25 y/o
Mark your calendar for Canada Day
162 cm
Stylistka włosów Studio Lush Locks
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowy
czas narracjiPrzeszły
postać
autor

Oczywiście, że z tyłu głowy kłębiło jej się multum obaw związanych z tym jego wyjściem z Beatrice. Już samo to, że słyszała jak ta go prosiła o wspólny taniec, podczas gdy on ledwo był w stanie odpowiedzieć jej na pytanie czy w ogóle poszedł gdziekolwiek z tą głupią modelką, przyprawiało ją o nieprzyjemne dreszcze niepokoju. Ufała mu, ale był już porobiony alkoholem i przyprawiony narkotykami. I starała się ze wszystkich sił, aby wyobraźnia nie podsuwała jej obrazów jak taki taniec mógł wyglądać, a także jak się skończyć. Ale przecież jak ona już wstała i zaczęła ogarniać pokój, aby był gotowy do wymeldowania, a on leżał rozwalony na łóżku — i przy okazji nieprzykryty, bo było mu za gorąco — to nie widziała na jego ciele żadnych śladów użytkowania. Nie miał żadnych szram po paznokciach, a jedyne malinki były zrobione przez nią i to kilka dni temu, więc powoli blakły. Nie czuła od niego żadnych perfum, tak samo na ciuchach, a jedynie smród alkoholu i papierosów. Pewnie w normalnych okolicznościach mogłaby podejrzewać, że ta celowo starała się nie zostawiać żadnych poszlak naprowadzających na zdradę, ale to Elsa nie mogła się powstrzymać przed gryzieniem na trzeźwo, a co dopiero jakby była w stanie pod tytułem „wszystko mi jedno”! Zresztą, po podłym charakterze Beatrice i przy okazji po tych wszystkich wiadomościach, które wypisywała do koleżanek mogłaby śmiało stwierdzić, że ta na złość zrobiłaby wszystko, aby Norweżka dowiedziała się o zabawach z jej chłopakiem. Pewnie miałaby już na telefonie cały spam ze zdjęciami i filmikiem… Jednak sama mogłaby zacząć się zastanawiać czy Dante dałby radę ukrywać to przed nią? Choćby miał jakieś małe podejrzenia, że w jakimś stopniu ją zdradził… to czy powiedziałby jej o tym, zbierając się na odwagę, czy zatrzymał to dla siebie?
Mogłaby… gdyby tylko dopuszczała do siebie tego typu myśli. Ale zamknęła je w jednym z pokoi swojej głowy i nie zamierzała ich prędko otwierać.
— Widzę, że nie możesz doczekać się tego wiązania. — Parsknęła cichym śmiechem, przypominając sobie, że przecież od ich pierwszego spotkania w jej salonie dosyć regularnie zaczęła mu grozić tymi wszystkimi kablami. I najwyraźniej w końcu należało ową groźbę spełnić i przetestować wszelkie węzły, których nauczyłaby się w harcerstwie, gdyby tylko do jakiegoś należała.
Otworzyła szeroko oczy, słysząc jak ten podejmuje trud rozmowy o wprowadzeniu się do niej. Chociaż od dłuższego czasu nie używała pojęcia "mój dom”. Mieszkali tam w czwórkę, oni i ich psie dzieci, które przez te miesiące zdążyły się ze sobą naprawdę zżyć! Nawet jak narwany Murphy zdawał się momentami irytować księżną Olive to uwielbiała się bawić z młodszym bratem i mimo nieznacznej różnicy wzrostu — gdzie to suczka była tą mniejszą — wygrywać z nim psie zapasy. A ona czuła się dobrze z tą dwójką przy nodze — oczywiście chodziło o zwierzęta, bo o kogo innego — a przeszczęśliwa z tym gamoniem u boku. To był już od dawna ich dom — całej czwórki.
Ale kiedy wspomniał o paskudnej lampie, uniosła wymownie prawą brew, która delikatnie jej drgnęła w ostrzegawczym tonie.
