przekleństwa, agresja, przemoc
Jeszcze pół roku temu Madox po prostu wskazałby jednego z gnojków, pewnie chłopaka, a może Anę? W końcu to był jej pomysł, a potem spokojnie poczekałby aż wywloką go z magazynu i znikną. Sam schowałby ręce do kieszeni i odszedł, nie przejmowałby się tym, że w tym momencie wydałby wyrok, na którego z tych dzieciaków. Bo wolałby na nich niż na siebie.
Wiedział to, czuł jak lufa pistoletu wbijała mu się w brzuch i czuł, że Rodrigo nie miałby problemu z tym, żeby pociągnąć za spust.
A potem poczuł, jak mięśnie na karku mu się spinają, kiedy odezwała się Pilar. Zwalczył w sobie chęć odchylenia do tyłu głowy, prychnięcia, po prostu stał niewzruszony przed Rodrigo.
Zerknął na Anę, kiedy Pilar ją szarpnęła, chyba wiedział w co grała. On też nienawidził, kiedy ryczały. I pół roku temu sam by jej za to pewnie wyjebał, ale kurwa. Teraz dużo rzeczy się w nim zmieniło, a wszystko za sprawą tej pyskatej brunetki, która stała za nim.
Madox znał Rodrigo, znał też Pająka, i musieli mieć dzisiaj nad wyraz dobre humory, że nie kazali się dziewczynie zamknąć, że już za to nie oberwała w twarz, aż by się nie uciszyła.
Dobre, albo może wręcz przeciwnie?
Dopiero kiedy Rodri odezwał się do Pilar, Madox się ruszył, zrobił krok w jego kierunku mocniej wbijając sobie lufę w podbrzusze.
-
Ona nie - warknął Madox, a Rodrigo pokręcił głową z paskudnym uśmiechem, i może by coś powiedział, ale odezwała się Pani Noriega. A kiedy jej piękne, czekoladowe oczy odnalazły te jej męża, zupełnie już czarne, to Madox pokręcił głową. Nie chciał, żeby wdawała się z nimi w dyskusję, bo jak on nie bał się pyskować do Włochów, Rusków, czy innych Latynosów, to do nich... Bał się?
Nie. Ale po prostu wiedział, że tu nie odwrócą uwagi gadaniem, a tylko bardziej ich rozsierdzą.
Rodri patrzył na Pilar, kiedy się do niego odezwała, a w pewnym momencie oblizał lubieżnie wargi. Madox drgnął i w każdych normalnych warunkach już by mu wyjebał. Prosto kurwa w ten obleśny ryj. Ale poczuł jak pistolet mocniej wbija mu się w bok, kurewsko mocno. Nie skomentował zaczepki wąsacza, co było dziwne, bo przecież Madox nie przechodził koło takich okazji obojętnie, ale nie z tymi ludźmi. Tutaj nie było miejsca na żarty. I zaraz się o tym przekonali, kiedy Rodrigo zabrał pistolet, odwrócił się do Noriegi i spojrzenie wbił w jego oczy, a potem kazał mu wymierzyć karę. A mogli już być na zewnątrz z rękami w kieszeniach pakować się do samochodu i stąd odjechać. A teraz co?
A teraz kurwa nie obędzie się bez krwi na rękach. Na jego rękach.
Rodri wyciągnął w jego kierunku spluwę, był tak pewny, że oddawał mu swoją broń. Pewnie każdy z nich miał po kolejnej ukrytej pod marynarką. Możliwe też, że nie byli tu sami. Madox wiedział, że jeśli próbowaliby cokolwiek odwalić, to by ich zdjęli, całą jebaną czwórkę, bez mrugnięcia okiem.
Spuścił czarne spojrzenie na wyciągnięty w jego stronę pistolet.
-
Wiesz, że nie lubię broni Rodrigo - rzucił, a Pająk parsknął.
Rodri za to pokiwał głową chowając sobie pistolet z tyłu za pasek od spodni.
-
Wiem, przyjacielu... Ale to wcale dobrze o tobie nie świadczy, że nie podszkoliłeś się w strzelaniu... Ale nie ma to jak stara szkoła, nie Madox? - schylił się podwijając nogawkę eleganckich spodni, a z pokrowca, który nosił na łydce wyjął wojskowy nóż. Przerzucił go z jednej ręki do drugiej, a zaraz odwrócił w kierunku Noriegi, tak, że rękojeść wystawił w jego stronę, a ostrze skierował w swój brzuch. Jedno pchnięcie, tyle by wystarczyło.
Cały czas go testował. Sprawdzał. Czy Madox nie jest zdrajcą.
