34 y/o
MADITO
184 cm
właściciel klubu i informator policji | Emptiness
Awatar użytkownika
miał być cichy, niewidoczny, w końcu balansuje na granicy między kokainą na złotych tacach i bronią ukrytą pod drogimi marynarkami, a kajdankami i odznaką przy pasku... a jednak tak bardzo rzuca się w oczy, że trudno go nie zauważyć, z tymi jego tatuażami, z tymi kolorowymi koszulami, złotymi łańcuchami na opalonym karku i... niewyparzoną gębą
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkinie
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

trigger warning
przekleństwa i trochę gorszących rzeczy, jakieś kutasy i takie tam
- Pani Noriega... - jęknął w odpowiedzi na jej słowa, bo chciał ją sprowokować. Do tego dążył, żeby wyciągnęła go stąd za fraki i mogliby wreszcie dać upust temu napięciu, które się w nich cały czas zbierało. Chociaż Madoxowi rano się udało, ale kurwa od rana to on już tyle razy znowu i znowu się na nią nakręcał... A w kieszeni spodni miał jeszcze te jej nagie fotki, i wpadł na taki świetny pomysł, żeby je obejrzeć jeszcze zanim usiadł na krzesełku.
Debilny pomysł, najgorszy na świecie. Bo on ledwo tam w ogóle poszedł, zwłaszcza, że Pilar zaczepiła go jeszcze. A on naprawdę uwielbiał kiedy kręciła przed nim tyłkiem, wypinała się i...
Aż zrobiło mu się gorąco i odpiął kilka kolejnych guzików koszuli, tak, że widać mu już było brzuch.
- Kurwa Pilar… Wiesz, że wygramy tylko jeśli do ciebie nie wstanę - musiał jej to przypomnieć, kiedy bezczelnie powiedziała, że zatańczy mu tak dobrze, że... mu stanie, kolokwialnie rzecz ujmując. Ale oni się nigdy nie bawili w słodkie słówka. A kiedy jej usta zaczepiły za jego ucho, to spojrzenie Madoxa już w tamtej chwili pociemniało.
I jak oni to mają wytrzymać?
Ravi był już cały spocony, ale... plus był taki, że inni kolesie wyglądali podobnie. Najwidoczniej do konkursu startowały same pary, które naprawdę lubiły się bawić.
Facet który siedział po drugiej stronie Madoxa zerwał się praktycznie od razu, gdy jego kobieta tylko zarzuciła biodrem i włosami. Ravi kręcił się jakby miał owsiki.
A Noriega on najpierw posłał Pilar wyzywający uśmiech. A ciemne, coraz ciemniejsze, spojrzenie zawiesił na jej oczach. Na kurwa pierdolone trzy sekundy, bo zaraz przesunęło się po jej sylwetce, na uda, które odsłaniała, podwijając koronkę coraz wyżej. Nawet tego nie kontrolował, kiedy pochylił się do przodu, opierając łokcie na kolanach. A kiedy odwróciła się do niego tyłem złapał w płuca więcej powietrza. Mało brakowało, żeby jego tyłek oderwał się od krzesła. Dopiero kiedy jego żona odwróciła od niego spojrzenie wodząc nim po tłumie, to Madox trochę się opamiętał. Opadł plecami na oparcie krzesła. Ravi obok niego siedział już na jednym pośladku trzymając się oparcia, a Theresa… Ona zaplątała się we własną sukienkę i nawet przez chwilę nie tańczyła, tylko się z nią szarpała, aż w końcu... odpruła jakiś kawałek robiąc sobie wielkie rozcięcie na udzie. Ravi zawył, jak jakiś zbity pies. A Noriega na niego spojrzał.
Nie no musiał się troszeczkę przywrócić do porządku.
Tylko jak?
Kiedy Pilar już stała przed nim, schodząc nisko na nogach, a on znowu ruszył się na tym krześle, sięgnął do niej ręką, a jego palce prawie musnęły jej kolano. Klatka piersiowa unosiła mu się już w płytkich, urywanych oddechach, a serce waliło w piersi chaotycznie. Oczy... kurwa. Całe czarne, wodziły po jej sylwetce wijącej się na ziemi. I kiedy podeszła do niego na kolanach, to on też pochylił się do niej do przodu... Wyciągnął do niej rękę.
- Chodź do mnie... - powiedział bezgłośnie, ale mogła to wyczytać z ruchu jego warg. Z jego spojrzenia, jak bardzo jej chciał.
I jak bardzo walczył ze sobą, żeby się do niej nie wyrwać.
Nie wyrwał się, znowu opadł plecami na oparcie, odchylił głowę i pokręcił nią, zrzucając z karku napięcie.
Nic to nie dało. Bo nawet kiedy tańczyła dalej, ale jej dłonie wciąż sunęły po jej ciele, podwijając koronkę, to on patrzył tylko na nią. Nawet nie zauważył, że Ravi już się chyba modlił.
Dopiero kiedy Pilar i Theresa ruszyły do siebie, to Madox się wyprostował, chociaż go skręcało, kurewsko go skręcało, ale to, że jego żona wywijała teraz ze swoją świadkową, chyba odrobinę sprowadziło go na ziemię. Przechylił na bok głowę, jakby rzeczywiście w tej chwili oglądał jakiś gorący pokaz, ale nie taki... zarezerwowany tylko i wyłącznie dla niego.
Bo Ravi też ledwo siedział już na miejscu i nawet miał się zerwać, kiedy Pilar odchyliła do tyłu Theresę, ale Madox przytrzymał go za koszulę. Może trochę niezgodnie z zasadami, ale nikt nawet nie zauważył, bo kurwa...
Teraz chyba wszyscy ci faceci patrzyli na nie. Na jego żonę.
A ona była jego, aż Madox się uśmiechnął, kiedy znowu złapał jej spojrzenie. Kiedy czarne oczy odszukały te piękne, brązowe, rozmigotane, Pilar. Teraz to on troszeczkę ją prowokował, bo oblizał wargi i poprawił się na krześle, tak, że mogła widzieć... że zrobiło mu się ciasno w spodniach.
Oni i te ich pierdolnięte gierki, które miało więcej silnej woli? Nie mieli jej. Nie jeśli chodziło o nich.
A jednak Madox z Ravim wysiedzieli na tych krzesłach. Ledwo, bo ledwo, ale się udało. A dziewczyny zaraz dostały największe brawa i zostały okrzyknięte królowymi parkietu. Świetnie im poszło.
A kiedy prowadzący powiedział, że to koniec konkurencji, ale zaraz szykuje się druga runda, to Ravi zaraz zerwał się z miejsca do swojej żony, złapał ją i od razu jej nawijał, że już nie mógł wytrzymać, jaka jest gorąca.
Madox podniósł się z miejsca powoli i najpierw bezczelnie poprawił w kroku spodnie, tak, żeby jego żona zauważyła rysujący się pod materiałem, dobrze jej znajomy, kształt. Podszedł do Pilar z tym czarnym spojrzeniem wciąż utkwionym w jej twarzy.
- No i co teraz... Zakręciłaś tyłkiem, aż za dobrze - złapał ją za rękę, i od razu poprowadził ją zaczepiając o swój brzuch i tą rozpiętą koszulę. Niżej. Tam, gdzie mogła to poczuć, jak kurwa dobrze zakręciła tyłkiem, aż nie miał tam już wcale wolnego miejsca.
Madox przysunął się do Pilar jeszcze bliżej, otarł się o nią bezczelnie. A zaraz pochylał się do jej ucha - skończ, co zaczęłaś - zaczepił językiem o jej kolczyk, a potem przesunął nim po tym wrażliwym miejsca, za jej uchem, wargami muskając jego płatek.
Tylko przecież wiadomo było, że i tak teraz tego nie skończą, bo już szykowała się ta sławetna druga runda. Już wszyscy na nią czekali ledwo trzymając się w ryzach.

Movió las caderas con un vaivén sugerente; quizás demasiado bien ˚˖𓍢ִ໋❀
30 y/o
PEW PEW
169 cm
śledcza at toronto police service
Awatar użytkownika
Lepiej strzela niż gotuje. Do tego: agresywna, impulsywna i narwana. Niektórzy jeszcze mówią, że dzika. Ogólnie wszystko co złe, to Pilar.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 os
czas narracjiprzeszły
postać
autor

