ODPOWIEDZ
37 y/o
For good luck!
180 cm
szef kuchni Messini Authentic Gyros
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkizaimki
typ narracjitrzecia osoba
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Podróż samochodem minęła w niemal całkowitym milczeniu, przerywanym jedynie cichym mruczeniem radia i szumem opon na asfalcie. Diego prowadził pewnie, z jedną ręką na kierownicy, od czasu do czasu rzucając szybkie, kontrolne spojrzenie na pasażera. Kiedy minęli zjazd na osiedle, gdzie mieszkali Alexis i Catherine, a samochód skręcił w stronę bliźniaczych bloków z wielkiej płyty zaledwie dwie ulice dalej, Castillo pozwolił sobie na ciche, zmęczone parsknięcie.
- Świat jest jednak mały, Bennett- mruknął pod nosem, parkując auto pod trzypiętrowym budynkiem z lat osiemdziesiątych.

Mieszkanie Diego wyglądało dokładnie tak, jak można się było spodziewać po facecie, który większość życia spędzał w restauracji. Zapach starego drewna, kawy i męskich perfum - ten sam, który Lexie czuł rano na swojej koszulce - unosił się w powietrzu. W salonie stała potężna, kanapa, która rzeczywiście pamiętała lepsze czasy, a naprzeciwko niej stary, kineskopowy telewizor.

Diego wszedł pierwszy, rzucając klucze na komodę w przedpokoju. Ściągnął bluzę, zostając w zwykłym, czarnym t-shircie, który opinał jego szerokie ramiona. Odwrócił się do Lexiego, mierząc go ciężkim, nieprzeniknionym spojrzeniem spod ciemnych brwi.
- Łazienka jest po lewej, jeśli chcesz zmyć z siebie ten dzień - odezwał się, wskazując głową drzwi na korytarzu. - Na kanapie masz koc i poduszkę.- zrobił kilka kroków w stronę aneksu kuchennego, żeby wstawić wodę na obiecaną herbatę, ale zatrzymał się przy barowym blacie. Jego wzrok spoczął na twarzy młodszego kucharza. Pustka i zmęczenie w oczach chłopaka mieszały się teraz z czymś nowym - z tym dziwnym, chłodnym spokojem, który Diego zauważył już w restauracji, tuż przed wyjściem.

Castillo oparł się dłońmi o blat, przyglądając się Bennettowi w słabym świetle kuchennej żarówki.
- I jeszcze jedno, żebyśmy mieli jasność - zaczął cicho, a jego głos znów zniżył się o oktawę, odzyskując tę surową, męską powagę. - W samochodzie byłeś podejrzanie cicho. Nie wiem, co tam teraz kalkulujesz w tej swojej pyskatej głowie, ale przypominam ci zasady tej nocy. Przyprowadziłem cię tutaj, żebyś dożył do rana. Herbata, kanapa, sen. Nic więcej nie ma dzisiaj w menu, jasne? - bo tak trzeba było, a chłopak ledwo trzymał się na nogach. Nie było mowy o żadnych.. O żadnym wychodzeniu poza ten plan, nie ważne co sobie wymyślił.

26 y/o
Indulge in local cuisine
175 cm
pomoc kuchenna Messini Authentic Gyros
Awatar użytkownika
I'm about to lose it, but I'm doing fine
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkimów mi ładnie
typ narracjitrzecia osoba
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Nie kalkulował niczego. Siedział w ciszy obok Diego w samochodzie, tak po prostu nie mając nic do dodania. Powiedział wszystko, wypłakał przez tamtą krótką chwilę wszystkie emocje, które posiadał i teraz już nie było nic. Był zmęczony na wszystkie możliwe sposoby i właściwie ta herbata brzmiała całkiem nieźle. Stara kanapa brzmiała na wygodną. Nie wyskakiwał myślami nigdzie do przodu ani na boki, po prostu obserwując ulicę za oknem, zastanawiając się, kiedy odbije od tasy, którą sam by objął do swojego mieszkania, jeśli tylko miałby samochód i prawo jazdy.. Ale skręcił dosłownie przecznicę dalej. Oh. Zerknął na niego, gdy z rozbawieniem skomentował i sam lekko wzruszył ramionami. Diego wspomniał kilka dni wstecz, że jego była żona zabrała ich dzieci i teraz widział je kilka razy w roku, ale.. Szczerze, nie dziwił się. Castillo spędzał w tej restauracji więcej czasu, niż ktokolwiek inny. Lexie, z braku laku i w desperackiej próbie zachowania trzeźwości był tam ostatnimi czasy całkiem często, ale Latynos wciąż go pobijał w statystykach. Nie było w jego życiu miejsca na rodzinę wymagającą uwagi.. Może na kota i jakiegoś kaktusa w oknie.

