-
więc bądź kimś więcej, żadnym one night standem. chcę kochać wściekle, mówiąc, że tęsknię
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
— No wiem — wymamrotał Jett, jakby dopiero teraz docierało do niego, że April wcale nie sugerowała niczego podobnego. — Chciałem tylko podkreślić, że Tedds była grzeczna — dodał, szczerząc się głupkowato.
Darling spojrzała na niego z wyraźnym politowaniem. Naprawdę nie potrzebowała adwokata, zwłaszcza takiego, który potrafi bardziej namieszać niż pomóc. Zawsze była grzeczna. W swoim własnym, dość specyficznym wydaniu. Potrafiła się zachować, nawet jeśli w jej żyłach zamiast krwi płynęła już wyłącznie etanolowa mieszanka. Może i nie zawsze miała umiar, kiedy wychodziła z chłopakami na miasto, ale nie robiła żadnych idiotycznych rzeczy. Przynajmniej takich, które następnego dnia uznałaby za naprawdę idiotyczne.
— Żaden sekret — zaprotestowała natychmiast. Ukrywanie czegokolwiek przed przed April nie miało najmniejszego sensu. Ukochana od razu potrafiła rozpoznać, kiedy strażaczka ściemniała. To był właśnie efekt wieloletniej przyjaźni. Wyciągnęła rękę, chcąc ująć dłoń narzeczonej, ale nie dosięgnęła. Przez chwilę machała nią jeszcze bezradnie w powietrzu, po czym cicho stęknęła i ostatecznie cofnęła ją z powrotem. No nic. Udobrucha ją później. — Dlaczego miałabym mieć przed tobą jakieś tajemnice? Po prostu uznałam, że nie jest to nic, o czym warto wspominać — wzruszyła lekko ramionami. Sama była sobie winna, że zbyt ostentacyjnie nadepnęła Donovanowi na stopę, ale z drugiej strony on też niepotrzebnie się wychylał i dorabiał do wszystkiego historię, której wcale tam nie było.
Jett znów podniósł się z miejsca, jednak Teddy zgromiła go spojrzeniem, które wbiło go w fotel. Nigdzie się stąd nie ruszy, dopóki nie powie mu, żeby spierdalał.
— Dokładnie tak. To była tylko niewinna rozmowa — ciągnęła dalej, bo bardzo zależało jej na utwierdzeniu Finch w tym przekonaniu. — Zachowywałam się tak, jak zawsze — dodała, nie uważając, żeby była przy tym przesadnie miła. Donovan odchrząknął cicho, ale tym razem postanowił milczeć jak zaklęty. — Tobie nigdy nie zdarza się rozmawiać z randomowymi ludźmi? — spojrzała na ukochaną, unosząc przy tym wysoko brwi. Nie było to łatwe, biorąc pod uwagę opadające powieki.
April również wychodziła ze swoimi znajomymi, więc trudno było uwierzyć, żeby nagle zaczęła omijać ludzi szerokim łukiem. Normalnie gęba jej się nie zamykała, więc Teddy nawet jakoś nie umiała sobie wyobrazić, jak ktoś, a konkretnie jakaś dziewczyna, zagaduje do niej przy barze, a ona - zamiast jakiejkolwiek reakcji - po prostu ignoruje to z pełną premedytacją.
lubię jak pijesz ze mną wódkę i popijasz wódką
-
Spójrz, na szyi coś tu masz
Ups, to chyba znowu ja
W pracy będą się z nas śmiać
W pracy teraz, jeszcze raz
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Przekrzywiła głowę, obserwując, jak Teddy próbuje ją złapać. Nie miała zamiaru jej tego ułatwić. Nie była aż pijana, by nie móc podnieść się z miejsca i podejść bliżej, jeżeli czuje taką potrzebę. Zrezygnowała jednak z takich rozwiązań. No trudno się mówi, najwyraźniej to nie było aż tak istotne. Skupiła się znów na tym, co narzeczona próbowała jej wyjaśnić. Pokiwała głową, dając znać, że chyba rozumie. Nadal nie była zadowolona z faktu, że Darling doszła akurat do takich wniosków, ale niech jej będzie. Nie miała pojęcia, jak miałaby ją zmusić, by zaczęła podchodzić do takich rzeczy inaczej. Może jednak powinna się przymknąć i cieszyć się, że trafiła jej się taka wierna narzeczona? Większosć ludzi na jej miejscu byłaby przecież absolutnie zachwycona, nie takie paskudy przecież chodzą po świecie. Darling na ich tle wypadała bardzo dobrze.
