28 y/o
Welkom in Canada
183 cm
rezydent neurochirurgii w Mount Sinai Hospital
Awatar użytkownika
'Cause lately we've been living in different nations
Enemy lines are drawn, lines are drawn
We're speaking different tongues communicating
And as we fall, time is frozen
I know we break, but we're not broken
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowy
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Cyrus utkwił swoje jasne spojrzenie w Kieranie. Kącik jego ust drgnął w ledwie powstrzymywanym uśmiechu, gdy opuścił spojrzenie na swoją cenną zapalniczkę. Wiedział, że nikt nie zgodzi się z jego propozycją; co z tego, że była dość radykalna i jednocześnie bardzo impulsywna? Sposoby na zatrzymanie tego chorego domina, miały przede wszystkim działać. Blondyn uniósł ostatecznie podbródek, zerkając na swojego chwilowego rozmówcę. — Chętnie zajmę się tą pierdoloną nocą oczyszczenia — zapewnił cicho, niemal nieśmiało, co nijak miało się z jego niekończącą się rządzą krwi. — Na każde miejsce zawsze znajdzie się ktoś nowy. Nie sądzę, żeby traktowanie tych ludzi jako prawdziwych członków Maple Blinders było rozsądne i potrzebne. W momencie, w którym stają się problematyczni lub zagrażający, powinni zginąć. Takie jest moje zdanie — stwierdził obojętnie, znów przyglądając się płomieniowi. Jak był jeszcze nastolatkiem, kochał bawić się ogniem i podpalać okoliczne beczki, przez które wszyscy ludzie w okolicy zaczynali panikować. Uwielbiał patrzeć na nich, będących w dzikim popłochu; na to, jak wystraszeni byli za sprawą jednego, małego pożaru. Zaraz jednak przeniósł uwagę na Aidena, milcząc. Skinął lekko głową, biorąc tę opcję pod uwagę. Trochę denerwowało go to, jak ślepo próbowali odnaleźć się w tej sytuacji, bez żadnych dowodów i konkretnych argumentów. To wszystko to wciąż były tylko podejrzenia.

Lockhart nie uniósł spojrzenia, nawet wtedy, gdy Cora w końcu pojawiła się w ich siedzibie. Uśmiechnął się jedynie kpiąco, przypominając sobie z kim ją widział poprzedniego wieczoru. Dopiero po chwili uniósł podbródek, odchylając się na krześle; język świerzbił go przed każdym powstrzymywanym komentarzem. Nie potrafił jednak nie wypowiedzieć pewnych, intensywnych myśli na głos; szczególnie, jeśli przez nią mogliby być na coś narażeni. — Ach, kurwa. Nagle przypomniało mi się, dlaczego kobiety nie powinny mieć prawa głosu i udziałów — rzucił, przesuwając opuszkami palców po swoich włosach. Cyrus zaśmiał się impulsywnie pod nosem, podążając spojrzeniem za mężczyzną, którego ze sobą przyprowadziła. Płotka. Och, boże, boże, boże. Nic nie działało tak jak powinno. Dobrze, że Alexander dał mu wczoraj to zadanie, choć teraz zaciskał nerwowo palce, gdy z oddali przyglądał się dziewczynie, którą do tej pory traktował jak siostrę.

Cyrus przyglądał się, jak King wpadł w szał albo histerię; jak zwał tak zwał. Lockhart odchylił głowę do tyłu i warknął pod nosem, gdy doniczka pękła gdzieś za jego plecami. Słysząc swoje imię, padające z ust Alexa; blondyn podniósł się z miejsca, chwytając Kinga za włosy, by go unieruchomić. A potem pociągnął go z całej siły, sprawiając, że mężczyzna wpadł na ich stół, który zakołysał się pod jego ciężarem. — Siadaj grzecznie — powiedział, chwytając go za ramię, by opadł na krzesło, na którym jeszcze chwilę temu siedział Cyrus. Znowu odchylił jego głowę, uwydatniając jego szyję i zerkając przelotnie na resztę członków Maple Blinders. — Odpal mi papierosa, Finnegan, bo usycham — westchnął, nadal trzymając ich nieszczęsną ofiarę. — I zacznijcie zadawać pytania, do chuja, bo jak ja to zrobię, to zaraz będziemy sprzątać zwłoki — mruknął, używając całą swoją siłę, by utrzymać go w miejscu.

Nie ukrywał jednak, że bardzo interesowało go to, co miała do powiedzenia liderowi ich grupy, słodka, naiwna Poison.

