ODPOWIEDZ
25 y/o
MAŁA LADY PANK
175 cm
twórczyni komiksów
Awatar użytkownika
Don't call your mother - don't call your priest
Don't call your doctor - call the police
You bring the razor blade - I'll bring the speed
Take off your coat - it's gonna be a long night
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Otworzyła usta, chcąc zauważyć, że przecież ostatecznie i tak musiała ją wyciągnąć i jeszcze niepotrzebnie skazać na dodatkowy stres, po którym na pewno już nie zaśnie. Zrezygnowała jednak z tego opierdolu. Miała wrażenie, że do Krukonki dotarło już, że głupio zrobiła i dodatkowe suszenie jej głowy nie przyniesie wymiernych korzyści.
— A może porzucisz bycie chorobliwie samodzielną? Tylko na ten miesiąc — zasugerowała łagodnym tonem. Proszenie o pomoc ewidentnie nie leżało w naturze Prescott, a chyba nie znajdzie lepszego momentu na zmienienie tego niż ten. Cross nie chciała nawet wymagać, by prosiła o pomoc konkretnie ją. Totalnie zrozumiałaby zwracanie się do kogoś bardziej kompetentnego.
— Jak widzisz, czasami ktoś dodatkowy się przydaje — dodała szybko, wskazując dłonią na samą siebie i wypinając z dumą pierś do przodu. Dobrze, że naciągnęła na piżamę czarny sweter, to przynajmniej nie wyglądała przy tym aż tak śmiesznie.
— Serio cieszę się, że pomyślałaś akurat o mnie — dodała ciszej. Odwróciła wzrok, niby z całkowitą obojętnością przyglądając się obecnie pustej tablicy przy biurku nauczycielskim. Od razu zrobiło jej się strasznie głupio, że powiedziała coś takiego na głos i wcale nie miała pewności, że dobrze jej teraz szło udawanie nonszalanckiej. Od razu pomyślała też, że to było jeszcze głupsze niż ustawa przewiduje, bo przecież Prescott na pewno wybrała ją wyłącznie ze względu na bliskość pokoju wspólnego Ślizgonów. Kurwa mać.
— Czyli mam miesiąc na to, żeby cię rozebrać? Zapamiętam. — Jej wzrok jeszcze raz uciekł w stronę dekoltu Krukonki, tym razem z pełną premedytacją i bez żadnego ukrywania się. Jakież radosne i zdrowe dla jej psychiki było żartowanie z tego, że mogłyby do czegoś podobnego doprowadzić wyłącznie przez to, że Rue jest trzy ćwierci od śmierci!
Przyglądała się jej jeszcze przez krótką chwilę, wahając się, czy powinna się zgodzić. Naprawdę trudno było jej tak po prostu odmówić. Ale przecież co złego może się stać? Na pewno to był taki jednorazowy wypadek, a skoro Krukonka miała zamiar zdać później relację Ainsworth, to wszystko będzie dobrze. Skinęła więc głową i udała, że przekręca kluczyk w zamku na ustach, a potem chce go wyrzucić. Już prawie cisnęła nim w głąb sali, ale z tego zrezygnowała. Złapała klucz między palec wskazujący i środkowy, po czym pchnęła nimi lekko do przodu, wrzucając go w dekolt Krukonki. Tam na pewno będzie bezpieczny!
Wywróciła oczami, ale uśmiechnęła się też z rozbawieniem, gdy zasugerowała spędzenie razem nocy. To był najlepszy pomysł, na jaki wpadła w tym roku. A na pewno od dwóch dni. Cross ani trochę nie spieszyło się, by podnieść się z podłogi. Oparła głowę o półkę za sobą i przymknęła oczy.
— Drogi pamiętniczku. Wreszcie się udało! Zamknęłam się nocą w sali od eliksirów z TĄ Krukonką. Dzięki mnie miała totalnie miękkie nogi. Była też cała mokra... — powiedziała cicho, niby do samej siebie, jeszcze przez moment nie otwierając oczu. Raven jej nie uwierzy, jak opowie jej to w ten sposób, a przecież nie kłamała żadnym słowem! Spojrzała z powrotem na Prescott, ale nie dodała niczego dodatkowego. Chciała zaoferować jej coś więcej niż własne ramię, ale nie była pewna, czy to dobry pomysł. Lepiej niech Krukonka zdecyduje sama, jak jest jej najwygodniej. Miała zamiar trwać przy niej bez żadnego pospieszenia, aż dziewczyna poczuje się na siłach, by wrócić do pokoju wspólnego.

Ruelle I. Prescott
Werka
dogadamy się
24 y/o
Prepare to be a seasoned local
160 cm
tanatopraktorka white lily funeral services
Awatar użytkownika
Porque mañana yo no sé qué va a pasar
Me siento triste, pero se me va a pasar, je
Mi vida está cabrona, hey
Yo no me quiero casar
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Wystarczająco już się nasłuchała. Zdobyła pewność, że to, co zrobiło było naprawdę godne pożałowania i bardziej nierozważne niż to szlajanie się nocą po Dziale Ksiąg Zakazanych, a to już na pewno był swoisty wyczyn, którym raczej nie powinna się chwalić.
- Ciekawa propozycja... Może oddam ją pod rozwagę - odpowiedziała, wydając z siebie pełen namysłu pomruk. - Nie sądziłam, że będziesz tak chętna temu, aby być na moje usługi.
Co prawda zapewne River nie miała na myśli tego, że stanie się jej osobistym skrzatem domowym, ale taka myśl zdawała się być dosyć kusząca. Z drugiej strony to Prescott chyba nie miała w sobie tego pierwiastka, który pozwalałby jej na wysługiwanie się innymi. Przynajmniej nie w tak świadomy i perfidny sposób.
- Wiedziałam, że jesteś w pobliżu... - mruknęła, ale chyba faktycznie kryło się za tym coś więcej.
