28 y/o
Welkom in Canada
182 cm
International Affairs Specialist at Northland Power
Awatar użytkownika
.♱⋆cigarettes after sex⋆♱.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowy
czas narracjiprzeszły
postać
autor

W żadnym wypadku nie uważał jej za zwykłą osobę. To raczej była jedna z tych rzeczy, która wydawała mu się pewna już od pierwszej chwili, gdy ją zobaczył. Zrobiła na nim cholernie duże wrażenie. Ebenezer Scrooge z rodziny Marshalli w końcu odnalazł coś, a raczej kogoś, kto rozgrzał jego zlodowaciałe serce. - Nigdy - sprostował, zanim posłał jej ciepły uśmiech i wzruszył ramionami. - Na pewno nie mojej starszej siostry ani ojca - parsknął pod nosem. Tfutfutufu, nie chciało mu się nawet o nich myśleć.

Będąc już na miejscu, trzymając ją w talii i wpatrując się w nią, przymknął oczy, gdy poczuł jej czułe wargi muskające płatek jego ucha. Zacisnął palce na jej drobnym ciele i odparł, - bene, allora, perché starai ancora con me per qualche giorno - uśmiechnął się. - spero di non stancarti. - Wsuwając dłoń w jej włosy, pociągnął je delikatnie do tyłu, by odsłonić jej łabędzią szyję. Przejechał po niej nosem, zanim złożył na niej kilka krótkich pocałunków.

Uśmiechnął się pod nosem, przyglądając się jej rozpromienionej buźce i temu, jak cholernie podekscytowana wyglądała. No i jak on miał jej odmówić, gdy była teraz tak przeurocza, hm? Był tylko jeden problem. Przecież chodził o lasce, więc za żadne skarby nie dałby rady prowadzić auta, lol. No ale nie mógł przecież zniszczyć tych planów, co nie? Zresztą, do cholery, znajdowali się we Włoszech, stolicy vesp, right? - Umiem, ale raczej nie nadam się na twojego kierowcę, chyba że chcesz się gdzieś rozbić przez kalekę - odparł, wyciągając telefon i znajdując pierwszy lepszy salonik z tymi oldschoolowymi pojazdami. Wzięli taksówkę, w której starał się nie przesadzać z ilością pocałunków rozsypywanych na jej szyi. Jeszcze miał misję do odhaczenia, hm?

Kiedy znaleźli się pod salonem, poprosił ją, żeby zaczekała na zewnątrz, po czym wszedł do środka. Dosłownie zajęło mu to może z piętnaście minut. Wejść, wybrać i kupić vespę. Nie chciał bawić się w żadne wynajmowanie, a tak przynajmniej mógł wesprzeć jakiegoś lokalnego dziadka, który sprzedawał skuterek. Kupił kaski i podszedł do Eleny, gdy czekała na zewnątrz. Założył jej jeden z nich, zapiął pasek pod brodą i przez chwilę patrzył na jej piegi oraz brązowe ślepka. - Całe szczęście vespy mają gaz w kierownicy - parsknął śmiechem, po czym sam założył kask. - Italian experience, eh? - Uniosł brew, mając nadzieję, że nie zabrzmiało to w żaden sposób dyskryminacyjnie. No nie chciał jej podpaść. Po chwili właściciel podjechał zakupioną vespą, którą wcześniej dla nich zatankował. Caspian zasiadł na miejscu, wpatrując się w Elenę. - To co, gotowa? - podał jej telefon, zerkając na nią spod kasku, - Wpisz adres, a ja nas zawiozę. - Dobra, może nie było to najbardziej męskie rozwiązanie, ale chciał zrobić z nią coś czego nie dokonałby się w Kanadzie. Nie byłoby szans, żeby zdecydował się poruszać po zwariowanych ulicach Toronto na takowym skuterku z kobietą przylegającą do jego ciało, no fucking way... Poza tym będą mieli piękne widoki po drodze, wiatr we włosach... pocztówka z wakacji jak ta lala.
Brzmiało jak plan idealny.
W momencie, gdy Elena wpisała adres, Caspian szybko wyszukał hotel w pobliżu wybrzeża i zamówił taksówkę tam, gdzie miały zostać zapakowane ich walizki oraz jego laska, no bo nie mógł pozwolić, że zostaną tutaj porzucone na pastwę losu. Wszystko miało dotrzeć na miejsce przed nimi, a on chciał zatrzymać się po drodze w jakimś ładnym miejscu, popodziwiać widoki, zjeść coś dobrego, byleby tylko ujrzeć ten uroczy uśmiech na jej twarzy. - Vieni, mia bella - rzucił, klepiąc lekko miejsce za sobą. - Jak będziesz grzeczna, to może pozwolę ci prowadzić.

