Faktem było to, że z pięciolatkami dogadywał się nad wyraz dobrze, choć z perspektywy dorosłych niekoniecznie w pozytywny sposób, bo był niewątpliwie jednym z najlepszych kompanów w realizacji głupich pomysłów. Okej, załączał się mu
sporadycznie instynkt przetrwania i nauczony wieloletnim doświadczeniem potrafił zareagować na niektóre sytuacje szybciej niż przeciętny pięciolatek, ale czasami idea zrobienia czegoś głupiego pochłaniała go bez reszty. Ciężko więc było znaleźć różnice między nim, a pięciolatkiem, tu niewątpliwie miała rację. Dla niego teraz wszystkie gnioty nie będą zwykłymi cycami, od teraz będzie je nazywał Pamelami.
Cycuszki Pameluszki, zbierz je wszystkie!
Podobnie jak każdy przykładny pięciolatek nic nie robił sobie z piorunującego spojrzenia, nawet jeśli obleciał go lekki strach to przecież był w wieku, kiedy należało zgrywać największego twardziela. A co robią najwięksi twardziele? Wypinają pierś do przodu, napinają bicki, cycki, klatę, dupę — w s z y s t k o — i puszczają soczyste oczko do swojej przeciwniczki, dla totalnej zmyłki i rozproszenia. Problem w tym, że ona chyba obrała podobną taktykę wołając zadziornie o zdeformowanym mózgu i wchodząc na ten ulubiony przez Archiego poziom, kiedy swoim podchmielonym i zadziornym urokiem sprawiała, że Miller chętniej to patrzył na nią, a nie na nadlatującą piłkę. —
Luz, blues, spokojna twoja rozczochrana Abs! — odkrzyknął chyba bardziej żeby siebie sprowadzić na ziemię i poprawił te swoje turkusowe gatki w kaczki, bo przecież trzeba było wziąć się w garść i zacząć zbijać punkty.
No i nazbijał, do tego stopnia, że wygrali! Czy szczerzył się w najbardziej bezczelny sposób w jaki potrafił?! Owszem! Od ucha do ucha, jednocześnie mierząc Abby z góry do dołu, a potem z powrotem, zatrzymując się o chwilę za długo w miejscu, gdzie zaplątana o siatkę koszulka się jej podwinęła. —
Proszę tylko nie miażdżyć naszego podwójnego bloku — pogroził, ręce formując przed swoją klatką tak, by zorientowała się, że chodzi mu o cycki Pameli, gdzie jedno fałszywe uderzenie zwiastować mogło katastrofę -
bum - a takiej przyszłości dla Basi i Stasi nikt nie chciał. —
Ale my też się nie damy — zagadnął chyba tylko po to, by się z nią jeszcze chwilę sprzeczać pod tą siatką i dopiero słowa Abby:
a jak nie, to rozstrzygniemy to w inny sposób wytrąciły go z tego beztroskiego stanu sprawiając, że chyba trochę za bardzo się nad tym zamyślił. —
Wallace… — już miał zapytać, jakie dokładnie
inny sposób preferowała, bo w jego głowie na poczekaniu znalazło się kilka, ale o c z y w i ś c i e, do akcji wkroczył nie kto inny, jak Srolito.
Mina Archiego mówiła wszystko, szczególnie gdy zobaczył jego paluchy zaciskające się na jej łokciu. Już mu się niecenzuralne słowo cisnęło na usta, szczególnie jak te swoje lepkie ręce na jej odkrytych ramionach ułożył. Już oczami wyobraźni widział, jak ten latynoski cwaniaczek orze swoją piękną buzią po piasku! On już mu taką ścinkę zaserwuje, że niejeden raz będzie twarzą w piasku lądował!!!
Niestety okazało się, że ta jego złość była fatalnym doradcą na boisku, a gadka motywacyjna Srolito najwyraźniej przynosiła efekty, bo ewidentnie przeciwnicy złapali wiatr w żagle. Pamela poprawiająca swoje wyskakujące ze stroju cyce przepuściła tyle piłek, że w duchu go skręcało i nawet kiedy z uśmiechem próbował ją jakoś zmotywować to jego twarz wyrażała jedynie narastającą i r y t a c j ę! Nienawidził przegrywać. Tak bardzo chciał zdobyć punkt, że przeliczył się, a idealny blok Abby sprawił, że stanął jak wryty. Rzuciła w jego kierunku radosne:
Piłka pod siatką, pamiętaj! i pobiegła, a on zamiast myśląc o przyjmowaniu piłki rozpływał się nad tym jak bezczelnie i ładnie wyglądała teraz.
