ODPOWIEDZ
40 y/o
For good luck!
175 cm
chirurg urazowy w Mount Sinai Hospital
Awatar użytkownika
Sometimes, I feel the fear of
Uncertainty stinging clear
And I can't help but ask myself how much I'll let the fear take the wheel and steer
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 os.
czas narracjiprzeszły
postać
autor

006.
Zmęczenie po kilku długich dyżurach z rzędu zwykle osadzało mu się ledwie cieniem na dojrzałej twarzy. Wrysowane w każdą bardziej zaznaczoną zmarszczkę, czy wczepione dyskretnie w naciągnięte struny mięśni, stanowiło naturalną reakcję na eksploatację ciała, które po wysiłku dnia stawało się nieco mniej skore do współpracy: trochę sztywne i trochę ociężałe. Napięte w najbardziej newralgicznych punktach. Miles nie starał się jednak podążać za tym stanem, zazwyczaj nie koncentrował się na ubytku energii, a bardziej na efektach własnej pracy. Zawsze kończył zmianę ze świadomością o tym, że przynajmniej komuś pomógł.

Dziś było inaczej.

Dziś, po ostatnim maratonie nocnych dyżurów, męczyło go coś znacznie więcej, niż sam bagaż lekarskich doświadczeń. Szczęki teraźniejszości i powtarzalność samotnych wieczorów, jak zeźlona bestia, zaciskały na nim ostre zęby. Wkłuwały się zarówno w tkanki ciała, jak i w przezrocze myśli, jak spuszczony ze smyczy buldog: bezpardonowo oraz bezlitośnie pozostawiając na nim wyraźny ślad rosnącej w nim frustracji. Emocji, z którą nie potrafił poradzić sobie inaczej, niż poprzez skrzętne zakopanie dręczących go uczuć wraz z wyjściem na papierosa.
W chwilach największej słabości, gryzący od używki przełyk i widok rozmywającego się obłoku dymu przed nim był skutecznym rozpraszaczem. Stojąc na tyłach lokalu gastronomicznego, zaciągał się więc kolejną dawką nikotyny z desperacko wręcz narzuconą na siebie p r z y j e m n o ś c i ą. Taką, którą wymuszał na sobie, gdy w zasięgu działań nie pozostawało mu już nic innego.
A potem do przestrzeni dołączył on
– Diego Castillo,

zaburzając wcześniejszy porządek wieczoru i sprawiając, że Puszka Pandory, pełna niechcianych myśli i doznań, którą tak zaciekle trzymał w dłoniach Miles, właśnie w tym momencie runęła ku ziemi. Uległa pęknięciu. Zamiast jednak sączyć emocje powoli, los wyciągnął z puszki absolutnie WSZYSTKIE działa uczuć. Wszystkie dręczące Milesa dotąd rozterki. Każde jedno szarpnięcie impulsu, które wytrącało z niego spokój (wcześniej i dziś) – jak pęczniejąca w nim od miesięcy potrzeba poznania Go, dotknięcia jego ciała i…wywarcia na nim wpływu.
Odkąd tylko poznał Teo, nie mógł wyzbyć się wrażenia, że owa obecność mężczyzny, niczym zwilżona połać materiału, wlepiała się w niego i natręctwem myśli pozostawała z nim na dłużej. Nawet w chwilach, gdy zupełnie się tego nie spodziewał – ba! szczególnie wtedy, gdy opuszczał gardę. Dziś natomiast, zadeptując pod butem wciąż żarzącego się peta, nie dość, że zapomniał o obronie, to także o rozsądku. Plecy wyprostowały się w automatyzmie chwili, obserwując z uwagą ruch cudzego ciała, wychodzącego zza drzwi zaplecza, stopy tymczasem same wyrwały Milesa z bierności i spod ustalonego wcześniej miejsca przystanku, podążając naturalnie w kierunku mężczyzny.
Nie liczyło się już nic. Nic, poza kształtem jego ust, unoszącym się wokół niego zapachem jedzenia i widokiem jego przystojnej twarzy. W jednym momencie zastygły pod ścianą, w kolejnych sekundach już chwycił go za fartuch, przyciągając go znacząco do siebie. Ledwie jeden oddech później, wargi Milesa spoczęły na cudzych, wykradając od mężczyzny niespodziewany pocałunek, obarczony nie tylko naciskiem ust, ale także tonażem dotąd ciążących mu emocji, które teraz, w zachłannym geście, oddawał częściowo jemu.
Ze szczelin straconej powściągliwości Howarda właśnie wypływała w ten sposób potrzeba bliskości i ochota na posmakowanie dawno pożądanych ust.