Cora Finn Aiden Kieran Alexander
26 y/o
DEBIUTUJĄCY SKRYBA
187 cm
młodszy adwokat w Philips and Gardner LLP
Awatar użytkownika
You scratch and I bite
We kiss then we fight
I like it like that that that that
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3-osobowy
czas narracjiczas przeszły
postać
autor

Słuchał wszystkich uważnie, finalnie przenosząc spojrzenie na Cyrusa, który nie chciał odpuścić tematu nocy oczyszczenia, co było dla niego kompletnie niezrozumiałe. Obydwoje niejednokrotnie podejmowali radykalne środki, zajmowali się niewygodnymi osobami i sprawiali, że nawet najgorsza menda społeczna pod presją ostrego ostrza lub innych przekonujących środków, nagle zaczynała śpiewać. Mijali się jednak w swoich logikach i nastawieniu, przez co Aiden wywrócił oczami. — Wybijesz ludzi, o których wiesz, że mają informację, ale co z resztą? Masz zamiar wybić pół miasteczka, bo nagle ktoś powie, że coś wie? — zapytał, uważnie mu się przyglądając. Ludzki umysł działał dziwnie, niektórzy czasami lubili udawać, żę coś wiedzą, nie mająć świadomości, że posiadanie informacji czasami wiele kosztuje. — Nie sądzę, żebyśmy chcieli zwracać na siebie aż taką uwagę. — Chodzenie po mieście i grożenie ludziom, a tym bardziej tajemnicze i nagłe zniknięcia, mogą zostać źle odebrane przez społeczeństwo i sprawić, że organy ścigania zaczną interesować się tym, co dzieje się w Toronto. Bardzo łatwo mogli podłożyć się nieprzemyślanymi zachowaniami. — Nawet jeśli wkurwia cię pierdolenie i wolisz się nie patyczkować, to w tym przypadku rusz łepetyną — mruknął niezadowolony. Pomógłby mu, naprawdę i to z miłą chęcią; ale nie, jeśli nie popierał jego planu. Sytuacja była nowa i nijak dało się dowiedzieć o niej szczegółów, a na pewno nie w momencie, kiedy ktoś próbował robić uniki. Może gdyby zaczęli współpracować razem, a szczerość przemawiała od razu przez każdego, a nie była przemilczana do dogodnego dla nich momentu, to może wcale nie znaleźliby się w takiej sytuacji. Byli skupiskiem ludzi z różnymi historiami, z zupełnie odmiennymi charakterami, ale mimo wszystko wzajemne zaufanie sprawiało, że przez długi czas wszystko działało bez zarzutów — właśnie, przez długi czas, aż do teraz, więc zastanawiające było to, co się zmieniło.

— Cyrus — warknął ostrzegawczo, posyłając mu jedynie spojrzenie, że ma się opanować. Nie miał zamiaru kontynuować, dawać mu pożywki przez swoje zirytowanie, ale w pokoju, gdzie siedziało dwóch żonatych mężczyzn i z pewnością ani jeden, ani drugi, nie podzielali jego zdania, ciężko było puścić ten komentarz mimo uszu. Przeniósł uwagę na Kinga i uważnie śledził ruchy mężczyzny, który nie do końca zdawał się wiedzieć, co się dzieje; a przynajmniej chwilowo, póki ponownie nie wpadł w szał, chcąc się stąd wydostać i pewnie oczekując od nich natychmiastowej reakcji, ale oni siedzieli spokojnie. O’Cahallan patrzył z politowaniem na nieudolne próby wyważania okien, aż w końcu Alexander zareagował. Corę zaprosił do pokoju obok, co zaświeciło mu lampkę ostrzegawczą w głowie, plus dodatkowo pytanie Ardena, które skupiło na sobie jego uwagę, sprawiając iż zaczął dostrzegać napięcie na twarzy przyjaciela. — Co to za tajemnice, Finnegan? — zapytał, posyłając mu długie spojrzenie, kiedy Cyrus usadzał rozbójnika na krześle. Wstał, biorąc roboczy sznur, który wisiał na przykutym do ściany haku, i przywiązał go do siedzenia w momencie, kiedy Lockhart siłą utrzymywał go na miejscu. Tak było lepiej, ograniczając mu nie tylko możliwość ucieczki, ale skrzywdzenia kogokolwiek z nich. Przejął zaraz kawałek szklanego wazonu pani Hall, w podzięce kiwając głową w kierunku Ardena i podszedł do Kinga, płaską stroną przejeżdżając lekko po jego szyi, dopiero na końcu, tuż pod żuchwą, ostrzegawczo przykładając mu ostry koniec szkła. — Zły element wybrałeś na swoją obronę — zacmokał, przenosząc kawałek, aby ponownie płaską stroną podeprzeć mu podbródek, zadzierając jego głowę. W jego oczach malował się czysty strach — cholera, czy on cokolwiek wiedział? — Dla kogo pracujesz? — zadał pierwsze pytanie. — Pracuję w porcie, łapię się krótkich prac. Teraz ciężko o coś stałego, ale jest dużo pobocznych zleceń, sir — odpowiedział szybko i na jednym wdechu, przez co Aiden uniósł brew. — Kto każe milczeć, po wykonanych zleceniach? — zapytał, napotykając się na ciszę. — Uświadomię ci jedną zasadę, nikt tu nie powtarza swoich pytań, więc dam ci jeszcze szansę. Kto każe ci milczeć? — odpowiedział, nie spuszczając z niego spojrzenia. — Nie przedstawiają się nigdy z imienia… ale… ALE… — dorzucił, czując ucisk ostrej krawędzi pod swoją brodą. — ...Ale grupa zamaskowanych mężczyzn ostatnio w pośpiechu przenosiła jakieś towary do tych opuszczonych magazynów na obrzeżach portu — dodał, mówiąc coś… ale równie dobrze mogąc chwytać się losowej, nieznaczącej informacji, którą usłyszał w jakimś barze lub podczas portowych plotek.