𝓶𝓲𝓪 𝓭𝓸𝓵𝓬𝓮𝔃𝔃𝓪
27 y/o
DEATH IN BLOOM
164 cm
primabalerina | The National Ballet of Canada
Awatar użytkownika
crimson teardrops falling like rain on the shore, decimated all of my dreams I used to adore
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Z a p o m n i a ł a.
Nie miała żadnego doświadczenia w żadnym z tych rejonów - ani w prowadzeniu samochodu, ani w codziennej egzystencji wspieranej laską. Nie pomyślała nawet, że mogłoby to w czymkolwiek utrudniać mu komunikację, co było bardzo nie w jej stylu. Bo czy Santorini nie miała wszystkiego doskonale przemyślanego?
Nie zdążyła jednak się wytłumaczyć, jak i ukryć nagłego zmieszania, które z pewnością wymalowało się na jej twarzy. Nim zdążyła zrobić cokolwiek, porwał ją dalej, do pierwszej, lepszej taksówki - a tam w stronę wybranego przez siebie punktu.
Cel nie do końca miał w tej chwili jakiekolwiek z n a c z e n i e.
Liczyła się tylko droga. Męskie dłonie wędrujące po jej udach wewnątrz gorącego pojazdu, rześki wiatr wpadający przez uchylone okna rozwiewający jej włosy. T o powietrze, które znała, którym nauczyła się oddychać i którym teraz potrafiła się zachłysnąć, jak niektórzy ludzie wychowani w miastach potrafili zrobić to wyłącznie w górskich szczytach.
Rozgrzana od emocji i rozpierającego ją od środka szczęścia, którego nie doznała od ostatnich miesięcy, niemal z niechęcią wyrwała się z wnętrza taksówki do rzeczywistości i dopiero wtedy zmarszczyła brwi, rozglądając wokół z zaciekawieniem.
- Dio mio - szepnęła, gdy na jej głowie wylądował kask. W jej sercu rozbrzmiała sprzeczność - z jednej strony widok niewinnej vespy budził w niej irracjonalny strach przed wypadkiem, w drugim coś w niej zmiękło gdy to mężczyzna nałożył na jej głowę kask i niemalże z czułością go zapiął. Nie pamiętała, by ktoś ostatnio zrobił dla niej coś takiego.
Nie pamiętała, by komukolwiek wcześniej na to pozwoliła.
- Nie zabijemy się na tym? - spytała z wahaniem, obserwując maszynę, którą Marshall k u p i ł, od tak, jakby kosztowała parę groszy, które wyskrobał z wnętrza portfela. Było to na swój sposób absurdalne, a na inny - znajome, choć jej ojciec nie szastał pieniędzmi w tak szalony sposób.
Wstukała adres, zabierający ich na wybrzeże. Widziała tam odizolowaną zatoczkę, w której znajdowało się parę bardziej kameralnych hoteli - a także luksusowych domków na wodzie i jachtów. Nie miała pojęcia, na co miałby ochotę Marshall a choć zostawiał decyzję jej, Santorini, wybrednej i przyzwyczajonej do określonego standardu, nagle było wszystko jedno.
- Jeśli ja poprowadzę, na pewno umrzemy - wymamrotała, z wahaniem zajmując miejsce za nim. Oplotła go szczelnie ramionami, a gdy ruszył, z jej ust wydobył się bardzo dziewczęcy, a przy tym bardzo żenujący pisk.
Jechała kiedyś na motorze Vance'a. Była pewna, że to doświadczenie będzie podobne - że będzie nieustannym wrażeniem serca podjeżdżającego jej do gardła i wczepianiem się w męskie ubrania w płonnej nadziei, że to wszystko się skończy.
Tym razem tak nie było.
Gdy ciepły wiatr uderzył w jej twarz, ostrożnie wychyliła swoją głowę, wcześniej wtuloną w plecy prowadzącego mężczyzny. Jeszcze wolniej uchyliła szerzej powieki, wcześniej zamknięte w jakiejś irracjonalnej panice przed dostaniem się do nich owadów lub czegoś.
Jej usta wreszcie rozchyliły się w szerokim grymasie, a zza nich, w stronę Włoskiego krajobrazu, wyrwał się pełen radości śmiech.
- Sei un pazzerello, cucciolo - wykrzyczała przez wiatr, odrywając jedno z ramion oplecionych szczelnie wokół niego, ostrożnie, z trwogą, ale pragnąc unieść rękę w górę, poczuć wiatr przemykający między palcami. - Non so se riesco a stare al passo.

quello pazzo
28 y/o
Welkom in Canada
182 cm
International Affairs Specialist at Northland Power
Awatar użytkownika
.♱⋆cigarettes after sex⋆♱.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowy
czas narracjiprzeszły
postać
autor

up on melancholy hill...

o g r a n i c z e n i e

które momentami narzucała mu kontuzja nogi, nieraz doprowadzało go do szału albo sprawiało, że czuł się po prostu less. W towarzystwie Eleny, podczas bycia z nią, wcale nie odnosił jednak wrażenia, że nie widziała w nim mężczyzny tylko przez to, że poruszał się o lasce, szedł wolniej albo czasami naprawdę musiał skupić się na sile w nogach, żeby usadowić ją sobie wygodniej na kolanach, ułożyć pod sobą i w pełni napawać się jej drobnym ciałem. Nie mógł się nią n a c i e s z y ć.
Ciągle chciał więcej… cholernie więcej.
Czuł nieodpartą potrzebę upewniania się, że ten perlisty uśmiech nie będzie schodził z jej twarzy, a gdy tylko chwilowy grymas pojawiał się na jej buzi, od razu chciał wiedzieć, co było jego powodem. Sposób, w jaki coś zrobił? Jak ją dotknął? Powiedział coś nie tak? Coś niestosownego? Nie miał wprawy w związkach, ba, nigdy w żadnym nie był, a teraz, zapinając kask pod jej podbródkiem i wpatrując się z góry w jej długie, czarne rzęsy oraz piegi rozsiane na wzgórku nosa, kurwa. Chciał, żeby była już tylko jego. Coraz częściej łapał się na tym, że chciał ją o to zapytać. Nawet teraz słowa aż wpychały mu się na koniec języka, żeby po prostu powiedział jej, żeby była jego. Tylko czy właśnie miał jej to powiedzieć? Czy miał poprosić? Dać jej kwiatka? Kartkę z napisem - Czy będziesz moją dziewczyną? Wybierz tak, jeżeli się zgadzasz, albo cholera tak, no bo przecież nie było szans, żeby miała powiedzieć nie. Nie brał nawet takiej możliwości pod uwagę. Elena Santorini, choćby miała odciągać go od siebie siłą, rzucać najokrutniejszymi słowami w jego kierunku i odpychać go od siebie… on się nie ruszy. Wyciągnie ramiona, zamknie ją w silnym uścisku i uświadomi jej, że czegoś takiego jak odwrót nie było już ani w jej, ani w jego kartach.