— Nie podoba ci się moja lampa, Levasseur? Dobrze, po powrocie pojedziemy do meblowego i kupimy taką, która będzie ci pasować i którą ja zaakceptuję. Dostaniesz trzy szanse. Jak żadna nie dostanie akceptacji to ja wybieram i ja akceptuję. — Uśmiechnęła się szeroko, wycierając dłońmi resztki łez, które zostały na jej policzkach. Już wspólnie wybierali płyn do płukania prania, z lampą chyba nie mogło pójść o wiele gorzej. Chociaż dalej nie rozumiała, co mu się w tej obecnej nie podobało! No i skoro Murphy jeszcze jej nie rozwalił, to najwyraźniej i on był nią zachwycony!
— Planujesz go unikać do końca życia? A co ze świętami? Albo moimi urodzinami? Mam wybierać między wami czy będziesz chciał je świętować miesiąc później? — zapytała całkiem poważnie. Bo jak rozumiała ich niechęć do siebie tak naprawdę nie zamierzała udawać, że jej to odpowiadało. W końcu mieli stworzyć coś na wzór rodziny i naprawdę nie potrzebowała do tego żadnej obrączki! Dlatego choćby miała ich dwójkę przywiązać do krzeseł, a buzie zakleić taśmą izolacyjną albo skleić klejem na gorącą… to będą ze sobą spędzać czas. Koniec. Kropka.
— A to już zależy jak intensywnie będziesz szorować to miejsce podczas kąpieli. Bo może będę musiała średnio raz w tygodniu go poprawiać. — Wzruszyła ramionami i od razu odwzajemniła to słodkie i krótkie muśnięcie. Ale zdziwiła się, kiedy złapał za bransoletkę. Gdy jednak powiedział, że zdecydowanie chciał ją z powrotem, uśmiechnęła się rozczulona. Czyli nie bał się rzuconego zaklęcia albo było mu dobrze pod jego wpływem. Nie wnikała. Szybko jednak splotła dłonie w miseczke bądź inny koszyczek i podłożyła pod jego ręce, gdy zaczął umieszczać blaszkę na jej pierwotne miejsce. Tak na wszelki wypadek, żeby nic nie spadło do jeziora. Nic poza…
Podskoczyła z obrzydzenia, kiedy poczuła jak coś oślizgłego chodzi jej po nagiej stopie. Szanowała wszystkie zwierzątka, naprawdę. Kiedyś zawiozła do weterynarza rannego jeża, który padł ofiarą podkoszarki w miejskim parku, podobnie z ptaszkiem, który oślepiony słońcem uderzył w szybę jej salonu. Ale ta żaba…
— AAAA! — krzyknęła, skacząc na jednej nodze aż w końcu… wylądowała za pomostem. Na szczęście dno było dosyć głębokie, więc nie uderzyła w żadne kamienie i mimo przeżytego szoku, szybko się wynurzyła. — Chciałam popływać we Włoszech… albo myślałam o morzu, nie o jeziorze z żabami… — jęknęła cicho, zapierając się dłońmi na pomoście, próbując dostać się z powrotem na niego, ale… — Pomóż, nie mam już siły. Ręce mnie bolą od tych warkoczyków. Dzisiaj chyba trzysta ich naplotłam…

Dante Levasseur
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
Badum
25 y/o
Prepare for the cold
179 cm
zawodowo pcha się w kłopoty ale nikt mu za to nie płaci
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Nawet jeśli nie do końca – a właściwie prawie wcale – pamiętał wyjście w towarzystwie Beatrice, chyba mógł być pewny tego, że nie zadziało się podczas niego nic, czego następnego dnia mógłby jedynie mocno pożałować. I to pewnie mocniej niż ilości wypitego alkoholu i tego, że nie zdecydował się poprzestać tylko na nim. Bo może i zdarzało mu się w takich sytuacjach pakować w różnego rodzaju idiotyzmy – co w zasadzie na trzeźwo zdarzało się tylko w nieznacznym stopniu rzadziej… – ale jak dotąd chyba jeszcze nigdy nie zapomniał o tym, że miał dziewczynę, którą rzeczywiście kochał i że w związku z tym naprawdę nie potrzebował żadnych przygód z nikim innym.
Nie licząc tych, które czasami kończyły się lekkim przedłużeniem imprezy. Tak na przykład do paru dni.
W każdym razie – na pewno nie tych, których finał miałby odbywać się w cudzym łóżku. Albo czymkolwiek innym, co – z braku odpowiedniego umeblowania – mogłoby za to łóżko posłużyć.
