36 y/o
For good luck!
157 cm
architekt
Awatar użytkownika
I keep my distance but you still catch my eye
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Louise także mogłaby się do tego chętnie przyzwyczaić. Może nie tylko do samego widoku jaki rozciągał się przed ich oczami, ale przede wszystkim do spokoju jaki ją tu ogarniał. Nie wiedziała jeszcze tylko czy to jedynie dlatego, że skupiała swój wzrok na oceanie, czy może to obecność Karriona działała tak kojąco.
Jeszcze kilka minut wcześniej była przecież wściekła i smutna. Mało tego! Gotowa była łapać powrotny lot do Toronto, przeklinając się w myślach za to, że zdążyła już rozpakować walizkę. W tamtej chwili jednak, na szczęście, już nic z tego nie zaprzątało jej głowy. Nie myślała już o powrocie, nie wpadała w furię, nie robiła żadnych porąbanych scen Stiflerowi, a nawet zapominała już o bardzo podejrzanych zagraniach Xaviera. Pozostawało jej tylko mieć nadzieję, że bokser nie miał jej za jakąś przesadnie znerwicowaną histeryczkę, która w dodatku miała dziwaczną obsesję na punkcie swojego męża. Jednak skoro do tej pory nie zrezygnował z jej pomocy i zamiast wystawić jej bagaż za drzwi, pokazał jej swoją sypialnię, to nie mogło być tak źle, prawda? Uspokoił ją, a nawet zdołał rozbawić tym całym schowkiem na miotły. Pewnie chciał rozluźnić jakoś atmosferę, po tym jak musiał zapewniać wielce niezadowoloną Louise o tym, że nie był z Beckettem w żadnej zmowie, którą oczywiście zdążyła sobie ubzdurać.
Może lepiej nie podsuwaj mi takich pomysłów — mruknęła, lekko rozmarzona na jego ostrzeżenia jakoby miała od teraz rozpoczynać każdy dzień od kawy na balkonie wychodzącym z jego sypialni.
Och, planujesz się tu przeprowadzić? No wiesz, w przyszłości… z panią Stifler? — podchwyciła zaciekawiona, a przy końcówce pytania, poruszyła sugestywnie brwiami, korzystając z tego, że akurat na nią patrzył.
Oboje, jeszcze przez chwilę, napawali się pięknym widokiem i przyjemną bryzą w zupełnej ciszy. No, prawie w zupełnej ciszy, bo zaraz pusty żołądek Lou, zaczął mocno dawać o sobie znać. Zdawać by się mogło, że jej towarzysz to usłyszał, bo wspaniałomyślnie zaproponował nagle, żeby poszli coś zjeść, na co pani architekt od razu chętnie przystała.
Mężczyzna, który dotrzymuje obietnic. Myślałam że wszyscy już dawno wyginęli — stwierdziła z lekką drwiną w głosie, aczkolwiek w ogóle nie wymierzoną w jego stronę. Zaśmiała się nawet, gdy tylko wspomniał o architektonicznym entuzjazmie, bo rzeczywiście czasami zbytnie podekscytowanie nowym projektem wystarczyło, by potrafiła działać na pełnych obrotach, nie wspomagając się żadnym innym, normalniejszym “paliwem”, jak chociażby kofeina czy nawet jedzenie - zupełnie zapominała o tych, najbardziej podstawowych potrzebach. Nie odpowiedziała już, ale jej delikatny uśmieszek pod nosem mógł sugerować, że Karrion się wcale w tej kwestii nie mylił.
Zatrzymała się na moment w pokoju gościnnym, który aktualnie zajmowała, po to by zgarnąć małą torebkę z niezbędnymi rzeczami, bez których nigdzie się nie ruszała. Brakowało jedynie telefonu. Ten, Louise z premedytacją zostawiła na niskiej szafce przy łóżku. Niby dlatego, że miał prawie całkowicie rozładowaną baterię, ale tak naprawdę… chciała mieć po prostu spokój. W dodatku na pewno łatwiej będzie jej się skupić na rozmówcy, zostawiając ten niemiły rozpraszacz w domu.