Uśmiechnął się, pstrykając lekko w jej kask, po czym mruknął, - Nie wierzysz w moje zdolności manualne? - uniósł brew, nachylając się do niej. - A myślałem, że całkiem dobrze sobie radziłem ostatnio w mojej sypialni. - no sorry, był mężczyzną. Myślał tylko o jednym, po czym cmoknął ją w szyję. Chwycił telefon i ułożył go tak, żeby mieć przed sobą trasę, którą mieli jechać. Wsiadł na vespę i spojrzał na nią, parskając pod nosem. - Morire insieme a te in questo preciso istante è un vero piacere, mia ballerina - odparł, czekając, aż jego towarzyszka usiądzie za nim i mocno obejmie go dłońmi wokół pasa. - Trzymaj się mocno! - Krzyknął trochę głośniej, śmiejąc się, gdy usłyszał jej pisk, po czym ruszył w kierunku wybranej lokalizacji.

Włochy były zupełnie innym światem niż zatłoczone Toronto. Nawet powietrze było tutaj inne… słońce, choć przecież wszędzie dokładnie takie samo, wydawało się inne. Był tutaj już kilka razy, ale dopiero teraz naprawdę dostrzegał piękno tego kraju. A może po prostu potrzebował, żeby cząstka jego ś w i a t a obejmowała go właśnie teraz, wtulając się w jego plecy i napawając beztroską tego małego wyjazdu? Może przez cały ten czas szarość jego świata potrzebowała jednego koloru, który w końcu rozbarwi mu życie, a tym kolorem nie mógł być nikt inny jak jego...

e l e n a

- Pazzo? Chi stai dando del pazzo, piccolina? - krzyknął, po czym wybuchnął śmiechem. Czując, jak jedna z jej dłoni poluzowała uścisk, przyspieszył delikatnie, zsunął jedną rękę z kierownicy i, usilnie utrzymując prosty tor jazdy oraz balansując drugą, odnalazł jej dłoń. Zacisnął na niej palce, upewniając się, że dziewczyna będzie bezpieczna. - Non aver paura, tesoro, sei al sicuro! - krzyknął na tyle głośno, żeby mogła go usłyszeć, po czym ponownie skupił się na drodze. Po jakiejś godzinie zjechał na pobocze, zauważając sporą grupę ludzi stojących przy skałach i robiących zdjęcia. Zaparkował, wyjął kluczyki ze stacyjki, a gdy oboje zeszli z vespy, zdjął swój kask i przewiesił go przez kierownicę. Zaraz potem pomógł pozbyć się również kasku Elenie. - Chcesz zobaczyć, co tam się dzieje? - spojrzał prosto w jej tęczówki. - Może ktoś rzucił się ze skały i natrafiliśmy na scenę zbrodni?

so lets set out to sea, love
cause you are my medicine


mia ballerina
27 y/o
DEATH IN BLOOM
164 cm
primabalerina | The National Ballet of Canada
Awatar użytkownika
crimson teardrops falling like rain on the shore, decimated all of my dreams I used to adore
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Już zapomniała, że tak mogła wyglądać śmierć.
Ta hipotetyczna, rzucana w żartach, niemająca nic wspólnego z rzeczywistością. Umrę jeśli nie dostanę tej pracy. Zabiję się jeśli oni zobaczą mnie w tym ubraniu. To będzie mój koniec, jeśli wsiądę na tę Vespę i rozbijemy się gdzieś na Włoskich drogach.
Było to, na swój sposób, dość odprężające.
Myśl, że mogłaby umrzeć tu i teraz, szczęśliwa, z wiatrem we włosach i włoskim powietrzem wypełniającym jej nozdrza. Zdawała sobie sprawę z tego, że słowa Marshalla były tylko żartem, ale ona odebrała je na poważnie. Obracała je w swojej głowie i zastanawiała się, jaka mogłaby być śmierć, gdyby nie była bólem rozlewającym się po jej trzewiach, zimnym poczuciem samotności wypełniającym puste pomieszczenie, martwym wzrokiem najbliższych utkwionym w suficie.
Jaka mogłaby być, gdyby nie była też hukiem wystrzału, wściekłymi słowami wypowiadanymi przez jej ojca i jękiem konającego, przesuwającego się po podłodze i zostawiającego krwawy ślad na ich perskim dywanie?
Zdusiła w sobie te rozważania tak, jak chowała w głębi siebie każdy fragment tej ciemności, towarzyszącej jej od lat. Nie chciała jej. Nie uznawała jej.
Za to kochała uwielbiała Caspiana.
Przy nim czuła się wyłącznie światłem.
- Dwie ręce na kierownicy! - krzyknęła w odpowiedzi, w panice, wyczuwając jego palce zaciskające się na jej dłoni i przez chwilę analizując, jak było to w ogóle możliwe, skoro kierował skuterem - by dotrzeć do tych przerażających wniosków.
Bo choć filozoficznie nie miałaby nic przeciwko tego typu śmierci, jej ciało wciąż czuło na sobie jej zimne szpony i wciąż się przed nimi wzbraniało, desperacko wręcz pragnąc odwlec nieuniknione.
I dokładnie tak samo zareagowało gdy wreszcie stanęli, nieopodal grupki ludzi, która coś oglądała - a Caspian zasugerował, że mogli oglądać trupa. Śmierć podążała za nią w każdym wydaniu, w każdym kraju i każdego dnia.
A ona nie zamierzała pozwolić jej się dogonić.
- Nie - odrzuciła natychmiast, może nieco zbyt gwałtownie i stanowczo jak na osobę, która powinna rozumieć, że to był wyłącznie żart. Zignorowała to, tak jak zignorowała ich walizki, które czekały już na miejscu i potencjalnie poważne plany mężczyzny, by dotrzeć do klifów. - Tam jest zejście na plażę.
Jej wzrok napotkał cel - oznaczoną kiepsko dróżkę, która prowadziła w przeciwną stronę do klifów, a która wieńczyła się piaszczystą plażą. Brakowało jej wody, innej niż to nieszczęsne jezioro - w jej rodzinie nie uznawano wody, która stała.
- Chodźmy nad wodę - jęknęła, jak dziecko, które bardzo pragnęło dostać to, co chciało, choć przecież w s z y s t k o w tym wyjeździe już było zrobione w zupełności pod nią. Splotła swoje palce z jego i, pozwalając mu najpierw wyjąć laskę i znaleźć na niej oparcie, pociągnęła go w stronę zejścia. - Brakowało mi morza. Ciepłego morza - wyjaśniła swój pośpiech, ignorując grupkę ludzi i ich cel obserwacji. - Tak ci śpieszno do oglądania trupów, cucciolo?
Uśmiechnęła się zadziornie, ciągnąc go we własnym kierunku nie zważając na to, czy autentycznie interesowały go teraz klify.
- Prędzej czy później każde z nas się w nie zamieni - dodała, tonem zbyt lekkim jak na treść wypowiadanych przez nią słów. - Nie ma co się śpieszyć.

