ODPOWIEDZ
27 y/o
PSUJ TROFEOWY
183 cm
trener boksu w Kingsway Boxing Club
Awatar użytkownika
i don't get lucky, i make my own luck
nieobecnośćtak
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 os.
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Spoiler
Obrazek
11 lipca 2026

Happiness is a butterfly
Try to catch it, like, every night


Alex przeczytał list raz. Potem drugi. A potem złożył go ostrożnie na cztery części, schował go do wewnętrznej kieszeni skórzanej kurtki, odpalił motocykl i ruszył przed siebie. Nawet nie myślał, gdzie jechał - dopiero gdy zjechał z głównej trasy na dobrze mu znaną, szutrową dróżkę, dotarło do niego, dokąd poprowadził go instynkt. Przeklął pod nosem, gdy zatrzymał pojazd tuż obok domku letniskowego Wintersów. Zszedł z motocykla, zdjął kask i rozejrzał się dookoła.

Wszystko zdawało się być na swoim miejscu, a jednocześnie… wszystko wydawało się obce i puste. Spojrzał na ganek - to tam, na wiklinowych fotelach, rodzice August przesiadywali całymi wieczorami, czytając książki i pilnując, żeby Alex i August nie utopili się w jeziorze. Przeniósł wzrok na brzeg. Nad wodą wciąż kołysała się ta sama łódka, z której próbowali łowić ryby (choć częściej kończyło się na wrzucaniu robaków za kołnierz). Tuż obok rosło potężne, stare drzewo. Do jednej z grubych gałęzi była przywiązana lina - ile razy skakali z niej do wody? Alex pamiętał każdy pisk Dust, gdy puszczała sznur w ostatnim momencie i z impetem wpadała do wody. Fuck.

Zszedł powoli na pomost. Deski skrzypiały pod jego butami tak samo jak dziesięć lat temu, gdy siadali tu z goframi z bitą śmietaną i jedli je na kolację, bo ileż kiełbasek z grilla można zjeść podczas tygodniowego wyjazdu.

If he's a serial killer, then what's the worst
That can happen to a girl who's already hurt?


Słońce już zachodziło, malując niebo na piękne kolory, a Alex usiadł na samym brzegu pomostu. Wyciągnął list z kieszeni i spojrzał na niego jeszcze raz. August miała urodziny cztery dni temu. On dostał ten list jakieś dwa tygodnie przed swoimi własnymi urodzinami - ktoś na poczcie musiał ostro pomieszać terminy i dostarczył go za wcześnie. Nie liczył na to, że ona tu będzie… ale jakoś tak… chyba miał na to nadzieję. No i chyba właśnie dlatego w wewnętrznej kieszeni kurtki oprócz listu znajdował się również jej prezent urodzinowy.

Westchnął i utkwił wzrok w tafli jeziora. Dopiero teraz, gdy przestał dostawać od niej durne memy w ciągu dnia i gdy przestał wpadać do kawiarni tylko po to, żeby przynieść jej jebany worek mąki do wypieków i ukraść jednego croissanta, dotarło do niego, jak wiele dla niego znaczyła. Wypełniała jego codzienność i pustka po niej była bardziej bolesna niż był skłonny przyznać. Tęsknił za nią. Cholernie. Tak cholernie, że aż skręcało go w żołądku. Jednak… nie mógł się odezwać, dla jej własnego dobra. Była w nim zakochana, a on był jebanym debilem, który nie tylko nie zauważył tego przez te wszystkie lata, ale też nie potrafił dać jej tego, czego potrzebowała.

Przejechał dłonią po twarzy i spojrzał w gasnący horyzont. August zasługiwała na kogoś lepszego - na kogoś, kto nie miał problemów z prawem i samooceną, na przykład. Jeszcze raz spojrzał na list. Po raz pierwszy w życiu nie wiedział, co powinien zrobić, kurwa.

Every day is a lullaby
Try to catch it like lightning


𝒹𝓊𝓈𝓉 🌾
27 y/o
Welkom in Canada
166 cm
właścicielka kwiaciarnio-kawiarni "Seasons"
Awatar użytkownika
been there, done that, messed around.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

i' ve been having a hard time adjusting
i had the shiniest wheels, now they're rusting

Tamtego majowego dnia straciła cząstkę siebie.
Zawsze była Dustie i Ducky. Teraz, bez niego? Była tylko August. Próbowała odnaleźć siebie, naprawdę. Próbowała o nim zapomnieć, spotykać się z innymi mężczyznami, wychodzić na miasto, oddawać się wirowi imprez, ale gdzieś z tyłu głowy ciągle był on. Starała się słuchać podcastów, czytać jakieś pierdolone rady o tym, jak najłatwiej się odkochać. W większości z nich mówili właśnie, żeby odnaleźć własną drogę albo zakochać się w kimś innym. Ale mały szkopuł tkwił w tym, że ona do cholery uwielbiała siebie taką, jaką stała się dzięki niemu, a każdy nowy potencjalny mężczyzna… no, nie umywał się do Alexa nawet w najmniejszym stopniu.

Nikt nie brał jej żartów w taki sam sposób jak Alex. Nie mogła przecież wyśmiać u kogoś jakiegoś detalu twarzy, który uważała za uroczy, jednocześnie wiedząc, że mogła się z niego ponabijać tak, jak robiła to z czołem Alexa, udając, że uważa je za lusterko. No co? Nie mogła ucałować dwóch palców, by później złożyć przyjacielski pocałunek na jakiejkolwiek części czyjegoś ciała, bo to… to należało tylko do nich. Nie chodziła w miejsca, które należały do nich, a te nowe? Te chciała odkrywać tylko z nim.

At least she was trying...

Tamten list był pożegnaniem. Wiedziała, że był szczęśliwy z kimś innym, a posiadanie jej w swoim życiu było tylko przeszkodą. Czymś, co zagradzało mu drogę do tej pełni, na którą zasługiwał.

Tego popołudnia zdecydowała się wybrać do domku letniskowego rodziców. To była ich miejscówka, jednak po ostatnim pożegnaniu wiedziała, że nic nie groziło jej w związku ze spotkaniem go. Nie odezwał się do niej. Ona do niego też nie.
Byli sobie obcy, co nie?
Gdy dojechała tam taksówką, bo przebiła sobie oponę, a za cholerę nie wiedziała, jak ją wymienić, bo była niezdarą i gapą, i hellooo, nie chciała zawracać tyłka żadnemu kumplowi - weszła do chatki i rzuciła torbę gdzieś na kanapę. Podeszła do lodówki, wiedząc, że zawsze były tam zgrzewki piwka Modelo, które popijała z Alexem, gdy randomowo tu wpadali. Rozejrzała się po chatce, po zdjęciach wiszących na drewnianych ścianach. Wypad na ryby, gdzie Alex mało co nie utonął, starając się wypuścić suma, który tak po prostu, ni z dupy, ni z pietruchy, zdecydował się jeszcze na przynęcie pociągnąć ich w dół. Pieczenie pianek i staranie się zmieścić w buzi jak największą ich ilość. Weekend po balu, kiedy mieli swój pierwszy raz. Tańczyli wtedy przy ognisku, a jej brat udawał, że całuje się z powietrzem, bo zawsze lubił się z nich nabijać, że byli zakochaną parą. Byli... To znaczy ona była. Od prawie zawsze była w nim z a k o c h a n a.

I just wanted you to know
That this is me trying

Przetarła oczy wierzchem dłoni i podważyła kapsel piwa o kant stołu. Zgarnęła zgrzewkę w rękę i wyszła na zewnątrz, kierując się na pomost, żeby usiąść tam, gdzie zawsze siedzieli. W kieszonce spodenek trzymała prezent dla niego. Ten sam, który zamierzała wyrzucić do jeziora, gdy słońce zajdzie w pełni. Pociągnęła łyk i ruszyła dalej, ale po chwili zamarła.

Alex?

Poczuła ścisk w żołądku. Nie wiedziała, czemu tam był. Nie wiedziała, czy to jakiś pieprzony żart od wszechświata, jakiś hex rzucony na nią przez wkurzonego klienta, kara, przypadek czy może bardzo dramatyczny finał rozdziału, którego jeszcze nie zdążyła dobrze zamknąć w swoim sercu. Wewnętrznie cała się spięła, ale jej nogi same prowadziły ją w jego kierunku. Weszła na pomost, a dźwięk desek odbijał się cicho od jej butów. Zbliżając się do niego, usiadła jakiś metr obok, kładąc zgrzewkę pomiędzy nimi. Nawet na niego nie spojrzała. Po prostu przysunęła w jego kierunku zgrzewkę, drugą ręką biorąc łyk swojego piwa, po czym utkwiła wzrok w tafli wody i wydusiła z siebie, - Zgubiłeś się, Hall?

ducky ‹/𝟹
27 y/o
PSUJ TROFEOWY
183 cm
trener boksu w Kingsway Boxing Club
Awatar użytkownika
i don't get lucky, i make my own luck
nieobecnośćtak
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 os.
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Remember all the things we wanted
Now all the memories they're haunted


Tęsknię za swoim przyjacielem.

Alex obracał w palcach złożoną na cztery części kartkę, a ostatnie słowa listu odbijały się echem w jego głowie. Zabawne, że potrafił wyobrazić sobie Winters piszącą te słowa, gdy jej łzy skapywały na papier i koszulkę. Zabawne, że potrafił zwizualizować moment, gdy zakleiła kopertę, upiła łyk alkoholu i ruszyła chwiejnym krokiem na pocztę. Po drodze na pewno wstąpiła na stację benzynową po żelki, mimo że obok był zwykły market, w którym te same żelki były prawie połowę tańsze, ale nie chciało jej się przechodzić przez ulicę… Analizował słowa jej listu linijka po linijce. Wyprawy po slushie o trzeciej w nocy. Skradzione batoniki. Brooklyn Nine-Nine. Zamknął na moment oczy, a wspomnienia wróciły. Pamiętał każdy moment, każdy uśmiech - cholera, tęsknił za uczuciem, które czuł w środku za każdym razem, gdy się śmiała, zupełnie jakby jego duszę oświetlały przyjemne promienie słońca. What’s wrong with you, Hall? Aż tak tęsknisz za Winters, że się rozklejasz?
We were always meant to say goodbye
Even with our face held high

Kiedy myślę o tym, co masz ze swoją dziewczyną, naprawdę nie chcę być osobą, która cokolwiek wam psuje. Jak miał jej powiedzieć, że to nigdy nie chodziło ani o Maddie, ani o pozostałe dziewczyny, z którymi randkował? To nigdy nie był wybór między jego aktualną partnerką a Dust. Tyle razy powtarzał jej, że nic z tego nie będzie, bo nie chciał jej ranić i uważał, że zasługiwała na kogoś lepszego. Nie chciał, żeby pakowała się w związek z kimś takim jak on. Chciał być po prostu… rozsądny? Tylko że ostatnie tygodnie pokazały mu, jak bardzo się mylił. Tęsknił za nią tak bardzo, że skręcało go w żołądku. Bez jej durnych wiadomości, śmiechu i głupich pomysłów wszystko wydawało się… bezbarwne. Przyjechał tutaj, bo podświadomie chciał ją zobaczyć. Chciał dla niej dobrze, ale jednocześnie był zbyt dużym egoistą, żeby z niej zrezygnować.

