodni i nawet pozwoliła dłoni przeprowadzić powolną wędrówkę po materiale bielizny, co wywołało na ciele June przyjemne dreszcze. Nie mogła się doczekać, aż pozwoli jej na więcej i będzie mogła spełnić rolę, po którą zesłano ją na ten ziemski padół! Los jednak rzucał im pod nogi kłody. Liczne. Takie, które stukotały i chichotały głupkowato. A potem jeszcze zaczęły szarpać za klamkę. Chciała kompletnie te laski zignorować, wychodząc z założenia, że tak szybciej się odczepią. Pewnie nawet dostrzegłyby nadprogramowy zestaw nóg, ale to nic. Nie musiałyby od razu zakładać, że w środku dzieją się bezeceństwa. Kobiety przecież wchodziły razem do kabin w różnych celach, nie tylko po to, żeby się ruchać. A nawet jeśli uznałyby, że ktoś tam się świetnie bawi, to już na pewno nie miałyby ochoty się mieszać w proces, który byłby w środku. Niestety Tiffany była całkowicie innego zdania, bo postanowiła się odezwać, na co laski oczywiście zareagowały bardzo żywo. June westchnęła ciężko i wysunęła dłoń spomiędzy jej nóg. Cofnęła się o krok i oparła plecami o ścianę na przeciwko, przysłuchując się radosnym okrzykom typiar kręcących się po łazience. Takie to wiedziały jak popsuć nastrój, no nie ma co.
— A może chociaż stwierdzicie, czy do siebie pasujemy? — zaproponowała głośno przez drzwi i sięgnęła do zamka, żeby go otworzyć. Wysunęła się z kabiny, chcąc zrobić miejsce tej od małego pęcherza. Faktycznie wyglądała na bardzo zdesperowaną. Finch spojrzała na rozbawione dziewczyny, uśmiechając się do każdej po kolei. Odsunęła się na kilka kroków od kabiny, rozłożyła szeroko ręce i obróciła się wokół własnej osi, chcąc się jak najlepiej zaprezentować.
— Próbuję jej wytłumaczyć, że jestem dla niej stworzona i to nic, że znamy się od trzech godzin — wyjaśniła, ruchem głowy wskazując na narzeczoną. Wszystkie spojrzenia zwróciły się w jej stronę, oceniając ją krytycznie.
— No co ty, przecież będziecie wyglądać razem super! — zawołała blondynka, która właśnie poprawiała makijaż przy nieco nadkruszonym lustrze nad umywalkami. Rzuciła im tylko krótkie spojrzenie, ale to widać wystarczyło.
— Znacie się tak krótko? To takie romantyczne! Jak jej nie chcesz, to zaklepuję. Zawsze chciałam przeżyć taką romantyczną przygodę — oświadczyła dziewczyna z długim, gęstym warkoczem, która wyszła z pierwszej kabiny i skierowała się do umywalek, by umyć ręce. Nie była jakąś obrzydliwą małpą, to już jakiś plus! Dobrze, że Finch i tak wolała swoją ukochaną.
Może możemy być szczęśliwi gdziekolwiek, Móc zawsze i wszędzie już polegać na sobie
-
więc bądź kimś więcej, żadnym one night standem. chcę kochać wściekle, mówiąc, że tęsknię
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Zajęta była też kabina, w której się obściskiwały. Teddy po cichu liczyła na to, że wystarczą pozostałe dwie, żeby typiary z kolejki jakoś załatwiły swoje potrzeby fizjologiczne. Odezwała się tylko po to, żeby jasno dać im do zrozumienia, że ktoś zajmował się w tej ostatniej. Ale te wcale nie przestały się dobijać. Wydała z siebie cichy pomruk niezadowolenia, kiedy Finch wyciągnęła rękę z jej spodni, a gdy ukochana otworzyła drzwi kabiny, nie pozostało jej nic innego, jak po prostu zasunąć rozporek i zapiąć guzik.
Wyszła na zewnątrz, robiąc miejsce dziewczynie, która prawie się poszczała w gacie i omiotła wzrokiem pozostałe, które przewijały się przez łazienkę. Cztery z nich ewidentnie trzymały się razem. Darling zaczęła podejrzewać, że April też się z nimi bujała, skoro wszystkie tak ochoczo obrały jej stronę.