ho già visto la morte
28 y/o
Welkom in Canada
182 cm
International Affairs Specialist at Northland Power
Awatar użytkownika
.♱⋆cigarettes after sex⋆♱.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowy
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Odpowiedzialność, zachowanie zimnej krwi… niepodejmowanie pochopnych kroków, jak i trzeźwe myślenie - to były nieodłączne cechy, z których był dumny. No dobra, to trzeźwe myślenie to było z lekka przegięcie, bo Marshall lubił od czasu do czasu sobie nie tylko popić, ale i zajarać, choć przy Elenie to raczej wolał się zachowywać. Ten mały łabądek, który mierzył całe 164 centymetry wzrostu, dzięki swoim piruetom, latom praktyki i techniki bez żadnego problemu zdzieliłaby mu przez pysk, gdyby przegiął. To nie tak, że się jej bał! BROŃ BOŻE! Po prostu był ostrożny, dobra? XD Nie chciał jej podpaść! Zwłaszcza nie przed momentem, w którym faktycznie chciał się jej zapytać, czy będzie już jego. Nigdy tego nie robił, więc nie wiedział, jak się za to zabrać.

No ale wracając do całego prowodyra początku tej historii… nie podejmował pochopnych kroków, więc nawet nie wiedział, co mu strzeliło do tego głupiego multilingual brain, że puścił jedną dłonią kierownicę Vespy po jednej stronie, kładąc ją na dłoni Eleny… Cholera jasna. Prawie podskoczył w miejscu ze strachu, gdy go opierdoliła. - Dobra, dobra! Zaraz nas rozbije przez ciebie! - krzyknął, układając drugą dłoń na uchwycie i mrucząc coś tam pod nosem, że blablabla, chciał być romantyczny, myślał, że uderzy w nich oboje malutka nutka adrenaliny, miłosnych fanfarów itp. itd., a zamiast tego to prawie nie doszło do zawału serca. Anyway, moving on…

Zaparkowali na poboczu, gdzie uwagę Marshalla przykuła grupka ludzi stojących na jakiejś skarpie i przyglądających się czemuś, co wzbudziło jego zainteresowanie. Poza tym bardzo pięknie mu się tam wydawało i był to dobry pierwszy przystanek dla nich, żeby nóżki sobie wyprostowali. Schodząc z Vespy, uniósł brew na jej nagłe NIE! Zeskanował jej twarz, lekko zdezorientowany aż taką reakcją, ale po chwili uśmiechnął się, gdy wskazała mu zejście na plażę. - Może stamtąd będzie lepiej widać, co się tam odwaliło - mruknął rozbawiony. Odwiązał szczelnie przymocowaną laskę z boku pojazdu i oparł się na niej, zanim splotł swoje palce z tymi Eleny i zaczęli iść w kierunku plaży. - W sumie to nigdy się ciebie nie pytałem, umiesz pływać? - zerknął na nią - domyślam się, że z pewnością, skoro brakowało ci tego - uśmiechnął się, zaciskając szczelnie uścisk. Jego twarz delikatnie zmarkotniała na jej kolejne słowa, zabierając go z powrotem myślami do frontów wojny, do widoku ciał, z których uleciał ostatni dech powietrza, których oczy zamieniły się w mgłę, przeplecioną ostatnimi wspomnieniami, które mignęły im przed oczami. Odwrócił wzrok gdzieś na bok. - Nie, skąd - mruknął pod nosem. - Jestem gotowy jeszcze trochę poczekać na swoją kolej - uśmiechnął się do niej, starając się odepchnąć ciążące na nim wspomnienia.

