27 y/o
Mark your calendar for Canada Day
173 cm
i'm just kidding A to nie do mnie tak
Awatar użytkownika
You're a bad idea but I like bad ideas.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkizaimki
typ narracji3 os
czas narracji-
postać
autor

Gdyby kiedykolwiek William musiał targować się o jej duszę jak w The Sims, to gwarantowała najwyższą jakość. Lucyfer zapewne jeszcze wręczyłby order prawnikowi, że jest pieprzonym samarytaninem, bo ratuje wszystkie grzeszne dusze przed jej towarzystwem. A ona zawiedziona poczłapałaby za Billem, bo już zorganizowałaby wielką orgię nad lawą, gdzie w akompaniamencie krzyków wlewałaby do wulkanu cały alkohol, żeby buchało lawą i procentami. Tylko, że alkohol wyparowałby przez ogień. Kurna cały plan trzeba przemyśleć. Usiąść na spokojnie i podumać, ale zarys już jakiś był. Więc najpierw diabelska imprezka, a potem negocjacje.
I sam diabeł wysłał swojego przedstawiciela, żeby ich uratował. A może właśnie tego dotyczył kontrakt, który zawarła babka Carmen Sandiego. Tak czy siak, gdy leżała już nieprzytomna w ramionach swojej pierwszej i ostatniej miłości, która nawet nie raczyła zapamiętać i wysłuchać jej słów tuż przed śmiercią. A ona tu takie ładne wyznanie miłosne wyszeptała na ostatnim wydechu. To lekarka działała, żeby przywrócić ją do świata żywych. Dobrze, że najpierw umyła ręce po tym klocku, którego z siebie wyrzuciła.
Jeden zastrzyk. Adrenalina, która uderzyła w samo serduszko, zmuszając jej organizm do walki. Po minucie zaczęła trzepotać swoimi długimi rzęsami i rozglądać się niespokojnie. Przełyk ją palił jakby opiła się denaturatu z menelami w bramie. Tylko, że nie leżała na chodniku, a na kurewsko drogim okrągłym blacie, gdzie jakaś typiara podnosiła ją do siadu, pierdoląc coś o drogach oddechowych.
Odruchowo przytrzymała sukienkę, żeby nie pokazać całej sali swoich brzoskwinek i starała się ogarnąć całą sytuację. Raczej wątpiła w to, że tak ją ścięło po seksie. Chociaż to tłumaczyłoby rozwiązany gorset. Następnie spojrzała na Williama, który dzierżył w swojej rączce nóż do masła, a dwóch facetów przyciskało go do podłogi.
Babka...
Kobieta trzymała się za starą obwisłą pierś, lamentując coś o tym, że Patel jest niepoczytalny.
Że co kurwa?
Jej mózg właśnie odmawiał współpracy, nie nadążając za tym, co się odpierdalało. Do sali wparowali ratownicy medyczni i zrobiło się jeszcze większe zamieszanie. Ktoś zadawał jej od czapy pytania, a ona ciągle zerkała na Williama. Babcia odpierdalała swój performance z zawałem, próbując zaskarbić sobie większą uwagę udając ofiarę.
- Nie chcę jechać do żadnego szpitala! - odepchnęła dłoń jednego ratownika, starając się spierdolić ze stołu. Ni chuja nie wezmą jej żywcem. I nawet nie chodziło o to, że jeden pieron wiedział o tym, czy Madi opłacał jej jakieś składki zdrowotne - w końcu pracowała u niego. Nie przerażał jej nawet sam fakt rachunku, który wystawiliby jej po leczeniu. Tyle, że to był szpital. I gdyby rudowłosa miała wskazać swoje nemezis. Swoją piętę achillesową to bez dwóch zdań byłoby to przykucie jej do łóżka w jebanym szpitalu.
I dobrze, że ktoś to całe zajście nagrywał, bo nigdy nie darowałaby sobie tego, że nie widziała napadu agresji u Patela. Kto by pomyślał, że ze wszelkich broni na stole, ten akurat użyje noża do masła.
Ratownicy przenieśli do swojego papamobilu całą trójkę. Ją po tej głupiej truskawce. Babcie, bo dalej symulowała zawał. Oraz Williama, bo po dzikich akrobacjach z nożem i obezwładnieniu, okazało się, że jego nadgarstek wyglądał jak opuchnięta śliwka. I musieli sprawdzić czy to skręcenie, czy jednak złamanie. Nie ma co, bardzo miła kolacja rodzinna. A na SORZE czekały już gliny. Zapowiadał się naprawdę cudowny wieczór.