— Śmiało — zwróciła się do Jetta, gdy odchrząknął. Byli w końcu w bezpiecznej przestrzeni, nie ma co się powstrzymywać. Wszyscy powinni mówić to, co im leżało na sercu, a Finch była o dziwo bardzo zainteresowana przemyśleniami Donovana. Na ten temat miał bardzo dużo do powiedzenia. Faktycznie pasowałby na największą możliwą plotkarę. Największą przez wzgląd na długość języka, ale i wzrost. Trudno byłoby mu pewnie obgadywać ludzi za plecami, bo zaraz byłby widoczny, ale to cwany chłopak, na pewno by coś wymyślił. A może nawet miał w tej kwestii jakieś doświadczenia i dokładnie taki był w liceum?
— Niczego takiego nie powiedziałam. Po prostu nie pakuję się w rozmowy, w których widzę, że ktoś próbuje mnie poderwać. — Wzruszyła ramionami mówiąc... prawie całą prawdę! Zrobiła się o niebo grzeczniejsza niż kiedykolwiek była. Raz na jakiś czas lubiła po prostu dostać jakiś komplement i nadal wychodziła z założenia, że niektóre sprawy trzeba załatwiać urokiem osobistym, a nie perswazją albo pieniędzmi. Nie było w tym jednak żadnych podtekstów seksualnych. Wykorzystywała czasem urodę, żeby było jej w życiu wygodnie i tyle. Może to faktycznie nie jest coś, czym się powinna chwalić, ale jakoś nigdy jej to nie zaszkodziło! A przynajmniej nie na tyle, by zostawić jakąś rysę na jej psychice i dać jej taką nauczkę, by nie chciała robić tego już nigdy więcej. U Teddy był ten problem, że trudno było zmienić jakiś rodzaj zachowania, którego nawet się nie dostrzegało, ale ona naprawdę nie miała pojęcia, jak lepiej jej takie rzeczy tłumaczyć.
Bar na sobie dźwiga ciężar wódki czystej, myślę
Jeden shocik w sumie wcisnę
-
więc bądź kimś więcej, żadnym one night standem. chcę kochać wściekle, mówiąc, że tęsknię
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Jett przełknął głośno ślinę, kiedy April zachęciła go do mówienia. Teddy natomiast dała mu do zrozumienia samym spojrzeniem, żeby już więcej się nie odzywał. Nietrudno zgadnąć, kogo posłuchał. Na pewno nie Darling. Po co trzymać z przyjaciółką, jak można stanąć po stronie jej narzeczonej?
— No nie wiem, mogłaś ją po prostu spławić. Potem gapiła się na ciebie jak sroka w gnat — mruknął, obracając do połowy pustą szklankę w dłoni.
— Naprawdę? — zapytała strażaczka ze zdecydowanie zbyt dużą ekscytacją. — To znaczy... naprawdę? — zreflektowała się, bo przecież nic takiego nie zauważyła, więc na pewno nic podobnego nie miało miejsca.
Ale hej, nawet jeśli, to nie było nic złego w tym, że inni uważają ją za atrakcyjną! To w pewien sposób łechtało ludzkie ego, prawda? Tylko co jej po tym, skoro nawet nie zdawała sobie sprawy, że była w kręgu czyichś zainteresowań? Nie, żeby od razu miała coś z tym zrobić! Gdyby już faktycznie pojęła, o co się rozchodzi, grzecznie dałaby dziewczynie do zrozumienia, że bardzo (oczywiście!) jej miło, ale jest w szczęśliwym związku. I tyle!
— Nie wydaje ci się, że trochę wyolbrzymiasz? — spojrzała na przyjaciela. Powinni zakończyć tę dyskusję opróżnieniem kieliszka wódki, ale mieli do dyspozycji jedynie wodę. No i nic nie wskazywało na to, że temat szybko się urwie, więc Teddy zamoczyła w niej usta.
