46 y/o
NARRATORSKI PIESEK
182 cm
adwokat/partner w kancelarii Philips and Gardner LLP
Awatar użytkownika
i'm six feet under, like i'm buried alive
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiżeńskie
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjigłównie przeszły
postać
autor

#17
trigger warning
wulgaryzmy, przemoc, użycie broni
Stuknięta lala.
Pieprzona gówniara.

Był wkurwiony i na nią, i na siebie. Nie zareagował w porę. Wciąż był święcie przekonany, że gdyby tylko nie stracił czujności, nawet by go nie przesunęła. To on zaciągnąłby ją do tego cholernego samochodu.
Nie doceniał jej. Totalnie nie doceniał.

Droga od strzelnicy była nieprzemyślana. Przez jakiś czas jechał bez celu, a zatrzymał się dopiero na którejś z kolei stacji benzynowej. Musiał to wszystko przemyśleć, chociaż trochę.
Ale im bardziej starał się skupić na ogarnięciu sobie nowego noclegu, tym bardziej myślami wracał do Peregrine.

Jebana suka.
Miał w dupie, czy sobie poradzi i co właściwie ze sobą zrobi. W tamtym momencie mogła dosłownie iść się pierdolić.
Co gdyby to on przewrócił ją na plecy? Albo uderzył w twarz? Księżniczka uznałaby go za damskiego boksera? Nie był nim. Ona za to najwyraźniej lubiła pozwalać sobie na zbyt wiele. Miarka się przebrała.

Wybór hotelu był oczywisty. Coś niezbyt rzucającego się w oczy; w mieście, a jednak na uboczu. Jego dresowe ciuchy pasowały do tego taniego, motelowego wystroju. Garnitur musiał poczekać na lepsze czasy.
Nie zamierzał spędzać tam reszty dnia. Zameldował się tylko – zmyślonym nazwiskiem; kolejnym plikiem banknotów zresztą przekupując recepcjonistę, by nie pokazywać dokumentu – a potem wyszedł. Do najbliższego baru.
Nad szklanką whisky wkurwiało się przyjemniej.

Wrócił po drugiej, może po trzeciej… na tyle późno, by okolica dawno pogrążyła się we śnie. Przez uchylone okno było słychać co najwyżej cykające w krzakach świerszcze.
Nawet się nie rozpakowywał. Coś go jednak tchnęło, żeby zerknąć w drugą torbę, którą przyniósł z bagażnika. Peregrine spieszyła się tak bardzo, że nie zabrała swoich rzeczy. Jakie było jego zadowolenie, gdy po otwarciu podróżnej torby okazało się, że znajdował się w niej Glock.
Zaśmiał się, zamknął ją i rzucił do szafy, tuż obok swojej.
Przeszedł do maleńkiej kuchni we wnęce pokoju, z zamiarem zjedzenia tego, co kupił na stacji.

Nagle panującą w półmroku ciszę przerwał dźwięk przekręcanego zamka w drzwiach.

Ściągnął brwi, odwracając głowę w tamtą stronę. Nie ruszył się, choć zapewne powinien. Dopiero gdy usłyszał skrzypnięcie, wolnym krokiem wyszedł do głównego pokoju.
Nie spodziewał się gościa.

Pomylił pan pokój — stwierdził pewnie, wpatrując się w mężczyznę, który wcale nie wyglądał na zagubionego.
Trzymał w dłoni myśliwski nóż.
— Siadaj — rzucił, podbródkiem wskazując na łóżko.
Percy nie usiadł. Chociaż jego serce zaczęło bić szybciej, zachowywał spokój. Facet nie musiał dodawać, że go śledził. Gardner momentalnie połączył kropki.
Przeklął w myślach raz jeszcze tą pieprzoną Helenę Peregrine, dzięki której przez całą drogę nie zorientował się, że miał ogon.
— Gdzie twoja panienka?
Podróżuję sam. — Zabrzmiał wiarygodnie. — O co chodzi?
— O wpierdalanie nosa w nie swoje sprawy. Trzeba było zostać w Toronto.
Jasne… dogadamy się. Zaraz mnie nie ma. — Uniósł ręce do góry.
Tak byłoby najrozsądniej.
— Za późno.
Żaden bandzior nie pozwoliłby mu opuścić hotelu żywym, kiedy pokazał Percy’emu swoją twarz.

Trafił raz, drugi, trzeci – walka wcale nie była przesądzona. Miał szansę. Znikomą… ale miał.
Jeden na jednego. Tamten z nożem, on bez broni. Leżała w głębi szafy, naładowana, co zdążył wcześniej sprawdzić. Tak bardzo mu w tamtej chwili potrzebna.
Przewalił przeciwnika na ziemię, zadając kolejny mocny cios pięścią w twarz.
Sam wreszcie dostał nożem w ramię.
Przeszył go paraliżujący ból.
Uderzył ponownie, ledwo. Spróbował odciągnąć od siebie rękę, która mierzyła w niego ostrzem.

