ODPOWIEDZ
21 y/o
For good luck!
177 cm
student prawa na University of Toronto
Awatar użytkownika
You're staring at me, staring is free.
I already know you can't take the heat.
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkion
typ narracji3 os
czas narracjiprzeszły
postać
autor

2
outfit

Człowiek potrafił całe życie mieszkać w jednym miejscu, a i tak wciąż być zaskakiwanym przez miejsca, których dotąd nie odkrył. W dzieciństwie był starannie odgradzany od „zwykłej” części społeczeństwa. Rodzice zawsze pchali go do prywatnych szkół i ekskluzywnych środowisk, chcąc, aby ich dziecko obracało się wśród bardziej wpływowych jednostek. Wtedy było to dla niego zupełnie naturalne, ale samodzielne życie szybko zweryfikowało, jak bardzo różnił się od większości rówieśników. Często zauważał to po cichu, starając się nie zadawać głupich pytań i nie robić wielkiego halo. Nie zawsze się to udawało, ale czuł, że zrobił już ogromny progres. Z początku nieraz słyszał od losowych ludzi, że był odklejonym bananowym dzieckiem, jednak przebywanie wśród różnych osób niemal każdego dnia nauczyło go więcej na temat „prawdziwego” życia. Nie zwierzał się z tego swoim znajomym, bo wiedział, że nikt nie chciał słuchać o tym, że ktoś zachwyca się takimi rzeczami jak chociażby komunikacja miejska czy tanie knajpy, ale prawda była taka, że jako dziecko i nastolatek miał niewiele styczności z tak podstawowymi koncepcjami.
O targu w Leslieville dowiedział się oczywiście na imprezie. Złapał świetny kontakt z dziewczyną, która uwielbiała tam przychodzić i bardzo zachwalała to miejsce. Pokazała mu nawet kilka swoich zdobyczy i stworzyła w jego głowie obraz, który wydawał się na tyle kuszący, że zapragnął wybrać się tam osobiście. Zebranie się na to zajęło mu około dwóch tygodni, ale miał dziś kompletnie wolny dzień, więc postanowił spożytkować go na poszerzanie swoich horyzontów i wybrał się na spacer połączony z zakupami. Nie szukał niczego konkretnego, ale nie wykluczał też, że wróci do domu z czymś ciekawym. Na miejsce udał się oczywiście metrem, romantyzując w głowie całą podróż, słuchając różnej muzyki i zastanawiając się nad planami na wieczór. Nie lubił ich nie mieć, nawet jeśli czasem przydałoby mu się odsapnąć i pobyć we własnym towarzystwie. Rozważał nawet przejażdżkę autem za miasto, ale nie lubił prowadzić, bo to automatycznie oznaczało, że nie mógł pić alkoholu, a to akurat bardzo lubił robić. Nauczył się już, że okazje do napicia się pojawiały się często znienacka, więc mimo że posiadał samochód, korzystał z niego bardzo rzadko - dla własnego spokoju ducha.
Trochę zajęło mu dotarcie na miejsce, ale przy pomocy Google Maps wreszcie zlokalizował targ, gdzie zgodnie z opowieściami faktycznie roiło się od stoisk i ludzi. Przechadzał się niespiesznie, przyglądając się uważnie asortymentowi, i niejednokrotnie zatrzymywał się, aby przyjrzeć się czemuś dokładniej. Nie byłby sobą, gdyby nie wdawał się też w krótkie rozmowy ze sprzedawcami czy innymi klientami, ale takie interakcje często poprawiały mu humor. Nie umawiał się tutaj z nikim i nie spodziewał się spotkać żadnej znajomej twarzy, a już w szczególności nie jej.
Ophelia? Lol, chyba nigdy nie widzieliśmy się w świetle słonecznym — rzucił wesoło, zauważając kobietę przy jednym ze stoisk. — Podoba mi się to doświadczenie, coś innego — zaśmiał się cicho, wyraźnie podekscytowany tym spotkaniem. Był to chyba również pierwszy raz, kiedy miał okazję obcować z nią na trzeźwo, ale akurat to nie robiło mu żadnej różnicy, bo był równie ekstrawertyczny bez alkoholu. — Też przyszłaś się porozglądać, czy szukasz czegoś konkretnego? Może potrzebujesz towarzysza? — zafalował głupio brwiami, oferując oczywiście siebie. Nigdy by sobie nie wyobraził, że przyjdzie mu wybrać się na targ akurat z nią, ale właśnie dlatego ta wizja wydała mu się tak kusząca, że od razu wyszedł z propozycją.