Czy na pewno nie miała nikogo innego w Slytherinie lub Hufflepuffie, do kogo mogłaby się zwrócić w momencie potrzeby? Z jakiegoś powodu jej myśli skierowały się właśnie ku Cross, a reszta... Reszta była już naprawdę historią. Najważniejsze było, że Ślizgonka odpowiedziała na wezwanie i pomogła jej opanować napad klątwy, który był bardziej nieprzyjemny niż mogła to sobie wyobrazić.
- Chyba? Jeśli limit czasowy będzie mógł ulec zmianie to cię poinformuję - odparła, bo może wyjdzie na to, że uwolni się od klątwy lub ta nagle przybierze jeszcze agresywniejszy charakter.
Żartowanie z tego wszystkiego pozwalało jej nie zwariować. Inaczej zapewne już dawno oszalałaby na myśl o tym, że jej czas był mocno ograniczony o ile nagle nie znajdzie się jakiś sposób na przełamanie tej klątwy. Co prawda pracowała nad tym pewna specjalista, ale niektóre przypadki były po prostu beznadziejne.Nie zamierzała utrudniać kobiecie pracy. Chciała zwyczajnie nie czuć się jakby była pod wiecznym nadzorem. Jeśli to miał to być jej ostatni miesiąc życia to nie chciała spędzać go niczym więzień o ograniczonych swobodach, bo inaczej sprawa skończy się dla niej tragicznie.
Uśmiechnęła się lekko, gdy tylko River zrobiła swój mały pokaz z kluczykiem. Nie sądziła, że postanowi wrzucić niewidzialny przedmiot w jej dekolt, ale musiała ją zaczepić.
Na ogół nie przepadała za kontaktem fizycznym, ale w tym momencie nie miała nic przeciwko niemu. Być może dlatego, że wcześniej już przekroczyła granice swojej strefy komfortu, więc równie dobrze mogła to robić dalej, opierając się o znajdującą się obok niej Ślizgonkę. Chociaż to też bez przesady. Nie zamierzała się wtulać w jej ramię, ani kleić się do niej jak śluz gumochłona.
Nie spodziewała się tego komentarza. Zapewne, gdyby nie działanie eliksiru to jej mięśnie odruchowo by się napięły.
- To brzmi jak fragment książki, która zdecydowanie powinna znaleźć się w Dziale Ksiąg Zakazanych - skomentowała, bo zdecydowanie nie była fanką powieści posuwisto-zwrotnych.
W zasadzie to nie mogła się kłócić z tym opisem, bo faktycznie wydawał się on wyjątkowo trafny. Mięśnie jej zwiotczały, ciało było mokre od potu, a obie znajdowały się w pustej sali eliksirów, gdzie raczej nikt by nie zajrzał, aby ich poszukać. Naprawdę cudowne warunki.

River Cross
Ari
Nie lubię narzucania mojej postaci reakcji i zachowania oraz dopisywania do jej rzeczy czy sterowania nią w jakikolwiek sposób bez konsultacji.
25 y/o
MAŁA LADY PANK
175 cm
twórczyni komiksów
Awatar użytkownika
Don't call your mother - don't call your priest
Don't call your doctor - call the police
You bring the razor blade - I'll bring the speed
Take off your coat - it's gonna be a long night
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Powinna chyba uznać za niesamowity sukces fakt, że Krukonka nie parsknęła jej śmiechem prosto w twarz, gdy zasugerowała jej większą rozwagę. Wolałaby, żeby przyznała jej po prostu rację i zaczęła bardziej na siebie uważać, ale to chyba marzenie ściętej głowy.
— Śmiało, przetestuj mnie — zasugerowała, uśmiechając się z tą bezczelną pewnością siebie, która od wczoraj ulatywała w towarzystwie Prescott zdecydowanie zbyt szybko. To jednak wciąż było integralna część River. Ta dziewczyna nie była w stanie wyciągnąć z niej tego całkowicie. Chyba. Oby. Nie próbowała wcześniej sugerować, że to ona może nagle stać się osobą, do której będzie się tak chętnie zwracać, bo do głowy by jej nie przyszło, że Krukonka może zaakceptować taką ewentualność. Brzmiało to jednak dość obiecująco. Ślizgonka lubiła wyzwania i wątpiła, że Prescott byłaby w stanie zażądać od niej czegoś, czym byłaby w stanie ją zagiąć i River musiałaby się wycofać. Nie miała zbyt dobrze rozwiniętego instynktu samozachowawczego. Nie była też profesjonalną łamaczką klątw, więc pewnie nie stanie się faktyczną pomocą, ale może przynajmniej zapewni jej nieco rozrywki w tym trudnym miesiącu? Na to była gotowa.
Mruknęła tylko potwierdzająco. Była w pobliżu, racja. I tyle. Była pierwszą myślą Ruelle w tej sytuacji, bo pokój wspólny Ślizgonów był tuż obok. Tylko czemu akurat ona a nie ktokolwiek inny z jej domu? Może kojarzyła, że River miewa spore problemy ze snem i zakładała, że na pewno znowu nie może spać? Albo po prostu potrzebowała kogoś, komu nie będzie musiała niczego tłumaczyć, bo przecież Cross była względnie na bieżąco w kwestii klątwy? Wszystko jedno. Krukonce ewidentnie chodziło o wygodę i prostotę. Kwestie techniczne i tyle.
— To może jednak dasz mi się rozebrać teraz? No wiesz, na wszelki wypadek, skoro nigdy nie wiadomo — Taki układ wydawał się dosyć uczciwy. Groźba śmierci wisiała nad dziewczyną przez cały czas. Piasek w klepsydrze powinien przesypywać się miarowo, odliczając godziny do jej ostatniego oddechu, ale z klątwami to przecież nigdy nie wiadomo. Może okazać się, że ktoś źle coś policzył albo zaszkodził w międzyczasie i nagle czas po prosty wyparuje. Lepiej było robić takie rzeczy od razu, bo potem może nie być kiedy w trakcie agonii.