Nagle usłyszał za sobą kroki. Nawet nie drgnął, choć na ułamek sekundy serce przestało mu bić, aby chwilę później przyspieszyć. Nie musiał się odwracać, dalej uparcie wbijał spojrzenie w zachodzące słońce, a chłodny powiew wiatru musnął jego twarz. Ten specyficzny krok należał tylko do jednej osoby na tym świecie.

Dust.

Usiadła metr od niego, a zgrzewka Modelo wylądowała pomiędzy nimi. Schował list do kieszeni, po czym chwycił jedną z butelek i podważył kapsel. Chwilę później upił solidny łyk, czując znajomy, cierpki smak. Jakie było prawdopodobieństwo, że się tutaj spotkają? Zgubiłeś się, Hall? Na to pytanie uniósł tylko nieznacznie kącik ust, mimo że w jego oczach nie było rozbawienia. Dalej wpatrywał się w spokojną taflę wody, w której odbijało się zachodzące słońce, i szukał w głowie odpowiednich słów. Cóż, prawda była taka, że nie powinien tu przyjeżdżać - to była własność jej rodziców. Równie dobrze mogli przecież mieć urlop i właśnie siadać do kolacji, a on… zepsułby im wieczór swoją obecnością. Kurwa, był egoistą, że o tym wcześniej nie pomyślał, ale przecież on zawsze najpierw robił, a potem myślał. Baka.

I want you to know
It doesn't matter
Where we take this road
But someone's gotta go


Nie odpowiedział na jej słowa. Między nimi zapadła gęsta cisza, przerywana tylko przez szum wody, cykanie świerszczy i szelest poruszanych na wietrze liści. Westchnął. I chyba przede wszystkim chciałam cię przeprosić. Nie za to, co czuję, bo nie umiem już udawać, że te uczucia nie istnieją, ale za to, że powiedziałam o nich w momencie, w którym mogłam tylko wszystko skomplikować. W końcu zdobył się na odwagę i odwrócił głowę w stronę August. Spojrzał na jej profil i przyjrzał się jej rysom, które znał lepiej niż swoje własne. Żałował tamtej decyzji, ale nie chciał jej ranić bardziej swoją obecnością, tak było po prostu lepiej. I jeszcze ten list… Ten list jeszcze bardziej utwierdził go w przekonaniu, że dobrze zrobił. Zaczął się zastanawiać, czy przyjechanie tutaj nie było błędem? W końcu… podświadomie chyba chciał ją spotkać, ale dla jej dobra nie powinien doprowadzać do takich sytuacji. A jednak część jego duszy chciała tu zostać. Najlepiej na zawsze. - Dostałem twój list, Winters - odezwał się w końcu, obracając w dłoniach butelkę.
You couldn't have loved me better
But I want you to move on
So I'm already gone
I'm already gone
𝒹𝓊𝓈𝓉 💔
27 y/o
Welkom in Canada
166 cm
właścicielka kwiaciarnio-kawiarni "Seasons"
Awatar użytkownika
been there, done that, messed around.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

Spoiler
𝐼 𝓉𝒽𝒾𝓃𝓀 𝐼 𝓌𝒾𝓁𝓁 𝒶𝓁𝓌𝒶𝓎𝓈 𝓁𝑜𝓋𝑒 𝓎𝑜𝓊..


And it took you five whole minutes
To pack us up and leave me with it...


Kochanie go było cholernie effortless.

Serio. Nie pamiętała nawet, jakie to było uczucie, kiedy go nie kochała. Dekada uczuć, niespełnionych fantazji, kibicowania mu podczas jego romantycznych podbojów. Ilości bukietów kwiatów, które pomagała mu skomponować dla dziewczyn, które mu się podobały, z nadzieją, że może kiedyś zerwie chociażby jakiś badyl z drzewa albo ukradnie jedną z piękniejszych róż z ogrodu sąsiadki, której oboje nienawidzili, i wręczy jej w geście świadczącym o tym, że lubił ją w ten inny sposób. Z boku wiedziała, że odsunął się od niej dla jej własnego dobra, ale cholera, czemu za nią decydował, co powinno być dla niej dobre, a co nie? Przecież radziła sobie z tymi uczuciami przez tyle lat! Dlaczego jedno omsknięcie, jedno słowo za dużo, jedno wylanie uczuć w jego kierunku, zniszczyło wszystko, co budowali przez ostatnie piętnaście lat?

August znała go przez większość swojego życia. Widziała go dosłownie w każdej odsłonie. W tej najgorszej i najlepszej. Była tam dla niego, gdy był chory i nie mógł podnieść się z łóżka. Wychodziła z Monsterem na spacery, byleby tylko się wykurował, przynosiła mu ciepłe jedzenie, zmieniała pościel, przy okazji żartując, że wyglądał jak pół dupy zza krzaka albo jedno z tych memicznych medieval cats, robiąc mu fotki, którymi później mogła go terroryzować. Robiła im fatty breakfests, gdy leczyli kaca po jednej ze swoich zbyt mocno zakrapianych eskapad. Była jego partnerką od uciekania, gdy znaleźli się w miejscu, w którym nie powinni, bo jedno z nich było zbyt ciekawe tego, co mogłoby się tam znajdować. Jej dom był dla niego otwarty przez cały rok, a zwłaszcza wakacjami. Jej rodzice nie chcieli, żeby siedział sam w domu dziecka.
Wszystko pogmatwało się z jej diagnozą.
Mimo tego, że jej mama lub tata starali się go odwiedzać albo zapewniali, że może przychodzić do domu pod ich nieobecność, to jednak skupiali się na niej. A August? Nie chciała, żeby Ducky w jakikolwiek sposób widział ją jako something less. Miała go wspierać. Podbudowywać na duchu. Sprawiać, że nie przestawał się uśmiechać. Bo jego uśmiech? It did things to her. Działał na nią jak jej prywatny narkotyk. Jego przytulenia, pomimo zupełnie platonicznego wydźwięku, rozgrzewały jej serce. Jego głos działał na nią kojąco. Dlatego była gotowa zaryzykować wszystko, nawet własne szczęście. Chociaż… tu nawet nie chodziło o to. Bo to on był jej...

s z c z ę ś c i e m

Wiedziała, że musi pozwolić mu odejść, dlatego ten list był ostatnim krokiem dla niej samej, by w końcu tego dokonać. By zmusić się do wykonania tego ostatniego kroku ku przepaści i wyrzucić z serca chłopaka, który przez tyle lat był jej w s z y s t k i m.

I think I've seen this film before
And I didn't like the ending

Ducky.

Wykonała ten krok ku przepaści. Spadała w dół, czekając na swój koniec, a teraz… teraz, widząc go tutaj, siedząc obok niego, chwyciła się skały. Czegokolwiek, czego mogła się przytrzymać, spadając w dół, raniąc ramiona i łokcie do krwi, byleby tylko spowolnić upadek ku końcowi. Jeszcze nigdy nie było pomiędzy nimi tak cicho. Dlatego zadała mu to pytanie. W sumie nie wiedziała dlaczego. Może po prostu chciała choć ostatni raz go usłyszeć? Tak jakby wiadomości głosowe, które sobie zostawiali prawie codziennie, dając sobie życiowe update’y, nie były odsłuchiwane przez nią kilkanaście razy dziennie. Może zerknęła na niego kątem oka, bo chciała zobaczyć go po raz ostatni? Tak jakby nie przeglądała ich zdjęć co noc przed snem.
Kurwa. Tęskniła za nim.
Alex, tak cholernie tęskniłam...

Po jakimś czasie ciszy znowu uniosła butelkę piwa, czekając na jego odpowiedź i zastanawiając się, co jej powie. Przymknęła oczy na moment, czując, jak ciepło zachodzących promieni słonecznych przyjemnie muska jej buzię. Upiła łyk i wtedy w końcu się odezwał. Ale to, co usłyszała, sprawiło, że zakrztusiła się alkoholem spływającym po jej gardle. Odsunęła butelkę na bok, kaszląc przez chwilę. Kurwa, Pani Wang! Krzyknęła w myślach zrozpaczona do samej siebie, a po chwili obróciła twarz, żeby na niego spojrzeć. Ich spojrzenia zderzyły się ze sobą. Przełknęła ślinę, czując się dziwnie zestresowana w środku. Jakby patrzyła na kogoś obcego, a nie na swojego przyjaciela. Na kogoś, kogo znała na pamięć, a jednocześnie nagle nie potrafiła odczytać ani jednego ruchu jego twarzy. - Miałeś go dostać trochę później - odparła, odwracając wzrok na moment. Chwyciła mocniej butelkę i upiła małego łyka. Nie chciała, żeby poznał po niej, że nadal tak na nią działał... że nadal go kochała. Więc beznamiętnie dodała, - I co? Doczytałeś się? Byłam chyba pijana, jak to pisałam. - wzruszyła ramionami, jakby w tym liście nie było żadnej ukrytej wiadomości. Jakby nie wylała w niego całego serca, po czym próbowała udawać, że to tylko kilka głupich zdań napisanych pod wpływem alkoholu... jakby wpatrując się w niego, nie czuła rozprowadzającego się po sercu ciepła, które wręcz krzyczało, że chyba faktycznie zawsze będzie tylko jego.

You're not my homeland anymore
So, what am I defending now?


ducky ‹/𝟹
27 y/o
PSUJ TROFEOWY
183 cm
trener boksu w Kingsway Boxing Club
Awatar użytkownika
i don't get lucky, i make my own luck
nieobecnośćtak
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 os.
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Should've stayed. Were there signs I ignored?
Can I help you not to hurt anymore?


Nie pamiętał już, jakie to było uczucie, gdy nie było jej obok. Miał wrażenie, że znał ją od zawsze. Wspólne ucieczki z lekcji, noce spędzone na tym samym pomoście, na którym teraz siedzieli, całe popołudnia przeleżane w jej pokoju, gdy słuchali muzyki i jedli żelki. Wspólne oglądanie filmów w kinie i dzielenie się jednym popcornem, łażenie po dziwnych miejscówkach i karmienie kaczek w parku. I nawet kiedy wyjechała do Stanów na leczenie i kompletnie się od niego odsunęła, wybaczył jej bez mrugnięcia okiem. Rozumiał ją. Wiedział, że nie chciała okazywać słabości i nie chciała, aby widział ją w gorszym stanie. Kochał w niej tę cholerną, upartą dumę...