Czuł, jak opuszczają go siły.
helena peregrine
she
nie lubię postów tworzonych przez AI; jednostronnej inicjatywy; brania wszystkiego zbyt personalnie i nieodróżniania postaci od gracza
33 y/o
ZAANGAŻOWANA FOCZKA
165 cm
hakerka oraz informatyczka dla Toronto Police Service
Awatar użytkownika
Running with bulls
Working my miracles
Holding my world together with a boot string
Living the dream
Benzos and gasoline
Coffee and blue light screens till the morning
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkijakiekolwiek
typ narracji3os.
czas narracjiteraźniejszy
postać
autor

27
trigger warning
przekleństwa, przemoc, krew
Czuje się spokojna – bo w końcu to nie pierwszy raz, gdy przemierza obce ulice z naprędce zebranymi rzeczami, niepewna, gdzie spędzi noc. Uciekanie jest jak jazda na rowerze – dla niej, na tym etapie, może już nawet jak oddychanie. Od początku chciała przyjechać tu sama, a teraz? Teraz nie ma już nic do stracenia.

Nie żeby coś straciła – może oprócz złudzeń.

Czuje się spokojna – dopóki nie zatrzymuje spojrzenia na ciążącym z nadgarstka zegarku, którego tykanie staje się absurdalnie głośne za każdym razem, kiedy tylko chociaż na chwilę przestaje myśleć o Gardnerze. Pieprzony oszust.
Pierwszym miejscem, które znajduje, jest lombard. Trofeum czy nie, nie chce mieć przy sobie nic, co przypominałoby jej, że Percival Gardner w ogóle istnieje. I tak jest już zapewne w trasie, w tym swoim wychuchanym BMW. Przecież nie ma nic do stracenia – a do zyskania całkiem sporo gotówki.
Tyle że Helena kręci się dookoła lombardu prawie godzinę, ale nie potrafi skłonić się do tego, żeby wejść do środka. I znowu buzuje w niej wściekłość.

Zegarek byłby naprawdę świetnym trofeum, tylko szkoda, że kiedy na niego patrzy, zamiast triumfu czuje gorycz.

Może dlatego, że przegięłam?

Nie, absolutnie nie. Sam się doigrał. Zlekceważył ją i nawet gdy udowodniła mu, jak bardzo się mylił, był zbyt dumny, by przyznać, że przegrał z kobietą.

Ale ja też uniosłam się dumą.
Nie może znieść tej myśli – że w pewnym stopniu są do siebie podobni. Wkurwia ją to tak bardzo, że musi odwrócić swoją uwagę. Musi się zająć sprawą, bo inaczej osiwieje. Znajduje otwarty całą noc diner, w którym mogłaby rozsiąść się ze swoim sprzętem i nie przyciągać szczególnej uwagi. Tamtejsza czarna kawa jest paskudna, ale przynajmniej zwiększa tętno i jasność myślenia.

To wtedy uświadamia sobie, że gdy w pośpiechu zostawiała podróżną torbę w bagażniku BMW, nie przeszło jej nawet przez myśl, że to trzymała w niej swojego Glocka. Krew odpływa jej z twarzy, gdy o tym myśli. Przeciąga po niej ręką i sięga do komputera.
Oczywiście, że niepostrzeżenie zainstalowała w telefonie Gardnera program, który przesyłał do niej sygnał z GPS. Z jego brakiem rozwagi, to była tylko kwestia czasu, zanim to rozwiązanie okazałoby się potrzebne, żeby uratować mu skórę. Może jeszcze nie odjechał za daleko – może w przeciągu tej nocy mogłaby go dogonić, odebrać broń i wrócić.

Zaciska mocno zęby, gdy widzi, że sygnał przychodzi... z Edmonton. Kurwa mać.

Wzbiera w niej panika. Wie, że mężczyźni z białego Audi nie dali za wygraną – ostatnio im uciekli, ale mieli szczęście. Z początku nie martwiła się nimi aż tak bardzo, bo wiedziała, że czekają na jej ruch. Wykonała go, spotykając się z informatorem. Nie bez powodu akurat teraz poczuła potrzebę, by zabrać Percivala na strzelnicę.

To tylko kwestia czasu, zanim go znajdą. Kurwa mać...

Dlaczego nie odjechał natychmiast do Toronto?
W taksówce podaje trochę więcej gotówki, żeby kierowca się pospieszył. Każe mu zatrzymać się w miejscu, z którego może niepostrzeżenie dotrzeć na parking przed motelem.
Białe Audi już tam jest – dwie osoby w środku, jak zwykle. Czekają. Ona też. Nie jest pewna, ile mija czasu.

W końcu widzi Gardnera wracającego do motelu – jak zwykle zbyt zajętego sobą; mógłby przejść tuż obok samochodu, na który kazała mu uważać, i nie zwrócić na niego uwagi. Oczywiście...
Po kilku minutach drzwi Audi otwierają się, jeden z mężczyzn podąża śladem Percivala. Drugi obserwuje.

Helena znajduje wejście pracownicze. Nie słyszy nic oprócz własnego tętna i tykania zegarka, gdy przemierza długi korytarz. Przez otwarte drzwi widzi odbijające się od myśliwskiego noża światło i przestaje myśleć.