— Aż taka okropna ze mnie pisarka? Jesteś okrutna. Ale dobrze, mogę ci to potem narysować, zamiast opisywać. — Obróciła głowę w jej stronę, chcąc na podstawie jej miny ocenić, czy dziewczyna faktycznie doceniłaby taki szkic. Przyglądanie się jej z tak bliska utrudniło pamiętanie, po co to w ogóle robiła. Zdecydowanie nie powinny tu nadal siedzieć. Powinny się ogarnąć i udać do dormitorium. Wszystko jedno którego, byle razem. Nie, chwila, co? Nie tak! Wiadomo, że nie wszystko jedno, do którego, skoro Ślizgońskie było bliżej. Nie, chwila, z tym zdaniem też było coś nie tak.

Ruelle I. Prescott
Werka
dogadamy się
24 y/o
Prepare to be a seasoned local
160 cm
tanatopraktorka white lily funeral services
Awatar użytkownika
Porque mañana yo no sé qué va a pasar
Me siento triste, pero se me va a pasar, je
Mi vida está cabrona, hey
Yo no me quiero casar
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Nie mogła się roześmiać, bo jak najbardziej dziewczyna miała rację. Powinna być bardziej rozważna i pomyśleć o tym jakie konsekwencje mogły ją czekać, gdy tylko zostanie sama poza pokojem wspólnym. Tylko, że nie przewidziała tego. Zamiast tego była błędnie przekonana o swojej nieomylności.
- Zrobimy ci jakąś tunikę z prześcieradła, żebyś wyglądała jak skrzat domowy - zasugerowała, bo skoro miała być na jej usługi to musiały wymyślić coś podobnego. - Potrzebowałabyś też innego imienia. Jak Mrużka czy Skwarek.
To była pierwsza para skrzatów, które pracowały w hogwarckiej kuchni, która przyszła jej na myśl. Z drugiej strony Rzeczka może nie było faktycznie tak złym imieniem dla skrzatki? Nad tym zdecydowanie powinna jeszcze pomyśleć.
Nie ulegało wątpliwości, że Cross była całkowicie bezczelna oraz pewna siebie. Zapewne byłaby skłonna zrobić niezwykle wiele tylko po to, aby udowodnić swoje stanowisko. Zapewne Ruelle musiałaby się namęczyć, aby znaleźć coś, co byłoby na tyle uwłaczające, że odmawiałaby wykonania owego polecenia.
Odległość na pewno była jednym z powodów. River była też tą, która znała się na eliksirach (podobnie zresztą jak znajdująca się w Slytherinie Mina Hawthorne) oraz była bardziej zaznajomiona z tematem klątwy. Czy to nie dzislało na jej korzyść? Chyba tak. Chociaż, gdyby tylko Prescott poświęciła takim rozważaniom jeszcze chwilę lub dwie to odkryłaby, że kryło się za tym wszystkim coś jeszcze. Zwyczajnie czuła się komfortowo i bezpiecznie przy boku tej konkretnej Ślizgonki. Coś, czego nie mogłaby sobie wcześniej wyobrazić.
- Och, nagle zmieniłaś zdanie? - zapytała i sama nie miała pojęcia skąd wzięła się w niej nagle ta chęć, żeby podrażnić się ze swoją towarzyszką. - Teraz to czuję, że byłabym za łatwa.
Czemu w ogóle o tym dyskutowały? Powinny zamiast tego skupić się na czymś, co nie oscylowało pomiędzy zdzieraniem z siebie szat w ramach podziękowania za poratowanie eliksirem czy dwoma.
- Boję się tego jak mógłby ten rysunek wyglądać. Widziałam już kilka komiksów sprowadzanych z Mahoutokoro i cóż... Moje życie nie będzie po tym takie samo.
Nie dodawała w ogóle nic na temat tego jak wyglądały te dobra sprowadzane z Azji. Pewnie zresztą Cross już zdołała się z nimi zapoznać. Może nawet z tym, który... przedstawiał wyjątkowo bliskie spotkanie pewnej uczennicy i Wielkiej Kałamarnicy żyjącej w hogwarckim jeziorze.

River Cross
Ari
Nie lubię narzucania mojej postaci reakcji i zachowania oraz dopisywania do jej rzeczy czy sterowania nią w jakikolwiek sposób bez konsultacji.
25 y/o
MAŁA LADY PANK
175 cm
twórczyni komiksów
Awatar użytkownika
Don't call your mother - don't call your priest
Don't call your doctor - call the police
You bring the razor blade - I'll bring the speed
Take off your coat - it's gonna be a long night
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Uniosła brwi, gdy tylko Krukonka wspomniała o prześcieradle. Jeszcze tego brakowało, żeby nosiła jakąś szmatę. Szczególnie przy tej szmacie dziewczynie. Musiały ustalić jasne granice służalczości. Jej brwi powędrowały jeszcze wyżej, gdy tylko usłyszała o potencjalnych imionach.
— O wow. Mrużka? Poważnie? Ostatnie, czego się tutaj spodziewałam to przemoc na tle rasowym — parsknęła, choć wcale nie była zła. Podobały jej się te pomysły. Były wyjątkowo durne, ale rozbawiły ją i tak. Chyba to niewyspanie zaczęło siadać jej na głowę.
— I przez miesiąc mam się pojawiać na każde twoje zawołanie, a potem mnie uwolnisz? Mam nadzieję, że zrobisz to jakąś częścią bielizny. — Skoro już chciała żartować na ten temat, to takie rozwiązanie również musiało się pojawić. Coś jej podpowiadało, że Prescott ma w sobie jakąś dziwną tendencję do zostawiania za sobą bielizny gdzie popadnie, ale skąd to echo myśli do niej przychodziło? Pewnie z jakiejś innej rzeczywistości. Dziwna sprawa!