Na miejsce dojechali w zaledwie kilka minut. Restauracja już z zewnątrz wyglądała obiecująco i Louise wcale nie dziwiło to, że było to jedno z ulubionych miejsc Karriona w San Sebastian. Podobny, jak ten widziany z jego rezydencji, widok robił wrażenie, z tą różnicą, że knajpa znajdowała się jeszcze bliżej oceanu. Beckett od razu zaczęła namawiać swojego towarzysza na to, by usiedli przy jednym ze stolików na tarasie. Cała sceneria, włączając w to pogodę, były tego dnia zbyt piękne, by z tego nie skorzystać.
Z zamówieniem zdaję się na ciebie. Co polecasz? Oczywiście z wyjątkiem chorizo. Masz jakieś ulubione danie? — zagadnęła, gdy już zajęli miejsca i mieli przed sobą karty dań.


Karrion Stifler
ave pogrzało
powiedz chociaż "oki to pa"
41 y/o
Enjoy the simplest things
191 cm
Właściciel klubu i trener boksu Kingsway Boxing Club
Awatar użytkownika
Nie lubi czarnej kawy
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiHe-Man & Skeletor
typ narracjiDemokracja bezpośrednia
czas narracjiWłaściwy
postać
autor

Karrion parsknął cicho śmiechem, gdy wspomniała o "pani Stifler". Spojrzał w stronę oceanu, jakby właśnie tam szukał właściwej odpowiedzi.
- To bardzo konkretna wizja przyszłości - zauważył z rozbawieniem, a kącik jego ust drgnął lekko. - Nie wiem, czy jakaś hipotetyczna pani Stifler wytrzymałaby ze mną na tyle długo, żeby chcieć się przeprowadzić tutaj. Jestem uparty, wiecznie zajęty i mam skłonność do kupowania absurdalnie drogich nieruchomości tylko dlatego, że spodobał mi się widok z balkonu - rzucił na koniec z rozbawieniem w głosie. Nie dodał jednak tego, co przyszło mu do głowy chwilę później. Że gdyby obok niego siedziała odpowiednia kobieta, mógłby patrzeć na ten sam widok każdego ranka przez resztę życia i wcale by mu się nie znudził. A już szczególnie wtedy, gdy tą kobietą byłby ktoś taki jak Louise. Albo po prostu Lou... Myśl była niebezpieczna. Nierozsądna. I zdecydowanie pojawiała się zbyt często, jak na raptem kilkanaście dni odświeżonej po latach znajomości.
Na jej następną sugestię parsknął śmiechem.
- Spróbuj nie dotrzymać warunków kontraktu bokserskiego... zawodowe samobójstwo - wyjaśnił swoje podejście i to, że to właśnie dzięki swojej pracy nauczył się spełniania obietnic i umów.
Kiedy już byli na miejscu i rozsiedli się wygodnie przy stoliku na tarasie, Stifler spojrzał w kartę, którą przyniósł mu kelner.
- Na główne danie poleciłbym turbota z grilla, jeśli nie jesteś uprzedzona do flądrowatych ryb - uniósł lekko brew. - Ale jeśli tak, to bezpieczniejszą opcją będzie pieczony dorsz - odłożył menu i rozsiadł się wygodniej na drewnianym krześle. - Ja i tak wezmę turbota.
Niedługo potem znów pojawił się kelner, więc Karrion bez większego zastanowienia przeszedł do zamówienia po hiszpańsku.
- Na początek deskę lokalnych serów i wędlin. Dużą - spojrzał z uśmiechem na Louise. - I osobną miskę chorizo. Dużą miskę. Ta piękna pani przyjechała aż z Kanady, żeby to zjeść - dodał, a kelner uśmiechnął się lekko i zanotował wszystko, zaznaczając przy całym ich zamówieniu wykrzyknik, co chyba miało oznaczać, że mają być potraktowani po vipowsku.
Kiedy pracownik odszedł, Stifler odchylił się wygodniej na krześle. Przez chwilę przyglądał się Louise. Słońce powoli zaczynało schodzić niżej nad wodą, a ciepłe światło nadawało jej twarzy jeszcze łagodniejsze rysy. Wyglądała na odprężoną. Znacznie bardziej niż wtedy, gdy siedzieli przy basenie i to mu się bardzo podobało.