Rozpędza się, a potem długim wślizgiem dopada do ręki dzierżącej nóż. Zakłada zbirowi dźwignię i dociska rękę do podłogi kolanem. Słyszy jego wściekły okrzyk; ciągle nie puszcza noża, więc Helena uderza ramieniem o podłogę, zanim rękojeść nie wypadnie z palców.
— Ty jebana SUKO!
Peregrine chwyta za nóż i uderza trzonem w skroń przeciwnika. Jego ręka wiotczeje.

Dopiero wtedy podnosi wzrok na Percivala. Oddycha ciężko. Przełyka ślinę.
Nie mamy dużo czasu, zanim ten drugi nie zorientuje się, że coś jest nie tak i też nie przyjdzie — mówi. Brzmi rzeczowo, a jednak coś lekko ściska jej gardło. — Krwawisz.


Percival Gardner
echo
to tylko forum jbc
46 y/o
NARRATORSKI PIESEK
182 cm
adwokat/partner w kancelarii Philips and Gardner LLP
Awatar użytkownika
i'm six feet under, like i'm buried alive
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiżeńskie
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjigłównie przeszły
postać
autor

trigger warning
trochę krwi
Miał szczęście, cholerne szczęście.
Pojawiła się, zanim zdążył pomyśleć, w jak gównianej sytuacji się znalazł. Na własne życzenie, bo przecież mówiła, żeby wracał do Toronto. Ale on z a w s z e wiedział lepiej.
Osunął się na podłogę, gdy sprawnym ruchem uderzyła trzonem noża w skroń mężczyzny.
Pierwsza myśl: śledziła go. Przez moment patrzył na nią tylko spod ściągniętych brwi, dysząc z wysiłku. Wreszcie podniósł się na nogi, podpierając się o łóżko. Po jego przedramieniu spływała krew, skapując z opuszków palców na wytartą wykładzinę.
„Krwawisz”.
Zakołysał się nieznacznie, ale zamiast usiąść na materacu, mocniej zacisnął dłoń na ranie.
Po cholerę tu, kurwa, przylazłaś? — sarknął.
To było oczywiste, że nie usłyszy od niego słowa „dziękuję”.
Pieprzona bohaterka…

…która właśnie uratowała mu dupę.
Czuł w sobie mieszankę sprzecznych emocji. Z jednej strony wdzięczność, której tak bardzo się wstydził; z drugiej wściekłość na samego siebie, że stracił czujność; z trzeciej lęk. Przed tym, co mogło się wydarzyć, gdyby przeciwników było więcej.
Nie bał się o siebie. Bał się o n i ą.
Spojrzał na nieprzytomnego mężczyznę, potem z powrotem na Helenę.
Auto jest po drugiej stronie — wychrypiał.
Ruszył do szafy, w której znajdowały się ich rzeczy. Wiedział, że nie mają czasu zajmować się raną. Nie teraz.

Ból promieniował wzdłuż całego prawego ramienia.
Resztką sił starał się to ignorować.

Drżącymi dłońmi chwycił torby i zrobił krok w stronę Heleny. Zachwiał się, osłabiony utratą krwi.
Zacisnął szczękę tak mocno, że na policzkach wyraźnie zarysowały się mięśnie.
Glock jest w środku. — Skinął na jej torbę, uprzedzając pytanie, po czym wskazał na swoje spodnie. — W prawej kieszeni mam kluczyki.
Nie miał wyjścia. Powinien pogodzić się z myślą, że Peregrine będzie prowadzić jego BMW. Chciał tego czy nie, musiał jej zaufać.
Byłby zresztą kompletnym idiotą, gdyby w tak beznadziejnym położeniu znowu uniósł się honorem. Mieli najwyżej kilka minut, żeby tylnym wyjściem opuścić motel.

helena peregrine
she
nie lubię postów tworzonych przez AI; jednostronnej inicjatywy; brania wszystkiego zbyt personalnie i nieodróżniania postaci od gracza
33 y/o
ZAANGAŻOWANA FOCZKA
165 cm
hakerka oraz informatyczka dla Toronto Police Service
Awatar użytkownika
Running with bulls
Working my miracles
Holding my world together with a boot string
Living the dream
Benzos and gasoline
Coffee and blue light screens till the morning
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkijakiekolwiek
typ narracji3os.
czas narracjiteraźniejszy
postać
autor

trigger warning
trochę przekleństw i trochę krwi
Bezwiednie chowa nóż do kieszeni torby od laptopa.

"Po cholerę tu, kurwa, przylazłaś?"

Po cholerę... — parska krótko. Dobrze powiedziane, prawie mówi, patrząc na niego spode łba – a przynajmniej w jego kierunku, bo unika patrzenia mu w oczy. Lekki grymas pojawia się na jej twarzy. Ciągle słyszy tykanie tego zasranego zegarka. Jak to możliwe, skoro jest schowany w rękawie ramoneski? — Po swoje rzeczy, oczywiścieoczywiście. Brzmi – chyba – wystarczająco przekonująco – w końcu nie miała planów go szukać, dopóki nie zorientowała się, że zostawiła z nim swojego Glocka.

Jak mogłam o nim zapomnieć?
Ostatecznie dobrze się stało, że go zostawiła – to znaczy pistolet. Woli nie wyobrażać sobie, co mogło się stać, gdyby nie zorientowała się, że Percival nie wyjechał z Edmonton.