Diego Castillo
nihilista
zrzućmy kajdany nudy i pruderyjność, co do pozostałej reszty - dogadamy się
37 y/o
For good luck!
180 cm
szef kuchni Messini Authentic Gyros
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkizaimki
typ narracjitrzecia osoba
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Chłód kanadyjskiego wieczoru uderzył w rozgrzaną twarz Diego w tym samym momencie, w którym ciężkie drzwi zaplecza Messini zatrzasnęły się za jego plecami. Castillo poluzował węzeł bawełnianego, umazanego sosem fartucha i odetchnął głęboko, próbując pozbyć się z płuc zapachu smażonej oliwy i zgiełku weekendowego serwisu.
Nie zdążył jednak nawet sięgnąć do kieszeni po paczkę papierosów, gdy porządek nocy runął w ułamku sekundy.

Gwałtowne, zdeterminowane kroki Milesa przecięły bezpieczny dystans alejki, zanim Diego zdołał w ogóle zarejestrować jego obecność. Szarpnięcie za materiał fartucha było mocne, bezkompromisowe i tak cholernie niespodziewane, że Castillo zdołał jedynie unieść brwi w niemym pytaniu, zanim ciężar cudzych ust uderzył w jego własne.

Szok trwał zaledwie ułamek uderzenia serca.

Usta Howarda były gorące, spierzchnięte i przesiąknięte dymem tytoniowym, a nacisk, z jakim wbił się w Latynosa, barwiła czysta, desperacka frustracja. Ten pocałunek nie miał nic wspólnego z subtelnością – był jak zderzenie dwóch zmęczonych życiem pociągów, awaria systemu, w której dojrzały doktor oddawał mu każdą sekundę swoich samotnych, bezsennych nocy.

Diego, popchnięty siłą tego impulsu, poczuł, jak jego plecy z głuchym tąpnięciem uderzają o chropowatą, ceglaną ścianę zaplecza. Przez moment jego ciało zesztywniało, trawiąc nagły atak bodźców:

Gryzący smak nikotyny na języku Howarda.
Uścisk silnych, sprawnych palców na jego piersi.
Zapach chłodu i zmęczenia, który bił od mężczyzny.


Castillo nie był facetem, którego łatwo było sparaliżować. Męski, pierwotny instynkt i zaborcza natura, która zawsze drzemała pod jego spokojną powierzchownością, doszły do głosu niemal natychmiast.
Zamiast odepchnąć Milesa, Diego wydał z siebie niski, gardłowy mruk i odpowiedział na ten napad z dokładnie tą samą, ciężką siłą.

Jego szerokie dłonie, wciąż rozgrzane od kuchennych palników, uniosły się gwałtownie. Jedna z nich wbiła się mocno w biodro Howarda, przyciągając go bliżej i niwelując jakąkolwiek przestrzeń między ich ciałami, podczas gdy druga powędrowała wyżej, wplatając się szorstko we włosy na karku doktora. Diego przejął kontrolę nad tym chaosem, rozchylając usta i pogłębiając pocałunek z drapieżną, czysto fizyczną żarłocznością, która miała pokazać Milesowi, że trafił na idealnego partnera do tego emocjonalnego sabotażu.