Ophelia Attwood
pan k.o.
36 y/o
Mark your calendar for Canada Day
164 cm
managerka Tranzac Club
Awatar użytkownika
Greetings, Himeros,
God of sexual desire, son of Aphrodite
Lay back, and feast
As this audio guides you
Through new and exciting positions
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Osoby, które całe życie spędziły w Toronto często nie miały pojęcia o wielu rzeczach, które można było w nich znaleźć. Nie można się było temu dziwić. W końcu było naprawdę ogromnym miastem, które kryło w sobie wiele malowniczych zakamarków, które niekoniecznie należały do tych popularnych i często uczęszczanych. Trzeba było być prawdziwym entuzjastą, aby odnaleźć pewne poukrywane smaczki i docenić to, co metropolia mogła sobą zaoferować.
Poza typowo miejskimi obrazami można było również napotkać na scenerie, które nie posiadały w sobie tego wielkomiejskiego szyku i stylu. Chociażby jak ten targ farmerski, oferujący produkty od rolników żyjących w niewielkim oddaleniu od Toronto. Była to idealna okazja do tego, aby kupić część produktów w całkiem przystępnej cenie oraz ze źródła, do którego można było mieć więcej zaufania niż do popularnych marketów.
Sama jeszcze nie wiedziała, czego dokładnie chciała. Na pewno miała w planach przejrzenie tych wszystkich rzeczy i wtedy na pewno zdecyduje czy znajdowało się tam coś, co by ją bardziej zainteresowało. Plan był dosyć prosty i nieskomplikowany. Wzięła nawet auto, czego nie robiła zbyt często. Pracując w klubie zbyt często bowiem pozwalała sobie na to, aby sobie wypić chociaż drinka czy dwa, a nie była typem, który mógłby się porwać na coś takiego jak prowadzenie po alkoholu... albo innych substancjach, które również pojawiały się w jej swoistym menu.
Nie przypuszczała nawet, że wędrując pomiędzy straganami, natknie się na kogoś znajomego. W dodatku kogoś, z kim jeszcze nigdy nie miała kontaktu poza murami Tranzac. Co w sumie nie było, aż tak trudne, biorąc pod uwagę fakt, że Ophelia spędzała w lokalu naprawdę sporo czasu jako jego managerka.
- Billy? Cześć - przywitała się, spoglądając na chłopaka, który pojawił się tuż obok niej i zaraz posłała mu przyjazny uśmiech. - Nie przypominam sobie, żebyśmy mieli do tego wcześniej okazję. Zawsze musi być ten pierwszy raz, prawda?
Lubiła Acostę. Miała okazję rozmawiać z nim wielokrotnie. Najczęściej spotykali się gdzieś w okolicach baru, gdzie mogli uciąć sobie krótką pogawędkę, przebijając się przez dźwięki dudniącej muzyki. Spotkanie się w takim miejscu jak miejski targ było na pewno nieoczekiwane.
- Raczej porozglądać. Nie mam jakiś konkretnych planów - przytaknęła, bo mimo wszystko nie przyszła z konkretną listą zakupów. - Zgaduję, że ty również zwyczajnie polujesz na to, co przykuje twoją uwagę?
Rzadko można było się w takich miejscach natknąć na osoby w wieku studenckim. Najwyraźniej nie zdawali sobie sprawy z istnienia targu albo nie zakładali, że może coś ich tutaj zainteresować. Billy zatem w jakiś sposób wyróżniał się na tle swoich rówieśników, co wcale jej szczególnie nie zaskoczyło.