Zamiast tego od progu przywitał ich kundel. Lexie spiął się na moment, nieufnie, ale rozluźnił, kiedy tą samą nieufność zobaczył w oczach kudłacza.
- Hey.. Spoko, też nie lubię obcych, na luzie. - mruknął do psiaka, siadając na dupie, żeby ściągnąć buty i całkiem podświadomie, odwrócił się do niego plecami, ot, by nie uznał go za zagrożenie. Kilka miarowych "huff", które usłyszał gdzieś przy swoim ramieniu dały mu znak, że pies postanowił dać mu szansę i obczaić czym pachniał. Kuchnią. Jedzeniem. Najwyraźniej to mu się całkiem spodobało, bo usiadł obok, przywołując na twarzy Bennetta lekki uśmiech. - Jesteś w porządku jak na psa. Nie ujadasz. Jak mu na imię? Nie powinniśmy go wyprowadzić? - ostatnie dwa pytania skierowane były do dwunożnego kompana ogoniastego futra. Alexis nie ruszył się ze swojego miejsca na podłodze, buty odłożył na bok, a zamiast tego zaoferował rękę nowemu, czworonożnemu koledze, by sobie sprawdził jeszcze raz z czego Bennett był zrobiony.. A potem po prostu siedział obok, pozwalając, żeby rozluźnił się w jego obecności i przyjął, że był okay.

Lexie przyjął też do wiadomości komunikat o łazience i kocu na kanapie, nawet jeżeli odpowiedział jedynie skinięciem głowy, a potem uniósł lekko brew, kiedy Latynos zaczął mu kazanie prawić znad blatu.
- Yes, chef. - rzucił z wyuczoną manierą, jak podczas serwisu, zaraz znów wzruszając ramionami, zerkając w stronę jego psa. - Twój pan ma kija w dupie i nie umie się bawić. - wytłumaczył mu spokojnie, nawet lekko się uśmiechając, kiedy futrzak przeniósł na niego spojrzenie, jakby po części zrozumiał, co brunet mówił. Nawet jeśli nie mógł odpowiedzieć, głeboki wdech i spokojny, długi wydech z cichym westchnieniem, powiedziało wszystko, na co Alex cicho, ale szczerze się roześmiał.

just shut up and sleep with me?
LemonSpice
none
37 y/o
For good luck!
180 cm
szef kuchni Messini Authentic Gyros
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkizaimki
typ narracjitrzecia osoba
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Patrzył na tę scenę w przedpokoju z rękami opartymi o barowy blat.
Widok pyskatego zazwyczaj Bennetta, który bez sekundy wahania siada na podłodze i oddaje tyły jego psu, żeby tylko zwierzak poczuł się bezpiecznie, znowu zepsuł Castillo cały ułożony w głowie obrazek tego chłopaka. Lexie miał w sobie niespodziewane pokłady intuicyjnej delikatności, które kompletnie nie pasowały do jego aroganckiej, knajpianej maski.

Słysząc pytanie o wyprowadzanie, Diego wyprostował się i pokręcił głową.
Nie musisz się martwić. Chuy ma stałą opiekę — odezwał się, a jego głos, choć wciąż niski, stracił trochę tej napiętej ostrości. — Sąsiad wychodzi ze swoimi rano i wieczorem, ma zapasowe klucze. - Chuy, słysząc swoje imię w połączeniu z "wychodzeniem", strzygnął uszami i raz, leniwie, uderzył ogonem o podłogę, wciąż badając nosem dłoń młodszego kucharza.

Kiedy Bennett rzucił to swoje automatyczne, mechaniczne „Yes, chef”, a potem zaczął ostentacyjnie żalić się psu na kija w dupie jego właściciela, Diego tylko uniósł jedną brew. Przez dłuższą chwilę mierzył go wzrokiem, a w jego ciemnych oczach po raz pierwszy od powrotu z restauracji pojawiła się ta znajoma iskra rozbawienia.
Bardzo zabawne, Bennett — mruknął Castillo, wracając do zalewania wrzątkiem kubków. — Cieszę się, że Chuy znalazł sobie nowego kompana do narzekania na moje standardy. Ale przypominam ci, że ten „pan z kijem w dupie” właśnie parzy ci melisę, żebyś w końcu przestał nadawać jak zepsute radio i poszedł spać.