trigger warning
przekleństwa, gorszący kontent, świntuszenie
Chodź do mnie.
Jego słowa wwiercały się w głowę i odbijały głuchym echem po całej czaszce.
Chciała. Kurwa jak ona chciała podejść do niego bliżej. Jej ciało prawie samo za nią zdecydowało i wykonało ten nieznaczny ruch w przód, całe szczęście ona sama opamiętała się w ostatniej chwili.
Pilar wcześniej zastanawiała się, co to były za kategorie nie do przeskoczenia, na których ludzie kapitulowali i teraz chyba już wiedziała. Szczególnie biorąc pod uwagę, że nawet nie byli przecież jeszcze w finale. Wcześniej myślała, że to chodziło o to, że ludzie nie umieli wykonać wyznaczonych im zadań, a tu ewidentnie była kwestia tego, że ludzi hormony i pożądanie tego nie wytrzymywały. Bo kurwa, jak? Jak oni mieli się powstrzymać, żeby się do siebie nie wyrwać, kiedy serwowali sobie tak skrajne emocje i taki pokaz? Ona kręciła przed nim biodrami, wiła się na podłodze, a on bez-czel-nie oblizywał usta na jej oczach i mruczał pod nosem, podczas gdy czarne już spojrzenie wodziło po jej sylwetce. Kurwa, jaką ona miała słabość do tego spojrzenia. Nie potrafiła z tym walczyć.
Dlatego zaraz wyrwała do Teresy. Skupiła się na sensualnych ruchach względem niej, bo chociaż wcześniej chciała nakręcić Madoxa, tak kurwa… nakręciła również siebie do tego stopnia, że ledwo to utrzymała w sobie. I gdzie był teraz Diego, jak był potrzebny? A nawet nie było czasu, żeby nauczył Noriegę tego masażu. I co? Kto jej teraz zdejmie napięcie z podbrzusza? Cóż, była od tego tylko jedna właściwą osoba. Osoba, która po raz kolejny poprawiła się na krześle, a kiedy konkurencja doszła do końca, poprawiła również… swoje kroczę. Pilar spuściła spojrzenie w dół. Widziała tą znajomą, charakterystyczną wypukłość. Uśmiechnęła się bezczelnie, a potem przygryzła wargę, podchodząc do swojego męża po ogłoszeniu wyników. Zaśmiała się na jego uwagę.
Bo ja wszystko robie… — ich wspólne dłonie zawędrowały po nagim brzuchu w dół, a ona jeszcze po drodze wystawiła paznokieć i wbiła mu go w skórę, zaczepiając, aż w końcu nie natrafiła na to najbardziej nabrzmiałe, na samym środku spodni. — Dobrze — wyszeptała tuż przy jego ustach i skoro już ją tam nakierował, to zakręciła ręką, drażniąc go jeszcze bardziej. — Skończymy, to my ten konkurs. I go kurwa wygramy, cariño — dodała. Mógł widzieć w jej oczach stanowczość, desperację, ale też prawie czerń, gdy jej dłoń raz po raz przesuwała się po materiale spodni. Pożerała go wzrokiem. Jak jakieś dzikie zwierze, które było gotowe lada moment rzucić się na swoją ofiarę. — Poza tym, po tym, to już chyba nie może być nic gorszego — wywróciła oczami. Bo przecież co niby?
No zaraz się kurwa dowiedzieli, bo prowadzący oznajmił, że czekała ich jeszcze druga runda. I chociaż faceci w pierwszej chwili mogli myśleć, że to oni będą teraz tańczyć i odpierdalać Magic Mike’a, tak okazało się, że wcale nie. Facet z mikrofonem nazwał to rundą dodatkową, w której co prawda nikt nie odpadł — no chyba, że zajdą ze sceny — ale mogła wygrać tylko jedna płeć. Ludzie popatrzyli się po sobie, a Stewart aż uśmiechnęła pod nosem. Bo jedyne co kochała bardziej niż rywalizację z innymi, to rywalizacja jej z Madoxem. Ich prywatna. Wtedy dopiero latały prawdziwe pioruny.
Macie tiktoka? — zapytał, patrząc na ostatnie sześć par, które zostało. Wszyscy popatrzyli po sobie i większość pokręciła głowami, że nie, chociaż jakaś jedna młoda, że no pewnie. — Wiecie na czym polega no hands challange? — dopytał i znowu wszyscy przecząco pokiwali głowami. Facet westchnął jakiś zrezygnowany i przetarł dłonią twarz. — No nic, już wyjaśniam. Panowie stają i dają rączki na boki i do góry, podczas gdy panie… robią co tylko chcą, żeby sprawić, żeby oni je… spuścili na ich ciała — wytłumaczył w końcu. Ravi podrapał się po głowie, a kiedy tylko zrozumiał zasady, to aż się przeżegnał. Ktoś spytał, czy całować również można było, a prowadzący powiedział, że tak.
Nie no kurwa, Theresa, a spróbujesz liznąć to moje wrażliwe miejsce przy pieprzyku… — jęknął zrozpaczony, drapiąc się po szyi. Cały już był czerwony i przepocony, ewidentnie nie mogąc się doczekać aż w końcu stąd pójdą. A Pilar? Pilar odwróciła się w stronę Madoxa, spojrzała mu głęboko w oczy i…
Nie masz szans — zaśmiała mu się prosto w twarz. Yup. Bezczelnie wyśmiała swojego męża, odgórnie skazując go na przegraną. Szkoda tylko, że nie pomyślała o tym, że tutaj istniał scenariusz w którym nie tylko Madox przegra, ale również i oni jako para, jeśli tylko zejdą ze sceny.
Ktoś z tyłu spytał, co było właściwie do wygrania tutaj, a prowadzący zaraz oznajmił, że po pierwsze chwała i okrzyknięcie płci, która wygra w większości najlepszą, ale również każda z pań, której się uda skusić swoje partnera dostaje nielimitowany voucher na bar tylko dla siebie. Zajebiste nagrody! Chociaż dla Pilar chyba najbardziej i tak będzie się liczyć satysfakcja. Chociaż…
Chcesz podbić stawkę i dodać do tego jakiś nasz prywatny zakład? — uśmiechnęła się bezczelnie, wspinając na palcach jeszcze wyżej. — Czy już wiesz, że przegrasz? — trąciła udem jego kroczę, napierając na nie i drażniąc jego najbardziej wrażliwe miejsce.
Niezależnie od tego, co zdecydował Noriega, panowi ustawili się w równej linii. Ravi ledwo stał na nogach, patrząc jak Theresa poprawia sobie dekolt w sukience i oblizuje usta. Pilar natomiast nie robiła nic, tylko patrzyła prosto w oczy swojego męża.
Pamiętajcie! Wszystkie chwyty dozwolone — przypomniał facet z mikrofonem, a potem już timer został włączony wraz z piosenką. Pani Noriega zrobiła krok w stronę swojego męża. W pierwszej kolejności oblała spojrzeniem jego uniesione dłonie i uśmiechnęła się bezczelnie.
Nie jest ci ciężko? — zacmokała z udawaną troską, podczas czy jej dłonie po-wo-li rozpoczęły wędrówkę po jego ciele. Po odkrytym brzuchu, klatce piersiowej i ramionach. — Nie chciałbyś ich opuścić? — przywarła do niego jeszcze bardziej, zarywając głowę. — Na przykład na mój tyłek? — przysunęła się do jego ucha. — Zacisnąć się na nim tak jak lubisz… — mruknęła, z każdym słowem muskając płatek jego ucha. Czuła, jak na nią reagował. Nawet nie widząc jego twarzy, wiedziała, że był bliski popierdolenia, bo… ona przecież też była. Chociaż akurat tu była o wiele bardziej u władzy niż on. Jakiś facet obok spuścił ręce, a tłum krzyknął pełen zawodu. Pilar natomiast przesunęła się troche niżej na jego szyję, którą zaczęła całować, a potem lizać. Od dołu do góry. A potem przesunęła się na żuchwę, którą przygryzła. Nim jednak znalazła się przy jego ustach, zrobiła mały przystanek przy uchu do którego… zajęczała. Raz, drugi, trzeci… szarpiąc go za włosy. A jeśli to nie pomogło, w końcu wyciągnęła kurewsko ciężką artylerię. Zawisła tuż nad jego ustami, czuła jak jego nierówny oddech ląduje na jej wargach, podczas gdy on mógł czuć, jak już przed nim drżała. A jednak wbrew wszystkiemu, w końcu… wpiła się w jego usta. Nie delikatnie, to byłoby za proste. Ona zrobiła to mocno, agresywnie, tak, że aż ledwo się zachwiał, a wtedy przecież prawie zawsze łapał ją za biodra. Prawie, bo przecież tutaj chodziło o wyzwanie, prawda? A Madox też lubił wygrywać. Lubił jednak też dotykać.
Córtamedotknij mnie, wydyszała gdzieś pomiędzy pocałunkami, nim pogłębiła pocałunek, kusząc go równie językiem. Nim nie zaczęła się o niego ocierać i szarpać za włosy, tak jak przecież lubił. — Tócame y siente cómo tiemblo por ti dotknij mnie i zobacz, jak dla ciebie drżę, dodała na raty, mrucząc w międzyczasie i kurewsko dobrze przykładając się do tego, co robiła z jego ustami, podczas gdy przez jej ciało przeszły kolejne, elektryzujące prądy.

Tócame y siente cómo tiemblo por ti
kasik (dc: kasik_srasik)
nudy. a tak poza tym, to używania AI, czytania mojej postaci w myślach i braku inicjatywy.
34 y/o
MADITO
184 cm
właściciel klubu i informator policji | Emptiness
Awatar użytkownika
miał być cichy, niewidoczny, w końcu balansuje na granicy między kokainą na złotych tacach i bronią ukrytą pod drogimi marynarkami, a kajdankami i odznaką przy pasku... a jednak tak bardzo rzuca się w oczy, że trudno go nie zauważyć, z tymi jego tatuażami, z tymi kolorowymi koszulami, złotymi łańcuchami na opalonym karku i... niewyparzoną gębą
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkinie
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