billy acosta
Ari
Nie lubię narzucania mojej postaci reakcji i zachowania oraz dopisywania do jej rzeczy czy sterowania nią w jakikolwiek sposób bez konsultacji.
21 y/o
For good luck!
177 cm
student prawa na University of Toronto
Awatar użytkownika
You're staring at me, staring is free.
I already know you can't take the heat.
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkion
typ narracji3 os
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Nie wiedzieć czemu, odczuł ulgę, kiedy Ophelia użyła jego imienia. Choć rozmawiali ze sobą już nie raz, przeszło mu przez myśl, że być może wcale nie zapamiętała jeszcze, kim był. Nie miałby jej tego za złe - w jej zawodzie musiała poznawać ogromną liczbę osób, więc nie sposób było zapamiętać każdej jednej. Wiedział to trochę z własnego doświadczenia. Potrafił zagadać do każdego, a na imprezach często poznawał wiele osób z różnych środowisk. Starał się jak mógł, aby zapamiętać większość imion, ale czasem musiał robić dobrą minę do złej gry i zwracać się do kogoś bez ujawniania, że najzwyczajniej w świecie zapomniał. — Jak najbardziej — pomyślał sobie, że na trzeźwo i w dobrym świetle wciąż wyglądała świetnie, ale ugryzł się w język. Lubił być bezpośredni i trochę nieokrzesany. Uważał, że miało to swój urok, ale gdzieś tam jednak odczuwał wobec niej cichy respekt i pomyślał, że mogło to być nie na miejscu. Jak długo miał zamiar zważać na treść swoich wypowiedzi? To zależało od tego, jak dobrze będzie im się rozmawiało podczas wspólnej przechadzki po targu.
Przytaknął energicznie, bo doskonale odgadła charakter jego wizyty w tym miejscu. — Jestem tu pierwszy raz. Ktoś mi ostatnio opowiedział o tym targu i nieźle go zhypował, więc chciałem zobaczyć, o co to całe halo — uśmiechnął się, rozglądając dookoła. Póki co był zadowolony, chociaż gdyby miał wybierać, dołożyłby tutaj więcej stoisk z bardziej niecodziennym asortymentem, na przykład związanych ze sztuką. Podejrzewał, że Ophelia podzielałaby to zdanie. — Byłaś tu już wcześniej? — jeśli nie był to jej pierwszy raz, to może miała dla niego jakieś wskazówki albo smaczki, których nie wyłapałby po własnych oględzinach. Ruszył powoli przed siebie, inicjując spokojne tempo i dbając o to, by na nic ani na nikogo nie wpaść, jednocześnie starając się utrzymywać wzrok na towarzyszce.
Zatrzymał się niecałą minutę później, rozglądając się po stoisku z kwiatami. — Jakie są twoje ulubione kwiaty? — zapytał z zaciekawieniem, kucając przy wazonach z różnymi roślinami. Jedne były mu znane i prezentowały się dość zwyczajnie, inne z kolei wyglądały egzotycznie i wzbudzały jego zainteresowanie. Skoro już trafili na tak różnorodną ofertę, aż grzechem byłoby nie kupić jej czegoś ładnego.


