34 y/o
LO SIENTO
184 cm
właściciel klubu i informator policji | Emptiness
Awatar użytkownika
miał być cichy, niewidoczny, w końcu balansuje na granicy między kokainą na złotych tacach i bronią ukrytą pod drogimi marynarkami, a kajdankami i odznaką przy pasku... a jednak tak bardzo rzuca się w oczy, że trudno go nie zauważyć, z tymi jego tatuażami, z tymi kolorowymi koszulami, złotymi łańcuchami na opalonym karku i... niewyparzoną gębą
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkinie
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

trigger warning
przekleństwa
Musieli uciekać.
Nie mieli innego wyjścia...

Może mieli, może gdyby byli mniej narwani jeszcze jakoś by to poukładali. Ale to byli Pilar i Madox, w ich żyłach zawsze krążyła gorąca krew, oni tylko dokładali do pieca, wiecznie i wiecznie. Parli na przód. Nie oglądali się za siebie.
A teraz... patrzyli tylko w swój oczy. Tak głęboko, że nic innego się nie liczyło, tylko to uczucie, które między nimi... Ono się już nie tliło. Ono już wybuchło pełnym ogniem. Trawiło wszystko po drodze.
Nie było odwrotu. A przed nimi droga do Bonawentury.
Ta pierwsza część minęła im szybko. Bo padli, Madox nawet nie skontaktował tego momentu, kiedy Pilar się do niego przytuliła, a on zamknął ją w swoich ramionach i odpłynął.
Chyba przez moment poczuli się naprawdę bezpiecznie.
Jedna krótka chwila, która dała im moment odpoczynku, zasłużonego przecież, bo oni całą wczorajszą noc byli na nogach, a do tego... tyle się działo.
Tyle, że nic dziwnego nie było w tym jak Pilar zareagowała. A Madox on się tylko przeciągnął, kiedy dostał w nogę i w pierwszej chwili chciał sobie naciągnąć koszulkę na głowę prosząc o jeszcze pięć minut, ale finalnie dotarło do niego gdzie był. A przede wszystkim z kim. Zaspane jeszcze oczy przesunęły się po Stewart, a potem przetarł je knykciami.
Objął ramieniem Pilar przytulając ją jeszcze na moment do siebie. No bo... może było chujowo, ktoś rzeczywiście ich gonił, nie tylko policja, jego ojciec i Trucizna, ale byli w tym razem. To zawsze jakiś plus.
Właściwie Madox zaproponował, że idą z nimi tylko po to, żeby się jakoś odwdzięczyć za pomoc, bo najchętniej nie ruszałby się z miejsca. Chociaż kiedy wysiedli, to poczuł jak zdrętwiał. Odchylił się do tyłu przeciągając, jak kot, nawet sobie podskoczył w miejscu rozprostowując nogi. Nie mogli nawet sprawdzić która godzina, ale poratował ich Juan. Ewidentnie potrzebowali jakiegoś telefonu, albo chociaż zegarka. Madox pożałował, że nie wziął żadnego, może nie były piękne i drogie, ale lubił je nosić.
Jeszcze oparł się o samochód łapią w płuca więcej powietrza, a zaraz dostał od Pilar w ramię. Wbił w nią ciemne spojrzenie i uśmiechnął się zaczepnie.
- A co byśmy robili? Ukradli im tego vana… Pojechali w stronę słońca, jak Bonnie i Clyde - wyrwał się do niej obejmując ją w pasie i przyciągając do siebie, tak, że znowu wylądowała na jego torsie, opierając dłonie na jego klacie - nie jestem - powiedział od razu, ale zaraz się zamyślił odchylając głowę do tyłu - chociaż ja zawsze jestem... Ale możemy się przejść, a w Bonawenturze wyskoczymy na kolację. Co myślisz? Może na plaży? Albo w jakiejś dojebanej restauracji? Za hajs ojca - pochylił się do niej, żeby skraść z jej pełnych, słodkich ust zaczepny pocałunek. A zaraz splótł jej palce ze swoimi i ruszyli do stacji. Madox po drodze złapał Juana i Sofię i zapytał ich o numer dystrybutora, a zaraz stał przy ladzie, żeby zapłacić - przydałby się... Ale wiesz co? Mam coś... Pokażę ci później - rzucił trochę tajemniczo, a zaraz wyszczerzył się w uśmiechu do kasjerki - z dwójki i to... - pokazał tatuaże, a potem wywrócił oczami zerkając na Pilar z uśmiechem. Uregulował rachunek i mogli wyjść, oczywiście Madox w pierwszej chwili zabrał jej te tatuaże i obejrzał, a zaraz podwijał sobie koszulkę pokazując poobijany brzuch - tu mi zrobisz tą czachę - pokazał jej palcem którą, a już po chwili oddał jej arkusz i objął ją ramieniem przyciągając do siebie.
Po drodze jeszcze zaczepili Juana i Sofię, Madox ich zagadał, że da im na obiad, w ramach rewanżu za podwózkę, ale oni się trochę przejdą, bo nie są głodni. Tym razem mieli nawet trochę więcej czasu, bo okazało się, że w restauracji mieli spore kolejki. No i dobrze.
- Też myślę, że powinniśmy zadzwonić do Marie - odezwał się dopiero kiedy szli w kierunku samochodu - ale poczekaj... pokażę ci coś - pociągnął ją w kierunku auta. Wziął klucz od Juana i zaraz grzebał w torbie, w której mieli broń i forsę. Ale nie o to mu chodziło, bo w końcu Madox wyjął z niej telefon.
- Telefon Rosy - wyjaśnił - trochę go zamoczyliśmy, ale owinąłem go w bluzę i może... - spróbował go włączyć i chociaż przez chwilę wydawało się, że nic z tego, to w końcu smartfon wydał charakterystyczny dźwięk i się zaświecił. Rosa nie miała nawet żadnej blokady, więc Noriega przesunął tylko palcem po wyświetlaczu, a zaraz zaczęły go atakować przychodzące wiadomości i inne powiadomienia.
Było tego od chuja, a najnowsze od...
Ticiano. Dużo emotek, jakieś Rosa proszę. Rosa gdzie Madox. Pilar to...
Madox przesunął palcem po wyświetlaczu. Wszedł w nieodebrane połączenia, były jakieś stacjonarne numery, był Tio, była Marie. Ale też... - moja matka do niej dzwoniła - mruknął i wszedł w jej kontakt, ale nie było żadnej wiadomości, tylko te trzy nieodebrane połączenia.
I kiedy tak stali przy Vanie, to nagle jakaś słodka muzyczka przecięła ciszę, a telefon zawibrował mu w ręce. To był Ticiano. Madox podniósł komórkę odwracając ją w kierunku Pilar. Chyba nie powinni tego odbierać...
Ale kurwa to był Madox.
Nacisnął zieloną słuchawkę.
- Rosa gdzie ty kurwa jesteś? Dlaczego się nie odzywasz? Wydzwaniam do ciebie i wypisuje... Zgłosiłem Madoxa na psy, ale byli u mnie, szukają też Pilar. Gdzie ona jest, ty coś wiesz? - wyrzucił z siebie na jednym oddechu. I dopiero się zatrzymał - Rosa? Halo... Rosa słyszysz mnie? - zapytał jeszcze, a potem zamilkł na chwilę. Chwilę, w której Madox wpatrywał się w oczy Stewart. Zajebisty brat, który sprzedał go na psy. Świetny chłopak, który wydzwaniał do Rosy... Ale może dlatego, że martwił się o Pilar?

Qué está pasando en Medellín? 🤔❓
zgrozo
stania w miejscu i postów z czata
30 y/o
PEW PEW
169 cm
śledcza at toronto police service
Awatar użytkownika
Lepiej strzela niż gotuje. Do tego: agresywna, impulsywna i narwana. Niektórzy jeszcze mówią, że dzika. Ogólnie wszystko co złe, to Pilar.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 os
czas narracjiprzeszły
postać
autor