trigger warning
przekleństwa i gorszące treści, +18
To ciekawe co czeka ich w finale...
Madox nawet nie chciał o tym myśleć, zresztą wszystkie jego myśli fiksowały już się na jego żonie. Nie mógł się kurwa nawet skupić na tym, co mówił im prowadzący, że to koniec zadania, że Pilar i Theresa zajęły egzekwo pierwsze miejsce...
Ale temu to akurat się nie dziwił, bo dały najlepszy pokaz. Tak dobry, że kiedy Noriega stanął koło swojej żony, to wciąż był na nią tak nakręcony, wciąż go skręcało od środka, że musiał jeszcze spróbować.
- Chodźmy stąd... - wiedział, że nie pójdą, bo teraz to już musieli to wygrać, zostało raptem kilka par.
Nawet w przypływie desperacji przesunął dłonią Pani Noriega po swoim nagim, idealnie zarysowanym brzuchu - mogłabyś mi zrobić dobrze, a ja tobie... Tak jak lubisz... ję-zy-kiem - mruczał jej jeszcze do ucha, a kiedy przesunęła paznokciem po jego skórze, to mogła poczuć na uchu jego ciężki, gorący oddech, a potem ciche pomruki, kiedy jej dłoń wylądowała tam gdzie ją poprowadził. Czarne spojrzenie odnalazło to jej, praktycznie tak samo już ciemne i ogniste, ale wtedy co? Powiedziała mu to, że skończą ten konkurs i go wygrają, nawet to kochanie na końcu nie sprawiło, że brzmiało to mniej... - sadystka - warknął przez zęby. Bo Madox czuł, że tego napięcia to już z siebie tak łatwo nie zrzuci, nawet kiedy pokręcił głową rozluźniając kark - jak teraz ja będę miał ci zatańczyć, to nie usiedzisz na tym krześle nawet pół minuty - zagroził jej. Jeszcze raz patrząc intensywnie w jej piękne, duże oczy.
A kiedy się okazało, że teraz będą rywalizować między sobą, to Madox aż przełknął ślinę, bo owszem lubił takie starcia ze swoją żoną, ale jeśli będzie chodziło o to, żeby on się do niej nie wyrwał, to już był kurwa na pierdolonej granicy. Już czuł w skroniach krew, która wrzała w żyłach i czuł, jakby go zaraz miało rozpierdolić od środka. Nawet się przeszedł po tej scenie, a potem stanął sobie koło Raviego, gdzieś z boku.
Kiedy facet zaczął tłumaczyć zasady wyzwania, to Noriega wypuścił ciężko powietrze z płuc. Zajebiście kurwa. Był na Pilar tak nakręcony, że nie umiał sobie z tym poradzić. Do tego przecież oni byli w chuj dotykalscy, on sobie nie umiał tego odmawiać. No i ona mogła robić co chce.
Aż spuścił głowę, bo czuł w kościach, że on już przegrał. Ravi chyba też, bo jęknął zrezygnowany, a zaraz nawijał o tym wrażliwym miejscu przy pieprzyku. Szkoda tylko, że każde miejsce na ciele Madoxa było wrażliwe na jego żonę. Każdy jebany centymetr jego ciała.
Nie miał szans, czuł to, że już przegrał. Ale mimo to wywrócił tymi czarnymi ślepiami.
- Zobaczymy - wycedził przez zęby, ale tak niepewnie jak dzisiaj, to on się chyba dawno nie czuł. Nigdy może. On przecież już próbował do niej sięgnąć, a wyzwanie się jeszcze nie zaczęło. Słuchał co jest do wygrania, i w sumie najprościej by było od razu ją dotknąć, skoczyć w międzyczasie do kibla, szybciutko załatwić sprawy. Pilar by dostała voucher na open bar i wszyscy zadowoleni...
Tylko ona wtedy zapytała czy podbijają stawkę, a Madox nie byłby sobą, gdyby tego nie zrobił. No bo jak? Kiedy mógł teraz sobie czegoś zażyczyć, czego tylko chciał.
- Jak wygram, to... jak wrócimy do Toronto, to zakładasz dla mnie mundur - no tak, czego mógł chcieć Madox? Szkoda tylko, że to był ciężki temat, z tym, żeby on wygrał, ale dla tego mundurka, może się postara? - A ty podbijasz stawkę? - zapytał jeszcze i kiedy na niego naparła, to on też docisnął się do niej mocniej, połasił. Nie powinien tego robić, bo był już na jebanym skraju. Taniec. Kurwa. Nad przepaścią.
W którą zaraz spadnie i przegra.
Wbił czarne spojrzenie w Pilar, a kiedy spotkało to jej, to aż złapał w płuca więcej powietrza i wyciągnął do góry ręce, a potem na boki.
- A tobie nie jest? Przecież lubisz jak cię dotykam, jak te szorstkie palce suną po twojej skórze, a ona drży... - i co ten Madox najlepszego robił? Chociaż... odrobinę to pomagało, kiedy to napięcie dzielili na dwoje. A nie tylko on czuł je na swoich plecach. Nawet na pośladkach je już czuł. Skóra mu drżała pod jej dotykiem, a mięśnie spinały się rysując pod skórą - chciałbym... Zacisnąć je na twoim tyłku, a potem... brać cię od tyłu - jego gorący, płytki oddech wylądował gdzieś na jej karku, między burzą czarnych, pięknych loków, ale rączek nie opuścił. Otarł się tylko o nią bezczelnie.
Ściągnie go z tej sceny?
Chciał jej dotknąć. Chciał szarpać niesforne kosmyki. Sunąc palcami po jej gładkie skórze, wbijać je w jej pośladki. Wszystko chciał. Ale najbardziej to chciał... wygrać.
Odchylił na bok głowę i kiedy jej usta znaczyły kolejne pocałunki na jego szyi, mogła czuć te pomruki, które niekontrolowanie wychodziły mu z gardła, i to, jak się o nią ocierał. Jak też ją kusił - ja pierdole... - wyrwało mu się, kiedy szczypnęła zębami jego skórę. A gdy szarpała go za włosy, gdy jęczała mu prosto do ucha, to zamknął powieki. Musiał się kurewsko w sobie spiąć, żeby jej nie dotknąć... Żeby jej kurwa nie przerzucić przez ramię i stąd nie wynieść. Czuł jak krew w żyłach się gotowała, jak każda żywa tkanka wyrywała się do niej, a ręce mu opadły, ale spiął mięśnie podnosząc je znowu.
P o p i e r d o l i go.
- Zrób to Pilar... - te słowa ułożył na jej wargach, kiedy zawiesiła je tuż przy tych jego, a potem... Sam się do niej wyrwał. Bo miał jej tylko nie dotykać, tak?
Ale całowanie było dozwolone, więc wyszedł jej na przeciw, w tym agresywnym pocałunku, w którym gryźli się do krwi, w którym ich języki nie tańczyły w ognistym tańcu, a walczyły o dominację. Madox zrobił krok do przodu, tak, że jego żona się zatoczył, a potem znowu... I jej nie złapał, chociaż zawsze robił to odruchowo, łapał ją i przyciągał do siebie, to dzisiaj w głowie obok obłędnego smaku jej pełnych, gorących ust, miał też to, że nie mógł do niej sięgnąć. To ona musiała zacisnąć palce na jego koszuli, którą już rozpięła doszczętnie.
Chciał ją dotknąć... Zobaczyć jak dla niego drżała.
Czuł to na sobie, kiedy przysuwał się do niej bliżej - Tiembla. Gime. Toca... Y pierde, cariño - Drżyj. Jęcz. Dotykaj... I przegraj, kochanie - wydyszał na raty prosto w jej usta, a zaraz się od niej odsunął, przygryzając jej dolną wargę, zostawiając na niej to pulsujące uczucie - musisz się bardziej postarać cariño - i po co on to powiedział?
Jakby nie znał swojej żony.
Jakby nie wiedział, że ona się postara, zwłaszcza, że prowadzący powiedział, że zostało im jakieś pół minuty. I jak Pani Noriega wcześniej już dała z siebie w chuj, to teraz... Teraz wyciągnęła tą najcięższą artylerię. Jebany gwóźdź do trumny. Bo odwróciła się tyłem...
Tyłem do niego. A kiedy się wypięła i otarła o niego pupą. To Madox od razu wypuścił ciężko powietrze z płuca, i teraz to poczuł jak się cały spina. Od razu stracił tą swoją pewność siebie, a mina mu zrzedła. Aż ściągnął do siebie brwi.
- Pilar nie... - warknął jeszcze, ale przecież wiadomo było, że dla niej to będzie jak tak, bo już kurwa wiedziała, że go miała. Już klatka piersiowa unosiła mu się w dzikim rytmie, a w spojrzeniu płonął ogień.
Wystarczyło, żeby otarła się o niego jeszcze kilka razy.
I co? I w ostatnich dziesięciu sekundach piosenki spuścił ręce i zacisnął palce na jej biodrze, żeby ją do siebie szarpnąć. P r z e g r a ł.
Żegnaj mundurku, witaj open bar i najebana Pilar. Chociaż... też fajnie.
Tak się zafiksowali na sobie, że wcale nie zauważyli, że Ravi z Theresą odpadli w ogóle z całego konkursu i zeszli ze sceny. Na parkiecie zostały oprócz nich jeszcze dwie pary. Te geje, gdzie też jeden z nich się poddał. I jakaś parka, w której to facet wygrał, a dziewczyna już się krzywiła i mówiła, że mogła zrobić to co Pilar.
Ale nie zrobiła, i tym sposobem wojna płci nie została rozstrzygnięta, bo ciężko było jakoś zaklasyfikować tą chłopską parę, faceci w ich wypadku przegrali? Czy wygrali?
No nie ważne, prowadzący już krzyczał ze sceny, że jest remis i pora przejść do WIELKIEGO FINAŁU.
A Madox, który już przycisnął do siebie swoją żonę, opierając ją sobie na torsie, wtulając się w nią tak, że mogła czuć na pośladkach... jaki wciąż jest nakręcony, kiedy się do niej łasił, mruknął jej do ucha - mam nadzieję, że to będzie jakaś szybka runda, bo zaraz mnie pojebie.

Tiembla. Gime. Toca... Y pierde, cariño ‧˚꒰🍷💋ྀིྀི ꒱༘‧
30 y/o
PEW PEW
169 cm
śledcza at toronto police service
Awatar użytkownika
Lepiej strzela niż gotuje. Do tego: agresywna, impulsywna i narwana. Niektórzy jeszcze mówią, że dzika. Ogólnie wszystko co złe, to Pilar.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 os
czas narracjiprzeszły
postać
autor