Donovan wzruszył ramionami. Co on w ogóle odpierdalał? Nie dość, że bawił się w adwokata, to jeszcze robił za jakiegoś anioła stróża. Chyba trochę ponosiła go wyobraźnia. Może naprawdę wydawało mu się, że gdyby nie jego obecność, Teddy za chwilę przegrzeje system, straci pamięć i bez zastanowienia pójdzie pieprzyć się z pierwszą lepszą typiarą, która spojrzy w jej stronę. Tyle że rzeczywistość była dużo mnie interesująca dla jego teorii.
Kompletnie nie rozumiała, co Finch miała na myśli. Kto jak kto, ale akurat ona powinna wiedzieć, że strażaczka była kompletnie ślepa na tego typu sygnały i nie traktowała każdej rozmowy jako potencjalnego flirtu. Jeśli jej rozmówczynie widziały w tym coś więcej, to był już wyłącznie ich problem, skoro nie umiały odróżnić kurtuazji od podrywu.
— Ale jakie to ma znaczenie, April? Myślisz, że jak ktoś mnie podrywa, to ja automatycznie robię to samo? Szczególnie kiedy nawet nie wiem, że ktoś próbuje coś uskutecznić? — parsknęła pod nosem, wciąż nie do końca rozumiejąc, do czego właściwie zmierza ta rozmowa. Westchnęła ciężko, przecierając dłonią twarz. — To naprawdę urocze, że oboje tak się o mnie martwicie, ale potrafię o siebie zadbać — dodała, może odrobinę zbyt butnie jak na siebie, ale przemawiał przez nią alkohol i zmęczenie, że cały świat obracał się właśnie przeciwko niej!
a ty nawet nie jesteś tego świadoma, razem możemy się nachlać i konać
-
Spójrz, na szyi coś tu masz
Ups, to chyba znowu ja
W pracy będą się z nas śmiać
W pracy teraz, jeszcze raz
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Spuściła wzrok na podłogę, znów powtarzając sobie w myślach, że nic wielkiego się nie wydarzyło i zdecydowanie nikt tutaj nie chciał źle. Jeszcze tego brakowało, żeby przez jej niestabilność emocjonalną to Teddy i Jett się pożarli. Jeżeli faktycznie nie wydarzyło się nic złego, to przecież będzie totalnie wina Finch. Byłoby jej przykro, gdyby narobiła takiego bigosu. Z drugiej strony, jeżeli to faktycznie pierdoła, to na bank się nie pokłócą! Przecież byli takimi dobrymi przyjaciółmi i byli też totalnie niekonfliktowi, więc po co mieliby się w to dalej pakować?
Otworzyła usta, jakby chciała coś powiedzieć, ale nie wydobyła z siebie żadnego dźwięku. Zamknęła ryj, żeby jej nic do środka nie wleciała i jeszcze raz przemyślała to, co powinna teraz powiedzieć. To, że w ogóle dawała sobie na to szansę, zanim zacznie paplać co ślina na język przyniesie, to wielki sukces, z którego powinna być dumna. W tym momencie nie miała jednak głowy do świadomego dostrzegania takich rzeczy i docenianie siebie za zwiększoną dojrzałość. Stresowała się, że powie coś nie tak i komuś zrobi się naprawdę przykro.
— A nie zastanawiałaś się nigdy, czy skoro ty tak bardzo nie dostrzegasz sygnałów od innych kobiet, to może ty też im jakieś dajesz całkowicie nieświadomie? — odezwała się wreszcie, bardzo ostrożnie dobierając słowa. Zależało jej, by jak najlepiej przekazać to, nad czym sama się zastanawiała. Była pewna, że narzeczona nie skrzywdziłaby jej z premedytacją, ale przecież totalnie mogła rozsiewać nadzieję na prawo i lewo całkowitym przypadkiem. Po co tak igrać z sercami tych biednych kobiet/ To naprawdę niemiło wobec nich. Zasługują na coś lepszego niż niespełnione, choć rozpalone wcześniej nadzieje. No i nawet ze świadomością tego, że Teddy jest święcie przekonana, że po prostu jest miła, April nie byłaby zachwycona, gdyby kazano jej na coś takiego patrzeć. Darling na pewno nie chciałaby jej niepotrzebnie stresować! Jeszcze szybko osiwieje albo porobią jej się straszne zmarszczki, no i będzie kłopot. Po co strażaczka ma przedwcześnie odbierać sobie możliwość rozkoszowana się nieskazitelną urodą młodej April? Wiadomo, że na stare lata też będzie hotówa, ale jednak siła wieku robiła swoje.