... ale teraz, gdy siedziała tuż obok niego, zgrywała twardą i próbowała obrócić w żart list, w który włożyła całe swoje serce? Nope, nie był aż tak głupi. Nie zamierzał jej na to pozwolić. - Przestań, Winters. Przestań udawać, że masz to w dupie - mruknął spokojnie, odwracając od niej wzrok i z powrotem przyglądając się spokojnej tafli jeziora. - Doczytałem się - dodał, po czym upił kolejny łyk piwa i… nastała cisza. Wpatrywał się w wodę, a przed oczami nagle stanął mu tamten wieczór w The Spin, gdzie spotkali się z Theo. Znowu przypomniały mu się jej słowa, że podkochiwała się w przyjacielu. Znów poczuł to samo uczucie co w Greektown, po walce. Ból, smutek, zdrada, złość. Zbyt łatwo i szybko jej uwierzył - według niej to było tylko szczenięce zauroczenie i dawno miniona faza, nic, czym byłoby warto się przejmować. A jednak. Był zły na siebie, że nie zauważył tego wszystkiego wcześniej. A przecież… przecież była dla niego wszystkim. Kiedy świat wokół płonął, była jego jedyną stałą. Dlaczego tego nie dostrzegał, przez cały ten czas? Przez te wszystkie lata?

Who cares if one more light goes out
In the sky of a million stars?

Znów upił łyk alkoholu. Może Modelo zdoła odblokować mu język? Chciał jej powiedzieć tyle rzeczy… A nie wiedział, od czego powinien zacząć. - Zerwałem z Mads, jeśli to istotne - wtrącił nagle, przerywając ciszę. Nie, informacja o Madison nie była ani trochę istotna w ich sytuacji. Nic nie zmieniała, bo Lennox nigdy nie była przeszkodą w ich relacji. W sumie to nie wiedział, dlaczego od tego zaczął. Kiedy myślę o tym, co masz ze swoją dziewczyną, naprawdę nie chcę być osobą, która cokolwiek wam psuje. Chyba jednak wiedział, dlaczego. Jednak prawda była taka, że August nigdy niczego nie psuła. Zawsze tu dla niego była. Pomagała mu wybierać kwiaty, drobne prezenty… Teraz, z perspektywy czasu, zrozumiał, dlaczego tak bardzo się ucieszyła, gdy przed tamtym balem zerwał dla niej kwiaty z ogródka sąsiadki, która mieszkała naprzeciwko. Było mu źle ze świadomością, że dusiła w sobie to uczucie przez tyle lat. Dlaczego mu nie zaufała? Cóż, prawdopodobnie właśnie dlatego, że doskonale go znała i spodziewała się jego reakcji. Dokładnie takiej, jaka nastąpiła.

Westchnął. Nie chciał jej stracić. Uczucie przybłąkało się kilka minut temu i nie chciało odejść, tak samo jak Alex, który nie chciał ruszyć się z miejsca i zostawić Dust samej na tym jebanym pomoście. Zbyt wiele dla niego znaczyła, by był w stanie z niej zrezygnować po raz drugi. - Tu nigdy nie chodziło o nią ani o żadną inną, wiesz? Nigdy nie chciałem cię zranić, a teraz… nie wiem, jak bez ciebie żyć? Brakuje mi ciebie, Dust, nie radzę sobie z tym - wyrzucił z siebie nagle dość chaotycznie, ale wiedział, że August go zrozumie. Zawsze rozumiała.

Czy to dlatego, że go kochała?

Przejechał dłonią po twarzy. Bezsilność odbierała mu siły. Nie potrafił bez niej funkcjonować i nie radził sobie z tą informacją, bo rozum mówił mu jedno, a serce drugie. Rozum powtarzał mu niezmiennie to samo. Zostaw ją, Hall. Rozum mówił mu, że nie mógł dać jej tego, czego oczekiwała i na co zasługiwała. Najzdrowiej dla niej byłoby, gdyby zniknął i pozwolił jej się odkochać, ale serce… Serce miało rozum głęboko w dupie. Serce wyło z tęsknoty przez każdą sekundę ich rozłąki. Krzyczało, że stracił swoją drugą połowę. Rozum kazał mu być dojrzałym przyjacielem, który potrafił stawiać granice, a serce chciało, żeby usiadła bliżej, żeby wszystko wróciło do normy i żeby nigdy więcej nie musiała przez niego płakać o drugiej w nocy.

Kurwa. - Nie wiem, co z tobą zrobić - westchnął i położył się na pomoście, aby tym razem utkwić wzrok w zielonych liściach i fioletowo-błękitnym niebie nad ich głowami. Już zmierzchało. Chłodny wiatr owiał ich twarze, a on nie zamierzał ruszać się z miejsca. Kurwa, chciał być egoistą. Chciał zapomnieć o uczuciach, które do niego żywiła i cofnąć czas do momentu, gdy wszystko było pomiędzy nimi dobrze. Nie chciał tracić tej przyjaźni. Jednak nie mógł też cofnąć czasu. Nie mógł wymazać faktu, że była w nim zakochana, ani tego, jak bardzo dał dupy, uciekając przed emocjami - nie tylko tymi jej, ale też swoimi. Nie wiedział, co robić.

Who cares if one more light goes out?
Well, I do


𝒹𝓊𝓈𝓉 💔
27 y/o
Welkom in Canada
166 cm
właścicielka kwiaciarnio-kawiarni "Seasons"
Awatar użytkownika
been there, done that, messed around.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

everything i know
brings me back to us...


Ten pieprzony list musiał ją tak wyoutować?

Naprawdę chciała przeobrazić to w żart, no bo ile razy jeszcze miała dostać w twarz za to, że kochała swojego przyjaciela? Ile razy jeszcze będzie miała przypominane, że nie była warta jego miłości? Ile jeszcze razy będzie patrzył na nią jak na swoją już teraz byłą przyjaciółkę, a nie na kobietę, z którą mógłby wyobrazić sobie własną przyszłość? Jakby sam fakt, że przeżyli razem pieprzone szesnaście lat życia, znali się na wylot i nigdy nie nudzili się w swoim towarzystwie, nie miał żadnego cholernego znaczenia. No może poza tym, że nigdy nie podobała mu się w ten specyficzny sposób. Na to już nic nie mogła poradzić. - Ahh, to, że zawsze będę cię kochać? - odwróciła się, siadając bokiem, żeby na niego spojrzeć, chociaż ten w tamtym momencie sam odwrócił od niej wzrok. - Co jeszcze mam ci na to powiedzieć? To, że los postanowił sobie ze mnie zakpić i uznał, że pokonanie tamtego cholerstwa to w moich kartach za mało, więc zesłał mi do życia przyjaciela, którego nie będę potrafiła przestać kochać? - Przygryzła wnętrze policzka, żeby się uspokoić, po czym odwróciła się z powrotem w stronę wody. - Nie rozumiem cię, Alex - westchnęła, po czym upiła piwo. Nim się zorientowała, cała butelka była już pusta, więc zgarnęła kolejną, nachyliła się i podważyła kapsel o kant pomostu, zanim poprawiła się na miejscu, wpatrując się we wszystko, tylko nie w niego.

Przez ostatnie prawie dwa miesiące serio zastanawiała się, czy on naprawdę tego nie widział. Nie widział, że go kochała, czy po prostu to ignorował, bo nie chciał, żeby ta świadomość uderzyła go w sumienie? Może było mu wygodnie z tym, że miał kogoś, kto był dla niego dostępny dwadzieścia cztery na siedem? Może dopiero wtedy, gdy chciał zbudować z inną kobietą coś poważniejszego, August przestała być potrzebna? W końcu miał kogoś nowego, kto mógł robić nie tylko za przyjaciela, ale i kochankę. Hah. Mogła się domyślić. Upiła kolejny już łyk piwa i o mało się nie zakrztusiła, gdy usłyszała, że zerwał z Maddie. Odkaszlnęła kilkakrotnie. Chciała zapytać go, czy serio myśli, że ją to teraz obchodzi, ale spojrzała na niego i zobaczyła, że cholera… był zmęczony. Znała go tyle lat i jeszcze nigdy nie widziała go w takim stanie. Kurwa. - Jak się z tym czujesz? Miałeś z kim o tym porozmawiać? - zapytała, bo musiała. Był dla niej ważny. Cały czas. To, że on nie chciał się z nią przyjaźnić przez jej uczucia do niego, to była już inna sprawa. Gdyby mogła chociaż w części wesprzeć go na duchu? Let it be.

''...nie wiem, jak bez ciebie żyć?''

Cholera.

Jeżeli wtedy myślała, że kurewsko mocno zabolało ją to, gdy powiedział, że nie potrafił dać jej tego, czego potrzebowała, że tak będzie lepiej… to teraz? To nie umywało się do tego uczucia nawet w najmniejszym stopniu. Po prostu siedziała tam w ciszy, próbując jakoś się opanować. Czuła ból i złość na raz. A potem powiedział coś, przez co myślała, że zaraz rozniesie ją od środka. Wzrok wbity w taflę wody uniósł się i skupił na nim. - Alex, ale co ja mam z tą informacją zrobić? - spojrzała na niego zirytowana. - Czy ty siebie słyszysz? Co TY masz ze mną zrobić? - parsknęła śmiechem, podnosząc się, gdy ten leżał na plecach. - Czy jestem dla ciebie jakąś, nie wiem, zabawką, którą podnosisz, kiedy wszystko inne dookoła ci się znudzi? To jest prawdziwe życie, a nie jebane Toy Story. - Zrobiła nerwowy krok w jego kierunku, by zaraz się odwrócić i zrobić kolejny w przeciwną stronę, tupiąc po pomoście w gwałtowny sposób. - Dobrze ci się żyło przez ostatnie sześćdziesiąt pięć dni. - Cholera, tak. Wiedziała, ile czasu minęło.
Idiotka.
Odwróciła spojrzenie na moment. - To ja próbowałam zapomnieć o wszystkim i o tobie - rzuciła zirytowana. Miała ochotę płakać. Wykrzyczeć mu, że go kochała. Żeby spojrzał na nią chociaż raz w inny sposób. Nie mógł bez niej żyć? Hipokryta. To on wyrzucił ją ze swojego życia jak coś niepotrzebnego. - Nie wiem, czego ty ode mnie chcesz, Alex… ile jeszcze muszę… ahhh! - Nie zdążyła dokończyć tego, co chciała powiedzieć. Deska pod nią się załamała, sprawiając, że jednym butem wpadła pod taflę wody, a ona sama runęła na tyłek i plecy, lądując twarzą dosłownie obok głowy Alexa. - Auu(xD) - jęknęła, zamykając oczy z bólu, z jedną nogą w wodzie, po czym nagle wybuchnęła śmiechem. - Widzisz, co zrobiłeś? To musi być ta cholerna deska, którą ojciec naprawiał osiem lat temu. - Przymknęła oczy, uśmiechając się do siebie. - Goniłeś mnie wtedy z tym obrzydliwym robalem, a potem wyrżnąłeś orła dokładnie w ten sam sposób.