— A może to po prostu kwestia mojego niesamowitego uroku osobistego? Ale dobrze, dobrze, możemy wrócić do tego rozbierania jutro. — Uniosła ręce w geście poddania się. Jeden dzień jej przecież nie zbawi. Była przecież grzecznym skrzatem i mogła cierpliwie poczekać aż zacznie zdzierać z niej ubrania. Ta wizja mimo wszystko wydawała jej się wyjątkowo absurdalna. Ona i Prescott w takiej sytuacji? Tak po prostu? Nie, to przecież nie do zrobienia. Aż tak ich do siebie nie ciągnęło. Albo ciągnęło, ale nie w ten sposób. Totalnie musi jej się coś wydawać.
— Powinnam się obrazić, że nie wierzysz w mój talent i zdolność do zrobienia nawet z czegoś takiego arcydzieła, ale dzisiaj ci odpuszczę ze względu na twój stan. No i za bardzo lubisz moje rysunki, żeby za karę cię ich pozbawiać. — Oczywiście, że w swoim własnym mniemaniu była w stanie narysować szybko i zrobić to bardzo umiejętnie. Po prostu potrzebowałaby na to czasu. Nie wątpiła, ze dałaby radę stworzyć coś, co spodobałoby się Krukonce. Może niekoniecznie z nimi w roli głównej, ale.... no coż. Musiałaby po prostu się zastanowić, co konkretnie, a teraz nie była w stanie, bo od razu w myślach pojawiły jej się rysunki właśnie z nimi w roli głównej.
— To jak, lepiej się czujesz? Chodźmy stąd, zanim przyplącze się tu jakiś duch. Możemy iść na wieżę albo... no. Wiesz. Ślizgońskie dormitorium jest praktycznie za rogiem, ale... wasze też nie jest chyba aż tak daleko. — Zaplątała się we własnej myśli i zdecydowanie nie wybrzmiała tak, jak było to w jej głowie. Uformowała wyjątkowo strojną wiązankę przekleństw we własnych myślach na swój temat, ale na zewnątrz starała się nie dać po sobie poznać, że w ogóle wyczuła, że brzmi dziwnie. Totalnie tak chciała to ująć. Tak mówią cool dzieciaki, c'nie?

Ruelle I. Prescott
Werka
dogadamy się
24 y/o
Prepare to be a seasoned local
160 cm
tanatopraktorka white lily funeral services
Awatar użytkownika
Porque mañana yo no sé qué va a pasar
Me siento triste, pero se me va a pasar, je
Mi vida está cabrona, hey
Yo no me quiero casar
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Jakby nie patrzeć to w końcu skrzaty domowe chodziły w podobnych kreacjach, więc nie było co się obruszać na podobne sugestie. Chociaż na pewni inaczej się sprawy miały gdy chodziło o dobór imienia.
- Nie moja wina, że ludzie dobierają skrzatom takie imiona. A miałabyś jakieś inne propozycje, Rzeczko? - zapytała, przyglądając jej się z zaciekawieniem.
Prawie parsknęła na uwagę o tym, że powinna ją uwolnić przez wręczenie części swojej bielizny. Naprawdę tej dziewczynie tylko jedno było w głowie... Z drugiej strony chyba jeszcze nigdy nie flirtowała z nią w tak otwarty i bezczelny sposób. To była jakaś nowość i może nawet ktoś taki jak Ruelle w końcu załapie, że coś takiego nie brało się znikąd... Chociaż chyba była na to za bardzo autystyczna krukońska.
- O ile tylko będziesz ładnie służyła to rozważę przychylenie się do tej prośby - odpowiedziała, nie składając jej jeszcze żadnych obietnic, które musiałaby później dotrzymać jako niezwykle słowna Krukonka.
W urok osobisty Cross śmiała wątpić. No, może i faktycznie potrafiła chwycić za serce swoim szelmowskim uśmieszkiem i tym jak wydawała się dbać o swoich, ale czy na pewno było to coś, co wyjątkowo do niej przemawiało?
- Może jutro będziesz miała więcej szczęścia. Będziesz mieć czas na uwarzenie Felix Felicis - odparowała, nie mogąc odpuścić sobie tego żartu.
Chyba naprawdę czuła się już lepiej skoro tak sobie żartowała. Jeszcze trochę, a okaże się, że śmiech to najlepsze lekarstwo i będzie w stanie ją wyleczyć nawet z tej klątwy. To dopiero byłoby odkrycie godne nagrody Merlina najwyższej klasy!
- Cóż, czasami jakość może być dobra, ale pewne treści zwyczajnie są trudne do przetworzenia przez daną osobę - dodała na swoją obronę, bo nie miała pojęcia w jaki sposób Ślizgonka ujęłaby je obie w swojej wesołej twórczości o niewiadomej zawartości.
Dotychczas zyskała już wystarczająco wiele dowodów na to, że River była naprawdę świetną rysowniczką. Co jakiś czas przecież na jej biurku lądowały kolejne ożywione patki z pergaminu, na których widniał taki lub inny szkic. Tylko jak chciałaby je umieścić razem na rysunku? W dodatku przed chwilą przedstawiła wszystko w taki sposób, że trudno było powiedzieć jak wyglądałaby uwieczniona przez nią scena. Może mogła przypominać te sprowadzone z Azji komiksy.
- Trochę lepiej, ale dalej nieco niepewnie - odpowiedziała, chwytając się lekko półki za sobą, aby podciągnąć się na nogi, które dalej zdawały się rozjeżdżać pod ciężarem jej ciała.