William N. Patel
Verdsa
Mordeczko po prostu polej
34 y/o
Catch the local sports fever
180 cm
adwokat Vishwakar, Bradford & Grant Llp
Awatar użytkownika
ignorantia iuris nocet, ignorantia facti non nocet
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona
typ narracjipierwszoosobowy
czas narracjiteraźniejszy
postać
autor

Dopiero kiedy dwóch chłopów się na mnie rzuca to dociera do mnie co ja w ogóle odpierdalam. Od razu wypuszczam z uścisku tępy nóż, chociaż jeden z kelnerów zdąży zasadzić mi kopa prosto w rękę i w sumie nie mam mu za złe - na jego miejscu też bym tak zrobił żeby wytrącić mi z palców narzędzie zbrodni. Ajajaj, syczę z bólu, w pierwszej chwili mam wrażenie, że coś pękło, więc poruszam delikatnie nadgarstkiem - puchnie w oczach, ale mogę ruszać, więc chyba nie jest tak źle. Nie szarpię się i nie jestem agresywny, wręcz przeciwnie leżę spokojnie na ziemi i tylko serce wali mi tak mocno i szybko, że jeszcze chwila i chyba naprawdę wyskoczy z piersi. Gdzieś w całym tym rozgardiaszu próbuję złapać sylwetkę Gaby i kiedy widzę, że podnosi się ze stolika to dosłownie oddycham z ulgą. Kurwa, gdyby coś jej się stało to chyba ponowiłbym próbę morderstwa nie zważając na świadków, ani żadne inne protesty. Stara pizda coś tam pizdęczy, że ma zawał, a ja prycham tylko, kręcąc przy tym głową. Jak ona ma zawał to ja jestem Bóg ojciec, syn boży i duch Święty w jednej osobie. Wreszcie pozwalają mi wstać, bo obiecuję z tysiąc razy, że będę spokojny i faktycznie jak tylko podnoszę się do pionu to jeno poprawiam potargane ubranie i od razu kieruję się do Gabrieli, na jej babcie nawet nie spoglądając, bo tylko by mi znowu ciśnienie skoczyło. Tylko wokół rudej już się tłoczą ratownicy, a ona, że do żadnego szpitala nie jedzie, a oni, że musi. I już za chwilę wszyscy siedzimy w karetce, która wiezie nas prosto na SOR. W aucie kompletna cisza, przerywana jedynie krótkimi, standardowymi pytaniami ratowników. Mówię, żeby mi dali coś na ból i coś na uspokojenie, a oni mi dają. Naprawdę czasami zdobywanie prochów było zaskakująco łatwe. Ja i stara co rusz sobie posyłamy takie spojrzenia, że gdyby mogły zabijać, to już dawno obydwoje padlibyśmy trupem. Na miejscu niestety zostaliśmy rozdzieleni i chociaż policja od wejścia truje dupę, to medycy skutecznie ich odganiają tłumacząc, że najpierw musimy przejść odpowiednie badania. Zabierają mnie na prześwietlenie, ale się okazuje, że nic nie jest złamane, więc dostaję zalecenia oraz bandaż elastyczny, po czym oddają mnie prosto w ręce policji. Po tym miksie z karetki czuję się już całkiem wyczilowany, poza tym jestem prawnikiem, wiem jak się zachować i co powiedzieć żeby uniknąć kłopotów. W tym świecie takie sprawy zwykle zamiatało się pod dywan. Nikt nie ucierpiał? To nie ma o czym mówić. A nawet jak ktoś czasem skasował babę na skrzyżowaniu to i tak potrafił w nieskończoność uciekać od odpowiedzialności. Nie wiem czy psiarnia zdążyła już pogadać ze wszystkimi, ale ja w sumie rozglądam się za Gabi. Gadam chwilę z dziewczyną na recepcji, która na koniec wskazuje mi odpowiednią drogę i wreszcie staję w drzwiach sali, na której leży moja udawana narzeczona wraz z innymi, którzy tego wieczora także nie mieli zbyt wiele szczęścia - Ja pierdole, jak dobrze, że żyjesz, już myślałem, że po tobie jak leżałaś na tym stole - podchodzę bliżej, zniżam ton głosu, bo ten wstęp słyszał chyba każdy na sali, ci mniej cierpiący zerkają nawet w naszą stronę - Rzuciłem się na twoją babcię z nożem, kurwa, pojebana akcja - zatrzymuję się przy jej łóżku, przesuwam spojrzeniem po sylwetce dziewczyny, jakbym chciał oszacować czy jest cała. Chyba była.