Zanim weszli na piasek, zdjęli obuwie i skarpetki, jeśli takie mieli na sobie, i ustawili je gdzieś z boku. - Wątpię, że ktoś nam je ukradnie - zaśmiał się pod nosem, odkładając laskę również na bok. - Czuję, że z nią będę bardziej komicznie wyglądał, próbując utrzymać balans, niż bez niej. - Spojrzał na nią rozbawiony i objął ją ramieniem, przyciągając do siebie, powoli idąc w kierunku tafli wody uderzającej o brzeg. Zerknął na nią w dół, czując się nieco zestresowany. Całe szczęście, że chłodna woda, po kilku sekundach zamaczająca ich stopy, jakoś go orzeźwiła. Przełknął ślinę, odsuwając się od niej. - Elena, mogę się ciebie o coś zapytać? - zerknął na nią, a po chwili pomyślał fuck it i tak zapytał. - Sei felice con me? - Cholera. Z pozoru niewinne pytanie, a przeraziło go do takiego stopnia, że myślał, iż zaraz sam stanie się wyimaginowanym trupem, którego tak bardzo chciał zobaczyć.

nel momento più buio della mia vita, sei diventata un raggio di sole che lo ha illuminato
27 y/o
DEATH IN BLOOM
164 cm
primabalerina | The National Ballet of Canada
Awatar użytkownika
crimson teardrops falling like rain on the shore, decimated all of my dreams I used to adore
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Dostrzegła to.
Cień przemykający przez jego twarz gdy tylko wspomniała o ciałach, w które niegdyś mieli się zmienić. Wspomnienie, echo czegoś, czego nigdy nie nazwał, nigdy nie wyznał na głos. Czegoś, co nawiedziło go tej pamiętnej nocy, w której został wyrwany ze snu i rzucił się na pierwszą osobę, którą wyczuł obok siebie.
Wiedziała, że Caspian miał swoje koszmary.
Wiedziała to nawet, gdyby nie dostrzegała laski, której potrzebował w ramach podpory. Ślad, który zostawał na duszy odbijał się w oczach każdego człowieka, który go posiadał. Odbijał się w jej własnych gdy spoglądała w lustro, gdy robiła sobie zdjęcia telefonem. Widziała go nawet na odległych zdjęciach ze sceny, na których jej oczy były tylko małymi, odległymi punktami umieszczonymi gdzieś na wykrzywionej teatralna mimiką twarzy.
A jednak nigdy nie spytała.
Nie spytała nawet teraz, gdy zsuwała ze swoich stóp buty, a jej wzrok zsunął się z męskiej twarzy na piasek. Przez krótką chwilę milczała, rozkoszując się wrażeniem drobinek przykrywających jej nogi, ich gorącem parzącym odzwyczajoną od tego skórę. Słońce wciąż tkwiło na niebie, nawet jeśli jego błękit powoli zyskiwał innego zabarwienia zbliżającego się zachodu.
Nie spytała, ponieważ to co mieli było d o b r e.
Na tym poziomie, na którym czuła się komfortowo. Na tym, na którym dusiła w sobie wszystkie chęci poznania go głębiej - bo wtedy to ona musiałaby odkryć przed nim własne serce. A nie była na to gotowa.
Nie sądziła, by kiedykolwiek m o g ł a być.
Bo jak miałaby powiedzieć mu, że nie chciała oglądać żadnych ciał bo widziała ich w swoim życiu zbyt wiele?
Bo pewnej nocy to o n a była jednym z nich, leżącym nieruchomo na posadzce zbroczonej krwią, czując jej smród wypełniający powietrze?
Czepiała się tego kurczowo - tej płycizny ich relacji, dzięki której mogła tego nie mówić. Czepiała jej się z rosnącą desperacją tym bardziej, im bardziej zapragnęła dla niego u t o n ą ć.
I nawet wtedy, gdy z jego ust wydarło się  niepewne pytanie, ona odruchowo zacisnęła usta w wąską linię - a jednocześnie wyciągnęła ku niemu rękę, splatając ich palce ze sobą w tej potrzebie kontaktu. Mogłaby zrzucić ją na chęć bycia jego podporą gdy zbliżali się do tafli wody, ale nawet te kłamstwa, które przedstawiała samej sobie miały swoje granice.
- Perché me lo chiedi? - spytała cicho, wyginając szyję, wyciągając twarz w stronę słońca i przymykając powieki, pragnąc czuć na skórze gwiezdny płomień, jakby w jakikolwiek sposób różnił się od tego płonącego w Toronto.
Wszystko, byle skupić się na t u i t e r a z, jakiekolwiek nie miałoby być płytkie. Bo przecież wszystko było między nimi dobre, czyż nie?
Dopiero gdy odwróciła ku niemu wzrok, naszła ją wątpliwość. Byli na j e j ziemi, na wakacjach, na których j ą zabrał, w pobliżu hotelu, który o n a wybrała. Tak nawykła do tego, że w ten sposób wyglądało jej życie kiedyś, że zapomniała o poczuciu winy, które powoli zaczęło wkradać się do jej serca.
- Ho fatto qualcosa di sbagliato? - szepnęła, przygryzając wargę i odwracając się ku niemu. Nie chciała tego rujnować.
Chciała, by to trwało w i e c z n i e, dokładnie takie, jakim było dotychczas.

ma anche la luce del sole può ferire, a volte
28 y/o
Welkom in Canada
182 cm
International Affairs Specialist at Northland Power
Awatar użytkownika
.♱⋆cigarettes after sex⋆♱.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowy
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Nie znał jej.

Tak naprawdę wiedział o niej tylko tyle, ile sama chciała mu powiedzieć, bo Caspian… nie zadawał zbyt wielu pytań. Dopiero teraz, podczas tego wyjazdu, dotarło do niego, że chciał wiedzieć o niej o wiele więcej. Chciał się jej u c z y ć. Znać każdą jej t a j e m n i c ę. Każde wspomnienie z dzieciństwa, przez które stwierdziła, że czegoś już nigdy więcej nie zrobi, bo raz wystarczyło, żeby się do tego zraziła. Chciał wiedzieć, jak dorastała, kim była jej rodzina… kto przyczynił się do wychowania kobiety, w której z każdym kolejnym dniem z a k o c h i w a ł się coraz bardziej.