trigger warning
przekleństwa w ilości DUŻO, teenage drama
Mogli.
Mogli ukraść tego vana i odjechać w stronę zachodzącego słońca jak Bonnie i Clyde. Bo czemu by nie? Właściwie to byłoby bardzo w ich stylu. Wczoraj ukradli już motor, pieniądze i broń, to co to był dla nich jeden Van, w dodatku taki, do którego mieli kluczyki? Tylko oni już chyba nie chcieli bardziej łamać prawa, szczególnie, że Sofia i Juan wydawali się naprawdę w porządku. Wieźli ich na pogrzeb babki Pilar, nie chcieli za to żadnych pieniędzy i nawet dali im plecak na rzeczy. Dobrych ludzi należało celebrować, a nie okradać. Szczególnie, że oni w ostatnim czasie otaczali się przecież tylko tymi złymi jak się okazało. I to jeszcze jak.
O kurwa, może pójdziemy do takiej z gwiazdką Michelin — momentalnie podłapała temat, który zarzucił w kwestii kolacji. — Zamówimy wszystko z menu i najemy się jak jeszcze nigdy, jak prawdziwi bogacze. Ja założę tą czerwoną bieliznę, którą mi wybrałeś i sukienkę, a potem ty ją ze mnie… zdejmiesz. To chciała powiedzieć. Tylko nawet nie zdążyła, bo kobieta przy kasie już chciała ich obsługiwać i Madox musiał się jedynie obejść smakiem i sam domyślić, co Pilar chciała powiedzieć.
Zapłacili za benzynę, zapłacili również za tatuaże i pewnie wzięli sobie jeszcze po puszce mrożonej kawy na wynos, bo pogoda była iście słoneczna. Ciało praktycznie samo się pociło, a Stewart już nie mogła doczekać się, aż w końcu będzie mogła zostać w samym kostiumie kąpielowym i wskoczyć do morza. Marzenie. Oby nie ściętej głowy. Przeszli do restauracji, gdzie Juan i Sofia stali w kolejce, Madox dał im kasę na obiad i umówili się za pół godziny przy Vanie, żeby jechać dalej. Sami przeszli do niego z kluczykami, a kiedy Noriega machnął jej przed oczami telefonem Rosy, Pilar otworzyła szeroko oczy.
Skąd… — wyrwała się do przodu i od razu nachyliła w stronę wyświetlacza. Pamiętała moment, w którym Rosa coś do niego krzyczała, ale sama pilar była wtedy zajęta odpalaniem motora niż tym, co robili. Musiała mu wtedy dać ten telefon. — Znasz pin? — spytała, chociaż zaraz okazało się, że Rosa nawet tego nie miała (zaraz obok godności) i wystarczyło przesunięcie palcem, by spojrzeć na powiadomienia, które zaczęły przychodzić. Od Ticiano, Marie… a nawet kilka zapytań o to, czy chciała ustawić się na szybki numerek. Pilar aż przewróciła oczami, gdy wraz z jednym wpadło też zdjęcie kutasa jakiegoś faceta. Nawet miała to jakoś skomentować, tylko wtedy Madox zauważył, że nawet jego matka do niej dzwoniła. Esme prawie się martwiła, ale Stewart nie miała nawet zamiaru poruszać tego tematu. Chociaż z drugiej strony…
Może chcesz do niej zadzwonić? — spytała, podnosząc na niego ciemne, duże oczy. — No wiesz, dać jej znać, że wszystko jest okej i że… — nie dokończyła, bo muzyka połączenia wdarła się między ich rozmowę i wybrzmiała głośno. — Nie odbieraj tego — krzyknęła, gdy na wyświetlaczu pojawił się Tio. Serce zabiło jej mocniej, a gula momentalnie urosła w gardle. I to nawet nie przez samego Ticiano, ale fakt, że przeszłość miała z nimi jeszcze jakiś kontakt. W jej głowie już dawno zostawili ich za sobą i ostatnie, co chciała robić, to słuchać głosu tej zakłamanej szuji, która… zabrała im osiem lat bliskości. Tylko Madox chciał. Nacisnął zielona słuchawkę i dał na głośnik.
Pilar słuchała jego słów, chociaż oczy miała wbite w te Noriegi, a dłoń mimowolnie zacisnęła się na jego przedramieniu. Nie powinni byli tego odbierać, bo… w kilka słów Ticiano wszystko znowu do niej wróciło. Cały ten wczorajszy dzień, to wszystko, co się stało, cały ten ból, potknięcia i przede wszystkim każde, jedno wykroczenie Ticiano. Złość rosła w niej z każdą sekundą. Wiedziała, że nie powinna, no kurwa wiedziała, ale…
Ty pierdolona, zdradziecka szujo — wyrwała mu telefon, warcząc do niego.
Pi-Pilar? — oczywiście, że Tio od razu poznał jej głos.
Srilar — warknęła, nie potrafiąc się powstrzymać. Bardzo ładnie. Jak na kurwa dorosłą osobę przystało i jakby wcale nie miała znowu pięć lat, ale mu powiedziała.
Kochanie, Pilar, ja…
Zamknij się — przerwała mu natychmiastowo i przeszła się kawałek po parkingu.
Gdzie jes…
Jak mogłeś to zrobić, co? — znowu wbiła mu się w pół słowa. — Jak mogłeś podać własnego brata na psy?! Z chujem się mózgami zamieniłeś? Kto tak kurwa robi!? — już nawet nie kontrolowała tego, co do niego mówiła i jak głośno, słowa po prostu wylatywały z jej ust. — Jak mogłeś go tak zdradzić? Jak mogłeś mnie zdradzić? Mówiłeś kurwa, że kochasz i co? I potem za każdym razem jak wymykałeś się ode mnie z pokoju przez okno to szedłeś do niej? Poprawić sobie? — miała już go gdzieś, a jednak żal i niesmak wciąż tliły się pod skórą, żarzyły i paliły. Były nieznośne. — A jak jakoś sobie po tobie nie poprawiałam z nikim innym. A kurwa mogłam, po tym jak dochodziłeś po minucie! — powiedziała to? Nie. Ona to wykrzyczała. Tak głośno, że pół stacji wiedziało, że Ticiano ruchał się chu-jo-wo. Czy było to dojrzałe z jej strony? Oczywiście, że nie, ale przecież ona była jeszcze dzieciakiem, wszyscy byli, mieli po marne osiemnaście lat. Co oni wiedzieli o takcie i dobrym zachowaniu, załatwianiu rzeczy i spraw jak cywilizowani ludzie? Przemawiały przez nich skrajne emocje i hormony, których nie dało się zatrzymać. Znowu podbiegła kawałek do przodu widząc, jak Madox się za nią kręci. Nie była pewna, czy chciał jej wyrwać telefon, dlatego szybko kontynuowała. — A fakt, że powiedziałeś swojemu pieprzonemu bratu, że nie zasługuje na miłość, na mnie, bo nikt go nigdy nie pokocha… jesteś kurwa chory Tio. Zły do szpiku kości i mam nadzieje, że kiedyś kurwa zrozumiesz to, co zrobiłeś. Ale wiesz co? — złapała w płuca więcej powietrza, a ogniste spojrzenie zawiesiła na twarzy Madoxa. — Ja go kocham. Kocham go kurwa tak, jak ciebie NIGDY nie potrafiłam i wiesz co jeszcze? PIERDOL SIE — ostatnie słowa już wykrzyczała prosto wyświetlacza, który miała przy samych wargach, a następnie… po prostu się rozłączyła. W pierwszym odruchu miała ochotę pierdolnąć tą komórką o ziemie, taka była zła, ale w ostatniej chwili złapała resztki rozsądku, a palące spojrzenie zawiesiła na Madoxie, kiedy tak jej klatka piersiowa unosiła się chaotycznie w górę i dół.

Lo amo. Lo amo jodidamente, de la manera en que NUNCA pude amarte a ti.
kasik (dc: kasik_srasik)
nudy. a tak poza tym, to używania AI, czytania mojej postaci w myślach i braku inicjatywy.
34 y/o
LO SIENTO
184 cm
właściciel klubu i informator policji | Emptiness
Awatar użytkownika
miał być cichy, niewidoczny, w końcu balansuje na granicy między kokainą na złotych tacach i bronią ukrytą pod drogimi marynarkami, a kajdankami i odznaką przy pasku... a jednak tak bardzo rzuca się w oczy, że trudno go nie zauważyć, z tymi jego tatuażami, z tymi kolorowymi koszulami, złotymi łańcuchami na opalonym karku i... niewyparzoną gębą
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkinie
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

