32 y/o
IRYS
169 cm
pielęgniarka na oddziale ratunkowym Mount Sinai Hospital
Awatar użytkownika
And I don't want the world to see me
'Cause I don't think that they'd understand
When everything's made to be broken
I just want you to know who I am
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiŻeńskie
typ narracji3os.
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Kalendarz był bezlitosny. Długie godziny spędzone w szpitalu również były bezlitosne i Iris zupełnie ignorowała fakt, że sama sobie była winna, bo po prostu brała więcej (i dłuższe) zmiany niż powinna i niż nakazywał zdrowy rozsądek. Ale mimo wszystko po prostu wolała skupić się na pracy, pacjentach i całym tym szpitalnym bałaganie, a nie wszystkim innym. Tak było znacznie łatwiej! Spotkanie z Teddy jednak widniało jako bardzo jasny punkt w harmonogramie jej tygodnia i naprawdę nie mogła się doczekać. Tego dnia nie przedłużyła swojej zmiany nawet o kwadrans. Gdy tylko wybił koniec – po prostu odłożyła wszystko, co robiła, przekazała pacjentów następnej zmianie i ruszyła do szatni, żeby jak najszybciej móc wyjść ze szpitala. Zadowolona jak nigdy!
Po drodze do domu zgarnęła tylko kawę, żeby chociaż w minimalnym stopniu postawić się na nogi. Resztę załatwić miał prysznic pod który weszła zaraz po tym jak przekroczyła próg mieszkania. Nieszczególnie długi i raczej chłodny, żeby faktycznie spełnił taką funkcję. Po wyjściu z łazienki zdążyła nawet ogarnąć trochę salon, więc gdy Teddy stanęła na progu jej mieszkania – to wyglądało całkiem względnie! Sama Valentine? Pewnie miała jeszcze wilgotne włosy, ale przynajmniej założyła coś na tyłek. Bardzo gustowny dres! – Mam nadzieję, że docenisz, że jednak się dla ciebie ubrałam. Założyłam nawet świeżą koszulkę, żadnej plamy! – zażartowała sobie głupio, prezentując swoją najzwyklejszą białą koszulkę. Oczywiście, że była absurdalnie dopasowana i oczywiście, że nie miała pod nią stanika, bo miała tylko dwie komórki mózgowe i obie były przepracowane, więc nie wzięła pod uwagę, że tym samym Darling będzie musiała się bardziej postarać, żeby trzymać wzrok na wysokości jej oczu. I może się ubrała, ale zadania wcale nie ułatwiała – I mam nadzieję, że wzięłaś na poważnie moje przynieś kolację, bo umieram z głodu. – przyznała, zamykając za Darling drzwi od mieszkania i przechodząc w głąb mieszkania, nawet się nie fatygując, żeby powtarzać jakieś tysięczne „czuj się jak u siebie”. Już dawno powinna to wiedzieć – I możesz zdecydować, co pijemy. Do wyboru masz… białe wino i szkocką. – czyli był raczej ograniczony, ale zrobiła to z pełną premedytacją. Im mniej kombinowania tym lepiej. – I twoja dziewczyna wie, że nie wracasz na noc? – bo ciągle upierała się, że tak będzie znacznie lepiej. To nie byłby przecież pierwszy raz! I pewnie nawet nie ostatni. Jednocześnie zabrała się za przygotowywanie alkoholu, który wybrała Darling.


teddy darling
30 y/o
STRAŻAK TEDDY
167 cm
strażaczka w toronto fire station 132
Awatar użytkownika
dotknięta przez słońce, dotknij mnie tam, gdzie ja zaczynam a nie kończę, przychodzisz do mnie w snach
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

060
Zawsze miały problem ze zgraniem się w czasie. Powód był jeden i była nim praca. W ich zawodach naprawdę trudno było cokolwiek przewidzieć, bo grafik wraz z przebiegiem wydarzeń stawał się ruchomy. Teddy w teorii miała mieć dzisiaj wolne, a i tak musiała pojawić się w remizie, bo potrzebne były dodatkowe ręce przy zawalonym budynku w północnej części miasta, do którego doszło poprzez wybuch gazu. O dziwo poszło im całkiem sprawnie i popołudnie mogła poświęcić narzeczonej. Obyło się też bez przekładania wieczornych planów, choć Darling dopóki nie zeszła ze zmiany, niczego nie była do końca pewna.
Pod drzwiami przyjaciółki zjawiła się trochę spóźniona, ale akurat po strażaczce nie można spodziewać się czegoś innego. Miała problem ze stawianiem się w umówionym miejscu o wyznaczonej porze. Na szczęście dzisiaj siedziały na swoich zgrabnych tyłkach, bo żadna nawet nie chciała słuchać o wyłażeniu z domu.