To ty ciągle do tego wracasz… – zauważył z uśmiechem, również całkiem nieźle pamiętając o tym, że tego typu groźby miał okazję usłyszeć od niej już co najmniej kilkukrotnie. A także o tym, że niemal za każdym razem kończyło się to przeinaczeniem jej wydźwięku w taki sposób, by faktycznie mógł przynajmniej przez moment lub dwa zastanowić się, czy aby przypadkiem nie byłby w stanie polubić się z tymi kablami…
I oczywiście, że wreszcie nie wytrzymał, musząc po prostu parsknąć śmiechem na widok tej jej ostrzegawczo uniesionej brwi. Albo ewidentny dowód na brak jakiegokolwiek instynktu samozachowawczego, albo po prostu Elsa zdecydowanie powinna nieco popracować nad swoim groźnym wyglądem…
Jest paskudna – powtórzył dobitnie, pozwalając na to, by oczywiste rozbawienie wciąż odbijało się pomiędzy poszczególnymi głoskami. – I naprawdę trudno będzie wybrać coś gorszego od niej, więc chyba nawet za bardzo nie ma znaczenia, czym ją zastąpi…my.
Może i faktycznie przez cały ten czas zdążył poczuć się w jej domu jak u siebie i pewnie niejednokrotnie zdarzało się, że całkiem naturalne było podejmowanie jakichś mniej lub bardziej istotnych decyzji wspólnie. Zazwyczaj jednak nie zwracał zbytniej uwagi na to, czy zdarzało mu się powiedzieć coś o spędzaniu czasu u nich, czy jednak wciąż zamiennie stwierdzał na przykład, że noc zamierzał spędzić u niej. Tym razem całkiem świadomie zwrócił jednak uwagę na to, że czasownik użyty w jego wypowiedzi pierwotnie miał się pojawić w tej – już – niewłaściwej formie, a skorygowanie go wymagało tej chwilowej pauzy.
Na szczęście i do świąt, i do twoich urodzin jest jeszcze trochę czasu, więc pewnie będzie można to wszystko jakoś… zaplanować – na przykład przypominając sobie w ostatniej chwili, że właśnie końcówkę grudnia musiał bardzo pilnie spędzić gdzieś zupełnie indziej. Albo zupełnie przypadkowo planując świąteczno-urodzinowy wyjazd z nią w taki sposób, by niefortunnie nie móc w tym czasie spotkać się z jej ojcem. Bo… jeśli ktoś wciąż jeszcze potrzebowałby jakiegoś dowodu na to, że Dante w żadnym razie nie potrafił przewidywać konsekwencji jakichkolwiek swoich decyzji, to ta prawdopodobnie mogłaby stanowić dość dobitny przykład. Oczywiście, że to oficjalne wspólne mieszkanie z nią musiało oznaczać, że wizyty jej ojca powinni – przynajmniej w większości – również odbywać wspólnie. A jak dotąd najwyraźniej wcale nie brał pod uwagę tego, że właśnie pozbawił się tej najbardziej banalnej wymówki, jaką było stwierdzenie, że on przecież w zasadzie tylko u niej bywał i że nie było potrzeby, żeby był obecny również wtedy, gdy miała jakichś goście.
Tymczasem… wyglądało na to, że od teraz mieli to być ich goście.
A on, chociaż raczej nie miał zamiaru przyznawać tego na głos – na pewno nie teraz – chyba rzeczywiście wolałby pozostać przy tym, by z jej ojcem widywać się na tyle rzadko, na ile tylko było to możliwe. Najlepiej wcale. Choć może częstotliwość raz do roku też mogłaby być w ostateczności akceptowalna…
Losowi natomiast chyba powinien być wdzięczny za to, że skacząca po pomoście żaba zdecydowała się zaatakować Elsę ledwie chwilę po tym, jak sam zdążył bezpiecznie zapiąć bransoletkę na swoim nadgarstku. W przeciwnym wypadku było chyba więcej jak pewne, że ta mogłaby na dobre przepaść gdzieś w jeziorze, kiedy on odruchowo wyciągnął rękę, żeby złapać dziewczynę zanim…
Uw… – ale było stanowczo za późno, żeby choćby wypowiedzieć w pełni jakiekolwiek ostrzeżenie o tym, że zbliżała się właśnie do końca pomostu… Z pluskiem wylądowała w wodzie i chociaż Dante zdążył w tym czasie samemu zrobić tych parę kroków na skraj drewnianej konstrukcji, po drodze pozbywając się własnych butów, to ratunek najwyraźniej wcale nie był konieczny. Elsa zdążyła wynurzyć się samodzielnie, a on… po prostu nie mógłby nie roześmiać się na jej widok, kiedy już początkowe zaskoczenie i obawa o to, czy przypadkiem nic się jej nie stało, minęły.