Ona mówi że przypadkiem tu wpadła na mnie
On nienawidzi ale mówi chodź na bar
-
więc bądź kimś więcej, żadnym one night standem. chcę kochać wściekle, mówiąc, że tęsknię
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Nie widziała też powodów, żeby kłócić się z Donovanem. Owszem, działał jej dzisiaj na uzębienie i przedstawiał ją April w jakimś kompletnie przekrzywionym świetle, ale mimo wszystko nie robił tego ze złośliwości. Po prostu miał niewyparzony język i tendencję do dopowiadania sobie historii, które nigdy się nie wydarzyły. A przecież jaka była Teddy, to każdy widział! No dobrze, może nie każdy. Ale oni na pewno tak. Finch znała ją lepiej niż ktokolwiek inny na świecie. Potrafiła przewidzieć połowę jej reakcji, zanim jeszcze sama Darling zdążyła na nie wpaść. Jett też spędził z nią wystarczająco dużo czasu, żeby wiedzieć, z kim ma do czynienia. Nie kupili przecież kota w worku.
Kiedy narzeczona zasugerowała, że swoim zachowaniem mogła dawać innym złudną nadzieję, Teddy lekko ściągnęła brwi. Naprawdę próbowała zrozumieć, o co chodziło April, ale jakoś nie potrafiła spojrzeć na to z jej perspektywy. Argumenty Finch odbijały się od niej jak groch od ściany. Bo jaki właściwie miała na to wpływ? Nie mogła przecież odpowiadać za to, co ktoś dopisywał sobie w swojej głowie.
— Czym daję im sygnały? Byciem miłą? — zapytała z wyraźnym niedowierzaniem. — Mam stać się gburem tylko dlatego, żeby ktoś przypadkiem za dużo sobie nie pomyślał? — pokręciła głową, bo brzmiało strasznie absurdalnie. Dla Teddy życzliwość była po prostu życzliwością. Niczym więcej. Nigdy nie zastanawiała się, czy ktoś może odczytać ją inaczej, bo sama nie funkcjonowała w ten sposób. Nie traktowała zwykłej rozmowy jak gry w wstępnej. Jeśli faktycznie była kimś zainteresowana, wyglądało to zupełnie inaczej. Wtedy angażowała się znacznie bardziej, sama szukała kontaktu i znajdowała tysiąc powodów, żeby spędzać z tą osobą czas. Zresztą Finch była tego najlepszym przykładem. Zawsze były blisko, ale po jarmarku coś się zmieniło. Teddy chciała być przy niej bez przerwy. Szukała jej spojrzenia w tłumie, pisała do niej przy każdej możliwej okazji i wykorzystywała najgłupsze preteksty, żeby się zobaczyć. To nie były już zwykłe rozmowy ani koleżeńska sympatia. To faktycznie coś znaczyło. Trudno było postawić znak równości między kilkoma zdaniami zamienionymi przy barze a sytuacją, w której naprawdę zaczynało jej na kimś zależeć.
— Jeśli ktoś uzna, że jestem nim zainteresowana tylko dlatego, że z nim rozmawiam albo zachowuję się całkowicie normalnie, to problem chyba nie leży po mojej stronie — dodała już nieco ciszej, stukając paznokciami w dno szklanki.
Jett zacisnął usta w wąską linię i podniósł wzrok na April. Nie dało się nie zauważyć, że bardzo chciał coś powiedzieć, ale nie wiedział jak i którędy. W końcu nabrał powietrza w płuca i pochylił się na fotelu w kierunku Darling.
— A próbowałaś kiedyś być po prostu trochę mniej miła w stosunku do innych kobiet? — doradził, ale ta jego rada była jak o dupę potłuc. Tylko rozjuszył nią Teddy, która łypnęła na niego spode łba. Donovan w niczym dzisiaj nie pomogał.