— O tym, że jestem zaręczona, to już nie wspomnisz? — spojrzała na nią i zaprezentowała pierścionek. Wysoka brunetka od razu chwyciła ją za dłoń, żeby lepiej przyjrzeć się biżuterii.
— Jaki śliczny! — zachwyciła się i aż podskoczyła z tej całej ekscytacji. — Ale narzeczona nie ściana, można przesunąć — machnęła lekceważąco ręką, zupełnie nic nie robiąc sobie z faktu, że Teddy kogoś miała. To znaczy Tiffany. Teddy oczywiście też, ale teraz nie chodziło o nią!
— No właśnie — poparła ją z kabiny ta z małym pęcherzem, która właśnie wysikiwała Niagarę. — Moja mama zawsze powtarza, że każdy wagon da się odczepić — wyjaśniła, a jej koleżanki pokiwały zgodnie z głowami. O rany, baby to naprawdę były okropne!
— Dlaczego w ogóle zarywasz do zajętej? — odezwała się ta od długiego warkocza. — Wyglądacie razem rewelacyjnie, ale powiedz, nie szkoda ci tracić czasu na kogoś, kto robi na boku swoją dupę? Moja propozycja dalej jest aktualna — spojrzała w lustro i gdy dostrzegła w nim twarz April, puściła do niej oko.
— Kto zdradził raz, będzie zdradzał cały czas — kontynuowała swoje mądrości laska od małego pęcherza. — Daj szansę Rory, na pewno się nie zawiedziesz — poleciła swoją koleżankę z warkoczem. Jeszcze chwila i napisze jej na kiblu oficjalną rekomendację.
Rory uśmiechnęła się łobuzersko i podeszła bliżej Finch. Już wyciągnęła rękę, żeby zachęcająco pogładzić ją po policzku, ale Darling była szybsza - natychmiast zdzieliła dziewczynę po łapie, dając jej do zrozumienia, że będzie o wiele lepiej, jeśli nie będzie pchała ich tam, gdzie nie trzeba. Czy to była ta wiekopomna chwila, w której strażaczka okazywała zazdrość i zaznaczała swoje terytorium? MOŻE.
i należysz do mnie, choć to nie kwestia posiadania
-
Spójrz, na szyi coś tu masz
Ups, to chyba znowu ja
W pracy będą się z nas śmiać
W pracy teraz, jeszcze raz
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
— To całe narzeczeństwo to tylko jakiś głupi szczegół w tej całej historii. Anegdotka w przyszłej historii naszej płomiennej miłości — wyjaśniła zarówno Tiffany, jak i stojącym w toalecie dziewczynom, które pokiwały ze zrozumieniem głowami. Może nie wszystkie w pełni wspierały jej pomysł, ale znajdowały w sobie jakąś empatię, by nie traktować ich jak skończonych wariatek. To była w stanie docenić, rzadko trafiała na takich ludzi!
— Uznałam, że jest warta każdego ryzyka — wyjaśniła, czemu w ogóle zabrała się za zajętą. To by się zgadzało! Oczywiście była zajęta przez nią, ale to już insza inszość. Na pewno też rzuciłaby wszystko na jedną kartę, gdyby Darling miała na palcu pierścionek od kogoś całkowicie innego. Skoro potencjalnie mogła zostać najszczęśliwszą na świecie, to czemu miałaby z tego powodu nie zaryzykować wszystkiego?
Zmarszczyła brwi, trochę zagubiona, gdy narzeczona zdzieliła Rory. Przemoc to raczej kiepskie rozwiązanie w jakiejkolwiek kwestii. No i takie niespecjalnie w stylu jej narzeczonej. A może to było po prostu coś, co Tiffany miała w zwyczaju? Całkiem prawdopodobne! Może dobrze, że uniknęła dobrania się do gaci takiej wariatce? Jeszcze by ją pobiła i tyle by z tego było.