I bum, kolejny punkt dla nich.
I kolejny!
Kurwa.
Nagle przyjął, a Pamela mu wystawiła… a raczej próbowała, bo nagle potknęła się, a Archie nie wiedział czy ma:
- ratować tę piłkę, która i tak była już nie do odratowania, bo chociażby skały srały to do niej nie doleci;
- amortyzować upadek Basi i Stasi, z czego jedna z nich miała właśnie nagły zryw ku wolności i opuściła ciasny kostium kąpielowy;
- wycofać się taktycznie widząc w piasku psią kupę, która też poczuła chyba zryw na miarę Basi albo Stasi i postanowiła ujawnić się na światło dzienne.
Zdecydowanie kupa to było dla niego zbyt wiele, mógł nawet przegrać byleby tylko wycofać się z tej nieszczęsnej połowy licząc, że przy kolejnej potyczce Srolito w nią nadepnie! Czy nikomu nic o niej nie wspomniał? Owszem.
—
Śmiej się śmiej, ale teraz nie damy wam wygrać! — pogroził Wallace czując jak znowu wzrasta w nim duch rywalizacji
pewnie przez wizję ucioranego w kupie Srolito, a zaraz po czym zmienili boiska. Zerknął jeszcze na swoją towarzyszkę gry upychającą Stasię z powrotem do kostiumu i zawołał ją gestem. —
Pameluszka, chodź na słowo no — i gdy dobiegła do niego znów z tym patrolowym zwolnionym trybie westchnał. —
Zapomnij o tych podskokach z piskiem, bo to w ogóle go nie rozprasza Benito, ani nie skupiaj się tyle na jego klatce, bo piłki tam nie znajdziesz. Później sobie utoczysz kulkę z paprocha jego pępka jak już wygramy, ale teraz mnie PO SŁU CHAJ! — ułożył dłonie na swoim boku przybierając pozę niczym jakiś superhero i oznajmił. —
Twoje cycki przeszły dzisiaj zbyt wiele, żebyśmy teraz polegli, prawda? — i zaraz gdy to powiedział ona ułożyła swoje dłonie na Basi i Stasi. Te wszystkie wzloty i upadki, nie mogły pójść na marne, prawda? A dla Pameli liczyły się cycki i Benito, więc trzeba było ją odpowiednio zmotywować. —
Jak poleci piłka to nie piszczymy, nie panikujemy, nie patrzymy na Benito tylko wyciągamy ręce i odbijamy. Masz dać z siebie wszystko! — liczył chyba na jakieś przytaknięcie, zawzięte spojrzenie, gotowość bojową, ale zamiast tego usłyszał pisk Pameli i poczuł jej dłonie na swoich. Złapała je i położyła na swoich cyckach. —
Nie wydaje ci się, że sflaczały? Oj no nie wiem Archie czy dam radę — zapiszczała prawie roniąc łzę, a on stał wryty iiii chyba jeszcze nigdy tak nie prostował usilnie palców powstrzymując się od zaciśnięcia, które zawsze następowało odruchowo, gdy w jego ręce wpadały
gniotki. Instynkt przetrwania tutaj zadziałał, czuł palące spojrzenie Wallace gdzieś za sobą, ale liczyła się wygrana. —
No co ty Pamelcia! Takie jędrne jeszcze nigdy na pewno nie były — zapewnił odrywając swoje ręce tak szybko jak potrafił. —
Och no dobra! Już wiem co robić — zapewniła go nagle zmieniając nastawienie o 180 stopni, co nieco go zaniepokoiło. —
Zaufaj mi — jeszcze bardziej go to przerażało, iec ciężko przełknął ślinę zajmując na boisku pozycję i znów, zaczynali od nowa! Tylko czy jemu zrobiło się jakoś cieplej? To pewnie przez to palące spojrzenie Abby zza siatki, aż musiał zrzucić z siebie koszulkę.
Kolejna runda się rozpoczęła, a Archie i Pameluszka szli po swoje, przynajmniej na początku. Kto wie, może Benito też nieco rozproszył się przez te dłonie Archiego na biuście Pameli, a może odkrył, że pod koszulką Miller skrywa też całkiem ładne mięśnie?
Nieważne co! Ważne, że działało.
Jeszcze... a jak długo?
Zobaczymy!
(っ'-')╮ =͟͟͞͞