i can lick my wounds, I can make amends
i can say my prayers, I can bow my head
ż y w i o ł o w y
i
d z i k i
Wow. Cholera, no Burreau nie przestawał go zadziwiać. Jak już Benjamin myślał, że rozgryzł skubańca, to ten bah, zaskakiwał go czymś innym. Nie żeby nie podobało mu się to określenie, ale wolałby, żeby nazywano go tak w łóżku na przykład, a nie w codziennym życiu. W takowym był raczej błyskotliwy i cholernie przystojny, z zajebiście bujnymi włosami, które robiły rzeczy zarówno płci pięknej, jak i tej trochę mniej pięknej. Poza tym jego twarz sama w sobie nie była brzydka, według niego, ale też według multum ludzi, z którymi spał. No i nawet można było tu przytoczyć niejakiego Felixa, który wił się pod ciałem Benjiego jakiś czas temu. Kurde, nie powinien myśleć o chłopaku, z którym przespał się tylko dlatego, żeby nie myśleć o chłopaku, który teraz przyszedł go odwiedzić, no nie?
Boże, co za matematyka.
Anyways, postanowił tego nie komentować, żeby nie wdawać się w dalsze dyskusje. W jakąś kurewsko długą epopeję na bazie ted talku, który Kieran miałby do wypowiedzenia, dlaczego Benjamin musiał zrozumieć jego punkt widzenia, zgodzić się z nim i dojść do wniosku, że był właśnie taki, a nie normalny. Bla, bla, bla, yadda yadda, jakieś inne srololo, no nie? Jak chciał tak o nim myśleć, niech mu będzie. Miał ochotę machnąć ręką, ale zaraz tamten by go oskarżył, jak nie o molestowanie powietrza XD, to o przemoc. Również powietrza, ale szczegóły, eh? No więc skupił się na milszej części konwersacji, a mianowicie na tym, że był zaproszony na dobre jedzonko do posesji panicza. Zamku, per say.
Czemu on zawsze musiał rujnować idealny moment?
you glow in the chemical light
Benek zapowietrzył się, marszcząc nos. Cholera, wyglądał pewnie jak jedno z tych
dzieciaków z gifów, które wpierdalało bułkę czy cholera wie co, naburmuszone czymś. No właśnie tak czuł się teraz Thallman. NALEŚNIKI NA ŚNIADANIE? No kurwa, obraza stanu.
- Burreau, jesli nigdy nie jadłeś naleśników na kolację, to muszę kiedyś ci je zrobić - rzucił, patrząc na niego z pełną powagą.
- Jeżeli spróbujesz mojego specjału, odmieni ci to życie i całe spojrzenie na świat.- a po chwili, jak już mentalnie się uspokoił, zerknął na Kierana spokojniejszym spojrzeniem.
- Hmm, może z pieczarkami? Jakimś mięsem? Nie wiem, niech mnie czymś zaskoczy, zjem wszystko - podrapał się po głowie. Tak naprawdę dosłownie lubił mieszankę wszystkiego. Jak za starych czasów, kiedy Albert robił im kolację z tego, co akurat było pod ręką, gdy wszystko się posypało. Wrzucał multum rzeczy, które mieli w lodówce i które zaraz miały się przeterminować, sypał wszystko serem, a potem objadali się tym przy stole, odczuwając chociaż namiastkę normalności.
yeah, we glow in the chemical light
from that look in your eyes
- Negatywne emocje rozładowuję przeważnie na gitarze - mruknął pod nosem, a chwilę później tylko zmarszczył brwi i westchnął głośno. Nie miał ochoty rozmawiać o agresji. Przeważnie nie był agresywny, ale ostatnimi czasy faktycznie tliło się w nim cholernie dużo negatywnych emocji. Przede wszystkim takich, które zagłuszały wszystkie głosy w jego głowie. To wszystko było związane z diagnozą, z faktem, że się bał, a jedynym sposobem, który znał, żeby wyrzucić to wszystko z siebie… niestety była złość.
- Raczej nie - odparł tylko, mając nadzieję, że tamten nie będzie zbytnio drążył tematu. Siedział i słuchał Kierana, gdy ten otwierał się przed nim. Co prawda nie musiał słyszeć szczegółów o mordercach, ale widział, z jakim entuzjazmem Burreau mu o tym opowiadał.
-Dobrze, Burreau, nie będę mógł się doczekać, aż zobaczę cię pod wpływem skomplikowanych emocji - rzucił.
Na przykład wtedy, jak w końcu się we mnie zakochasz. Ale tego już nie dopowiedział.
u w i e l b i a ł
to, z jakim zawzięciem Kieran grał i naciskał przyciski na padzie, serio rozkojarzało to Benka, no cap. Pomimo oryginalnego zamiaru, że po prostu da mu się pokonać, coraz częściej łapał się na tym, że przyglądał się jego profilowi. Tym blond kosmykom. Temu, jak dobrze wyglądał w aktualnym outficie. Cholera. Podobał mu się. Odetchnął poniekąd z ulgą, że Kieran nie rzucał w jego kierunku żadnych obelg.
- To dobrze, a w kwestii nauki, to może kiedyś się skuszę - uśmiechnął się do niego. Bał się zgadzać na cokolwiek. W końcu niedługo nawet nie będzie w stanie fonetycznie odwzorować słów, bo nie będzie nic słyszał. Uśmiechał się pod nosem, gdy powiedział Kieranowi, że przegrał i tyle, ale jego serce zaczęło bić ciut mocniej, kiedy ten ciągle mówił w sposób, jakby planował z nim więcej spotkań.
- Czyli jednak będziesz chciał mnie częściej odwiedzać? - uniósł brew.
- Obawiam się, że będę musiał zacząć ci odmawiać, bo nie chcę, żebyś znał wszystkie moje zagrania - zaśmiał się pod nosem.
Po chwili rzucił pada na bok.
- No dobrze, sprawdzimy twoje zdolności rajdowe, jak coś zjemy. - Sięgnął po telefon, sprawdzając apkę, żeby zamówić pizzę. Zerknął na chłopaka.
- Dobra, to zamówimy pół hawajskiej, pół pepperoni z pieczarkami. - Czy wspominaliśmy już, że Benjamin uwielbiał pieczarki? Wstukał pizzę, dodał jeszcze side chicken popcornu i zamówił też ulubioną pizzę Clementine i Alberta, w razie gdyby zgłodnieli. A Albert ze swoją wcale nie koleżanką prawdopodobnie zgłodnieją, no nie? Podniósł się z łóżka.
- Zaraz wrócę z herbatą. - Zostawił Kierana samego u siebie w pokoju i zbiegł do kuchni. Wyciągnął swój ulubiony kubek z kotami, wrzucił do niego torebkę herbaty i po kilku minutach zalał ją wodą. Zaczął śmigać z powrotem jak szalony, o mało nie wypierdalając się na schodach, ale po chwili wparował do pokoju i położył herbatę na parapecie.
- Proszę, panniiii... - zatrzymał się, a tak na dobrą sprawę to w ostatniej sekundzie ugryzł się w język.
- Proszę, Kieran - poprawił się ciszej. Zerknął na niego, po czym chwycił swoją gitarę i usiadł blisko niego, ale bokiem, żeby móc na niego patrzeć.
- Pizza powinna być za pół godziny - mruknął, przesuwając palcami po strunach, zanim uniósł spojrzenie by zatrzymać je w niebieskich tęczówkach Kierana.
- Chcesz usłyszeć jakiś cover?
now all we do is glow,
i'll remember how you glow
Kieran