Dlaczego? Prawie o to pyta, ale ostatecznie – to nie jest odpowiedni moment. Muszą działać szybko i zdecydowanie. I na szczęście Gardner też zdaje sobie z tego sprawę. Najwyraźniej potrzebował dostać cios nożem, żeby potraktować zagrożenie poważnie – zagrożenie, na które próbowała go nieskutecznie uczulić odkąd tylko zauważyła podążający za nimi samochód.

Zasrany szowinista.
"Auto jest po drugiej stronie".
Wiem — rzuca mimowolnie. Sama kieruje kroki w stronę łóżka; sięga do poduszki, by zdjąć z niej poszewkę i zwinąć ją w ciasny wałek. Zaraz mimowolnie robi pospieszny krok w stronę Percivala – nie dlatego, że spieszno jest odebrać swoją torbę z jego dłoni – widzi, jak się chwieje. Niemal wyciąga w jego stronę ręce, ale co by zrobił ten niedorzeczny mężczyzna, gdyby próbowała go podtrzymać?

Zamiast tego, wciąż ciężko oddychając, odbiera z jego rąk swoją torbę, w zamian wręczając mu poszewkę.
Dociśnij mocno do rany — mówi. Na jej twarzy na moment maluje się szok, gdy Gardner tłumaczy, gdzie ma kluczyki do auta. Nie zamierza sprawdzać, czy jest pewien swojej decyzji, więc szybko podchodzi jeszcze bliżej, by sięgnąć do przedniej kieszeni jego spodni, właściwie bez zastanowienia...
które być może by się przydało, bo nie jest gotowa na mieszankę emocji, którą wywołuje jego zapach mieszający się z zapachem krwi. Jej oddech na chwilę staje się nierówny, a Peregrine przymyka powieki. Poczucie winy dominuje w tej mieszance.

To wszystko powinno było skończyć się na tym, jak zatrzasnął jej drzwi swojego gabinetu przed nosem.

Zaciska palce na kluczyku i niemal odskakuje jak oparzona – przecież muszą się spieszyć. Rzuca szybkie spojrzenie w stronę napastnika, który wydaje z siebie pomruk. On też nie został obezwładniony na zawsze.
Kieruje się w stronę drzwi i przemierza drogę, którą wcześniej tu przyszła. Nie odwraca się, by kontrolować pozycję Percivala – zamiast tego nasłuchuje uważnie jego kroków. Gdy znajdują się na zewnątrz, ruchem ręki zatrzymuje Gardnera, zanim wyjdą zza ściany budynku. Obserwuje miejsce, w którym parkuje białe Audi – nie stoi zbyt daleko od BMW, więc Helena czeka, aż drugi mężczyzna nie wysiądzie po trzykrotnym sprawdzeniu zegarka. Czeka, aż ten zniknie w głównym wejściu do motelu, zanim nie odwraca się do Percivala. Kiwnięciem głowy daje sygnał do działania.

Czuje się dziwnie za kierownicą BMW. Może czułaby większą satysfakcję, gdyby sprawy nie miały się inaczej.

Milczy całą drogę, niezależnie od tego, czy Percival coś mówi, czy też milczy. Skupia się na znalezieniu odpowiedniego miejsca – kieruje się w stronę centrum, a jej wybór w końcu pada na dość elegancki, nowoczesny hotel. Pewnie ma elektroniczne zamki – ona by je złamała, ale zbirów z Audi nie podejrzewała o odpowiednie umiejętności.

Zaczekaj tu — mówi, gdy znajdują się już w lobby. Z zakrwawionym ramieniem za mocno zapadałby w pamięć. Podchodzi do recepcji. Nie ma czasu na zastanowienie – prosi o jeden dwuosobowy pokój. Potem przekonuje młodego recepcjonistę, że doniesie mu dokumenty, które zostawiła w pracy, ale z samego ranka specjalnie dla niego pofatyguje się do biura. Uśmiecha się i śmieje z własnego nieogarnięcia. Recepcjonista odpowiada śmiechem, wyrozumiale przyznając, że też potrafi być roztargniony. Podaje jej kartę. Helena mruga do niego na odchodne; spojrzeniem daje Percivalowi do zrozumienia, by ruszył za nią w stronę windy.

Gdy jej drzwi zamykają się za nimi, oddycha głęboko, odrobinę drżąco. Jeszcze trzyma się w ryzach; musi. Nie tylko zdaje sobie sprawę z tego, że musi jeszcze zachować spokój odpowiednio długo, by opatrzeć jego ranę – nie chce też znowu stracić przy nim kontroli nad sobą. Nie może sobie na to pozwolić.

Drzwi windy otwierają się, Helena wypada z niej, znowu bez wypowiedzenia jednego słowa. Odszukuje odpowiedni numer pokoju i otwiera drzwi.

Siadaj — mówi, rzucając na łóżko swoją torbę i odszukując w niej apteczkę. — I odsłoń ranę – dodaje tonem nieznoszącym sprzeciwu.