Leżała tak dalej, nie chcąc się ruszać. Poza tym już nawet nie wiedziała, co miała mu powiedzieć. - Nie wiem, co masz ze mną zrobić, Ducky - rzuciła, przekręcając głowę tak, by spojrzeć mu w twarz. - Możemy zakopać topór wojenny przynajmniej do momentu, w którym się nie rozejdziemy. - No bo nie wyobrażała sobie, czego innego od niej oczekiwał. Nie mogli się przyjaźnić. Sam to powiedział. Nie odkocha się w nim na zawołanie tylko dlatego, że nagle potrzebował swojej przyjaciółki, o której nie pamiętał przez ostatnie dwa miesiące. Wysunęła dłoń i wsunęła ją do kieszeni, wyciągając małe dość płaskie pudełko. Wygięła rękę tak, żeby ułożyć je na jego klatce piersiowej. - Wszystkiego najlepszego - wydusiła z siebie ze smutkiem w głosie. W pudełeczku był stary iPod, z którego słuchali kiedyś piosenek wspólnie na słuchawkach z kabelkiem. Cholera, stare hity z lat 2010-2015. Kupili go razem na spółkę, gdy dostali kasę za mycie samochodów i sprzedawanie lemoniady. To była pierwsza rzecz, na którą oboje zapracowali. Wymieniali się nim dosłownie co miesiąc, dodając jakieś piosenki i urozmaicając ich playlistę. Ostatnia wymiana nastąpiła, gdy August wyjechała na leczenie do Stanów. Od tamtego czasu był z nią.
Chciała mu go zwrócić.
Dodała nawet kilka piosenek, które przez lata pokochali razem i które były ich karaoke songs. Obok niego znajdował się zwinięty cukierkowy naszyjnik. Alex zawsze swój wchłaniał w ciągu kilku sekund, a potem próbował podgryzać ten, który nosiła na szyi August - swoją drogą, wtedy wyzywała go od wampirów i złodziei. Ostatnio natrafiła w osiedlowym sklepiku na taki sam jak te, które kupowali za dzieciaka, i pomyślała, że byłby to fajny akcent. Coś na uczczenie ich prawie szesnastoletniej już przyjaźni. Prezenty, którymi się obdarowywali, nigdy nie były czymś drogim. Zawsze raczej stawiali na sentymentalność i na coś, co spodobałoby się drugiej osobie. Poza tym nawet rodzice August i jej brata zabronili jakichkolwiek drogich prezentów, gdy Alex był zapraszany, by spędzić z nimi jakieś uroczystości. Winters nauczyła się wtedy, że myśl liczyła się bardziej. Poza tym uwielbiała dostawać ciuchy i skarpetki, które zarówno ona, jak i Alex gubili w mgnieniu oka. Nawet teraz mogłaby przysiąc, że momentami, przeszukując czeluście swoich szuflad, znajdowała pomieszane skarpetki swoje i jego, co swoją drogą w jej przypadku robiło bardziej za podkolanówki XD niż skarpetki. No ale leżała tam, wpatrując się w niebo. Słońce powoli zachodziło. But jej mókł, pomost wbijał się nieprzyjemnie w plecy, a perfumy Alexa docierały do niej powolną strużką prosto do serca. So... nothing has changed, eh?
do you remember... happy together?
i do, don't you?
𝘪'𝘮 𝘰𝘯𝘭𝘺 𝘢 𝘧𝘰𝘰𝘭 𝘧𝘰𝘳 𝘺𝘰𝘶, 𝘢𝘭𝘦𝘹 💔
27 y/o
PSUJ TROFEOWY
183 cm
trener boksu w Kingsway Boxing Club
Awatar użytkownika
i don't get lucky, i make my own luck
nieobecnośćtak
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 os.
czas narracjiprzeszły
postać
autor

We were too close to the stars
I never knew somebody like you, somebody


Here we go again.

Zaczynała go irytować. Wszystko zaczynało go irytować. Sposób, w jaki dokończyła piwo i otworzyła następne, jakby próbowała się od niego odciąć. To, jak łatwo zakładała, że miał wszystko w dupie. To, że nie miała odpowiedzi na jego pytania, mimo że nie dało się na nie odpowiedzieć. I to, że uznała miłość do niego za cholerstwo podobne do jej choroby. Nie wiedział, dlaczego aż tak bardzo dotknęły go jej słowa, ale kiedy dodała, że go nie rozumie, przekręcił oczami i odstawił butelkę na pomost z głośnym stuknięciem. - To ja ciebie nie rozumiem, Winters - odparował i nawet nie próbował ukrywać, jak bardzo ta sytuacja go frustrowała. A Maddie? Co go teraz obchodziła Maddie? - Nawet nie próbowałem - mruknął pod nosem i machnął ręką. Nie chciał o niej rozmawiać - jeśli ktokolwiek sądził, że jej odejściem przejął się bardziej niż rozłąką z Winters, grubo się mylił. Owszem, kłótnia między nim a Lennox też zrobiła swoje, ale na litość boską, przyjechał w okolice domku letniskowego Wintersów, a nie siedział pod apartamentowcem Maddie jak zbity pies. To chyba coś znaczyło?

Chwilę później okazało się, że wcale nie był osamotniony w swoich emocjach, bo udało mu się zirytować Dust na tyle, że wstała i zaczęła krążyć po pomoście. On dalej leżał, a jego wzrok podążał za jej krokami, wte i wewte. Usiadł z powrotem dopiero, gdy przyrównała się do zabawki. Że co, proszę? Posłał jej groźne spojrzenie, wstał i postąpił te kilka kroków do przodu, aby się z nią zrównać. Górował nad nią - zaczął się zastanawiać, ile razy w życiu udało im się tak pokłócić? Wydawało mu się, że do tej pory w ogóle się nie kłócili, a złoszczenie się na nią było… nienaturalne. - Nie wiem, bo sam też nie wiem, co z tą informacją zrobić. Zrzuciłaś na mnie tę nowinę, a potem okłamałaś mnie prosto w oczy, mówiąc, że to nic, więc traktowałem to jak nic, bo tak mi kazałaś! Gdybyś była zabawką, to już dawno bym to wykorzystał, bałwanie. Odsunąłem się od ciebie, bo myślałem, że tak będzie dla ciebie lepiej, a ty teraz robisz ze mnie hipokrytę? Może chociaż spróbowałabyś postawić się na moim miejscu? Może chociaż spróbowałabyś pomyśleć, jak to jest, gdy najbliższa ci osoba nagle wywraca twój świat do góry nogami i myśli, że wszystko będzie po staremu? - wyrzucił z siebie, już w ogóle się nie hamując. Warknął pod nosem, wzniósł oczy ku niebu i policzył do dziesięciu, a gdy już się trochę uspokoił, odetchnął głęboko. - Na moim miejscu zrobiłabyś to samo - dodał odrobinę ciszej i spojrzał prosto w jej brązowe tęczówki.

I'd rather lose somebody than use somebody

Nie rozumiał, dlaczego traktował jej obecność w swoim życiu za taki pewnik. Nie wiedział, dlaczego nie potrafił dać jej odejść, mimo że sam był pomysłodawcą tego pomysłu. Nie wiedział, dlaczego potrzebował akurat jej. Po prostu zawsze dla niego była i… czy musieli to zmieniać? Dlaczego się w nim zakochała? Przejechał dłonią po twarzy. Miał wrażenie, że zaraz głowa mu pęknie od nadmiaru emocji, których nie lubił. I nie potrafił się z nimi obchodzić. - Serio, Winters, nie sądziłem, że kto jak kto, ale żebym to ja musiał odpierdalać za psychologa w tej relacji, to jakieś pojebane to jest - pokręcił głową, a potem… Sześćdziesiąt pięć dni. - I ty jeszcze mi mówisz, że liczyłaś dni? Jezu, August... - jęknął, a złość znowu zaczęła mu się mieszać z totalną bezsilnością. CO ON MIAŁ Z NIĄ ZROBIĆ?! Nieważne, co by teraz powiedział albo zrobił - miał wrażenie, że mógł jedynie pogorszyć sytuację. - Powiedziałem ci, że nie w... Jezu, czy ty mogłabyś chociaż raz usiąść na dupie i ze mną szczerze porozmawiać? Kurwa - urwał, bo oczywiście, że Winters nie potrafiła ustać w jednym miejscu, znowu zaczęła krążyć po pomoście jak debil i gdy postąpiła kolejny krok do przodu, deska pod nią załamała się, a ona wylądowała na plecach. Gdy usłyszał jej śmiech, zamarł na moment - tak dawno nie słyszał tego dźwięku, że aż go zmroziło, kiedy sobie uświadomił, że to właśnie za tym dźwiękiem tęsknił najbardziej. Przełknął ślinę i w jego głowie pojawiła się myśl, że byłby w chuj nieszczęśliwy, gdyby miał go dziś usłyszeć po raz ostatni. Um.

Maybe it's a blessing in disguise (I see myself in you)

Nie miał wyjścia. Znowu zmiękł. Złapał ją mocno za rękę, chcąc pomóc jej wstać, ale but utknął jej gdzieś pod spodem. Uklęknął i pomógł jej wygramolić się spomiędzy desek, po czym bezceremonialnie zdjął z jej nogi przemoczonego buta, potem ściągnął mokrą skarpetkę i rzucił to wszystko gdzieś na bok. Usiadł obok niej i złapał jej bosą, lodowatą stopę w swoje rozgrzane dłonie, a to wszystko… zrobił automatycznie. Kiedyś takie rzeczy były między nimi całkowicie normalne i to nie była jego wina, że... nieważne.

To nie była też wina August.

Westchnął i zaczął ogrzewać jej stopę dłońmi. Nie chciał, żeby się przeziębiła. Jak zwykle - był na nią wkurwiony, ale choćby skały srały, to ciało zareagowało samo i podświadomie chciał się nią zaopiekować. Ta cholerna deska… I to cholerne wspomnienie, uch. - Robale srobale - skwitował krótko, a w kąciku jego ust pojawił się nieznaczny uśmiech, mimo że w środku serce biło mu jak szalone i już nie rozumiał, czy był wściekły, zirytowany, stęskniony czy urzeczony jej śmiechem. Chciała zakopać dziś topór wojenny? Przewrócił oczami. Nic nie odpowiedział, bo to nie było dla niego żadne rozwiązanie. To nie było coś, co go w ogóle satysfakcjonowało. Nie zamierzał udawać, że wszystko było spoko, zwłaszcza że sekundę później wyciągnęła w jego stronę prezent i złożyła mu życzenia urodzinowe. Jezu. Poczuł, jak serce znowu podchodzi mu do gardła. Nie rozumiał tylko, dlaczego. - Wszystkiego najlepszego - odparł cicho. Przejął od niej małe pudełeczko, odkładając je ostrożnie na bok, po czym sam sięgnął do wewnętrznej kieszeni kurtki. Wyciągnął stamtąd lekko wygniecioną kopertę i wcisnął ją w dłoń byłej przyjaciółki.