Jestem ci dozgonnie wdzięczna, ale pidżama też by wystarczyła — stwierdziła, wchodząc w głąb mieszkania. Sama miała na sobie pasiasty t-shirt i bawełniane szorty. Na jednym ramieniu wisiała sportowa torba, a w drugiej ręce trzymała papierową torbę wypchaną burgerami, frytkami i gazowanymi napojami. — Dzisiaj pełna rozpusta, moja droga — oznajmiła, unosząc jedzenie nieco wyżej. Jak miałaby zapomnieć o żarciu? Tego Darling nie trzeba było dwa razy powtarzać. — Tylko nie wiem, co na to ta twoja świeżutka koszulka bez ani jednej plamy — wyciągnęła rękę i szturchnęła Iris palcem w mostek. Kiedy ta odruchowo spuściła wzrok, żeby sprawdzić, o co chodzi, Teddy wykorzystała okazję i pstryknęła ją lekko w nos. Niesamowite, że przyjaciółka dała się nabrać na numer stary jak świat!
Słysząc, że może wybrać, czym się dzisiaj upijają, pokiwała z aprobatą głową. Ludzka pani z tej Valentine! Przez chwilę dumała, żeby przypadkiem nie podjąć niewłaściwej decyzji, ale nie mogła tak zastanawiać się w nieskończoność. Bycie kobietą bywało czasami strasznie męczące.
Może jednak wino? Ostatnio trochę zaszalałam z chłopakami z jednostki i poranek był okrutny — aż się wzdrygnęła na samo wspomnienie. Kac nie miał dla niej ani grama litości. To pewnie była kara za rozdawanie Instagrama obcym babom. — A z nocowaniem nie ma żadnego problemu — dodała, kiedy weszły do salonu. — W ogóle co to za pytanie? Spodziewałaś się, że nie dostanę zgody? — posłała przyjaciółce rozbawione spojrzenie.
Nie były z April taką parą. Jakiekolwiek większe ograniczenia w ich przypadku nigdy by się nie sprawdziły. Owszem, uwielbiały spędzać razem czas - w końcu zanim zostały narzeczonymi, przez lata były przede wszystkim przyjaciółkami - ale równie mocno ceniły sobie własną przestrzeń. Zawsze informowały się gdzie są i co robią, ale nie musiały pytać się nawzajem o pozwolenie na każde wyjście, spotkanie czy noc poza domem. Ufały sobie na tyle, żeby każda mogła organizować swój czas tak, jak chciała i z kim chciała. To była połowa sukcesu do zdrowiej i długotrwałej relacji.

Iris Valentine
bubek
nie lubię postów o niczym i jak stoimy w miejscu. weź mnie rozbaw!
32 y/o
IRYS
169 cm
pielęgniarka na oddziale ratunkowym Mount Sinai Hospital
Awatar użytkownika
And I don't want the world to see me
'Cause I don't think that they'd understand
When everything's made to be broken
I just want you to know who I am
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiŻeńskie
typ narracji3os.
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Tak się też chyba trochę kończy dorosłość… że nagle masz mniej czasu dla przyjaciół i po prostu spotkania towarzyskie. Chociaż szczerze? W przypadku Iris i tak nie było źle, bo przecież chwilę po studiach wstąpiła do wojska i przy pierwszej lepszej okazji wyjechała na Bliski Wschód uciekając od Toronto, a przede wszystkim własnej rodziny. Po powrocie dała się zamknąć w szpitalu, a później we własnym domu, żeby w jakimkolwiek stopniu dojść do siebie i normalności. Aktualny brak czasu i rozmijające się grafiki i tak były sporym progresem, bo hej… jeśli wtedy dały radę i jeszcze ze sobą rozmawiały to teraz tym bardziej im się uda! Nawet jeśli nie będzie to spotkanie raz na trzy dni. Zresztą mogły nie rozmawiać tygodniami, a Valentine jakoś nie czuła, żeby to coś zmieniało. Nie było jakoś niezręcznie, czy niekomfortowo. Było dokładnie tak jak zawsze.
Na wiadomość o tej kalorycznej rozpuście aż jej się oczy zaświeciły, a na twarzy pojawił się szeroki uśmiech. Nie po to tyle pracowała i jeszcze trenowała, żeby teraz nie móc sobie pozwolić na największego możliwego burgera na kolację – Doskonały wybór, Darling, doskonały… – rzuciła zadowolona, szczerząc kły w szerokim uśmiechu. Przez chwilę przynajmniej! Bo gdy wykorzystała jej łatwowierność i nieogarnięcie jakby znowu miały po trzynaście lat? No to spojrzała na Teddy tak, że gdyby wzrok mógł zabijać to ta właśnie padłaby trupem – Masz szczęście, że cię lubię. – mruknęła pod nosem, cicho i przekornie, ale jednak trochę złośliwie, bo może numer stary jak świat, ale nadal bezczelny!