— Przepraszam, ale zdążyłam się już zakochać i najpierw musiałabym odchorować potencjalne odrzucenie, by dać szansę komukolwiek innemu niż jej — wyjaśniła dziewczynie spokojnym tonem. Nie chciała łamać jej serca! Rozumiała, że utrata szansy na umówienie się z kimś takim jak Finch mogło być bardzo bolesne, ale będzie musiała jakoś to przeżyć!
— Totalnie bez sensu. Mogłybyście zaprosić nas na ślub i w ogóle. Zajebiście się z nami imprezuje. — Dziewczyna od makijażu obróciła się w ich stronę, chowając wszystko z powrotem do torebki. Naprawdę sprawiała wrażenie zawiedzionej, że nie dostaną zaproszenia na melanż. Finch nawet zastanawiała się przez moment, czy ich nie zaprosić, ale chyba głupio byłoby teraz odkręcać tę całą historię i wyjaśniać, co naprawdę tu się wydarzyło.
— Dobra, to po prostu nie rób jej nadziei, jeśli naprawdę nie masz zamiaru najpierw dać jej dupy, a potem całego życia. Trzeba się zdecydować, laska, na coś — pouczyła ta od małego pęcherza. Najwyraźniej w tej ekipie była tą od prawienia mądrości. Finch pokiwała głową na znak, że zgadza się z jej pomysłami. W międzyczasie cała czwórka zdążyła się ogarnąć, wysikać i poprawić, co trzeba, więc zaczęły kierować się w stronę wyjścia. Po drodze Rory wyjęła z torebki jakąś karteczkę i wcisnęła ją April do ręki, uśmiechając się uroczo.
— Miłego chlania! — zawołała za nimi, kiedy zaczęły wytaczać się z pomieszczenia i trajkotać tylko między sobą, jakby zdążyły zapomnieć o obecności dwóch nieznajomych.
Jaki urok masz, skoro przyciąga tak, Że nic nie rusza mnie - jak ty dzisiaj
-
więc bądź kimś więcej, żadnym one night standem. chcę kochać wściekle, mówiąc, że tęsknię
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Najłatwiej byłoby wyjaśnić ciekawskim dziewuchom, że tak naprawdę, to są razem i bardzo się kochają, ale ta historia na bank nie wydałaby im się taka ciekawa, jak przelotny romans w toalecie, gdzie jedna z zainteresowanych była zaręczona, a druga obrała sobie za punkt honoru, że tego wieczoru ją w sobie w rozkocha. To nadawało się na jakiś serial, który cieszyłby się wcale niemniejszą popularnością, jak Off Campus czy The Summer I Turned Pretty! Musiały być jakieś niepewności i zdrady, ale koniec końców główni bohaterowie i tak byli razem. Szczęśliwa miłość bez żadnych powikłań. Co za nuda! To znaczy, dla Tiffany. Teddy była na to wszystko zbyt wrażliwa i słaba psychicznie. W takich sytuacjach trzeba było się wykłócać, a nawet nie wiadomo, czy strażaczka potrafiła podnosić głos gdzie indziej, niż w łóżku czy podczas akcji.
Z tej Tiff to był niezły pies ogrodnika - sama nie weźmie, ale nikomu też nie da. Niech się Rory cieszy, że zdzieliła ją tylko po łapach, a nie po pysku. O ile Darling była pacyfistką i szczerze brzydziła się przemocą, to z tą drugą nic nie wiadomo. Może na co dzień łamała babom nie tylko serca, ale też nosy?
— Twoja strata — rzuciła nonszalancko Rory, która najpewniej i tak wyrwie w barze kogoś innego. Szybko pogodziła się z faktem, że to nie będzie Finch, chociaż nie omieszkała spojrzeć na Teddy spode łba. Wyjaśnienia April nie przeszkodziły jej również we wciśnięciu jej swojego numeru telefonu, na co strażaczka zareagowała jedynie cichym parsknięciem. Nie będzie przecież tutaj robić scen, nie była taką zazdrośnicą jak ta cała Tiffany!
— Bawcie się dobrze! — rzuciła jeszcze na odchodne, a gdy mała od pęcherza potknęła się o własne nogi, przytrzymała ją za ramię, żeby nie wywinęła orła tuż przy drzwiach. Dziewczę spojrzało na nią z wdzięcznością, podziękowało puszczeniem oczka i tyle ją widziano.