Gabriela R. Blais
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
twoja stara
???
27 y/o
Mark your calendar for Canada Day
173 cm
i'm just kidding A to nie do mnie tak
Awatar użytkownika
You're a bad idea but I like bad ideas.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkizaimki
typ narracji3 os
czas narracji-
postać
autor

Zwyrole siłą zaciągnęli ją do karetki. Powtarzała milion razy, że nic jej już nie jest. Oddychała. Ledwo, bo ledwo, ale dostarczała tlen do płuc, więc na chuj mieli zajmować miejsce w szpitalu? Gdyby była w pełni sił, to spierdoliłaby na tych swoich wysokich obcasach, ale tak cała trójka znalazła się w pojeździe. Może jednak nie było z nią tak dobrze, jak sądziła, bo ciągle odpływała i niezbyt rejestrowała, to co się odwalało po drodze.
Kroplówka i masa badań. Pobierali jej krew chyba ze dwa razy i nawet kazali nasikać do kubeczka. Już więcej godności miała na odwyku, ale w końcu przewieźli ją do sali, gdzie o zgrozo było jeszcze więcej pacjentek. Nawet człowiek w tym przybytku wykitować sam nie mógł. A jedna babka ewidentnie srała do podstawionej pod dupę kaczki, robiąc wytrzeszcz oczu. Dramat. Wstała i niczym rudy ninja starała się wymknąć z oddziału, ale piguła cofnęła ją do łóżka i nawet przypięła jakimiś pasami. Dostała kolejną kroplówkę i pogadankę o technikach na uspokojenie. A gdy tylko zapytała o leki, to dostała odmową w twarz. Kobieta w ciąży powinna unikać przyjmowania takich leków. Obiecano jednak jej, że ktoś porozmawia z lekarzem. Że co kurwa? Uśmiechnęła się pod nosem, bo jej babcia wszystko słyszała, leżąc na łóżku obok. To na bank był jakiś niecny plan Patela. Pewnie dał w łapę kitlowi, więc w pełnym relaksie czekała aż płyn zejdzie z woreczka i pozwolą jej wyjść.
- Jesteś z nim w ciąży? A cała ta pogadanka, że szukacie surogatki? - usłyszała zza zasłonki, a ten skrzek był niczym miód na jej serce.
- On o niczym nie wie.
- Nie poz... Usuń to natychmiast.
William, ty pierdolony geniuszu. Normalnie ucałowałaby go w tę główkę gdyby tutaj był.
- Za kratkami raczej mało będziesz miała do powiedzenia.
Zamierzała przecież zgłosić ten zamach na jej życie. Prawie wykitowała przez tę jebaną truskawkę. Nawet nie zdawała sobie sprawy, że aż tak ją to sponiewiera. Ostatni taki napad miała jako nastolatka, gdy chłopak odpierdolił jej romantico randkę z tymi owocami w czekoladzie. I wtedy ni stąd ni zowąd pomarszczona dłoń podsunęła jej czek. O kurwa.
