28 y/o
KREATYWNY KOTOROŻEC
171 cm
rezydentka w mount sinai hospital
Awatar użytkownika
Summertime, and the living is easy.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona jej
typ narracji3 os
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Summer, pretty lover, try to understand
Things have changed, can't stay the same, I′m a different man
Said goodbye too many times, now we're far apart
Oh, Summer, pretty lover, don′t you break my heart


Kilka dni to zdecydowanie za krótki okres, by zapomnieć o tym, co stało się jednego słonecznego dnia w Whitby, jednak wystarczajaco długo, by zacząć zachowywać się normalnie. By wyrzucić z głowy nadmierne myśli i obawy i po prostu przejść w stan po tytułem będzie co ma być.
Abby co prawda daleko było do tego ostatniego, ale zdecydowanie znajdowała się na dobrej drodze. W pracy było intensywnie, zmiany na SORze coraz bardziej przypominały prawdziwą pracę lekarza, a nie tylko asysty, dzięki czemu miała w głowie zdecydowanie mniej czasu na niechciane myślenie. Tym samym po całym tygodniu była przemęczona i przebodźcsowana ciągłym pomaganiem osobom trzecim. Z początku myślała, że idealnym weekendem będzie dla niej klasyczne nicnierobienie w zaciszu czterech ścian, jednak Miller bardzo szybko uświadomił ją, że to wcale nie to, co mieli zaplanowane na ten słoneczny czas.
Jak mogła mu odmówić?
Nie mogła.
Nawet gdyby chciała.
Słoneczna pogoda i przyjemnie ciepłe powietrze zadziałało finalnie na korzyść i nawet nie trzeba jej było bardzo przekonywać. Co więcej — sama zjawiła się pierwsze pod domem Archiego z wielką torbą pod pachą, w której znajdował się cały zestaw plażowy, wielkimi okularami słonecznymi na nosie i kolorowym stroju kąpielowym, ukrytym pod krótkimi, jeansowymi spodenkami i białym topem. Energii miała jak za dwóch i naprawdę można było zastanawiać się, czy brało się to z radości na jego widok, czy może przechodziła właśnie terminalną jasność umysłu. Zjawisko, które pojawiało się u ludzi na łożu śmierci, kiedy nagle miewali ostatni zryw i nagłą poprawę stanu zdrowia tuż przed skonaniem.
Oby to pierwsze.
— Jezu, weź mi zaufaj — rzuciła pod raz czwarty przy drewnianym barze na plaży, kiedy to z Millerem nachylali się nad kartą z drinkami. — Tym razem dobrze wylosuje — jak dzieci oczywiście, przy każdej czynności znajdując sobie zabawę. Tym razem padło na picie na ślepo. Paluszkiem losowali kolejny trunek. Szkoda tylko, że losy Abby z wyboru na wybór były coraz gorsze i przed chwilą skończyli z jakimś ogórkowym gównem, po którym prawie się porzygali. Przysłoniła oczy i zakręciła palcem w powietrzu, a następnie wylądowała na pozycji numer trzydzieści jeden. Nachyliła się, by przeczytać…
— O kurwa — tylko tyle mógł usłyszeć Miller, nim posłała mu wymowne spojrzenie. — Hiroshima — wypowiedziała nazwę. No i chuj. Byli straceni. Gorszego już faktycznie chyba się nie dało. Szczególnie, że zaraz dowiedzieli się od barmanki, że był to nie drink a shot, w dodatku wyjątkowo mocny, składający się z trzech różnych alkoholi.
No to po nich.
A przecież za piętnaście minut zaczynali zawody w siatkówce, na które zapisali się zupełnie przypadkiem, bo jakiś koleś z piłką wpadł na Abby i powiedział, że zapatrzył się na jej oczy. Ona w tym czasie chciała podać mu piłkę, a zamiast tego uderzyła nią tak mocno, że poleciała gdzieś za leżaki i gość stwierdził, że zdecydowanie nadawali się na meczyk i koniecznie m u s z ą się zapisać, no chyba że spieniają.
No to przecież nie mogli odmówić.

Archie Miller
kasik
postów z AI, czytania mojej postaci w myślach i braku inicjatywy.
27 y/o
Mr Potato Head
180 cm
tester gier w Ubisoft, barman w Emptines i przewodnik po Toronto.
Awatar użytkownika
Summer Mood: Jutro to problem przyszłego mnie, a przyszły ja na pewno coś wymyśli.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Obrazek

008


Kłamstwem byłoby stwierdzenie, że w ciągu ostatnich dni nie myślał o tym co wydarzyło się w Whitby. Myślał za wiele, choć niewątpliwie jedna nowość w świecie gier pozwalała mu choć na chwilę oderwać myśli... ale one wracały do niego, raz po raz.
A jakbym była zazdrosna… to co wtedy?
Może by mu to schlebiało? Raczej na pewno by tak było! A może by się uśmiał, kpiąc sobie, że jest niepoważna myśląc, że po tym co się między nimi wydarzyło, ktoś jeszcze mógłby mieć jakiekolwiek szanse u niego? To akurat prawda. W zestawieniu z Abby Wallace, każdej czegoś brakowało. Cholera, może właśnie tego, że żadna z nich nie była NIĄ.
Nie tylko na to pytanie nie znaleźli odpowiedzi. Cały tamten słoneczny dzień w Whitby był wielkim znakiem zapytania, a żadne z nich nie garnęło się do rozwiązania tej skomplikowanej sprawy. Jeden telefon przerwał tamten dzień. Dzień, który zmienił dosłownie w s z y s t k o. Przekroczyli granice przyjaźni i nic już nie miało być takie samo, a jednak Miller próbował zachowywać się normalnie. Wyciągnięcie nad jezioro było czymś baaaardzo normalnym! Czymś co zrobiłby dla niej po tym tygodniu spędzonym w pracy, bez względu na wydarzenia jakie miały miejsce w kuchni, w której za dzieciaka brudzili się nutellą i stroili pełne obrzydzenia miny na widok państwa Miller skradających sobie całusa.
Było ciepło, mieli wolne, żal było nie skorzystać z okazji, prawda?
Halo, policja?!
Czemu pałkarze nie wybili mu tego przedwcześnie z głowy?! Już widząc ją pod domem z całym plażowym grajdołkiem i wielkimi okularami na nosie nie potrafił powstrzymać zawadiackiego uśmiechu. Dla zmyłki przeczesał swoją blond czuprynę, by tylko nie zauważyła, że do normalnego zachowania to jednak wiele mu brakuje. Bo Miller nie potrafił już patrzeć na Abby tak jak kiedyś. Kiedy widział jej usta wciąż czuł ich słodki smak, a gdy spoglądał na jej ciało wciąż słyszał w głowie to ciche jęknięcie, które wymsknęło się jej między pocałunkami, gdy przylgnęli do siebie. Teraz gdy stała przed nim w jeansowych spodenkach i białym topie dziękował bogom, że też wsunął na nos przeciwsłoneczne okulary, dzięki którym nie miała szansy dostrzec jego miotającego się spojrzenia.
Damy radę!
Damy?
DAMY!