trigger warning
przekleństwa
Chyba już mieli wystarczająco kłopotów, a zresztą jeden samochód już ukradli, co prawda może nikt ich z tym nie powiązał, ale mieli za sobą przejażdżkę kradzionym samochodem, bez prawka do tego. Bo przecież Madox miał na razie tylko takie na motocykl. A ten jego...
Stał sobie gdzieś przy plaży.
Ale Noriega nawet o tym nie myślał, bo znowu łapali te chwile beztroski gadając sobie o tym, że mogliby zjeść w restauracji z gwiazdką Michelin.
- W jakiej chcesz - odpowiedział jej od razu - wszystko oprócz wątróbki, bo tego bym nie zniósł, od razu cały apetyt odebrany... - jeszcze miał jej coś nawijać, ale wtedy Pilar powiedziała mu o tej czerwonej bieliźnie, którą by z niej mógł... zedrzeć?
Uśmiechnął się do niej zaczepnie, a potem grzecznie zapłacił za ich zakupy i mogli wyjść. Zaczepić Juana i Sofię, a potem prosto do Vana, gdzie Madox chciał pokazać Pilar, co miał.
Mogła nie widzieć momentu, w którym Rosa rzuciła mu swój telefon, bo przecież tam wszystko działo się szybko, a Stewart dodatkowo odpalała motocykl, więc Madox postanowił jej to wyjaśnić.
- Nie wiem... Chyba miała jakieś wyrzuty sumienia i wiesz, jak już odjeżdżaliśmy, to mi go rzuciła - popatrzył na wyświetlacz. Sam nie wiedział dlaczego Rosa to zrobiła, skoro cały czas go oszukiwała i zdradzała. Skoro spotykała się za jego plecami nawet z Trucizną.
Może nie chciała, żeby trafiło do niego to, co miała na starego Noriegę? Przecież to by dużo skomplikowało. Rosa też by miała przejebane. Madox chciał to sprawdzić, co ona miała takiego na jego ojca. Ale kiedy tylko odblokował telefon, przesunięciem palca, to zaatakowała go mnogość tych powiadomień, jakieś pytania o szybki numerek, i mimo, że Madox miał już Rosę gdzieś, to zacisnął mocniej palce na telefonie. A na tego dickpicka wypuścił mocno powietrze z płuc przez nos. Wszedł w nieodebrane połączenia i wtedy zauważył te od swojej matki.
- Nie - odpowiedział Pilar od razu, kręcąc przy tym głową. Esme nie mogła wiedzieć, gdzie oni są, bo na pewno powiedziałaby jego ojcu. Madox jej nie ufał, nie umiał po tym, jak jego ojciec go lał, a ona... na to pozwalała.
Miał powiedzieć coś jeszcze, kategorycznie odmówić tego telefonu do matki, ale wtedy odezwał się dźwięk dzwonka.
Nie odbieraj tego, nie powinien. To był kurwa najgłupszy na świecie pomysł, ale to zrobił, kliknął zieloną słuchawkę i głośnik.
A zaraz usłyszeli głos Tio, te wszystkie jego słowa skierowane do Rosy.
Madox podniósł spojrzenie na Pilar i chciał się rozłączyć. Bo przecież nie powinni się do niego w ogóle odzywać, ale Pilar wyrwała mu telefon.
- Pilar... - syknął, kiedy Stewart krzyczała już do telefonu, chciał go jej wyrwać, ale mu uciekła.
Srilar, Madox aż przewrócił oczami, ale już nie wyrywał jej telefonu.
A potem to kochanie, Pilar, zrobiło mu się niedobrze, bo jak on mógł tak do niej mówić, po tym wszystkim co zrobił? A zresztą Stewart zaraz sama go pytała jak mógł to zrobić. Madox nie wiedział. Jak mógł udawać, że ją kocha, a jednocześnie pisać z Rosą, pieprzyć się z nią...
Tylko zaraz się okazało, że Pilar wcale nie chodziło o to, co on zrobił jej, tylko jemu. A przecież nikt nigdy w życiu nie stanął w obronie Madoxa. Ani matka...
Ani jego brat, który nigdy w niego nie wierzył, który na walce obstawił Truciznę. Nikt.
Tylko ona. Znowu.
Patrzył na nią wielkimi, ciemnymi oczami, na to jak nawijała do telefonu, jak miotała się po tym parkingu.
On też nie wiedział, jak Ticiano mógł to zrobić. Dlaczego sprzedał go na psy...
Wiedział. Dla Pilar, żeby znowu jej udowodnić, że Madox nie był dla niej. Zawsze to robił. Zawsze chciał jej pokazywać, że on jest lepszy od Noriegi, bo potrafi ją kochać.
Zajebiście jej to pokazał.
Madox się nie odzywał, nawet z miejsca się nie ruszył, tylko wodził za nią spojrzeniem, kiedy znowu wyskoczyła z tym jak mógł mówić jej, że ją kocha, a później iść do Rosy, wymykać się z jej pokoju...
Bo Madox oddałby w chuj, żeby móc wejść przez okno do jej pokoju, jak za dzieciaka. W życiu by się z niego nie wymknął. Już zrobił krok w jej kierunku i chciał jej zabrać telefon, żeby niepotrzebnie się nie nakręcała, ale Pilar wtedy powiedziała to po tym jak dochodziłeś po minucie, a Noriega… parsknął.
No po prostu nie wytrzymał i się zaśmiał, tak, że Tio mógł to słyszeć i chuj. A tak się chwalił, że on by mógł całą noc i, że Pilar czasami go błaga, żeby już skończył.
- Pilar... - rzucił znowu Madox i tym razem Tio na pewno go słyszał, bo zaraz zaczął.
- Madox? Jesteś z Madoxem? - Noriega nic nie powiedział, ale sięgnął do Stewart ręką, chciał jej zabrać telefon, tylko, że znowu mu uciekła. A on za nią, wpadł na nią kiedy się zatrzymała, tak, że musiał ją objąć w pasie, żeby jej nie wywalić. I znowu chciał się odezwać, ale Pilar już krzyczała te kolejne słowa, o tym co Madox jej powiedział. I Noriegę trochę zamurowało, trochę wbiło w ziemię, sięgnął palcami do jej poobijanego brzucha trzymając ją blisko przy sobie. A kiedy zakończyła tę rozmowę ja go kocham, to trochę oprzytomniał. Pokręcił głową, a zaraz szarpnął Pilar za rękę odwracając ją przodem do siebie, tak, że zderzyła się z jego torsem. Znowu przytrzymał ją przy sobie, blisko.
- Jesteś jebnięta - warknął, z czarnymi oczami utkwionymi w jej twarzy - czemu mu to wszystko powiedziałaś? - rzucił trochę z wyrzutem, a trochę... - ale... ja cię też kurwa kocham, tak jak nikogo, nigdy - złapał ją mocno za pośladek, przyciskając do siebie, a potem... Wpił się w jej pełne, gorące usta, które tak ładnie o niego walczyły. Które wypowiedziały te wszystkie słowa w jego obronie.
A Madoxa nikt nigdy nie bronił.
Cały świat miał na niego wyjebane. Tylko nie ona. Sięgnął do tego telefonu, który znowu zaczął grać, bo Ticiano się dobijał, ale jego usta nawet na moment nie oderwały się od tych jej. Smakował je w tym ognistym, zmysłowym pocałunku. Długo, głęboko, przy akompaniamencie Oops!…I Did It Again, które Rosa miała ustawione na dzwonku.
Madox wrzucił telefon do tylnej kieszeni spodenek.
Jego język bezczelnie wdarł się w usta Pilar, tańcząc z tym jej w chaotycznym tańcu. A jego palce zaczepiały materiał jej sukienki, marszcząc go, podwijając. Znowu się na nią nakręcał, a kiedy w końcu się od niej oderwał, to jego czarne już oczy, odszukały jej ogniste spojrzenie - umiem trochę dłużej niż minutę - pokazał jej czubek języka, a zaraz obejrzał się przez ramię, kiedy telefon znowu się odezwał. Wyjął go z kieszeni, nacisnął na czerwoną słuchawkę. Raz. Drugi. Trzeci.
- Niech się pierdoli - jeszcze wyrwał się do Pilar, żeby musnąć wargami zadziornie jej miękkie usta. Krótko, zanim znowu wbił w nią spojrzenie - ale mu nagadałaś - uśmiechnął się do niej, ale zaraz spoważniał - nigdy bym ci czegoś takiego nie zrobił - zapewnił ją. Rosy też nie zdradzał, chociaż różnie o nim gadali, ale przecież Madox wyrywał aktorki zanim zaczął się oficjalnie prowadzać z Rosą. Był, jaki był. Ale na pewno nie taki, jak Ticiano.
I może nie umiał jak jego kuzyn, w piękne miłosne wyznania, ale zaraz zacisnął palce na ręce Pilar i pociągnął ją po parkingu w kierunku jeziorka - chodź kupimy ci buty, a potem się przejdziemy - i zanim zdążyła zareagować, to on ją znowu łapał pod kolanami i brał na plecy, żeby już nie człapała w tych jego za dużych trampkach. Bo może Madox nie umiał pięknie mówić o miłości, ale za to, kiedy podrzucił ją sobie na plecach, poprawiając, a kiedy objęła go za szyję, to na jej rękach złożył kilka pocałunków i zostawił kilka śladów po zębach, to... czy to nie była miłość?

Nunca te haría algo así °❀⋆.ೃ࿔*:・
zgrozo
stania w miejscu i postów z czata
30 y/o
PEW PEW
169 cm
śledcza at toronto police service
Awatar użytkownika
Lepiej strzela niż gotuje. Do tego: agresywna, impulsywna i narwana. Niektórzy jeszcze mówią, że dzika. Ogólnie wszystko co złe, to Pilar.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 os
czas narracjiprzeszły
postać
autor