Odprowadziła je wszystkie wzrokiem, a gdy drzwi zatrzasnęły się z impetem, bo Rory jednak nie wytrzymała ciśnienia, odwróciła się w stronę April i wskazała głową na karteczkę, którą trzymała w dłoni.
— Nie zmarnuj okazji — skomentowała i trudno było stwierdzić, czy przemawia przez nią Tiffany, czy
ona ładna i szczupła o jasnych włosach, mam ochotę na lufę i papierosa
-
Spójrz, na szyi coś tu masz
Ups, to chyba znowu ja
W pracy będą się z nas śmiać
W pracy teraz, jeszcze raz
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Dziewczyny zniknęła, a odgłosy ich rozmów i chichotów szybko zniknęły za drzwiami. Całkiem niezła izolacja w tej łazience, to im trzeba przyznać. Porządny bar, a nie żadna speluna, jakby się mogło wydawać na pierwszy rzut oka. Finch spojrzała na wciśniętą jej karteczkę z odnośnikami do social mediów. No tak, kto normalny w tych czasach daje swój numer! Wygląda na to, że trafiła na jakąś dietetyczkę, która pewnie prężnie prowadzi swoje profile w social mediach. April w ogóle nie była zainteresowana napisaniem do niej, June zresztą podobnie. No dobra, może April troszkę bardziej, bo mogłaby jej najzwyczajniej w świecie pomóc ulepszyć sociale. Za drobną opłatą, wiadomo. Wprawdzie jeszcze ich nie widziała, ale zawsze znajdzie się miejsce do poprawy.
— Ona zdecydowanie nie jest planem na dziś — odpowiedziała, wsuwając wizytówkę do kieszeni kurtki, bo niespecjalnie miała co z nią w tym momencie zrobić. Spojrzała w stronę narzeczonej i uśmiechnęła się szeroko, zadowolona, że znowu zostały same. W ogóle nie wyczuła w niej żadnej zazdrości. Z Tiffany znały się przecież bardzo krótko, laska nie powinna mieć żadnych powodów do złości, szczególnie biorąc pod uwagę, że gdzieś w domu czekała na nią narzeczona, a June miała być tylko odskocznią od szarej codzienności. April z kolei zdążyła już wbić sobie do łba, że Teddy nie bywa o nią zazdrosna, więc nie zakładała, że tak drobna interakcja mogłaby cokolwiek zmienić.
Podeszła więc radosnym krokiem do ukochanej, nieco się zapominając, że June miała poruszać się pewnie i seksownie, a nie jak nafurany jednorożec. Objęła narzeczoną w pasie. Chciała przytulić się do jej pleców, oprzeć podbródek na jej ramieniu i obserwować je w w lustrze z zachwytem, ale przy ich różnicy wzrostu bywało to nieco upierdliwe. Obróciła ją więc przodem do siebie.
— Myślę, że te dziewczyny to był znak, że musisz umówić się ze mną na jeszcze jedną randkę, a na dzisiejszą noc powinien wystarczyć nam seksting — zasugerowała pewnym siebie tonem. Z tymi wiadomościami szło im przecież całkiem nieźle, zdecydowanie powinny to kontynuować, a potem dać sobie szansę na kolejnej randce. Albo kolejnych siedemnastu.
Czy jakoś ten teges, dasz numer? Czy ja Cię jeszcze ujrzę?
-
więc bądź kimś więcej, żadnym one night standem. chcę kochać wściekle, mówiąc, że tęsknię
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Och, oczywiście April nie miała najmniejszego pojęcia, co zrobić z wizytówką, którą wcześniej odruchowo wsunęła do kieszeni kurtki. Nie mogła jej przecież wyjebać do kosza stojącego przy umywalkach. Jeśli Finch nie potrafiła dostrzec zazdrości, która aż biła od Darling, to była to wyłącznie jej strata. Takie rzeczy nie zdarzały się codziennie i istniała całkiem realna szansa, że już nigdy więcej się nie powtórzy. A kurtka należała do strażaczki, a wizytówka znajdowała się w jej kieszeni. Numer zapisany na kartoniku był więc, technicznie rzecz biorąc, do jej dyspozycji. Tak, myśląc w taki sposób też przemawiała przez nią zazdrość i co z tego?
