Oh my god, it never ends
Now we're stressed and depressed
And we're going 'round again
In an emotional blender
Granica wszystkich jego czynów była naprawdę cienka — nie był jej chłopakiem, ale zachowywał się tak, choć w jego przekonaniu po prostu dawał jej wszystko, co mogło tylko zacieśniać ich relacje. Co sprawiłoby, że każdą ich fizyczną bliskość odczuwałaby mocniej i bardziej wyjątkowo. I udało mu się to osiągnąć, jednak ze skutkiem ubocznym, którego nie był jeszcze świadom. Przypadkiem spowodował to, czego się tak obawiał, a przecież… obiecała mu. Obiecała się nie zakochać, nie rujnować ich układu. Aiden dalej obawiał się, że historia zatoczy koło, choć sytuacja wyglądała inaczej; bo na myśl o tym, że mógłby nagle ją stracić, boleśnie ściskało go serce. Nie potrafił być wobec niej obojętny. Minął miesiąc od kiedy się poznali, a on miał wrażenie, jakby spędzili ze sobą przynajmniej pół roku. Nadal nie wiedział o niej wszystkiego, jednak była mu tak bliska, że codzienność bez jej śmiechu, bystrego spojrzenia oraz ciętego żartu, zdawała się być katorgą. Nawet nie zdawał sobie sprawy z tego, jak często o niej myślał, jak spoglądał na telefon, oczekując jakiegokolwiek znaku życia z jej strony i jak bardzo lubił wracać do niej po całym dniu, żeby odetchnął głęboko, wypuszczając całe napięcie spowodowane pracą i przytulić ją do siebie, jakby jej bliskość wymazywała wszystko, co złe.
Nie tylko Vita miała
problem. On też go zdecydowanie miał, ale był tak zawzięty i szedł w zaparte, że się w niej nie zakocha, że nawet nie podejrzewał, że wykonał ten jeden, kluczowy krok, przez który teraz wszystko miało się skomplikować. Może po prostu nie pamiętał tego uczucia, stąd nie umiał go nazwać? Jego poprzednie relacje były
sympatią do drugiej osoby, a nie tym przejmującym uczuciem pustki, kiedy Holloway nie było obok. Kiedy leżał w swoim łóżku i zastanawiał się, czy nie powinien zerwać się w środku nocy i stanąć w progu jej drzwi z miną smutnego szczeniaka, bo spędzenie samemu nocy było
ciężkie, nawet jeśli ich ilość był w stanie policzyć na palcach jednej ręki.
Odzwyczaił się od bycia z kobietą podczas tego wyjątkowego czasu w miesiącu, bo jednak opiekowanie się siostrą to była zupełnie inna liga. Nie skomentował jej słów, bo uświadomił sobie, że stąpa po cienkim lodzie, a nie chciał wracać do domu albo spać na kanapie. Chyba że z nią.
— Wyzerowały się, okej? — mruknął, przyciągając ją do siebie. Grabił sobie, więc teraz musiał ją udobruchać. Musiał darować sobie te wszystkie zbyteczne tekściki. I nie spinał się; a przynajmniej tak sobie wmawiał, kiedy na jej słowa wywracał oczami, choć gdzieś trzymało go napięcie, bo bycie jej chłopakiem nawet do końca dnia… to nie chodzi o to, że to brzmiało źle. To po prostu było cholernie niebezpieczne, a jeśli chciał zachować ich relację na neutralnym gruncie, to nie chciał kusić losu.
— W takim razie, włoże ogromne starania w to, żeby być dzisiaj grzeczny. Mam nadzieję, że nie pożałujesz i nie stwierdzisz po chwili, że takiego już mnie nie lubisz — zażartował, bo jednak uszczypliwości i droczenie się z każdym to była główna część jego charakteru. Lubił się zaczepiać, nawet jeśli zaraz obrywał za to po głowie, bo lubił czuć różne emocje i adrenalinę, zwłaszcza jeśli ktoś tak jak Vita, nie pozostawał mu dłużny. Wątpił, że wkręci się w reality show, dlatego wzruszył lekko ramionami. Przyjechał tu dla niej, nawet jeśli łączyło się to z oglądaniem jakiś bzdur.