- Pierwszy raz od dawna widzę cię taką - odezwał się po chwili. I nie miał na myśli jedynie tych kilku ostatnich dni, chodziło o całą ich znajomość. Od razu też uniósł lekko kieliszek z wodą. - Hiszpania ci służy - przyznał, mając już na końcu języka to, że patrzenie na nią w takim wydaniu służyło z kolei jemu. Jednak ostatecznie zachował to dla siebie, zostając jedynie przy intensywnym spoglądaniu na nią i pozwalaniu sobie na to, by od czasu do czasu spojrzeć w jej dekolt. Pewnych instynktów nawet ktoś tak wyuczony PR-owo jak on nie powstrzyma. No ale... gdyby nie chciała, żeby się gapił, to założyłaby co innego, o!

Louise Beckett
36 y/o
For good luck!
157 cm
architekt
Awatar użytkownika
I keep my distance but you still catch my eye
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Louise nie do końca rozumiała skąd się u niego wzięło to pesymistyczne myślenie. W jej oczach niczego mu nie brakowało, poza tym on sam sprawiał wrażenie mężczyzny pewnego siebie i w pełni świadomego swoich… walorów. Czyżby to chwila fałszywej skromności i swego rodzaju kokieteria, czy może rzeczywiście był przekonany o tym, że nigdy nie znajdzie partnerki, która nie tylko pokochałaby jego liczne zalety, ale byłaby w stanie zaakceptować także pewne niezbyt pozytywne rzeczy, które miał sobie do zarzucenia? Beckett już tego nie komentowała, choć cisnęło się jej na usta powiedzenie o tym, że „każda potwora znajdzie amatora”. Nie była jednak pewna czy wybrzmiałoby to odpowiednio. Nie miała przecież złych intencji i nie chciała go dodatkowo swoimi słowami dobijać, gdy w zamierzeniu miała zapewnienie go o tym, że nie warto tracić wiary w miłość.
Jak na ironię, sama przestawała w nią wierzyć, ale przecież nie każdy musiał mieć w życiu takiego pecha jak nieszczęśliwa pani architekt.
Uprzedzona? Ależ skąd! Uwielbiam halibuta i inne tłuste ryby — przyznała z uśmiechem, wciąż skanując wzrokiem kartę — Turbot jest… trochę bardziej dietetyczny, ale równie smaczny.
Przez chwilę zasłuchała się, gdy Karrion składał zamówienie i musiała przyznać, że posługując się hiszpańskim, radził sobie naprawdę nieźle. Wtrąciła się tylko raz, prosząc o to samo danie główne, czyli grillowanego turbota. Nie odrywała przy tym jednak wzroku od swojego towarzysza, który miło połechtał jej ego, nazywając ją w rozmowie z kelnerem „piękną panią”. Gdy mężczyzna wszystko sobie zanotował i zostawił ich samych, Lou odłożyła menu na bok i podobnie jak Stifler, oparła się wygodnie na krześle. Uśmiechała się, zwracając twarz ku złotym promieniom zachodzącego słońca, którego blask na szczęście nie był już tak oślepiający jak wcześniej. Słowa Karriona sprawiły, że ponownie, powoli przeniosła na niego swój wzrok. Nie wiedziała jednak co dokładnie miał na myśli.
To znaczy? — dopytała, na co zaraz doprecyzował nieco: Hiszpania ci służy. Miał absolutną rację. Sama to czuła, mimo że znalazła się tam zaledwie kilka godzin wcześniej. Sięgnęła po kieliszek i upiła łyk wody, ale to niestety nie uchroniło jej od wypowiedzenia tego, co przyszło jej do głowy — Może to nie Hiszpania — wzruszyła przy tym lekko ramionami i odstawiła szkło na miejsce, wciąż patrząc mu w oczy — Może to twoje towarzystwo mi służy, nie pomyślałeś o tym? — przyznała odważnie. Albo to, że nie ma w pobliżu Xaviera. - dodała jeszcze w myślach i cicho się zaśmiała, na wypadek gdyby jednak uznał to za totalną głupotę.