A gdy tylko Teddy wybrała wino to przyniosła do niskiego salonowego stolika wino i dwie kieliszki, nawet jeśli średnio pasowało to do burgerów – Ale wiesz, że po winie też jest kac, prawda? – upewniła się, żeby Darling nie była czasem rozczarowana, bo chyba nie myślała, że zamierzała jej pozwolić zakończyć na jednej kulturalnej lampce. Nie były kulturalnie, nie było sensu się oszukiwać – I nie wiem, czego się spodziewałam… skąd mam wiedzieć jak funkcjonują poważne związki? – nigdy w takim nie funkcjonowała! Ograniczała się do krótkich znajomości albo skomplikowanych relacji. Nigdy z nikim nie zamieszkała! No chyba, że liczyć mieszkanie w jednej bazie wojskowej jako wspólne… zadumała się nad tym krótko i przelotnie, ale zaraz potrząsnęła głową i po prostu rozlała to wino do kieliszków – Ale cieszę się, że cię wiesz… nie ogranicza. To chyba często początek końca. – bo podporządkowywanie całego życia drugiej osobie nigdy nie oznaczało nic dobrego – I co to była za impreza? Z chłopakami z jednostki? Bardzo popłynęłaś? Bardzo źle było? – kącik ust drgnął jej wymownie, gdy spojrzała kontrolnie na Teddy znad torby z jedzeniem, do której zajrzała, gdy już rozsiadła się wygodnie po turecku na podłodze przy stoliku.



teddy darling
30 y/o
STRAŻAK TEDDY
167 cm
strażaczka w toronto fire station 132
Awatar użytkownika
dotknięta przez słońce, dotknij mnie tam, gdzie ja zaczynam a nie kończę, przychodzisz do mnie w snach
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Bardzo starała się nie zaniedbywać przyjaciół i poświęcać im tyle uwagi, ile mogła. Oczywiście najłatwiej było z Jettem, bo razem pracowali, ale faktycznie z Iris miała ten komfort, że mogły nie widzieć się tygodniami, a nawet miesiącami, a kiedy się spotykały, to wszystko było tak, jakby widziały się wczoraj. No i ciągle pozostawały w kontakcie telefonicznym. Zresztą dziwnego, gdyby było inaczej, przecież znały się od liceum i od tamtego czasu nic się nie zmieniło. Może jedynie wystrzeliły nieco w górę i urosły im cycki. No dobra, tutaj poniosła mnie fantazja, bo cycki pozostawały też takie same.
Uśmiechnęła się szeroko, kiedy przyjaciółka pochwaliła jej wybór. A potem zaśmiała, kiedy dostrzegła jej minę na tego wybitnego psikusa. Nawet zbiła z samą piątkę w głowie, taka była z tego dumna!
Jasne, że lubisz. I to nawet bardzo! — wzruszyła lekko ramionami, jakby to byłą najoczywistsza rzecz na świecie. Bo była! Gdyby Valentine stwierdziła nagle, że przestała ją lubić, Teddy nawet przez chwilę nie uwierzyłaby w ten stek kłamstw.
Machnęła ręką w przekonaniu, że wino nie sponiewiera jej tak, jak zrobiło to pięć butelek wódki, które wypiła z siódemką znajomych z jednostki. Miała mocną głową, więc jedno wino czy dwa nie poskładają jej na amen. Chyba. Wszystko w sumie zależało od dnia. Ale dziś wcale nie była zmęczona i zamierzała przegadać z Iris calutką noc!
Od razu zakładasz najgorsze — powiedziała i wyjęła z papierowej torby dwa kartonowe pudełka z burgerami i paczuszki frytek. Napoje olała, bo w sumie po co im jakaś dietetyczna cola, skoro miały wino? Właściwie trudno było stwierdzić, czy Darling nawiązuje do wina czy do relacji. Pewnie jedno i drugie. — Poważne i zdrowe związki funkcjonują tak, że nie mimo wiążącej was relacji, wcale nie jesteście jednym organizmem. Czasem bardzo chciałoby się nim być i wtopić się w tę drugą osobę, ale na koniec dnia jesteście osobnymi jednostkami. Poza tym mamy inne zainteresowania i różnych znajomych. Zawsze jest coś do roboty i nie ma tutaj miejsca na nie wiadomo jakie zakazy— wyjaśniła swój punkt widzenia i wgryzła się w swojego burgera. A kiedy tylko poczuła jego smak, to aż zamruczała z zachwytu! Teddy nieczęsto pozwalała sobie na śmieciowe żarcie ze względu na trzymanie formy, ale od czasu do czasu lubiła ulec pokusie. — Kurwa mać, Iris. Musisz tego spróbować — dodała i teraz już ewidentnie mówiła o burgerze. Chętnie zaczęłaby ją też nagabywać do związku, najlepiej z Donovanem, ale to zostawi sobie na którąś tam lampke wina.
Wzięła jeszcze jeden kęs, przeżywając swój wewnętrzny orgazm. W końcu przełknęła i upiła kilka łyków wina.