Podszedł do salonu, niosąc dwa parujące kubki. Jeden z nich postawił na stoliku kawowym tuż przy skórzanej, na której leżał już przygotowany, gruby koc. Sam usiadł w głębokim fotelu naprzeciwko, zachowując bezpieczny, neutralny dystans, o którym mówił w kuchni. Chuy, widząc, że szef usiadł, potruchtał powoli w jego stronę i ułożył się ciężko przy jego stopach, wydając z siebie dokładnie to samo, głębokie, psie westchnienie, z którego przed chwilą śmiał się Lexie.

Diego upił łyk gorącej, czarnej kawy (bo na spanie po takim dniu i tak nie miał co liczyć) i spojrzał na bruneta stojącego wciąż w przedpokoju.
No i na co czekasz? — rzucił, wskazując głową w stronę łazienki, a potem na kanapę. — Idź zmyj z siebie ten dzień, bierz herbatę i ładuj się pod koc. -im szybciej się ogarnie i prześpi swoje załamanie nerwowe, tym szybciej będą mogli przedyskutować jak utrzymać go w pionie na dłuższą metę.

26 y/o
Indulge in local cuisine
175 cm
pomoc kuchenna Messini Authentic Gyros
Awatar użytkownika
I'm about to lose it, but I'm doing fine
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkimów mi ładnie
typ narracjitrzecia osoba
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Słuchał o swoim nowym koledze - Chuy, powtórzył w myślach -, kiwając lekko głową. Miało sens. Psy wymagały opieki jak małe dzieci, prawda? Nie to, co koty, które ledwo zauważały nieobecność właścicieli. Mimo, że trochę się bał tych większych, groźnie wyglądających i ujadających psów, Lexie szanował te spokojniejsze, kudłate kulki. Nie dziwił się, że ten konkretny był całkiem spokojny, w końcu psy upodobniały się do swoich właścicieli, prawda? Zerknął znów na krzątającego się Castillo, na zmęczoną twarz, ale płynne, zgrabne ruchy, na pewność która się w nich odbijała. Domowa pewność. Nie ta, którą widział podczas serwisu, nie podszyta stresowym otoczeniem i ciężarem spoczywającym na jego szerokich barkach. Spojrzenie Bennetta przesunęło po tych barkach na moment dłużej, niż wypadało, przyglądając się jak mięśnie tańczyły, rysując się pod ciemną koszulką. Był dobrze zbudowany, może ćwiczył poza kuchnią? To wydawało mu się absolutnie abstrakcyjne, ale osiągalne, jeśli rzeczywiście miał tyle energii.. Albo potrzeby, by też coś w sobie zagłuszyć. Może w gruncie rzeczy wcale się tak mocno od siebie nie różnili.

Podniósł chudą dupę z podłogi, przez moment nie bardzo wiedzieć, co ze sobą zrobić. Racjonalna część chciała zacząć to wszystko jakoś odkręcać, mówić, że zareagował zbyt mocno bo był zmęczony i wcale nie chce się skończyć, nawet jeśli to nie była prawda. Nie, żeby nie chciał jego herbaty, melisy, czy pomocy, którą chciał oferować, po prostu.. Bennett dziwnie się czuł z przyjmowaniem jej. Bardziej w jego stylu było oddawanie; swojego czasu, swojej uwagi, swojego ciała, oddawanie czegokolwiek, byle móc czuć się we własnej skórze odrobinę lepiej. W jego skórze było piekło i nienawidził wszystkiego, czym był. Tak po prostu. Bez powodu; albo z powodu, który przez lata wyparował z jego świadomości. Ostatnim hitem był fakt, że zawiódł kobietę, którą chciał nazywać żoną, to brzmiało jak niezły powód, żeby nie być swoim największym fanem.
- Hm? - jego głos i pytająca nuta, przywołały go znów do pokoju. Zmarszczył lekko brwi, słysząc o prysznicu, herbacie i kocu, przez moment sunąc spojrzeniem po mieszkaniu. Bo właśnie, była ta mniej racjonalna część w nim, która po prostu chciała zapomnieć, że ten dzień się w ogóle wydarzył. Chciał nawet zapomnieć, że zna tego faceta i chciał po prostu być, ulotnym niczym, oddającym wszystko co miał temu przystojnemu, stabilnemu facetowi, nawet jeśli w życiu z żadnym facetem na trzeźwo nie był. Może to nawet całkiem przemawiało za tym planem.. - Nie mam ciuchów na zmianę. Masz jakieś dresy ze sznurkiem? - rzucił prosto, podnosząc swoją luźną koszulkę na moment, odsłaniając biodra i brzuch gdzieś do wysokości talii na moment. Drobna budowa, przez którą wizualnie wydawał się wyższy, niż był w rzeczywistości, a niski procent tłuszczu na ciele, przez ciągłe zapominanie o jedzeniu sprawiało, że głębokie mięśnie pozostałe po pływactwie, były znacznie bardziej wyraźne. Chciał po prostu zwrócić jego fakt na to, że nawet, jeśli Diego miał bardzo sexy szerokie ramiona i wąską, zgrabną dupę, to Lexie zdecydowanie miał w tym konkretnym momencie budowę patyka.
- Mogę też po prostu zostać w ciuchach. Pewnie i tak nie zasnę. - dodał jeszcze, wzruszając lekko jednym ramieniem. Mógł być zmęczony, ale nie wyobrażał sobie zasnąć tak po prostu w mieszkaniu, które nie należało do niego, sam w ciemności, na trzeźwo.. I może tym bardziej nie wyobrażał sobie tego z Castillo stróżującego w tym samym pomieszczeniu. Nope. Nie widział takiej opcji.