Kiedy po długich, pozbawionych tchu sekundach Diego odsunął minimalnie głowę, jego usta wciąż niemal ocierały się o wargi Howarda. W półmroku alejki jego czekoladowe oczy paliły się mrocznym, niespokojnym ogniem, a klatka piersiowa falowała szybko pod zmasakrowanym fartuchem.
Nie wiem, jaki pieprzony dyżur właśnie skończyłeś, panie doktorze... — wychrypiał Diego, a jego niski głos ociekał gęstym, niebezpiecznym rozbawieniem — ...ale jeśli zamierzasz tak uciekać przed swoimi demonami, to następnym razem pozwól mi chociaż zamknąć drzwi zaplecza? - nadal się nie odsuwał, usta muskały wargi Howarda, przyspieszone oddechy mieszały się w gorącej przestrzeni pomiędzy nimi.

Miles Howard
40 y/o
For good luck!
175 cm
chirurg urazowy w Mount Sinai Hospital
Awatar użytkownika
Sometimes, I feel the fear of
Uncertainty stinging clear
And I can't help but ask myself how much I'll let the fear take the wheel and steer
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 os.
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Nie miał planu. Pociągnął za dźwignię impulsu, po której nie było odwrotu. Trochę tak, jakby wraz z pchnięciem mężczyzny na ścianę zaplecza, sam także uległ przesunięciu w znacznie szerszym znaczeniu, niż tylko fizycznym. Coś w nim ustąpiło, coś skrzypnęło głośno w przedsionku podświadomości i zaraz później zapadnia podjętej decyzji otworzyła się szeroko, wrzucając go w głęboki dół niewiadomej, jako że nie mógł przewidzieć, jakie konsekwencje przyjdzie mu przyjąć za tak bezpardonowe złamanie cudzej przestrzeni osobistej.
Zanim jednak dopuścił do swoich myśli konieczność przyjęcia na siebie wszelkich win, uderzyła w niego siła rozpoczętego pocałunku, w tym także starcie dwóch mocnych temperamentów. Nie zdziwiła go przy tym ognistość odpowiedzi – Diego Castillo już samą swoją obecnością potrafił weżreć się w matrycę świata – tak przynajmniej postrzegał go sam Miles, dostrzegając w nim pasję do gotowania i pewność siebie, pełną impertynenckiej wręcz stanowczości. To, co go natomiast zaskoczyło, to chęć mężczyzny do kontynuowania tej niepodziewanej bliskości. Łatwość, z jaką Diego odnalazł własny rytm w pełnym chaosu pocałunku. Jak wtórował mu gwałtownością i tempem, które z sekundy na sekundę zdawało się odbierać im obu dech. A także ostatnie – dziwiły go palce Castillo, silnie zaciśnięte na jego biodrze, eliminujące przy tym jakikolwiek jeszcze istniejący między nimi dystans. Miles musiał podeprzeć własną dłoń płasko o ścianę nad ramieniem kucharza, by nie uderzyć w niego ze zdwojoną siłą podczas tego kojącego wyścigu przyjemności. Druga wciąż tkwiła na piersi pomiędzy nimi. Z rozkoszą pozwolił mu także zaostrzyć ton pocałunku poprzez pogłębienie go. Tym samym, z równą mu ochotą i równą stanowczością wydzierał z niego ostatki oddechu, by tuż przed odsunięciem się mężczyzny, lekko ukąsić go w wargę, z myślą o tym, by zostawić po sobie nie tyle ślad, co bardziej charakterne odczucie, równoważące chwilową determinację Diego w przejęciu pocałunku. Miał wrażenie, że każda sekunda tej przyjemności oznaczała również sekundy, w których walczyli nie tylko o spełnienie, ale również – podświadomie – o dominację. Nie musiał mieć jej za wszelką cenę po swojej stronie. Niewątpliwie jednak sprawiło mu dodatkową satysfakcję to, że nie stracił jej zupełnie, choćby dlatego, że Diego wciąż pozostawał w zamknięciu między ścianą, a jego własnym ciałem.
Jedyna kontrola, jaką utracił, to ta nad własnym ciałem, gdy płuca skurczyły się, oddając kilka krótszych oddechów, nim złapał ponownie rytm, a serce wciąż biło tubalnie i w przyspieszeniu.
Następnym razem...? — niemal parsknął w rozbawieniu, walcząc przy okazji z własnym głosem po wniesionym przy pocałunku (i wciąż odczuwalnym_ napięciu. Przy okazji z całego szeregu słów wychwycił tylko to: że potencjalnie miałby jego zgodę przy spełnieniu jednego, prostego warunku.
Zamknięcie zaplecza wydawało się osiągalne i nietrudne.
Mógłbym uciekać, ale... zdaje się, że demony właśnie mnie dogoniły, Teo — naturalnie stanął w opozycji do jego słów, gdy tylko przetworzył w głowie wypowiedź Diego. Palce tymczasem rozluźniły się, puszczając w końcu materiał na piersi Castillo. Nadarzającą się bliskość wykorzystał do tego, by musnąć opuszkami jego żebra i przesunąć opuszki niżej. Ostatecznie, choć nieco odsunął twarz od cudzej, nie zrezygnował całkiem z dotyku, a jedynie przesunął dłoń na biodro kucharza, podnosząc wzrok ku jego ciemnym oczom.
Jak już wiem, że umiesz dobrze całować, ciężej będzie mi odpędzić myśli o Tobie — wyjaśnił krótko, nie chcąc przy tym brzmieć zbyt ckliwie.
Chcesz zamknąć je teraz?
Wolałby, żeby chodziło o jego własne usta w ponowionym pocałunku...
...w ostateczności mógł jednak mieć na myśli drzwi zaplecza.