Blaze, nasz dowódca zmiany, będzie miał trzecie dziecko, więc musieliśmy to opić. Chłop nie jest jakoś wybitnie zachwycony, więc popłynął na smutno. Czy ja popłynęłam? Trudno stwierdzić. Byłam najebana, to na pewno. Ale jeszcze przed tym, jak się najebałam, to taka laska zagadała do mnie przy barze o Instagrama i zaproponowała, że mogłaby zrobić mi i chłopakom strażacką sesję. Taką trochę jak ta z kalendarza, pamiętasz? — spojrzała na przyjaciółkę znad swojego kieliszka. — No i jak Donovan odprowadził mnie do domu, to mu się to wszystko wymsknęło mu się przy April i zaczął pierdolić jakieś farmazony, że niby ja rzekomo z tą typiarą flirtowałam, co nijak miało się z prawdą. Nie było kwasu, ale zrobiło się tak... sama nie wiem. Dziwnie — wzruszyła lekko ramionami, bo sama nie potrafiła określić, jak dokładnie czuła się w tamtym momencie. — Nawet zaproponowałam, żeby sprawdziła sobie moje powiadomienie, ale nie chciała. Potem zasugerowałam, że możemy w sumie przejrzeć je razem, ale jakoś temat się urwał i potem do tego nie wróciłyśmy. To tak w skrócie — zakończyła, spojrzeniem dając przyjaciółce znać, że czeka na komentarz, zanim zacznie wiercić jej dziurę w brzuchu i dopytywać o szczegóły z jej życia miłosne.

Iris Valentine
bubek
nie lubię postów o niczym i jak stoimy w miejscu. weź mnie rozbaw!
32 y/o
IRYS
169 cm
pielęgniarka na oddziale ratunkowym Mount Sinai Hospital
Awatar użytkownika
And I don't want the world to see me
'Cause I don't think that they'd understand
When everything's made to be broken
I just want you to know who I am
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiŻeńskie
typ narracji3os.
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Mina Iris mówiła nie mniej i nie więcej jak nie testuj mnie. Bo oczywiście, że ją lubiła. Uwielbiała. Teddy Darling była jedna z jej ulubionych osób, które chodziły po tym świecie, ale kto powiedział, że musiało to trwać zawsze? No kto?! Wystarczająco dużo żartów zawsze może sprawić, że magiczna granica zostanie przekroczona. Tym bardziej, że no… Valentine gdzieś po drodze zgubiła swoje poczucie humoru. Zgorzkniała i teraz już była tego całkowicie świadoma. Jeszcze tylko po prostu nie wiedziała, co z tym fantem zrobić. Może ktoś (Teddy) później ją oświeci. Później. Teraz były ważniejsze tematy do omówienia… jak chociażby to, jak wyglądają prawdziwe poważne związki.
Czy Iris jej wierzyła? Tak. Generalnie nie miała powodu, żeby nie wierzyć. Tym bardziej, że brzmiało to bardzo logicznie i bardzo… idealnie. Tak. To, co mówiła Darling zdarzało się w idealnych związkach i naprawdę cieszyła się, że przyjaciółka na taki trafiła. Naprawdę trafiła, a nie że jej przedstawiała jakiś wyidealizowany obrazek, żeby mogło ja zżerać z zazdrości! Póki co po prostu zapiła to sporym łykiem alkoholu.
- I jesteś pewna, że mówisz o jedzeniu, a nie o związku. – wytknęła pół żartem pół serio, gdy Darling tak bardzo zależało, żeby spróbowała! Nie trzeba było jej jednak dwa razy namawiać – przynajmniej, gdy chodziło o burgera i wgryzła się w niego z największą przyjemnością. Pokiwała głową uznaniem, starając się zapanować nad zbyt dużym gryzem, ale tak… właśnie tego potrzebowała po zdecydowanie zbyt długiej szpitalnej zmianie. Tego, alkoholu i ploteczek.
Oparła się wygodniej o kanapę za swoimi plecami – bo jednak siedziała na podłodze – i wbiła uważne spojrzenie w przyjaciółkę, gdy ta opowiadała o swojej służbowej imprezie. Zmrużyła jednak podejrzliwie oczy w momencie, gdy wspomniała o jakiejkolwiek lasce w połączeniu z Instagramem. No musiała przyznać, że nie brzmiało to najlepiej.
- Nie chciała, bo chce ci ufać… i pokazać ci, że ci ufa. I nie potrzebuje przeglądania twojego telefonu, żeby wierzyć, że nie zrobiłaś jej żadnego świństwa. Jednocześnie zrobiło jej się przykro. Bo jednak twój przyjaciel zasugerował, że z kimś flirtowałaś… a trochę głupio flirtować jak w domu czeka na ciebie narzeczona. – zawyrokowała i wzruszyła ramionami – Ale co ja tam mogę wiedzieć. – tak jej się po prostu wydawało, tak jej to wyglądało… przynajmniej z perspektywy, która została jej przedstawiona. A przecież wiadomo, że prawda była jak dupa i każdy miał swoją, a o co chodziło April wiedziała tylko April – Naprawdę z nią nie flirtowałaś? Wiesz… nawet tak nieświadomie? Przecież wiesz, że pewnych przyzwyczajeń się trudno pozbyć, a bądźmy szczerzy. Darling… ty zawsze flirtowałaś z dziewczynami poznawanymi w barze! – więc była ciekawa jak było tym razem. Czy to da się w ogóle wyłączyć? Czy może to było silniejsze od niej i nawet nie zdawała sobie z tego sprawy?



