To tylko serduszko...
Bo Madox na przykład miał gdzieś na tyłku wytatuowane imię Pilar z serduszkiem, z jednej strony lepsze to niż oczy, które wydziarał sobie William. Lepsze też niż imię Patela, z drugiej, jeśli kiedyś się rozstaną, to rzeczywiście będzie musiał zrobić z tego
Dolar. Chociaż Noriega nie zakładał, żeby kiedyś się rozeszli. Musieli by go zabić, żeby to się stało. Albo Pilar musiała by go zdradzić, a w to nie wierzył.
Wierzył za to w swoje umiejętności, co zaraz jej mówił.
-
Namaluję ci zajebistą stokrotkę - pochylił się do niej, żeby ją zaczepić, kiedy walnęła go w ramię, żeby kłapnąć zębami, jakby chciał ją ugryźć w rękę.
Chociaż prawda jest taka, że Madox umiał trochę rysować, i na kartce może zrobiłby ładną stokrotkę, to na jej skórze... wolał jednak skorzystać z kalki, nie chciał ryzykować, że potem nie będzie mógł patrzeć na koślawe serce, które zrobiłby na piersi swojej żony, a lubił patrzeć na jej piersi.
Oczywiście, że Noriega nie chciał ćwiczyć na bananie, bo on chciał już, ręka sama mu się rwała, kiedy na skórze Pilar pojawiło się to odbite serduszko. A kiedy się nad nią pochylał, blisko, coraz bliżej, to mogła czuć na sobie jego ciepły oddech. Ciemne oczy wpatrywały się w to dzieło w pełnym skupieniu, do tego stopnia, że wywalił język i dobrze, że Pani Noriega go nie zaczepiała, bo by się nie skupił. Niby Madox miał podzielną uwagę, ale kiedy chodziło o nią, to wszystkie jego myśli fiksowały się tylko i wyłącznie na niej.
A kiedy skończył, to już chciał ją pociągnąć do lustra, żeby też zobaczyła, ale Luna podała jej lusterko, i bardzo dobrze, bo przecież Madox zaraz pytał.
-
I co? - podniósł na nią ciemne spojrzenie, na jej duże, piękne oczy czekając aż wyda jakiś werdykt. A kiedy z jej pełnych ust padło to
doskonałe, to wyszczerzył się do niej w szerokim uśmiechu, a zaraz pochylił się do niej, żeby skraść jej buziaka, krótkiego, zaczepnego, ale takiego, którym jej podziękował za pochwałę, a może za to, że mógł jej zrobić tatuaż?
Nie było innej opcji, ona też musiała zrobić jemu, więc zaraz zgadzał się z Luną i przysuwał do Pilar, żeby oprzeć jej głowę na udach. Chociaż kiedy powiedziała to
ja sama, to poderwał spojrzenie na jej śliczną twarz, na te piękne, ciemne oczy -
solo no me tatúes una polla ahí, cariño -
tylko nie wydziaraj mi tam kutasa kochanie, niby wiadomo, że Pilar by mu tego nie zrobiła, bo potem by miała męża z chujem za uchem, ale oni to czasem byli jak dzieci, więc musiał ją zaczepić. Jak takie duże dziecko, które zaraz łasiło się do jej uda. Wcale nie niewinnie -
to później - przecież lubił, kiedy go gryzła, kiedy drapała skórę do krwi. Chciał powiedzieć coś jeszcze, ale jego żona już zaczęła działać, a Madox... trochę się spiął, ale nie dlatego, że jakoś wybitnie go to bolało, gdzie, kiedy on lubił ból.
Po prostu jego ręka odruchowo wyrwała się do łydki Pilar, chciał ją zaczepić, sunąć palcami po jej gładkiej skórze, ułożyć je na stopie. Finalnie oparł ręce na swoich kolanach. Ale kiedy skończyła i rzuciła to
ale zajebiste, to już łapał ją pod kolanem przyciągając do siebie, tak, że jej uda oparły się o jego kark.
-
Pokaż - Luna musiała mu dać lusterko, a on przyjrzał się serduszku ze wszystkich stron przechylając na boki głowę. Było
piękne, jego drugi ulubiony tatuaż? Uśmiech to mu nie schodził z twarzy, nawet kiedy zadarł głowę, żeby spojrzeć na Pilar -
hermoso - powiedział, a zaraz pokiwał głową -
teraz jakbyś chciała ze mną zerwać, to najpierw musiałabyś mnie zabić, potem jeszcze usunąć tatuaż... Za dużo roboty - no tak, zabicie to jeszcze okej, ale już usuwanie tatuażu, komu by się chciało? Madox jeszcze pochylił się do jej nogi i ugryzł ją w kolano, w ramach podziękowania pewnie, albo po prostu zaczepki, a zaraz podniósł sobie krzesełko do zdjęcia i ładnie zapozowali, może nawet trochę zakrył jej piersi sobą, żeby nie było, gdyby komuś chcieli pokazać fotki. Z ich nowymi tatuażami.