trigger warning
przeklestwa
Nie powinni tego odbierać.
Amen.
Nie i kurwa koniec.
Zasada numer jeden uciekania przed policją i całą resztą świata: nie odbieraj telefonu, który ukradłeś. Tylko oni kompletnie ją zignorowali. Pierwsze Madox, gdy nacisnął zieloną słuchawkę i ustawił Tio na głośnik, a potem ona — jeszcze bardziej karygodny — gdy się odezwała i zaczęła na niego wydzierać, tylko utwierdzając Ticiano w przekonaniu, że uciekła, miała telefon Rosy i jeszcze był z nią Madox.
No brawo, kurwa.
Order z ziemniaka dla tej dwójki kompletnie niedoświadczonych szaleńców. Tak kurewsko w sobie zakochanych, że świata poza sobą nie widzieli. I chociaż Pilar robiła to kompletnie nieświadomie, to już stawiała go ponad siebie i własne problemy, kiedy wytykając Ticiano to, jakim był złym człowiekiem, skupiała się głównie na tym, co zrobił swojemu bratu, a nie własnej dziewczynie. Bo ona w tym wszystkim czuła się mniej ważna. Pilar nigdy nie miała potrzeby bycia w centrum uwagi. To zdecydowanie lepiej wchodziło dziewczynom pokroju Rosy. Ona trzymała się z bok u i po prostu robiła swoje, jednak jedna rzecz, obok której nie potrafiła przechodzić obojętnie, to kiedy ktoś krzywdził najbliże jej osoby. A przecież nie miała nikogo bliższego niż on. Był jej wszystkim.
I może to uczucie było nowe, kompletnie świeże, bo nawet nie trwało dwadzieścia cztery godziny, tak było chyba najpiękniejszym, co ona kiedykolwiek czuła. Nigdy wcześniej nie miała w sercu tak wielu emocji, tak dużo ciepła i pożądania, która wylewało się z każdego jej gestu. I może też dlatego nie była w stanie się powstrzymać, żeby przyznać przed Ticiano, że go kochała. Kochała Madoxa Noriege. I teraz wiedział o tym nie tylko dworzec w Medellin, ale i cały świat.
I szczerze?
Czuła się za-je-bi-ście.
Tym, że mogła powiedzieć to głośno, wykrzyczeć wręcz, na pełnej piersi, patrząc mu przy tym głęboko w oczy, nawet jeśli słowa skierowany były do jej byłego chłopaka. Uśmiechnęła się, kiedy warknął na nią, że była jebnięta. Była. To nawet nie podlegało wątpliwości. Dziecko, które kompletnie postradało zmysły na poczet hormonów i przyśpieszonego bicia serca.
Jebnięta — zgodziła się z nim. — No i co? — zadarła głowę w górę, drżąc, gdy jego smukłe palce znowu dotknęły jej biodra. Chyba widziały gały co brały i musiał mieć pełną świadomość tego, że Pilar do normalnych z pewnością nie należała. — Powiedziałam mu po prostu prawdę, chociaż i tak zrobiłam to zbyt grzecznie — pokręciła głową, wciąż czując, jak buzowały w niej te wszystkie negatywne emocje. Emocje, które on w kilku słowach kompletnie rozwiał. Mruknęła, gdy złapał ją za tyłek, a to kocham cię wryło się w jej głowie i aż zabolało w całym ciele. Ale to był najpiękniejszy, możliwy ból. Taki który mrowił przyjemnie i sprawiał, że ciało zalewało niesamowite ciepło, a kiedy tylko wpił się w jej usta… kurwa.
Przepadła.
Kompletnie ją odcięło. W kilka sekund wywiał z jej głowy każdą, jedną myśl i wypełnił ją sobą. Wszystko kręciło się wokół niego. Smaku jego obłędnych ust, które doprowadzały ją do szału; języka, który wyszedł dzielnie naprzeciw temu jej, pogłębiając jeszcze bardziej ten szczenięcy pocałunek pełen pasji. Czuła, jak zbiera się w niej napięcie, jak znowu cała się na niego fiksuje i nakręca. Dłonie wplotła w jego włosy, szarpiąc go bliżej siebie, aż nie natrafili na cudze auto. Całe szczęście nie włączył się alarm.
Weź mnie do tego wana — mruknęła na raty, kiedy tylko zaczęło kończyć im się powietrze, a on wspomniał, że sam umiał wytrzymać dłużej niż minutę. — I pokaż, ile potrafisz wytrzymać — nie przestawała go namawiać. Za każdym razem jak chciał się od niej odsunąć, on znowu szarpała się do niego bliżej, napierała na niego. — Ja też ci pokaże — tu wyszeptała prosto do jego ucha, do którego zaraz przykleiła się jeszcze bliżej i bezczelnie jęknęła, szarpiąc go za ubrania. Tylko że telefon nie ustawał, dzwonił na okrągło i chociaż Britney z początku kompletnie nie przeszkadzała, tak jednak w końcu wybiła ich z nastroju, szczególnie, że przyszli też właściciele auta, na którym Pilar opierała tyłek i musieli się zebrać.
Niech się pierdoli — powiedziała zaraz po nim, zgadzając się z nim w stu procentach. Uśmiechnęła się, gdy Madox znowu ją pochwalił i nawijał o tym, jak to mu nagadała. Aż sama zaczęła być z siebie dumna, chociaż oczywiście po fakcie w głowie miała już sto kolejnych rzeczy, które mogła mu powiedzieć i wytknąć, tylko czy teraz to miało jakiekolwiek znaczenie? Gdy oni byli razem, sami, kiedy Madox brał ją znowu na barana, tylko po to, żeby nie musiała męczyć się w jego butach. Majtała nogami na lewo i prawo, mocno się go trzymając, a policzek przykleiła do jego głowy, tuląc się do niego jeszcze bardziej.
Wiem, że byś czegoś takiego nie zrobił — wyznała. W życiu nie osądzałaby go o takie przewinienia. Madox był jaki był, ale na pewnie nie był kłamcą. — Dlatego już jak miałam dziesięć lat wiedziałam, że będziesz moim mężem — prychnęła, szczypiąc jego głowę i ciągnąc za włosy zaczepnie. — I dalej to wiem — dodała głupio, bo przecież oni ledwo co się zeszli, ledwo co się na nowo odnaleźli, a tutaj takie tematy. Ale pomarzyć chyba sobie mogli, co? Skoro zaangażowali się w tą relacje do tego stopnia, że uciekli razem od tego co znali, to co to przy tym jakieś marne małżeństwo? N i c.
Patrz, tam jest jakiś stragan — wskazała ręką niewielki, rozłożony namiot, na którym starsza kobieta Miałą rozłożone ciuchy, a tuż obok była zapakowana cała fura ciuchów. Starszy mężczyzna zwijał już wieszaki do środka. — Ej chyba zamykają, weź tam podbiegnij — poprosiła i faktycznie, gdy tylko dodali na miejsce, okazało się, że małżeństwo już się zwijało, ale Pilar udało się jeszcze kupić buty. Co prawda były to najzwyklejsze, czarne trampki, ale przede wszystkim w jej rozmiarze. Mogła już nie tylko normalnie chodzić, ale też nie wydawała przy tym jakiś pojebanych odgłosów klapania. Podziękowali starszyźnie za to, że ich jeszcze obsłużyli, a Madox może nawet zostawił im więcej niż powinien. W zamian dostali dwie czerwone czapki z daszkiem i czachami z przodu. I tak odjebani ruszyli w stronę jeziora.
Nie było duże. Przypominało bardziej staw niż faktyczne jezioro, ale i tak było piękne. Pilar od razu pobiegła do niewielkiej, kamiennej plażyczki w połowie zarośniętej, po drodze zrzucając z siebie buty, które ledwo co założyła, by wbiec boso do wody.
No chodź tu!!! Na co czekasz — krzyknęła w jego stronę, kręcąc się jak głupia. — Woda jest zajebi… — nie dokończyła, bo kiedy zrobiła jeden krok w tył okazało się, że chociaż woda była zajebista, tak podłoże mocno niewyrównane. Momentalnie straciła panowanie nad ciałem i jak chciała zmoczyć tylko stopy, wywaliła orła i zmoczyła się… cała, a w dodatku skończyła z nogami w górze. — Ja pierdole — mruknęła, kiedy tylko się wynurzyła, plując jakimś wodorostem. Dobrze, że to Madox miał przy sobie telefon i kluczyki do Vana, bo byłoby kurwa kiepsko. Teraz tez szałowo nie było, bo miała mokre wszystkie ciuchy, ale… kto by się tym przejmował? Ona na pewno nie, szczególnie że materiał sukienki przyległ cały od jej ciała, ukazując nie tylko kształtne biodra i brzuch, ale też piersi i w tym odznaczające się sutki, których nie dało się nawet zakryć. — Chyba trzeba ją będzie zdjąć — no bo co innego? Skoro już była w wodzie, to miała zamiar trochę w niej popływać. Co więcej — miała szczerą nadzieje, że Noriega lada moment do niej dołączy. Powinni łapać chwile, póki mogli. Póki wszechświat znowu nie przypomni sobie o ich istnieniu.

Hasta que el universo vuelva a recordar su existencia...
kasik (dc: kasik_srasik)
nudy. a tak poza tym, to używania AI, czytania mojej postaci w myślach i braku inicjatywy.
34 y/o
LO SIENTO
184 cm
właściciel klubu i informator policji | Emptiness
Awatar użytkownika
miał być cichy, niewidoczny, w końcu balansuje na granicy między kokainą na złotych tacach i bronią ukrytą pod drogimi marynarkami, a kajdankami i odznaką przy pasku... a jednak tak bardzo rzuca się w oczy, że trudno go nie zauważyć, z tymi jego tatuażami, z tymi kolorowymi koszulami, złotymi łańcuchami na opalonym karku i... niewyparzoną gębą
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkinie
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