Zachęcił się w myślach i wyszedł do niej ubrany w niepoważne turkusowe kąpielówki z kaczuszkami i żółty luźny t shirt. Okej, wystarczy więc udawać, że ma nad wszystkim pełną kontrolę. Wrzucić na luz i ZAUFAĆ JEJ. No i gdy siedzieli przy barze to jej zaufał, choć ręką jeszcze próbował zasłaniać kartę jakby wiedział, że z tego nic dobrego nie wyniknie. O kurwa! brzmiało jak potwierdzenie wszystkich jego obaw, więc roześmiał się i pokiwał głową z niedowierzaniem obserwując jej reakcję, a na usta cisnęło się mu tylko krótkie i zwięzłe: a nie mówiłem! — Masz niesamowity talent, wiesz? — parsknął opierając się łokciami o blat baru i pochylając w jej stronę. — Talent do sprowadzania na nas kłopotów! — zażartował obserwując jak barmanka stawia przed nimi kieliszki i zaraz wypełnia je odpowiednimi płynami. — Hiroshima nie tylko brzmi niszczycielsko, ale też tak wygląda — skomentował, bo teraz gdy już trzymał shota w ręce i się mu przyglądał rozumiał skąd ta nazwa się wzięła, a zaraz po tym podniósł wzrok na Abby. — Dobra, wypijamy to na raz i idziemy spuścić łomot temu typowi, co się za bardzo w twoje oczy zapatrzył — mruknął i trącił delikatnie swoim shotem o ten jej, a potem w imię ojca i syna i cholera wie czego jeszcze przechylił zawartość wypijając ją na raz. Czy był zazdrosny o jakiegoś pożal się boże siatkarza? Nie był, tak samo jak Wallace nie była zazdrosna o Jęczącą Janice. — Albo jeszcze jedno losowanie na drugą nogę! — dorzucił układając dłoń na jej ramieniu, gdy już prawie zrywał się z krzesła. Bardzo niemądre posunięcie Miller. — Teraz ja losuję! — i zamykając oczy palcem poczynił czary mary opuszczając go na pozycje z numerem trzynaście. Brain Hemorrhage. Przynajmniej nie ogórkowy, fuj! Do teraz na myśl o tym się mu cofało. — Uuu szczęśliwa liczba, choć nie wiem czy ktoś po wylewie uznałby ten shot za coś szczęśliwego — zażartował jednocześnie nie kryjąc zdziwienia, gdy zobaczył jak ten shot wyglądał. Zaskakująco podobnie do tego, który zaserwowała im Abby. Zwiastował kłopoty. 🏐🔆🍹
♡ ancy ‪‪♡ winniethepooh
(·•᷄‎ࡇ•᷅ )
28 y/o
KREATYWNY KOTOROŻEC
171 cm
rezydentka w mount sinai hospital
Awatar użytkownika
Summertime, and the living is easy.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona jej
typ narracji3 os
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Miał rację — miała talent do sprowadzania na nich kłopotów.
Przez większość czasu jednak robiła to w pełni nieświadomie. Jedynie kilka razy zdarzyło jej się zrobić coś celowo. Teraz jednak, gdy jej palec wylądował na przerażająco brzmiącym oraz wyglądającym shocie, był to czysty przypadek. Po cichu liczyła, że na szybko zalicza jakieś wściekłe psy i pójdą oddać się jakże wspaniałej dyscyplinie sportu zwanej siatkówką. Życie jednak miało dla nich zupełnie inne plany i już po chwili na ladzie wylądowały przed nimi iście o b r z y d l i w i e wyglądające kieliszki.
— A to na pewno można pić? — spytała barmanki, na co ta jedynie uśmiechnęła się pobłażliwie i skinęła głową. -- Bez kitu, to wygląda jak jak roztwory jakie robiłam na studiach — a dokładniej taki, który sam potrafił wypalać drewno i pienił się niesamowicie. Nic więc dziwnego, że łapiąc go w palce, nieco zawahała się, czy aby na pewno powinni je pić, ale z drugiej strony… były wakacje! Oboje mieli wolny weekend. Kiedy jak nie teraz?
— A przepraszam jak się zapatrzył w moje oczy? — prychnęła na jego toast, w którym wspomniał gościa od siatkówki, a następnie nachyliła się do przodu na hokerze, podpierając się jedną ręką o jego kolano, zastygając tuż przed jego twarzą. — Tak blisko nawet nie był — wtrąciła, robiąc wielkie oczy, a zaraz potem jeszcze zeza. Trochę chyba pojebali kolejność. Raczej pierwsze powinni iść zagrać, a potem atakować bar. Problem w tym, że oni wszystko w ostatnim czasie robili na opak i nie tak, jak powinno być, więc co za różnica. Żadna.
Abby była już lekko podchmielona. Nie pijana czy wstawiona, co to to nie, jednak czuła miękkie nogi i micha jakoś nadmiernie się jej szczerzyła. Pewnie jej w pełni trzeźwa wersja pokręciłaby nosem, gdy Miller oznajmił, że trzeba poprawić na drugą nóżkę, ale aktualna aktualizacja Wallace?
— Dawaj na drugą — oczywiście, że nie potrafiła odmówić! Zeskoczyła z krzesła i stanęła bliżej Archiego, próbując zaglądać u przez ramię, gdy jego palec błądził po kartce z shotami. — Jezu, Miller, byłeś o MILIMETRY od tego obrzydlistwa z ogórkami!! — wypomniała mu, łapiąc się za serce, bo gdyby kazał jej to pić jeszcze raz, impreza skończyłaby się szybciej niż oboje zakładali. A przynajmniej dla niej. W krzakach. Rzygając. Całe szczenię padło na innego drinka, który swoją droga kiedy tylko wylądował na blacie, przykuł spojrzenie Wallace.
— O jaki piękny!! — krzyknęła, przyklejając się do blatu i praktycznie opierając o niego policzek, żeby przyjrzeć się kieliszkowi z bliska. — Wygląda jak faktyczny mózg — świetnie. Hiroshima ją przeraziła, a już krwotok mózgowy wywołał u niej nadmierną ekstazę. Chyba już na pierwszy rzut oka było widać, kto miał problemy z piątą klepką. Wciąż Archie. — Dobra, dawaj na hejnał — uniosła szkło w górę, a następnie stuknęła to w dłoni swojego przyjaciela. Kiedy on przechylił zawartość do gardła, Abby jeszcze pooglądała sobie to p i ę k n e zjawisko w szkle i dopiero po chwili wypiła na jeden łyczek.
W pięknym stanie byli do grania w siatkówkę. Nic tylko podziwiać.
Rozejrzała się dookoła, mimowolnie zaciskając dłoń na koszulce Archiego, wzrokiem szukając kolesia, który wcześniej proponował im granie. Boisk było kilka, a oni z pewnością nie chcieli trafić przypadkiem do jakiejś grupy zaawansowanej, prawda? Ujrzała go po chwili przy jednym z nich, kiedy to smarował się kremem z filtrem, a jego mięśnie było widać nawet z tak dalekiej odległości.
— Tam jest! — krzyknęła głośno. — Dawaj. Rozjebiemy ich! — pozwoliła sobie na nieco łaciny, po czym nawet nie dała Millerowi złapać oddechu, a już ciągnęła go za rękę w odpowiednim kierunku. Kilka osób rozgrzewało się dookoła wyznaczonego boiska, jakiś gość ćwiczył odbijanie, a jeszcze jedna dziewczyna narzekała, że siatka była za wysoko.
— Hejka — przywitała się grzecznie Wallace, doprawiając wszystko uśmiechem. — To jest Archie, a ja jestem…
— Bellisima — wtrącił się, chyba po włosku, patrząc na nią i szczerząc się szeroko. — Ja Benito — przedstawił się, pierwsze muskając dłoń Abby swoją, a potem jakieś piec razy mocniej przywalił Archiemu na powitanie. Dobrze, że Millerowi nie wypadł przy tym bark, bo trzeba by było nastawiać! — Za pięć minut gramy. Rozgrzewka we własnym zakresie — spojrzał na Archibalda. — Ty będziesz w tamtej drużynie — a potem na Abby… — A ty ze mną.