Musiała się jakoś ratować. Pierwszy sposób jaki przyszedł jej do głowy to zaparcie się jedną z rąk o ciało River, ale nie miała pojęcia czy uda jej się zachować równowagę. Po raz kolejny jej godność znajdowała się gdzieś roztrzaskana na podłodze.
- Nie mam pojęcia czy dotrę do dormitorium Krukonów... - przyznała szczerze, bo nawet biorąc pod uwagę skróty to wciąż czekała ją dosyć długa przeprawa.
Przygryzła dolną wargę, zastanawiając się nad tym wszystkim zdecydowanie zbyt długo. Slytherin miał swoją siedzibę w zasadzie tuż obok, a Cross już o tym wspomniała... Niby nie chciała się narzucać, ale wydawało jej się to być rozsądną opcją. Tylko, że wciąż pozostawała kwestia spania... Nie mogłaby z pewnością przespać się w pokoju wspólnym, bo to wywołałoby zbyt wielkie sensacje, gdyby jednak nakrył ją jakiś obcy Ślizgon. Zostawało dormitorium... Najpewniej w jednym łóżku z River, bo mogły zasunąć kotary wokół niego dla większej prywatności... Myśląc jednak o tym jak wyglądała ich dotychczasowa rozmowa, Ruelle odruchowo się zarumieniła. To wszystko było zdecydowanie zbyt intymne.

River Cross
Ari
Nie lubię narzucania mojej postaci reakcji i zachowania oraz dopisywania do jej rzeczy czy sterowania nią w jakikolwiek sposób bez konsultacji.
25 y/o
MAŁA LADY PANK
175 cm
twórczyni komiksów
Awatar użytkownika
Don't call your mother - don't call your priest
Don't call your doctor - call the police
You bring the razor blade - I'll bring the speed
Take off your coat - it's gonna be a long night
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

— Och, jeszcze lepiej. Kpisz z kreatywności mojej matki czy to ma się odnosić do tego, że będę przez służbę u ciebie mo... — przerwała, zdając sobie sprawę, jak bardzo ją poniosło. Tak czy siak było już za późno. Poczuła się przy Krukonce zdecydowanie zbyt swobodnie, a zdrowy rozsądek trzasnął ją w łeb ze sporym opóźnieniem. Żarty płynnie przechodzące we flirt raczej jej nie krępowały, ale przy Prescott poczuła się kompletnie tym wszystkim skołowana. Jakim cudem była w stanie pyskować do nauczycielki, rzucając dwuznaczne teksty na temat swoich kolegów i koleżanek z roku, a potem dać się pokonać wstydowi przy Ruelle? Cholera wie. Kara, którą nałożyłaby na nią Krukonka na pewno byłaby dużo ciekawsza od tej, którą wybrała dla niej profesor Cassowary. Nie, chwila. Nad tym to już na pewno nie powinna się zastanawiać. Na brodę Merlina, co się z nią działo? To wszystko przez niewyspanie? A może jednak to wszystko było jakimiś dziwacznym snem? Fakt, że Krukonka tak chętnie wchodziła nie tylko w żarty, ale i w ten flirt, mógł sugerować, że to nie miało z jawą nic wspólnego. Prawdziwa Ruelle, pozbawiona widma klątwy i nierozmiękczona eliksirami, nigdy przecież nie zasugerowałaby ściągania dla Ślizgonki bielizny... prawda?
— Dobrze, to może po prostu zostanę przy tym, co robiłam do tej pory? Wciąż nie powiedziałaś mi, które są twoimi ulubionymi, ale będę kombinować. — Nie było opcji, żeby Krukonce spodobały się jakieś szkice autorstwa Cross oparte przede wszystkim na erotyce, prawda? Nie były przecież aż takie dziwne, żeby skupiać się wyłącznie na pożądaniu. Szkicowanie śmiesznych scenek albo magicznych zwierząt było bezpieczniejsze, chociaż kusiło ją ostatnio, by porysować więcej samej Ruelle, co po dzisiaj powinno być przecież oczywiste. Może jednak powinna zostawiać te rysunki dla siebie?
Podniosła się z podłogi, obserwując z uwagą Krukonkę. Była gotowa łapać ją, gdyby tylko zachwiała się i choćby zbliżyła do upadku. Na szczęście nie wywaliła się na ten głupi ryj od razu, więc nie było z nią tak najgorzej. Problem w tym, że nadal nie miała w sobie tyle siły, by przejść przez cały zamek, a River przecież nie zaniesie jej do wieży na rękach. Sytuacja była co najmniej skomplikowana i po prostu ją stresowała. Serce zabiło jej mocnie, gdy dostrzegła a jej policzkach rumieńce. To ze zmęczenia czy może jednak tak zadziałała na nią myśl o byciu przemyconą do dormitorium Slytherinu? Jak obie będą tu sterczeć takie zmieszane, to zastanie je w końcu świt. River musiała wziąć sprawy w swoje ręce, skoro była tą sprawniejszą. Wzięła głębszy oddech dla dodania sobie otuchy i objęła ją, przyciskając do własnego ciała, które miało stać się dla Krukonki oparciem.
— No to postanowione, śpimy w lochach — oświadczyła i ruchem głowy wskazała w stronę wyjścia z sali. Czas na stres przyjdzie później. Teraz musiały dotrzeć na miejsce.