trigger warning
przekleństwa, sprośny kontent
Faktycznie, gdyby to Madox teraz miał jej tańczyć, pewnie nie wysiedziałaby na krześle nawet pół minuty. Niezależnie od tego, które z nich było bardziej narwane i jak bardzo Madox lubił się rzucać przed szereg, jeśli chodziło o niego Pilar nie miała w sobie za g r o s z silnej woli. Często pękała przed nim, albo była na takiej granicy, że o mały włos nie oszalała. Szczególnie dzisiaj, kiedy od rana rosło w niej napięcie. Gryzło i drażniło nieprzyjemmnie. Co prawda Diego na moment to wszystko wyciszył, ale przecież była już setka sytuacji, w których ono wracało ze zdwojoną siłą, a teraz… teraz to już wyjebało poza skalę.
Bo nawet jeśli okazało się, że to penie były u władzy i mogło doprowadzić swoich partnerów na skraj, ona doprowadziła również i siebie. Każde przesunięcie dłoni, każde muśnięcie językiem jego słonej skóry sprawiało, że przez plecy przechodził elektryzujący dreszcz. I chociaż była już na granicy, świadomie jeszcze bardziej to podjudzała. Łasiła się do niego, ocierała.
Nie odpowiedziała mu przed konkurencją, co będzie jej nagrodą za wygranie, ale tak naprawdę było to bliskie tej jego. Chociaż w jej scenariuszu zdecydowanie zostaną użyte kajdanki i już teraz obiecała sobie, że tam dopiero doprowadzi go na pierdolony skraj. Do momentu, w którym będzie ją b ł a g a ł, żeby przestała i nigdy więcej tego nie robiła. Zupełnie jak z taśmą, która… chyba nie okazała się wcale taka zła z perspektywy czasu, czyż nie?
Gdy tylko z jego ust wybrzmiało dosadne ja pierodole, Pilar prawie sama się złamała. Zadrżała, przyklejona do tego torsu i jeszcze bardziej płynnie zaczęła lizać i przygryzać jego skórę. Zostawiała na nim ślady, ale teraz już wcale nie jako jego dziewczyna czy narzeczona, a jako ż o n a. Pełnoprawna żona. Kobieta, której obiecał miłość do grobowej deski, na dobre i na złe. I chyba żadne z nich nie było w stanie powiedzieć, czy to co się teraz odpierdalało między nimi było dobre, czy jednak złe. A może w wszystko na raz.
Pocałunek był zwieńczeniem tego całego napięcia. Momentem, w którym cały ogień jeszcze bardziej się podsycił, zapalił pod skórą. Madox napierał na nią całym ciałem, do tego stopnia, że sama ledwo trzymała się w pionie. Czuła, że jeszcze trochę i oboje runą na ziemię, dlatego łapała się mocno jego ramion, próbując zapierać się nogą. To nie był zwykły pocałunek — to była jebana walka o dominacje. To, kto pierwszy pęknie. Jej serce galopowało szybciej niż to w ciele drobnych koliberków. Wariowała. I naprawdę myślała, że on pęknie. Że w końcu się złamie i jej dotknie. Ale on walczył, jak ten dzielny lew na jego lewej piersi. Do momentu, w którym nie powiedział, że musiała się bardziej postarać.
Nie powinien jej tego mówić.
Bo ją zamiast to wkurwić, to jeszcze bardziej zmotywowało.
Wiedziała przecież, co lubił najbardziej. Dlatego zaraz odwróciła się do niego tyłem i wypięła. Ocierała pośladkami o jego kroczę, zarzucając głowę na bok i przyklejając się do jego ciała. Czuła jego urwany oddech gdzieś przy uchu, czuła jak bardzo nakręcony już był, spragniony, na granicy prawdziwego popierdolenia i jej też niewiele brakowało.
To było prawdziwe starcie tytanów.
A jednak tym razem ona wyszła zwycięsko z tej batalii.
Madox wyłożył się na ostatniej prostej, zaledwie kilka marnych sekund dzieliło go od wygranej i utrzymania rąk w powietrzu. A jednak tego nie zrobił. Kiedy tylko Pani Noriega poczuła na sobie jego dłonie, od razu się odwróciła, patrząc na niego z niemałym triumfem wymalowanym na twarzy.
A już myślałam, że jednak dasz radę — uśmiechnęła się bezczelnie, a potem znowu wpiła w jego usta. Już poza konkursem, tak po prostu, bo mogła. A on już mógł ją dotykać. — Mundurek i tak dostaniesz. Tylko na moich zasadach — mruknęła gdzieś pomiędzy pocałunkami, na raty, obiecując mu spełnienie tej dzikiej fantazji, którą trzymał pod czaszką. Czuła, że ona również mogła z tego skorzystać, a poza tym, nikt nie mówił, że tylko on będzie się przebierać… To jednak był temat nie na teraz. Bo teraz szykowała się już ostatnia, finalna runda.
Prowadzący zaczął tłumaczyć, że będą potrzebowali chwilli na ustawienie wszystkich rzeczy, a Pilar nawet nie czekała sekundy, żeby zacisnąć palce na rozpiętej koszuli swojego męża.
Ile to jest chwila? Pięć minut? — dopytała i już ciągnęła go gdzieś w stronę toalet. Pięć minut to było kurewsko mało, ale z drugiej strony oni byli już tak nakręceni, że może i by się wyrobili.
Trzy — no trzy to już kurwa trochę cieżko, ale może warto spróbować… znowu go szarpnęła, ale wtedy facet z mikrofonem pokręcił do niej paluchem. — Ale ale przypominam, że nie można opuszczać tutaj strefy konkursu, bo będzie zdyskwalifikowani — oznajmił dumnie, a ludzie w tłumie porobili jakieś uuuu, chyba żeby zbudować napięcie. Pilar spojrzała na swojego męża. W jego ciemne oczy. Jej wcale nie wyglądały lepiej i kurwa przez moment naprawdę rozważała, czy nie jebać tego konkursu i jebać Madoxa w kiblu, ale z drugiej strony to już tylko jedna konkurencja.
Dobra, chuj — westchnęła zrezygnowana i puściła czerwony materiał koszuli. W międzyczasie barmanki przyniosły kolejne kolorowe szoty, a osoby, które wygrały mogły poprosić o dodatkowe drinki. Oczywiście Stewart Noriega zamówiła podwójnie, pod pretekstem, że nie będzie tyle chodzić do baru, a tak naprawdę dla męża. Wypili to wszystko, przez co świat już zdecydowanie stawał się weselszy, ale alkohol jednak wcale nie pomagał z napięciem, jakie się między nimi stworzyło. Szczególnie, że zaraz okazało się, że finalna konkurencja będzie tak naprawdę torem przeszkód, który będzie musiała przejść jedna osoba, żeby znaleźć klucz do… kajdanek i uwolnić swojego partnera. — To ja siadam — odwróciła się do Madoxa, prezentując strategię. Pilar była o wiele lepsza w komunikacji, bo przecież Noriega wszystko robił i tak na czuja i ciężko mu szło tłumaczenie. Tylko ich misterny plan poszedł się jebać, bo każdy losował po kolorach piłeczek osobę, która będzie zakuta i u nich w duecie padło na Madoxa.
No to mamy przejebane — zaśmiała się, kręcąc głową. Nie dość, że będzie jej musiał wszystko wyjaśnić, to jeszcze ona będzie się przed nim tarzać po podłodze. Wy-bor-nie. Ale przecież teraz się nie poddadzą. Odwróciłą się w jego kierunku i złapała jego policzki w dłonie. — Dobra, Noriega. Pamiętaj, tłumacz po kolei i spokojnie, va bene? Wygrywamy to kurwa — spojrzała na niego wymownie. — A jak nam będzie chujowo szło, to udajemy, że znaleźliśmy klucz, a ja tak naprawdę odblokuje ci te kajdanki wsuwką — to już co prawda był taki plan mocno awaryjny, bo jednak najlepiej byłoby wygrać to legalnie, ale Pilar wolałaby być już gotowa na opcję B, C i D, wiadomo.
Kazano wszystkim się odwrócić, kiedy wnosili rzeczy na scenę, a w międzyczasie na złotych tackach pojawiły się kajdanki. Co prawda nie takie, jakimi Pilar operowała na codzień, bo te miały o wiele więcej różowego futra, ale mechanizm działał dokładnie tak samo. Każdy odebrał swoją parę z odpowiednim numerkiem. Parka obok kompletnie nie potrafiła sobie z nimi poradzić, geje bardziej zajęli się futerkiem, a Pani Noriega…
Dawaj ręce — szarpnęła go odpowiednio i ustawiła sobie jego nadgarstki blisko siebie. Zamknęła jeden, a zaraz potem przyciągnęła drugi, podnosząc na niego spojrzenie. — Tak myślałam, że kiedyś będę cię zakuwać, ale bardziej myślałam, że będzie to w Toronto i to pod komisariatem — prychnęła, w tym samym czasie zatrzaskując ostatni ząbek. A potem jeszcze obskoczyła inne pary, bo nikt nie potrafi sobie z nimi poradzić. Amatorzy.

Vamos a ganar esto
kasik (dc: kasik_srasik)
nudy. a tak poza tym, to używania AI, czytania mojej postaci w myślach i braku inicjatywy.
34 y/o
MADITO
184 cm
właściciel klubu i informator policji | Emptiness
Awatar użytkownika
miał być cichy, niewidoczny, w końcu balansuje na granicy między kokainą na złotych tacach i bronią ukrytą pod drogimi marynarkami, a kajdankami i odznaką przy pasku... a jednak tak bardzo rzuca się w oczy, że trudno go nie zauważyć, z tymi jego tatuażami, z tymi kolorowymi koszulami, złotymi łańcuchami na opalonym karku i... niewyparzoną gębą
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkinie
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

trigger warning
przekleństwa
Pewnie wystarczyłoby, żeby mu powiedziała o tych kajdankach, które miały być jej wygraną, a on sam by się poddał...
Ale nie powiedziała, a Madox walczył dzielnie, chociaż każdy jej mokry pocałunek, każde ugryzienie sprawiało, że mu się zbierało. Zbierał mu się na plecach ten przyjemny dreszcz...
Nie, dzisiaj tak nie przyjemny, biorąc pod uwagę to, że nie mógł jej dotknąć.
I nawet w tym pocałunku nie mógł jej przytrzymać przy sobie, przyciągnąć, szarpnąć, bliżej. Mógł tylko jej smakować, a na języku już metaliczny posmak mieszał się z tym alkoholu tworząc niebezpieczną, uzależniającą mieszankę.
Pół minuty, tyle jeszcze musiał wytrzymać.
Co to jest pół minuty?