— Powinieneś już iść, Jett — rzuciła zwyczajnym tonem. Nie chciała, żeby zrobiło się jakoś nieprzyjemnie. Obawiała się, że jak przyjaciel powie jeszcze o kilka słów za dużo, to w końcu naprawdę się o coś złapią. A po co, na co to komu? Jeszcze jakby tego było mało, po salonie rozległ się dźwięk powiadomienia, który informował o tym, że strażaczka właśnie dostała jakąś wiadomość na Instagramie. Nie ma lekko!
pracowałem cały dzień, żeby miło spędzić noc
-
Spójrz, na szyi coś tu masz
Ups, to chyba znowu ja
W pracy będą się z nas śmiać
W pracy teraz, jeszcze raz
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Pokiwała głową, przyznając Teddy rację. Nie mogła się kłócić ze zdaniem, które zbudowała. Nikt nie miał wpływu na wnętrze łba obcej osoby. A nawet niespecjalnie tej bliskiej! Wszystko ostatecznie i tak zostaje po stronie tej drugiej i jeżeli zacznie odklejać ją od planszy, to trudno. Ale czy aby na pewno to zawsze opierało się na czymś totalnie przeciętnym? April już sama nie wiedziała. W ogóle nie bawiło jej to rzucanie oskarżeń w stronę narzeczonej, nie czuła się z tym sprawiedliwie, a fakt, że Teddy wciąż wykręcała się z każdego argumentu, było dodatkowym problemem. Z jednej strony chciała drążyć, żeby jednak doszły do jakiegoś porozumienia, ale z drugiej obawiała się, że z każdym kolejnym zdaniem Darling zacznie wycofywać się z tej rozmowy coraz szybciej, aż w końcu całkowicie się z niej wykręci i zrobi się między nimi nieprzyjemnie. Nie chciała żadnych przykrości ani niezręczności, lepiej przecież pójść spać z lekkim sercem i głową.
— Napisz, czy bezpiecznie dotarłeś — poprosiła, tym samym zmuszając Donovana, żeby się jednak podniósł z miejsca i zaczął zbierać. Wiedziała, że to wielki chłop, który potrafił o siebie zadbać, ale jednak był pijany, a po świecie chodzą czasem oszołomy, więc i tak wolała mieć pewność, że przyjaciel dojechał do domu w jednym kawałku i bez uszczerbku na psychice.
— Dzięki za pizzę. To do jutra. — Klasnął dłońmi o uda i podniósł się z kanapy z cichym jękiem. Powinien dodać na koniec jeszcze także tak, ale jakoś mu to chyba umknęło w jego kanadyjskim umyśle. April przekrzywiła nieznacznie głowę, zastanawiając się, czy dotarł do niego ten komunikat, że ma się odezwać, bo średnio to się łączyło z tym pożegnaniem, ale odpuściła. Jakoś to przecież będzie. Donovan machnął jeszcze niezręcznie do Finch i ruszył w stronę drzwi, gdy z telefonu Teddy dobiegł dźwięk powiadomienia – oczywiście z Instagrama. Żeby to chociaż było Flo! Kto jak kto, ale Finch potrafiłaby odróżnić te dźwięki obudzona w środku nocy po długich torturach. Jett też najwyraźniej wiedział, co jest pięć, bo dopadł do klamki błyskawicznie i równie szybko znalazł się po drugiej stronie drzwi. Ewakuował się w perfekcyjnym momencie. April spojrzała na telefon narzeczonej z daleka. Stojąc obok fotela i tak nie byłaby w stanie niczego odczytać. Po prostu wpatrywała się przez moment w wygasły ekran, bardzo się starając, żeby się nie odezwać. Nie miała wątpliwości, że jeśli pozwoli sobie coś powiedzieć, będzie to coś, czego potem pożałuje.
Ona dzwoni, pisze, pyta kiedy będę. Nie mogę rozmawiać, a opowiem ci w piosence
-
więc bądź kimś więcej, żadnym one night standem. chcę kochać wściekle, mówiąc, że tęsknię
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Nic dziwnego, że Teddy siedziała siedziała teraz ściągniętymi brwiami i nieprzyjemnym ukłuciem w klatce piersiowej. Bo naprawdę nie chodziło o tę blondynkę. Ani o tego durnego Instagrama. Ani nawet o całą tę głupią rozmowę. Jett postawił ją w sytuacji, w której poczuła się, jakby musiała tłumaczyć się z czegoś, czego w ogóle nie zrobiła. A po przyjacielu spodziewała się jednak czegoś więcej. Do cholery, przecież ją znał! Wiedział, jak wygląda Teddy, kiedy naprawdę ktoś ją interesuje i wiedział też, że nie była typem człowieka, który igra z cudzymi uczuciami dla własnej rozrywki. I chyba to samo rozczarowanie miała dla April.