Archie ᯓ🏐
kasik
postów z AI, czytania mojej postaci w myślach i braku inicjatywy.
27 y/o
Mr Potato Head
180 cm
tester gier w Ubisoft, barman w Emptines i przewodnik po Toronto.
Awatar użytkownika
Summer Mood: Jutro to problem przyszłego mnie, a przyszły ja na pewno coś wymyśli.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Te shoty zwiastowały k a t a s t r o f ę.
A przynajmniej tak wyglądały, okej? Wybuchowo, wylewowo i w ogólnym rozrachunku nieciekawie. Za to bardzo ciekawie nachylała się w jego stronę Abby, zezując tymi swoimi podchmielonymi oczętami. — Ty, bo ja się zapatrzę… i wtedy dopiero będzie problem! — bo Archibalda łatwo rozproszyć, a Wallace znów to zrobiła. Nie żeby już nie mieli problemu po Kuchennych Rewolucjach w Whitby, ale teraz kiepskim pomysłem byłoby omawianie tego tematu. Specjalnie sam odpalił zeza, by rozproszyć myśli i wyszczerzył się do niej łobuzersko, bo zaraz to już on na drugą nóżkę im losował.
— Weź, bo aż takie nieprzyjemne ciepło mnie uderzyło na samą myśl o tym, że miałbym wypić ogórka raz jeszcze — na pewno widziała to jak nim wzdrygnęło, gdy tylko wymówił te słowa. Prawie się mu cała ta hiroshima cofnęła, a to dopiero byłby nieciekawy miks. Głupotą było pić cokolwiek na drugą nogę, ale kto powiedział, że Miller do mądrych należał? Kiedy już złapał dobry vibe, to był nie do zatrzymania w swoim imprezowym nastroju, a tak się składało, że jakieś dwa drinki przed ogórkowym paskudztwem, zdążył złapać dobry rytm. Czuł, że nawet te siatkarskie rozgrywki to dla niego bułka z masłem, więc czemu sobie życia nie utrudnić alkoholowym upojeniem. Na moment chyba zapomniał jak bardzo nie lubi przegrywać, bo gdyby pamiętał nie dziabnąłby z taką prędkością kolejnego szota. Ledwie zdążył stuknąć się z nią kieliszkiem i już było po wszystkim. Stojąc tak na dwóch nogach czuł, że stabilność jest wątpliwa. Jasne, wciąż trzymał się dobrze w pionie, ale już czuł jak mieszanka drinków, ogórków, hiroszimy i krwawego wylewu przyjemnie zaczyna mu szumieć w głowie.
— No raczej! Nie mają z nami szans — przytaknął i dał się pociągnąć Wallace w kierunku umięśnionego latino fagasa. O siatkówce plażowej wiedział tyle, że gra się dwa na dwa, wiec skład już mieli i d e a l n y. Czy mógł przewidzieć, że Srolito będzie miał inne plany na ich spółkę? No mógł się domyślić, skoro tak zapatrzył się w jej oczy, ale do ostatniej chwili Archibald był przekonany, że zagrają w duecie. Typ szybko sprowadził go na ziemię.
Bellisima, sralisima! — pomyślał bardzo mądrze Archie, ale cholera wie czy się mu to nie wyrwało na głos, jako bliżej niezidentyfikowany pomruk spod nosa i zaraz już rozglądał się za swoją drużyną, ale albo była jakiś mikroskopijnych rozmiarów albo rozgrzewała się nie wiadomo gdzie. — Zaraz, moment amigo… — zaczął uśmiechając się kpiąco chcąc zaprotestować, że nikt spółki A&A nie rozdziela, ale nagle usłyszał za sobą piskliwy głosik. — Ooooojej, to my chyba jesteśmy razem przystojniaku?! — a odwracając się prawie oberwał w twarz dmuchaną piłką, a zaraz potem dwoma innymi nadmuchanymi balonami, które prawie wypadały z kąpielowego skąpego stroju, który dziewczyna miała na sobie. — Jestem Pamela! — zachichotała łapiąc pod rękę Archiego i wtulając się w niego swoim imponującym biustem. — Ha, Pamela! — wyrwało się mu niekontrolowanie i zaraz zerknął na Wallace niemo literując: P A M E L A, jakby szukał kogoś kto rozumie ironię losu. Przecież, aż chciało się krzyknąć Anderson. — Archie — zamiast nazwiska gwiazdy słonecznego patrolu wydukał swoje imię. I jak człowiek miał nie myśleć, że żyje się w jakiejś symulacji, jak takie sytuacje się mu przytrafiały?! Laska ewidentnie leciała na Benito, bo gdy tak przywarła do Millera oczami strzelała jak opętana w stronę latynosa. — Mam nadzieje, że ta piłka nie jest za twarda. Ja się bardzo boje mocnych serwów, hihi! Ochronisz mnie? — zapytała głowę zadzierając w kierunku Archiego, a jej głos był tak karykaturalny, że ledwo przerabiał w myślach to, co właśnie powiedziała. — Bambola, spokojnie! Zrobimy loda na zapleczu jak oberwiesz — i chyba gestem Srollito chciał pokazać, że chodzi mu o zimny okład gdzieś tam w barze, ale Pameli już inne głupoty były w głowie. — No to grajmy! — podskoczyła tak, jakby nie mogła doczekać się jak już oberwie, a jej falujący biust razem z nią zawiwatował.
To się kurwa nie dzieje, pomyślał Miller przypuszczając, że te ogórki nie były ogórkami w tamtym szocie tylko mitycznym absyntem wywołujący halucynacje. — No to pięknie, Wallace! Szykuj się na porażkę, bo mamy potężny skład — i stojąc o krok za Pamelą wykonał znaczący gest wskazujący na pokaźne rozmiary biustu, jakby jeszcze przypadkiem podchmielona ABBY nie zaczaiła o co chodzi.
— Zaczynajcie — oddał im piłkę, by zaserwowali jako piersi. Niech mają fory. — TYLKO NIE ZA MOCNO! — żeby Pamela nie płakała.
( 🏐 )( 🏐)
♡ ancy ‪‪♡ winniethepooh
(·•᷄‎ࡇ•᷅ )
28 y/o
KREATYWNY KOTOROŻEC
171 cm
rezydentka w mount sinai hospital
Awatar użytkownika
Summertime, and the living is easy.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona jej
typ narracji3 os
czas narracjiprzeszły
postać
autor

O-czy-wi-stym było, że spółka A&A powinna mecz siatkówki rozgrywać razem.
W końcu wszystko robili razem. Już od dzieciaka, kiedy pierwszy raz polubili się jako szczyle, a durne zachowanie Archiego zaczęło ją bawić zamiast wkurzać — wtedy zaczęli być nierozłączni. Zawsze w jednej drużynie, zawsze na tą samą bramkę, zawsze w dwójkę szukali w policjantów i złodziei (i szło im świetnie!), zawsze razem chodzili do szkoły, obierając specjalnie dłuższa drogę przez lasek, żeby Archie zdążył opowiedzieć jej o nowym filmie, który widział, a ona mu o rozdziale książki, którą aktualnie czytała. Abby i Archie wiecznie nierozłączni.
Do dzisiaj.
Bo dzisiaj jak się okazało musieli stanąć po przeciwnych stronach siatki, a ich naturalny instynkt i potrzebę wygrywania musieli przekierować na samych siebie. Na plus dla Wallace, że Benito wydawał się zawodowcem. Bary miał wielkie, wzrostu też jakieś dobre metr dziewięćdziesiąt… to chyba wszystko, co mógł potrzebować dobry siatkarz, prawda? Pewnie jeszcze jakieś umiejętności, ale to akurat szczegół. Można by się pokusić o stwierdzenie co nie zagra, to dowygląda, jednak ten tytuł zdecydowanie zgarniała… Pamela, nowa partnerka Millera.