trigger warning
przekleństwa
Madox sam do końca nie wiedział jak się z tym czuje, z jednej strony nie mógł przestać się uśmiechać, bo Pilar go kochała. Bo to, że przez osiem lat byli tak daleko od siebie, wcale nie zabiło uczucia, które się w nich rozwinęło, kiedy jeszcze byli dzieciakami. A z drugiej... Nie łatwo było go kochać, i to nie dlatego, że on tego nie umiał, tak jak mu powiedział Ticiano, tylko to było trudne, wiele rzeczy stało im na przeszkodzie, począwszy od Trucizny, Ticiano, Rosy, przez jego ojca, policję, ucieczkę z Medellin. Cały czas pod górkę.
To nie było słodkie uczucie, trzymanie się za rączkę i piękne wyznania składane, gdy patrzyli sobie głęboko w oczy.
To była ucieczka, wspólna decyzja, ciągła walka.
Ale oni gotowi się byli tego podjąć. Razem.
Dlatego Madox uważał, że Pilar jest jebnięta, że na to poszła. Że wydzierała się na Tio też.
A teraz stała przed nim zadzierając głowę do góry, żeby spojrzeć mu w oczy. Te jej w światle słońca przybrały piękną, bursztynową barwę, Noriega wbił w nie spojrzenie.
- No i... podoba mi się to - to też chyba było pojebane, że Madox tego jej charakteru wcale nie traktował jako wadę, wręcz przeciwnie lubił go.
Kochał? Tak.
- Yhm… Najgrzeczniejsze było to jak mu wytknęłaś, że nie umie dłużej niż minutę, albo to jak kazałaś mu się pierdolić - podniósł spojrzenie ku niebu, a słońce odbiło się w jego ciemnych oczach, chociaż zaraz je opuścił na nią, na jej śliczną twarz - nie umiem się zdecydować które - no tak, bo Madox nigdy nie umiał się zdecydować. Chciał wszystko, już, teraz. Wszystko na raz.
Dlatego zaraz przyciskał ją do siebie i całował. I to jak. Długo, namiętnie, tak, że palce rozpoczęły chaotyczną wędrówkę po jej ciele, a jej tyłek wylądował na gorącej, czerwonej masce jakiegoś samochodu. Chciał więcej, więc kiedy Pilar szarpnęła go za włosy, oderwała usta od tych jego proponując mu wana, to odwrócił głowę w tamtym kierunku.
- Dobra... - tam nie było nawet jakiegoś zastanowienia, prosta, szybka decyzja, pokierowana tym co do siebie czuli, co między nimi buzowało. Uśmiechnął się do niej na kolejne słowa i znowu łączył ich usta w kolejnym, zachłannym pocałunku, przyciągając ją do siebie. Chciał jej pokazać, i chciał, żeby ona mu pokazała, a kiedy oplotła go nogami, to już prawie leżała na masce, kiedy pochylał się do niej. Tylko Britney w jego kieszeni cały czas i ciągle zaczynała to, że znowu to zrobiła. A potem jeszcze właściciele samochodu, przy którym stali popatrzyli na nich krzywo.
- Fajny samochód, ale ta maska się trochę nagrzewa... - rzucił Madox ściągając Pilar za kolano z auta i jeszcze poklepał karoserię. A kiedy się odsunęli, to już odrzucał połączenia Ticiano, jedno za drugim. Bo przecież jego kuzyn miał się pierdolić.
I kiedy tak niósł Pilar na barana, opierając palce na jej udach, a policzek o jej przedramię, kiedy opowiadał jej, że nigdy by jej czegoś takiego nie zrobił, a ona się z nim zgodziła, to zaraz odchylił do tyłu głowę, żeby na nią spojrzeć.
- Mężem? - powtórzył po niej i ściągnął do siebie brwi - zostanę nim - zapewnił ją, a zaraz szczypnął zębami skórę na jej ręce, po czym skontrował to kilkoma mokrymi pocałunkami. Może byłoby ich więcej, ale Stewart już pokazywała mu stragan i kazała tam biec. A Madox co?
Oczywiście się potknął na prostej drodze i prawie wyjebał, ale utrzymał równowagę i Pilar, mruknął tylko coś, że było blisko, a zaraz już ją stawiał koło straganu i zagadywał do staruszki.
- Dzień dobry, ma pani jakieś buty dla mojej dziewczyny? - babcia zmierzyła ich spojrzeniem, ale Madox posłał jej szeroki uśmiech. Nie wyglądał jeszcze jak łobuz, zawsze miał ten zadziorny błysk w oku, ale sterczące we wszystkie strony włosy sprawiały, że był po prostu... dzieciakiem. A Pilar, która już mierzyła czerwoną czapkę z daszkiem i mu się w niej pokazywała też.
Dwójka dzieciaków, która zaśmiewała się w głos, kiedy jedno przez drugie zakładali na głowy kolejne czapki. Aż babcia pokręciła na to głową. Ale Madox dał jej trochę więcej kasy, a oni jeszcze dostali czapki.
Udane zakupy, po których skierowali się do jeziorka.
Madox stanął na brzegu i wziął się za rozwiązywanie trampek, a że wiązał je na odpierdol, to poplątał sznurówki.
- No już... - rzucił podnoszą głowę na Pilar, kiedy go wołała, a ona w tym momencie... wywinęła orła i chociaż Noriega w pierwszej chwili się wyprostował i chciał tam do niej skoczyć, to kiedy się wynurzyła i zaświeciła majtkami, parsknął śmiechem. Śmiał się długo, głośno, aż musiał się złapać za brzuch - ale zrobiłaś pokaz! A możesz jeszcze raz? - zaczepił ją, ale już rzucał swoje trampki na ziemię obok tych jej, a zaraz ściągał z siebie spodenki skacząc na jednej nodze - czekaj... - rzucił, kiedy powiedziała o tym zdejmowaniu sukienki, a potem co? Zaplątał się w koszulkę i chwilę z nią szarpał, zanim ją ściągnął przez głowę. Madox i jego klątwa babki Carmen Sandiego, potykał się na prostej drodze, zaplątywał w ciuchy, a z patowych sytuacji wychodził obronną ręką. Coś za coś.
Rzucił ciuchy na kamienie, a zaraz wbiegł do wody rozpryskując ją dookoła. A potem jeszcze chlapnął Pilar, która i tak już była cała mokra. Stanął przy niej opierając jej ręce na biodrach, a jego ciemne spojrzenie prześlizgnęło się po mokrej sukience, która przylegała jej do ciała, po brzuchu o który zaczepił palcami, na piersi, które też nimi trącił. A potem na jej oczy, duże, piękne, błyszczące.
Opuszki jego palców musnęły jej uda, podwijając do góry mokry materiał, który zaraz chwycił w palce.
- Muszę ci pomóc - no tak, bo przecież jak by sobie poradziła bez niego? Podciągnął do góry rąbek jej sukienki, a kiedy odsłonił jej majtki, to złapał w płuca więcej powietrza. A potem brzuch, posiniaczony, i wtedy jego ciepły oddech zagrał gdzieś na jej dekolcie. Ale gdy podniosła ręce do góry, to Madox ściągnął z niej sukienkę i już obejmował ją w talii przyciągając do siebie, a kieckę... wrzucił do wody. Schylił się od razu i ją złapał - sorry - mruknął i zarzucił ją sobie na ramię. Jego coraz ciemniejsze oczy wpatrywały się w te Pilar, duże i błyszczące. A palce przesuwał po jej plecach zaczepiając nimi za materiał jej majtek - myślisz, że moglibyśmy... Ile mamy czasu? - nie mieli zegarka, a telefon leżał w jego spodniach na brzegu, ale może jednak mogli? Zwłaszcza, że Madox już się łasił do... swojej dziewczyny, tak?
Chyba tak. Chociaż biorąc pod uwagę ten pierścionek z odpustu, który miała na palcu, i to jak pewnym siebie tonem mówił, że on zostanie jej mężem, to może narzeczonej?
Sięgnął do jej szyi, żeby odgarnąć z niej mokre... - twoje kudły wszędzie się kleją - no to już wiadomo, mokre kudły. Rzeczywiście już mu się pokleiły do torsu i gdzieś do szyi, a jej nawet do czoła, z którego zaraz je zdmuchnął - podobają mi się - uśmiechnął się do niej. Cała mu się podobała. Jej włosy, jej oczy i usta... od których nie umiał teraz oderwać spojrzenia.

Me convertiré en tu esposo ₊˚⊹♡
zgrozo
stania w miejscu i postów z czata
30 y/o
PEW PEW
169 cm
śledcza at toronto police service
Awatar użytkownika
Lepiej strzela niż gotuje. Do tego: agresywna, impulsywna i narwana. Niektórzy jeszcze mówią, że dzika. Ogólnie wszystko co złe, to Pilar.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 os
czas narracjiprzeszły
postać
autor

trigger warning
przekleństwa
Beztroskie lato.
Znowu je mieli.
Osiem lat później.
Tylko tym razem może jeszcze bardziej doceniali te drobne chwile? Ten moment, kiedy ulotnili się przed całym światem i obowiązkami i już z dala od Medellin mogli na moment poczuć się wolni. Całować się do utraty tchu na czyjejś karoserii bez poczucia konsekwencji, kupić pierwsze lepsze trampki na straganie, a potem wpakować się do jeziora, bo przecież mogli. Bo nikt ani nic na nich nie czekało.
Cóż, może Juan i Sofia będą za jakieś pół godziny, ale przecież do tego czasu mogli się bawić.
Mogli być.
Sobą w pełnej okazałości. On dziki i nieokiełznany, z tą swoją klątwą babki, która sprawiała, że wypierdalał się nawet przy najprostszych czynnościach, jak chociażby zdjęcie z siebie koszuli. Pilar nawet miała do niego podejść i mu pomóc, ale była zbyt zajęta śmianiem się głośno. Robiła to tak dostanie, że kilka pobliskich ptaków aż odleciało na drugi koniec jeziora, prawdopodobnie zażenowanych jej zachowaniem. Całe szczęście ona za nic się tym nie przejmowała i już wystawiała ręce do swojego chłopaka, kiedy ten raz po raz zanurzał się w wodzie coraz bardziej.
To pomóż — zachęciła go, gdy tak bardzo oferował pomocną dłoń ze zdjęciem sukienki. — Cała się do mnie lepi — mruknęła, patrząc na niego wymownie, jakby on wcale nie miał zamiaru zrobić tego samego. Oczywiście zanim zabrali się za ciuch, musieli trochę pochlapać się wodą i poprzekomarzać. Pilar chciała go nawet podtopić, ale był od niej szybszy i to ona skończyła w wodzie, aż znowu nie stanęła przed nim w mokrym materiale. Woda kapała jej z włosów, a z ust nie schodził uśmiech, szczególnie gdy jego palce zaczęły podwijać kwiecistą sukienkę coraz wyżej i wyżej. Momentalnie zrobiło się jej ciepło, uniosła ręce w górę i nawet nie zauważyła, że tak bezczelnie jebnął ją na tafle wody. Bo co to za problem? Najwyżej by sobie spłynęła, a oni kupiliby nową. Tylko Madox już po nią sięgał i zarzucił sobie na ramię.
Będziesz przymierzać? — zagadała go, przysuwając się bliżej, łasząc do niego. Jej dłoń zawędrowała pod wodę, gdzieś na jego udo, po którym przesunęła opuszkami w pełni świadomie, kierując się ku górze. — Na pewno wyglądałbyś zajebiście — wycedziła przez zęby, nawet na moment nie spuszczając z niego spojrzenia. Jej dłoń już wkurzyła materiał bokserek. Zaczepiła paznokciem za gumkę, przyciągając go bliżej, akurat kiedy wspomniał, że może mogliby…
Moglibyśmy co? — spytała bezczelnie, ciągnąć go za język, chociaż doskonale wiedziała, co miał na myśli. Z jej głowy również ten temat nie wychodził ani na chwile, dokładniej od momentu, kiedy znaleźli się razem pod prysznicem i po raz pierwszy kurewsko na siebie nakręcili. Potem było już tylko gorzej. Każdy jeden dotyk, każdy pocałunek sprawiał, że… — Nie wiem, co ty byś chciał, ale ja trzymam do ślubu — dodała kompletnie poważnie, chociaż jedna brewka lekko jej drgnęła. Ta, ona i czekanie do ślubu. Szczególnie, że jej dłoń już przesuwała się po materiale jego majtek, a kolano wciskało bezczelnie między jego nogi, by udem zaczepić znaczącą się wypukłość. Byli w takim wieku, że nad hormonami naprawdę ciężko było zapanować. Żadne z nich nie potrafiło kontrolować jeszcze tych wielkich wybuchów dreszczy, przyśpieszonego bicia serca i napięcia, które powoli robiło się nie do zniesienia.
Spojrzała w dół, na jego klatę, gdy wspomniał, że jej kudły wszędzie się kleiły. Faktycznie mokre włosy same lepiły się do jego klatki piersiowej i to czoła Pilar. Ale co ona mogła z tym zrobić? Mogłaby je ściąć, ale wtedy byłoby smutno. Lubiła swoje włosy i jak się okazało, Madox również je lubił.
Podobają ci się? — przysunęła się do niego jeszcze bliżej. — I co jeszcze ci się podoba? — pod wodą odnalazła jego rękę, którą zaraz przesunęła sobie na biodro. — Mój brzuch? — dopytała, prowadząc jego dłoń w odpowiednie rejony. — A piersi jak? Są okej? — powędrowali wyżej, na materiał stanika kostiumu kąpielowego. — Plecy? — teraz to na nie przesunęła jego dłoń, by finalnie skończyć na… — Czy jednak tyłek lepszy? — nie znali się pod tym kątem. Dopiero się odkrywali. Przekraczali granice dotyku, która chociaż dla typu ludzi jak oni może nie była jakaś ciężka do złamania, ale jednak pod koniec dnia to były ich pierwsze zbliżenia. Pierwsze takie momenty, kiedy intymność brała górę, a oddech przyśpieszał. Zacisnęła sobie jego palce na pośladku, sama łapiąc w płuca więcej powietrza.
Widzisz tamtą skałkę? — zmieniła nagle temat, urodą wskazując jakieś miejsce po jego prawiej stronie. Kilkanaście metrów od nich, gdzieś przy wysepce na środku jeziora znajdowały się większe skały wystające z wody. — Jak dopłyniesz tam przede mną, to pozwolę ci się pocałować — mruknęła prosto przed jego twarzą. Usta zawiesiła tuż nad tymi jego, ciało przycisnęła jeszcze mocniej, a sama wspięła się na jego ramionach jeszcze wyżej i bliżej, że wystarczyłby tylko jeden ruch… a by go pocałowała.
Nie zrobiła tego.
W ostatniej chwili odbiła się od jego ciała i ruszyła w stronę wysepki.
No tylko pytanie, czy Madox w ogóle podejmie rękawice?