Niechętnie osunął się w bok, przerywając kontakt fizyczny i oparł się ramieniem o mur, by nie stracić Diego z oczu, ale również przy tym, by udostępnić mu drogę do wspomnianych drzwi.

Nie miał planu.

Od tego zaczął i na tym skończył, gdy wypuszczając powietrze ze świstem z ust, odgarnął pojedyncze kosmyki włosów z twarzy. Mógłby wprawdzie, zamiast puszczać go z objęć, całować go więcej i dłużej, ale to... był niemal pewien, że byłaby już przesada lub zbytnia nachalność.

Diego Castillo
nihilista
zrzućmy kajdany nudy i pruderyjność, co do pozostałej reszty - dogadamy się
37 y/o
For good luck!
180 cm
szef kuchni Messini Authentic Gyros
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkizaimki
typ narracjitrzecia osoba
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Piekący ślad na dolnej wardze wciąż pulsował.
Diego przesunął po niej kciukiem, czując delikatne ukłucie bolesnej satysfakcji i słodkawy posmak krwi na wargach. Przyszedł w tę ciemną alejkę tylko po to, żeby spalić papierosa i na chwilę przewietrzyć głowę od zgiełku kuchni, a tymczasem stał pod chłodną ścianą z rozgrzaną klatką piersiową i tętnem walącym w skroniach tak szybko, jakby właśnie skończył najcięższy serwis w roku.

Nie lubił być zaskakiwany. Tym bardziej nie nawykł do tego, by ktoś przyciskał go do muru i próbował dyktować mu warunki. Ale to drobne ukąszenie na koniec, ten drapieżny błysk i absolutny brak strachu w ruchach lekarza... to zadziałało na Diego jak dolanie oliwy do ognia. W jego piersi pękła jakaś struna, uwalniając gęstą, niebezpieczną falę czystej męskiej dumy i pociągu. Miles chciał gryźć? Świetnie. Diego uwielbiał, kiedy ktoś dawał mu powód, by przestać być grzecznym.

Czarne oczy Castillo rozbłysły w półmroku cienką, zaborczą iskrą. Wpatrywał się w Milesa bez słowa przez dłuższą, napiętą chwilę, podczas której w powietrzu wisiał jedynie ich nierówny oddech i odgłosy miasteczka dochodzące z oddali.
Gdy lekarz niechętnie osunął się w bok, robiąc mu przejście, Diego odepchnął się od ściany. Przez ułamek sekundy jego powolny, ciężki krok mógł sugerować, że odpuszcza — że po prostu zignoruje prowokację i wróci do pracy.
Nic bardziej mylnego.
Dopadł do Milesa w jednym krótkim, drapieżnym ruchu. Zamiast go minąć, zaciągnął go za połę płaszcza przez próg, wsuwając ich obu do chłodnego, półciemnego wnętrza magazynku na zapleczu. Drzwi zatrzasnęły się za nimi z głuchym stuknięciem, a Diego natychmiast sięgnął dłonią za siebie i przekręcił ciężki, metalowy rygiel.