Abby mogłaby przysiąc, że nawet podbiegła do nich w zwolnionym tempie. Wielki biust wylatywał jej spod obcisłego, czerwonego stroju, a blond włosy latały na boki, jak w jakiejś reklamie szamponu. I wszystko by się zgadzało… gdyby koleżanka nie otworzyła ust. Abby swoje natomiast bardzo szybko zacisnęła w wąską linię słysząc o tym, jaka piłka nie powinna być twarda i jak to Archibald Miller powinien ją o c h r o n i ć.
— On? — prychnęła, kręcąc głową i wskazując palcem na swojego przyjaciela. — Pamela, kochana… on prędzej sam ci przywali przy serwisie — rzuciła zadowolona, a Benito ryknął śmiechem. No przecież musiała dziewczynę uświadomić na co się pisała. Przecież mowa była o Millerze. Tym samym, który ostatnio w Whitby przechodząc przez ogrodzenie, zawisł na płocie jak materiałowe gacie na sznurku na pranie i przez moment za nic nie mógł zejść.
— Piłka jak coś musi przelecieć przez siatkę — wtrącił Benito, tłumacząc im zasady, jakby nie do końca zrozumiał, że ten żart miał być tylko żartem i tak naprawdę ich dwójka wiedziała jak grać. Wiedziała? No kurde tyle, że piłka ma przelecieć przez siatkę na pewno. W szkole nie raz grali w siatkówkę. Co prawda na jakiś zagiętych zasadach, bo ich nauczycielka bardziej preferowała sporty stojące jak chociażby ping-pong, ale w inne też czasami grywali.
— Archie… — Pamela skinęła głową i złapała swojego towarzysza pod rękę, odciągając niby na bok, ale oni i tak wszystko słyszeli. — Słuchaj… — przysunęła się do niego bliżej, zdecydowanie za blisko jak na oko Abby, aż spojrzenia w ich kierunku, sama ustawiając się po swojej stronie boiska przy siatce. — Piłeczkę możemy odbijać wszędzie tylko są dwa miejsca, w które nie może trafić i to jest moja twarz i cycuszki, rozumiesz? Mogą wtedy się zdeformować, a kosztowały mnie naprawdę dużo — tłumaczyła mu jak jakiemuś debilowi, z każdym słowem, przysuwając się do niego coraz bliżej. — Ale ogólnie w dotyku są świetne! Jakbyś chciał sprawdzić…
— Gramy czy co? — wtrąciła się Wallace, krzyżując ręce na piersi i gromiąc ich wzrokiem, niby z niedoczekania. Benito przeszedł na linię zagrywki, a ona wbiła swoje spojrzenie w Millera, kiedy mówił, jaki to mają p o t ę ż n y skład i cóż… nie kłamał. — C z o ł g — wycedziła przez zęby, żeby tylko on mógł ją zrozumieć i uśmiechnęła się pod nosem.
Pamela przypomniała, żeby nie za mocno, ale Benito przecież też chciał pokazać, co potrafił. Szczególnie, że szybko okazało się, że miał nawet swój własny rytuał przy zagrywce i nie dość, że zrobił z nią jakiś piruet, to jeszcze pocałował piłkę przed uderzeniem. Abby zamrugała kilkakrotnie zaskoczona i ich przeciwnicy również. Tak zbił wszystkich z tropu, że piłka po prostu wpadła w boisko bez żadnej ingerencji.
— O kurwa — mruknęła pod nosem, a zaraz zaśmiała się głośno. — Brawo Benito!!! — finalnie odwróciła się do niego i pochwaliła kolegę, a ten… klepnął ją w tyłek. Chyba faktycznie gość za dużo naoglądał się prawdziwej siatkówki.
— No to jeszcze raz! — Benek pobiegł na linie serwu, jednak tym razem każdy już wiedział, czego się spodziewać, dlatego, jak tylko piłka wybiła się w powietrze, to Archie przyjął koślawo, Pamela podbiła gdzieś przed siebie… i mogła rozpocząć się już prawdziwa rozgrywka.
kasik
postów z AI, czytania mojej postaci w myślach i braku inicjatywy.
27 y/o
Mr Potato Head
180 cm
tester gier w Ubisoft, barman w Emptines i przewodnik po Toronto.
Awatar użytkownika
Summer Mood: Jutro to problem przyszłego mnie, a przyszły ja na pewno coś wymyśli.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Archibald był w zbyt wielkim szoku by zainterweniować, serio. Srolito wyrósł przed nimi znikąd obwieszczając pewnie składy i nim zdążył zareagować z ziemi wyrosła przed nim dorodna Pamela, która przykleiła się do niego jak rzep psiego ogona tymi swoimi dwoma nadmuchanymi rzepami. Tutaj nie było czasu na jakąkolwiek reakcję! Przecież to było tak abstrakcyjne, że on dobrą minutę, jeśli nie pięć, zastanawiał się czy faktycznie to się dzieje naprawde. Trochę już wypili, co nie?!
A jednak!
Działo się naprawdę.
Pierwszy raz od zawsze zostali rozdzieleni, brutalnie pozbawieni możliwości korzystania z tych wszystkich wyuczonych tajnych znaków i naturalnego wyczucia wypracowywanego przez ponad dwie dekady. No nie, panie Benito. Bardzo nieczyste zagranie i to jeszcze przed rozpoczęciem meczu. Tak się bawić nie będziemy. Miller autentycznie poczuł złość z takiego obrotu sprawy, pomimo starań Pameli, która robiła wszystko by rozproszyć jego myśli. Zazdrość też poczuł, ale jedynym rozsądnym rozwiązaniem było nakopać typowi do dupy pokonać go w tej grze. Minusem był niewątpliwie fakt, że Wallace też przegra w tym pojedynku, ale dla niej na pewno znajdzie jakąś nagrodę pocieszenia. Pamela też z całą pewnością zadba o pocieszenie Benito, więc co im pozostało, prawda?!
Teraz musieli to dobrze rozegrać.
Rzecz w tym, że Benito i Pamela wzięli się za objaśnianie kluczowych kwestii. Archie dopiero ledwo co pozbierał się ze śmiechu po słowach Abby, na które zresztą przytaknął, a Pamela nie wyglądała na zadowoloną z tego faktu. Taka jednak była prawda, bywał nadpobudliwy, nieskoordynowany, czasem tak się na czymś zafiksował, że wszystko inne wokół przestawało być istotne. Teraz w grze liczyła się piłka, ta jedna konkretna — do siatkówki plażowej, więc logicznie, że te dwie piłki Pameli zaczynały schodzić na dalszy plan, prawda? Choć niewątpliwie wydała dużo pieniędzy, by jednak robiły na pierwszym planie wrażenie. Może w jakimś filmie dla dorosłych miałby wystarczająco uwagi, której pragnęły? Powinna to rozważyć, najlepiej z Benito, który tłumaczyłby jej wtedy zasady okładania twarzy lodem przykładowo. Bo widocznie lubił objaśniać zasady. Miller spojrzał na niego tak, jakby pierwszy raz w życiu je słyszał i pacnął się otwartą dłonią w czoło. Miało być teatralnie, ale plasnęło tak mocno, że wyszło aż nazbyt realnie. — SERIO?! Głupi ja….! Teraz już wiem, czemu przegraliśmy w zeszłym roku Wallace, bo ja cały czas myślałem, że to pod siatką ma być — Abby wiedziała, że gdy tak jęzorem od środka po policzku przejeżdżał to znak, że z wszystkich sił powstrzymywał się, by nie wybuchnąć śmiechem. Stroił przy tym miny takie, że Srolito pewnie myślał, że jest upośledzony, a Archie był tylko sobą. Lekko wstawionym, wyraźnie rozbawionym i zmobilizowanym by skopać jego latynoski tyłeczek, który notabene wygląda karykaturalnie względem reszty ciała. Dziwnie mały w zestawieniu z dużymi barami. Zdecydowanie Archiblad ma lepszy. Wiem, bo jego goły tyłek wyskakuje mi na tumblrze.