— Nie no, brzmi to ładnie, zakochać się w kimś ze względu na charakter, ale właśnie. Zakochać się, a nie klękać przed nią po tygodniu i odbierać wyjątkowość czemuś, co nie jest wbrew pozorom tak proste — rzucił, niby od niechcenia, ale gdzieś czuł gule w gardle, gdy uderzyła go fala wspomnień z okresu, kiedy młody i głupi znalazł miłość swojego życia, zdobywając tym dodatkową dezaprobatę ojca i może wywierając dodatkową presję na dziewczynie, która i tak ukrywała przed nim skalę swoich problemów.
— Tak sądzisz? — zapytał, kiedy stwierdziła, że z pewnością nie zwróciłby na nią uwagi, gdyby nie jej wygląd.
— No nie wiem, lubię wariatki, a jeszcze żadna nie oblała mnie nigdy strumieniem lemoniady. Wyróżniasz się na tle innych — parsknął, przenosząc na nią spojrzenie. Była piękna i tego nie można było jej odebrać, ale też nie patrzył na nią jedynie pod kątem fizyczności. Ludzie go nudzili, jeśli nie umieli prowadzić rozmowy, a Vita nie dość, że była dobrą rozmówczynią to jeszcze miała ciekawy charakter. Trudny, był o tym przekonany, ale być może to właśnie sprawiało, że czuł tak ogromne przyciąganie ku niej. Nie spodziewał się takiego pytania, które przez chwilę go zamurowało. Co miał jej odpowiedzieć? Że kochał w życiu raz, ale na zabój? Że jego jedyna partnerka, z którą planował wziąć ślub, popełniła samobójstwo, zrzucając na niego ogromną traumę, z którą ciężko było mu się uporać nawet po ośmiu latach? Że ta kobieta była powodem, dla którego miał tak sceptyczne podejście do miłości, jednocześnie utrzymując, że nie należy mu się już bycie kochanym, skoro raz nie potrafił zająć się ukochaną?
— Nie myślałem — odpowiedział krótko, patrząc w jej oczy. Niby zwykłe spojrzenie, a jednak cień bólu przemykał przez nie przez kilka sekund.
— Dobrze wiesz, jakie mam podejście do związków i to nie chodzi o ciebie, nie podjąłem tej decyzji w ostatnim czasie, po prostu nie bawię się w zobowiązania od dłuższego czasu — wyjaśnił. Nie chciał, żeby poczuła się zraniona tym, że to ona namieszała w jego życiu i po pojawieniu się na jego drodze, postanowił się z nikim nie wiązać. To była deklaracja, którą złożył już dawno temu, a ona nie mogła nic na to poradzić.
— A ty? Teraz nam dobrze, fajnie się bawimy, ale czego oczekujesz od życia? — od miłości. Od drugiego człowieka. Musiał wiedzieć, żeby mieć z tyłu głowy, że w pewnym momencie pewnie będzie musiał się wycofać z jej życia, dając jej przestrzeń do realizowania swoich życiowych celów.
W końcu nawet nie podejrzewał, że miała swój mały
dirty secret.
Pokiwał głową z rozbawieniem na jej komentarz. Cóż, mógł się spodziewać, że nie był ideałem, w końcu nigdy nim nie był, nawet jeśli lubił sobie o tym żartować.
— Przyzwyczajam się do tego, że to ciało pociąga i podnieca mnie jeszcze bardziej z każdym kolejnym widokiem, nawet po raz milion pierwszy — rzucił, schylając się do jej zagłębienia szyi, gdzie złożył lekkie muśnięcie, przejeżdżając ustami na jej prawy obojczyk i zaraz krótką ścieżką pocałunków, docierając na jej ramię. A potem ściągnął swoją bluzę i uśmiechnął się zawadiacko, widząc jej minę.
— To nie znęcanie się, to środek przeciwbólowy. Możesz się na mnie bardziej skupić, zapominając o bólu — zasugerował dobrodusznie, choć był w tym większy sens. Westchnął cicho, czując dotyk jej dłoni na swoim torsie. Palce, które przesuwały się po jego tatuażach oraz wzrok, który błądził od jednego do drugiego rysunku. Patrzył na nią uważnie, obserwując każde marszczenie brwi, jak i cichy zachwyt nad wzorami zdobiącymi jego ciało. Zdziwił się na jej słowa, ale poczuł pewne ciepło w sercu, gdy pomyślał o tym, że mógłby mieć na sobie coś, co zostało zaprojektowane tylko i wyłącznie dla niego; z myślą o tym, co mu pasowało i co dotychczas już miał wytatuowanego.