Uśmiechnęła się lekko, kiedy narzeczona objęła ją w pasie. Miło było usłyszeć, że Rory nie była planem na dzisiejszy wieczór. Tylko na dzisiejszy? Coraz trudniej przychodziło jej oddzielanie gry od rzeczywistości. Jeszcze kilka godzin temu wydawało się to banalnie proste. Wystarczyło przecież pamiętać, że są tutaj po to, żeby odegrać role, a teraz czuła kłucie tuż pod mostkiem. To chyba tylko potwierdzało, że podobne wcielanie się w postaci nie było dla niej. April odnajdywała się w tym świecie z zadziwiającą łatwością. Wyglądała tak, jakby robiła to od zawsze. Podczas swoich sesji niejednokrotnie stawała się kimś innym - elfką, czarodziejką, wojowniczką czy stworzeniem, którego Teddy nawet nie potrafiłaby nazwać. A ona była strażaczką prostą jak budowa cepa. Dobrze bawiła się tego wieczoru, ale z jakiegoś powodu jej humor nieco przygasł. No cóż, może kiedy Finch odgrywała podobne sceny z innymi dziewczynami (a przecież na pewno tak było!), wszystko szło tak, jak trzeba i finalnie lądowały w łóżku.
— Może dam się zaprosić na jeszcze jedną randkę — wzruszyła nonszalancko ramionami, przypominając sobie, że przecież była Tiffany, a nie żadną Teddy. — Wspomnę o tobie narzeczonej. Kto wie, może zapragnie dołączyć? Wyglądasz na taką, co lubi trójkąty — zacisnęła palce na materiale skórzanej kurtki i nachyliła się w taki sposób, jakby chciała skraść June pocałunek, ale w ostatnim momencie zrobiła unik i zabrała ręce. Odepchnęła się od umywalki, zręcznie wymijając dziewczynę.
— Spadamy stąd? Możemy zmienić lokal albo po prostu się rozejść — zaproponowała, nie mając na myśli niczego konkretnego. Nie mogła zabrać June do siebie, to już ustaliły. Tam czekała wspomniana narzeczona Tiffany. Najpierw musiała opowiedzieć jej o dopiero co poznanej dziewczynie, zanim spróbuje nagabywać ją do poszerzania horyzontów.
dzwonisz, jesteś gdzieś na mieście. pytasz, odpowiadam szeptem
-
Spójrz, na szyi coś tu masz
Ups, to chyba znowu ja
W pracy będą się z nas śmiać
W pracy teraz, jeszcze raz
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Serce zabiło jej mocniej, gdy tylko narzeczona znów się do niej przysunęła, obiecując słodki pocałunek. Do niczego takiego jednak nie doszło. Odsunęła się od niej jak gdyby nigdy nic, zostawiając ją taką niedopieszczoną. Powstrzymała ciche westchnięcie, starając się zgrywać taką, która ma w sobie minimum cierpliwości.
— Szczerze mówiąc wolałabym się tobą nie dzielić. Zostańmy tylko we dwie. — Obróciła się w jej stronę, nie chcąc stracić jej z oczu ani przez moment. June może i lubiła trójkąty, ale na pewno nie w takiej konfiguracji. Pewnie była ich wielką fanką, póki nie poznała Tiffany! Dopiero teraz odkryła, że jest wyjątkowo samolubna i wolałaby nikogo innego nie dopuszczać w jej pobliże. Nawet tej nieszczęsnej narzeczonej. W rzeczywistości to było oczywiście nie do przeskoczenia w głowie April. Rozszarpałaby na strzępy każdą, która chociażby spróbowała się wmieszać między nie w taką sytuację, to pewne. Może i była drobna, ale potrafiła być bojowa, jeśli trzeba było. To było tak mocno w niej zakorzenione, że nie była w stanie nawet udawać, że nie jest zaborcza. Dobrze, że dzisiaj była jedyną, która podrywała strażaczkę. A to akurat było bardzo dziwne! Zazwyczaj nie mogły się opędzić od napalonych kretynek, które podążały za Darling krok w krok. Ten bar musiał mieć w sobie jakąś strasznie dziwaczną energię, skoro do tej pory udało się uniknąć towarzystwa szalonych fanek.