Skoro. Kurwa. Wziął jebany ślub z policjantką. Wiedzieli, na pewno to wiedzieli. O przekazaniu kasy też wiedzieli, obserwowali go. Madox doskonale o tym wiedział, bo nawet się z tym kurwa nie kryli. Od kilku dni jeździł za nim czarny SUV, czasem go gubił, ale... Czuł ich obecność. A najbardziej pojebane było to, że to wcale nie oni robili im zdjęcia. Ile kurwa było na tym świecie, w tym jebanym Toronto ludzi, który chcieli im zrobić krzywdę?
Wychodzi na to, że w chuj, więcej niż im przychylnych prawdopodobnie.
Wyciągnął rękę i chwycił nóż układając go sobie w dłoni.
Rodrigo odwrócił się do dzieciaków, ale najpierw spojrzał na Pilar, chociaż już wiedział, że jej Madox by nie dotknął, już wiedział, że to ona była dla niego
najważniejsza. Znowu się do niej uśmiechnął, a potem spojrzał po małolatach.
-
Wybierz sobie - wzruszył ramionami. Ryczeli już oboje i Ana i jej kolega.
-
On - rzucił beznamiętnie Madox wskazując podbródkiem na chłopaka. Nie spojrzał na Pilar, nie mógł na nią spojrzeć, bo przecież wyobrażał sobie jej minę. Przecież doskonale wiedział, że ona tego nie popiera. Że zaraz by mu to wyrzucała...
Ale KURWA.
Musiał to zrobić, nie miał wyjścia. Nie teraz kiedy chciał wchodzić z Luną w układy, kiedy chciał się do niego zbliżyć. Jakieś jebane gnoje, które chciały wykorzystać Almę mu tego nie spierdolą. Na pewno nie dzisiaj.
Pająk podszedł do chłopaka i zacisnął wielką łapę na jego bluzie na karku, szarpnął go bliżej przyduszając własnym ubraniem.
-
Palec? - zapytał Rodri, a Araña szarpnął chłopaka za rękę wyciągając jego dłoń wyżej -
czy ucho? - pytał dalej Rodrigo, a Pająk szarpnął dzieciaka za ucho tak mocno, że poszła mu krew, spłynęła po pucołowatym policzku.
-
Twarz - rzucił chłodno Madox.
-
Tak myślałem, jednak niektóre upodobania się nie zmieniają - Rodrigo pokręcił głową. A Pająk zacisnął palce na ciemnych lokach chłopaka i odciągnął jego głowę na bok, odkrywając jego upstrzony pryszczami policzek. Noriega poprawił w dłoni nóż, jeśli zrobi odpowiednio płytkie cięcie, to nie zostanie mu nawet blizna. Musiał po prostu go drasnąć, tyle wystarczy. Liczył na to.
Zacisnął wytatuowane palce na żuchwie dzieciaka, który zaczął się szarpać, ale Pająk się nie zawahał, zamachnął się i go kopnął.
I dopiero teraz Madox wyrwał się do przodu.
-
Zostaw... Bo ręka może mi się omsknąć - warknął przez zaciśnięte zęby, ale Pająk nie cofnął się nawet na pół centymetra. Stali na przeciwko siebie jak te dwa wściekłe psy, gotowe skoczyć sobie do gardeł.
-
Panowie, kończmy to - wtrącił jak gdyby nigdy nic Rodrigo.
A Madox... zrobił to co musiał. Starał się to zrobić płytko, tak, żeby nie zostawić mu blizny, ale nie wiedział na ile mu się to udało. Dzieciak się szarpał, krzyczał, jego krzyk niósł się echem po magazynie. Pająk trzymał go mocno. A Noriega wyciął mu na policzku znak
X, skóra pękała z łatwością pod naporem ostrego jak brzytwa ostrza, a krew polała się po twarzy i szyi dzieciaka.
Rodrigo patrzył na to z dziką satysfakcją. A kiedy Madox skończył i cofnął ostrze, podszedł do niego i poklepał go po potylicy.
-
Dobrze Madox, wiedziałem, że jeszcze będą z ciebie ludzie - wyciągnął rękę po nóż, a Noriega oddał mu go posłusznie. Wciąż na nią nie patrzył, nie umiał, nie chciał. Nigdy nie chciał, żeby widziała go w takiej sytuacji, kiedy pochylał karku pod jakimiś gangusami, kiedy był im posłuszny, ale nie miał wyjścia. Nie dzisiaj.
Pająk pchnął chłopaka na ziemię.
Rodrigo jeszcze obejrzał się na Pilar, jeszcze posłał jej kolejny obrzydliwy uśmiech.
-
Liczę, że jeszcze się spotkamy - odezwał się do niej -
my na pewno Madox, dwanaście godzin, pamiętaj - poklepał Noriegę po ramieniu, a zaraz go wyminął i razem z Pająkiem ruszyli do wyjścia z magazynu.
Tuve que hacerlo.