¿Aceptarás el desafío?
kasik (dc: kasik_srasik)
nudy. a tak poza tym, to używania AI, czytania mojej postaci w myślach i braku inicjatywy.
34 y/o
LO SIENTO
184 cm
właściciel klubu i informator policji | Emptiness
Awatar użytkownika
miał być cichy, niewidoczny, w końcu balansuje na granicy między kokainą na złotych tacach i bronią ukrytą pod drogimi marynarkami, a kajdankami i odznaką przy pasku... a jednak tak bardzo rzuca się w oczy, że trudno go nie zauważyć, z tymi jego tatuażami, z tymi kolorowymi koszulami, złotymi łańcuchami na opalonym karku i... niewyparzoną gębą
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkinie
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

trigger warning
przekleństwa
Beztroskie lato...
Może jak mieli dziesięć lat, bo teraz goniło ich tak wiele problemów, że nie trudno było przed nimi wszystkimi się po prostu załamać, ale oni póki co uciekali.
W pocałunki. W śmiech. Chwile, które łapali, wyciskali do cna, ale to przecież nie znaczyło, że to w końcu ich nie dopadnie.
A może znaczyło?
Chcieli w to wierzyć. Byli młodzi, nie doświadczeni jeszcze przez życie. Z głowami w chmurach, z marzeniami nad wyrost. Z nadzieją. A ona ponoć umiera ostatnia.
Ta ich wciąż żyła, wciąż dawała im te piękne chwile, kiedy patrzyli sobie w oczy, pośrodku stawu. Mokrzy, zadowoleni, beztroscy. Jak te dzieci, którymi przecież jeszcze byli.
Jak te dzieci też się później chlapali wodą i wygłupiali, podtapiali, nurkowali i szczypali się po nogach.
- Też się mogę polepić - powiedział Madox, a jego ciemne spojrzenie odszukało jej piękne, duże oczy. Chciał się do niej połasić, wycisnąć absolutne maksimum z tych kilku chwil, które mieli znowu dla siebie. Tylko we dwoje.
Jego palce zahaczyły o rąbek kwiecistej sukienki, którą zaraz z niej ściągał. Którą... bezczelnie wyjebał, ale zreflektował się i już mokry materiał wisiał mu na szyi.
- A dobrze bym wyglądał? - przyciągnął ją do siebie obejmując w talii - nie za bardzo opinała by mi się na tyłku? - zerknął przez ramię na swoje pośladki, na których teraz opinały się mokre bokserki. Na kolejne słowa Pilar parsknął śmiechem - mówisz... to czekaj - odsunął się i co wciskał by na siebie tę sukienkę? Może nie... A może tak?
Ale Pilar już przyciągnęła go do siebie szarpiąc za gumkę od jego majtek, a on zaraz nawijał o tym, że może by mogli...
- Pieprzyć się - odpowiedział jej równie bezczelnie, nawet posłał jej taki arogancki uśmieszek, a potem się do niej wyrwał i chciał zamknąć jej pełne, gorące usta w pocałunku, ale... - co? Jak do ślubu? Co ty trzymasz do ślubu? - aż uniósł jedną brew i otworzył ze zdziwienia buzie, bo co ona mówiła? To znaczy Madox wiedział, że łże, bo przecież Tio… Ale z drugiej strony to wszystko co mówił Ticiano było gówno warte, ale z trzeciej, no Pilar nie była powściągliwa, ale z czwartej... to może po tej nocy, kiedy prawie ich pozabijali, to jej się wszystko poprzestawiało?
Noriega sam nie wiedział i aż odchylił głowę do tyłu, bo jak tak, to go popierdoli. Albo on zaraz bierze z nią ślub.
W czym problem?
Byli już pełnoletni. Kochali się. Chcieli już zawsze być razem, bo przez te osiem lat rozłąki zrozumieli, jak chujowo im jest osobno. Ona stała za nim murem, a on za nią. Zabić by się za nią dał. A ona za niego.
Potrzebowali czegoś więcej?
Ale kiedy zaczęła się o niego ocierać, to chyba dotarło, że ona się tak z niego zgrywa, i Madox znowu się do niej szarpnął, ale wtedy te jej włosy pokleiły mu się wszędzie, do buzi też. Tylko przecież one mu się podobały. Niesforne kosmyki, jak ich właścicielka. Ciemne spojrzenie odszukało znowu jej duże, błyszczące oczy. Skinął głową na jej pytanie.
- Yhm… cała mi się podobasz - uśmiechnął się, a zaraz jego wzrok przesunął się w dół, gdzie nakierowała jego rękę na swoje biodro, musnął je palcami, zaczepiając o sznureczek od jej majtek - też mi się podoba - przesunął palcami po jej brzuchu, po żebrach, na piersi - piersi są zajebiste - jeden palec już wsunął pod cienki materiał jej kostiumu, ale poprowadziła go dalej, na plecy, już chciał pociągnąć za sznurek i go rozwiązać - też są świetne - plecy... A tyłek... przesunął po nim palcami, a potem pod jej naciskiem zacisnął je mocno - na dotyk spoko, ale czekaj... muszę go zobaczyć - nawet się wychylił przez jej ramię, żeby spojrzeć na jej plecy, bo akurat pośladki miała ukryte pod taflą czarnej wody. Ale przycisnął ją do siebie mocniej i mogła na sobie poczuć jak znowu go na siebie nakręcała. Czyli tyłek też mu się podobał. I usta... które znowu chciał...
Ale Pilar już mu pokazywała tą skałkę w oddali. Spojrzał w jej kierunku, ale zaraz znowu na nią unosząc jedną brew.
- A jak nie to nie pozwolisz? - zdziwił się trochę, bo Madox chyba jednak też nie przywykł do tego, że dziewczyny mu odmawiały... pocałunków.
I kiedy zawisła tak przed nim to jeszcze dodał - nie wierzę - i chciał zamknąć dzielące ich milimetry w kolejnym pocałunku. Ale Pilar mu uciekła. Zaraz się od niego odsuwała. A Madox?
Wiadomo, że podjął rękawicę, chyba byłby chory, gdyby tego nie zrobił - poczekaj... - rzucił tylko, i podbiegł do brzegu, żeby tam gdzieś niechlujnie zrzucić jej sukienkę. A zaraz już znowu wyrwał się do Pilar.
- Dobra... trzy, dwa, jeden - klepnął ją jeszcze gdzieś w pośladek, zanim sam rzucił się do wody. Pływał dobrze, może nie tak jak chłopaki z drużyny pływackiej, ale Madox ze swoim ADHD to chyba wszystkiego próbował, co prawda dużo rzeczy to był tylko słomiany zapał, ale na przykład koła teatralnego trzymał się przez całe liceum, dla aktorek głównie. A w piłkę nożną grał do tej pory, jutro powinien iść na trening.
A zresztą po prostu musiał wygrać, on już nawet jak miał dziesięć lat, to przecież to lubił. Rywalizować z Tio, albo z Pilar… i wygrywać. Chociaż... z procy i tak zawsze strzelała od niego lepiej, ale on był szybszy.
I teraz też, bo zanim ona dopłynęła do skałek, to on już się na jedną wdrapał i wyciągał do niej rękę, żeby wciągnąć ją obok siebie.
- No i co? Czy wygrany pocałunek jest jakiś specjalny? - uniósł jedną brew wpatrując się znowu w jej oczy, kiedy już usiadła obok niego.