Klik.

Cisza magazynu uderzyła w nich natychmiast, pachnąca kartonami, oliwą i ciepłem restauracji. Diego nie dał lekarzowi ani sekundy na odzyskanie przestrzeni. Obrócił się na pięcie, obracając i dociskając Milesa plecami do świeżo zamkniętych drzwi. Naparł na niego całym ciężarem swojego ciała, wbijając kolano między jego uda i odcinając mu jakąkolwiek drogę ucieczki.
Mówiłem ci, że nie rzucam słów na wiatr, panie doktorze — wymruczał nisko prosto w jego usta. W jego głosie nie było już ani grama wahania, została tylko drapieżna, pewna siebie determinacja.
Ciężka, gorąca dłoń Diego powędrowała w górę, wplatając się we włosy na karku Milesa i ściskając je mocno, by odchylić jego głowę lekko w tył i zmusić go do patrzenia mu prosto w oczy. Drugą dłonią wbił się pewnie w jego biodro, unieruchamiając.
Drzwi są zamknięte. Masz dokładnie to, o co prosiłeś — dodał, a jego kciuk pogładził kąt szczęki lekarza z twardą, uziemiającą siłą. — Teraz zobaczmy, ile z tej twojej bezczelnej pewności siebie zostanie, kiedy to ja zacznę dyktować tempo. - nie czekając na odpowiedź, pochylił się i zatopił w jego ustach znowu — tym razem bez zaskoczenia, ale za to z pełną, zaborczą siłą mężczyzny, który dokładnie wiedział, jak wziąć to, na co miał ochotę.