Widząc jak jego wzrok co raz gdzieś ucieka, podążyła za nim i spuściła głowę. Na swoim dekolcie i na sukience nie zauważyła jednak nic, co odbiegałoby od normy — Och… myślałam, że już zdążyłam się pobrudzić — dopiero w tamtym momencie zdała sobie sprawę czemu mógłby tam zerkać. Niezręczny moment przerwał na szczęście kelner, który przyniósł im zamówione przystawki.
To co? Mówisz, że zmieni moje życie? — spytała z szerokim uśmiechem, trzymając już w palcach plasterek chorizo.


Karrion Stifler
ave pogrzało
powiedz chociaż "oki to pa"
41 y/o
Enjoy the simplest things
191 cm
Właściciel klubu i trener boksu Kingsway Boxing Club
Awatar użytkownika
Nie lubi czarnej kawy
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiHe-Man & Skeletor
typ narracjiDemokracja bezpośrednia
czas narracjiWłaściwy
postać
autor

Karrion uniósł lekko brwi, kiedy usłyszał jej odpowiedź. Przez moment po prostu patrzył na Louise, jakby chciał się upewnić, czy rzeczywiście powiedziała dokładnie to, co usłyszał. Znał przecież różnicę między zwykłą uprzejmością a czymś, co zaczynało ocierać się o flirt. Aż takim troglodytą przecież nie był. Jej sposób patrzenia na niego, ten uśmiech i przede wszystkim sugestia, że to właśnie jego towarzystwo może jej służyć, zdecydowanie należały do tej drugiej kategorii.
Nie zamierzał jednak od razu tego wykorzystywać. Wręcz przeciwnie, przez chwilę pozwolił sobie jedynie na lekki, zadowolony uśmiech.
- To bardzo niebezpieczna rzecz mówić to facetowi na rajskich wakacjach w Hiszpanii - zachichotał cicho, chcąc przez tylko zaledwie chwilę sugerować, że faktycznie było to w pewien sposób ryzykowne. Przy tym nie spuszczał z niej wzroku przez kilka sekund. - Ale tak, pomyślałem o tym - przyznał w końcu trochę nieskromnie. - Nawet całkiem mi się ta teoria podoba - dodał i znów uśmiechnął się, tym razem trochę inaczej. Stiflerowi za nic w świecie nie przeszkadzałoby być powodem, dla którego Louise uśmiecha się szerzej, czuje się lepiej oraz odpoczywa.
Kiedy jednak Louise zwróciła uwagę na jego spojrzenia, Karrion parsknął cicho śmiechem. Nie próbował udawać, że wcale nie zerkał.
- Nie, nigdzie się nie pobrudziłaś - zapewnił, nie robiąc sobie zupełnie nic z tego, że właśnie został przyłapany na zerkaniu w jej dekolt. Co więcej, nie uszło niezauważone to, że Beckett mimo wyraźnej sugestii, nie skarciła go za to. Czy tak zachowywały się mężatki?
Właśnie wtedy przy ich stoliku pojawił się kelner z pierwszymi talerzami. Na stole wylądowała pokaźna deska serów i lokalnych wędlin, a chwilę później duża miska wypełniona pokrojonym w cienkie plasterki chorizo. Karrion spojrzał na nią z wyraźną satysfakcją.
- Wreszcie - oznajmił z ulgą w głosie, wszak samym podziwianiem urody swojej towarzyszki się nie naje. Sięgnął po jeden z plasterków i uniósł go na wysokość oczu. - Powiedzmy, że to oficjalny początek hiszpańskiej edukacji - rzucił w języku hiszpańskim, zdając sobie sprawę z tego, że Louise także biegle posługuje się tym językiem, co potwierdziła już na lotnisku.
Mężczyzna zjadł kawałek, po czym skinął głową z uznaniem.
- To jest to - przyznał i skinął głową na potwierdzenie sam sobie, po czym wziął między palce jeden plasterek chorizo i jak gdyby nigdy nic przysunął go pod nos Louise. - Wcinaj - powiedział to tak, jakby było to coś zupełnie normalnego dla nich. Niczym w relacji małżeńskiej z 10-letnim stażem.