Jeszcze dobrze Benito nie skończył, a pouczać go zaczęła Pamela. Chyba robiła wstęp do BHP podczas gry w piłkę i naprawdę starał się słuchać, ale w głowie rozbrzmiewała mu muzyka ze słonecznego patrolu, jej włosy rozwiewał wiatr, usta poruszały się w zwolnionym tempie i jedyne co usłyszał to: Ale ogólnie w dotyku są świetne! Jakbyś chciał sprawdzić… i nim pomyślał wypalił. — Serio mogę?! Widziałem takie gnioty na straganie w kształcie cycków, wymacałem wszystkie, ciekawe czy podobne uczucie — Gramy czy co? no i tyle było z dotykania gniotków, głos Abby totalnie sprowadził go na ziemię, choć jej piorunujące spojrzenie chciało go wysłać chyba do piekła. Na pewno gdyby raziło to już zszedłby z tego świata.
Mecz jeszcze się nie zaczął dobrze, a Benito już zrobił pokaz swoich umiejętności. Oby nie skończył tak przedwcześnie jak zaczynał, bo choć było to widowiskowe to jednak zaskakująco krótkie. I teraz to Miller gromił spojrzeniem nie tyle Abby co Srolito, gdy jego ręka wylądowała na tyłku jego przyjaciółki. To tylko zagrzało go do walki, więc po serwie wiedział, że choćby skały srały musi przyjąć. I udało się, w duchu modlił się, by i Pamela odbiła. Kurwa zrobiła to! Wystarczył jeden duży krok, potem drugi i Archie zrobił ścinkę, której nawet Benito nie był w stanie przyjąć. Choć niewątpliwie się starał wysuwając złączone ręce przed siebie i nurkując w piasku do tego stopnia, że głowa wylądował pod siatką tuż przy nogach Millera. — Piłka nad siatką, pamiętaj! — pouczył go z tym swoim dumnym (i durnym!) Millerowskim uśmiechem, który nagle przerodził się w wielkie zdziwienie, gdy dłoń Pameli zderzyła się z jego tyłkiem z niemała siłą. — Arcziiii! Ty dobry w to jesteś! A widziałeś jak ci podałam, o em dżi. To było ekstra — przyklasneła mu w dłoń zbijając piątaka, a potem podskoczyła w górę i zderzyła się o jego klatkę swoimi piersiami. — To ich nie deformuje? — zapytał nieco zdziwiony, bo dopiero co mówiła, że trzeba na nie uważać. — Nie no co ty, to zderzenie kontrolowane — i puściła mu oczko wycofując się z piłka w ręce. — Nasza kolej! — pisnęła biorąc się za serw, a Archie odruchowo się przeżegnał, gdy piłka poleciała w górę, a Pamela wydała z siebie dźwięk godny niejednego tenisisty podczas odbijania piłeczki.
1:0 dla nich, ale co dalej? Zobaczymy!


(っ'-')╮ =͟͟͞͞🏐 1:0
♡ ancy ‪‪♡ winniethepooh
(·•᷄‎ࡇ•᷅ )
28 y/o
KREATYWNY KOTOROŻEC
171 cm
rezydentka w mount sinai hospital
Awatar użytkownika
Summertime, and the living is easy.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona jej
typ narracji3 os
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Stała pod siatką i kręciła jedynie głową z niedowierzaniem.
Miller i pięcioletnie dziecko — znajdź różnice. Spoiler: nie było żadnej. Niesamowitym było to, jak ten człowiek w jednej chwili potrafił okazywać czułość i wsparcie na poziomie życiowego mędrca, będąc niezastąpionym przyjacielem, a w drugiej pytać jakieś laski wyglądającej jak Pamela Anderson, czy może macnąć jej cycki, bo na straganie widział gnioty w kształcie cycków i wymacał je wszystkie. Przecież to się ze soba nie dodawało. I może dlatego był tak wyjątkowy? Jedyny w swoim rodzaju Archibald Miller. Człowiek, przy którym nie dało się nudzić. Który nawet w najprostszej, najnudniejszej rzeczy potrafił stworzyć powód do śmiechu. Albo irytacji, jak to było w tym przypadku, gdy Wallce zgromiła go wzrokiem.
Finalnie nikt nic nie pomacał, bo mecz już się rozpoczął. Zaczęli dobrze, ale bardzo szybko role się odwróciły i to Miller postanowił wziąć sprawy w swoje ręce i poprowadzić swoją drużynę do zwycięstwa. Zaatakował piłkę tak dobrze, że nawet Abby mu zaklaskała. Bardziej z automatu niż pochwały! Niestety nie spotkało się to z akceptacją Benito. Posłał jej niezadowolone spojrzenie. Chyba w tym sporcie wymagało się, żeby nie klaskać na punkt drużyny przeciwnej. Zanotowała tą uwagę w głowie i przesunęła się na pozycję, przy okazji zauważając, jak tym razem to Pamela przesuwa dłonią po tyłku Millera.
Nie żeby Abby chciałaby mieć tam swoją dłoń chciałaby, ale te celebracje mógłby naprawdę zacząć szanować przestrzeń osobistą drugiego człowieka. Szczególnie, że potem jeszcze przybyli sobie piątkę cyckami.
— Żeby ci mózgu nie zdeformowało! — krzyknęła głośno, tak żebym usłyszał, układając dłonie w tubę, po czym puściła mu oczko. Alkohol, który w siebie wlali zdecydowanie pomagał bardziej niż szkodzić. Może i ruchy nie były do końca skoordynowane, ale przynajmniej stało jej się lekko na nogach i nie przeżywało aż tak straconych punktów.
Grali do piętnastu, z czego Abby wraz z Benito zdobyli może całe pięć z nich. Głównie przez to, że Włoch próbował się popisywać i walił piłkę poza boisko albo przy serwisach Pameli patrzył się, jak jej piersi podskakiwały w górę przy podskoku i potem nie wyrabiał się, żeby ruszyć do piłki. Takim sposobem pierwszy set przegrali z kretesem.
— No i co się tak szczerzysz, Miller? — rzuciła sama mając na twarzy uśmiech, gdy już zmienili strony, a Pamelcia pobiegła się napić. Dzieliła ich siatka, jednak to nie powstrzymało Abby, żeby szurnąć nogą i nasypać mu na nogi trochę więcej piasku. — Jak wy macie czterech zawodników a nie dwóch to co się dziwić — przewróciła oczami, oczywiście nawiązując do Basi i Stasi na klatce piersiowej kobiety. — Ale jeszcze was zmiażdżymy — tak sobie gadała, zaczepiała go specjalnie, podchodząc coraz bliżej, aż jej podwinięta koszulka nie zaplątała się w siatkę. Oczy niezmiennie miała wbite w duże, jasne Millera. — A jak nie, to rozstrzygniemy to w inny sposób — dodała, przesuwając spojrzeniem po jego twarzy nieznacznie w dół i może coś by jeszcze powiedziała, ale wtedy za jej plecami pojawił się nie kto inny jak niszczyciel dobrej zabawy i uśmiechów dzieci - Srenito.