Ophelia Attwood
pan k.o.
36 y/o
Mark your calendar for Canada Day
164 cm
managerka Tranzac Club
Awatar użytkownika
Greetings, Himeros,
God of sexual desire, son of Aphrodite
Lay back, and feast
As this audio guides you
Through new and exciting positions
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Było wiele osób, z którymi rozmawiała w klubie. Oczywistym było, że nie każdy mógł zapisać się w jej pamięci. Billy jednak z pewnością należał do tych egzemplarzy, o których się pamiętało. Może dlatego, że rozmawiali ze sobą całkiem sporo razy, a Ophelia miło wspominała te interakcje. Było w nim zatem coś, przez co zwyczajnie wybijał się w szczególny sposób na tle innych.
Uśmiechnęła się jeszcze do niego przyjaźnie, ale wyczuwała coś na kształt drobnej nieśmiałości czy niepewności, która na pewno nie wkradała się między nich, gdy widywali się w klubie. Tam jednak panowała zupełnie inna atmosfera. Teraz widzieli się w całkowicie nowych okolicznościach, co mogło być nieco dziwne. Attwood miała tylko nadzieję, że nie w taki sposób jak wtedy, gdy widywało się swoją nauczycielkę poza szkołą.
- No proszę. Nie pomyślałabym, że takie miejsce może być popularne - stwierdziła, bo z własnego doświadczenia wiedziała, że ludzie raczej polecają sobie lokale z jedzeniem czy też konkretne sklepiki, gdzie można było kupić w przystępnej cenie interesujące rzeczy.
Takie targi jak ten wydawały się być czymś bardziej w rodzaju reliktu przeszłości. Ciekawostką, którą warto było zobaczyć, gdy miało się chwilę czasu. Z drugiej strony ten targ na pewno powinien być swoistą Mekką dla studentów, którzy mogli szukać w miarę tanich produktów potrzebnych do tego, aby przebrnąć przez ten dziwny etap samodzielności i świeżo nabytej dorosłości.
- Tak. Nieczęsto mam okazję tutaj zaglądać, bo nie mam zwyczajnie na to czasu, ale dopięłam kilka spraw w klubie, więc teraz pora zatroszczyć się o siebie - stwierdziła z lekkim uśmiechem.
A to oznaczało wyjście na świeże powietrze zamiast snuć się gdzieś po mieście lub zamykać się w swoim mieszkaniu, zamawiając zakupy na Glovo. Nie żeby z tym było coś szczególnie nie tak, ale skoro była ładna pogoda, a ona musiała dokupić parę rzeczy to czemu nie zrobić tego w takiej barwnej przestrzeni?
Prawdopodobnie żadne z nich specjalnie nad tym nie myślało, ale oboje ruszyli wspólnie w jakimś nie do końca określonym kierunku, dopasowując tempo do tej drugiej osoby. Zresztą wokół zrobiło się nieco tłoczniej, więc musieli trzymać się bliżej siebie jeśli nie chcieli się zgubić.
- Trudne pytanie... Wszystkie mają w sobie jakiś urok, ale mam swoistą słabość do lilii - odpowiedziała po chwili zastanowienia. - A ty masz jakieś ulubione?
Zastanawiała się nawet czy nie wziąć sobie jakiegoś bukietu złożonego z polnych kwiatów, który wyglądałby dobrze w salonie, ale postanowiła to zrobić najwyżej później. Nie miała pojęcia jak wiele czasu spędzi na targu, a nie chciała nosić ze sobą całego naręcza kwiatów, które mogłyby zwiędnąć w upale pozbawione wody.

billy acosta
Ari
Nie lubię narzucania mojej postaci reakcji i zachowania oraz dopisywania do jej rzeczy czy sterowania nią w jakikolwiek sposób bez konsultacji.
21 y/o
For good luck!
177 cm
student prawa na University of Toronto
Awatar użytkownika
You're staring at me, staring is free.
I already know you can't take the heat.
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkion
typ narracji3 os
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Nie spodziewałem się, że będzie tu aż tylu ludzi, ale widząc te stoiska i ceny... ma to sens — uśmiechnął się, rozglądając się na moment, jakby chciał upewnić się, że jego opinia była słuszna. Gdyby musiał bardziej uważać na wydatki, pewnie też zaglądałby tu regularnie, ale na ten moment było to dla niego bardziej forma rozrywki albo zwiedzania ciekawego miejsca niż faktyczne zakupy.
A co właściwie robisz w wolnym czasie? Tak dla siebie, poza klubem? — zainteresował się, wlepiając w nią zaintrygowane spojrzenie. Spodziewał się po niej dosłownie wszystkiego, a jednocześnie nie potrafił zgadnąć absolutnie niczego. Wokół Ophelii wyczuwał tajemniczą aurę. Nie wiedział, na ile była ona efektem jej naturalnego uroku, a na ile świadomie budowanego wizerunku, ale podobało mu się to i między innymi dlatego tak chętnie lgnął do jej towarzystwa.