Ostatecznie nawet nie spojrzała na Donovana, kiedy ten chwiejnie podniósł się z fotela. Wpatrywała się w szklankę z resztką wody, przesuwając wzrokiem po jej krawędzi, jakby znajdowało się tam coś niezwykle interesującego. Powiadomienie, które rozświetliło ekran telefonu, nie zrobiło na niej najmniejszego wrażenia. Możliwe, że nawet go nie zarejestrowała. Dopiero trzask zamykanych drzwi sprawił, że lekko drgnęła i podniosła wzrok. Spojrzała na narzeczoną nieco mętnymi oczami, ale gdzieś po drodze między pizzą, wodą i tą niezręczną rozmową zdążyła chyba trochę wytrzeźwieć. A przynajmniej na tyle, żeby poczuć zmęczenie. W tym samym momencie telefon zawibrował ponownie. Nie musiała nawet sprawdzać, od kogo przyszła wiadomość. Jett nie zdążył jeszcze dobrze wyjść z budynku, a już próbował ratować sytuację. Pozwoliła telefonowi leżeć na stoliku, aż ekran sam zgasł, zabierając ze sobą listę nieodczytanych powiadomień. I bardzo dobrze. Nie miała teraz ochoty czytać niczego, co Jett miał do powiedzenia. Nieważne, czy byłyby to przeprosiny, tłumaczenia czy kolejne nieudolne próby obrócenia wszystkiego w żart. Potrzebowała chwili, żeby uporządkować myśli i pozbyć się tego głupiego poczucia zawodu, którego nie potrafiła tak po prostu z siebie strząsnąć.
Naprawdę chciałaby machnąć na wszystko ręką i uznać sprawę za zamkniętą, ale myśl, że April mogła spostrzegać ją jako taką kokietkę, która bajeruje każdą napotkaną kobietę, nie dawała jej spokoju. Bo przecież wcale tak nie było! To nie tak, że gdziekolwiek Teddy się pojawiała, natychmiast otaczał ją wianuszek dziewczyn, a ona musiała odganiać je kijem jak natrętne mewy na plaży. Jasne, zdarzało się, że ktoś zwrócił na nią uwagę. Czasem jakaś kobieta zagadała trochę dłużej, a inna posłała jej bardziej znaczący uśmiech. Takie sytuacje miały miejsce, chociaż strażaczka dowiadywała się o tym po fakcie. W każdym razie zdarzały się sporadycznie. A już na pewno nie na tyle często, żeby robić z tego cechę charakteru. Poza tym Darling nigdy nie zachowywała się w sposób, który miałby kogokolwiek celowo zachęcać. Była rozmowna, otwarta i serdeczna, ale taka była wobec większości ludzi, nie tylko wobec kobiet. Tudno było jej przełknąć sugestię, że sama swoją postawą mogła dawać komuś złudną nadzieję. Zwłaszcza że osoba, dla której rzeczywiście potrafiła stracić głowę, siedziała właśnie obok niej. I od dawna była jedyną kobietą, na którą Teddy patrzyła w ten sposób.
— Jak chcesz coś powiedzieć, to po prostu to powiedz — zwróciła się do narzeczonej, która ewidentnie chciała coś z siebie wyrzucić, ale nie wiedziała jak i którędy. Teddy miała czas, nigdzie się przecież nie wybierała.