Tym bardziej, gdy usłyszał ledwie chwilę później kolejny, znacznie już cichszy plusk mogący oznaczać jedynie tyle, że również winowajczyni całego tego zamieszania postanowiła ewakuować się z pomostu, zanim ktokolwiek mógłby ją o coś obwinić.
Wystraszyłaś ją… – zauważył ze śmiechem, zdecydowanie nie zwracając się przy tym do żaby. Ale nawet jeśli trudno byłoby przyjąć całą tę sytuację z powagą, na pewno nie zamierzał przecież tak po prostu zostawiać Elsy bez pomocy. Zwłaszcza, gdy wprost wspomniała o tym, że ta jak najbardziej by się jej przydała…
Mówiłem ci już dzisiaj, że świetnie wyglądasz? – nawet jednak kucając na skraju pomostu, by chwycić ją za ręce i pomóc jej wydostać się z wody, nie był w stanie choćby udawać, że próbował zachować powagę. – Chociaż… chyba masz jakiegoś glona we włosach. Albo… nie, nie rusza się. To jednak glon.
Możliwe, że ryzykował właśnie tym, że lada moment sam miałby doświadczyć przymusowej kąpieli z żabami oraz okazji do tego, by nazbierać nieco własnych glonów… Wciąż jednak ugryzienie się w język zdawało się w tej sytuacji zadaniem ponad jego siły. No i zresztą… przecież naprawdę był zdania, że nawet z tym nieszczęsnym glonem we włosach i w kompletnie przemoczonej sukience mogła wyglądać świetnie.

Elsa Eriksen
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
marchew
wszystko przejdzie, w razie czego można się dogadać
25 y/o
Mark your calendar for Canada Day
162 cm
Stylistka włosów Studio Lush Locks
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowy
czas narracjiPrzeszły
postać
autor

Już od początku ich licealnej znajomości, Elsa miała w zwyczaju grozić mu przywiązaniem do krzesła kablem od suszarki — ze względu na regularne treningi pływackie to właśnie ją trzymała zawsze w swojej szafce — jeśli nie skupi się na zadaniach, które tłumaczyła mu od dobrych kilkunastu minut, a jego interesowało wszystko tylko nie one. A nawet pozwalała mu się bawić swoimi włosami jeśli to mogłoby mu pomóc w koncentracji! Ta…
A wraz z rozwojem ich relacji te groźby zaczynały mieć inny wydźwięk. To znaczy, Elsie ciągle chodziło o to samo, ale chyba Dante zaczynał mieć wówczas coraz bardziej kudłate myśli, które z czasem zaczęły się udzielać samej Norweżce. W końcu nie często się zdarzała sytuacja, kiedy sama stwierdzała, że funkcję trygonometryczne mogą w sumie chwilę poczekać…
Liczyła na to, że może to jej wypowiedź zakończy temat lampy, która tak bardzo nie podobała się Dantemu. Ale nie, po co, musiał dorzucić jeszcze swoje trzy centy, żeby dobitnie podkreślić jak paskudna była ozdoba w jej salonie. I już unosiła rękę, aby zdzielić go w potylicę, kiedy to usłyszała jak mówi zastąpi…my. "…my". Momentalnie jej twarz złagodniała, a oczy zabłyszczały rozczulonymi iskierkami.