Tylko po co on się odzywał, i mówił Pilar, że musiała się bardziej postarać. Jakby jej nie znał, jakby nie wiedział, że ona teraz się tak zaweźmie, że on zaraz tego pożałuje. Po dwudziestu sekundach już żałował, kiedy jego palce odnalazły znajome krzywizny jej bioder i kiedy przyciągnął ją do siebie opierając szorstki policzek gdzieś o jej szyję.
- Nie da się... - mruknął tylko do jej ucha, a kiedy odwróciła się do niego przodem, to już zaciskał wytatuowane dłonie na jej pośladkach, przyciskając ją do siebie mocniej - jesteś za gorąca i za dobrze mnie znasz... - bo przecież ona doskonale wiedziała, co lubił i potrafiła to dzisiaj wykorzystać. Jako jego żona. Wyrwał się do niej, do tego kolejnego pocałunku, w którym już mógł wplatać palce w czarne kosmyki, sunąć nimi po koronce jej sukienki, wsuwać je pod materiał, i czuć pod nimi... jak drżała - a jakie to są zasady? - zapytał od razu. A czarne oczy odszukały jej równie ogniste spojrzenie, i znowu patrzyli na siebie tak, jakby byli tu sami, jakby nic innego się nie liczyło.
A potem Pilar jakby czytała mu w myślach pytała ile potrwa to przygotowanie - wystarczy pięć - wystarczyłoby? Może tak, mogli spróbować. Kiedy jego żona szarpnęła go za koszulę, to zaraz za nią ruszył - trzy to słabo - mruknął, ale i tak już zamierzył się do tego, żeby zeskoczyć ze sceny i złapać Panią Noriega, tylko okazało się, że nie mogą opuszczać strefy konkursu.
- Co? Ale my musimy do toalety, przecież nie mogę tego robić z pełnym pęcherzem - ta... pęcherzem. Oczywiście, że Noriega jeszcze spróbował kucając na brzegu sceny, ale facet zaraz mu się odpysknął, że dobrze, ale pojedynczo - już mi się nie chce... - Madox się wyprostował, ale już na typa patrzył krzywo, a do Pilar… Chciał się łasić i nie chciał jednocześnie, bo wciąż czuł napięcie w całym ciele, a w spodniach, to już takie, że jakby się o nią jeszcze trochę poocierał, to mogłoby być różnie.
Zajęli się szotami, jakby one miały pomóc, do tego jeszcze drinki, które też... Wszystko działało przeciwko nim, bo kiedy na policzki wtargnęły dodatkowe rumieńce spowodowane alkoholem, oczy rozbłysły pijackim hajem, to te spojrzenia, które sobie posyłali, te uśmiechy, były jeszcze dłuższe.
A do tego wszystkiego jeszcze pojawił się Ravi i Theresa, którzy na sto procent ulżyli sobie w kiblu, bo od razu mieli inne miny. Madox miał skwaszoną.
- Jak ta wygrana nie będzie tego warta... To nie wiem - pokręcił głową, kiedy tłumaczyli im kolejne zasady. Tor przeszkód, świetnie - to ja idę - chociaż w tym się zgadzali. Bo Madox przecież był tragiczny w tłumaczeniu. Dużo gadał, ale kurwa... ile tego było bez sensu. Ale zaraz się okazało, że piłeczki ich nie lubią, bo on wylosował czerwoną, co tym razem oznaczało... skucie go kajdankami. Aż się zamachnął i pierdolnął tą piłeczką gdzieś za scenę, trafił kogoś w głowę, ale to na szczęście była piłeczka pingpongowa, chociaż usłyszeli takie ajjj, a Madox tylko rzucił - sorry - a zaraz wbił spojrzenie w Pilar - postaram się... - zaczął na to jej mamy przejebane, bo mieli. Zwłaszcza, że Noriega to już był też troszeczkę wstawiony - wiadomo, że spokojnie, przecież ja zawsze na spokojnie. Calma Pilar... - nawet pomachał ręką, żeby ją uspokoić, ale zaraz zacisnął palce na jej przedramieniu, kiedy złapała go za policzki, a ciemne spojrzenie wbił w jej oczy - wsuwką... - wyszeptał - jak ja cię kurwa kocham - znowu się do niej wyrwał, żeby skraść z jej pełnych, gorących warg pocałunek. Chciał jej jeszcze coś nawijać, ale ja już powinnam to skracać, a tu jeszcze tyle akcji.
Madox też od razu zwrócił uwagę na futerko - takie masz w pracy? Czy z czerwonym? - pokazał jej czubek języka, a zaraz wyciągnął ręce - wolisz od przodu, czy od tyłu? - musiał ją jeszcze trochę pozaczepiać, ale pewnie skuła go z tyłu, jak prawdziwego kryminalistę. Zawsze go tak zakuwali w kajdanki, odwrócił się do niej przez ramię - jakbym wiedział, że tak o tym myślisz, to już dawno bym ci pozwolił. Obezwładnić się, zakuć i wprowadzić na komisariat, a ostatnio zrobił to Beck - aż wywrócił oczami. I może jeszcze by zaczepiał Pilar, ale ona już poszła pomóc innym parom z kajdankami. Widać, że miała wprawę.
Kiedy już wszyscy byli gotowi, to kelnerki przyniosły opaski, tą Pilar zawiązała Theresa, i jeszcze im powiedzieli, że trzymają za nich kciuki. Fajnie.
W końcu mogli się odwrócić do toru przeszkód, który im tam ustawili, a Madox aż zagwizdał. Nawet nie dali im się przyjrzeć, bo osoby z zawiązanymi oczami ustawili na linii startu, a ich partnerów za nimi i zaraz rozległo się.
Start!
Zacieniony gej wyrwał się do przodu na łeb na szyję i wyjebał zaraz na pierwszej lepszej przeszkodzie, jęknął, a jego partner zaraz zaczął go wołać po imieniu. Para obok też wystartowała, ale kiedy Pilar odwróciła się do Madoxa, to ten zaraz się odezwał.
- Poczekaj, muszę się przyjrzeć... Najpierw jest płotek, niski na wysokości kolana, ale się o niego nie wyjeb, bo tamten się wyjebał... - nie wyjaśnił jej kto, ale podszedł do niej do samej linii, za która musiał zostać i tylko oparł brodę na jej ramieniu - dwa kroki i barierka, musisz wysoko podnieść nogę, wymacaj ją, albo coś - typ obok Madoxa krzyczał do swojej partnerki, żeby skakała, ale Noriega wolał na ostrożnie - potem się zatrzymaj, bo kolejna jest... To jest jakieś wiadro, a tam... - wyciągnął się do przodu, żeby zobaczyć co jest w tym wiadrze - jakieś gówno, wygląda jak... kisiel? Ale zielony, ohydnie, ale jest tam taki rysunek klucz i pytajniki, może tam być, musisz to sprawdzić, włożyć tam rękę... - on już nawijał o kolejnej przeszkodzie, a nagle krzyknął - uważaj! - bo Pilar dochodziła do pierwszej, a Madox JUŻ nie mógł wystać na swojej linii.

Cuídate, cariño ⊹₊🔥⋆。°✩
30 y/o
PEW PEW
169 cm
śledcza at toronto police service
Awatar użytkownika
Lepiej strzela niż gotuje. Do tego: agresywna, impulsywna i narwana. Niektórzy jeszcze mówią, że dzika. Ogólnie wszystko co złe, to Pilar.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 os
czas narracjiprzeszły
postać
autor

trigger warning
przekleństwa
Ona też miała nadzieję, że wygrana będzie tego warta.
Dopiero kiedy Madox o tym wspomniał, Pilar uświadomiła sobie, że nawet nie wiedzieli, o co tak naprawdę grali. Bo jak tylko o jakaś większą pulę drinków, to równie dobrze mogli już teraz przestać i po prostu pójść sobie ulżyć. Z drugiej strony nie po to chyba organizatorzy zadali sobie tyle trudu, żeby po prostu wręczyć wygranej parze tak marną nagrodę. Miała nawet iść podpytać prowadzącego, co to właściwie było, ale wtedy przyszła kajdanki, a Pilar za bardzo zakręciła się na skuwaniu swojego męża. Zaśmiała się pod nosem, gdy pytał, czy takie same miała w pracy.
Nie, ale to jakaś myśl. Może wtedy gangusy same będą dawały się kuć — prychnęła, kręcąc głową. — Musze podsunąć ten pomysł Eliotowi — chociaż na ten moment nawet nie chciała o nim myśleć. Mogła tylko sobie wyobrazić, jak bardzo w k u r w i o n y będzie jej przełożony, kiedy tylko dowie się, co oni odjebali. Złapała jego ciemne spojrzenie, gdy spytał, czy wolała go zapiąć do przodu, czy od tyłu. — Ja od przodu, ale zrobimy tak jak lubisz — cmoknęła, przekładając mu ręce za plecy. Co prawda z nim każda pozycja była dobra, nawet te mniej wygodne. Kurwa, nawet na rękach by dla niego stanęła, gdyby tylko powiedział, że taką miał fantazję. Może kiedyś. W końcu kto ich tam wiedział. Jak oni za każdym, jebanym razem robili coś nowego, w nowym miejscu. Chyba nawet w domu nie było miejsca, gdzie dwa razy by się pieprzyli tak samo. Jakimś cudem u nich nigdy nie było monotonnie, zawsze dziko i kompletnie na spontanie. Najlepiej.
Zafiksowała się trochę na tych wszystkich myślach, raz po raz posyłając mu ciemne spojrzenie, gdy zapinała innego typa, a potem jeszcze tego geja, aż nie przyszła Theresa i nie zarzuciła jej opaski na oczy. Nic nie widziała przez to ustrojstwo. Nawet Pilar próbowała jej mówić szeptem, żeby zrobiła trochę luźniej, to może będzie mogła coś podejrzeć od dołu, ale nie, jej świadkowa zacisnęła to gówno tak mocno, że Noriega nie widziała nawet światła przez materiał.
Ustawili ich na linii startu. Pilar nie widziała dużo, ale prowadzący wyjaśnił im, że każdy miał swój tor i rzeczy na nim również były identyczne, żeby nie było jakichkolwiek skarg na ułatwienia lub utrudnienia. Każdy miał po równo trudno. Wyprostowała się i podskoczyła kilka razy w miejscu, żeby zrzucić z siebie napięcie. Nie pomogło. Wciąż myślała tylko o nim, a przez to, że miała zamknięte oczy, jeszcze bardziej mogła pozwolić na to, by jej głowa zabłądziła w nieodpowiednie rejony.
Rozpoczęło się odliczanie, a Pilar jeszcze szybko wpadła na to, żeby w ostatniej chwili sciągnąć buty. W końcu jeśli trzeba będzie przez coś przeskakiwać albo biegać będzie dzięki temu miała przewagę. Zawsze myślała do przodu i może tym razem faktycznie się jej to opłaci. Prowadzący przypomniał, że partnerzy nie mogli dotykać ani prowadzić swoich par, a potem się zaczęło…
No to się przyjrzyj, tylko kurwa nie przez godzinę — od razu na niego fuknęła, słysząc jak inni dookoła już prowadzą sowich przez pierwszą przeszkodę. Kiedy Madox wspomniał, że pierwszy jest płotek o który ktoś się wyjebał, Noriega skinęła głową i powoli przesuwając się na bosych stopach ruszyła do przodu. W tym czasie słuchała, jak opowiada o jakimś wiadrze z dziwną zawartością i aż się skrzywiła.
Jak to gówno?! — krzyknęła, chyba trochę za głośno, bo ludzie w tłumie zrobili jakiś taki wystraszony dźwięk, ona za to się obrzydziła i już miała mówić, że chyba kogoś pojebało, że będzie się taplać w łajnie. Tylko zaraz sie okazało, że to miał być kisiel, a nie faktycznie kupsko. — Dobra, to za chwile, pierwsze trzeba znaleźć ten pacho… — zaczęła nawijać, wymachując rękami, jakby miała to wyczuć w powietrzu i nawet nie dokończyła zdania, bo z chwilą, w której Madox krzyknął uważaj, ona już potknęła się o podstawę pachołka.
Fakt, że nie miała na sobie obcasów już tutaj okazał się z jednej strony zbawienny, a z drugiej jebanym przekleństwem. Zbawienny, bo dzięki temu mogła utrzymać równowagę i nie wyrżnąć się prosto twarzą do wiaderka, ale w tym samym czasie nie uchroniła się przed WYJEBANIEM małym paluszkiem o belkę, która było podstawą płotka.
JA PIERDOLE — syknęła głośno soczystym przekleństwem i na moment podniosłą sobie nogę do góry, żeby przytrzymać się na palec. Kurwa, mogła znosić na prawdę wiele: pobicia, łopmot, siniaki i cięcie skóry, ale kurwa uderzenie w mały paluszek? To było barbarzyństwo. — Masujesz mi kurwa potem stopy — chwilę go jeszcze pojojała, a potem ruszyła do przodu.
Uklękła w miejscu, w którym Madox powiedział jej o wiadrze i niechętnie ale wsadziła do tego rękę. Dookoła rosległo się CHLUPNIĘCIE, a ona aż się wzdrygnęła, bo konsystencja była o b r z y d l i w a. Jakby nie była już lekko podchmielona, to może nawet by ją naciągnęło, ale tamto bez problemu wyciągnęła kartkę.
Nie czuje klucza — mruknęła niezadowolona. — Tylko to. Zobacz — podała mu kartkę. A przynajmniej próbowała mu ją podać do ręki, tylko coś sobie nie trafiła i tą karteczką całą w obrzydliwym kisielu jebła mu prosto na twarz, klejąc mu to do policzka. — WIDZISZ?!