Lilie... rozumiem — wyszczerzył się z błyskiem w oku, jakby właśnie coś knuł. W zasadzie tak było. — Hmmm, raczej nie mam ulubionych, ale nigdy się nad tym nie zastanawiałem. Średnio się na kwiatach znam. Jedyne, co przychodzi mi do głowy, to niezapominajki. Lubię niebieski, a one wyglądają tak... prosto, ale efektownie — wzruszył lekko ramionami. Nie do końca wiedział, jak ubrać to w słowa, ale chyba udało mu się przekazać, o co chodziło. Gęste skupiska niezapominajek zawsze wydawały mu się wyjątkowo przyjemne dla oka. Nigdy jednak nie kupił sobie nawet jednego bukietu i raczej nie planował tego robić. Przynajmniej miał już gotową odpowiedź na pytanie o ulubione kwiaty, gdyby ktoś kiedyś znowu je zadał.
Stojąc przy stoisku z kwiatami, nawet nie zauważył, że zainteresowała się nimi sprzedawczyni, dopóki nie odezwała się do nich z szerokim uśmiechem.
Witam serdecznie! Rodzinny spacer? Może kupisz jakieś kwiaty dla mamy? — zamrugał kilka razy, spoglądając to na kobietę stojącą za stołem zastawionym kwiatami, to na Ophelię, po czym parsknął głośnym śmiechem. Kompletnie go to zaskoczyło. Zaraz jednak zasłonił usta dłonią i posłał swojej towarzyszce przepraszające spojrzenie, choć nijak nie potrafił ukryć, jak bardzo go to rozbawiło.
Tak, poprosiłbym parę lilii dla... mamy — odpowiedział z rozbawieniem, nie mogąc się powstrzymać. Nigdy w życiu nie pomyślałby, że mogli wyglądać jak matka z synem, ale sprzedawczyni zdawała się starsza od nich obojga razem wziętych, więc może po prostu wzrok nie był już ten sam.
Chyba naprawdę wyglądam gówniarsko — zaśmiał się, bo nawet przez myśl by mu nie przeszło sugerować, że pomyłka wynikała z wyglądu Ophelii. Jego zdaniem wyglądała młodo - zdecydowanie zbyt młodo, żeby ktoś wziął ją za czyjąś matkę. Bardzo ciekawiło go, jak ona sama zareaguje. Znał ludzi, którzy śmiertelnie by się za taki komentarz obrazili, ale byli też tacy, którzy obróciliby go w żart. Tak jak właśnie próbował zrobić to on.


Ophelia Attwood
pan k.o.
36 y/o
Mark your calendar for Canada Day
164 cm
managerka Tranzac Club
Awatar użytkownika
Greetings, Himeros,
God of sexual desire, son of Aphrodite
Lay back, and feast
As this audio guides you
Through new and exciting positions
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Z tym akurat się nie mylił. Od zawsze było to miejsce, gdzie można było zadbać o swój dobrobyt i znaleźć dobre lokalne produkty i jakieś smaczki, których nie dało się wyrwać w żadnym innym miejscu. Nic zatem dziwnego, że tak wiele osób spływało z całego miasta po to, aby się obkupić.
- Różne rzeczy - rzuciła nieco tajemniczo, ale nie bardzo wiedziała jak mogłaby się z tego wszystkiego wytłumaczyć. - Lubię wszystko, co artystyczne. Czasem obejrzę jakiś film czy pójdę do teatru albo opery. Wszystko zależy od tego na co mam ochotę w danym momencie... A ty? Masz jakieś konkretne zainteresowania, gdy nie studiujesz i nie imprezujesz?
Wiedziała, że był studentem, bo wyszło to w czasie jednej z rozmów, które ze sobą odbyli. Dodatkowo widziała go wystarczająco wiele razy w Tranzac, aby wiedzieć, że raczej nie próżnował, gdy przychodziło do rozrywek na mieście.
- Również nigdy nie myślałam nad tym jakoś szczególnie, ale lilie zawsze mi się podobały. Poza tym miło mi się kojarzą - przyznała, gdy tylko Billy stwierdził, że jeśli chodziło o niego to preferował na swój sposób niezapominajki.
Zapewne mogliby kontynuować swoją rozmowę o kwiatach, gdyby nie to, że w zasięgu ich wzroku pojawiła się przemiła, starsza sprzedawczyni, której musiało zależeć na tym, aby jednak sprzedać jak najwięcej kwiatów kręcącym się w pobliżu ludziom... Może nawet musiała kupić nowe okulary, bo bez nich dokonywała takich cudownych obserwacji jak to, że stojąca przy jej straganie dwójka mogła być ze sobą spokrewniona w tak wyjątkowy sposób.
Przez chwilę Attwood nie miała pojęcia jak z tego wybrnąć i jedynie wpatrywała się w kwiaciarkę z pewnym zaskoczeniem, ale przynajmniej jej młody towarzysz wykazał się odpowiednim refleksem, aby dokonać całkiem szybkiego zakupu. Widać jednak było, że jego również wyjątkowo mocno bawiła cała ta sytuacja.
- Nigdy bym nie przypuszczała, że wyglądam wystarczająco dojrzale, aby mieć syna w tak zaawansowanym wieku - dorzuciła od siebie, bo jednak Acosta aż tak młodo nie wyglądał.
Musiała chyba pogodzić się z faktem, że coraz bliżej było jej do czterdziestki, więc jeszcze trochę i w teorii mogłaby mieć już legalnie spłodzone dziecko w wieku studenckim.
- Zawsze mogę spróbować zostać przynajmniej twoją sugar mommy. O ile nie będziesz mi tego utrudniać - rzuciła dosyć żartobliwym tonem.
Sama nie miała problemu z fundowaniem znajomym pewnych rzeczy czy sprawianiem im prezentów, ale zdawała sobie sprawę, że nie każdy chciał być stawianym w tej roli, gdzie jest tak bezinteresownie obdarowywany. Mimo wszystko nie było to dla wszystkich komfortowe, a Attwood nie chciała przekraczać granic.