Niedługo później kelner przyniósł w końcu główne dania. Przed nimi pojawiły się dwa porcje grillowanego turbota. Karrion od razu sięgnął po sztućce, ale zanim zaczął jeść, spojrzał jeszcze na Louise.
- A wracając do twojego pytania... - poruszył temat sprzed kilku minut. - Sama to ocenisz. Nie jestem od tego, by robić to za ciebie - zaczął. - Jedynie mogę cię delikatnie nakierować... jak choćby dziś w sypialni - dodał odważnie z jasną sugestią odnoszącą się do poranków przy wschodzie słońca. Można to było rozumieć dwojako, ale gdyby nie chciał użyć akurat tych słów, znalazłby coś innego w zanadrzu. Ale chciał. Chciał zasugerować Louise, że tu w Hiszpanii są tylko oni, a wschody słońca są szczególnie wyjątkowe, gdy ogląda się je razem. Po całej nocy... aktywizacji fizycznej na ten przykład.
Oderwał kawałek ryby widelcem i spróbował go.
- Poza tym - dorzucił po chwili, znów z lekkim uśmiechem. - Jeśli naprawdę okaże się, że to moje towarzystwo działa na ciebie tak dobrze, to będzie całkiem fajnie. Bo twoje również działa na mnie bardzo pozytywnie - uniósł lekko brew. - Świetnie spędza mi się z tobą czas, Lou - wyznał na koniec, wspominając tym całą ich podróż z Kanady do Hiszpanii, potem do San Sebastian i jego rezydencji, potem już w samym budynku, a teraz na wspólnym obiedzie. Dawno z nikim tak dobrze mu się nie rozmawiało i dawno przy nikim nie czuł się tak szczęśliwy.

Louise Beckett
36 y/o
For good luck!
157 cm
architekt
Awatar użytkownika
I keep my distance but you still catch my eye
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Sama do końca nie wierzyła, że to powiedziała. Chyba nie odbierała tego dokładnie tak jak on, czyli jako flirt, ale jednak przeczuwała i obawiała się tego, że mogła zabrzmieć idiotycznie. Stąd też ten, nieco nerwowy śmiech, na wypadek gdyby musiała obrócić to wszystko w żart. Dopiero, gdy Karrion zwrócił uwagę, że to co mówiła było “niebezpieczne”, dotarło do niej jak naprawdę mogło to wybrzmieć w jego głowie. Postanowiła jednak udawać totalnie niedomyślną i pociągnąć ten temat. Czy było to rozsądne? Pewnie nie, ale w tamtym momencie w ogóle już o tym nie myślała.
Och… a czym to grozi? Skoro to tak niebezpiecznie, to muszę wiedzieć czy warto igrać z ogniem — uśmiechając się lekko, przechyliła głowę. Zdała sobie nagle sprawę z tego jak dawno nie rozmawiała z nikim w taki sposób; jak okropnie dużo czasu minęło, odkąd droczyła się tak z kimkolwiek, tak… flirciarsko. To akurat smutne, biorąc pod uwagę fakt, że była mężatką. Pomyślała, że to rzeczywiście nie do końca bezpieczne jak dobrze się z tym czuła i jak bardzo jej się to podobało. Podobało jej się również to w jaki sposób Karrion do niej mówił i jak na nią patrzył. I zdecydowanie nie powinno jej się to podobać.
Co zadziwiające, nie miała najmniejszego zamiaru zmieniać swojego zachowania ani też jakkolwiek go karcić za te jego niezbyt ukradkowe spojrzenia w jej dekolt.
Czy tak zachowywały się mężatki?
Na pewno te nieszczęśliwe.
Wciąż z uśmiechem na twarzy, skinęła głową, gdy to tym razem do niej przemówił po hiszpańsku, po czym, niewiele myśląc, zjadła plaster chorizo, który Karrion przysunął w jej stronę. Dopiero później ugryzła ten, który sama już wcześniej zdążyła złapać.
Skoro ja jem ci z ręki, to ty też powinieneś — odezwała się, po tym jak, dla przełamania smaku, poczęstowała go kawałkiem tradycyjnego, owczego sera. Nie zachowywali się zupełnie tak jak powinien architekt z klientem ani nawet jak dobrzy znajomi. Zachowywali się jak para bardzo bliskich sobie osób. Obcy ludzie, patrząc na nich z boku, mogli uznać ich nawet za małżeństwo, co i samej Louise w pewnym momencie przeszło przez myśl.