:podnieta:
kasik (dc: kasik_srasik)
nudy. a tak poza tym, to używania AI, czytania mojej postaci w myślach i braku inicjatywy.
34 y/o
MADITO
184 cm
właściciel klubu i informator policji | Emptiness
Awatar użytkownika
miał być cichy, niewidoczny, w końcu balansuje na granicy między kokainą na złotych tacach i bronią ukrytą pod drogimi marynarkami, a kajdankami i odznaką przy pasku... a jednak tak bardzo rzuca się w oczy, że trudno go nie zauważyć, z tymi jego tatuażami, z tymi kolorowymi koszulami, złotymi łańcuchami na opalonym karku i... niewyparzoną gębą
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkinie
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

trigger warning
przekleństwa
Do tego nikt jeszcze nigdy nie zgarnął głównej wygranej, bo pary odpadały w przedbiegach, albo w tej ostatniej rundzie. Więc to chyba naprawdę musiało być coś konkretnego. Może jakiś milion dolarów?
Ale to akurat nie było im aż tak niezbędne. Oddałby ten milion, żeby jednak już zawinąć się z Pilar ze sceny. Madox sknerus.
A jednak w tym momencie nie miał jak się zawinąć, bo już był zakuty w kajdanki, chociaż co do tego, że gangusy same będą dawały się skuć w futrzane kajdanki, wywrócił oczami.
- Chyba jeden gangus i to tylko tobie, bo twojemu koledze wyjebałem z kolana śledzionę - za co dostał w gębę, ale to już zachował dla siebie. Uśmiechnął się za to na jej kolejne słowa, bo dobrze mu to brzmiało zrobimy tak, jak lubisz, bo przecież Madox z tym swoim wrodzonym egocentryzmem, to jednak lubił, jak było po jego. Tak jak on lubi.
Noriega patrzył jak jego żona skuwa jeszcze jednego gościa, a potem geja, którego partner nawet zainteresował się skąd ona tak wie jak to się robi i czy często się tak bawią.
Ale zanim Pilar zdążyła wyjaśnić, to Theresa już zasłaniała jej oczy. Wredna Theresa, mogła jej przecież to tak zawiązać, żeby widziała. A ona im dzisiaj tak utrudnia cały dzień...
Nie no, dużo im pomogli ich świadkowie, przygotowali im piękny ślub, który pewnie długo będą wspominać...
I Madox już się rozpraszał wracając myślami do tego ślubu, a potem jeszcze zagapił się na tyłek swojej żony, kiedy ściągała z siebie buty.
- Dobra - mruknął, i się skupił, tak się skupił, że opowiadał o jakimś gównie w wiadrze, ale zaraz już nawijał - nie no nie gówno. Nie pozwoliłbym ci dotykać gówna, później mnie dotykasz tymi rękami - to był chyba dość mocny argument - myślę, że to jest kisiel o smaku jabłkowym, albo gluty... Ale skąd mieliby tyle glutów? - Noriega już się nakręcał. I już za linią szedł za Pilar. Bo mieli nie przekraczać linii, ale mogli podejść bliżej, żeby się nie wydzierać na cały klub. Ale Madox i tak to robił. Zaraz krzyczał to uważaj, tylko chyba trochę za późno, bo jego żona już walnęła MAŁYM PALUSZKIEM w płotek, on też syknął - aj... - wydał z siebie i już stał przy samej linii - wymasuję... Językiem - rzucił ciszej, tak, żeby tylko ona go słyszała. Ale prowadzący i tak zerknął na nich z ukosa - na ziemie, teraz to wiadro, po lewej... - poprowadził ją, a kiedy włożyła rękę do tej brei, która chlupnęła, to... no prawie go cofnęło, aż się musiał odwrócić, bo taki to wydało ohydny dźwięk. Aż Madox musiał złapać więcej powietrza w płuca.
Odwrócił się zaraz do swojej żony, kiedy pokazała mu, że wyciągnęła coś innego - pokaż - rzucił, tylko... On nie miał ręki, a zaraz dostał w gębę tą karteczką uwaloną w zielonej mazi - ja pierdole Pilar… zaraz się porzygam - marudził i chciał jej się odsunąć, ale jak to im upadnie, on nie ma rąk, ona jest ślepa, to będą tego pewnie szukać godzinę, więc tak się tylko przesunął, że przejechała mu tą brudną ręką po szyi i zatrzymała gdzieś na klacie. Madox załapał w płuca więcej powietrza - weź to do ręki... - zaczął, ale zabrzmiało mu to dziwnie, znajomo, aż uniósł jedną brew - weź tą karteczkę w dwie rączki i rozwiń, bo ja nic nie widzę, a nie mam ręki cariño - mruknął. A kiedy mu ją rozwinęła, to przechylił na bok głowę - jakiś kod... 6984. Nie wiem co to znaczy... To znaczy no to sześć dziewięć... - coś miał znowu nawijać, ale ich przeciwnicy też już sięgali do wiadra. Trzeba było się ruszyć - dobra Pilar idziemy dalej, bo geje już grzebią w gównie, a tamta ma karteczkę... ale podbiła sobie chyba oko, jak tamten jej kazał skakać przez ten płotek - oczywiście, że on musiał WSZYSTKO jej powiedzieć. Ciszej, tak, że tylko ona go słyszała - chodź, dalej jest... równoważnia, musisz ją dobrze wymacać i po prostu po niej przejdziesz, tylko błagam cię nie wywal się, bo cię nie złapię - bo przecież zawsze, w normalnych warunkach by to robił, łapał ją. Ale teraz nie mógł, aż go skręcało, kiedy Pilar wstała i tak nieporadnie rozejrzała się dookoła - chodź prosto. Jeszcze kroczek... Jeszcze pół. Przed tobą deska, czujesz ją? - zatrzymał się tuż obok niej. Aż wstrzymał powietrze kiedy ruszyła po równoważni - powoli... Bo zaraz się przeważy i pierdolnie. Jeszcze... - ładnie chyba ją prowadził. A przynajmniej się starał, ale jak Pilar wyczuła ten moment w którym równoważnia zaczęła się przechylać, to on krzyknął znowu - o kurwa! Nie, nie o to chodzi jest w porządku... - zaraz jej wyjaśnił - po prostu następny jest sejf i tam też może być klucz... Ale musisz wbić ten kod - no tak, tylko, że jego żona jeszcze wciąż nie pokonała do końca równoważni. Ale Madox nie umiał się skupić na jednej rzeczy. Nigdy nie umiał. Aż znowu odetchnął głęboko. Calma Madox.

Tómalo en la mano ✊🏻👅
30 y/o
PEW PEW
169 cm
śledcza at toronto police service
Awatar użytkownika
Lepiej strzela niż gotuje. Do tego: agresywna, impulsywna i narwana. Niektórzy jeszcze mówią, że dzika. Ogólnie wszystko co złe, to Pilar.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 os
czas narracjiprzeszły
postać
autor