— Bellisma, chodź na chwile — zacisnął palce na łokciu Wallace, kiedy ta już praktycznie wchodziła w Archiego i szarpnął ją w przeciwną stronę. Abby zdążyła jedynie posłać swojemu przyjacielowi wymowne spojrzenie i krótkie P O M O C Y wymówione niemo ustami. Finalnie przeszła z nim na bok. — Nie możemy się bratać z wrogiem. Sama rozumiesz, że tutaj liczy się ta strona boiska — dobrze, że pokazał jej palcem która, bo jeszcze pomyślałaby, że tamta. Wallace kiwnęła głową, a on znowu zrobił krok w jej kierunku, tym razem umieszczając dłonie na odkrytych kamieniach Abby. — Zaufaj mi — mówił jak w jakimś filmie motywacyjnym aż miała ochotę przewrócić oczami, ale finalnie znowu kiwnęła głową. Zdecydowanie bardziej od gadem motywacyjnych wolała stary, dobry trash talk, który odbyła z Millerem pod siatką.
Chociaż trzeba przyznać, że kiedy zaczęli drugiego seta szło im naprawdę dobrze. Nie dość, że przyjmowali i atakowali, to jeszcze Abby raz udało się wyskoczyć z rekami w górze na tyle wysoko, że przyblokowała piłkę Millera, a ta spadła mu prosto pod nogi. Oczywiście nie omieszkała popatrzeć mu głęboko w oczy z bezczelnym uśmiechem na twarzy.
— Piłka nad siatką, pamiętaj — cmoknęła zadowolona i pobiegła serwować. Brakowało im zaledwie trzech punktów, żeby wygrać tego seta i wyrównać szanse w starciu o zwycięstwo!
kasik
postów z AI, czytania mojej postaci w myślach i braku inicjatywy.
27 y/o
Mr Potato Head
180 cm
tester gier w Ubisoft, barman w Emptines i przewodnik po Toronto.
Awatar użytkownika
Summer Mood: Jutro to problem przyszłego mnie, a przyszły ja na pewno coś wymyśli.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Faktem było to, że z pięciolatkami dogadywał się nad wyraz dobrze, choć z perspektywy dorosłych niekoniecznie w pozytywny sposób, bo był niewątpliwie jednym z najlepszych kompanów w realizacji głupich pomysłów. Okej, załączał się mu sporadycznie instynkt przetrwania i nauczony wieloletnim doświadczeniem potrafił zareagować na niektóre sytuacje szybciej niż przeciętny pięciolatek, ale czasami idea zrobienia czegoś głupiego pochłaniała go bez reszty. Ciężko więc było znaleźć różnice między nim, a pięciolatkiem, tu niewątpliwie miała rację. Dla niego teraz wszystkie gnioty nie będą zwykłymi cycami, od teraz będzie je nazywał Pamelami.
Cycuszki Pameluszki, zbierz je wszystkie!
Podobnie jak każdy przykładny pięciolatek nic nie robił sobie z piorunującego spojrzenia, nawet jeśli obleciał go lekki strach to przecież był w wieku, kiedy należało zgrywać największego twardziela. A co robią najwięksi twardziele? Wypinają pierś do przodu, napinają bicki, cycki, klatę, dupę — w s z y s t k o — i puszczają soczyste oczko do swojej przeciwniczki, dla totalnej zmyłki i rozproszenia. Problem w tym, że ona chyba obrała podobną taktykę wołając zadziornie o zdeformowanym mózgu i wchodząc na ten ulubiony przez Archiego poziom, kiedy swoim podchmielonym i zadziornym urokiem sprawiała, że Miller chętniej to patrzył na nią, a nie na nadlatującą piłkę. — Luz, blues, spokojna twoja rozczochrana Abs! — odkrzyknął chyba bardziej żeby siebie sprowadzić na ziemię i poprawił te swoje turkusowe gatki w kaczki, bo przecież trzeba było wziąć się w garść i zacząć zbijać punkty.
No i nazbijał, do tego stopnia, że wygrali! Czy szczerzył się w najbardziej bezczelny sposób w jaki potrafił?! Owszem! Od ucha do ucha, jednocześnie mierząc Abby z góry do dołu, a potem z powrotem, zatrzymując się o chwilę za długo w miejscu, gdzie zaplątana o siatkę koszulka się jej podwinęła. — Proszę tylko nie miażdżyć naszego podwójnego bloku — pogroził, ręce formując przed swoją klatką tak, by zorientowała się, że chodzi mu o cycki Pameli, gdzie jedno fałszywe uderzenie zwiastować mogło katastrofę - bum - a takiej przyszłości dla Basi i Stasi nikt nie chciał. — Ale my też się nie damy — zagadnął chyba tylko po to, by się z nią jeszcze chwilę sprzeczać pod tą siatką i dopiero słowa Abby: a jak nie, to rozstrzygniemy to w inny sposób wytrąciły go z tego beztroskiego stanu sprawiając, że chyba trochę za bardzo się nad tym zamyślił. — Wallace… — już miał zapytać, jakie dokładnie inny sposób preferowała, bo w jego głowie na poczekaniu znalazło się kilka, ale o c z y w i ś c i e, do akcji wkroczył nie kto inny, jak Srolito.
Mina Archiego mówiła wszystko, szczególnie gdy zobaczył jego paluchy zaciskające się na jej łokciu. Już mu się niecenzuralne słowo cisnęło na usta, szczególnie jak te swoje lepkie ręce na jej odkrytych ramionach ułożył. Już oczami wyobraźni widział, jak ten latynoski cwaniaczek orze swoją piękną buzią po piasku! On już mu taką ścinkę zaserwuje, że niejeden raz będzie twarzą w piasku lądował!!!
Niestety okazało się, że ta jego złość była fatalnym doradcą na boisku, a gadka motywacyjna Srolito najwyraźniej przynosiła efekty, bo ewidentnie przeciwnicy złapali wiatr w żagle. Pamela poprawiająca swoje wyskakujące ze stroju cyce przepuściła tyle piłek, że w duchu go skręcało i nawet kiedy z uśmiechem próbował ją jakoś zmotywować to jego twarz wyrażała jedynie narastającą i r y t a c j ę! Nienawidził przegrywać. Tak bardzo chciał zdobyć punkt, że przeliczył się, a idealny blok Abby sprawił, że stanął jak wryty. Rzuciła w jego kierunku radosne: Piłka pod siatką, pamiętaj! i pobiegła, a on zamiast myśląc o przyjmowaniu piłki rozpływał się nad tym jak bezczelnie i ładnie wyglądała teraz.
I bum, kolejny punkt dla nich.
I kolejny!
Kurwa.
Nagle przyjął, a Pamela mu wystawiła… a raczej próbowała, bo nagle potknęła się, a Archie nie wiedział czy ma:
  1. ratować tę piłkę, która i tak była już nie do odratowania, bo chociażby skały srały to do niej nie doleci;
  2. amortyzować upadek Basi i Stasi, z czego jedna z nich miała właśnie nagły zryw ku wolności i opuściła ciasny kostium kąpielowy;
  3. wycofać się taktycznie widząc w piasku psią kupę, która też poczuła chyba zryw na miarę Basi albo Stasi i postanowiła ujawnić się na światło dzienne.
Zdecydowanie kupa to było dla niego zbyt wiele, mógł nawet przegrać byleby tylko wycofać się z tej nieszczęsnej połowy licząc, że przy kolejnej potyczce Srolito w nią nadepnie! Czy nikomu nic o niej nie wspomniał? Owszem.