Luna i Chico zakleili je im ładnie, więc mogli się poubierać, chociaż Madox się pokrzywił, kiedy musiał znowu zapinać swojej żonie sukienkę.
-
Tylko ją zapinam i zapinam... - marudził jej do ucha. Ale jeszcze poprawił suwaczek na jej karku i musnął palcami rozgrzaną skórę. Kiedy zaczęli temat balonu, to Madox już obejmował swoją żonę ramieniem.
-
Ravi załatwił, że stąd jedziemy od razu na ten balon, a potem, jak dobrze pójdzie... To będziemy mieć jeszcze chwilę -
dla siebie, to chciał powiedzieć, ale Chico już nawijał, że załapią się na wschód słońca. Też fajnie.
Podziękowali ładnie tatuażystom, oni też zrobili im fotki, a Madox im zapłacił, mimo, że mieli voucher, no bo jednak zerwali się dla nich o świcie, jeszcze dali im się samym wydziarać, poprosili, żeby ten kupon oddali komuś potrzebującemu, albo zrobili jakiś konkurs, w którym można go wygrać. No i jeszcze niech ktoś powie, że Noriega skąpił na ich ślub. On tylko sobie lubił pogadać.
Dlatego jak siedzieli już w samochodzie, a prywatny kierowca wiózł ich na Botafogo Beach, to Madox od razu się odezwał.
-
Dziesięć minut... Zerwę ją z ciebie i... - jedna jego dłoń już wylądowała na udzie jego żony, podwinął materiał sukienki sięgając do jej majtek, zaczepił palcami o koronkę -
ale nie mamy nic na zmianę, będziesz musiała nago wystąpić w tym balonie... - czyli jednak jeszcze odrobina logicznego myślenia była w tej głowie, która już powoli, coraz bardziej, fiksowała się na niej, kiedy jego palce sunęły po jej rozgrzanej skórze -
dam ci moją koszulę - coraz ciemniejsze spojrzenie utkwił w jej pięknych, czekoladowych oczach. Przecież to był plan idealny. Oparł palce na jej biodrze przyciągając ją do siebie, tak, żeby plecami wyłożyła się na szerokim tylnym siedzeniu kanapy beemki. Czyli to też będzie... ich pierwszy raz w samochodzie?
Mógłby być, bo Madox już robił sobie miejsce między jej udami, już sięgnął do swojego paska, ale wtedy Ralph odchrząknął.
-
Będziemy na miejscu za pięć minut - rzucił trochę nieśmiało, a Noriega spojrzał najpierw na niego i złapał jego spojrzenie w lusterku -
bo o tej porze nie ma korków, i można szybko przejechać przez miasto... - wyjaśnił. A Madox aż odchylił do tyłu głowę.
-
Pięć minut... - powtórzył do Pilar i chociaż jego palce jeszcze przesunęły się po koronkowym materiale sukienki, chociaż szarpnął jeszcze lekko jej rąbek, to jednak westchnął ciężko w jej dekolt -
mało - jęknął, a jego czarne już prawie spojrzenie zaraz łapało to jej -
dobra, to chociaż... trochę... - nie pozwolił jej nawet odpowiedzieć, bo jego wargi już znalazły te jej w pocałunku, zachłannym, agresywnym, dzikim, takim, który miał ich nakręcić w te marne pięć minut, które mieli -
później ją rozerwę - rzucił między kolejnymi pocałunkami. W międzyczasie zsunął też z niej już majtki, a palce odnalazły znajomą drogę między jej uda...
Tylko co z tego, jak Ralph zaraz mówił, że są na miejscu?
Bo dojechali chyba w nawet krócej niż te pięć minut, a przynajmniej Madox miał takie wrażenie. Nawet nie zdążyli... Nic nie zdążyli, bo już trzeba było wysiadać. I jak jeszcze Ralph nic im nie powiedział, to zaraz do jednej z bocznych szyb dopadła jakaś uśmiechnięte dziewczyna, zapukała do nich przez okno i pomachała z uśmiechem.
-
Będę waszym pilotem, Ravi do mnie dzwonił - oznajmiła wesoło. A Madoxowi wcale nie było do śmiechu, ale odsunął się od swojej żony, wyprostował i poprawił.
A kiedy wysiedli to wesoła dziewuszka przytuliła ich do siebie i przedstawiła się im jako Lola pilot balona. Madox aż przechylił na bok głowę, bo jakoś śmiesznie to brzmiało. Dziewczyna poprowadziła ich w kierunku wielkiego, kolorowego balona, który już na nich czekał.
Świetnie.
Szkoda tylko, że Pan Noriega to już znowu był nie w humorze.
Ale może jednak Lola baloniara mu go poprawi, bo ona już opowiadała o tym, jaka to jest świetna przygoda taki lot, niezapomniane przeżycia. Cała góra wrażeń i tym podobne.
En lugar de follarte, daremos un paseo en globo aerostático ༘⋆𖦹