trigger warning
przekleństwa i... dziwne zabawki
Z jednej strony nie pozwoliłby jej grzebać w gównie, a z drugiej sam nie był pewien, co tam właściwie jest. Chociaż on i tak miał łatwiej, bo przynajmniej to widział. Ona miała gorzej, bo jej wyobraźnia już działała na pełnych obrotach, dlatego kiedy tylko zanurkowała ręką w brei, miała przed oczami kompilacje najbardziej obrzydliwych rzeczy, jakie tylko egzystowały na ten planecie. Całe szczęście kartka była sporych rozmiarów i Pani Noriega bez problemu po nią sięgnęła.
To że wyjebała nią Madoxowi prosto w twarz, to już zupełnie inna historia.
Kompletnie zapomniała, że przecież miał ręce skute z tyłu. Że też oni nie pomyśleli o tym, żeby jednak zapiąć je przodu. A czemu? Bo kurwa jej facet wolał od tyłu i chuj. I teraz miał od tyłu. Tak bardzo, że nawet nie mógł sobie kartki otworzyć, co najwyżej w dupie pogrzebać. Przesunęła upaćkanym papierem po jego twarzy, smarując mu ją całą w zielonej brei.
Ty się kurwa porzygasz? — rzuciła, bo przecież to ona miała całą ujebaną rękę aż do samego łokcia i pewnie troche chlapnęło jej na piękną, czerwoną sukieneczkę. Kiedy wspomniał, że miała wziąć TO do ręki, odwróciła się w jego stronę. — To kurwa robimy to zadanie, czy mam ci obciągać? — rzuciła niby nieświadomie, ale chyba jednak było w tym trochę podtekstu. Kilka osób popatrzyło w ich kierunku, a dokładniej na Madoxa i jego kroczę, które… no chyba wciąż jeszcze nie doszło do siebie. Prowadzący to tylko rzucił pod nosem jakieś typowo. — A, o kartkę ci chodzi — NO TAK, kartka. Złapała ją znowu w palce i dała przed siebie, przysiadając na łydkach. Odwinęła ją ostrożnie, żeby nie pociąć sobie przy tym palców, a gdy tylko Noriega przeczytał kod, od razu chciała do zapytać, gdzie ma go wpisać, tylko wtedy on zaczął nawijać o tym, co znaczyło sześć i dziewięć usytuowane obok siebie i grach, który grzebali w gównie, a ona… — MADOX — warknęła na niego głośno, po omacku odszukując jego koszulę, za którą szarpnęła, przyciągając go do siebie bliżej. — Skup się kurwa — byli już oboje cali ujebani breją i teraz nawet nie było opcji, żeby tego nie wygrali. Nie po takich poświęceniach. W sumie miał oto sens, czemu ludzie się wykruszali. Większość dziewczyn pewnie przychodząc do klubu ostatnie, co chciałby robić, to grzebać w takim gównie i niszczyć sobie wygląd. Dobrze że oni to już mieli ze sobą.
Równoważnia? — zdziwiła się, bo jak ona niby miała kurwa po tym przejść bez złamania sobie nogi? Takie rzeczy nawet z oczami szeroko otwartymi bywały trudne, a do dopiero z opaską na oczach i jeszcze po tylu szotach. No ale chuj, czego się nie robiło dla wygranej! — Gdzie to jest? Tu? Jeszcze? Teraz? — rzucała słowa na lewo i prawo, ciągle przysuwając się do przodu drobnymi kroczkami. I chociaż Madox powiedział jej, że jeszcze, kiedy zrobiła krok ZNOWU wyjebała w deskę małym paluszkiem. — Nie no kurwa — zawyła, bo to był ten sam paluszek, co wcześniej. Czyli jednak mogła wziąć buty. Z drugiej strony jak można było przejść na tym równoważniku w butach?! Pomimo bólu weszła na deskę. Czuła, że była lekko stroma i powoli zaczęła się przesuwać przed siebie. Z rekami rozłożonymi kroczyła przed siebie, balansując nawet dobrze, jak na kogoś, kto był wstawiony. Przeszła połowie.
Szło jej świetnie.
Do czasu.
Bo kiedy równoważnik w końcu przeskoczył na drugą stronę, a ona się zachwiała, jednej z gejów machnął ręką tuż obok brzydząc się kisielu, a paćką spadła prosto pod jej bosą stopę. Stanęła na to śliskie gówno i od razu się wyjebała, lądując plecami prosto na belce. Zwinęła się z bólu, a tłum krzyknął z przerażenia. Nie wiedziała dokładnie, co się stało, ale czuła przecież na nodze, że coś było mokrego.
Czemu mi kurwa nie powiedziałeś, że tam jest coś wylane?! — warknęła na biednego Madoxa, a w tym czasie Theresa już wisiała na scenie i wydzierała się do faceta, który prowadził zabawę, że to było oszustwo i poślizgnęła się na brei tego jednego geja. Facet z początku próbował gadać, że zasady to zasady i Pilar musi to przejść jeszcze raz, ale kiedy podszedł do nich, sam się prawie o to gówno wyjebał i wtedy stwierdził, że jednak mogą pominąć to przejść. Noriega zerwała się z ziemi i w kurwa bólach przeszłą dalej. Plecy ją nakurwiały, chociaż i tak pewnie jutro będzie gorzej, jak zejdzie z niej alkohol.
Doskoczyła do sejfu. Wymacała go odpowiednio, szukając pokrętła, tylko jego wcale tam nie było. Zamiast tego był panel z przyciskami.
Tutaj jest jedynka? — dopytała dla pewności swojego męża, a kiedy jej potwierdził, to zaraz poszła o dwa w prawo i jedno do góry wciskając szóstkę, zaraz potem jedno w górę na dziewiątkę, a potem już z górki bo osiem było obok i czwóreczka jedno w lewo i dół. — Gdzie potwierdzam, tutaj? — wcisnęła w końcu odpowiedni przycisk. Pudło wydało dźwięk i można było je otworzyć. Szarpnęła za uchwyt, a zaraz potem wcisnęła ręce do środka.
Kurwa, są tu jakieś miękkie rzeczy… ja pierdole! — krzyknęła w pierwszej chwili, bo miała wrażenie, że coś tam się poruszyło. — Myślałam, że to szczur — rzuciła i chyba nie powinna, bo przecież jej mąż nienawidził tych gryzoni, ale po chwili znowu władowała tam ręce, nieco bardziej zapoznając się z teksturą. — O, to jednak nie szczur — zaśmiała się, wyciągając na światło dzienne… sztucznego, gumowego penisa. — I co?! Jest coś na nim?! — pytała, w tym samym czasie mcając go dookoła. Sunąć pewnie palcami po jego fakturze, pierwsze w górę, potem w dół, ściągała jądra i kręciła palcami po główce. No kurwa widoki Madox musiał mieć niezłe. Szkoda tylko, że się okazało, że nic na nim nie było. — Jest tu jeszcze… — no tak, jak był penis to musiała być i… yup. Piękna imitacja kobiecej pochwy. — A tu?! — Pilar znowu zaczęła ją odpowiednio dotykać. — A może wsadzę palce? — zaproponowała i nim Madox zdążył jej odpowiedzieć, wcisnęła do środka dwa palce. Ktoś w tłumie zagwizdał, ale ona nawet nie zwracała na to uwagi, bo już grzebała po gumowym wnętrzu, aż w końcu nie wyciągnęła kolejnego, malutkiego przedmiotu.

_/¯(-‿-)_/¯
kasik (dc: kasik_srasik)
nudy. a tak poza tym, to używania AI, czytania mojej postaci w myślach i braku inicjatywy.
34 y/o
MADITO
184 cm
właściciel klubu i informator policji | Emptiness
Awatar użytkownika
miał być cichy, niewidoczny, w końcu balansuje na granicy między kokainą na złotych tacach i bronią ukrytą pod drogimi marynarkami, a kajdankami i odznaką przy pasku... a jednak tak bardzo rzuca się w oczy, że trudno go nie zauważyć, z tymi jego tatuażami, z tymi kolorowymi koszulami, złotymi łańcuchami na opalonym karku i... niewyparzoną gębą
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkinie
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

trigger warning
przekleństwa i zabawki erotyczne, którymi się nie bawią, jak coś
Kiedy przesunęła mu tą uwaloną w brei kartką po twarzy, to aż tym splunął, ale zaraz... - ej to serio jest kisiel, chyba limonka - wtrącił, żeby już nie płakała, że grzebała w jakimś gównie. Ale na kolejne słowa swojej żony zawiesił się na moment, zwłaszcza, że rzeczywiście... napięcie z niego jeszcze nie zeszło. Co prawda zajął się tym konkursem, ale... - zaraz - mruknął tylko i może jeszcze by dodał, że robią zadanie, a potem przyjdzie czas na obciąganie, jaki rym. Ale już Pilar się połapała, że chodziło mu o kartkę.
Przeczytali kod, który Madox musiał skomentować i jeszcze zerknął w kierunku prowadzącego, bo pewnie specjalnie dali taki, a nie inny. Nawet miał to powiedzieć swojej żonie, ale ona już go szarpała za koszulę, którą ubrudziła mu całą tym kisielem. Jego nową, drogą koszulę.
- No dobrze, przecież się skupiam, to ty mnie rozpraszasz, gadasz tylko o... - już nie zdążył powiedzieć co, bo Pilar się zbierała z kolan i ciągnęła go do góry - ubrudziłaś sukienkę, czekaj... - schylił się i bezczelnie zlizał z jej dekoltu ten kisiel, którym się upaćkała. Ale to nie był najlepszy pomysł, bo on znowu patrzył na nią tak...
Równoważnia!
Na tym się teraz powinni skupić - taka malutka. Dasz sobie radę cariño - jeszcze ją trochę zmotywował, a zaraz ją kierował - jeszcze, jeszcze... - a ona już, a on jeszcze, i tym sposobem znowu się walnęła w mały palec, a Madox aż odskoczył do tyłu, bo się spodziewał, że teraz się zamachnie i mu na oślep... wyjebie.
Ale tego nie zrobiła, więc zaraz się do niej przysunął - pokaż ten palec - już upadł przy niej na kolana, ale Pilar ruszyła po równoważni. Dobrze jej szło, a Madox obserwował to z tyłu, gdzie klęczał przy desce - świetnie, jeszcze trochę - pochwalił ją, a zaraz deska się przechyliła, czyli już z górki, ale potem nie zauważył tego, jak jeden z gejów za jego plecami machnął ręką z kisielem i ta breja poszybowała mu nad głową na deskę, a Pani Noriega wlazła w nią bosą stopą. Madox zerwał się na nogi i skoczył do niej, no ale przecież nie zdążył jej złapać, nie miał nawet jak, tylko już znowu lądował przy niej na ziemi, tak, że mogła poczuć na twarzy jego ciepły oddech - żyjesz? Boli cię. Powiem żeby mi to odpięli i... - nawijał nad nią, ale Pilar go odepchnęła, bo chyba nie zamierzała się tak poddać. Więc Madox też się wyprostował - no właśnie, specjalnie to zrobił, chciał ją wyeliminować! Co to za nieczyste zagranie - już się zaczął rzucać zgadzając się z Theresą. Odezwał się też gej, że on niechcący, a Madox co... Doskoczył do niego w tyj kajdankach - to ja ci zaraz mogę niechcący nakopać do dupy - warknął i jak jego żona zbierała się z podłogi, to prowadzący musiał między nich wejść i ich rozdzielić. Zrobiło się zamieszanie, facet ślizgnął się na kisielu, i w końcu się zgodził, że Pani Noriega nie musi powtarzać równoważni.
Chociaż tyle dobrego. Oczywiście Madox już stał przy Pilar, kiedy dopadła do sejfu i kiwał głową, czego nie mogła przecież widzieć - tak, jedynka - potwierdził, ale zanim zdążył ją dalej poinstruować, to jego mądra żona już wbiła cały kod. I dobrze, bo on to by się pewnie pytał gdzieś jest każda cyfra, bo nie umiałby sobie tego tak wyobrazić w podbramkowej sytuacji. Pani Noriega pokonała sejf, a Madox starał się tam zajrzeć, ale jego wnętrze było zasłonięte jakąś czarną kotarką. Ściągnął do siebie brwi, kiedy Pilar stwierdziła, że są tam jakieś miękkie rzeczy - czyli co? - zapytał od razu, ale na tego szczura to odskoczył do tyłu, bo rzeczywiście sobie go tam wyobraził - no wyciągnij to Pilar - jeszcze rzucił, kiedy znowu zaczęła tam grzebać. Ale szybko tego pożałował, zwłaszcza kiedy jego żona tak dokładnie badała tego gumowego penisa - kurwa, nie ma na nim nic, możesz przestać? - rzucił, bo myśli już mu znowu zboczyły... zboczyły się?
Znowu się zakręcił na tym, że te smukłe palce mogła by zaciskać na nim, aż musiał zrobić małe kółeczko. I dopiero jak jego żona wyciągnęła z sejfu sztuczną pochwę, to stanął przed nią. Wbił to ciemne spojrzenie w jej zasłoniętą twarz - serio? - zapytał tylko, ale zanim zdążył powiedzieć coś jeszcze, to przecież... ona już wkładała tam palce, a Madox tylko przysunął się bliżej - i co? - no bo jak tam nic nie było, to co oni niby mieli z tym zrobić? Tylko zaraz okazało się, że Pilar jednak coś znalazła. Jakiś klucz, ale nie wyglądał jak ten do kajdanek.
- To klucz - rzucił odkrywczo Madox, ale dopiero teraz spojrzał dalej na tor, a przed nimi kolejna przeszkoda, dwie właściwie, bo najpierw była drabinka, po prostu rozłożona drabina, a Madox już sobie pomyślał, że jak jego żona z niej zleci, to nie będzie za wesoło, ale dalej była wielka skrzynia, do której na bank pasował ten klucz.
- Dobra Pilar skup się, jeszcze jedna przeszkoda i masz to, i mamy skarb... Chyba, bo nie wiem do końca, ale jest skrzynia, wygląda jakby był tam skarb, ale może tam być też coś ohydnego... jak kisiel - no tak najgorszy z całego toru przeszkód był kisiel. Madox znowu nawijał a Pilar zacisnęła palce na kluczu, a w drugiej ręce wciąż ściskała tą sztuczną pochwę - ale cipkę już możesz odłożyć - rzucił, a zaraz ją prowadził dalej - i dawaj dalej, jest drabina... Tylko uważaj na palec! - krzyknął zapobiegawczo, kiedy się do niej zbliżała - pięć szczebli i przechodzisz na drugą stronę, tylko musisz dać krok, a z drugiej... O kurwa tu są cztery, jednego nie ma, przedostatniego. Czaisz to cariño? - Madox już stał przy drabinie, bo jakby miała spaść, to będzie ją łapał... Ciekawe jak. Chociaż te kajdanki, gdyby nie futerko, to już by mu pewnie obtarły całe ręce, bo tak się miotał i kręcił.
Geje jeszcze grzebały w sejfie i ten brzydliwy macał te znaleziska, tym razem obrzydzając się sztuczną pochwą. Trzecia para zbliżała się do drabiny - tylko musisz to zrobić sprawnie Pilar, bo ta laska z typem też już są przy drabinie - dodał jeszcze, żeby ją trochę zmotywować.