— Śmiej się śmiej, ale teraz nie damy wam wygrać! — pogroził Wallace czując jak znowu wzrasta w nim duch rywalizacji pewnie przez wizję ucioranego w kupie Srolito, a zaraz po czym zmienili boiska. Zerknął jeszcze na swoją towarzyszkę gry upychającą Stasię z powrotem do kostiumu i zawołał ją gestem. — Pameluszka, chodź na słowo no — i gdy dobiegła do niego znów z tym patrolowym zwolnionym trybie westchnał. — Zapomnij o tych podskokach z piskiem, bo to w ogóle go nie rozprasza Benito, ani nie skupiaj się tyle na jego klatce, bo piłki tam nie znajdziesz. Później sobie utoczysz kulkę z paprocha jego pępka jak już wygramy, ale teraz mnie PO SŁU CHAJ! — ułożył dłonie na swoim boku przybierając pozę niczym jakiś superhero i oznajmił. — Twoje cycki przeszły dzisiaj zbyt wiele, żebyśmy teraz polegli, prawda? — i zaraz gdy to powiedział ona ułożyła swoje dłonie na Basi i Stasi. Te wszystkie wzloty i upadki, nie mogły pójść na marne, prawda? A dla Pameli liczyły się cycki i Benito, więc trzeba było ją odpowiednio zmotywować. — Jak poleci piłka to nie piszczymy, nie panikujemy, nie patrzymy na Benito tylko wyciągamy ręce i odbijamy. Masz dać z siebie wszystko! — liczył chyba na jakieś przytaknięcie, zawzięte spojrzenie, gotowość bojową, ale zamiast tego usłyszał pisk Pameli i poczuł jej dłonie na swoich. Złapała je i położyła na swoich cyckach. — Nie wydaje ci się, że sflaczały? Oj no nie wiem Archie czy dam radę — zapiszczała prawie roniąc łzę, a on stał wryty iiii chyba jeszcze nigdy tak nie prostował usilnie palców powstrzymując się od zaciśnięcia, które zawsze następowało odruchowo, gdy w jego ręce wpadały gniotki. Instynkt przetrwania tutaj zadziałał, czuł palące spojrzenie Wallace gdzieś za sobą, ale liczyła się wygrana. — No co ty Pamelcia! Takie jędrne jeszcze nigdy na pewno nie były — zapewnił odrywając swoje ręce tak szybko jak potrafił. — Och no dobra! Już wiem co robić — zapewniła go nagle zmieniając nastawienie o 180 stopni, co nieco go zaniepokoiło. — Zaufaj mi — jeszcze bardziej go to przerażało, iec ciężko przełknął ślinę zajmując na boisku pozycję i znów, zaczynali od nowa! Tylko czy jemu zrobiło się jakoś cieplej? To pewnie przez to palące spojrzenie Abby zza siatki, aż musiał zrzucić z siebie koszulkę.
Kolejna runda się rozpoczęła, a Archie i Pameluszka szli po swoje, przynajmniej na początku. Kto wie, może Benito też nieco rozproszył się przez te dłonie Archiego na biuście Pameli, a może odkrył, że pod koszulką Miller skrywa też całkiem ładne mięśnie?
Nieważne co! Ważne, że działało.
Jeszcze... a jak długo?
Zobaczymy!
(っ'-')╮ =͟͟͞͞🏐
♡ ancy ‪‪♡ winniethepooh
(·•᷄‎ࡇ•᷅ )
28 y/o
KREATYWNY KOTOROŻEC
171 cm
rezydentka w mount sinai hospital
Awatar użytkownika
Summertime, and the living is easy.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona jej
typ narracji3 os
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Grało się dobrze.
Ale mogło być lepiej.
Z pewnością by było, gdyby razem z Archiem byli w jednej drużynie. Po równo podchmieleni, lekko chwiejnym krokiem odbijający piłkę i przede wszystkim cisnący swojej konkurencji wspólnie, na poziomie, na którym tylko oni potrafili. Tylko życie nie zawsze było im przychylne, a ostatnio nawet w druga stronę, biorąc pod uwagę chociażby ilość farta przy wejściu Dorothy do kuchni. I dzisiaj również, musieli zadowolić się prowadzeniem się po różnych stornach siatki oraz taktycznym trash talkiem, który miał wybić konkurencję z rytmu.
Finalnie najbardziej z rytmu wybił wszystkich epicki upadek Pameli, który zaczaiła zaraz przed końcem seta. Poleciała jak długa. Praktycznie w slow Motion, aż Abby zdążyła wstrzymać powietrze i razem z Benito patrzyli na wszystko z boku, zastanawiając się, jak zakończy się ta akcja. Miller przez moment wyglądał, jakby zamierzał się, żeby jej pomóc i uratować ją przed bolesnym spotkaniem z piachem, jednak w ostatniej chwili niewielka psia kupa podtrzymała go przed wielkim aktem heroizmu. Blondyna runęła jak długa, a gdy tylko wielkie bomby piersi uderzyły o podłoże, spora ilość piachu buchnęła w powietrze. Na moment nie było nic widać, dlatego Abby z początku nie widziała kompletnie cycka, który wyskoczył spod biustonosza kobiety. Dopiero po chwili wielki, soczysty sutek zaświecił w słońcu, mieniąc się jak naczynia w reklamie Fairy.
— O kurwa — powiedziała praktycznie równo z Benito. Stali tam jak kołki i po prostu patrzyli jak ta zbiera się z podłogi. Chociaż pewnie Włoch miał zupełnie inne myśli Abby, bo ta akurat z całych sił starała się nie wybuchnąć śmiechem, podczas gdy on pewnie zastanawiał się, jakby smakowa…
Pameluszka, chodź na słowo.
Głos Millera przerwał jej wewnętrzy tok myślowy. Momentalnie podniosła na niego spojrzenie, mrużąc oczy i posyłając mu podejrzliwie spojrzenie. Za nic nie słyszała o czym rozmawiali przez muzykę, która dobiegała z baru, ale kiedy blondyna zaczęła coś pokawyzać na swoich piersiach, a następnie złapała ręce Millera i przycisnęła je sobie do dekoltu… No pięknie. Abby momentalnie się skrzywiła.
— Myślisz, że na nią leci? — głos Beonito wybrzmiał gdzieś nad jej głową.
— Co? — odwróciła się w jego stronę z grymasem na twarzy.
— No ten twój amigo. Myślisz, że leci na Pamelę?
— Nie… — rzuciła, chociaż wcale nie była pewna. Z boku wyglądało to wszystko dość dwuznacznie, ale jak było naprawdę? Cóż, Wallace miała nadzieje, że nie. Dlatego też kompletnie zepchnęła w czeluści umysłu nieprzyjemne głosy jak i ścisk w brzuchu, a gdy tylko Miller wrócił pod siatkę, uniosła na niego wysoko brwi.
— Pomacałeś sobie? — spytała na głos, łapiąc jego spojrzenie. Pewnie gdyby była trzeźwa, zostawiła by to dla siebie, ale teraz? Wallace beast mode on. Uniosła ręce i skrzyżowała je na klatce piersiowej. Wyglądała iście walecznie. Nie przewidziała jednak jednej, bardzo ważnej rzeczy — Miller zrzucił z siebie koszulkę. I kiedy tylko jej wzrok zjechał w dół, nie mogła nic na to poradzić… b e z c z e l n i e zilustrowała go od góry po samiuśki dół. Po miejsce, w którym zaczynała się jego miednica i materiał spodenek w kaczuchy. Momentalna fala ciepła uderzyła w jej ciało, aż zachwiała się lekko na tym piachu.