Miło było przez chwilę poudawać szczęśliwy związek.
Gdy dania główne pojawiły się na stole, nie zabrała się za jedzenie od razu, co było prawdopodobnie mądrym posunięciem, bo słysząc jego wypowiedź, mogłaby zakrztusić się tym turbotem. Nie miała chyba odwagi na jakąkolwiek ripostę, bo wszystko co pojawiało się w jej głowie, brzmiało nazbyt dwuznacznie i jeszcze bardziej nieprzyzwoicie niż jego słowa. Pozwoliła więc sobie tylko na ciche (i jakże tchórzliwe!) potwierdzenie w postaci skinienia głową.
Mi z tobą również — przyznała, gdy skończył i w końcu sięgnęła po sztućce z lekkim westchnieniem — Wiem, że na początku mogło wydawać się, że niezbyt entuzjastycznie podeszłam do twojej propozycji wyjazdu, ale… — widelec i nóż w jej dłoniach na moment zawisły tuż nad talerzem, gdy uniosła na niego wzrok — Ale pomijając fakt, że ta wizyta była koniecznością ze względu na projekt, to naprawdę nie żałuję, że tu jestem. Z tobą.
Mówiła z przekonaniem, zupełnie szczerze, choć przecież był to dopiero pierwszy dzień ich wspólnego pobytu w San Sebastian. Dawno już jednak nie czuła się tak swobodna i zrelaksowana jak w towarzystwie Stiflera i zdecydowanie zasługiwał, by mieć tego świadomość.
Mam tylko nadzieję, że jutro nagle nie zmienisz zdania — zaśmiała się cicho, nabijając wreszcie kawałek ryby na widelec — Bo od rana bierzemy się ostro do roboty! — zapowiedziała podekscytowana, jednak zaraz się szybko poprawiła — To znaczy ja biorę się do roboty, ale będę cię potrzebować — wyjaśniła, po czym na chwilę przymknęła oczy z cichym pomrukiem, gdy w końcu spróbowała głównego dania.


Karrion Stifler
ave pogrzało
powiedz chociaż "oki to pa"
41 y/o
Enjoy the simplest things
191 cm
Właściciel klubu i trener boksu Kingsway Boxing Club
Awatar użytkownika
Nie lubi czarnej kawy
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiHe-Man & Skeletor
typ narracjiDemokracja bezpośrednia
czas narracjiWłaściwy
postać
autor

Karrion obserwował ją przez chwilę z coraz bardziej rozbawionym uśmiechem, który pojawiał się na jego twarzy zawsze wtedy, gdy Louise próbowała coś powiedzieć, a jednocześnie sama nie była do końca pewna, dokąd prowadzi ich rozmowa. Tym razem jednak nie zamierzał jej ułatwiać zadania. Zwłaszcza po tym, co właśnie powiedziała.
- Konsekwencje mogą być strasznie... przyjemne - rzucił enigmatycznie z pewną flirciarską dozą w swojej wypowiedzi. - Grozi to tym, że... - nachylił się odrobinę nad stołem, opierając przedramiona na jego krawędzi. - Mogę zacząć przyzwyczajać się do twojego towarzystwa. A to już samo w sobie jest niebezpieczne - powiedział spokojnie, kładąc nacisk na słowo niebezpieczne, które miało zupełnie inny, podniecający wręcz wydźwięk.
Przez moment patrzył jej prosto w oczy, po czym uśmiechnął się szerzej.
- Wtedy mogę dojść do wniosku, że powinienem zadbać o to, żebyś miała zdecydowanie więcej powodów do zostania w Hiszpanii - nie musiał dodawać, że niekoniecznie chodziło mu wyłącznie o projekt.
Sięgnął po kawałek sera, który wcześniej mu podała, i zjadł go bez najmniejszego zawahania.
- Proszę bardzo. Nie będę protestował, gdy piękna kobieta chce mnie nakarmić - stwierdził z nutą rozbawienia w głosie, jednocześnie znów podkreślając jej urodę, co raczej nie powinno mieć miejsca wobec faktu, że Louise jest mężatką.