Znajomość jej zamówienia w lokalnej kawiarni, sposobu, w jaki lubiła być całowana, ulubionego koloru czy pory roku… to już przestawało mu wystarczać. Nie miał doświadczenia w tych sprawach. Nie wiedział nawet, kiedy tak naprawdę powinno się zapytać kobietę o związek. Po kilku randkach? Po miesiącu? Dwóch? Czy istniał w ogóle jakiś odpowiedni moment, czy człowiek miał po prostu dostać jakiegoś pieprzonego olśnienia i nagle wiedzieć, że to było już... t e r a z?

Próbował znaleźć odpowiedź na reddicie, ale każdy pisał coś innego. Jeden twierdził, że po trzeciej randce, drugi, że minimum trzy miesiące... tak więc po jakiejś godzinie Caspian stwierdził, że się poddaje, a chwilę później skończył gdzieś w najgłębszych czeluściach internetu, oglądając wygenerowane przez AI koty w jakichś dziwnych, romansowych scenariuszach. No. Świat schodził na psy. Kontradykcyjnie.

Wolał zrobić to po swojemu. Zacisnął mocniej palce na jej dłoni. Przełknął ślinę na jej pytanie i hohoho, cholera, czemu nie potrafił odpowiedzieć jej na nie od razu? Przez moment autentycznie się zestresował, zerkając na jej piękną buzię skąpaną teraz w promieniach ciepłego, włoskiego słońca. Co, jeżeli powie nie? Jak wtedy zareaguje? Będzie zły? Rozczarowany? Może wróci do Toronto zaraz po tym, jak upewni się, że bezpiecznie odstawił ją do hotelu? Nie. Nie zrobiłby tego. A poza tym… nawet gdyby miała się nie zgodzić, to przecież nie odpuści, right? Nie potrafił wyobrazić sobie scenariusza, w którym miałby po prostu pozwolić jej odejść. Toksyczne? Może. Ale właśnie tak wyglądała sprawa. Elena Santorini była już jego i w tym ich całym łabędzim tańcu… nawet gdyby okazało się, że w tej drobnej Odette kryła się również Odile, był gotów pokochać obie jej wersje. Tę jasną i tę ciemniejszą. Tę, którą pokazywała światu, i tę, którą być może chowała głęboko przed wszystkimi. Cause in his mind, she was worth fighting for… i nie zamierzał zmieniać na ten temat zdania.

„Ho fatto qualcosa di sbagliato?”

Uśmiechnął się, kręcąc przecząco głową. - Niee, nie zrobiłaś nic złego - mruknął, przybliżając się do niej. Wyswobodził swoją dłoń z jej uścisku tylko po to, żeby zaraz ułożyć obie po bokach jej twarzy. Kciukiem musnął delikatnie jej policzek, po czym nachylił się odrobinę niżej, wpatrując się prosto w jej brązowe tęczówki. - Sii mia - mruknął cicho, pozwalając tym dwóm słowom zawisnąć między nimi na kilka sekund. - Ormai sei mia. - Serce waliło mu zdecydowanie szybciej, - Sei il mio sole e la mia luna, Elena. E anche se devo rassegnarmi al fatto che ci saranno sempre altre persone che ti ammireranno… voglio sapere che solo io posso chiamarti mia. - wypowiedzał to z lekkim zestresowaniem, ale bez ani jednego momentu zawahania. Nie chciał, żeby pomyślała, że choć przez sekundę wątpił w to, czego chciał. Bo swoich uczuć wobec niej… był cholernie pewien.

il mio sole e la mia luna
0 y/o
For good luck!
0 cm
czy jest tu jakieś drewno?
Awatar użytkownika
Jestem miszczem gry
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkizaimki
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

Ach, włoskie wakacje!
Wildcard - Elena Santorini
Ach, zachodzące słońce, wiatr we włosach i miękki piasek pod stopami… Idealny obrazek z pocztówki, prawda? No, prawie, bo błogi spokój i intymna chwila zostały przerwane przez głośny śmiech włoskich dzieciaków.

Zza zakrętu wybiegła trójka chłopców - około siedmioletnich - z buźkami umazanymi lodami. Nim zdążyliście zareagować, zgarnęły Wasze buty i skarpetki z piasku, a najmniejszy z nich z dumą porwał laskę należącą Caspiana i zaczął wymachiwać nią nad głową, zupełnie jakby zdobył trofeum wojenne. Dzieciaki - zamiast uciekać - popędziły w stronę koca parę metrów dalej. Na kocu, niczym lokalna matka chrzestna, wylegiwała się staruszka w panterkowym stroju kąpielowym, wielkim kapeluszu i okularach przeciwsłonecznych. Staruszka jedną dłonią opuściła okulary na czubek nosa, aby staksować Was wzrokiem, a drugą wskazała w górę - tam, gdzie zaparkowaliście vespę.

- A to pierdopudło na górze to wasze? - spytała Was po włosku. - Bo ten lokalny rzezimieszek, Francesco, właśnie przy nim dłubie. Jak się pospieszycie, to może zostanie wam chociaż przednie koło, hehe… Matteo! Tommaso! Lorenzo! Oddajcie im rzeczy, ale już!

Pogroziła trzem chłopcom swoim klapkiem, a dzieciaki - przestraszone pewnie nie tyle wizją klapka, co surowością w głosie babci - natychmiast rzuciły wszystkie łupy na koc babci i kontynuowały dzikie harce na plaży. Staruszka tymczasem zaczęła składać ręczniki i wkładać leżące na kocu smakołyki do koszyka piknikowego.