Percival Gardner
echo
to tylko forum jbc
46 y/o
NARRATORSKI PIESEK
182 cm
adwokat/partner w kancelarii Philips and Gardner LLP
Awatar użytkownika
i'm six feet under, like i'm buried alive
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiżeńskie
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjigłównie przeszły
postać
autor

trigger warning
still trochę krwi
Nie odezwał się więcej – ani wtedy, gdy sięgnęła do jego kieszeni po kluczyki, znajdując się niebezpiecznie blisko niego, ani gdy finalnie wsiedli do auta.
Normalnie nie wytrzymałby nawet minuty.
Jeszcze kilka godzin wcześniej rzuciłby coś o ustawieniu fotela, o tym, żeby nie wciskała gazu na zimnym silniku, albo że jeśli zarysuje felgi, wystawi jej rachunek. Cokolwiek. Byle kolejny raz dać Helenie do zrozumienia, że p r z e c i e ż nie nadawała się do prowadzenia tego auta. Byle zagłuszyć tę okropną ciszę.
Tymczasem siedział bezwładnie na fotelu pasażera, z głową opartą o zagłówek, naciskając na zwiniętą poszewkę, która po drodze zdążyła przesiąknąć krwią. Od czasu do czasu mocniej zaciskał szczękę, gdy samochód wpadał w nierówność, ale nie padło z jego ust ani jedno słowo.
Milczał.
W lobby zatrzymał się dokładnie tam, gdzie wskazała. Nie protestował, nie pytał, dokąd idzie ani co zamierza zrobić. Stał nieruchomo, ciężko oddychając, z opuszczoną głową. Ruszył dopiero, kiedy spojrzeniem dała mu znać, by poszedł w stronę windy.
Miał wrażenie, że każdy kolejny krok kosztuje go więcej od poprzedniego.
Kiedy weszli do pokoju, ledwie utrzymywał równowagę.
„Siadaj”.
Usiadł na skraju łóżka, pochylając się do przodu. Poszewka przykleiła się do rany.
„I odsłoń ranę”.
Powoli odsunął zakrwawiony materiał. Tkanina odkleiła się od rozciętej skóry; syknął cicho przez zaciśnięte zęby. Lewą ręką naciągnął wyżej rękaw czarnej koszulki. Każdy ruch wywoływał następną falę bólu.
Krew znów popłynęła swobodniej.

Zerknął przez ramię na Helenę i przez chwilę przyglądał się jej ruchom. Przekopywała apteczkę.
Szyć też potrafisz? — rzucił zgryźliwie. — Czy właśnie zostałem twoim królikiem doświadczalnym? — Westchnął. — Nie ufam ci.

Nie ufam ci.
Chyba pierwszy raz powiedział to na głos.

Nie, wcale nie czuł się lepiej. Po prostu nie mógł dłużej milczeć. A typową dla siebie złośliwością maskował fakt, że ta rana kurewsko go bolała. Poza tym… wciąż był na Peregrine wściekły.

helena peregrine
she
nie lubię postów tworzonych przez AI; jednostronnej inicjatywy; brania wszystkiego zbyt personalnie i nieodróżniania postaci od gracza
33 y/o
ZAANGAŻOWANA FOCZKA
165 cm
hakerka oraz informatyczka dla Toronto Police Service
Awatar użytkownika
Running with bulls
Working my miracles
Holding my world together with a boot string
Living the dream
Benzos and gasoline
Coffee and blue light screens till the morning
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkijakiekolwiek
typ narracji3os.
czas narracjiteraźniejszy
postać
autor

trigger warning
trochę krwi
Cisza jej nie przeszkadza. Wręcz przeciwnie – cisza to jedyny powód, dla którego jest w stanie znieść jazdę autem i windą; cisza pozwala na trzymanie się listy spraw do załatwienia, działać metodycznie i trzymać wszystkie swoje emocje uwięzione pod powierzchnią, tam gdzie było ich miejsce. Załatwić sprawy szybko i w milczeniu.
Zanim się uwolnią.

"Nie ufam ci".
Unosi lekko brwi. Nie ufa jej, a jednak dał jej zawieść się do hotelu i ani razu nie próbował odebrać jej kontroli nad sytuacją. Z drugiej strony – jest ranny, a ona przyznała, że będzie czuła odpowiedzialność, jeśli do tego dojdzie. Jeszcze z innej – czy on kiedykolwiek uwierzył w jej słowa? Obchodzi go cokolwiek, co nie dotyczy jego samego?

Nadal na niego nie patrzy, wyciągając z apteczki środek do dezynfekcji, chusteczki do sterylizacji, bandaż, gazę i tubkę super glue. Rzuca wszystko na materac.

Ostatecznie Helena dochodzi do wniosku, że to nie jej sprawa, czy Percival jej ufa, czy nie. Tak jest chyba najwygodniej.
Siada po jego prawej stronie.
No popatrz — mówi niby obojętnym, a jednak gardłowym tonem. Z goryczą. – Ja tobie też nie.
A jednak dotyk jej dłoni na jego ramieniu jest delikatny. Nie ma w sobie lekarskiej wprawy, ale przyzwyczajenie do troski już tak. Hellie omija okolice rany, minimalnie zmieniając ułożenie jego ręki, by mieć lepszy widok. Między jej brwiami pojawia się zmarszczka, gdy przygląda się uważnie długiemu i dość głębokiemu cięciu. Oddech ma płytki, praktycznie bezgłośny. Przynajmniej krwawienie nie jest już tak obfite.