— Szybko się uczysz… to teraz musisz dużo powtarzać, aby ci się utrwaliło. — Uśmiechnęła się szeroko. Osobiście jej się tamta paskudna lampa podobała, ale nie miała problemu z tym, żeby faktycznie po powrocie do Toronto pojechać z nim do sklepu i kupić coś, co będzie pasowało ich dwójce. Nawet jeśli jej miejsce miałby zająć jakiś regał albo mała szafka, na której mieliby zostawiać swoje klucze. A może dałby się namówić na ramkę z ich zdjęciem z Włoch?
Wywróciła teatralnie oczami, słysząc o tym rzekomym planowaniu zarówno świąt jak i jej urodzin. Cóż, oba były w grudniu. A jak dołożyć do tego urodziny Dantego, które obchodził dwa dni po niej… podejrzewała, że mógłby wyjątkowo z wyprzedzeniem zaplanować im jakiś wspólny wyjazd. Wszystko, byle nie spędzać tego czasu z jej ojcem. Cóż… żeby się w takim razie nie zdziwił jak w przyszłym roku też pojadą! Z jej rodzicami, ale także z jego matką i ojczymem! Bo skoro już mieli być rodziną — nie taką na papierku, bo jak ustalili, nie było im to aż tak niezbędne póki mieli siebie — to Elsa była absolutnie pewna, że zamierza zrobić wszystko, żeby ich święta wyglądały właśnie tak jak na rodzinę przystało. I chyba właśnie dlatego, patrząc na Dantego, uśmiechnęła się pod nosem z miną kogoś, kto właśnie wpadł na wyjątkowo dobry plan. Plan, o którym on, na całe swoje szczęście — i nieszczęście przy okazji też — jeszcze nie miał najmniejszego pojęcia.
Żaba ją zaskoczyła. Gdyby sobie siedziała grzecznie na pomoście to Norweżka nie miałaby nic przeciwko. No ale skoro ta postanowiła zrobić sobie fotel z jej stopy… chęć pozbycia się jej była zwykłym odruchem. Podobnie jak skakanie na jednej nodze z nadzieją, że zrzuci z siebie tego małego płaza. I w przypływie tej całej paniki podskoczyła jeszcze raz, machając przy tym rękami jak wiatrak. I wtedy jej druga stopa, zamiast bezpiecznie wylądować na drewnianym pomoście, trafiła dokładnie na jego krawędź. Przez krótką chwilę Elsa miała jeszcze nadzieję, że uda jej się odzyskać równowagę.
Nie udało się.
Gdy wynurzyła się na powierzchnię, szybko podpłynęła do pomostu, choć nadal była mocno oszołomiona tym co się działo. Nawet nie zwróciła uwagi na żabę, która wskoczyła do wody. Jej wzrok utkwił w chłopaku, który nawet nie próbował się powstrzymywać przed śmiechem.
— Ja ją wystraszyłam? — zapytała z uniesioną brwią, kiedy Dante wciągnął ją na pomost i zabrała się za wyciskanie z włosów nadmiaru wody. Tak jakby naprawdę liczyła, że dzięki temu wyschnie w maksymalnie pięć sekund. Kątem oka zauważyła, że sam był już bez butów, tak jakby naprawdę się szykował, aby rzucić się jej na ratunek. Ech… gdyby wiedziała to by poudawała ofiarę, co to nie potrafiła pływać… przecież te wszystkie medale z zawodów mogła kupić na etsy albo w jakimś chińskim sklepie z pierdołami.
— Nie, nie mówiłeś. Właśnie! Ja się odwaliłam jak pomidor na casting do reklamy keczupu, a Ty się nawet nie zająknąłeś o tym jak cudownie wyglądam, jak świetnie leży na mnie ta sukienka albo że właśnie nie możesz się doczekać aż ją ze mnie ściągniesz. Nic, zero… — Nadymała policzki, krzyżując zaraz ramiona pod biustem z wielką obrażoną miną, która momentalnie się zmieniła, gdy ten zasugerował, że to coś co miała we włosach mogło się ruszać. Dlatego kiedy tylko dodał, że to jednak był glon, wsunęła dłonie do jego kieszeni, aby wyciągnąć z nich telefon i portfel, a potem, zepchnęła go z pomostu wprost do wody. A gdyby próbował szukać w niej jakiejś asekuracji, to dosyć zgrabnie unikała rąk, które próbowały się jej złapać.