- A wy dokąd?! Jazda do domu, bo znowu nie dostaniecie kolacji! - krzyknęła za nimi babcia, po czym z powrotem odwróciła się w Waszą stronę. - Młodzi dzisiaj nie mają szacunku do niczego. No już, zabierajcie te swoje patyki i sandałki z mojego koca! Zanim Franco odjedzie na waszym rzęchu!

Wskazała żywo dłonią w stronę pobocza, które było dobrze widoczne z plaży, a tam… rzeczywiście, jakiś nastolatek w za dużej koszulce piłkarskiej dłubał czymś przy stacyjce Waszej vespy…
Elena Santorini caspian marshall Madox A. Noriega
gall anonim
triggery
27 y/o
DEATH IN BLOOM
164 cm
primabalerina | The National Ballet of Canada
Awatar użytkownika
crimson teardrops falling like rain on the shore, decimated all of my dreams I used to adore
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Czy mogłaby kiedykolwiek być k o g o ś?
Zmiana w powietrzu była odczuwalna. Wyczuła nadciągające pytanie przez tę nić, która splatała ich ze sobą odkąd spotkali się pod tylnymi drzwiami jej teatru. Dostrzegła je w nagłym wyrazie skupienia, który wpełzł na jego twarz, w sposobie, w jaki chwycił jej dłoń, jakby próbował zatrzymać ją przy sobie.
A morskie fale pragnęły ją zabrać.
Czuła na sobie chłód wody, kojący rozgrzaną skórę muskaną wspiętym wysoko słońcem. Miękki piasek pod swoimi nogami, uginający pod jej ciężarem, próbujący zagrzebać jej stopy w miejscu. Jej wzrok uparcie wodził po błyszczących odbiciach światła na wodzie, po jej morskiej pianie i linii horyzontu, przełamującej błękit na dwa odcienie.
Wszystko, byle nie patrzeć na n i e g o.
Czy nie była już j e g o? Oczywiście, że była. Na swój własny, charakterystyczny dla Santorini sposób. Czy nie był pierwszą osobą, do której pisała po przebudzeniu, skrzętnie sięgając po telefon by sprawdzić nadesłane jej wiadomości? Czy nie był tym, o którym myślała spoglądając w lustro i upewniając się, że wygląda odpowiednio ładnie każdego dnia, gdy byli umówieni? Czy nie myślała o nim przechadzając się po sklepach i patrząc na te sukienki, które mogłyby się j e m u spodobać?
W tym płytkim wymiarze było to oczywiste, że Marshall stanowił jedynego mężczyznę w jej życiu, o którym myślała w ten sposób.
W zupełnie innym, znała odpowiedź na jego pytanie jeszcze zanim je zadał.
Chowała się w uśmiechu, który wyginał jej usta w jego towarzystwie. W tym beztroskim brzmieniu jej własnego śmiechu, którego nie słyszała od lat, a który w Toronto powrócił do niej wraz z wywołującym go Caspianem. Przy nim nie tylko czuła się dobrze, czuła się s o b ą. Czuła, że gdy patrzył na nią, jego wzrok przebijał się przez fasadę jej aparycji, trudnego charakteru czy sztuki, którą się pałała.
Gdy na nią patrzył, widział j ą.
A jednak gdy jej usta się uchyliły, głowa odwróciła w jego stronę, ta odpowiedź, którą czuła całym swoim sercem, nie wydostała się na zewnątrz.
Tkwiła przy nim, z dłonią splecioną z jego własną, ustami rozchylonymi jak pieprzona ryba wyrzucona na brzeg, desperacko spragniona wody.
Ponieważ czy chciałby, by była jego, gdyby w i e d z i a ł?
Gdyby znał prawdę? Wiedział, kim była jej rodzina? Wiedział, na jakie rzeczy przymykała oko, jakich rzeczy doświadczała, które kształtowały jej anormalną rzeczywistość? Gdyby wiedział, jak była z e p s u t a tym, co wydarzyło się w Mediolanie?
Gdyby wiedział, że okłamywała go od samego początku?
- Ja... - zaczęła, głupio, naiwnie, natychmiast czując, że był to b ł ą d. Zamknęła usta, szukając gorączkowo lepszych słów, których mogłaby użyć - jej palce mocniej zacisnęły się na męskiej dłoni, nie chcąc, by odebrał jej wahanie za sposób wycofania się. - Non voglio causarti dolore, Caspian.
Kłamstwo. Czy w ogóle jej z natury egoistyczna dusza była w stanie o tym myśleć? Czy to o jego serce w tej chwili chodziło, czy o j e j?
Szkarłatna posadzka wkradła się w to jedno uderzenie serca, jedno mrugnięcie powiekami, zastępując Włoski krajobraz - słońce, niebo, j e g o.
A później krzyk, dziecięcy, frywolny. Odwróciła głowę, zmarszczyła brwi dostrzegając parę dzieciaków uciekających z ich rzeczami - w tym z nową i zdobioną laską, którą Marshall jeszcze parę godzin temu prezentował jej na lotnisku.
Normalnie by to zignorowała. Normalnie k t o ś inny by się tym zajął.
Ale nic w obecnej sytuacji nie było normalne. O n a nie była normalna.
- Cazzo - warknęła pod nosem, wyswabadzając się z dłoni Marshalla po to, by ruszyć w kierunku plaży, wściekłość traktując jako siłę, która odepchnęła ich trudną rozmowę na później. -
Tornate qui, mocciosi!