billy acosta
Ari
Nie lubię narzucania mojej postaci reakcji i zachowania oraz dopisywania do jej rzeczy czy sterowania nią w jakikolwiek sposób bez konsultacji.
21 y/o
For good luck!
177 cm
student prawa na University of Toronto
Awatar użytkownika
You're staring at me, staring is free.
I already know you can't take the heat.
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkion
typ narracji3 os
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Zmrużył lekko oczy, zaintrygowany jej początkowo zdawkową odpowiedzią. Nie był pewien, czy mówiła mu całą prawdę. Oczywiście miało sens, że grawitowała w stronę szeroko pojętej sztuki, ale z jakiegoś powodu podejrzewał, że miała też inne pasje, o których na razie nie chciała mówić na głos.
Hmmmm... — mruknął. Po raz kolejny zadał pytanie, na które sam nie przygotował sobie odpowiedzi. Robił tak dość często, nierzadko będąc potem zaskoczonym, kiedy ktoś odbijał je w jego stronę. — Różnie bywa, bo ciężko jest mi się skupić na jednej rzeczy. Parę miesięcy temu sporo jeździłem na deskorolce, ale teraz bardziej wciągnęła mnie nauka DJ-owania i robienie muzyki, chociaż nie wiem, jak długo to potrwa. Lubię też chodzić na siłownię i ćwiczyć akrobatykę, ale ostatnio mocno to zaniedbałem na rzecz imprezowania, bo to jednak daje mi najwięcej frajdy — wzruszył ramionami. Zdawał sobie sprawę, że mogło to zabrzmieć płytko i trochę nierozsądnie, ale pogodził się z tym, że właśnie taki był na tym etapie życia. Kiedy miałby imprezować, jeśli nie teraz? Czuł, że czas, w którym mógł sobie pozwolić na beztroską nieodpowiedzialność, był ograniczony i że prędzej czy później będzie musiał wyznaczyć sobie bardziej konkretne cele. Dopóki jednak życie nie przypierało go do ściany, wolał jeszcze to odwlekać.

No coś Ty. Według mnie w ogóle tak nie wyglądasz. Co najwyżej mogliby pomylić Cię z moją siostrą, chociaż chyba nie jesteśmy do siebie aż tak podobni, co? — przyjrzał się jej uważnie, szukając w jej twarzy jakichś cech, które mogłyby stanowić pretekst do wzięcia ich za rodzinę, ale nic takiego nie rzucało mu się w oczy.
Och, naprawdę? — roześmiał się, nie biorąc jej propozycji na serio. — A co musiałbym dać Ci w zamian? — wyszczerzył się łobuzersko. Jak widać, zdążył już oswoić się z ich rozmową w świetle dnia i czuł się przy niej znacznie swobodniej. Zresztą, z natury był zaczepny i lubił flirtować, więc z pewnością nie był to pierwszy raz, kiedy powiedział coś w podobnym charakterze.