teddy darling
30 y/o
STRAŻAK TEDDY
167 cm
strażaczka w toronto fire station 132
Awatar użytkownika
dotknięta przez słońce, dotknij mnie tam, gdzie ja zaczynam a nie kończę, przychodzisz do mnie w snach
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Dalej trudno było jej uwierzyć, że to, co przydarzyło się jej z April, przez tyle lat miała właściwie na wyciągnięcie ręki. A przecież równie dobrze mogła to być Iris. Niech teraz żałuje i pluje sobie w brodę, że zamiast obściskiwać się z Teddy, traciła czas na oglądanie się za jakimiś żonatymi facetami. Oczywiście Darling wcale tak nie uważała. Szanowała - może niechętnie, ale jednak — orientację przyjaciółki i nie zamierzała na siłę przeciągać Valentine na jasną stronę mocy. Bardziej niż czegokolwiek chciała po prostu, żeby Iris znalazła kogoś, przy kim będzie tak szczęśliwa, jak ona była przy Finch.
Wywróciła oczami, dając jej do zrozumienia, że powinna spróbować tego burgera. Chociaż kto wie? Może wcale nie chodziło o jedzenie. Może mówiła o miłości, związkach i wszystkich tych rzeczach, których Valentine uparcie unikała jak ognia. Tak czy inaczej, Iris zdecydowanie powinna skosztować jednego i drugiego. Teddy już od dawna nie mogła się doczekać dnia, w którym będzie bawić się na jej weselu, a potem zostanie matką chrzestną jej pierwszego dziecka. Nic jednak nie wskazywało na to, żeby taki scenariusz miał się wydarzyć w najbliższej przyszłości. Wszystko zapowiadało raczej, że to Darling pierwsza stanie na ślubnym kobiercu. No i fajnie, ale Valentine też mogłaby w końcu wziąć się do roboty!
Czemuwszyscyuważacieżeflirtujęzkażdąnapotkanąkobietą — wymamrotała z pełną buzią, jednak szybko zorientowała się, że przyjaciółka może zbyt wiele z tego nie zrozumieć, dlatego przełknęła jedzenie i od razu się poprawiła. — Dlaczego wy wszyscy myślicie, że ja flirtuję ze wszystkimi dupami na świecie? — powtórzyła już wyraźniej, ale z wyczuwalną pretensją w głosie. — Bo jestem miła? Ja po prostu jestem miłym człowiekiem, Iris. Nie moja wina, że inni odbierają to jako flirt — wzruszyła ramionami, jakby sprawa była oczywista.
Nie dawała nikomu żadnych sygnałów, przynajmniej nie świadomie. Nie wciskała nikomu numeru telefonu, nie namawiała na wspólne ulotnienie się z baru i nie robiła nic, co sama uznałaby za przekraczanie granic. Po prostu rozmawiała. Była uprzejma. Słuchała ludzi!
Naprawdę nie flirtowałam. Przecież mnie znasz! — spojrzała na Iris ze szczerym niezrozumieniem. Jak w ogóle mogła powiedzieć coś takiego! — Jeśli ktoś uważa, że flirtuję poprzez bycie miłą, to po prostu za dużo sobie wyobraża— oświadczyła, nie do końca przekonana, że problem w ogóle istnieje.
Zamilkła na chwilę, wyjmując ze swojego burgera skórkę od rozpaćkanego pomidora i odłożyła ją na kartonowe opakowanie. Dopiero wtedy podniosła wzrok na przyjaciółkę.
Naprawdę uważasz, że flirtuję z dziewczynami w barach? Niby jak? — zapytała, tym razem bardziej zaciekawiona niż oburzona, wpatrując się w Valentine z wyraźnym oczekiwaniem na odpowiedź.

Iris Valentine
bubek
nie lubię postów o niczym i jak stoimy w miejscu. weź mnie rozbaw!
32 y/o
IRYS
169 cm
pielęgniarka na oddziale ratunkowym Mount Sinai Hospital
Awatar użytkownika
And I don't want the world to see me
'Cause I don't think that they'd understand
When everything's made to be broken
I just want you to know who I am
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiŻeńskie
typ narracji3os.
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Równowaga we wszechświecie musiała być zachowana. Może Teddy mogła być tak szczęśliwa z April właśnie dlatego, że ktoś taki jak Iris miała pecha w związkach i wszyscy faceci, z którymi kiedyś coś ją łączyło – byli żonaci. Swoją drogą jeszcze się nie pochwaliła, że poznała żonę swojego byłego faceta, ale no… no nadal uważała, że to nie było coś, czym warto się było dzielić. Teddy i tak ze wszystkich ludzi wiedziała najwięcej, ale no… no spodziewała się, że zobaczy jej oceniające spojrzenie. Więc lepiej nie! Im dłużej zachowa to dla siebie tym lepiej. Przynajmniej tak do połowy butelki wina. I pełnych brzuchów!