— Próbujesz mnie rozproszyć, Miller? — spytała spokojnie, chociaż jej serce przyspieszyło nieco tempa. Ewidentnie grał tutaj nieczysto. A jej wcale-nie-takie-trzeźwe ego nie pozwalało tego zdzierżyć. — Nieładnie — zacmokała pod nosem, kręcąc głową i zrobiła kilka kroków w tył, by po chwili nie ściągając z niego spojrzenia, zacisnąć smukłe palce na materiale krótkiej już i tak koszulki. — No to chyba wypadałoby wyrównać szanse — puściła mu oczko, a następnie szarpnęła materiał do góry, zostając w samej górze od stroju. Co prawda jej strój kąpielowy wcale nie prezentował zajebistych kaczuszek jak ten Millera, jednak pączki, które na nim miała również wyglądały całkiem ciekawie.
— Ulala! — krzyknął Benito z tyłu, wyrywając ich z tej intensywnej wymiany spojrzeń, a zaraz podbiegł bliżej, żeby zbić z nią piąteczkę i przesunąć spojrzeniem po odsłoniętym brzuchu. — No to teraz na pewno wygramy — wyszczerzył się, przy okazji podając Pameli piłkę pod siatką.
I takim sposobem rozpoczęła się runda trzecia. Wynik na tablicy (której nie było) wskazywał jeden do jednego w wielkim starciu na piachu… i chyba w tym ich personalnym również, biorąc pod uwagę, że oboje skończyli bez koszulek.
kasik
postów z AI, czytania mojej postaci w myślach i braku inicjatywy.
27 y/o
Mr Potato Head
180 cm
tester gier w Ubisoft, barman w Emptines i przewodnik po Toronto.
Awatar użytkownika
Summer Mood: Jutro to problem przyszłego mnie, a przyszły ja na pewno coś wymyśli.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Gdyby byli razem towarzystwo nie miałoby żadnych szans. Może i byli podchmieleni, ale nawet w tym stanie upojenia wciąż znali się jak łyse konie i rozumieli bez słów, więc podania byłyby dla nich bułką z masłem. Nie można tego było powiedzieć o Srolito i Abby, bo choć oboje dobrze radzili sobie na boisku to z daleko widać było, że nie ma tego connection i przez to stracili kilka punktów. Rzecz w tym, że wciąż byli lepsi od Archibalda i Pameli, nie ma co się oszukiwać. Miller mógł tam kurwa stawać na głowie i robić odbicia z półobrotu, a i tak nie miało prawa to zadziałać jeśli Pameluszka bardziej skupiała się na Basi i Stasi skrupulatnie co jakiś czas upewniając się, czy nic im nie jest. O jeden raz za dużo poprosiła go o weryfikację i jak to się dla niego skończyło? No przecież widział grymas Wallace już w chwili, gdy to się stało! Wiedział, że jeszcze jakiś przytyk z tego tytułu się dla niego znajdzie.
Pomacałeś sobie?
No, wiedział! I jeszcze te skrzyżowane ręce na klatce piersiowej — przerzuciła się ewidentnie na wyższy tryb bojowy, aż nabrał powietrza w usta, zrobiło się mu cieplej i jedynym argumentem rozproszenia jaki teraz posiadał to faktycznie była taktyka zrzucenia koszulki. — A co, zazdrosna? — oho, ledwo zaświecił klatą, a już jaki pewniejszy siebie się okazał. Uśmiech łobuza znów wtargnął na jego twarz słysząc jej kolejne pytanie. — Może tak, a rozprasza cię ten widok? — zapytał zbliżając się nieco do siatki przyglądając się jej b e z c z e l n i e. Nie przewidział jednak tego, że postanowi wyrównać szansę. Gdy szarpnęła koszulkę do góry, po chwili zostając w pączkowym stroju Archie rozszerzył usta i nie potrafił ich zamknąć dobre kilka sekund. Osunął wzrok na jej odsłonięty brzuch, a potem powrócił w górę i dotarło do niego, że te apetyczne pieprzone pączki prowokowały go jak nic innego na tej plaży. Zgasiła go. Wallace zmiażdżyła go jego własną zagrywką i dopiero Srolitowskie Ulala! sprowadziło go na ziemię. Dość mocno i burzliwie, bo widząc jak doskoczył do Wallace szczerząc swoje zęby i mierząc ją spojrzeniem z góry do dołu, to Archie aż poczuł jak ciśnienie mu podskoczyło. Halo, czy jest na sali lekarz?! Przynajmniej w końcu buzię zamknął. Ba! Zacisnął ja tak mocno, że aż zęby zazgrzytały. Miał ochotę zdzielić Srolito i wbić mu głowę w piasek, ale jedyne co zrobił to zgromił go spojrzeniem, kopnął w piach i obrócił się o Pameli, która znów grzebała sobie w cyckach.
Kolejna rozgrywka choć zapowiadała się nieźle okazała się jednym wielkim pasmem katastrof, dla niego i cycoliny rzecz jasna. Pamela w dalszym ciągu odbijając piłki wydawała dźwięki jak z filmów dla dorosłych, a Archibald miał coraz mniej siły walczyć za ich dwoje. Frustracja narastała z każdym popisowym odbiciem Benito, ale w końcu nadarzyła się okazja!!! Pamela jakimś cudem podbiła mu piłkę, a on miał szansę na idealną ścinkę, która mogłaby w końcu zmyć uśmiech z twarzy tego gogusia. Podskoczył, wybijając się w powietrze, napiął wszystkie mięśnie, zamachnął się i…. w ostatniej chwili dostrzegł dobiegającą do siatki Abby, która wyskakuje w tym swoim pączkowym staniku.
E r r o r!
Uciekł mu wzrok. Przed oczami miał tylko Wallace, więc nic dziwnego, że gdy trafił w piłkę to zamiast wbić ją w ich połowę trafił we własną. Na domiar złego odbiła się od siatki i trafiła go w nos. Wiedział, że nie mieli już żadnych szans, ale Millerowie walczą do końca! Benito zaserwował, a Archie rzucił tylko do partnerki. — Zostaw, moja! — skupiony na piłce wycofał się, już miał ją odbić, dzieliły go milimetry i nagle poczuł uderzenie. Pamela wpadła na niego z impetem wywracając go do piasku i lądując tuż nad nim. — Oh Arcziiii, wybacz! Myślałam, że wołasz, że moja… — jęknęła siedząc na nim jakby nigdy nic i poprawiając swoje koleżanki, wytrzepując ze stroju piasek prosto na jego twarz. Dobrze, że w ogólnym rozrachunku była drobną, bo siadając złapał ją pod pachy i przesunął na piach obok siebie, nieszczególnie dbając o to, by było delikatnie — Wciąż jeszcze mamy szansę się odkuć, tylko przestań już gmerać w tych cyckach — powiedział i zaraz pożałował, bo w oczach Pameli pojawił się cały basen łez. Miller spojrzał w stronę Wallace błagalnie i westchnął ciężko wracając do swojej zawodniczki, która najwyraźniej w sekundzie potrafiła zmienić oblicze. Nagle przetarła policzki i wyciągnęła w jego stronę ręce, by ułożyć mu na ramionach gdy kucał w tym piachu. Musisz się rozluźnić, inaczej nie wygramy. Szkoda tylko, że zamiast masażu zaczęła go po karku okładać. — Ała! — poddaję się!
To musiała być jakaś zmowa przeciwko Millerowi, prawda?!
Musiała, inaczej by nie przegrali!
A jednak jeden do dwóch.
P O R A Ż K A.



(っ'-')╮ =͟͟͞͞🏐 1:2
♡ ancy ‪‪♡ winniethepooh
(·•᷄‎ࡇ•᷅ )
ODPOWIEDZ

Wróć do „Summer by the Lake”