siempre °❀⋆.ೃ࿔*:・°❀⋆.ೃ࿔*:・
zgrozo
stania w miejscu i postów z czata
30 y/o
PEW PEW
169 cm
śledcza at toronto police service
Awatar użytkownika
Lepiej strzela niż gotuje. Do tego: agresywna, impulsywna i narwana. Niektórzy jeszcze mówią, że dzika. Ogólnie wszystko co złe, to Pilar.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 os
czas narracjiprzeszły
postać
autor

trigger warning
przekleństwa, teenagers be teenagers
Oczywiście, że nic nie trzymała do ślubu.
Nie miała już co trzymać. No chyba, że nagle zrodziłaby się w niej jakaś nadzwyczajna silna wola, którą chciałaby w sobie zatrzymać. Problem w tym, że kiedy on stał obok, kiedy patrzył na nią swoimi obłędnie pięknymi, ciemnymi oczami, kiedy dotykał ją po całym ciele mówiąc, jak bardzo mu się podobała, Pilar nie miała już żadnych hamulców. Zbyt długo na niego czekała, żeby teraz przed czymkolwiek się wzbraniać.
Osiem lat.
Kto by kurwa czekał na kogoś osiem lat?
Chociaż teraz, kiedy już miała go w ramionach, kiedy mogła legalnie go kochać, miała wrażenie, że poczekałaby nawet i dwadzieścia, gdyby była taka potrzeba. Że każdy dzień zwłoki byłby tego warty, niezależnie od tego jak ciężki i jak bardzo nie przecierałby jej wszechświat. Bo stojąc w mule, cała mokra, gdzieś przy brzegu jeziora, Pilar Stewart była przekonana, że Madox Noriega był jej osobą. Tą jedną jedyną, która jest dla ciebie pisana odgórnie. Dla której zostało się stworzonym i wysłanym na misję, żeby się znaleźć.
I oni w końcu odnaleźli się na nowo. Uciekli, a teraz łapali chwile beztroski przy jakimś randomowym jeziorze. Bawili się i śmiali i oczywiście nie byliby sobą, gdyby nie wymyślili zaraz jakiejś kolejnej durnej zabawy, jakby mieli znowu po dziesięć lat. Zaśmiała się, gdy spytał, czy jak ona wygra, to mu nie pozwoli.
Nie — rzuciła zaczepnie i chociaż starała się utrzymać powagę, tak po jej uśmiechu, który cisnął się na usta, było widać, że kłamie. Oczywiście, że i tak by mu pozwoliła się pocałować. Kurwa, wystarczyłoby jego jedno spojrzenie. — Ale jak ja wygram, to… musisz zrobić to, co ja chce! — zarządziła i nawet nie czekając na jego odpowiedź, przygotowała się do startu. Chuj, że Madox mówił jej, żeby poczekała, bo biegł odłożyć sukienkę, ale Pilar nigdy nie grała czysto, więc po prostu ruszyła przed siebie.
Z początku wydawał się to świetny plan, bo miała te kilka sekund przewagi, ale nie przemyślała, że jak on będzie startować z rozbiegu, to o wiele szybciej przetnie wodę i prawie od razu ją wyprzedzi. Widząc jego plecy przy powierzchni wody westchnęła głośno. Może i mogłaby się spruć, że powinien dać kobiecie jakaś drobną przewagę z szacunku, ale przecież ona nigdy nie była przesadną feministką. Zawsze robiła to co faceci i nigdy nie chciała za nic taryfy ulgowej. Teraz też nie, dlatego przyśpieszyła. Ręce już ją piekły na ostatniej prostej, płuca ledwo łapały powietrze, a w finalnym rozrachunku… i tak on dopłynął tam jako pierwszy. Nawet zdążył wdrapać się na największą skalę, nim ona zdążyła dopłynąć.
Następnym razem strzelamy — mruknęła, niby ofuczana. — Nie będziesz mieć, kurwa, szans — musiała sobie pogadać, chociaż przecież ona również korzystała na jego wygranej. Lubiła być pierwsza, ale z nim? W tym przypadku mogła być druga. Szczególnie że widok jego ociekającego wodą ciała, patrzącego na nią z góry był kurwa o b ł ę d n y. Aż na moment naprawdę się zapatrzyła. Zakochała na nowo. Dlatego kiedy tylko wyciągnął do niej rękę, żeby wciągnąć ją do siebie i pytał, czy ten pocałunek będzie jakiś specjalny, ona już łapała jego spojrzenie i spinała brzuch, wdrapując się na skałę.
Żebyś kurwa wiedział — warknęła z uśmiechem, a potem dosłownie się na niego rzuciła. Przywarła do niego całym ciałem, aż zachwiał się i klepnął do tyłu na pośladki, a potem już razem z Pilar runęli ciałami w tył. Plecy Madoxa zepchnęły się z chłodem, a ona usiadła na nim okrakiem i wpiła się w jego usta agresywnie. Mocniej niż wcześniej, pierwszy raz chyba wychodząc z aż tak wielką inicjatywą. Bo na dobrą sprawę, ile oni mieli tych pocałunków? Pod prysznicem, u niego w pokoju, na dworcu i kilka tutaj. Ale ten? Ten był wyjątkowy. A czemu? Bo w końcu nikt im kurwa nie przeszkadzał.
Byli sami.
Na pieprzonej s k a l e.
Odcięli wszelkie możliwe rozpraszacze do absolutnego minimum. Bardziej już się nie dało. Pilar miała tego świadomość, dlatego nawet na moment się od niego nie odsuwała. Przykleiła ciało do ciała, zaciskając mocno uda . Ważyła to napięcie, które nuzowało między jej nogami, chociaż było kurewsko ciężko. Każde jedno muśniecie jego warg przyprawiało ją o dreszcze, a co dopiero, kiedy w końcu całowali się jak należy. Dziko, agresywnie i do jebanej utraty tchu. Wplotła palce w jego włosy i szarpnęła za nie mocno, prężąc się na nim. Smakował niesamowicie. Nie mogła się nadziwić jak dobrze. Ani tego, że nigdy wcześniej żaden chłopak nie całował jej w taki sposób. A kilku przecież miała. Żaden nie miał nawet podjazdu do Madoxa. Może dlatego nie potrafiła się od niego odkleić, nawet na moment, żeby złapać nieco oddechu. Zamiast tego mruczała mu prosto między wargi.
I co? — wydyszała po chwili, przesuwając się pocałunkami i przesunięciami języka w stronę jego ucha. — Warto było? — nie miała pojęcia, czy dla niego był on wystarczająco specjalny, ale nawet jeśli jego usta tego nie mówiły, Pilar czuła odpowiedź jego ciała dokładnie tam, gdzie powinna. Poruszyła biodrami, ocierając się o niego bezczelnie, ustami zaczepiając płatek jego ucha. — Kurwa, nie sądziłam, że kiedykolwiek tak bardzo będę cieszyć się z tego, że ktoś mnie zdradził — wyznała gdzieś na wysokości jego szyi, którą również zasypywała chaotycznymi pocałunkami, a potem umieściła na niej palce i podduszajac go, znowu wpiła się w jego usta. Brzmiało to jak bardziej pojebana rzecz na świecie, ale taka była prawda. Przecież gdyby nie wyszły te wszystkie przekręty między Tio i Rosą, oni by tutaj teraz nie byli. Nie całowaliby się do utraty tchu na skale, wyznając sobie miłość. Pieprzony efekt motyla, który poprowadził ich do tego miejsca. Miejsca, z którego ona już nigdy nie chciała wracać. Po prostu być z nim tutaj, na zawsze. Zamieszkać na tej skale i zbudować tu dom.

Quiero vivir contigo en esta roca 🪨
kasik (dc: kasik_srasik)
nudy. a tak poza tym, to używania AI, czytania mojej postaci w myślach i braku inicjatywy.
34 y/o
LO SIENTO
184 cm
właściciel klubu i informator policji | Emptiness
Awatar użytkownika
miał być cichy, niewidoczny, w końcu balansuje na granicy między kokainą na złotych tacach i bronią ukrytą pod drogimi marynarkami, a kajdankami i odznaką przy pasku... a jednak tak bardzo rzuca się w oczy, że trudno go nie zauważyć, z tymi jego tatuażami, z tymi kolorowymi koszulami, złotymi łańcuchami na opalonym karku i... niewyparzoną gębą
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkinie
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