Nie będę cię szyć — wyjaśnia, wycofując dłoń. Wraca rzeczowy ton, którym posługiwała się do tej pory. Nie chce dać się wciągnąć w dyskusję. Nie kiedy czuje, jak mieszanka sprzecznych emocji buzuje jej pod mostkiem.
Użyję tego. — Wskazuje na klej. — To bezpieczne. Nauczył mnie tego znajomy chirurg. Ale sprawdź sobie w internecie, jeśli mi nie wierzysz. — Nie zrobi przecież nic wbrew jego woli, a temu człowiekowi nie mieści się w głowie, że Peregrine mogłaby mieć jakiekolwiek kompetencje. Wstaje. — Tylko nie przez hotelowe wifi — dodaje pod nosem, kierując się w stronę łazienki. Musi o d e t c h n ą ć. Umyć ręce. Wziąć dwa czyste ręczniki.

Nie spieszy się.

Percival Gardner
echo
to tylko forum jbc
46 y/o
NARRATORSKI PIESEK
182 cm
adwokat/partner w kancelarii Philips and Gardner LLP
Awatar użytkownika
i'm six feet under, like i'm buried alive
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiżeńskie
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjigłównie przeszły
postać
autor

„Użyję tego”.
Parsknął cicho, ale zamiast zwyczajowego rozbawienia z jego gardła wydobył się tylko urwany syk. Nawet śmiech potrafił zaboleć. Kto by się spodziewał? Opuścił wzrok na tubkę kleju, z taką miną, jakby właśnie zaproponowała mu sklejenie zderzaka, a nie rany.
Dałby sobie rękę uciąć, że wykorzystanie kleju do sklejania ran widział wyłącznie na filmach. Ale co on tam wiedział, nie? Jeszcze tydzień temu siedział w swoim klimatyzowanym biurze, z widokiem na panoramę miasta, po godzinach popijając ulubioną whisky – p r a c u j ą c.
Teraz w ramach p r a c y jeździł po cuchnących grzybem motelach, odwiedzał strzelnice, śledził ludzi niewiadomego pochodzenia i toczył niekończącą się wojnę z Peregrine, którą najchętniej wsadziłby do powrotnego autokaru z przystankiem w Toronto.

Przecież się zgodził.
A wystarczyło powiedzieć jedno, krótkie nie.

Oczywiście, że nie sięgnął po telefon. Nie był idiotą. Choć podjudzanie się nawzajem mieli opanowane do perfekcji, naprawdę coraz bardziej brakowało mu sił. Inaczej kazałby jej wypierdalać z tym genialnym pomysłem. Sam fakt, że siedział na łóżku i pozwalał jej decydować, był chyba najbardziej przekonującym dowodem na to, jak kiepsko z nim było.
Westchnął ciężko, opierając lewą dłoń o udo. Przed oczami zatańczyły mu ciemne plamy. Zamknął powieki na sekundę, może dwie.
Nie ściągnęłabyś mnie tutaj, gdybyś mi nie ufała… — mruknął pod nosem, bardziej do siebie niż do niej.
Usłyszał szum wody w łazience. Odliczał kolejne sekundy. Im dłużej to trwało, tym gorzej się czuł.
Peregrine — uniósł głos na tyle, na ile pozwalało mu zmęczenie. Zrobił krótką pauzę. — Jak już skończysz kontemplować umywalkę, to weź się, kurwa, pospiesz, co?
Ostatni głębszy, w m i a r ę spokojny wdech.
Musiał się trzymać.
Prawda…?

helena peregrine
she
nie lubię postów tworzonych przez AI; jednostronnej inicjatywy; brania wszystkiego zbyt personalnie i nieodróżniania postaci od gracza
33 y/o
ZAANGAŻOWANA FOCZKA
165 cm
hakerka oraz informatyczka dla Toronto Police Service
Awatar użytkownika
Running with bulls
Working my miracles
Holding my world together with a boot string
Living the dream
Benzos and gasoline
Coffee and blue light screens till the morning
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkijakiekolwiek
typ narracji3os.
czas narracjiteraźniejszy
postać
autor

trigger warning
minimalnie krew i przekleństwa
"Nie ściągnęłabyś mnie tutaj, gdybyś mi nie ufała".

Słyszy go. Cały czas nasłuchuje przez uchylone drzwi. Ale to przecież nie jej sprawa.

Próbuje czekać, aż jej dłonie przestaną drżeć, ale szybko zaczyna wątpić, że to wydarzy się samo.
Nie chce pokazywać, jak bardzo ruszyło ją to, że został ranny – i to przez nią. Nie mówiąc już o tym, że musi go teraz skleić, m u s i przynajmniej jeszcze przez chwilę zachować opanowanie. Nie ma innego wyjścia.