To był prezent inny niż wszystkie do tej pory. Kupił go za pierwszą premię, którą dostał kilka miesięcy temu. Tak, dostał wtedy porządną sumkę i… to właśnie o niej pomyślał, gdy tylko odebrał te dodatkowe pieniądze. W kopercie znajdowały się dwa bilety lotnicze do Nowej Zelandii. Jak jeszcze chodzili do szkoły i oglądali Władcę Pierścieni po raz setny, August rzuciła, że chciałaby kiedyś podążyć śladami planu filmowego. Nie wiedział, dlaczego akurat to zapamiętał, ale chciał sprawić jej radość i… w końcu dać jej jakiś prawdziwy prezent, a nie bilet do kina, kolczyki z bazaru albo kota, który po pół roku miał zamiar czymś się zatruć i zdechnąć. - Poleć tam z kimś i odpocznij ode mnie - mruknął, nawet nie patrząc jej w oczy.

I see my reflection in your eyes

Dalej był zły. Nie potrafił wymazać tych wszystkich emocji ot tak, pstryknięciem palców, tak jak ona ciągle próbowała to zrobić. Nachmurzył się odrobinę. Sam jej przed chwilą powiedział, żeby poleciała tam z kimś i od niego odpoczęła, ale… świadomość, że mogłaby zabrać do tej jebanej Nowej Zelandii nie jego, tylko jakiegoś… Theo… Like… really? Kurwa, na samą myśl o tym chłopie miał ochotę komuś przywalić, mimo że Theo nie zrobił mu nic złego. Jezu, dlaczego tak reagował? Z drugiej strony - nie wiedział, dlaczego przez te wszystkie lata wmawiał sobie, że był dla niej nieodpowiedni. Alex nie był ślepy, przecież widział, że była atrakcyjna. Widział spojrzenia innych facetów, gdy szli razem do knajpy albo do klubu i akurat miała na sobie jakąś fajną spódniczkę, a jednak zmusił siebie do zduszenia wszelkich romantycznych emocji w zarodku, żeby jej nie skrzywdzić. A teraz, gdy trzymał jej bosą stopę w dłoniach i powoli przesuwał palcami po jej skórze, pomyślał… Pomyślał, że skoro ta rozłąka i tak ich oboje wykończyła, to może jedynym wyjściem z tego bagna było... spróbowanie bycia z nią? Tak na poważnie?

I w tym ułamku sekundy sam przeraził się tego, dokąd zmierzały jego własne myśli.

Wait a sec, Hall, co ty, do chuja, odkurwiasz? Otrzeźwiał w sekundę. Stop, stop. Przecież to była Dust. Jego kumpela. Dziewczyna, z którą miał po prostu szczerze porozmawiać i naprawić jebaną przyjaźń, a nie planować związki. Co mu w ogóle strzeliło do łba? Chociaż z tym naprawianiem przyjaźni to przegiął. Nie wiedział, czy mieli jeszcze co naprawiać. Kurwa. Zacisnął mocniej szczękę i zmarszczył brwi, w końcu biorąc podarowany przez nią prezent do rąk. Otworzył go i wlepił wzrok w starego iPoda, którego kupili na spółę za pierwsze wspólnie zarobione pieniądze. Tylko się nie rozrycz, Hall. Jezu, myślał, że już dawno go wyrzuciła… Nie sądził, że otrzymanie go z powrotem wywoła w nim aż tyle emocji, cholera. Odetchnął głęboko i jego wzrok padł na cukierkowy naszyjnik. Uwielbiał je, gdy byli młodsi. - Nie chcę nic zakopywać, chcę z tobą kurwa porozmawiać… - mruknął pod nosem, po czym iPoda schował do kieszeni, a cukierkowy naszyjnik owinął sobie dwa razy wokół nadgarstka. - Dlaczego nie powiedziałaś mi wcześniej? - spytał, po czym westchnął, objął ją ramieniem i przysunął ją do siebie jednym ruchem. Musiał ją przytulić, to było silniejsze od niego. Już chuj tam z tym, co się między nimi działo, potrzebował namiastki normalności w tym swoim pierdolonym życiu. Usadowił ją sobie między nogami, tyłem do siebie, i objął mocno od tyłu. One last time. Zapach jej szamponu do włosów sprawił, że zaczął się uspokajać. Może zakopanie tego topora wcale nie było takie złe? Nagle przypomniał sobie o wisiorku z cukierków. Zawsze zjadał swoje łakocie w pięć minut, a potem bezczelnie podkradał jej cukierki, odgryzając je prosto z jej nitki. Uniósł lekko nadgarstek, z którego zwisał cukierkowy naszyjnik, i zatrzymał go na na wysokości jej ust. - Gryź - mruknął jej prosto do ucha, po czym uśmiechnął się pod nosem, mimo że nie mogła zobaczyć tego uśmiechu. Chyba mogli odsunąć dorosłe problemy na bok i przez chwilę znów być głupimi dzieciakami, prawda?

Tylko dziś. Ostatni raz.

So don't go away, just stay

𝒹𝓊𝓈𝓉 💔
27 y/o
Welkom in Canada
166 cm
właścicielka kwiaciarnio-kawiarni "Seasons"
Awatar użytkownika
been there, done that, messed around.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

I know it's crazy,
I know that I'm a fool


Dziecinne zauroczenie, które przemieniło się w nastoletnie zauroczenie… które z każdym dniem, miesiącem i rokiem zamieniało się w zakochanie. Cholera. Starała się spotykać z innymi mężczyznami. Dzieliła z nimi łóżko i pocałunki, nawet chodziła na randki, spotykała się z różnymi przez kilka miesięcy, byleby tylko wyprzeć z siebie jakiekolwiek uczucia, którymi darzyła Alexa. Hm, a może problem tkwił w tym, że cały czas utrzymywała z nim kontakt? Że po każdej gorszej randce miała jego. Kogoś, z kim mogła pośmiać się z jakichś randomowych rzeczy o swoich przyszłych niedoszłych? Może to, że idąc na randkę, zastanawiała się, gdzie tego samego wieczoru albo następnego ranka pójdzie z nim? Może to, że w restauracjach zawsze sprawdzała w menu pozycję, którą Alex by zamówił, a w miejscach, które krzyczały przepychem, sama krzyczała w środku, że Ducky w życiu by tam nie przyszedł? Cholera, on poszedłby piętnaście minut dalej do kiosku albo osiedlowego sklepu, byleby kupić tańszą paczkę papierosów niż w markecie. Czemu za każdym razem, gdy składała pocałunki na innych ustach, myślała o tym, że chciałaby, żeby to właśnie on ją całował?

c h c i a ł a

Pragnęła czegoś, czego mieć nie mogła. A teraz on, po dwóch pieprzonych miesiącach, w których nie poznawała samej siebie, chciał z nią rozmawiać? Chciał, żeby spojrzała głęboko w serce i znowu otworzyła drzwi, które przez ten cały czas były zadeskowane, zagwożdżone, obwiązane nieskończoną ilością łańcuchów, za którymi wciąż tliły się jej uczucia do niego? Wyrzucała z siebie każdą frustrację. Każde słowo, którego nie miała na myśli. Nie do końca zresztą. Nie żałowała kochania go.

n i g d y

Obiecała sobie jeszcze za gówniarza, że skoro nikt Alexa nie chciał w swoim życiu do tego stopnia, że wylądował w tym obskurnym domu dziecka, to ona weźmie sobie za zadanie bojowe kochać go za te wszystkie osoby, które powinny robić to od momentu, w którym się urodził. Z biegiem czasu doszło do niej, że wcale nie musiała się wysilać, bo miłość, którą do niego pałała, ta z pozoru przyjacielska, przerodziła się w coś, czym powinno darzyć się swoją drugą połówkę. Wszystko, co mówiła, było kłamstwem. Ostatnio często jej się to zdarzało, huh? - Przepraszam! - zatrzymała się na moment - Nie planowałam tego. Myślałam, że nic się nie zmieni… naprawdę, Alex - wyrzuciła z siebie załamanym głosem. - Tylko że nigdy się tego nie dowiemy, bo to ja zawsze będę tą osobą w tej przyjaźni, która kochała swojego przyjaciela zbyt mocno. - Wpatrywała się w jego oczy, zadzierając głowę. Cholera, zdążyła już zapomnieć, jak niska była w porównaniu do niego.

Tak jak bycie przy nim dodawało jej tchu i sprawiało, że czuła, że żyła, tak teraz miała wrażenie, że nie potrafi oddychać. Jego obecność za bardzo ją bolała. Dlatego tak gwałtownie, chaotycznie przemierzała te kilka kroków na pomoście. Nie wiedziała, czy miała ochotę podejść do niego i zacząć go popychać, wylewając z siebie całą frustrację o to, że w ogóle znaleźli się w tej sytuacji. Przez nią samą.

Hipokrytka.

Raise my spirit up
Never down when you're around

Czy może chciała po prostu zrobić kilka szybszych kroków, rzucić mu się w ramiona i go pocałować? Nie mogła. - Po szesnastu latach pora się wymienić - rzuciła zirytowana, przejeżdżając dłońmi po twarzy, gdy zapytał o dni. Spojrzała na niego. - Miałam dużo czasu, Alex! - Kurde, no bo co? On chciał teraz rozmawiać? Teraz, kiedy ona przez ostatnie tygodnie musiała nauczyć się funkcjonować z dziurą po nim w samym środku klatki piersiowej? Kiedy codziennie budziła się z myślą, że już nie może wysłać mu pieprzonej wiadomości o szeryfie, zdjęcia latte art w bardzo mature wersji, z której była zajebiście dumna, przypadkowym memie albo tym, że znowu prawie potknęła się o własne nogi? Ona nie miała na to najmniejszej ochoooo…

Nie zdążyła nawet dokończyć tej myśli.

Jęknęła, podnosząc się i siadając z wyprostowaną nogą, gdy ten w oka mgnieniu pozbył się mokrego buta i skarpetki, które poleciały gdzieś.. nawet nie zarejestrowała gdzie. Wpatrywała się w niego, jak nagle zaczął ogrzewać jej stopę, po czym odwróciła swoje brązowookie spojrzenie gdzieś na bok. Czuła, jak serce przyspiesza jej do takiego stopnia, że musiała aż przyłożyć dłoń do klatki piersiowej, starając się wziąć głębszy oddech, bo to wszystko nie działo się naprawdę. To było coś tak surrealnego.
Nie przyjaźnili się już.
Starała się trzymać od niego z daleka, bo tego potrzebował, co nie? Potrzebował, żeby nie była blisko niego przez jej własne uczucia, których nie umiał odwzajemnić. To było dla jej dobra, żeby nie cierpiała, right? Tylko że ta męczeńska droga jej nie przeszkadzała. Nie wtedy, gdy mogła wpatrywać się w jego tęczówki, które swoim zielonobrązowym kolorem przypominały jej las, w którym nie raz campingowali. Nie wtedy, gdy zatrzymywała spojrzenie na dołeczkach, które pojawiały się na jego twarzy, gdy uśmiechał się za mocno. Nie wtedy, gdy nazywał ją Dust i dosłownie zgadzał się na każdy szalony plan, który wpadł jej do głowy.

You know the funniest part?