Zabrał się w końcu za turbota, ale jego uwaga wciąż w dużej mierze pozostawała przy Beckett. Kiedy usłyszał jej zapewnienie, że nie żałowała przyjazdu, jego wyraz twarzy wyraźnie złagodniał.
- To dobrze - odpowiedział bez żartów. - Naprawdę dobrze - przez chwilę obracał widelec w palcach. - Bo ja też nie żałuję. Ani trochę. I szczerze mówiąc... - spojrzał na nią znad talerza. - ...mam nadzieję, że za tydzień będę mógł powiedzieć dokładnie to samo - uśmiechnął się lekko, po czym wrócił do jedzenia.
- Nie zmienię zdania, możesz być pewna - przyznał. - Chociaż... - zawiesił na chwilę głos. - Jeśli będziesz wyglądała jutro tak dobrze jak dzisiaj, mogą się pojawić pewne problemy z koncentracją - przyznał otwarcie, nie przejmując się tym, że tak otwarcie z nią flirtował. Sama podjęła tę grę, a z ich dwojga to on nie miał żadnych zobowiązań względem innej osoby, więc dlaczego miałby się hamować?
Uśmiechnął się do niej bezczelnie, po czym spokojnie ukroił kolejny kawałek ryby.
- Ale jakoś sobie poradzę. W końcu jestem człowiekiem dyscypliny - odczekał sekundę. - Podobno... - parsknął śmiechem, a następnie wskazał widelcem na jej talerz. - Jedz. Jutro będziesz mnie zamęczać planami, wymiarami, zmianami konstrukcyjnymi i wszystkimi innymi rzeczami, których nie rozumiem - rzucił. - A dzisiaj? Dzisiaj nie jesteś architektką, a ja nie jestem klientem. Projekt może poczekać do rana - oparł się wygodniej o krzesło i spojrzał na nią z wyraźnym zainteresowaniem. - Dzisiaj jesteśmy Louise i Karrionem, którzy przyjechali do Hiszpanii - uśmiechnął się lekko, a zarazem z pewną dozą tajemniczości w oczach.
- I mam zamiar dobrze wykorzystać ten wieczór - rzucił spokojnie, pozostawiając jednak sporo dwuznaczności nie tylko w samej wypowiedzi, ale też w spojrzeniu Stiflera, które zatrzymało się gdzieś między talerzem z turbotem należącym do Louise, a jej twarzą. Tak, był to ten sam punkt, w który patrzył już kilka razy wcześniej i o co ona ani razu go nie skrytykowała. Mało tego, miał wrażenie, że Beckett celowo wypina klatkę piersiową trochę bardziej do przodu, jakby zapraszając go do tego, by patrzył jeszcze dłużej i intensywniej.

Louise Beckett
36 y/o
For good luck!
157 cm
architekt
Awatar użytkownika
I keep my distance but you still catch my eye
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Słowa Stiflera bardzo szybko zaczęły się sprawdzać, bo z minuty na minutę, rozmowa stawała się naprawdę coraz bardziej niebezpieczna. Przynajmniej dla Louise, która z jednej strony nie zamierzała się z tej całej sytuacji wycofywać, a z drugiej potrafiła wyczuć rosnące między nimi napięcie. Było to miłe i ekscytujące. Zdecydowanie zbyt rzadko miewała okazję ku temu, by rozmawiać z kimś w ten sposób. Właściwie to nie pamiętała kiedy ostatnio flirtowała. Nie pamiętała też kiedy ostatnio Xavier patrzył na nią tak, jak robił to w tamtym momencie Karrion. Czy kiedykolwiek jej się tak przyglądał? Może przed ślubem…
Siedzący naprzeciwko niej mężczyzna wyglądał na rozbawionego. Zastanawiała się przez chwilę nad tym czy powinna brnąć w to dalej. Żałowała, że nie miała pojęcia co siedziało mu w głowie. Czy ten jego wzrok, wędrujący wprost w jej dekolt oraz prowokacyjne uśmieszki to tylko gra? Droczył się wyłącznie dla żartu, czy to coś więcej?
