Również się uśmiechnął.
–
Tak, przez imię – przyznał, kiwając głową. Nie był oryginalny, musiał to przyznać. Niemniej jednak nic innego nie przychodziło mu do głowy. Z zaskoczeniem zauważył, że rozmowa z nieznajomym przychodziła mu z wielką swobodą. Nie musiał zastanawiać się. –
Nie sprawiasz takiego wrażenia, wybacz – powiedział, wzruszając ramionami. W sumie nie miał okazji mu się przyjrzeć. Nie chodziło o samą twarz, ale o całą sylwetkę. Nie był osobą, która lubiła się wgapiać w innych, ale jednocześnie lubił rozmyślać na temat tego, z kim tak właściwie miał do czynienia. Wolfgang był facetem miłym i o luźnym usposobieniu, a przynajmniej to zdołał z niego wyczytać. Jego wygląd i sposób poruszania się mówił, że z jednej strony mógł mieć klasyczną duszę, a z drugiej, że pracował fizycznie. Jego chód był twardy, mocno stąpał po ziemi, ale jednocześnie w swoim kroku zachowując lekkość, która gryzła się z mocą kolejnych kroków.
Spojrzał na niego, przesuwając wzrok na jego usta, gdy przykładał sobie do nich swoją puszkę. Następnie zsunął spojrzenie na swoje stopy i ziemie, która się pod nimi przesuwała. Nie spodziewał się, że pytanie o babkę w jakikolwiek sposób go poruszy. Powinien był jednak to przewidzieć. Ze swoją babką nie miał zbyt wielu ciekawych wspomnień, bo kobieta zmarła zanim ukończył podstawówkę, a w dzieciństwie nie spędzał z nią zbyt wielu chwil. Był za mały i zdecydowanie zbyt nieświadomy tego, jak wielkim skarbem była możliwość obcowania z kimś, kto zdołał przeżyć wiele lat. Mógł się sporo od kobiety nauczyć. I był przekonany, że staruszka mówiła mu różne rzeczy, jednak teraz były one zakopane gdzieś w jego pamięci. Wiedział jednak, że prędzej czy później wrócą one do niego, zwłaszcza że Wolf, swoim pytaniem, wbił w jego umysł łopatę, którą Harry mógł teraz kopać.
–
Moja babcia była nauczycielką, więc była pełna takich mądrości – zaśmiał się. Wielu z tych mądrości jeszcze nie pamiętał, jednak wiedział, że jego babcia rzeczywiście była nauczycielką. Gdyby nie nowotwór, który ją zaatakował z nienacka, to pewnie teraz cieszyłaby się radością płynącą z emerytury. Chłopak nie potrafił sobie przypomnieć, czy kiedykolwiek narzekała na swoją pracę, ale wiedział, że była ona dla niej męcząca. Kobieta ogólnie dużo odpoczywała. Teraz wiedział, ze było to spowodowane trawiącą ją chorobą, która zaczęła ją wyniszczać jeszcze zanim wszyscy dowiedzieli się, co się z nią działo. W sumie to właśnie ze względu na to, że jego babka był a taka chora, Harry postanowił zostać lekarzem. Z onkologią jego drogi szybko się jednak rozeszły, zwłaszcza gdy było się zestawionym z różnymi pacjentami, a widok terminalnie chorych dzieci nie działał na niego najlepiej.
–
O, babcia zawsze mówiła mi, że powinienem spać w skarpetach, bo przez gołe nogi uciekają dobre sny – zaśmiał się, przypominając jej odpowiedź na zadane przez niego pytanie, dlaczego nie pamięta, co mu się śniło. Nie był przekonany, czy staruszka wierzyła w te akurat słowa, ale jej odpowiedź sprawiła, że przez dość długi czas faktycznie chodził do łóżka w skarpetkach.
–
Nie są łatwe, ale czasami bywają potrzebne – odpowiedział mu. Z jednej strony nie chciał kontynuować tego tematu. Nie chciał rozmawiać na temat zmian, które zaszły w jego życiu, zwłaszcza że nie wynikały one z jego działań. No, w sumie były one konsekwencjami tego, co zdecydował się zrobić, jednak Harry nie spodziewał się, że zmiany zajdą aż tak daleko i sięgną jego życiorysu. O tym jednak nie mógł rozmawiać, więc zwarł swoje wargi w wąską linię, jakby nie chciał, żeby coś z nich wypłynęło. –
U ciebie też coś się zmieniło? – zapytał, zauważając zmianę w jego zachowaniu. Był dość empatyczny, a praca lekarza uczulała na pewne zachowania i ich zmiany. Przyjrzał mu się uważnie. Nie chciał naciskać, ale nie chciał udawać, że nie był ciekawy.
Wolfgang wydał mu się interesującym mężczyzną. Nie tylko dlatego, że był atrakcyjny, ale był dość tajemniczy.
–
Nie przejmuj się – zaśmiał się, widząc jego zakłopotanie. Jemu osobiście to nie przeszkadzało i w sumie nie wiedział nawet, jak miał się zachować w takich sytuacjach. W końcu tak naprawdę nie był księdzem, więc mało go obchodziło, w jaki sposób inni grzeszyli. –
Niezbyt się różnię od siebie sprzed chwili – powiedział, jakby chciał zaznaczyć, że wiadomość o tym, kim był nie powinna wpłynąć na zachowanie mężczyzny względem Harry’ego. Rozumiał go jednak doskonale. On sam pewnie też czułby się dziwnie i niezręcznie będąc świadomym tego, że rozmawiał z duchownym. Czasami jeszcze do tej pory ciężko mu było zaczynać rozmowę z proboszczem, u którego mieszkał.
–
Brzmi wystarczająco ekscytująco dla mnie – kiwnął głową, odwracając się do niego tak, że teraz szedł przed nim tyłem. Uśmiechnął się w jego stronę. –
Ale nie sądziłem, że detektywi tak szybko się stresują – zaśmiał się teraz, kręcąc głową i o mało nie potknął się przez to o własne nogi.
Wolfgang Welsh