Wyszła na gorący piasek, uniesiona włoskim temperamentem i rozmową, która wcale się nie odbyła. Przez jej umysł przemknęła iskierka wstydu. Byli na wakacjach w j e j kraju.
- Na północy nigdy by się to nie wydarzyło - fuknęła, choć z tyłu głowy miała świadomość tego, że na północy nikt nie ośmieliłby się zrobić czegoś takiego w obecności jej ojca. - Franco też mógłby nauczyć się trochę szacunku - odrzuciła wściekle, zabierając swoje buty i przenosząc pytające, kontrolne spojrzenie na Caspiana.
W jej oczach Vespa nie była warta potyczki, ale przecież to nie były j e j pieniądze.

io? sono la peggiore idea che tu abbia mai avuto
28 y/o
Welkom in Canada
182 cm
International Affairs Specialist at Northland Power
Awatar użytkownika
.♱⋆cigarettes after sex⋆♱.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowy
czas narracjiprzeszły
postać
autor

No dobra, nie tego się spodziewał. Oczekiwał jakichś fanfar, fajerwerków, kobiety, która już teraz miała być oficjalnie jego, całującej go i podskakującej z podekscytowania, bo ją zapytał, a tu? Nada. - Elena - zaczął, spoglądając na nią lekko zbity z tropu. - Skąd masz pewność, że to ja właśnie nie zranię ciebie? - Myślał, że chciała tego tak bardzo jak on. A teraz? Teraz przez moment naprawdę próbował jeszcze złapać się tej rozmowy. Tego jej urwanego zdania... tego cichego non voglio causarti dolore, które wbiło mu się gdzieś pod żebra i zostało tam jak jakaś drzazga, której za cholerę nie będzie mógł się wyzbyć. Chciał kontynuować te rozmowe.. dopowiedzieć, że jeśli miała mu sprawić ból, to wolał, żeby zrobiła to nawet najboleśniejszą prawdą, a nie uciekaniem od niej i może, przy okazji, dokładnym sprecyzowaniem, o co jej chodziło w tych słowach, bo cholera, jego serce zdecydowanie nie było gotowe na takie n i e d o p o w i e d z e n i a.

Ale wtedy trójka dzieciaków z buziami umazanymi lodami przebiegła obok nich jak jakaś miniaturowa wersja klocków lego z edycji sopranos, lol. Nie pytajcie. I zanim zdążył zareagować, jego laska zniknęła. - Ma state scherzando, cazzo? - wyrwało mu się, gdy najmniejszy chłopiec zaczął wymachiwać nią nad głową, robiąc przy tym bardzo, ale to bardzo elastyczne miny, których Caspian chyba nie byłby w stanie po nim powtórzyć. Nie obchodziło go też, że przeklął. To nie były jego dzieci! W pierwszym odruchu chciał ruszyć za nimi, ale ciało bardzo szybko przypomniało mu, że na dobrą sprawę był kaleką. Zrobił jeden zbyt szybki krok, poczuł nieprzyjemne szarpnięcie w nodze i syknął pod nosem. - Elena, aspetta - rzucił za nią, ale oczywiście, że nie poczekała. Bo czemu miałaby? Była już w trybie swojej włoskiej furii, a on, mimo całej sytuacji, przez sekundę pomyślał tylko, że wyglądała cholernie uroczo, kiedy była taka wściekła. Nie no. Naprawdę cudowne priorytety, Marshall.

Kiedy dzieciaki rzuciły łupy na koc staruszki, Caspian dotarł tam chwilę po Elenie. Trochę wolniej, próbując stworzyć pozory, że wcale, ale to wcale nie namęczył się, żeby tam się doczłapać. - grazie, signora - rzucił do babci, chwytając swoją laskę z koca. Po chwili zerknął na chłopców i uniósł brew. - Matteo, Tommaso, Lorenzo, venite qui! - spojrzał na nich surowo, a po chwili parsknął śmiechem pod nosem i wyciągnął portfel z tylnej kieszeni, kiedy do niego podbiegli. - Ecco qui venti euro per il gelato- pomachał banknotem nad ich głowami, gdy jeden gówniak podskakiwał, próbując wyrwać mu go z ręki. - A patto che vi mettiate a correre per dare la caccia a quel Franco III… - Nachylił się do nich, pokazując dłonią, żeby się zbliżyli. Szepnął im coś do ucha, po czym machnął ręką, a ci pognali tam jak poparzeni.

- Ehi! - zawołał po włosku, patrząc prosto na nastolatka dłubiącego przy stacyjce, żeby odwrócić jego uwagę od chłopców biegnących w jego stronę. - Te ne darò subito una lezione, moccioso!! - Potem nachylił się odrobinę w stronę Eleny, nie spuszczając wzroku z chłopaka. - Kids, eh? - parsknął cicho pod nosem. Zerknął jeszcze na babcię i zaczął zadawać jej pytania tak o, rozpoczynając zupełnie zwyczajną plażową pogawędkę - Vive qui da molto tempo? - zapytał, żeby jakoś zabić czas oczekiwania. Po chwili usłyszał wrzaski, jakieś przezwiska i zobaczył Franco biegnącego jak poparzony z portkami opuszczonymi do kostek. Chłopacy śmiali się z niego, po czym zbiegli z powrotem na dół. Jeden z nich podbiegł prosto do Eleny. - Consegna per la signora più bella della spiaggia - powiedział, wręczając jej kwiatka zerwanego gdzieś z boku drogi. Caspian przybił mu piąteczkę, pożegnał się z babuszką i spojrzał na Elenę, z zadowolonym z siebie uśmiechem - To co? Jedziemy stąd, guerriera?

guerriera
ODPOWIEDZ

Wróć do „⋆ Po Świecie”