Dobrze, że to naprawdę nie było zbyt daleko i doprowadzenie tam Krukonki nie było trudne. Na całe szczęście wejście do środka też było banalne. Wystarczyło tylko podać hasło. Gdyby musiały teraz łamać głowy nad jakąś durną zagadką, to chyba by ją poskręcało. Wprowadziła ją w głąb pomieszczenia, rozglądając się uważnie. W pokoju wspólnym na szczęście nie było zbędnych gapiów. Na jednej z kanap głośno chrapał długowłosy siódmoroczny. Na torsie wciąż leżał otwarty podręcznik do historii magii, który musiał być niesamowitą lekturą. Dobrze, że przynajmniej płeć Krukonki nie stanowiła żadnego problemu w kwestii dostania się do dormitorium. Otworzyła ostrożnie drzwi i przytknęła palec do ust, jakby dla Ruelle nie było oczywiste, że muszą być teraz cicho. Podprowadziła ją łóżka, które powinno być puste. Na środku materaca leżały jednak dwa koty, które stykały się dupkami. Całkowicie biały i bury zwierzak nie zwróciły żadnej uwagi na zbliżające się uczennice.
— Bazgroł, Menda, sio mi stąd — syknęła i machnęła ręką nad kotami, które nadal miały ją w głębokim poważaniu. Dopiero, gdy dźgnęła je w dupska, łaskawie się podniosły, przeciągnęły leniwie i zeskoczyły z łóżka, by odejść w stroną stronę. Zsunęła z siebie sweter bez żadnego pomyślunku, bo razem z jego materiałem do góry podsunęła się koszulka, którą miała pod spodem, odsłaniając jej żebra. Nerwowo obciągnęła materiał z powrotem i z dużo większą rozwagą zsunęła spodnie, odsłaniając zwyczajne szorty.
— Chcesz w tym zostać czy... — szepnęła i wskazała w stronę szafy, z której mogła jej zaoferować coś, co zastąpiłoby wygodną od potu piżamę. Dostosowała się grzecznie do jej decyzji i wpakowała się wreszcie na łóżko. Zasłoniła kotary wokół, rzucając ostatnie spojrzenie na śpiącą na łóżku obok Raven. Nie uwierzy jej rano w tę dziwaczną historię, na bank. Wahała się przez sekundę, zastanawiając się, czy nie powinna zaproponować, że prześpi się w pokoju wspólnym albo właśnie w łóżku Vanberg, ale nie odezwała się w tej kwestii ani słowem. Za bardzo bała się, że Krukonka przystanie na jedną z tych opcji.

Ruelle I. Prescott
Werka
dogadamy się
24 y/o
Prepare to be a seasoned local
160 cm
tanatopraktorka white lily funeral services
Awatar użytkownika
Porque mañana yo no sé qué va a pasar
Me siento triste, pero se me va a pasar, je
Mi vida está cabrona, hey
Yo no me quiero casar
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Coś ścisnęło ją w żołądku, gdy nagle Cross przerwała swoją błyskotliwą kontrę w połowie słowa. River nigdy nie gryzła się w język. Zawsze mówiła to, co chciała, ale teraz z jakiegoś powodu zwątpiła i wycofała się w ostatnim momencie. Dlaczego? Ruelle nie miała pewności. Wiedziała tylko, że nagle z jakiegoś powodu zrobiło się jej gorąco. To pewnie jeden z kolejnych objawów klątwy. Z pewnością. Nie było w końcu powodu, dla którego Prescott miałaby się tak dziwnie czuć w towarzystwie dziewczyny.
- Jaka? Dokończ myśl - rzuciła wyzywająco, ale tak naprawdę gardło ściskało jej się z emocji.
A może to jakiś fantomowy ucisk, który pozostał po tej klątwie? Szandorze Szalony, pewna Krukonka na pewno będzie cię obwiniać o wszystko, co teraz czuła, znajdując się tak blisko pewnej Ślizgonki. Wszystko przez twoją cholerną księgę, na którą musiały trafić.
- Tyle mi ich wysyłałaś i oczekujesz, że wybiorę ulubiony? - zapytała z pewnym zdziwieniem, bo na przestrzeni całej ich nauki w Hogwarcie to nazbierało się ich naprawdę sporo... a zwłaszcza po tym incydencie z amortencją.
Może i często kręciła na nie głową, wydając się rozczarowaną postępowaniem Cross, ale naprawdę doceniała te rysunki. Były zwyczajnie śliczne, a czasami potrzebowała właśnie czegoś takiego do tego, aby poprawić sobie humor, gdy ten z jakiegoś powodu wydawał się wyjątkowo podły.
Jeśli chodziło o koordynację ruchową i radzenie sobie na własnych nogach to było z tym kiepsko. Tyle dobrego, że miała przy sobie dziewczynę, która przyciągnęła ją do siebie. Przylgnęła do jej boku swoim ciałem, zaciskając na ile mogła palce na materiale jej szaty. Dobrze, że faktycznie dormitorium Ślizgonów znajdowało się praktycznie za rogiem, więc nie musiała się przejmować obciążaniem River przez pół zamku.
Ignorowała to jak dziwnie wybrzmiało to krótkie stwierdzenie. Śpimy. My. Niby nie było w nim nic zdrożnego, a i nie było w żaden sposób niepoprawne, biorąc pod uwagę ich położenie, ale... Wydawało się być w jakiś sposób intymne. Chociaż może tak uważał wyłącznie jej krukoński mózg.
Odnotowała gdzieś z tyłu głowy hasło do ślizgońskiego pokoju wspólnego. Tak całkowicie odruchowo. Nie miało w końcu jej się więcej przydać w życiu. Prawda? Przynajmniej nie miała większych powodów, aby tu samodzielnie zachodzić.
Całe szczęście nie natknęły się na nikogo poza siódmoklasistą, który nie zwrócił na nich największej uwagi, śpiąc ze swoim podręcznikiem w takiej pozycji, że na pewno nazajutrz tego pożałuje. Może i nie przekroczyli dwudziestki, ale pewne dzikie wygibasy na kanapie zawsze mogły się na człowieku zemścić o poranku.