you're no fun
LemonSpice
none
37 y/o
For good luck!
180 cm
szef kuchni Messini Authentic Gyros
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkizaimki
typ narracjitrzecia osoba
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Diego nie odwrócił wzroku, kiedy Lexie uniósł koszulkę. Zamiast tego zlustrował go ciężkim, powolnym spojrzeniem, odnotowując każdą wyraźną linię mięśni brzucha, ale też niepokojąco wystające kości biodrowe. Trwało to zaledwie kilka sekund, sekunda za długo na czysto szefowską ocenę, ale Castillo nawet nie spróbował udawać, że patrzy w ścianę. To ładne, chociaż zbyt chude w tym momencie ciało odbiło mu się pod powiekami i sprawiło, że żołądek zrobił podekscytowanego fikołka.

Kiedy chłopak rzucił tekst o tym, że i tak nie zaśnie, Diego uniósł kubek z kawą do ust, upił solidny łyk i powoli odstawił go na stolik, wypuszczając powietrze z płuc.
On by mu już znalazł zajęcie, psia jego mać, ugh.
W ciuchach z kuchni? Zapomnij, Bennett — odezwał się, a w jego niskim głosie znów pojawiła się twarda, nieznosząca sprzeciwu nuta. — Pachniesz fryturą, starym olejem... Mój salon ma swoje standardy higieniczne, nawet jeśli kanapa jest pełnoletnia. - wstał z fotela bez pośpiechu, sprawiając, że Chuy uniósł na moment łeb, po czym zwinął się z powrotem w kłębek. Diego przeszedł obok Lexiego, celowo muskając go ramieniem w wąskim przejściu. Sam nie był w stanie stwierdzić, czy zrobił to, żeby go nastraszyć i przywołać do porządku? Czy w jakiś idiotyczny sposób chciał mieć wymówkę, by go dotknąć. Głupią, zwierzęcą potrzebę, by zostawić na nim swój zapach.

Goddamn it I'm lonely.
Zniknął na chwilę w sypialni, skąd po minucie wrzucił do salonu parę ciemnoszarych, bawełnianych dresów i prostą, czarną koszulkę.
Masz. Sznurek jest, więc sobie to jakoś zwiążesz na tych swoich chudych biodrach, żeby ci nie spadły — rzucił, opierając się o filar i krzyżując ramiona na piersi. Przyglądał się chłopakowi, a w kąciku jego ust błąkał się ten ledwo zauważalny, prowokujący cień uśmiechu. — I przestań mi tu dramatyzować, że nie zaśniesz. Jak wyjdziesz z gorącego prysznica, ten twój przepracowany, odwodniony organizm sam odetnie ci zasilanie. - zrobił krok do przodu, zmniejszając dystans między nimi do granicy, która w półmroku salonu znów wydawała się dziwnie naelektryzowana. Spojrzał Lexiemu prosto w oczy, z absolutną, surową pewnością siebie.
A jeśli naprawdę będziesz się miotał... — zawiesił na chwilę głos, a jego wzrok niespiesznie zjechał na usta młodszego kucharza, po czym wrócił wyżej. Przepadł, jebać to. — ...to wymyślę ci jakieś zajęcie. Zawsze możemy pogadać o poezji na trzeźwo, Bennett.

ODPOWIEDZ

Wróć do „#37”