— Masz jakiś pomysł, co mogłabyś narysować? — zapytał, będąc zainteresowany tym, czy miała jakąś koncepcję.
Nawet jak cię wkurzam? — Wtedy przede wszystkim — zaśmiał się, w zasadzie nie kłamiąc. Jej dotyk był jak plaster na wszelkie zawahania, gdy zastanawiał się, czy powinni to robić. Tym bardziej, że przez chwilę poczuł się źle, czując jak serce zabiło mu nieco szybciej, przez krótkie
ja też. Czy pod tym wszystkim kryła się tylko i wyłącznie potrzeba bliskości? Czy nie zatapiali się w czymś głębszym, czymś bardziej skomplikowanym i czymś, przez co obydwoje wyjdą ze złamanymi sercami? Zmiana tematu na pizzę była dobrym rozwiązaniem, aby zagłuszyć myśli, które zaczynały dobitnie huczeć mu w głowie. A i tak nie umiał do końca skupić się na pierdołach, kiedy cały czas sunęła dłońmi po jego ciele, nie odrywając się od niego — też on nie chciał, aby odchodziła chociażby na krok.
— Tym razem nie, całe szczęście ananas może mi jedynie podpowiadać, że jesteś całkiem dobrą dziewczyną — mruknął, wzdychając cicho, kiedy zaczęła przenosić na jego szyję wilgotne pocałunki i ah, jak on jej pragnął. Pragnął w każdym momencie, w każdym calu i co najgorsze, nie tylko ze względu na tę magnetyzującą fizyczność, która głównie ich połączyła.
— Wiesz, że tyle razy o tym słyszałem, ale nigdy nie próbowałem frytek z lodami? — rzucił, bo zawsze o tym zapominał albo nie brał obydwóch rzeczy na raz.
— Więc nie ocenię cię pod tym kątem, musisz mi najpierw to zaprezentować — odpowiedział prosto w jej usta, kiedy nachylił się nad nią, żeby ją pocałować. Powoli kosztować jej ust, czule, nieco zaczepnie i czerpiąc z tego niesamowitą przyjemność. Kiedy jego dłonie, prowadzone przez ręce Vity, przesunęły się po jej talii, zatrzymując na jej piersiach, poczuł, jak gorąco przechodzi przez całe jego ciało.
— Nie nakręcaj mnie niepotrzebnie— rzucił między pocałunkami, lekko ściskając jej piersi, żeby zaraz delikatnie je przemasować, uważając na to, że jego ulubiona intensywność może nie być mile widziana podczas okresu, gdy jej ciało było bardziej wrażliwe.
Oderwał się od jej ust, gdy spomiędzy jednego pocałunku usłyszał swoje imię. Spojrzał w bezkresny ocean jej oczu, unosząc lekko brwi w niemym geście czekając na to, co chce mu powiedzieć. Zestresował się możliwymi słowami, choć szybko zrozumiał, że niepotrzebnie. Nie padło nic, czego się obawiał. Może faktycznie jej nie doceniał? Oskarżał ją o możliwe zakochanie w momencie, kiedy ona po prostu cieszyła się z chwili.
— Ja też, iskiereczko — odpowiedział, mamrotając w jej włosy, kiedy się do niego przytuliła, chowając twarz w zagłębieniu jego szyi i nawet nie podejrzewał, że była bliska do płaczu.
— Jestem strażnikiem tego, jak się czujesz — rzucił z niewielkim rozbawieniem, sunąc dłonią wzdłuż jej kręgosłupa w górę i w dół, delikatnie miziając ją opuszkami swoich palcy.
— Zawsze możesz na mnie liczyć. Nawet jak mnie wkurzasz. — Nawiązał do jej wcześniejszego pytania. Bądź co bądź, byli przyjaciółmi, prawda? Mogła na niego liczyć, chcieć od niego różne sprawy, bo już straciła miano randomowej laski poznanej w barze. Była kimś więcej i tylko zdrowy rozsądek trzymał go przy tym, aby po prostu nazywać ją swoją przyjaciółką.
It's supernatural got me howling at the moon
I'd die for you, I'd die for you, I'd die for you
is that what you call friendship?