Kieran, Cora, Alexander, Finn, Cyrus
25 y/o
LOVE IS IN THE AIR
160 cm
Spec. marketingu/PR | Wolontariuszka Northland Power | Sistering
Awatar użytkownika
Girl, come show me your true colors
Paint me a picture with your true colors
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowy
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Słysząc Cyrusa przewróciła oczami i westchnęła głośno. Całe życie razem, a on wciąż był tak przewidywalny jak wtedy, gdy nie mieli jeszcze raptem dziesięciu lat i myślał, że Cora się nabierze na jego głupie żarty. - Skomlesz tak żałośnie, że z oddali czuć smród strachu przed tym, że kobieta może mieć nad Tobą władzę- nawet nie obdarzyła go spojrzeniem mówiąc do niego.
Wzrok miała utkwiony w ich szefa. To była jedyna osoba, która ją w tym momencie interesowała. Nawet King nie wzbudzał w niej już zainteresowania. Jeszcze godzinę temu w restauracji zgrywał przed nią prawdziwego mężczyznę, a teraz wydawał się taki mizerny i wychudzony na tym krześle, gdy jąkał się i trząsł ze strachu. Jego marne próby ucieczki także nie zrobiły na niej żadnego wrażenia. Nawet nie drgnęła jej powieka, gdy rzucił w Kierana wazonem. Chociaż nie - nieco żałowała, że go nie trafił, bo wtedy przynajmniej na chwilę byłoby ciekawie. Ale cóż, pora już na nią.
Słysząc Alexa, zgasiła do połowy wypalonego papierosa i ruszyła za nim do gabinetu. Zajęła posłusznie wskazane miejsce, ale jej postawa wcale nie wyglądała na przestraszoną. Proste plecy. Głowa uniesiona wysoko. Szla pewnym krokiem, a kiedy Hall wyznał jej, że Lockhart ją wczoraj widział, spojrzała na niego wręcz pobłażliwie. Naprawdę miała go za bardziej inteligentnego. - Myślisz, że tego nie wiem? Kurwa, to mój brat. Z oddali wyczuję tego idiotę- mógł wysłać chociażby Aidena. On był lepszy w te klocki, bardziej potrafił wmieszać się w tłum. W dodatku naprawdę było coś z tym instynktem, który wyczuwała wobec rodziny. Był jak radar.
Oparła przedramię o kanapę, a drugą dłoń ułożyła na kolanie, gdy założyła nogę na nogę. - Dlatego Sama dzisiaj tutaj nie ma. Nie, kiedy za ścianą są Ci szaleńcy, a Ty mi nie ufasz- nie była głupia. Gdyby była, to byłaby w Maple Blinders. Posiadała własny rozum i pomimo inteligencji szefa, potrafiła sama przeanalizować wiele kwestii. I to wiele do przodu. Potrafiła zgrywać niewinną kobietę. Damę w opałach, lecz jej pseudonim Poison nie wziął się bez powodu o czym najwidoczniej niektórzy zapomnieli. Wiedziała też, że przyprowadzenie dzisiaj Sama to było zbyt duże ryzyko. - Jeżeli chcesz znać odpowiedzi na swoje pytania, a uwierz mi, że to są cenne informacje, również chcę mieć coś w zamian- kontynuowała , lecz nagle zamilkła. Opuściła wzrok, aby strzepnąć biały paproszek z czarnej spódnicy. Nie śpieszyła się szczególnie. Mieli czas. Jeszcze. Powoli podniosła głowę i spojrzała na przyjaciela. Człowieka, z którym przeszła przez największe piekło. - Chcę całą Twoją gotówkę, która została w Ontario. Zostaw sobie to, co właśnie wywozi August- w kącikach ust zatańczył lekki uśmiech. Doskonale wiedziała, że Winters wcale nie była w drodze do Stanów. Wiedziała z czym jedzie, po co i gdzie. Świadkowej w końcu można zaufać, prawda? - Dodatkowo załatwisz mi dwa bilety na statek do Londynu za dwa dni. W pierwszej klasie- zażądała nie odrywając spojrzenia od Alexa. Była nadzwyczaj spokojna, ale w środku czuła jak się jej żołądek skręca. Nie była kretem i nie zamierzała ich wystawić konkurencji. Zamierzała im pomóc, ale na pierwszym miejscu stawiała dobro swoje i ukochanego, więc musiała zacząć od zadbania o własne interesy. Liczyła na to, że dogadają się z Hallem. - Nie próbuj żadnych swoich numerów. Jeżeli mi albo Samowi spadnie włos z głowy, mam ludzi, którzy wiedzą co zrobić z Twoją uroczą żonką- nie kłamała. Wiedziała wiele. Znacznie więcej niż mógłby sądzić Alex i nie chciała grozić August, ale kostki poszły już w ruch. Na zmiany pewnych decyzji było już za późno. Zanim przyszła tutaj z Kingiem, zabezpieczyła się na ewentualne wypadki.


