p a n i c z
Szybko zawrócił mu w głowie. Nie należał do osób, na które Benjamin zwróciłby uwagę w klubie, na koncercie, gdzieś na jakiejś domówce. Zazwyczaj ciągnęło go do zupełnie innego rodzaju mężczyzn lub kobiet. Teraz jednak? Cieszył się, że miał możliwość poznawania go z zupełnie innej strony. Nie rozumiał, dlaczego aż tak ciągnęło go do tego, by go widzieć. Słuchać. Irytował go, to fakt, ale ta irytacja rozpływała się gdzieś w tle wraz z szybszym biciem serca. Z każdym
Benjaminem. Z każdym razem, gdy Kieran wypowiadał coś w złości po francusku albo wtedy, gdy przez sen wtulał się w niego, mówiąc w tamtym języku tak, jakby starał się powiedzieć komuś coś bardzo ważnego. Zadziwiał go. Benji chciał go poznawać. Chciał go słuchać, bo pomimo tych cholernie wkurwiających wymówek, tłumaczeń i oskarżeń, którymi groził mu Burreau, to cholera. Jego głos stawał się jednym z najbardziej uzależniających dźwięków, których chciał słuchać tak długo, jak tylko będzie miał możliwość. Thallman nie miał pewności, czy było to zwykłe zainteresowanie, czy już z a u r o c z e n i e, ale musiał powoli się o tym przekonać.
Nawet teraz, witając go w drzwiach, a chwilę później zmierzając w kierunku swojej sypialni, miał ochotę się z nim przedrzeźniać. Sprawiać, żeby ten mówił jeszcze więcej. Czy robił to specjalnie? Możliwe, że tak, ale zauważył, że im bardziej podjudzał Kierana, tym bardziej ten się otwierał, a Benjamin każde kolejne słowo, każdą uwagę zapisywał sobie w głowie, zostawiając mentalną notatkę. Uśmiechnął się na wspomnienie o Inez. Bardzo ją polubił, nawet jeśli widział ją tylko przez moment, gdy weszła do pokoju Burreau ze śniadaniem, a potem wtedy, gdy żegnał się z nią, wychodząc z domu królewicza.
- Lubię Inez - mruknął tylko, zerkając na blondyna. A w kwestii żywieniowej? Benjamin nie był ślepy. Widział, że blondyn był szczupłej postury, a poza tym przecież nie chciał jeść babeczki, wtedy w kawiarni. Wiedział tylko, że będzie musiał zwracać na to większą uwagę. Bardziej szczegółową. Ale kto wie? Może to była ta dieta, którą posługiwali się bogaci ludzie, hm?
- Tak, a napój gazowany to śmierć w puszce - dodał z nadzieją, że Kieran nie przestanie mu odpowiadać.
Podrapał się po głowie, przyglądając się chłopakowi, który rozglądał się po jego pokoju.
- Słuchaj, i tak trochę ogarnąłem, było gorzej - parsknął śmiechem. A przez ogarnięcie oczywiście miał na myśli wepchnięcie wielu ciuchów do szafy po drugiej stronie pokoju, na którą zerknął z nadzieją, że Burreau nie podkusi się, żeby szukać
fauna z Narnii XD. No ale nieważne. Już sobie wygodnie leżał na łóżeczku.
- Ale lubię twoją powagę, uziemia mnie - uśmiechnął się pod nosem. Przyglądał się Kieranowi, który analitycznie podchodził do kwestii usiedzenia swojego zgrabnego kuperka obok niego. Serio wyglądało to tak, jakby zastanawiał się, czy powinien. Jezu, potrafił momentami sprawić, że człowiek czuł się, jakby co najmniej walił na kilometr.
Ugh. Benjamin uniósł ręce ku górze w geście samoobrony.
- Skończ z tym molestowaniem, Burreau, bo serio zacznę myśleć, że masz jakąś chorą fantazję. Nie mam zamiaru cię gryźć, ani całować, ani dotykać, ani przytulać. Happy?- Przewrócił oczami, choć przez moment przypomniało mu się, jak blondyn wtulał się w niego ostatnim razem, gdy się widzieli. Eh. Przyglądał się, jak Kieran ściągał marynarkę, jak zostawał w samym podkoszulku i cholera jasna. Bardzo mu się podobał. Gdyby Benjamin mógł chociaż w namiastce pokazać Kieranowi, jak na niego działał... ale musiał się zachowywać, no nie?
KUMPLE.
TYLKO KUMPLE.
Poczuł chwilowy ścisk w żołądku i suchość w gardle, gdy przez moment jego oczy zatrzymały się na jasnych tęczówkach blondyna, kiedy trzymał swoją dłoń na jego. Był to niewinny gest, nie miał zamiaru nic robić. Chciał szanować jego przestrzeń, ale cholera… jego wzrok chwilowo zjechał po twarzy Kierana, zatrzymując się na jego ustach, zanim stwierdził, że najlepszą metodą na to wszystko będzie najzwyczajniejsze wycofanie się.
- Mhm, tak - odkaszlnął, opierając się o ścianę. Jeszcze w tym samym czasie przysunął bliżej siebie opakowanie żelek i wsunął sobie jedną do buzi, żeby jakoś trochę się rozkojarzyć kwaskowatością rozprowadzającą się w jego ustach i na języku.
Kurwa, uroczy jest.
Pomyślał, znowu przeklinając na siebie w głowie, ale tylko zerknął na ekran, kliknął menu główne i możliwość wyboru postaci. Przejechał wzrokiem po różnych opcjach i uśmiechnął się do siebie, widząc idealną opcję dla Burreau.
- Dobra, weź Liu Kanga - rzucił, klikając kilka razy padem, zanim zerknął na Kierana z rozbawionym uśmiechem.
- Jest szybki, ma jakieś fireballsy, kopie ludzi z półobrotu i chyba najbardziej przypomina mi kogoś, kto wierzy w dyscyplinę, honor i takie tam pierdololo, coś dla ciebie. - Sam przewinął postacie dalej, aż zatrzymał się na Johnnym Cage’u i od razu parsknął pod nosem.
- A ja biorę jego, bo jest przystojny i robi z walki przedtsawienie. Czyli basically ja, tylko ma więcej hajsu i gorsze włosy. - Oparł się wygodniej o ścianę, obracając pada w dłoniach.
- Wydaje mi się, że Liu będzie w miarę prosty i łatwo będzie ci wychwycić jego umiejętności - uśmiechnął się, naciskając start gry. Licznik zaczął schodzić.
Trzy.
Dwa.
Jeden.
- Przygotuj się, Burreau, bo nie dam ci forów - parsknął, przesuwając swoją postać bliżej jego i uderzając ją. Po chwili jednak po prostu zaczął nią skakać, czekając na ruch Kierana. Chciał, żeby dobrze się bawił i nie stresował, więc był skłonny dać mu się pokonać. Może raz.
What an honourable man, eh?
Kieran