Zawsze była taka bezmyślna, żądna przygód, ale żadna z nich nie smakowałaby tak słodko, gdyby jej odwiecznym partnerem zbrodni nie był właśnie on. Podając mu prezent, zdziwiła się, że on też miał jeden dla niej. Urodziny miała cztery dni temu i niczego poza piciem oraz szukaniem jakiegoś smutnego filmu do popłakania nie robiła. A Szeryf? Tak jak był kotem o charakterze psa, dosłownie, to tamtego wieczoru jeszcze nigdy nie wpatrywał się w nią z takim pożałowaniem. Chwyciła kopertę, którą jej wręczył. - Co tam nabazgrałeś? - uśmiechnęła się szeroko do siebie, choć w jej oczach zbierały się łzy. Kurwa. Tyle, co nigdy niepłacząca August napłakała się przez te sześćdziesiąt pięć jebanych dni, to można by drugą część Titanica nagrać. Welp. Zamiast kartki urodzinowej z jakimiś głupio słodkimi życzeniami zobaczyła bilety lotnicze. Do NOWEJ ZELANDII? Jezu. - Alex - głos na moment jej się załamał. Przez te prawie szesnaście lat tyle razy obejrzała Władcę Pierścieni i Hobbita, tyle razy przeczytała książki, zmuszając Duckiego, żeby oglądał z nią, że aż ciężko było to zliczyć. To, że po początkowym niezadowoleniu już po jakichś pięciu minutach wydawało jej się, że naprawdę to polubił, było zupełnie inną rzeczą. Cholera, przecież to było tyle pieniędzy. Zacisnęła palce na skrawkach koperty, przyglądając się biletom. Tak bardzo chciała po prostu rzucić się na niego i złożyć na nim milion pocałunków. August nie należała do żadnych cnotek. Kontaktu fizycznego wręcz pragnęła. Nigdy nie miała przecież problemu z wtuleniem się w niego, zaśnięciem na nim i vice versa, obcałowywaniem go w TEN PRZYJACIELSKI sposób. Choć dla niej to, jak okazywała mu uczucia, było zawsze naturalne i takie samo, to teraz… nie mogła tego zrobić.

Kurwa jego mać.

Pociągnęła nosem, ale Alex stwierdził, że ma polecieć tam nie tylko bez niego, ale też odpocząć od niego. Spojrzała na niego i zaczęła kręcić głową. - Nie - wydusiła z siebie stanowczo. - Nie polecę tam z kimś, Alex - dodała. - I nie chcę od ciebie odpoczywać. - Westchnęła głośno, wsuwając bilety z powrotem do koperty. Zgięła ją w pół i schowała do kieszeni spodni. - To miał być nasz wyjazd - dodała już trochę ciszej. Jak na osobę, która była aż na przekór wygadana, dzisiaj dosłownie brakowało jej słów. A może jedyne słowa, które cisnęły jej się na usta, dotyczyły tego, jak bardzo za nim tęskniła i że ona też nie wiedziała, jak żyć bez niego?

Przyglądała się, jak otwierał pudełeczko od niej, i uśmiechnęła się pod nosem. Kurcze, to była jedna z jej ulubionych pór roku. Kiedy jeszcze nie wiedzieli, co sobie dadzą, ale sama ekscytacja faktem, że gdzieś w środku oboje chyba wiedzieli, że prezent im się spodoba, robiła swoje. Eh. Gdyby tylko udało jej się wyłączyć te cholerne uczucia do niego. Gdyby potrafiła tak po prostu go nie kochać, to może by im się udało? Odsunęła nogę, żeby usiąść bliżej niego, ale wtedy znowu zalał ją kolejnym pytaniem i przyciągnął do siebie. Nie zdążyła nawet zareagować, a dosłownie w ułamku sekundy znalazła się pomiędzy jego nogami, opierając się o jego klatkę piersiową. Automatycznie jej dłoń ułożyła się na jego lewej, gdy mocno ją do siebie przytulał. Oparła głowę o jego klatkę i wzięła głęboki oddech, starając się po prostu faktycznie z nim porozmawiać. - Bałam się - wyrzuciła w końcu z siebie. - Od zawsze wiedziałam, że cię kocham, ale naprawdę nie przeszkadzało mi to, że nie odwzajemniasz do mnie tych uczuć, Alex. - Wsunęła palce do wewnętrznej strony jego dłoni i ścisnęła ją. Cholera, jego zapach, to, jak jego klatka powoli się podnosiła, ciepło emanujące z jego ciała, nie pozwalały jej myśleć trzeźwo. - Tylko że nigdy nie powiedziałam tego na głos. A wtedy, na randce z Theo, w jego mieszkaniu… - ścisnęła mocniej jego dłoń. - Po raz pierwszy powiedziałam komuś, że się w tobie kochałam i dopiero tego samego wieczoru, będąc już u siebie w mieszkaniu, zrozumiałam, że tak naprawdę nigdy nie przestałam. - Uniosła głowę, żeby spojrzeć na niego z dołu. - Nie chciałam cię stracić. Wiem, że cię okłamałam i przepraszam… nie chciałam, żebyś zaprzątał sobie głowę uczuciami, których i tak nigdy nie byłeś w stanie odwzajemnić.

What's it really matter who says it first?
Say it to me, babe, I wanna break the curse

Opuściła głowę i tak po prostu leżała przez chwilę w jego objęciach, starając się wyobrazić sobie, czy właśnie tak samo leżeliby, gdyby jednak wtedy się nie pokłócili. Zerknęła na nadgarstek, którym właśnie pokiwał jej przed nosem, a łzy goryczy zamieniły się w rozbawienie. Parsknęła śmiechem, słysząc to słodkie gryź. Chwyciła jego nadgarstek w obie dłonie, przysuwając go do swojej buzi. - No need to ask me twice - uśmiechnęła się, przechylając głowę. Ugryzła jeden z cukierków, przebijając go zębami, aż po chwili poczuła słodycz rozprowadzającą się po języku. Słodycz, która mieszała się z posmakiem piwa, które przed chwilą popijała. Znowu czuła się jak gówniara. Znowu czuła się sobą przy nim. Znowu nie chciała, żeby odchodził. Wsunęła palce pod naszyjnik owinięty wokół jego nadgarstka, ściągając go całkowicie, po czym od razu założyła go sobie na szyję i odgarnęła włosy do tyłu. Ściągnęła z siebie czapkę i rzuciła ją gdzieś na bok, odsuwając się od niego tylko po to, by się obrócić, wciąż pozostając pomiędzy jego nogami. Usadowiła się tak, że siedziała na jego kolanach, po czym nachyliła się w jego kierunku, wpatrując się w oczy, w których nie raz już tonęła. Chciała chwycić go za twarz. Chciała go pocałować. Chciała powiedzieć mu, patrząc prosto w oczy, że go kochała. Ale zamiast tego odchyliła szyję i powiedziała, - twoj kolej, Hall. - Chociaż przez moment wszystko mogło być jak za starych dobrych czasów, eh?

You just gotta say a few magic words

𝚒 𝚓𝚞𝚜𝚝 𝚠𝚊𝚗𝚝 𝚝𝚑𝚒𝚜 𝚍𝚊𝚢 𝚝𝚘 𝚎𝚗𝚍 </3
27 y/o
PSUJ TROFEOWY
183 cm
trener boksu w Kingsway Boxing Club
Awatar użytkownika
i don't get lucky, i make my own luck
nieobecnośćtak
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 os.
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Maybe I shouldn't try to be perfect

To nigdy nie było tak, że ich relacja była relacją jednostronną. August nie była jedyną biegnącą na każde zawołanie. Gdy tylko prosiła, rzucał wszystko - jechał do niej z piwem, słuchał jej narzekań, a potem, żeby poprawić jej humor, zabierał ją w jakieś fajne miejsce, stare lub nowe, zależnie od jej nastroju. Ile razy przyszedł do kawiarni po swojej pracy, mimo że był zmęczony, aby pomóc jej z zakupami albo postać przy zmywaku? Ile razy przywiózł jej CHICKEN WATER (xDD), gdy była przeziębiona? Ile razy odbierał ją w nocy od znajomych, żeby nie musiała sama wracać komunikacją miejską? To wszystko robił dla niej i wcale nie dlatego, że go do tego zmuszała albo czuł zobowiązanie, ale dlatego, że chciał, bo mu na niej cholernie zależało.

No i dopiero teraz uświadomił sobie coś jeszcze. Czy to dlatego jego związki zawsze trwały tak krótko? Czy to dlatego z Maddie i każdą inną dziewczyną kończyło się tak samo, bo w momencie, gdy powinni zrobić już krok naprzód, kiedy powinien się zaangażować, otworzyć i dać z siebie więcej, to… nie potrafił? Całe życie myślał, że jest zbyt popieprzony na związki przez dzieciństwo i pobyt w domu dziecka, a przecież… to nigdy nie chodziło o to. Po prostu już nie miał wolnych emocji do oddania.

Całe jego zaangażowanie, lojalność i podświadoma potrzeba dbania o kogoś, były od szesnastu lat całkowicie zajęte przez August Winters. Well, yep, dopiero teraz to do niego dotarło.

Cholera, przecież na randkach patrzył na idealnie zrobione paznokcie dziewczyn i przypominał sobie, jak August wiecznie obgryzała skórki, kiedy się denerwowała. Słuchał ich opowieści o drogich restauracjach i myślał o tym, że Winters cieszyła się z cukierkowego naszyjnika kupionego w osiedlowym kiosku. No i teraz… stała obok niego i zadzierała głowę do góry, żeby spojrzeć mu w oczy, a on nie mógł wyrzucić z głowy myśli, jak bardzo filigranowa i niska była w porównaniu z nim. Zawsze taka była, a on traktował ją jak… kumpla. Ja pierdolę, Hall.

I jeszcze jej słowa. Przepraszam! Nie planowałam tego. Myślałam, że nic się nie zmieni… naprawdę, Alex. Tylko że nigdy się tego nie dowiemy, bo to ja zawsze będę tą osobą w tej przyjaźni, która kochała swojego przyjaciela zbyt mocno. Auć, zabolało. Nic nie odpowiedział, bo jak miał walczyć z takim argumentem? Nigdy się nie dowie, jak to jest, kiedy pomagasz przyjacielowi wybrać ciuchy i bukiet na kolejną randkę, przy okazji wyobrażając sobie, że może kolejnym razem zaprosi ciebie, ale to nigdy nie nastąpiło. Kurwa, bolało.

Ask me and I'll tell you how I've been
Mhm, don't get me started


Po szesnastu latach pora się wymienić. Przekręcił oczami. - No co ty nie powiesz - prychnął i spojrzał na nią z politowaniem, bo to wcale nie było tak, jak teraz usiłowała przedstawić. Wredna, odwracająca kota ogonem zołza, którą… lol, kochał. Miałam dużo czasu, Alex! W to też nie wątpił. On też miał czas. Dwa miesiące codziennego wstawania i sięgania po telefon, żeby sprawdzić, czy wysłała mu wiadomość. Dwa miesiące i cztery dni zbyt wymagających treningów, żeby tylko szybciej zasnąć. Sześćdziesiąt pięć dni patrzenia w sufit i zdychania z tęsknoty, której za nic na świecie nie potrafił nazwać po imieniu, bo przecież "byli tylko przyjaciółmi".