— Nie rozchodźmy się! — zawołała od razu nieco desperacko, co zdecydowanie nie kleiło się z nonszalanckim wizerunkiem June. Odchrząknęła nerwowo i wsunęła ręce do kieszeni kurtki, wzruszając ramionami.
— Znaczy jak chcesz, to jasne, ale ja z przyjemnością spędzę więcej czasu w twoim towarzystwie — dodała już dużo spokojniej i pchnęła ciałem drzwi do łazienki, żeby wreszcie się z nich wydostać. Weszły z powrotem do baru, w którym w międzyczasie pojawiło się więcej osób. Dziewczyny z łazienki zajęły ich poprzednie miejsce przy barze. Finch uśmiechnęła do
— To gdzie chcesz mnie zabrać? — zapytała, opierając łokieć o blat. Wsparła podbródek na dłoni i zaczęła wpatrywać się w narzeczoną spod ciężkich powiek, znów kompletnie zatracona w zauroczeniu.
Jestem wielbicielem Twym, Fascynatem twoich słów
-
więc bądź kimś więcej, żadnym one night standem. chcę kochać wściekle, mówiąc, że tęsknię
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Tiffany westchnęła ciężko, jakby niechęć do June do trójkąta była jakimś dużym problemem. Bo dla niej pewnie była. Chciała upiec dwie pieczenie na jednym ogniu. O wiele łatwiej byłoby mieć narzeczoną i kochankę. Skoro już dzieliła swoje życie z jedną kobietą, to mogłaby się z nią dzielić też innymi laskami. Co stało na przeszkodzie? Ach, June, która okazała się być bardzo, ale to bardzo samolubna. Musiała być jedynaczką, zupełnie jak Teddy.
— To naprawdę egoistyczne z twojej strony, wiesz? Na szczęście dzisiaj nie musisz się mną z nikim dzielić — odparła zniżonym głosem, jakby tego wieczoru nie planowała należeć do nikogo poza June. I chyba tak właśnie było. W innym wypadku nie spędzałyby z nią kolejnej godziny.
Rzeczywiście w tym barze było zdecydowanie zbyt mało fanek strażaczki. Mogła założyć mundur, wtedy od razu zleciałoby się cało stado panienek, które piszczałyby z zachwytu na jej widok. Albo trzeba to nadrobić i dokooptować kilka napalonych npecetów, to statystki będą się w końcu zgadzać. Dobrze, że chociaż June wydawała się zainteresowana jej towarzystwem. Przynajmniej ona jedna!
— Widzę, jak strasznie ci na tym zależy. A ja jakoś nie mam serca, żeby od razu cię porzucać — wysiliła się na objęty ton. Nie może tak przy niej skakać! Niech się dziewczyna postara, żeby Tiffany zostawiła dla niej swoją piękną i wspaniałą narzeczoną. Trochę gimnastyki jeszcze nikomu nie zaszkodziło.
Po wyjściu z łazienki nawet nie zauważyła, że April spogląda w kierunku siedzących przy barze panienek, z którymi miały okazję zobaczyć się chwilę wcześniej. I tylko byłoby z zazdrości Darling. Rory musiałaby dosiąść się do ich stolika, żeby cokolwiek zdołałby ją ruszyć.
— Hm, poczekaj, niech pomyślę... — udała wielce zadumaną, przesuwając wzrok gdzieś ponad jej ramieniem, jakby faktycznie rozważała kilka różnych opcji. — Może jakiś punkt widokowy, z którego widać całe miasto? — przeniosła spojrzenie na June. Czy to był stary numer, który Teddy dawniej wykorzystywała na podryw innych panienek? Niemożliwe! Ale co ona mogła poradzić na to, że dziewczyny lgnęły do tego muchy do
podryw to dobry pomysł na wieczór - mój zapał, twój zapach unosi się w powietrzu