Poza kolorystyką to sama sypialnia Ślizgonek nie różniła się praktycznie niczym od dormitorium Krukonek. No, może z wyjątkiem tego, że ta posiadała dużo mniejsze okna, które wychodziły na wody Wielkiego Jeziora, zapewniając im zupełnie inny widok. Szybko jednak skupiła się na pustym łóżku, przy którym się zatrzymały... No, nie do końca pustym, bo jednak ułożyły się na nim dwa wyraźnie rozleniwione koty, które River postanowiła przegonić.
- Urocze - rzuciła jeszcze ściszonym głosem, aby nie obudzić nikogo w pobliżu, gdy tylko powiodła wzrokiem za futrzakami, które potuptały w swoją stronę.
Spojrzała w stronę Cross akurat w momencie, gdy ta zrzucała z siebie sweter. Zdecydowanie za bardzo ją zainteresował ten widok. Zwłaszcza widok nagiej skóry, gdy podciągnęła się jej koszulka. Nie powinna na to patrzeć, ale nie potrafiła oderwać oczu. Raz jeszcze poczuła się dziwnie z powodu takiej bliskości, ale starała się usilnie ignorować takie uczucia.
- Nie trzeba... - mruknęła i sięgnęła na ślepo do wewnętrznej kieszonki szlafroka, gdzie miała schowaną różdżkę.
Wystarczyło tylko odświeżyć ubranie przy okazji prostego zaklęcia, aby poczuć się w nim lepiej. Nie było potrzeby przebierać się w rzeczy należące do Ślizgonki!
Przez moment przyglądała się jeszcze pustej połowie łóżka, które nie było przystosowane do mieszczenia dwóch osób. Przygryzła wolną wargę w zamyśleniu, ale nie mogła się już wycofać. Wsunęła się pod kołdrę i ułożyła plecami do River, której obecność wciąż wyczuwała niezwykle wyraźnie. Czy w ogóle da radę zasnąć w takich warunkach?
- Dzięki... - mruknęła jeszcze cicho, mając nadzieję, że może nie zostanie usłyszana i to jedno słowo po prostu zaginie w ciszy dormitorium.

River Cross
Ari
Nie lubię narzucania mojej postaci reakcji i zachowania oraz dopisywania do jej rzeczy czy sterowania nią w jakikolwiek sposób bez konsultacji.
25 y/o
MAŁA LADY PANK
175 cm
twórczyni komiksów
Awatar użytkownika
Don't call your mother - don't call your priest
Don't call your doctor - call the police
You bring the razor blade - I'll bring the speed
Take off your coat - it's gonna be a long night
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Odruchowo uniosła wyżej podbródek i wypięła pierś do przodu. Zrezygnowała z powiedzenia tego, o czym myślała, co i tak było już dużym stresem, a teraz Krukonka rzucała jej dodatkowe wyzwanie? Tego przecież nie była w stanie zignorować. Nie może być aż tak bardzo nie-sobą, bo ją poskręca. Żołądek podszedł jej z nerwów d okolice gardła.
— Przez służbę u ciebie będę mokra — dokończyła nieco zachrypniętym z nerwów głosem. Miała ochotę odchrząknąć i pozbyć się tej guli, ale tym już totalnie zdradziłaby, jak się zestresowała. Wolała trzymać to w sobie, choć robiło jej się z tego wszystkiego jeszcze bardziej niedobrze. Tego tylko brakowało, żeby to ona tutaj omdlała albo po prostu się zrzygała. Ale nie. Udało jej się to w sobie zdusić, choć przy przełknięciu śliny płuca zapaliły ją żywym ogniem. Mogła tylko dziękować losowi, że nie miała zbyt wielkich tendencji do czerwienienia się, a Krukonka pewnie nawet nie zauważy żadnej różnicy na jej naturalnie bladych policzkach.
— Nie musi być jeden konkretny. Miałam na myśli raczej jakąś kategorię. No wiesz, czy wolisz magiczne stworzenia, pejzaże, satyry na temat naszej szarej codzienności, czy... ogólnie uczniów — wyjaśniła i znów lekko zawahała się na końcu. Do tej pory, jeżeli wysyłała jej rysunki, na których był ktoś konkretny, to zazwyczaj w formie żartu, jak profesorka od run goniona przez ognistego kraba. W kontekście pozbawionym śmieszków do tej pory pokazywała jej tylko autoportrety albo szkice przedstawiające samą Ruelle. Tych dwóch było zdecydowanie najmniej ze wszystkich i nadal nie była pewna, czy to dobrze, że zaczęła pokazywać jej też takie po tej nieszczęsnej imprezie zakrapianej eliksirami.
Była wdzięczna, że nikomu nie przyszło dzisiaj do głowy uczyć się do późna w pokoju wspólnym. A właściwie komuś przyszło, ale ów ktoś odniósł porażkę. Nikt też nie postanowił cierpieć na bezsenność poza dormitorium albo po prostu uznał, że najlepsza metodą będzie wyjście na powierzchnie, a nie ślęczenie w lochach. Dostałoby jej się po głowie, że wprowadziła tutaj kogoś, kto zdecydowanie Ślizgonką nie był. Kabli przecież nie brakowało. Wszystko wskazywało jednak na to, że uda im się fartownie ominąć konsekwencji.
— Na bank wlazły tu sekundę po tym, jak wyszłam. Sępy. — Mogłaby sobie darować w tym momencie dyskusje, ale nie mogła się powstrzymać, żeby do niej nie gadać. Dobrze, że chociaż pamiętała, by szeptać. Wierzyła, że ani jej kot, ani kot Raven ich nie zdradzą i nie narobią żadnej afery, która mogłaby zniweczyć cały misterny plan. Czasami miała wrażenie, że przyjaciółka miała jakieś dziwaczne połączenie telepatyczne z Mendą, bo za szybko była w stanie odkrywać wszystkie machloje River.