trigger warning
przekleństwa, i trochę +18
Nie wierzył jej kiedy mówiła, że nie dała by mu się pocałować, gdyby nie wygrał, nawet przewrócił oczami, ale zaraz łapał jej ciemne, przenikliwe spojrzenie. Zaraz zainteresował się jej kolejnymi słowami.
- To co ty chcesz? - powtórzył po niej i nawet się uśmiechnął. Oczywiście, że już miał jej pytać co chciała, bo może nawet by to spełnił bez żadnych zawodów?
Tylko, że nie zdążył, bo Pilar już startowała, a on szybko podbiegł do brzegu, gdzie z rozmachem cisnął jej sukienkę, a potem już do wody. Wpadł do niej z rozbiegu, co już dało mu przewagę, zresztą miał dłuższe ręce, i po prostu był szybszy. Zawsze był. Nawet jak mieli dziesięć lat, był od niej wyższy i szybszy, ale czasami dawał jej wygrać, a ona mu w strzelaniu z pracy przecież też. Jednak nie tym razem.
Tym razem on już pakował się na jedną ze skałek i wyciągał do niej rękę, chociaż na jej słowa parsknął śmiechem.
- No wiadomo, że nie mam z tobą szans w strzelaniu, ale w bieganiu... to ty nie masz - pokazał jej czubek języka, a potem pochylił się nad wodą i wciągnął ją do siebie, pociągnął na siebie bez żadnego ostrzeżenia. Ciemne spojrzenie zaraz odszukało jej śliczne, czekoladowe oczy - Pilar… a strzelałaś kiedyś z pistoletu? - tak mu wpadło do głowy. Bo on strzelał, ojciec mu to kiedyś pokazywał, chociaż... szło mu tak samo jak z procą. Różnie.
Ale Stewart pewnie nie strzelała, bo jak? A przecież mieli broń schowaną w torbie, mogliby spróbować...
Ale nie teraz. Teraz to już Pilar posyłała mu ten dwuznaczny uśmieszek, już go widział, wiedział, że coś szykowała. Ten specjalny pocałunek?
Ale kiedy tak się na niego rzuciła, to go trochę zaskoczyła, na tyle, że się nie podparł ręką, tylko wylądował na tyłku, a potem jego plecy zderzyły się z chłodną skałą, aż wypuścił mocno powietrze z płuc. Odruchowo jego palce przesunęły się po udach Stewart na jej biodra, kiedy na nim usiadła. A coraz ciemniejsze spojrzenie odszukało jej duże, piękne oczy. A potem jej pełne gorące usta znalazły te jego w pocałunku. Dzikim, nieokiełznanym, ognistym, tak, że od razu zrobiło mu się gorąco. Jego palce przesunęły się po jej brzuchu, na pierś, na której je zacisnął. Ta druga dłoń sięgnęła do jej gardła, ale tylko musnął je opuszkami, bo zaraz wplótł palce w ciemne kosmyki przytrzymując ją jeszcze przy sobie. Ich języki splatały się w zmysłowym tańcu, a usta, te pasowały do siebie idealnie, jakby kurwa oni byli dla siebie stworzeni.
Do tych pocałunków. Do miłości. Dla siebie.
Kiedy jej usta oderwały się od tych jego to pogłaskał ją po karku i spojrzał na nią z zawodem, ale te pocałunki, które składała mu koło ucha też były całkiem przyjemne, aż mruknął, łasząc się do niej - warto, ale jeszcze mogłabyś... - poprawić, to chciał jej powiedzieć, tylko, że Pilar już ocierała się o niego, a on mruknął, już był na nią tak nakręcony, że nie umiał się hamować. Jego palce sunęły po jej rozgrzanej skórze, a kiedy musnęła jego ucho to znowu zamruczał, jak dziki kot, jaguar. Chciał ją wyłożyć na tej skale, zrobić w końcu to, co siedziało mu tak głęboko w głowie, co wierciło tam dziurę, denerwująco.
- A ja nie sądziłem, że jeszcze kiedykolwiek mnie pocałujesz - rzucił to swoje wyznanie patrząc jej głęboko w oczy. Bo przecież oni jeszcze dzisiaj rano się nie lubili, dogryzali sobie i skakali do gardeł.
A teraz... Pilar zaciskała palce na jego szyi, na gardle, łącząc ich usta w kolejnym pocałunku. Zachłannym, agresywnym, zupełnie innym niż te, które kradł z ust swoich aktorek, albo swojej byłej już dziewczyny.
Bo Pilar była inna niż wszystkie. Była wyjątkowa, dzika, piękna, zachwycająca. Do tego stopnia, że Madox już nie wytrzymał, spiął mięśnie na brzuchu, żeby się do niej wyrwać, usiąść i poprawić ją na sobie, mogła czuć przez cienki materiał majtek i jego bokserek, jaki był już na nią gotowy. Jak bardzo jej chciał, a zresztą zaraz to on przygryzał jej dolną wargę, żeby zostawić na nim to natrętne uczucie pulsowania, odrywał się od niej, żeby zajrzeć w jej piękne, duże oczy.
- Pilar strasznie mnie kręcisz, żadna dziewczyna się tak nie całuje jak ty, jesteś... - nawijał jej, między kolejnymi pocałunkami, kiedy muskał jej wargi, jej żuchwę, a później schodził na szyję - zajebista - dokończył i tym razem ugryzł ją pozostawiając na skórze zaczerwieniony ślad, który potem skontrował mokrym pocałunkiem. Podniósł spojrzenie na jej oczy - chcesz? - tylko o co pytał? Wiadomo o co, mogła to wyczytać z tego czarnego już spojrzenia, pełnego pożądania, którego nie umiał już powstrzymać. Buzowały w nim hormony, buzowała w nim ta gorąca krew i to jak nakręcała go na siebie do jebanego bólu, samymi tylko pocałunkami. Ale co to były za pocałunki.
Wariował na jej punkcie, a jego palce przesunęły się po jej brzuchu w dół, między nogi, wsadził je bezczelnie pod cienki materiał jej majtek, sięgnął do tego miejsca, żeby sprawdzić...
- Ale jesteś mokra - mruknął w jej usta i więcej to mu już chyba nie było potrzeba, bo naparł na nią, tak, że teraz ona lądowała plecami na skałce, a Madox już zasypywał pocałunkami jej szyję, jej dekolt i piersi, nawet nie ściągnął z niej stanika, tylko zaczepił sterczący sutek przez cienki materiał. Szarpał za sznurki od jej majtek, żeby je rozwiązać, nie mógł wytrzymać...
Tylko...
- Kurwa. Nie mam gumek, zostały w spodniach - aż obejrzał się w kierunku brzegu. Jego bokserki były już napięte do granic możliwości, a majtki Pilar osunęły się na skałkę odsłaniając to mokre miejsce między jej rozgrzanymi udami. Ale chyba młody Madox był bardziej odpowiedzialny niż stary.

Y quiero follarte aquí mismo °❀.ೃ࿔*
zgrozo
stania w miejscu i postów z czata
30 y/o
PEW PEW
169 cm
śledcza at toronto police service
Awatar użytkownika
Lepiej strzela niż gotuje. Do tego: agresywna, impulsywna i narwana. Niektórzy jeszcze mówią, że dzika. Ogólnie wszystko co złe, to Pilar.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 os
czas narracjiprzeszły
postać
autor

trigger warning
przekleństwa, +16
Miała od niego lepszego cela.
To nawet nie podlegało dyskusji.
Już od dzieciaka podział umiejętności między nimi dzielił się po równo: Madox był szybki, Pilar dobrze trafiała. Wspólnie tworzyli duet nie do pokonania, co zresztą udowadniali podczas każdej jednej dzieckiej podróży, jakie miewali jako dziesięciolatki. Wiecznie przecież ładowali się w kłopoty, z których zawsze wychodzili w s p ó l n i e. I nawet wczoraj — gdyby nie ich nienaganna współpraca nic by się nie udało. Madox nie wyszedłby cało z ringu, kiedy trucizna chciał go zlać kastetem, nie uratowaliby dziewczynki z pożaru, nie uciekli ludziom trucizny i… nie znaleźli się tutaj. Nie otworzyliby na siebie swoich serc, nie dowiedzieli się, że oboje szaleli za sobą w milczeniu, że wzdychali, kochali, troszczyli się zupełnie nieświadomie przez te wszystkie lata.
A to się stało.
Każda jedna z tych rzeczy i doprowadziła ich do miejsca, w którym byli. Do skałki na samym środku jeziora, otoczonego wysokimi drzewami w piękny, słoneczny dzień. Miejsca, gdzie w końcu mogli być s a m i. Chociaż na chwile, na kurwa jeden moment, nacieszyć się sobą, tą bliskością, którą nie dało się nasycić. I porozmawiać. Bez dodatkowych uszu.
Z pistoletu? — zdziwiła się, słysząc jego pytanie. — Takiego prawdziwego? Nie — pokręciła głową. Kiedyś na ośce bawili się jakimiś ślepakami i psikali pistoletami na wodę, ale przecież to nijak miało się do urządzenia, w którym faktycznie były kule. Które mogło zabijać. Nie zmieniało to jednak faktu, że by chciała. — Ale kiedyś będę umieć — dodała pewnym siebie głosem. — Jak już się trochę gdzieś… zaklimatyzujemy i tak zapisze się do akademi policyjnej — no tak, Pilar chyba w każdym Universum miała w sobie tą cichą potrzebę wymierzania sprawiedliwości. Nie akceptowała przemocy wobec słabszych i chciała wykonywać zawód, który chociaż w małym stopniu mógłby im pomagać. — A potem osobiście zamknę tą kurwę Truciznę za kratami — musiała to dodać. Właśnie takich ludzi jak on chciała łapać. Wciskać ich tam, gdzie ich miejsce. I może pokroju ojca Madoxa również? To jednak był o wiele grubszy kaliber i jej myśli nie odbiegały aż tak daleko.
Nie odbiegały po chwili właściwie nigdzie, bo każda jedna z nich fiksowała się już na nim. Z chwilą, w której ich usta się złączyły, kiedy rozpoczęli agresywne starcie w kradniecie sobie oddechów i doprowadzanie się na skraj wytrzymałości, nie myślała już o niczym innym. Tylko o nim. O jego obłędnie słodkich ustach i języku, który pieścił ją w taki sposób, jak jeszcze żaden inny facet. Pożerał ją, dotykał, pieścił jakby chciał ją na własność. Jakby w każdym geście chciał jej pokazać, że należała do niego. Że to na nią czekał. Jako kobieta nie mogła czuć niczego wspanialszego. Jakby wygrała na jebanej loterii.
Ona też nie sądziła, że jeszcze kiedykolwiek go pocałuje, a teraz? Teraz nie wyobrażała sobie nie mieć go obok. A przecież spędzili razem jakieś marne dwadzieścia cztery godziny. Co to było? Z jednej strony nic, a z drugiej przez ten czas wydarzyło się tak kurewsko dużo, że normalni ludzie nie mieli tyle ekscesów przez cały swoje życie. Niesamowita sprawa. Pojebana.

Ukrywanie treści: włączone
Hidebb Message Hidden Description
kasik (dc: kasik_srasik)
nudy. a tak poza tym, to używania AI, czytania mojej postaci w myślach i braku inicjatywy.
ODPOWIEDZ

Wróć do „⋆ Po wymiarach”