I teraz to ona zaczęła się śmiać. Głośno, szczerze… jakby znow była w liceum, znów sie wygłupiali i znów nie musieli się niczym martwić — samochodem, Mediolanem. Niczym.
— I takie wakacje nad jeziorem mogłabym mieć… — Położyła się na deskach pomostu i delikatnie wychyliła, aby obserwować jak jej chłopak się wynurza i próbuje wydostać na powierzchnię.

Dante Levasseur
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
Badum
25 y/o
Prepare for the cold
179 cm
zawodowo pcha się w kłopoty ale nikt mu za to nie płaci
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Nie sądził, by przyzwyczajenie się do tego my – czy to w kwestii wspólnego wybierania zastępstwa dla paskudnej lampy, czy też jakiekolwiek innej – miało sprawić mu jakiś większy kłopot. Zwłaszcza, gdy wciąż miałby trzymać się tej swojej tendencji do ignorowania nieco mniej przyjemnych konsekwencji. Jak na przykład spędzania czasu w towarzystwie jej ojca. Czy – co jeszcze gorsze, a czego na całe szczęście w żaden sposób nie brał nawet pod uwagę – w tym nieco większym gronie, rozszerzonym o jego część rodziny. Oraz tę wyjątkowo niemile widzianą doczepkę do tej rodziny, jaką pozostawał – niestety – Doug. Nie mógł więc nawet domyślać się, co mogłoby chodzić po głowie Elsie i… to chyba nawet dobrze. Cokolwiek planowała, prawdopodobnie pozostawienie mu jak najmniej czasu na znalezienie ewentualnych wymówek i próby wykręcenia się z tego, mogło okazać się całkiem skuteczną strategią.
Pod warunkiem oczywiście, że liczyła się z tym, że podczas takiego wspólnego wyjazdu w rodzinnym gronie, jej chłopak mógłby nagle znaleźć jakiś powód, dla którego – ku swojemu wielkiemu ubolewaniu, oczywiście – musiałby natychmiast wrócić do domu. Być może niekoniecznie informując o tym kogokolwiek z wyprzedzeniem – tak na wszelki wypadek, żeby zminimalizować ryzyko, że ktoś mógłby wpaść na niedorzeczny pomysł zatrzymania go na miejscu. Na przykład za pomocą tych wielokrotnie już przewijających się kabli…
Żabie natomiast może nawet powinien być poniekąd wdzięczny za definitywne zakończenie ledwie poruszonego tematu tych rodzinnych spotkań… Nawet jeśli w pierwszej chwili rzeczywiście gotów był skakać do wody za swoją dziewczyną, nie mając jeszcze pewności, czy ten jej niespodziewany skok do wody nie zakończył się dla niej nie najlepiej…
Może i nie uwierzyłby w to, że nagle Elsa miałaby oduczyć się pływać – w końcu w trakcie nauki w liceum raczej nie zdarzało mu się przesiadywać na tych wszystkich zawodach pływackich przez jakieś nagłe zamiłowanie do oglądania tej konkretnej aktywności… zdecydowanie chodziło raczej o oglądanie jednej konkretnej ich uczestniczki – ale na pewno nie zastanawiałby się zbyt długo, gdyby faktycznie z jakiegoś powodu miała potrzebować jego pomocy w tej wodzie. Skoro jednak nic nie wskazywało na to, by miało stać się jej cokolwiek – poza kompletnym przemoczeniem, ale skoro nawet wieczorem temperatura wciąż była całkiem wysoka, to chyba nie powinno to stanowić zbytniego problemu – trudno byłoby jakkolwiek udawać, że cała sytuacja nie była zwyczajnie zabawna.
Właściwie… teraz leży na tobie jeszcze lepiej i skoro… – nie dokończył, zdecydowanie zbyt późno orientując się po co sięgnęła do jego kieszeni i czego powinien przynajmniej spróbować uniknąć. Choć może to chwilowe rozproszenie uwagi było jak najbardziej uzasadnione, skoro wspomniana sukienka po tej krótkiej kąpieli w jeziorze, przylgnęła ciasno do ciała Elsy, rzeczywiście mogąc prezentować się jeszcze bardziej interesująco niż do tej pory…
I oczywiście, że próbował pociągnąć ją za sobą, kiedy już musiał zdać sobie sprawę z tego, że nieplanowana kąpiel była najwyraźniej nieunikniona. Niestety, jego dłoń natrafiła jedynie na powietrze, a on sam ledwie chwilę później mógł przekonać się, na ile woda w jeziorze była ciepła i czy całe to pływanie z żabami można było uznać za przyjemną rozrywkę…
Co do tego najpewniej można byłoby polemizować, ale… o dziwo wcale nie było tak całkiem najgorzej.