Zapchała sobie paszczę kilkoma frytkami i aż ją zatkało, więc nie mogła od razu jej odpyskować. Bo wcale nie uważała, że była jak wszyscy! Wcale nie uważała, że Teddy flirtuje z KAŻDĄ napotkaną kobietą. Powiedziała, że FLIRTOWAŁA w czasie przeszłym… kiedyś, zanim związała się z April. Przecież miała okazję, dwie lub dziesięć albo i jeszcze więcej żeby się o tym przekonać – wychodziły razem na miasto i Teddy flirtowała bardziej zawzięcie z kobietami niż Iris kiedykolwiek z facetami. No i cóż… może się to opłaciło! Teraz jednak ściągnęła mocniej brwi i przyglądała się uważnie przyjaciółce, czekając aż ta skończy dramatyzować.
- Flirtowałaś. Powiedziałam, że flirtowałaś. – powtórzyła, żeby nie było żadnych wątpliwości – A nie, że teraz flirtujesz. Robiłaś to zanim zeszłaś się z April i obie dobrze o tym wiemy. – nie było sensu się tego wypierać. Tym bardziej, że Valentine jej szczerze zazdrościła tej lekkości w rozmowach z obcymi ludźmi. Nawet nie tyle samego flirtowania, co po prostu tej umiejętności… bycia miłą do obcych ludzi – I ludzie nie są przyzwyczajeni do tego, że obcy są mili. Większość ludzi jest jednak jak… ja. Resting Bitch Face i nawet jak próbuję być miła, albo chociaż zabawna to zazwyczaj to nie wychodzi. Albo ludzie tego nie łapią. Poznałam ostatnio faceta, który każde moje słowo odbierał jako atak… i okej, może zaczęłam od tego, że zarzuciłam mu bycie ćpunem i wyłudzanie recept na leki przeciwbólowe, ale później starałam się żartować i zdecydowanie tego nie łapał. – prychnęła, ale aż się musiała uśmiechnąć pod nosem, bo przecież nie była głupia i wiedziała, że brzmiało to absurdalnie. Zapiła to porządną porcją wina i spojrzała na przyjaciółkę – No i na czym to wszystko stanęło? April przeszło? Zaliczyłyście świetny seks na zgodę i rano wszystko było dobrze, a Donovan dostał w łeb? – bo jednak trochę mu się należało! Nawet jeśli lubił April i nie miał nic złego na myśli to powinien trzymać stronę Teddy, po prostu.


teddy darling
30 y/o
STRAŻAK TEDDY
167 cm
strażaczka w toronto fire station 132
Awatar użytkownika
dotknięta przez słońce, dotknij mnie tam, gdzie ja zaczynam a nie kończę, przychodzisz do mnie w snach
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Co było, a nie jest, nie pisze się w rejestr. Oczywiście, że Teddy kiedyś flirtowała z kobietami. Robiła to jeszcze na długo przed tym, zanim związała się z April. Tylko że to nie miało nic wspólnego z obecną sytuacją. Problem polegał na czymś zupełnie innym! Darling zwyczajnie nie zdawała sobie sprawy, że sposób, w jaki zachowywała się na co dzień, bywał odbierany przez inne kobiety jako flirt. Dla niej była to zwykła rozmowa. Życzliwość. Zainteresowanie drugim człowiekiem. Nic więcej! Najwyraźniej nie wszyscy widzieli to w ten sam sposób. Wystarczyło, że poświęciła komuś chwilę uwagi, uśmiechnęła się albo szczerze dopytała, co słychać, a niektóre dziewczyny od razu dopatrywały się w tym podtekstu. Teddy natomiast nawet nie brała pod uwagę, że można to tak odebrać. Jett twierdził, że flirtowała zupełnie nieświadomie. April zresztą była podobnego zdania. Sama zainteresowana niezmiennie uważała, że zwykła, miła pogawędka z drugim człowiekiem to jeszcze nie flirt. Gdyby rzeczywiście chciała kogoś poderwać, robiłaby to świadomie. I zdecydowanie bardziej jednoznacznie.
Aha, czyli ty też twierdzisz, że bycie miłą od razu skrywa w sobie drugie dno i że mam w tym jakiś interes? — uniosła wysoko brwi i aż plasterek pikla wypadł jej z wrażenia z burgera. Trudno było jej w to wszystko uwierzyć, bo przecież Teddy z natury była miła i dobra, tak? No właśnie! Wychodziło na to, że z optymistycznym nastawieniem do świata flirtowała ze wszystkimi dookoła. — Nie było seksu na zgodę. Nie byłyśmy pokłócone, to dlaczego miałyśmy się godzić? Wszystko rozeszło się po kościach, a na drugi dzień nie wróciłyśmy do tematu. Ona nie naciskała, a ja się nie wychylałam. Ale Donovan dostał zjebkę. W sumie, jak tylko od nas wyszedł, to od razu zaczął wysyłać mi durne gify i memy z przeprosinami, które odczytałam dopiero rano. No i dalej nie uważam, żebym zrobiła cokolwiek złego — wzruszyła ramionami, bo ani trochę nie czuła się winna. W życiu nie zrobiłaby takiego świństwa Finch. Tak, jak nigdy nie postąpiła niewłaściwie wobec żadnej dziewczyny, z którą kiedykolwiek się spotykała.