Mhm, już. — To jej jedyna reakcja na jego pospieszające słowa. Wychodzi z łazienki tylko po to, by podać mu ręcznik, powiedzieć: — Przyciśnij jeszcze na chwilę. Piłeś, więc masz rozrzedzoną krew — i odejść w stronę mini baru, w którym szybko odnajduje whisky. Czuła ją wcześniej na oddechu Gerdnera i już wtedy była świadoma, jak bardzo sama potrzebuje procentów, których odmawiała sobie dla zachowania czujności.
Niemal opróżnia buteleczkę, zanim zdąża posumować ryzyko tego wyboru. na ten moment najważniejsze jest to, że drżenie staje się lżejsze. Odwrócona plecami do Percivala, oddycha głęboko, czując przyjemne palenie w przełyku. Chowa butelkę do tylnej kieszeni spodni. Jeszcze raz idzie umyć ręce, tym razem już w pośpiechu.

Musi dać radę.

Nie patrzy mu w twarz, gdy siada obok Percivala, wyjmując mu ręcznik z dłoni i ostrożnie odsuwając go od rany. Krwawienie ustało. Zmarszczka i tak pojawia się między brwiami Heleny. Mimo wszystko, nieźle się trzyma. Jej gesty są zdecydowane. Przykłada materiał poniżej cięcia i sięga po środek odkażający.

Zacznijmy od tego, że nie do końca cię tu ściągnęłam. — Nie miała zamiaru tego mówić. Plan był przecież taki, że to nie jej sprawa, miała załatwić sprawy w milczeniu i... — Sam zdecydowałeś, że musisz jechać do Edmonton ze mną. I mówiłam ci, i to wielokrotnie, żebyś wracał do Toronto — ciągnie. Spryskuje obficie ranę. — Po co to wszystko? Po co tu przyjechałeś? Czemu, kurwa, nie wróciłeś do Toronto? — Im dłużej mówi, tym więcej goryczy i poczucia winy wybrzmiewa w jej głosie, nieważne jak mocno próbuje temu zapobiec. Kącik ust drży, a ona ciągle nie patrzy. Jej wzrok jest wbity w rozrzedzoną krew, która ścieka na biały ręcznik. Delikatnymi ruchami osusza skórę dookoła rany.

Percival Gardner
echo
to tylko forum jbc
46 y/o
NARRATORSKI PIESEK
182 cm
adwokat/partner w kancelarii Philips and Gardner LLP
Awatar użytkownika
i'm six feet under, like i'm buried alive
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiżeńskie
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjigłównie przeszły
postać
autor

Przyciskał ręcznik do rany, obserwując Helenę spod półprzymkniętych powiek, odkąd odeszła w stronę barku. Nawet nie mruknął, kiedy wyciągnęła niewielką butelkę, ale przez moment poczuł niemal fizyczną zazdrość. Sam też miał ochotę się napić. Choćby po to, żeby stłumić ból, który pulsował przy każdym uderzeniu serca.
Był jednak wystarczająco przytomny, by wiedzieć, że w obecnym stanie alkohol tylko bardziej rozrzedziłby krew. Już i tak miał dość problemów z zatrzymaniem jej tam, gdzie powinna zostać.
Milczał, gdy wróciła i zajęła miejsce obok. Dopiero chłód środka odkażającego wyrwał z niego cichy syk. Zacisnął szczękę.
„Zacznijmy od tego, że nie do końca cię tu ściągnęłam”.
Prawie przewrócił oczami. Wolał, kiedy nic nie mówiła.
Spiął się jeszcze bardziej, gdy poczuł na ramieniu pieczenie.
„Po co to wszystko? Po co tu przyjechałeś? Czemu, kurwa, nie wróciłeś do Toronto?”.
A ty naprawdę myślisz, że gdybyś wyjechała sama, wszystko skończyłoby się o wiele lepiej? — odezwał się ostro. — Do reszty cię pojebało?
W odróżnieniu od niej, on nie odrywał wzroku od jej twarzy.
Dostrzegł nagłą zmianę tonu, którą wyraźnie starała się ukryć. Widział drżący kącik ust i miał wrażenie, że za kilka sekund Helena zacznie płakać.
Jeszcze tego mu brakowało – konfrontacji z jej łzami.
Więc zamiast się na tym skupiać, pozwolił, by wezbrała w nim większa złość.
Sądziłaś, że tak po prostu pozwolę ci wziąć sprawy w swoje ręce? Wiedząc, o co chodzi? Pomijając fakt, że gdybyś wszystko spierdoliła, przesrane miałbym też ja, naprawdę sądziłaś, że w pojedynkę poradzisz sobie najlepiej? — powtórzył, niemalże na nią warcząc. Musiał powstrzymywać się przed kolejnymi syknięciami. — To teraz wyobraź sobie, co by było, gdyby w tym motelu zastali ciebie, a nie mnie. Gdyby na górę weszła dwójka, a nie tylko jeden. — Zatrzymał podjudzone spojrzenie na jej oczach. — Mam ci szczegółowo opisać, co zrobiliby po kolei?
Sprawy o morderstwo nigdy nie kończyły się na samym trupie. Widział takich aż nadto, takimi między innymi się zajmował. Zostawiały po sobie ludzi gotowych kłamać, zastraszać, a jeśli trzeba było – zabijać ponownie. Percy dobrze wiedział, do czego zdolni byli ci, którzy mieli coś do ukrycia.
W jego oczach Peregrine wciąż była drobną kobietą, która uparcie pchała się tam, gdzie nie powinna. Ani umiejętność strzelania, ani Glock noszony w torbie nie zmieniały zbyt wiele. Zresztą… już wcześniej nie potrafił zostawić jej samej. Na długo przed tym, jak dowiedział się o broni, przestało chodzić wyłącznie o zamordowaną Torres.
Nie jesteś, kurwa, nieśmiertelna. Przejrzyj na oczy. — Słowa padły twardo. — Miałaś szczęście, że trafili akurat na mnie.
Brzmiało to dosyć arogancko. Jakby przypisywał sobie więcej zasług, niż powinien.
Nie zamierzał jednak powiedzieć tego, co chwilę później przyszło mu do głowy. Że równie dobrze to on miał szczęście, że zjawiła się w takim momencie.
Nie przeszłoby to Percy’emu przez gardło.
Więc schował tę myśl tam, gdzie chował wszystkie inne rzeczy, których nie potrafił nazwać: pod dumą i złością.