Po dłuższej chwili kwiaciarka wręczyła mu niewielki bukiet lilii, za który szybko zapłacił, po czym zwrócił się do Ophelii. — Proszę. To dla Ciebie, Mommy — puścił jej oczko, wyciągając bukiet w jej stronę. — Mogę je na razie ponosić, jeśli będzie Ci tak wygodniej — dodał zaraz. Skoro już bawił się w dżentelmena, to chciał zadbać również o jej komfort podczas dalszego spaceru po targu. Sam nie planował już nic kupować, więc równie dobrze mógł nosić jej kwiaty albo inne rzeczy, gdyby zdecydowała się na jakieś zakupy.

Ophelia Attwood
pan k.o.
36 y/o
Mark your calendar for Canada Day
164 cm
managerka Tranzac Club
Awatar użytkownika
Greetings, Himeros,
God of sexual desire, son of Aphrodite
Lay back, and feast
As this audio guides you
Through new and exciting positions
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Zreflektowała się szybko, że jej odpowiedź była zbyt zdawkowa i lakoniczna. Dlatego też starała się to naprawić i wymienić chociaż część aktywności, którym się oddawała w wolnym czasie. Było ich dosyć sporo i wszystko zależało od tego czy na mieście trwało jakieś wydarzenie, które mogło ją zainteresować lub od tego na co miała aktualnie ochotę.
- Jeśli potrwa na tyle długo, że uda ci się stworzyć coś ciekawego to z pewnością możesz liczyć na zaproszenie na występ w Tranzac - zapewniła go, uśmiechając się z pewnym rozbawieniem. - Ale trochę wiem, co masz na myśli. Też mam czasami wrażenie, że tak naprawdę interesuję się wszystkim w zasadzie po trosze i nigdy nie wchodzę głębiej w dany temat.
Może dlatego tak dobrze, że rozumieli? Być może wyczuwała w nim podobną energię, która sprawiała, że wydawał jej się podobny do niej samej? Cokolwiek to było to nie ulegało wątpliwości, że Billy zdawał się być kimś z kim mogłaby się w pewien sposób utożsamiać.
- Raczej nie i jestem przekonana, że umiesz tak słodzić wielu kobietom. Nawet jeśli ewidentnie mogłyby być twoimi matkami - rzuciła jeszcze, aby się lekko podrażnić z chłopakiem.
Nie miała pojęcia dlaczego właściwie zostali wzięci za matkę z synem, ale nie miała jakoś ochoty, aby dopytywać o to kobietę i stawiać ją w niezręcznej sytuacji. Zamiast tego mogła zwyczajnie pożartować sobie ze studentem z tego, co przed chwilą się zadziało. Naprawdę nie miała powodów do tego, aby się obrazić, bo co by to dało, a zwrócenie kobiecinie uwagi na pomyłkę jedynie wygenerowałoby niezręczną sytuację.
- Jestem pewna, że coś wymyślisz. Jesteś mądrym chłopcem - odpowiedziała, korzystając z podobnego tonu, którym posłużył się Billy.
Nie miała nic przeciwko odrobinie flirtu. Tym bardziej, że raczej żadne z nich nie traktowało tego wszystkiego aż tak poważnie.
- Dzięki, synek - odpowiedziała, przyjmując wręczany jej bukiet kwiatów. - Na razie nie ma potrzeby. Nie chcę cię też nadmiernie wykorzystywać.
W końcu była silną i niezależną kobietą. Mogła pozwilić sobie na coś tak mało znaczącego jak niesienie własnego bukietu. Zaraz też przeszła do kolejnego stoiska, które oferowało dosyć spory wybór wszelkiego rodzaju owoców i warzyw.
- Masz na coś ochotę? - zapytała, sięgając po jedną z wyjątkowo soczystych brzoskwiń po czym spojrzała w kierunku chłopaka.
Mogli sobie zafundować jakąś słodką przekąskę z lokalnych pól czy sadów.Pogoda wprost sprzyjała temu, aby sięgnąć po jakiś owoc, aby rozkoszować się nim w jakimś cieniu z dala od palącego słońca.