- Dopisz jedno zero. - nawet nie musiała odsuwać materiału, bo doskonale słyszała, jak ropucha się zapowietrza. - Wiem, że cię stać. A ty każesz mi usunąć ciążę, nie oskarżać cię i do tego jeszcze zerwać z Williamem. To kosztuje.- oddała świstek papieru i nasłuchiwała, czy babsko jeszcze tam skrobnie to zero. A gdy czek wrócił do niej... O mamusiu. Była bogata! Nie dane było jednak jej się nacieszyć nowym statusem, bo policja zgarnęła ją na przesłuchanie. Wyśpiewała wszystko. Dając gliniarzom do zrozumienia, że nikt o niczym nie wiedział, a jej dramatyczna przemowa o próbie morderstwa była wywołana przez stres. I tak widziała po ich twarzach, że woleliby zdecydowanie robić coś innego niż rozwiązywać jakąś aferę owocową. Spisali również zeznania jej babci, która wciąż dramatyzowała o zawale. W sumie teraz mogłaby się już przekręcić. Czemu nie?
I wtedy on wszedł cały na biało, z tym swoim uśmieszkiem na ryjku do sali. Rozmowy ucichły, a ona się wyszczerzyła do niego. Kazała mu ruchem dłoni się nachylić i ucałowała go w czółko. - Jesteś geniuszem - wyszeptała, a on zapewne już kalkulował, jakie prochy dostała. Ale zamiast listy z tablicy Mendelejewa podsunęła mu czek. Był legitny. Sprawdziła to pięć razy. Siedem milionów. SIEDEM. Ile to procent miała mu oddać z tego?
- Między nami koniec. Wypierdalaj z mojego życia Williamie. Kazałam już twojej asystentce spakować twoje rzeczy z mieszkania. Nawet nie próbuj urządzać scen. - wskazała dłonią za zasłonkę, poruszając bezgłośnie ustami: BABCIA. Ludzie w sali na bank mieli niezły Shik Shak Shok. Bo ich ruchy przeczyły słowom. Wyrwała cały wenflon, do którego była podpięta i przycisnęła chusteczkę do ranki, żeby nie zakrwawić pościeli. Brodą dała mu znak, żeby sięgnął po tę fancy czerwoną sukienkę i jej pomógł się ubrać. Nie zamierzała czekać na żaden wypis. A w tej jednorazowej koszuli wszystko było jej widać. Zrobiłaby na ulicy niezłe show, ale jeden filmik na dzień dzisiejszy wystarczył. Mieli lekkie trudności techniczne, bo ciężko było jej zachować równowagę, a on więcej wprawy miał w rozbieraniu niż ubieraniu kobiet. A do tego jeszcze musieli odgrywać cała tę scenkę zerwania.
- Myślisz, że pomiędzy kolejnymi krzykami zdążymy zaliczyć szybki numerek? Nie robiłam tego jeszcze w szpitalu. - powiedziała niemal prosto w jego usta, gdy nachylił się, żeby zasznurować jej gorset.


William N. Patel
Verdsa
Mordeczko po prostu polej
34 y/o
Catch the local sports fever
180 cm
adwokat Vishwakar, Bradford & Grant Llp
Awatar użytkownika
ignorantia iuris nocet, ignorantia facti non nocet
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona
typ narracjipierwszoosobowy
czas narracjiteraźniejszy
postać
autor