Wgryzła się w burgera i zastygła bezruchu, dopiero teraz wyłapując to, o czym wcześniej wspomniała przyjaciółka. Zmrużyła oczy i przyjrzała jej się uważnie.
Zaraz! Co to za facet? No ten, co zarzuciłaś mu bycie ćpunem i który chciał wyłudzić receptę? Szczegóły, Valentine — zarządziła, bo miała wrażenie, że coś ją ominęło, a Iris zapomniała o tym napomknąć. No nic, może po kolejnym kieliszku wina zrobi się bardziej wygadana. To na pewno! Dlatego Teddy dopiła swój alkohol, gestem ręki ponagliła przyjaciółkę, żeby zrobiła to samo i od razu na nowo napełniła ich kieliszki.

Iris Valentine
bubek
nie lubię postów o niczym i jak stoimy w miejscu. weź mnie rozbaw!
32 y/o
IRYS
169 cm
pielęgniarka na oddziale ratunkowym Mount Sinai Hospital
Awatar użytkownika
And I don't want the world to see me
'Cause I don't think that they'd understand
When everything's made to be broken
I just want you to know who I am
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiŻeńskie
typ narracji3os.
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Spojrzała na przyjaciółkę wymownie i naprawdę tylko ostatkiem siły powstrzymała się przed wywróceniem oczami, chociaż może powinna… może wtedy byłaby bardziej wymowna – Nie. – westchnęła odrobinę teatralnie, bo przez ułamek sekundy miała wrażenie jakby Darling odebrała to jako atak, a przecież to atak nie był. Próbowała jej przekazać praktycznie dokładnie to samo, co inni – że robiła to zupełnie nieświadomie. Nie jej zachowanie miało drugie dno i nigdy tego nie zasugerowała. Ba! Nieszczególnie spodobało jej się, że mogłaby chcieć jej to włożyć w usta – Mówię, że ludzie mogą to odbierać jako flirt. Bo żyjmy w popieprzonym świecie i to już nie jest normalne, że wszyscy są mili, sympatyczni i zainteresowani tak po prostu. Więc nawet jeśli ty jesteś i dla ciebie to zupełnie normalne zachowanie bez drugiego dna to ktoś, z kim rozmawiasz, może odbierać je jako flirt. Czy to twoja wina? Nie. To jego problem. April też się chyba musi przyzwyczaić, a Donovan trzymać język na kłódkę. – kolejny raz wzruszyła ramionami i po prostu zamknęła sobie usta na kilka chwil potężnym gryzem burgera, który faktycznie był fenomenalny, a poza tym potrzebowała tłustego żarcia, które uzupełni kalorie z całego dnia, gdy żywiła się wyłącznie kawą. Uśmiechnęła się pod nosem, że mimo wszystko sprawa rozeszła się po kościach, bo nie życzyła przyjaciółce, żeby coś tak durnego jakkolwiek zachwiało jej związek. Któraś z nich przecież musiała mieć udane życie uczuciowe i bardzo mocno trzymała kciuki z Teddy i April.
- Ale to nie ma szczegółów. – wyjaśniła, gdy już przełknęła swojego burgera i spojrzała na Teddy rozbawiona, bo jej zainteresowanie było nieadekwatne do wydarzeń – Widziałam go parę razy w szpitalu, nigdy z poważnym urazem… wiesz, że to łatwo rozszyfrować. Takim ludziom zazwyczaj wydaje się, że są sprytni, ale tak naprawdę mają wypisane na czole, że są po receptę. Może zwróciłam na niego uwagę, bo to obiektywnie przystojny facet, a nie typowy ćpun. W każdym razie właśnie wychodziłam ze szpitala, gdy na niego wpadłam i nie ugryzłam się w język. Powiedziałam, że powinien z kimś porozmawiać. – zreferowała i zrobiła przerwę na łyk wina, większy niż planowała, ale chciała spełnić życzenie Teddy i po prostu wyzerowała zawartość szkła, żeby można było do niego dolać kolejną porcję – Później spotkałam go jak byłam z chłopakami z grupy na kręglach. – Darling zapewne wiedziała, że Valentine od czasu do czasu utrzymywała kontakt z paroma osobami z grupy wsparcia dla weteranów, sama do niej (już) nie należała, ale jak ją po pobycie w szpitalu psycholog tam wysłał to zdobyła parę znajomości, o które dbała, żeby nie zapomnieć o swoim dawnym życiu – Był tam z grupą dzieciaków, chyba jest czegoś trenerem. Nie pytaj czego, bo nie mam pojęcia. Chwilę porozmawialiśmy i tyle. Nasze energie zupełnie do siebie nie pasują… mam wrażenie, że każde moje słowa odbierał jako atak, czemu w sumie nie mogę się dziwić biorąc pod uwagę, że od tego zaczęłam. – zaśmiała się, ale noo… no tak właśnie było. Nie zaczęła najlepiej, ale nie traktowała tego jako wielkiej porażki i utraconej szansy. Życie! – Za to poznałam żonę Hendersona. – w tym momencie zrzuciła prawdziwą bombę, zagryzła wargę i patrzyła na przyjaciółkę wyczekująco, spodziewając się caaaaałej tyrady, która następowała zawsze, gdy tylko wspominała o swojej relacji z żonatym facetem. Tym jednym i konkretnym facetem, na którego miała przecież nigdy więcej nie wpaść, a nie dosyć, że wpadła to jeszcze poznała jego żonę – Siedzieliśmy obok siebie na imprezie zaręczynowej jej siostry. Pamiętam Trish? Chyba ci ją kiedyś przedstawiłam. – Valentine nie miała wielu przyjaciół, więc te grupy od czasu do czasu się przecinały – Na świecie jest całkiem sporo ludzi, a okazało się, że to siostra akurat jego żony. Zabawne nie? Trochę też straszne.