Jako że była mężatką, to nie powinno mieć to dla niej żadnego znaczenia. Ale miało i to wielkie.
Nie widzę nic złego w przyzwyczajaniu się wzajemnie do swojego towarzystwa — odpowiedziała, niby od niechcenia i natychmiast odwzajemniła uśmiech, gdy napotkała jego wyzywające spojrzenie.
Och, a jak masz zamiar to zrobić? Masz już jakiś plan? Jestem bardzo ciekawa — ściskając przez moment usta, powstrzymywała się od śmiechu. Trzeba przyznać, że naprawdę dobrze się bawiła, choć była to przecież tylko zwykła rozmowa dwójki znajomych przy obiedzie. Jednak towarzystwo Karriona było na tyle przyjemnie absorbujące, że o dziwo na jego sugestię o pozostaniu w Hiszpanii dłużej, nie zareagowała tak jak wcześniej na propozycję wyjazdu, gdy spotkali się w kawiarni. Wtedy, w totalnej panice, pierwsze o czym pomyślała to reakcja jej męża. Tym razem było inaczej i nie widziała nic złego w fantazjowaniu o przedłużeniu swojego pobytu. To i tak tylko niewinne żarty.
Zawsze możesz zamknąć mnie w wieży, jak w jakiejś bajce — podrzuciła, grzebiąc widelcem w rybie przez chwilę, po czym parsknęła cicho i pokręciła głową — Nie wierzę, że sama podsuwam ci takie pomysły.
Jego komplement nie spotkał się z żadnym komentarzem ani też jakąkolwiek inna reakcją. Zupełnie tak jakby tego nie usłyszała, choć oczywiście nie umknęło jej to, że nazwał ją piękną, zresztą już nie po raz pierwszy. Choć z jakiegoś powodu nagle zaczęła grać niewzruszoną, tak jednak bardzo jej tym schlebiał.
Cieszę się, że tak twierdzisz — powiedziała szczerze i trzeba przyznać, że swoimi słowami sprawił, że kamień spadł jej z serca. Martwiła się tym, czy może przypadkiem nie zdążył już pożałować swojej decyzji o powierzeniu Beckett tego projektu przez to jak zachowała się wcześniej.
Przełykając pierwszy kęs i słysząc jak mężczyzna się zawahał, od razu uniosła na niego pytający wzrok. Gdy dokończył swą myśl, uśmiechnęła się tajemniczo i powoli pokiwała głową twierdząco. Momentalnie, zrobiło jej się goręcej, a serce przez moment zastukało zbyt mocno.
Niestety dla ciebie, ale… — zbliżyła się nieco i podobnie jak to zrobił sam wcześniej, oparła łokcie o krawędź stolika — …chyba lubię cię dekoncentrować, wiesz? — uniosła brew, doskonale zdając sobie sprawę z tego, że tak nachylona, dawała mu jeszcze lepszy widok na swój głęboki dekolt. Trwała tak przez chwilę, dopóki nie zachęcił jej do jedzenia — A więc dzisiaj przyjemności, a jutro praca. W porządku — potwierdziła posłusznie, między kolejnymi kęsami. Na chwilę odłożyła sztućce i złapała za kieliszek z wodą, by unieść go lekko do toastu — Za Louise i Karriona oraz ich beztroskie życie… choćby przez jeden dzień — uśmiechnęła się lekko, choć w jej głosie dało się wyczuć nutkę goryczy. Za chwile jednak znów zapomniała o zmartwieniach, a to za sprawą napięcia jakie wciąż się między nimi nasilało (a przynajmniej jej się tak wydawało) i tych wszystkich dwuznaczności, które między nimi zawisły.
To tak jak ja! Przysięgam, gdy tylko wrócimy, wskakuję do basenu — przedstawiła swój plan, wypinając przy tym dumnie pierś. Zauważając, że jego spojrzenie znów zatrzymuje się na owym punkcie, nie kryła już rozbawienia — Wiesz, gdyby tylko temperatura na to pozwalała, włożyłabym na siebie golf.


Karrion Stifler
ave pogrzało
powiedz chociaż "oki to pa"
ODPOWIEDZ

Wróć do „⋆ Po Świecie”