helena peregrine
she
nie lubię postów tworzonych przez AI; jednostronnej inicjatywy; brania wszystkiego zbyt personalnie i nieodróżniania postaci od gracza
33 y/o
ZAANGAŻOWANA FOCZKA
165 cm
hakerka oraz informatyczka dla Toronto Police Service
Awatar użytkownika
Running with bulls
Working my miracles
Holding my world together with a boot string
Living the dream
Benzos and gasoline
Coffee and blue light screens till the morning
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkijakiekolwiek
typ narracji3os.
czas narracjiteraźniejszy
postać
autor

trigger warning
przekleństwa
"Naprawdę sądziłaś, że w pojedynkę poradzisz sobie najlepiej?"
Śmieje się gardłowo, bez humoru. Sięga po klej. Jej dłonie nadal drżą, ale nie wpływa to znacząco na precyzję jej ruchów, gdy ponownie chwyta jego ramię.
Zawsze tak było, dlaczego teraz miałoby być inaczej? — odwarkuje. — Myślisz, że czuję się bezpieczniej w towarzystwie kogoś, kto lekceważy mnie na k a ż d y m jebanym kroku? — Kręci głową z niedowierzaniem. Zbliża twarz do jego ramienia; chłodne palce przesuwają się po skórze, gdy delikatnym ruchem zbliża do siebie krawędzi rany. Zaczyna powoli rozprowadzać klej na jej powierzchni. Stara się sprawiać mu jak najmniej bólu – co jest paradoksalne, bo jednocześnie ma ochotę mu przyjebać z haka na wątrobę.

"Mam ci szczegółowo opisać, co zrobiliby po kolei?"
Możesz sobie darować, bo wiem, co by zrobili, to nie jest, kurwa, moja pierwsza sprawa, ani nawet najtrudniejsza. — Jeśli próbował ją przestraszyć, to mu się nie udaje. Zwłaszcza że Helena nie tylko potrafi się bronić – przede wszystkim potrafi się ukrywać. Ten zestaw umiejętności – efekt uboczny sposobu, w jaki musiała spędzić swoje życie – sprawia, że jest naprawdę skuteczna w tym, co robi. Przestało jej przeszkadzać, że taki detektyw Rodwick czy komendant główny nie mieli poważania dla jej talentu i umiejętności, bo liczyła się tylko odznaka – ale w przypadku Gardnera nie może tego znieść. To, że obchodzi ją, co on o niej myśli, wkurwia ją jeszcze bardziej. — Tylko że mnie nie znaleźliby w najbardziej oczywistym motelu, szczególnie dlatego, że nie jeżdżę krzykliwym autem i nie zapadam ludziom w pamięć, bo nie obrzucam ich obsceniczną ilością forsy. I sprawdzam swoje otoczenie. Gdybyś słuchał tego, co do ciebie mówię, nic by się nie wydarzyło. — Z tego wszystkiego zapomina uprzedzić Percivala, że klej się nagrzewa, gdy zaczyna wiązać, ale przynajmniej kolejne syknięcie staje się sygnalem, że może nałożyć drugą warstwę.

"Miałaś szczęście, że trafili akurat na mnie."
Kącik jej ust też nadal drży, a kiedy w końcu podnosi wzrok na Percivala, dość jasnym jest, że to objaw trzymanej w ryzach furii.
S z c z ę ś c i e? — powtarza za nim gardłowo. — Myślisz, że miałabym s z c z ę ś c i e, gdybym przyszła o pięć minut za późno? Gdybym nie zorientowała się, że zostałeś w Edmonton? — Już wolałaby, żeby to ją znalazła dwójka z Audi. Tym bardziej, że wciąż jest przekonana, że dałaby sobie z nimi radę. Na chwilę wychyla się lekko w jego stronę. — Zastanów się czasem, zanim coś powiesz. — Słowa wiszą wibrująco w powietrzu, gdy Helena znów odwraca wzrok i przebiega opuszkami palców po zaschniętym już kleju. Sięga po bandaże z pozornym opanowaniem, ale jej oddechy są ciężkie.

Percival Gardner
echo
to tylko forum jbc
ODPOWIEDZ

Wróć do „⋆ Po Kanadzie”