W kwestii umiejętności pływackich oczywiście nie mógłby w żaden sposób równać się z Elsą, jednak przynajmniej były one w jego przypadku dostateczne, by ewentualna akcja ratunkowa nie była konieczna. Wynurzył się bez większych problemów, w dodatku wciąż w równie dobrym humorze jak chwilę wcześniej. Niedbałym ruchem odgarnął do tyłu opadające na oczy włosy, by w kolejnej chwili zbliżyć się do pomostu i chwycić jego krawędzi.
I zamierzałabyś spędzić je na pomoście…? – zapytał z uśmiechem, podciągając się na tyle, by móc sięgnąć do jej ust własnymi i na dłuższą chwilę złączyć je w pocałunku. Choć ten należałoby chyba uznać raczej za być może całkiem skuteczny rozpraszacz uwagi, skoro przy okazji złapał ją, pociągając ponownie do wody. – I tak jesteś już przemoczona, szkoda byłoby marnować te wakacje nad jeziorem
Możliwe, że malująca się na jego twarzy mina absolutnego niewiniątka mogłaby być nieco bardziej przekonująca, gdyby nie ten wciąż obecny uśmiech, którego nadal nawet nie starał się w jakikolwiek sposób ukryć.
No i… w takim stanie chyba i tak nie planujemy już wracać na to całe święto pomidora, nie? – a chociaż kąpiel w ubraniach niekonieczne ułatwiających poruszanie się w wodzie, może byłaby w opinii niektórych nieco kiepską alternatywą od świętowania przy ognisku… tych dwoje chyba mimo wszystko bawiło się całkiem nieźle. Bo te przemoczone ubrania raczej nie były zbyt wygórowaną ceną za możliwość chwilowego zostawienia za sobą tych wszystkich dotychczasowych zmartwień…

Elsa Eriksen
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
marchew
wszystko przejdzie, w razie czego można się dogadać
25 y/o
Mark your calendar for Canada Day
162 cm
Stylistka włosów Studio Lush Locks
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowy
czas narracjiPrzeszły
postać
autor

Na razie chciała cieszyć się chwilą tylko we dwoje. Zwłaszcza, kiedy całe napięcie wywołane ostatnimi zdarzeniami i gromadzonymi przez tygodnie emocjami zdawało się zelżeć. Nadal się bała powrotu do Mediolanu. Tak samo mocno bała się zajrzeć na swojego maila, w którym powinna dostać informacje, gdzie i o której miałaby się zjawić, ewentualnie, w załączniku znalazłaby pięknie wygenerowany w canvie wilczy bilet w świecie pokazów mody bądź innych większych eventów. W końcu z opinią, którą wystawiłby jej Dolore, mogłaby śmiało zapomnieć o układaniu włosów aktorów teatralnych, tancerzy i każdego, kto liczył się odrobinę bardziej niż pani Smith, która przychodziła do jej salonu co trzy dni na mycie włosów i wystylizowanie ich na szczotce.
Ale póki co, póki po raz kolejny upewnił ją w tym, że kochał tylko ją, że żałował tego wszystkiego, co się działo i znów, że bardzo ją kochał i zamierzał kochać w przyszłości, mogła sobie pozwolić na chwilowe zapomnienie o tych problemach. Planowanie wspólnych świąt i innych rodzinnych uroczystości też zamierzała zostawić na nieco dalszą aczkolwiek nadal nieokreśloną przyszłość. Chyba zamierzała wreszcie wziąć przykład z Dantego i cieszyć się tym co miała tu i teraz. Czyli chłopaka w jeziorze, który właśnie do niej podpływał z tym swoim błyskiem w oku, co to mógł oznaczać dosyć przyjemne kłopoty.