teddy darling
30 y/o
STRAŻAK TEDDY
167 cm
strażaczka w toronto fire station 132
Awatar użytkownika
dotknięta przez słońce, dotknij mnie tam, gdzie ja zaczynam a nie kończę, przychodzisz do mnie w snach
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Iris chyba nie rozumiała, że Teddy nie odpowiadała za cudze odczucia. Każdy miał prawo interpretować jej zachowanie tak, jak chciał, ale to nie oznaczało, że Darling musiała brać odpowiedzialność za wszystkie dopowiedziane historie i ukryte znaczenia, które ktoś sobie stworzył. To, że się uśmiechała, była miła albo poświęcała komuś uwagę, nie znaczyło przecież, że składała jakiekolwiek obietnice. Jeśli ktoś widział w tym coś więcej, to nie było coś, nad czym Teddy miała kontrolę. Nie zamierzała na siłę stawać się chłodniejsza tylko dlatego, że ktoś mógł źle odczytać jej intencje. Taka już była - otwarta i serdeczna. Nie chciała karać ludzi dystansem tylko dlatego, że niektórzy mieli problem z odróżnieniem zwykłej życzliwości od zainteresowania!
No dziękuję! — westchnęła głośno, kiedy wraz z ostatnim zdaniem przyjaciółka wzięła jej stronę. — Do tego właśnie zmierzałam. Już myślałam, że będę musiała się na ciebie śmiertelnie obrazić — pokręciła głową z udawanym niedowierzaniem. Dobrze, że strażaczka nie miała nic wspólnego z fochami. Właściwie czy one kiedykolwiek posprzeczały się o coś na poważnie? Na pewno nie! I dobrze, bo Darling nie potrafiła się kłócić, więc jakby miała urządzać jakieś awantury o pietruszkę, to chyba musiałaby zamknąć się w sobie.
Mówisz, że to nie ma szczegółów, a z tego, co zauważyłam, to jest ich całkiem sporo. Oszustka — wymierzyła w Valentine resztką burgera. Słuchała uważnie, nie chcąc, żeby cokolwiek jej umknęło. Facet był trenerem, to już jakiś plusik! — Musisz oduczyć się naskakiwać na ludzi bez powodu, Iris. I przestać wciskać nos w nieswoje sprawy — zaznaczyła, bo jak jej energia miała pasować z energią wspomnianego typa, jak próbowała wszystkich umoralniać? Nawet Teddy wiedziała, że nie wszystkich można uszczęśliwić na siłę i nie da się pomóc tym, którzy tej pomocy nie chcą.
Zapowiadało się całkiem nieźle, może nawet trochę jak romcom z szansą na dalsze rozwinięcie, ale wtedy Valentine naprawdę zrzuciła bombę. I to taką, że strażaczce kotlet wyślizgnął się z bułki i klapnął do kartonowego opakowania.
Kurwa, a już było dobrze, już było dobrze. Ja pierdolę — westchnęła, odkładając jedzenie na bok i dociskając palce czystej ręki do nasady nosa. Naprawdę próbowała zachować powagę, ale było to coraz trudniejsze. Czasami miała wrażenie, że rozmowy z Iris wymagały od niej więcej cierpliwości niż niektóre akcje ratownicze. — To ty potrzebujesz pomocy, a nie Henderson — stwierdziła w końcu, próbując nadać swojemu głosowi odpowiednio poważny ton. Nie do końca jej wyszło. Kąciki ust i tak drgnęły, bo trudno było jej traktować to wszystko całkowicie serio. Iris była jak lep na muchy na żonatych facetów. — Trochę zabawne, a trochę... sama nie wiem. Mam rozumieć, że siostra Trish dalej jest jego żoną? — upewniła się, bo może jednak w powietrzu wisiał rozwód czy coś, więc wkrótce zrobi się odrobinę mniej niezręcznie?

Iris Valentine
bubek
nie lubię postów o niczym i jak stoimy w miejscu. weź mnie rozbaw!
ODPOWIEDZ

Wróć do „#15”