Hazlo, cariño ,; (ง 🔥🔥 )ง ;,
30 y/o
PEW PEW
169 cm
śledcza at toronto police service
Awatar użytkownika
Lepiej strzela niż gotuje. Do tego: agresywna, impulsywna i narwana. Niektórzy jeszcze mówią, że dzika. Ogólnie wszystko co złe, to Pilar.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 os
czas narracjiprzeszły
postać
autor

trigger warning
przekleństwa
Szło im dobrze.
A przynajmniej lepiej niż się spodziewała po tym, jak to Madox wylosował bycie głosem całej operacji. I to nie tak, że od razu spadała ich na porażkę, ale oboje doskonale wiedzieli, że podział obowiązków w ich przypadku powinien być zupełnie inny. Było jednak jak było, a oni szybko odnaleźli się w tej nowej scenerii. Oczywiście nie obyło się bez przygód i ran wojennych w postaci prawie chyba już złamanego małego paluszka.
Zabawki erotyczne zrobiła w miarę szybko, chociaż kiedy Madox kazał jej przestać macać gumowego penisa, jeszcze żeby go bardziej wkurwić przesunęła po nim kilka razy dłonią. Nawet bez patrzenia potrafiła go zaczepiać i być złośliwa. Chyba mieli to już we krwi. Następna w kolejce była sztuczna pochwa i z niej już wyciągnęła kluczyk. Całe szczęście, że chociaż tam nie było żadnej mazi, bo… no mogło być dwuznacznie.
Zacisnęła palce na kluczyku i podniosła się z podłogi, wysłuchując dalszych instrukcji od swojego męża. Ruszyła do przodu, próbując kodować te wszystkie informacje od drabince bez jednego szczebelka. Niby rozumiała, co do niej mówił, a jednak nie powiedział jej dokładnie w którym miejscu była drabinka i znowu… wykurwiła palcem.
Nie no, popierdoli mnie — aż podskoczyła kilka razy z bólu, i do tego rzuciła z dwa przekleństwa po hiszpańsku. Bardzo brzydkie słowa, więc nawet dobrze, że usłyszał je tylko Madox. A przynajmniej tak jej się wydawało. Wyczuła w końcu pod palcami drabinkę i zaczęła się pod niej wspinać. Oczy miała niesprawne, wiec nawet nie zauważyła, że jej sukienka była już tak podwinięta, że było jej widać nie tylko całe, długie uda, ale też tyłek, ozdobiony piękną, czerwoną koronką. — Jeszcze? — spytała Noriegę, obracając się na drabinie w ledwo i prawo, jeszcze bardziej kręcąc tyłkiem, bo przecież nie wiedziała, w którym miejscu w końcu stał. Ktoś z tłumu zagwizdał, a kiedy wreszcie znalazła się na podniesieniu, przeszła na na kolanach (z wciąż wypiętym tyłkiem) do pudełka.
W międzyczasie laska z typem również pokonali przeszkodę, nawet szybciej niż oni. Blondynka już wsadziła rękę do szklanego akwarium, ale zaraz zaczęła się drzeć.
Co!? — Pilar od razu odskoczyła, nawet kurwa nie wsadzając ręki. — Co tam się dzieje? — nie miała pojęcia, czy to przez zadanie, czy może jednak komuś stała się krzywda. Już chciała zdejmować opaskę, tylko wtedy dziewczyna wydarła się, że szklane pudło było całe wypełnione robakami. Wydzierała się do swojego faceta, że tego nie zrobi, on jej, że on nie miał rąk i musiała, a ona, żeby to sobie sam zębami wyciągał. Pilar pokręciła tylko głową, bo kurwa… robaki, serio?
No i zajebiście — uśmiechnęła się szeroko i od razu zanurkowała rękami do pudła. Nie sądziła, że jeszcze przyjdzie w jej życiu dzień, w którym jej miłość do robaków przeistoczy się w coś tak przydatnego. W środku faktycznie było ich dużo. Długie, obślizgłe glizdy, które normalnie chowają się pod ziemią. Było ich za dużo, żeby się swodobnie poruszać po wnętrzu, więc po prostu zaczęła je wysypywać. Ludzie znowu się poruszyli, wykonując jakieś dziwne dźwięki, a ona wciąż grzebała, ani torche niewzruszona. Geje chyba też odpuścili po tym jak się okazało, co jest ostatnią przeszkodą. A ona kopała i kopała. Dwa chodziły jej po ręce i udzie, ale kto by się tym przejmował? Na pewno nie ona i po chwili… — MAM KLUCZ!!! — krzyknęła w końcu, wyciągając w górę dłoń z błyskotką w środku. bYł na tyle malutki, że spokojnie mógł pasować do kajdanek.
Chodź tu! — warknęła do Noriegi. — Gdzie jesteś? Tu? — wyciągnęła ręce do przodu i próbowała go znaleźć po omacku, w tym samym czasie nie spierdalając się z podestu. I znalała. Chociaż zamiast na jego ramiona, natrafiła na… kroczę. — O, to mój mąż — zaśmiała się, jakby kurwa wyczuła go po kształcie odbitym na spodniach. Odwróciła go jednym ruchem i już na spokojnie wymacała jego ręce, a potem zapięcie. Tyle razy już używała kajdanek, że akurat odpięcie ich, nawet po omacku było zajebiście proste. Tłum skandował, a kiedy Madox został uwolniony, już kompletnie oszalał. Ludzie zaczęli bić brawo, a prowadzący aż podskoczył w miejscu, mówiąc, że mało kto przechodził przez etap z robalami.
Mogę już to zdjąć? — spytała nerwowo, ale Madox już szarpał za kawałek szmaty, którą miała na oczach. W pierwszej chwili nic nie widziała, bo oczy musiały przyzwyczaić się do światła, ale już po chwili mogła podziwiać piękną, uśmiechniętą twarz swojego mężczyzny i nawet nie czekając na cokolwiek, po prostu rzuciła mu się na szyję, żeby ściągnął ją z podestu, po tym wpiła się zachłannie w jego usta. — Zgrana z nas drużyna — mruknęła gdzieś pomiędzy pocałunkami, ale zaraz odchyliła głowę. — Ale kurwa dajesz limonką — zaśmiała się, a zaraz na scenę wleciała Teresa z Rabim, gratulując im wygranej. Wygranej, którą jak się po chwili okazało, był nie tylko BON do baru, nawet poziomu niżej, o którym rano wspominał im Ravi, ale też… prywatny lot balonem!

:podnieta: :podnieta: :podnieta:
kasik (dc: kasik_srasik)
nudy. a tak poza tym, to używania AI, czytania mojej postaci w myślach i braku inicjatywy.
ODPOWIEDZ

Wróć do „⋆ Po Świecie”