— Na pomoście, na piasku… — wymruczała, dalej się szczerząc, że udało jej się go wepchnąć do wody. I oczywiście, że mogłaby się spodziewać, że ten pocałunek - który odwzajemniła ze słodkim pomrukiem — był jedynie próbą odwrócenia jej uwagi, ale w tej chwili naprawdę nie myślała o jakichkolwiek konsekwencjach. Dlatego zapiszczała zaskoczona, gdy chłopak tak nagle ją chwycił i wciągnął do wody. Na szczęście udało jej się tym razem uniknąć całkowitego zanurzenia, więc żaden glon ani inna żaba nie znalazły się w jej włosach. Ale zamiast tego oplotła go nogami i rękami jak panda bambusa i ustami dobrała się do jego szyi, a konkretnie do jego z zostawionych tam kilka dni temu śladów. W końcu zaczynało już za bardzo blednąć, a ona nie mogła pozwolić, aby całkowicie zniknęło.
— Ty też jesteś cały mokry… czyżby to na mój widok? Wiedziałam, że ta sukienka ci się spodoba… obstawiam że rozmazany makijaż też robi robotę. — Zaśmiała się cicho i po chwili musnęła jego usta swoimi. Pierwszy raz, drugi, przy trzecim rozchylając jego wargi językiem, aby poszukać swojego ulubionego towarzysza zabaw.
I nie wiedziała, ile czasu tak trwali, ale w którymś momencie zaczęło robić się po prostu zimno. Wtuliła się więc w niego mocniej, jakby liczyła, że zabierze mu trochę ciepła, bo to wcale nie tak, że cały czas oboje byli w tej samej wodzie.
W którymś momencie usłyszała jak dziecięce głosy wołają ją po imieniu. Na początku było to ciche nawoływanie, które z każdym kolejnym stawało się coraz głośniejsze i wyraźniejsze. Aż w końcu kilka osób wbiegło na pomost — Sofia, trójka innych dzieci oraz Cesare.
Podobno dziewczynki się przestraszyły, że jakoś ją uraziły i dlatego uciekła. Początkowo chcieli dać jej trochę czasu na uspokojenie, ale jak długo nie wracali to zaczęli ich szukać i tak trafili tutaj.
Mężczyzna pomógł im się wydostać z wody, uśmiechając się porozumiewawczo do Dantego i przepraszając, że chyba im przerwali w czymś ważnym. Gdy całą grupą wrócili na miejsce, zostali zaopiekowani jakby przynajmniej byli ofiarami zatonięcia statku. Ktoś przyniósł im suche dresy, dostali koce, a chłopak także ręcznik, którym miał delikatnie osuszać włosy Elsy! Podczas kiedy ona nadal siedziała pod drzewem i robiła warkoczyki tym dziewczynkom, którym nie zdążyła przed swoją ucieczką.
Cała impreza skończyła się późną nocą, a dla dwójki bezdomnych znalazło się miejsce do spania w pokoju, w którym przyszło wcześniej trzeźwieć i drzemać Dantemu. Rano czekało na nich śniadanie przyrządzone przez panią Russo, po którym to przyjechała po nich laweta i zawiozła do mechanika. Oczywiście w asyście Cesare’a, bo stary Matteo z angielskie znał tylko "wine" i "fuck". Ale na szczęście sama naprawa nie zajęła wiele czasu. Okazało się, że wystarczyło podłączyć auto do komputera i wykasować błędy. I choć mężczyzna nie skasował ich jak za zboże to Elsa i tak zamierzała ubiegać się o zwrot całości od wypożyczalni. A gdyby nie byli tacy chętni to może pismo od pewnej kancelarii prawnej z Toronto by ich przekonało, że nie warto iść na wojnę z Eriksenówną?
— To co? Komu w drogę temu… Ap… psik! — No tak, co to byłyby wakacje bez przeziębienia? Zwłaszcza, że od rana czuła się trochę nieswojo, ale zrzucała to na stres związany z naprawą auta. Ale najwyraźniej, kiedy wszystko przebiegło w miarę sprawnie i bez większych komplikacji, organizm postanowił ją uświadomić, co tak naprawdę oznaczały dreszcze, których doświadczała cała noc.

Dante Levasseur
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
Badum
ODPOWIEDZ

Wróć do „⋆ Po Świecie”