że siedzę z kolegami i cię ignoruję. to nie tak, to nie tak, to nie tak
-
Spójrz, na szyi coś tu masz
Ups, to chyba znowu ja
W pracy będą się z nas śmiać
W pracy teraz, jeszcze raz
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Kolejny dźwięk powiadomienia zwrócił jej uwagę. Patrzcie ją, jaka była rozchwytywana. Tym razem to nie musiało być nic niechcianego, ale cholera wie. Może jednak wypisują do niej takie tłumy panienek, że nie dało się już nadążyć za ich personaliami? Nie no, to było durne myślenie. Nie mogła mu się poddawać. Na pewno nie było tak źle, jak zakładała. Praktycznie nigdy nie było tak źle, jak zakładała i zdawała sobie z tego sprawę. Wiedziała, że ma skłonności do dramatyzowania i zazwyczaj, jak już dowie się co i jak, to wychodzi na to, że przegięła z poziomem katastrofizmu w swojej głowie. Bardzo trudno było jednak stłumić te odczucia i poszukać jakiegokolwiek śladu rozsądku.
— Nie, ja po prostu... — zaczęła i przerwała, bo nie miała pojęcia, jak chce skończyć to zdanie. Właściwie to w ogóle nie chciała go dokańczać, bo każda opcja była zwyczajnie zła. Westchnęła krótko, próbując znaleźć coś wartościowego do powiedzenia. Może jednak wolała momenty, w których Teddy ucieka z kłótni? Jakby to się wydarzyło, nie musiałaby się teraz tym wszystkim stresować. Nie no, wcale nie. Zdecydowanie wolała dać szanse rozmowie i próbować dojść do jakiegoś wniosku. Musiała się wreszcie nauczyć rozmawiać, a nie drzeć mordę i się kłócić. Do tej pory problemy związkowe załatwiała raczej w ten drugi sposób. A nie, to raczej załatwiała sobie w ten sposób związki na dobre. Jej rodzice nie kłócili się zbyt często, woleli się raczej traktować milczeniem, co również było dla niej nie do zniesienia. Na porządnych wrzaskach przyłapała ich może raz czy dwa. Może stąd pojawiła się w niej ta potrzeba ciągłego mielenia ozorem i wylewania z siebie jak największej emocji? Tłumienie ich w sobie i ignorowanie w bezpośredni sposób kojarzyło jej się z wyjątkowo marnymi wzorcami.
— To ona? — zapytała wreszcie, znowu spoglądając na telefon. Nie potrafiła wyrzucić tego pytania z głowy i stwierdziła, że może jak pozna odpowiedź, to zrobi jej się lepiej. Od razu poczuła, że ogarnia ją wstyd, że w ogóle zadała takie pytanie. Przecież nie była taką kontrolującą pizdą. I nigdy nie chciała nią być. Za dużo ostatnio myślała o przeglądaniu cudzych telefonów i chyba zatęskniła za tym paskudnym nawykiem.
Więc dolej to, dolej to. Olej to, olej to
-
więc bądź kimś więcej, żadnym one night standem. chcę kochać wściekle, mówiąc, że tęsknię
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Każda z nich chciała być dla tej drugiej lepszą wersją siebie. Właśnie dlatego strażaczka nie uciekała, kiedy rozmowa zaczęła robić się niewygodna. Zwykle w takich momentach wybierała prostsze rozwiązanie. Tym razem jednak została. Na pewno swój udział miał w tym alkohol, który dodawał jej animuszu. Ale nie był jedynym powodem, bo mimo wszystko zależało jej na tej rozmowie i na tym, żeby April naprawdę ją usłyszała, a nie tylko dopowiedziała sobie całą resztę.
Brwi Darling automatycznie powędrowały do góry, gdy narzeczona zaczęła mówić, ale nie dokończyła zdania, które zawisło nad nimi urwane w pół myśli, jakby April sama nie była pewna, czy w ogóle chce je wypowiedzieć. Może gdyby narzeczona po prostu się na nią wydarła, byłoby prościej. Przynajmniej wiedziałaby, na czym stoi i co dokładnie trzeba byłoby wyjaśnić. Krzyki i tak niczego nie rozwiązywały, ale cisza też nie była żadną odpowiedzią. Teddy nigdy nie miała zamiaru zmieniać ukochanej na siłę i w pełni akceptowała jej porywczy charakter. A teraz było widać wyraźnie, że im dłużej Finch milczy, tym bardziej mozoli. Jeśli w którymś momencie nie wytrzyma i jednak wybuchnie, trzeba będzie po prostu zacisnąć zęby i jakoś to znieść.
To ona?
Darling zamrugała kilkakrotnie, kompletnie zbita z tropu. Dopiero po chwili zorientowała się, że narzeczona zerka na jej telefon.