Położyła się na plecak obok Krukonki. Plan był taki, by gapić się w sufit przez całą noc i tyle, ale to chyba nie będzie takie proste. Obróciła głowę i zaczęła wpatrywać się w plecy Prescott. Przybrana przez nią pozycja miała oczywiście sens, ale z jakiegoś powodu bardzo Cross nie odpowiadała.
— Daj spokój. Podziękujesz mi za miesiąc. Teraz jeszcze nie ma za co. — Uśmiechnęła się łagodnie, choć w ciemności i tak Rue nie miała wielkich szans, by się temu przejrzeć. A nie, chwila, nie mogła tego zrobić, bo się obróciła dupą. Żeby chociaż Ślizgonka mogła sobie na tę dupę popatrzeć, ale przecież nie było jak. Kompletnie nie chciało jej się spać. Z jakiegoś dziwnego powodu miała ochotę wpatrywać się w słabo widoczną sylwetkę Krukonki leżącej obok. Kriperka. Poruszyła się, jakby układała się wygodniej i totalnym przypadkiem przesunęła rękę tak, by minimalnie stykała się z plecami Krukonki. Nie odezwała się, bo przecież Ruelle powinna móc się wyspać.

Ruelle I. Prescott
Werka
dogadamy się
24 y/o
Prepare to be a seasoned local
160 cm
tanatopraktorka white lily funeral services
Awatar użytkownika
Porque mañana yo no sé qué va a pasar
Me siento triste, pero se me va a pasar, je
Mi vida está cabrona, hey
Yo no me quiero casar
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Jej pytanie chyba obudziło w River jakąś urażoną dumę, która rozkazała jej tym razem pewnie i zdecydowanie dokończyć już wcześniej rozpoczętą myśl. Niejeden raczej machnąłby ręką, mówiąc, ale w zasadzie to nieważne, ale nie Cross. Ona musiała odpowiedzieć, gdy ktoś ją prowokował. To chyba właśnie była ta ślizgońska duma, o której tak wiele się słyszało. Tylko, że zaskakująco często tożsama była ze zwyczajną bezczelnością.
- I twoim zdaniem, która opcja jest tą właściwą? - dopytała jeszcze, bo jako prawdziwa Krukonka miała naprawdę sporo pytań.
Chyba obie czuły się niepewnie i niekomfortowo w tej wymianie zdań, a jednak dalej w nią brnęły z niewiadomych przyczyn. Być może dlatego, że żadna z nich nie chciała w pewien sposób okazać się gorsza i bardziej świętoszkowata od drugiej. Dlatego właśnie przełykały wstyd i wzajemnie się prowokowały do... W zasadzie nawet trudno powiedzieć do czego. Niemniej na pewno coś się między działo.
- Nie wiem... Lubię jak przesyłasz mi zwierzęta. Są urocze, ale bardziej skomplikowane anatomicznie w wielu przypadkach, więc są takie, które nie zawsze wyszły ci jak trzeba - odpowiedziała całkowicie szczerze, wykorzystując okazję do tego, aby dać jej nieco rozleglejszą ocenę twórczości. - Najlepiej chyba ci wychodzą ludzkie postacie..
Niejednokrotnie była zaskoczona tym jak wiernie potrafiła je oddać w swoim szkicu i jak przykładała się do umieszczania na nim szczegółów. Nigdy też nie sądziła, że sama mogłaby się stać tematem rysunków, co z początku było dla niej nieco dziwne, ale w gruncie rzeczy był to dosyć miły gest.W każdym domu znalazła się osoba, która machała ręką na wszystko oraz konfident, który nawet o najmniejszym występku potrafił poinformować kadrę. Zwykle podkopywano osoby z przeciwnych domów, aby umocnić swoją pozycję w wyścigu o punkty, ale byli też tacy, którzy nie mieli problemu z wydawaniem swoich towarzyszy. Obie z pewnością mogły mieć spore kłopoty w związku z tym nocnym wejściem do dormitorium po wycieczce po zamku. Nawet jeśli był to nocny wypad do sali eliksirów.
- To koty. Jasne, że tylko czekały, aż im zwolnisz łóżko - odpowiedziała cicho, zastanawiając się, gdzie teraz futrzaki mogłyby się podziać.
Kiedy wychodziła ze swojego dormitorium widziała Salema, który leżał wyciągnięty przy wygasłym już kominku, gdzie wcześniej się dogrzewał. Pamiętała jednak jak kiedyś w poszukiwaniu ciepła wlazł do popielnika, aby położyć się we wciąż ciepłym popiele... Cały pokój wspólny był wtedy do sprzątania, a kocur z czarnego stał się cały szary.
Nie wiedziała czy byłaby w stanie przybrać inną pozycję. Każda inna wydawała się za bardzo zbliżać ją do Ślizgonki i być aż nadto... intymna. Zwyczajnie dziwnie było jej leżeć obok dziewczyny ze świadomością, że miały tak spędzić całą noc. W końcu zwykle ich relacja polegała na różnych przepychankach słownych, a nie wspólnym nocowaniu.
- Za miesiąc... W porządku - mruknęła jedynie, wtulając się w poduszkę, która była przepełniona zapachem Ślizgonki oraz kociego futerka.
Nie przypuszczała nawet, że będzie w stanie szybko zasnąć, ale gdy już uspokoiła nieco skołatane nerwy to sen przyszedł sam na umęczone ciało. Potrzebowała odpoczynku bardziej niż przypuszczała. Oraz odrobiny wygody. Dlatego całkiem niewykluczone, że przez noc odwróciła się na drugi bok, aby nie leżeć na krawędzi łóżka i z braku dalszej przestrzeni ufnie przylgnęła do ciepłego ciała River.

River Cross
Ari
Nie lubię narzucania mojej postaci reakcji i zachowania oraz dopisywania do jej rzeczy czy sterowania nią w jakikolwiek sposób bez konsultacji.
ODPOWIEDZ

Wróć do „⋆ Po wymiarach”