billy acosta
Ari
Nie lubię narzucania mojej postaci reakcji i zachowania oraz dopisywania do jej rzeczy czy sterowania nią w jakikolwiek sposób bez konsultacji.
21 y/o
For good luck!
177 cm
student prawa na University of Toronto
Awatar użytkownika
You're staring at me, staring is free.
I already know you can't take the heat.
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkion
typ narracji3 os
czas narracjiprzeszły
postać
autor

A widzisz, teraz to kusisz i zachęcasz, żebym jednak trochę dłużej został przy tym temacie. Zobaczymy, jak to będzie, ale trzymam za siebie kciuki — zaśmiał się. Z jednej strony wspaniale byłoby zarabiać na DJ-owaniu. Nie wydawało mu się to aż tak obciążającą pracą, a do tego miałby imprezy na wyciągnięcie ręki. Znajomości i tak miał już sporo, w tym nawet kilku DJ-ów, więc nie startowałby zupełnie od zera. Problem był tylko jeden, za to kluczowy: jego ojciec. Pan Acosta od lat był przekonany, że Billy zostanie prawnikiem. Nie miał pojęcia, że jego pierworodny szczerze nienawidził zarówno wybranego kierunku, jak i samej wizji studiów. Billy nie chciał go zawieść, a już zwłaszcza stracić łatwego dostępu do pieniędzy, dzięki którym mógł prowadzić wygodne, beztroskie życie.
Nie wiem, o czym mówisz — odpowiedział, choć uśmiech cisnący mu się na usta wyraźnie zdradzał, że trafiła w punkt. Akurat w to, że mogłaby uchodzić za jego mamę, naprawdę nie wierzył. Nie wiedział dokładnie, ile miała lat, ale obstawiał okolice wczesnej trzydziestki. Musiałaby więc urodzić go jeszcze jako nastolatka, a to było dla niego kompletnie abstrakcyjnym konceptem.
Wargi zadrżały mu niekontrolowanie, po czym na jego twarzy pojawił się szeroki uśmiech, gdy odpowiedziała równie sugestywnym tonem. Rozbawiło go, że nazwała go chłopcem. Z jej perspektywy pewnie faktycznie był gówniarzem. Nie miał z tym problemu. Wręcz przeciwnie - cieszył się, że mimo różnicy wieku była otwarta na wspólne wyjścia i spędzanie z nim czasu. W dziwny sposób sprawiało to, że sam czuł się odrobinę bardziej dorosły i poukładany. — Mądry... ale czy grzeczny? — rzucił bardziej w przestrzeń niż bezpośrednio do niej, bo kątem oka zauważył już, że kwiaciarka wraca z przygotowanymi liliami.
Dobrze, jak sobie życzysz — nie należał do ludzi nadgorliwych, więc uznał, że jeśli zmieni zdanie, po prostu mu o tym powie. Ruszyli dalej, bo przed nimi wciąż zostało jeszcze kilka stoisk. Billy musiał jednak przyznać przed samym sobą, że powoli tracił zainteresowanie targiem. Coraz częściej uciekał myślami do czegoś znacznie ciekawszego, np. drinków. Było dla niego coś wyjątkowo przyjemnego w piciu alkoholu w środku dnia, oczywiście w dobrym towarzystwie. Nie zamierzał jednak jeszcze niczego proponować. Nie chciał, żeby pomyślała, że tylko to chodziło mu po głowie, nawet jeśli była to prawda.
Hmmm nie wiem. Chyba jabłko? — odpowiedział po chwili, lekko zaskoczony pytaniem. Na co dzień rzadko jadł owoce w takiej "surowej" formie. Bardzo lubił smoothies i to w takim wydaniu najczęściej spożywał owoce, więc zjedzenie zwykłego jabłka było dla niego niemal egzotycznym doświadczeniem, jakkolwiek absurdalnie by to nie brzmiało.


Ophelia Attwood
pan k.o.
ODPOWIEDZ

Wróć do „Leslieville Farmers’ Market”