Co tam nabazgrałeś? Znowu nie odpowiedział. Cierpliwie czekał, aż otworzy kopertę i wyciągnie wymarzone bilety na wierzch. A gdy wymówiła jego imię i głos jej się załamał… Kurde, miał nadzieję, że nie będzie płakała, bo wtedy jego rozum całkiem by się poddał. Nie. - Tak - odpowiedział. Nie polecę tam z kimś, Alex. - Polecisz - dodał cierpliwie. I nie chcę od ciebie odpoczywać. - Nie chcesz ode mnie odpoczywać? Myślę, że oboje wiemy, że wspólny wyjazd nie wchodzi już w grę, Dust - powiedział już ciszej. Dlaczego to powiedział? Dlaczego to powiedział, do jasnej cholery? Odwrócił wzrok od jej twarzy, żeby nie widziała, co kryło się w jego oczach, a niewątpliwie kryły się tam żal i duma, które nie pozwalały mu zmienić wcześniejszego postanowienia. Powinni się zdystansować, a odpowiadanie jej bolało tym bardziej, że ona właściwie nie chciała tej Nowej Zelandii tak samo mocno, jak… jego. Cholera. To miał być nasz wyjazd. - Miał być nasz, ale będzie twój, to twoje marzenie - mruknął, przenosząc na chwilę wzrok na jezioro. - Wyślesz mi zdj… pocztówkę - wzruszył ramionami. Nie powinna wysyłać mu żadnych zdjęć ani wiadomości, powinna usunąć jego numer, prawda? To dlaczego całe ciało mu się sprzeciwiało?

Kurwa, jakie to było trudne. Jak miał spokojnie siedzieć obok niej, patrzeć na to, jak cierpiała i udawać, że wszystko było w porządku? Nic dziwnego, że chwilę później już znajdowała się w jego objęciach. Oparła głowę o jego klatkę piersiową, a on zacieśnił uścisk, gdy zaczęła mówić. O to właśnie prosił, prawda? Żeby się uzewnętrzniła. Żeby była z nim szczera. Żeby odpowiedziała na jego pytanie. Dlaczego więc nie podobało mu się żadne słowo? Słuchał jej szeptów o tym, że nigdy nie przestała go kochać i o tym, że nie chciała, żeby zaprzątał sobie nią głowę. Nie tylko Alex był dobry w podejmowaniu decyzji za innych, jak widać. Westchnął i wtulił twarz w jej włosy. No i co miał jej odpowiedzieć? Mówić prawdę czy kłamać? Zignorować jej wyznanie? Fuck, no more lies. - Gdybym był na twoim miejscu, codziennie bolałby mnie fakt, że nie możesz być moja, więc tym bardziej cię nie rozumiem - mruknął, przytulając ją mocniej. - Dziękuję, że mi powiedziałaś. I to ja przepraszam, Dust. Za to, że nic wcześniej nie zauważyłem - westchnął. Chciał na tym zakończyć, ale… To właśnie niedopowiedzenia zniszczyły ich przyjaźń, więc… - I tak w ogóle to nigdy nie dałaś mi szansy, żebym się nad tym chociaż zastanowił - dodał ostrożnie, bo nie wiedział, jakiej reakcji powinien się spodziewać.

Nagle Dust poruszyła się w jego ramionach - myślał, że będzie chciała wyswobodzić się z jego uścisku, ale zamiast tego zwinęła mu cukierki z nadgarstka, odwróciła się do niego przodem, usiadła mu na kolanach i założyła cukierkowy naszyjnik na swoją szyję, którą odchyliła zaraz w jego kierunku. Fuck. Twoja kolej, Hall. - Nabijasz się ze mnie, tak? - parsknął, ale zaraz spoważniał, gdy tylko ich spojrzenia zetknęły się na moment. Nie nabijała się z niego, mówiła to poważnie. Cóż… Kiedyś robili tak bez przerwy. Tyle że kiedyś przypadkowy pocałunek w szyję przy odgryzaniu koralika, muśnięcie skóry wargami albo jej głośny śmiech nie były aż tak znaczące jak teraz. Nie naruszał wtedy żadnych granic, bo granice nie istniały. No i teraz… walczył ze sobą przez moment. Naprawdę krótki moment. Rozsądek podpowiadał mu, że to beznadziejny pomysł, że powinien ją delikatnie zsunąć z kolan i odejść. Z drugiej jednak strony… dlaczego dopiero teraz zauważył, jak gładka była jej skóra w tym miejscu i jak cudnie pachniała perfumami? I jeszcze te cukierki… Przełknął ślinę. Serce zaczęło bić mu szybciej. Myśli zwariowały. What the hell? Nie rozumiał swoich emocji w tym momencie i nie podobało mu się, że to, co kiedyś było między nimi naturalne, teraz powodowało w jego głowie mętlik. No ale nie byłby sobą, gdyby chwilę później nie pomyślał: EH, FUCK IT.

Kiss me and hug me, yeah

Jedną dłoń ułożył na jej szyi z drugiej strony, a drugą dalej obejmował ją w talii. Nachylił się do przodu, zamknął oczy i ostrożnie - bardzo powoli - musnął jej szyję ustami tuż przy cholernej nitce, bo inaczej nie dało się tego zrobić, cholera. To było jego serce czy jej serce? To, które waliło teraz niemiłosiernie? Dlaczego jej skóra była taka gorąca i parząca? Przez chwilę tkwił w bezruchu, bojąc się poruszyć, ale gdy usłyszał jej oddech - wydawało mu się, że był głośniejszy niż wcześniej - w końcu zacisnął zęby na cukierku i szybko przegryzł go na pół. Od razu się odsunął, chrupiąc słodki koralik, ale nie zabrał ręki z jej szyi i znowu ich spojrzenia się zetknęły. Między nimi zapadła cisza. Cholera, po raz pierwszy w życiu nie miał pojęcia, co wydarzy się za sekundę i czy zaraz po prostu jej nie pocałuje.

No i gdy już miał się odezwać… rozszalała się ulewa. Wcześniej nie zanosiło się na burzę, ale może gdy zaczął kłócić się z August, to nie zauważyli zbierających się nad nimi chmur? No… musiało tak być, nie? Wielkie krople zaczęły bębnić o pomost - pewnie wystarczyłyby dwie minuty, żeby przemokli do suchej nitki, więc musieli się spieszyć. - O kurde, spierdalamy - rzucił Alex, momentalnie trzeźwiejąc.

Zerwali się z desek jednocześnie. Alex zgarnął z ziemi jej mokrego buta i skarpetkę, po czym złapał August w pasie i bezceremonialnie przewiesił ją sobie przez ramię jak worek ziemniaków - ale tylko dlatego, że wciąż miała jedną stopę całkowicie bosą i nie chciał, żeby w coś wdepła. Rational. O wiele bliżej niż domek letniskowy znajdowała się stara szopa niedaleko jeziora, w której państwo Winters trzymali narzędzia ogrodnicze, leżaki i różne takie stęchłe pierdoły, dlatego właśnie tam postanowił się udać. Dopadli do drzwi - Hall pchnął je ramieniem i wpadli do środka. W szopie panował mrok - słońce zaszło, nad nimi szalała burza, a przełącznik, który właśnie próbował nacisnąć, nie działał. Chwilę zajęło, zanim oczy przyzwyczaiły mu się do ciemności. Postawił Dust obok siebie - oboje ociekali wodą. Spojrzał najpierw na siebie, potem na nią, potem znowu na siebie, aż w końcu… zaczął się śmiać. Wszystko się zgadzało. Wszystko było dokładnie tak samo, jak kiedyś.

No, prawie wszystko.

Rzucił jej buta i skarpetkę na jakąś starą skrzynię, po czym przeciągnął dłońmi po twarzy, aby pozbyć się deszczowych kropli. Gdy przestali się śmiać - bo August na pewno mu zawtórowała - w szopie było słychać już tylko dudnienie ulewy. Postąpił krok do przodu i stanął trochę dalej od August niż to było potrzebne, jakby… chciał odzyskać przestrzeń, która na pomoście totalnie zniknęła. Kurde, niemiłe napięcie pomiędzy nimi chyba wróciło. Oparł się plecami o ścianę i skrzyżował ręce na piersi. - Chcesz… - zaczął, ale urwał. W duchu modlił się, żeby nie podeszła bliżej. Fuck. - Pada - poprawił się szybko i utkwił wzrok w spadających kroplach. Pytanie, które chciał jej zadać, nie chciało przejść mu przez gardło. Miał nadzieję, że nie będzie drążyć.

Chcesz, żeby to było nasze ostatnie spotkanie?

Chciał dać jej wybór i - gdyby tylko zechciała - miał zamiar pozwolić jej odejść, bo sam… sam nie potrafiłby podjąć tej decyzji po raz drugi. Nie chciał już, żeby odeszła.

Hush, baby, don't you say another word
Hush, baby, when you do, I'll just give up


𝒹𝓊𝓈𝓉 💔
27 y/o
Welkom in Canada
166 cm
właścicielka kwiaciarnio-kawiarni "Seasons"
Awatar użytkownika
been there, done that, messed around.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

maybe its best
you leave me alone


Jak można się w kimś odkochać?

Cholera, zadawała sobie to pytanie przez ostatnią dekadę i nie potrafiła znaleźć tej pieprzonej odpowiedzi. Czy faktycznie miłość dało się zamienić w nienawiść? Tylko że ta opcja nie wchodziła w grę, bo nie potrafiłaby zmusić się do pałania do niego takim uczuciem. Jedyną opcją, jaka jej została, było kochanie go w ukryciu i staranie się znaleźć osobę, do której pałałaby chociaż cząstką tego uczucia, którym pałała do niego. - Nie - odparła pewniej tym razem. Czy on siebie słyszał? Przecież nie widziała rzeczywistości, w której miałaby polecieć tam sama albo z kimkolwiek innym niż z nim. - Nie polecę - pokręciła głową przecząco. Naprawdę nie chciała, żeby z nią dyskutował na ten temat. Winters nigdy nie była poza Kanadą, chyba że wtedy w Stanach, ale jej wycieczkowanie i tak ograniczyło się do czterech ścian pokoju w szpitalu, w którym z przerwami spędziła swoje ostatnie nastoletnie lata. I teraz on sprawił jej TAK WAŻNY PREZENT, kiedy w końcu mogłaby polecieć za granicę, a jednocześnie nie chciał zrobić tego z nią u jego boku?
Kupił dwa bilety.
Od początku z myślą o tym, że miała zabrać kogoś innego? Była zmieszana. Chciała przemówić mu do rozsądku, ale on rzucił jej w twarz tym tekstem, że wspólny wyjazd już nie wchodził w grę. Ouch. Poczuła się tak, jakby została spoliczkowana. Zerknęła na niego, czując, jak oczy zaczynają ją piec, a obraz powoli się rozmazuje. Kurwa. Beksa. Schowała twarz w zgięciu łokcia, próbując zatrzymać łzy. Nie chciała robić tego przy nim, ale każde kolejne słowo bolało coraz bardziej. Naprawdę nie widział rzeczywistości, w której mogliby być jeszcze blisko. Przed chwilą mówił, że nie mógł bez niej żyć, a teraz twierdził, że nie mogli nigdzie razem jechać? Pociągnęła nosem. Ostatnimi czasy przecież był za granicą już z dwa razy, co nie? Raz z Maddie, raz ze swoją dobrą kumpelą Gabi. Widziała wszystko na Instagramie. Miał już nowych znajomych. Takich, których było stać na ekstrawaganckie wypady, a nie na pieprzone slushies ze stacji albo wyjazdy nad jezioro, które de facto były za darmo. Tak jak nigdy nie czuła się less przy nim, tak teraz? Teraz czuła się nic niewarta jego uwagi. Faktycznie, to było jej marzenie. Ale zapomniał dodać, że jej marzenia nigdy nie wchodziły w grę, jeżeli on nie był ich częścią. Jak mogła cieszyć się z czegoś, jeżeli nie będzie mogła podzielić tego doświadczenia ze swoim najlepszym przyjacielem? - Tylko ja nie wiem, czy chcę, żeby to marzenie się spełniło, jeżeli nie będziesz tam ze mną - wyrzuciła z siebie, pociągając nosem. Podniosła twarz, żeby na niego spojrzeć, i przetarła oczy wierzchem dłoni, próbując się uspokoić. Próbując zaakceptować to, że już nigdy nie wrócą do tego, co było kiedyś.