Nachylam się zgodnie z jej niemą prośbą, daję się ucałować w czółko, a kiedy stwierdza fakt powszechnie znany, czyli, że jestem geniuszem to kiwam głową, układając usta w uśmiechu. Może nawet zapytałbym dlaczego tym razem, jednak zanim zdążę to zrobić, Gaba podsuwa mi do obejrzenia czek. Zerkam na świstek papieru i o mało nie krzyknę z radości. O chuju słodki, mówiła, że stara jest dziana, ale nie sądziłem, że aż tak. Ile to mi obiecała? Dwadzieścia pięć procent? Może uda się wynegocjować trzydzieści, za wszystkie straty moralne, które poniosłem podczas dzisiejszego desperackiego aktu przemocy. Oraz za te, które dopiero poniosę przez skręcony nadgarstek, to w końcu jakiś tydzień bez grania. A parafrazując Paganiniego - jak nie gram jeden dzień to cierpi moje serce, jak nie gram dwa dni to umiera moja dusza, jak nie gram trzy dni to tęskni moja publiczność. To co dopiero będzie po tygodniu?... W pierwszej fali podniety wyrywam się do Gabi, żeby ją pocałować, tylko zamiast tego rzuca mi zerwaniem prosto w ryj - Co?! - to musiało brzmieć wiarygodnie bo przecież naprawdę jestem zaskoczony, ale kiedy czytam z ruchu jej warg krótkie BABCIA, to zaczynam rozumieć o co tu chodzi. Zerkam z ukosa na zasłonkę, jednak szybko przenoszę spojrzenie na wnuczkę - Żartujesz sobie? Po tych wszystkich latach, po naszych wakacjach na Zanzibarze? Tak po prostu zrywasz ze mną w pierdolonym szpitalu? Chyba jesteś jeszcze w szoku, Gabriela, i nie wiesz co mówisz - przez chwilę patrzę jak wyrywa sobie wenflon i wstaje z leżanki, zatacza się jak nawalona w szpitalnej podomce i wygląda przy tym tak absurdalnie seksownie, kręci mnie nieziemsko za każdym razem kiedy odpierdala jakiś pojebany szajs, że naprawdę wziąłbym ją tu i teraz, na tym szpitalnym łóżku, na sali pełnej chorych bab. Co więcej niektóre patrzą na nas takim wzrokiem, jakby same liczyły na pikantny ciąg dalszy, to by pewnie było ciekawsze niż telenowela lecąca w tle na salowym odbiorniku - Nie wierzę, że mi to robisz, a co z weselem w Hiszpanii? Nie, nie, nie zgadzam się, ja już nam wykupiłem miesiąc miodowy w Turcji - miało być bez scen, jednak każdy lubi dramy, a za siedem milionów? Jestem w stanie trochę przyaktorzyć dla lepszego efektu. Pomagam jej wcisnąć się w sukienkę, natomiast kiedy nachylam się żeby wreszcie zacząć sznurować gorset to Gaba jak zwykle prowokuje. Mrużę nieznacznie ślepia, na moment zaprzestając wiązania. Znowu łapię ten krótki błysk w jej oku, który przeskakuje prosto w moje ślepia, a potem leci przyjemnym dreszczem wzdłuż kręgosłupa - Nie wiem, nie dowiesz się jeśli nie spróbujemy - jej wargi są tak blisko moich, że wysuwam nieznacznie język i przesuwam końcówką po dziewczęcych ustach. Palcami zahaczam o sznurki jakbym naprawdę się zastanawiał czy aby na pewno opłaca się dalej wiązać? Tylko tutaj, przy babci, wypadałoby pohamować swoje wyuzdane rządze, bo jak usłyszy, że jebiemy się bezczelnie na łóżku obok to jeszcze wyskoczy zza zasłonki gotowa walczyć o czek. Wizja bardzo kusząca, ale powiedzmy, że dla siedmiu milionów mogę się wstrzymać. Zaciągam ostatni rząd sznurków i robię węzeł - Opłaciłem twoje sztuczne cycki, a ty teraz ot tak ze mną zrywasz? Mama miała rację jak mówiła, że będą z tobą same problemy - dorzucam do naszej kłótni, wyciągając usta w uśmiechu i wreszcie macham na nią głową, że chyba można iść. Ja gotowy. Chwytam rudą za dłoń, ciągnąc w kierunku wyjścia, zaś kiedy jesteśmy już na korytarzu to przyciągam ją bliżej, po to żeby wreszcie wpić się zachłannie w jej usta. Dłużej już nie wytrzymam.

Gabriela R. Blais
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
twoja stara
???
ODPOWIEDZ

Wróć do „George Restaurant”