40 y/o
For good luck!
175 cm
chirurg urazowy w Mount Sinai Hospital
Awatar użytkownika
Sometimes, I feel the fear of
Uncertainty stinging clear
And I can't help but ask myself how much I'll let the fear take the wheel and steer
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 os.
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Milczenie rozrosło się, jak pobliski brud, osiadły grubą warstwą na ścianach zewnętrznych alejek. Miles świadomie przy tym na moment porzucił słowa i robił to głównie dla pogłębienia poczucia intymności i dla zapamiętania tego momentu z czysto egoistycznych pobudek: bo mu się podobało i nie widział powodu, by zakopywać tę chwilę w niepamięci; i też dlatego, że nie odczuwał dzisiaj wstydu. Przeciwnie... czuł wyraźnie, jak w okowach ciała zalęga miękka przyjemność, która częściowo wyrzucała z niego całe wcześniejsze znużenie i zmęczenie tygodniem.
O to chodziło, prawda? By pozbyć się niechcianego napięcia i tonażu emocji.
Dialektyka jego ciała mówiła za niego: wyprost pleców i śmiałość spojrzenia świadczyły o tym, że bez krzty winy godził się z impulsywnością własnej decyzji. Nie żałował ani jednej sekundy pocałunku, i ani jednego muśnięcia cudzego ciała, pomimo tego, że stawiało to ich relację pod znakiem zapytania. Bliskość, która była konsekwencją dzisiejszych emocji zdawała się jednak przychodzić mu dziś naturalnie i była znacznie silniejsza, niż chęć pozostawienia tej relacji „po staremu”. Jakby w rwącym nurcie życia droga z prądem znaczyła właśnie to – cielesne zespolenie z kimś, kto zwyczajnie mu się podobał fizycznie.
To jedyna forma „przywiązania”, której nie uznawał za obciążającą.
W trakcie, gdy mężczyzna odsunął się od ściany, Miles obserwował go przez chwilę, domyślając się, że pewnie właśnie teraz się rozejdą, a jedyny posmak wcześniejszego pocałunku pozostawał mu już tylko na języku. Potarł więc kciukiem o wargę, choć w zupełnie innym celu, niż robił to sam Castillo. Roztarł w ten sposób na poduszce ust dotychczasową, męską obecność, zapamiętując ją jako mieszankę smaku krwi Diego, ale również jako siłę nacisku jego chętnych na pocałunek ust. Sam drgnął w tym czasie nieznacznie, gotowy ruszyć w kierunku wyjścia z alejki, gdyby nie cień ruchu obok niego i niemal natychmiastowe, towarzyszące temu pchnięcie.
Sapnął krótko, zaskoczony, gdy wąskie gardło alejki i prąd owiewającego go powietrza zostały zastąpione chłodnym, niemal wilgotnym powietrzem zacienionego magazynku.
Ciężkie kliknięcie przy drzwiach nie tylko zamykało pewien rozdział tej znajomości, ale również wzmagało napięcie i świadczyło o tym, że przestali grać już w kotka i myszkę. Jednoznacznym tego dowodem było dociśnięcie Milesa do płaszczyzny drzwi i mrowiąca ciało bliskość Diego. Dreszcz, urywkowy, będący wynikową brutalnego nacisku między udami, przebiegł wzdłuż kręgosłupa niespodziewany, ale również nieodtrącony przez niego, gdy mruknął cicho, z przyjemnością, opierając potylicę na twardościach desek. Oddech Howarda ocieplił tym samym wąską przestrzeń między nimi, osadzając się na skórze szyi Diego, co w zasadzie było ledwie preludium tego, co czuł we własnym wnętrzu, buchającym już teraz od pożądania i pociągu,.
Kurwa, przemknęło mu przez myśli, bo nie spodziewał się takiego (szybkiego) obrotu sprawy, przekleństwo nie doszło jednak drogą do zwykle przyzwoitych ust, gdy spojrzał na kolegę, prowadzony jego dłonią:
Wszedłbym po dobroci, gdybyś powiedział — mruknął rozbawiony, prawie ocierając się przy tym wargami o cudze. Nie szarpał się, biodra mimo wszystko poruszyły się jednak minimalnie do przodu, jakby sprawdzając ucisk palców na sobie, a przy tym ocierając się nieznacznie o kolano osaczającego go Castillo.
Ciało przyjmowało na siebie gorąc dotyku z nadgorliwą wręcz ochotą, garnąc w usta powietrze tuż przed narzuconym pocałunkiem. Przyjmował przy tym ciosy bliskości w formie cudzego naporu i cudzego języka, koncentrując się na obiekcie bieżącej fascynacji. Na smaku Diego, jego odurzającym zapachu – znajomym, ale nigdy wcześniej tak wyraźnym. A także na mokrości pocałunku i agresywnym tempie, któremu się poddawał, odwracając poprzednie role, by w szczelinę ust wpuścić zachęcającego gościa.
Kolejny dreszcz, tym razem mocniejszy, szarpnął kręgosłupem Milesa, gdy pod wpływem nachodzących na siebie bodźców, zorientował się, jak bardzo tego potrzebował. I jak chętnie był w stanie to zakomunikować chrapliwym sapnięciem, czy bezwładną dotąd ręką, która wsunęła się pod materiał cudzej koszulki, podwijając ją, by dotrzeć do kolejnych połaci nagiej skóry. Ciepło pod palcami buchnęło nowym doznaniem i nową potrzebą. Buchnęło także w niego rosnącym podnieceniem, które nagle, wtłoczone w spodnie, uzewnętrzniło się wstępnym stwardnieniem.
Za wolno... — mruknął ciut prowokacyjnie, oderwany na chwilę od pocałunku, by w kolejnej sekundzie docisnąć wargi do pulsującej szyi Diego, traktując ją ustami i językiem. To kolejny skrawek skóry, którego Miles pożądał.
Zwykle działał bardziej powściągliwie i dozował przyjemność... dziś ta spadła na niego jak ciężkie imadło i kazała krzyczeć mu o więcej.
Dłoń spod koszulki naparła na cudzą pierś i próbowała go odsunąć; przesunąć linę kontroli na swoją stronę, gdy nacisnął na niego ciałem, niwelując resztki dystansu.

Diego Castillo
nihilista
zrzućmy kajdany nudy i pruderyjność, co do pozostałej reszty - dogadamy się
ODPOWIEDZ

Wróć do „Messini Authentic Gyros”