Siedziała, opierając się o niego, czując każde uderzenie jego serca o swoje plecy, jego perfumy, które teraz pachniały słodko-gorzko, i jego ciepły oddech muskający jej szyję oraz włosy. Ściskała jego dłoń kurczowo, chcąc wbić sobie w pamięć ten moment. Ten ostatni moment, w którym mogła nareszcie odetchnąć przy swojej osobie. Nie mogła już udawać, że to nic jej nie ruszało, rzucać w niego jakimiś chamskimi odzywkami, byle się bronić. I tak wiedział, że była w nim zakochana, więc nie zostało jej nic innego, jak po prostu wyrzucenie z siebie tego wszystkiego, co od wielu lat w niej siedziało. Słysząc jego odpowiedź, poczuła, jak powietrze grzęźnie jej w gardle i klatce piersiowej. Ten specyficzny ból powietrza próbującego przedostać się przez system. Ciało wręcz zaczynało walczyć o kolejny oddech, ale ona czuła się tak, jakby została wciągnięta w jakieś nieruchome piaski bez wyjścia. Albo jakby powoli tonęła w tym cholernym jeziorze obok. Jego słowa działały na nią mocniej niż lethal bullets. Kurwa.
Przecież od zawsze… od zawsze to czuła.
Nie chciała jednak powiedzieć tego teraz. To chyba już nie miało żadnego sensu. Nie powie mu przecież, że widząc go z każdą inną kobietą - widząc, jak na nie patrzył, jak każda kolejna osoba wyglądała coraz bardziej elegancko, seksownie i jakby pasowała do jego nowego życia, ona czuła się coraz bardziej jak coś z innego świata. Ona łaziła w dwóch różnych kolorowych skarpetkach, potrafiła wyjść po mleko w piżamie i crocsach, nie bała się wejść na drzewo w sukience albo spódniczce, bo wiedziała, że Alex zawsze ją osłoni. Nie bała się wytatuować sobie kaczki tak o, żeby uczcić ich przyjaźń, bo coś, co dla kogoś innego mogłoby wydawać się mało estetyczne, dla niej stało się jednym z ulubionych tatuaży. Tak jak ten tatuaż na skórze odzwierciedlający Alexa, tak i on został wygrawerowany na jej sercu. Nie dało się tego pozbyć. Może jak się rozstaną, to ten świeży tatuaż, ta blizna, która otwierała się za każdym razem, gdy spojrzał na nią przez ułamek sekundy w inny sposób, w końcu przestanie krwawić. Może tak jak jej blizna na udzie i biodrze z latami blakła, tak samo będzie z miłością do niego? Może naprawdę musiała się odciąć, nie mieć z nim żadnego kontaktu, po prostu pozwolić mu żyć, a przy okazji nauczyć się samej żyć bez niego?

Przejechała opuszkami palców po jego ramieniu i westchnęła. - Nie przepraszaj. Tylko dlatego, że nie zauważyłeś, mogliśmy się przyjaźnić jeszcze dziesięć lat - uśmiechnęła się pod nosem. - Może nie wprost, ale dałam ci znać. Nasz pierwszy raz… strasznie się stresowałeś i bałeś po wszystkim, Alex. Że wiesz, wszystko się między nami zmieni - westchnęła. - Zmieniło się. W moich uczuciach do ciebie. Ale nie chciałam, żebyś czuł presję lubienia mnie. Przepraszam, że tyle to ukrywałam. - fuckkkkkk.

Dziesięć lat kłamstwa.

Ale serio, to uczucie było w niej uśpione przez tyle lat, aż do tamtej cholernej randki, która wszystko zniszczyła. Musiała wtedy zgrywać jebaną bohaterkę i rzucić sekretem, który był głęboko zakopany w zakamarkach jej świadomości. For fuck’s sake. Przegryzając cukierkowy koralik z tym charakterystycznym dźwiękiem pęknięcia, uśmiechała się pod nosem, chcąc po prostu chłonąć ten moment normalności. Nie chciała pozostać mu dłużna, więc usadziła się na jego kolanach, jak za starych czasów. Fizyczność z Alexem zawsze przychodziła jej naturalnie, ale teraz? Czuła motylki w brzuchu, zdenerwowanie i napięcie, które starała się ignorować. Spoglądając w jego oczy, naprawdę miała ochotę zbliżyć się jeszcze troszkę. Przechylić głowę i pocałować go. Mocno, czule, tak żeby zrozumiał, jak bardzo jej na nim zależało. Ale musiał to rozumieć, eh? Przez tyle lat musiał. - Szybko - wyrzuciła z siebie ze śmiechem, odchylając szyję i czekając na to kąśnięcie, za którym tak tęskniła. Wpatrywała się w niebo, czekając na jego ruch. Czemu z każdą mijającą sekundą czuła, jak serce wali jej coraz mocniej, a oddech urywa się gwałtowniej?

Czując jego dłoń na szyi, a drugą na talii, poczuła cieplejszy oddech muskający skórę jej szyi. Ahhhh.... Czemu czuła aż takie napięcie między nimi? Przymknęła oczy, zaciskając je mocno, aż w końcu poczuła jego usta na swojej szyi i usłyszała dźwięk przegryzanego cukierka. Obniżyła spojrzenie, gotowa wybuchnąć śmiechem i odsunąć się od niego, ale on dalej ją trzymał. Wpatrywał się w jej oczy. Czy to był ten moment, w którym mieli się pocałować? Przełknęła ślinę, czekając na to, co zrobi. Z cichą nadzieją, że może to był właśnie ten moment. Zjechała spojrzeniem z jego oczu na usta i kiedy już totalnie się odcięła, poczuła kroplę spadającą jej na głowę. Drugą. Kolejną. Spadały coraz szybciej. Zerknęła w górę, a niebo było dosłownie zachmurzone. Cholera, jak mogła tego nie zauważyć kilka momentów temu? Zerwała się, rozglądając się za butem, lecz po chwili straciła równowagę i władzę nad nogami, bo Alex zgarnął ją, przerzucając przez ramię. - Ducky! - wybuchnęła śmiechem, przyglądając się oddalającemu jezioru. Dosłownie przez moment było tak jak kiedyś.

Gdy dostali się do starej kanciapy, postawił ją na podłodze, a ona tylko przecierała oczy, biorąc głębsze oddechy i starając się wyregulować po tej całej ekscytacji i adrenalinie. Mrugnęła kilka razy, próbując przyzwyczaić oczy do ciemności, a gdy zerknęła na Alexa, po prostu wybuchnęła śmiechem. Wyglądali jak szczury, które wróciły z nieudanego otwarcia kanału. Welp. Jednak on nagle się odsunął, zmieniając bliskość, którą przez moment udało im się odbudować, w nieprzyjemną odległość. Automatycznie również się odsunęła, opierając plecy o drzwi. Spojrzała na niego i odparła, - Pada. - Znowu nie mieli o czym rozmawiać? Znowu każde słowo tak kurewsko paliło, gdy odbijało się od obiektów, zanim dotarło do niego? Zdała sobie sprawę, że to chyba był ten moment. Moment, w którym będzie musiała się z nim pożegnać. Tym razem już naprawdę. Nie zasługiwał na to, żeby robiła to w jakimś pieprzonym liście, bo tak wyobraziła sobie zakończenie ich historii na własnych zasadach. Zasługiwał, żeby odzyskać kontrolę nad swoim życiem, a ona? Może musiała nauczyć się doświadczać nowych rzeczy bez niego.

Wyciągnęła telefon, odpalając apkę, by zamówić taksówkę. W tamtym momencie nie obchodziło jej, ile musiałaby zapłacić, żeby ktoś ją odebrał. Musiała to zakończyć i wydostać się stąd jak najszybciej mogła. Po chwili ktoś zaakceptował jej zamówienie i miał być w ciągu pięciu minut. Pięciu minut. Tylko tyle jeszcze będzie mogła spędzić w towarzystwie swojego przyjaciela. Schowała telefon do kieszeni, spojrzała na niego i zdecydowała się w końcu to wszystko pieprzyć. - Alex - wydusiła z siebie, robiąc kilka szybkich kroków w jego kierunku. Wysunęła dłonie ku górze i stanęła na palcach, by chwycić go za szyję i przyciągnąć do siebie. Pocałowała go. Długo, czule. Na pożegnanie. Czuła łzy zbierające się w oczach i dosłownie w tym samym momencie, w którym miała ochotę pogłębić pocałunek, odsunęła się. - Dbaj o siebie, dobrze? - uśmiechnęła się przez łzy, przejeżdżając dłonią po jego klatce piersiowej. - Będę tęsknić.- Stuknęła go kilkakrotnie w tors i odwróciła się, wychodząc na zewnątrz. Musiała iść. Nie oglądać się za siebie. Wybiegając na zewnątrz, zauważyła taksówkę i wskoczyła do środka. Dopiero po jakichś pięciu minutach skapnęła się, że cholera, nie ma buta na sobie. - Mój but! - jęknęła głośno. - Chce pani wrócić? - zapytał kierowca. - Nie, nie, jedź - odparła. Odwróciła się tylko, żeby spojrzeć przez tylną szybę na miejsce, w którym stworzyła tyle wspomnień z Alexem. I tak samo jak ona płakała w środku, starając się walczyć ze łzami, które cisnęły się do oczu, tak samo tego dnia płakało niebo.

it's too late to fight
it ends tonight...


k o n i e c


𝚒 𝚠𝚒𝚕𝚕 𝚊𝚕𝚠𝚊𝚢𝚜 𝚕𝚘𝚟𝚎 𝚢𝚘𝚞
ODPOWIEDZ

Wróć do „⋆ Po Kanadzie”