— Nie mam pojęcia — odparła zgodnie z prawdą. Z tej odległości i tak nie była w stanie odczytać powiadomień. Pochyliła się nad stolikiem, na który odstawiła szklankę z wodą i sięgnęła po urządzenie. Zamiast jednak sprawdzać wiadomości, przerzuciła telefon na kanapę bliżej April. — Sama sprawdź — dodała, jakby to było najoczywistsze rozwiązanie. Znała hasło. — Śmiało — zachęciła jeszcze kiwnięciem głowy. Teddy naprawdę nie miała nic do ukrycia. Nigdy niczego przed nią nie zatajała i teraz też nie zamierzała zaczynać. Jeśli April poczuje się spokojniejsza, widząc na własne oczy, kto i po co pisze o tej porze, niech po prostu weźmie ten cholerny telefon.
nie chcę cię tylko uhm uhm, tylko chcę cię słuchać
-
Spójrz, na szyi coś tu masz
Ups, to chyba znowu ja
W pracy będą się z nas śmiać
W pracy teraz, jeszcze raz
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Spojrzała na telefon, który wyciągnęła w jej stronę narzeczona. Oczywiście, że kusiło ją, by rzucić się na urządzenie i natychmiast sprawdzić każde powiadomienie, jakie dostała w ciągu ostatniej doby. Ale czy na sto procent zrobi jej się od tego lepiej? Wiedziała, że jeżeli weźmie od niej ten telefon, poczuje się kompletnie upokorzona. Może jakoś zdławiłaby fakt, że to Teddy przeczytała jej potencjalną wiadomość, bo mogłaby sobie wmawiać, że narzeczona sama z siebie chciała w ten sposób jej wszystko wyjaśnić. Ale jeżeli ma to robić sama? Tu już świat bardzo dosadnie wykrzykiwał jej prosto w twarz, że jest kontrolującą suką, która nie potrafi zachowywać się jak dojrzała i ufająca partnerka, a z tym było jej wyjątkowo przykro. Nie chciała przecież taka być. Nie mogła pozwolić sobie na zniżenie się do takiego poziomu, jeżeli kiedykolwiek chciała zyskać szansę na wyczołganie się z problemów nagromadzonych we własnej głowie.
Przygryzła nerwowo wargę i pokręciła głową na znak, że nie chce dotykać jej telefonu. Nie wyciągnęła po niego ręki, bo jeszcze ciało by oszukało umysł i dorwało się do urządzenia. Przezorny zawsze ubezpieczony. Spojrzała na resztki pizzy, zastanawiając się, jakim cudem tak szybko była w stanie popsuć radosny nastrój pijackiego wieczoru. Z tym również nie czuła się sprawiedliwie. Obie przecież bawiły się świetnie w dobranym dla siebie towarzystwie, póki nie zaczęła odpierdalać. Podniosła się z miejsca i zgarnęła pudełko do kuchni, a resztki schowała do lodówki.
— Może po prostu weź prysznic i chodźmy spać? — zaproponowała spokojnym tonem. To chyba jednak było mądrzejsze niż drążenie tej dyskusji. Rano ten problem na pewno okaże się całkowicie bez znaczenia i w żaden sposób nie usiądzie jej na wątrobie, męcząc ją jeszcze przez najbliższe dwa tygodnie, prawda?
— Ogarnę ci w międzyczasie wodopój przy łóżku na rano — dodała, sięgając po dzbanek filtrujący, żeby uzupełnić go kranówką. Nie ma nic gorszego niż podniesienie się z łóżka po mocno zakrapianej nocy tylko po to, by iść na poszukiwania wody. Napoje powinny być na wyciągnięcie ręki, żeby móc wlać w siebie ich nieprzyzwoite ilości, zanim w ogóle postawi się stopę poza materacem. Teddy nie wyglądała na taką, która potrzebowałaby pomocy z umyciem się albo przebraniem, więc mogła zadbać o jej komfort w inny sposób. To nieco zgrabniejszy sposób na wyznawanie miłości niż te wszystkie awantury wynikające z jej durnej zazdrości.
Problem jest na pewno we mnie. Nie doszukuj się go w sobie, W tobie wszytko jest okej