Alex Finn Cyrus Aiden Kieran
smerffi
Brak zaangażowania
24 y/o
DEBIUTUJĄCY SKRYBA
175 cm
student prawa, stażysta Vishwakar, Bradford & Grant Llp
Awatar użytkownika
If you're the devil then I will sell you my soul
Just for a moment to show you that I'm yours
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkishe/her
typ narracjinarracja trzecioosobowa
czas narracjiczas przeszły
postać
autor

Napięcie nie opuszczało pomieszczenia, w którym każdy z nich starał się przekazać swoje racje. Inne osobowości, inny punkt widzenia. Że też do tej pory sami się nie pozabijali, zamiast tego tworząc niebezpieczna grupę pełną zmiennych charakterów. Nic dziwnego, że komuś ewidentnie zaczynało to przeszkadzać i albo chciał ich zwyczajnie wyeliminować, albo jedynie spowolnić, wprowadzając chaos. Punkt dla przeciwnika, bo najwidoczniej mu wychodziło.
Kieran lustrował wolno swoich współtowarzyszy, co rusz zatrzymując się częściej na Alexandrze. Intuicja mówiła mu, że sprawa ma głębsze, niż się mówiło, dno. Coś nie grało i irytującym był brak jawnej odpowiedzi.
-Owszem, ale znajdowanie odpowiednich ludzi też zajmuje czas. Odstrzelenie wszystkich, zwłaszcza teraz, nie jest rozsądne. Do tego trzeba podejść metodycznie, nie impulsywnie - powiedział, spoglądając na Cyrusa. Tylko patrzeć, aż ten jegomość sprowadzi na nich kłopoty, ewentualnie wybije połowę miasta tylko dlatego, że nie potrafił panować nad swoją żądzą krwi. Był potrzebny, to fakt, ale na litość niebios, niech go ktoś przypilnuje.
Dwie osoby, bo Alexandra nigdy by nie podejrzewał o machlojki wewnątrz. To nie brzmiało pokrzepiająco, niemniej zawężało trochę krąg. Bo albo jedna z nich zdradziła, albo przypadkiem coś chlapnęła, albo ktoś miał wyjątkowo dobrze wyszkolonego kreta przechwytującego wiadomości.
-Jak bardzo im ufasz i jakie istnieje prawdopodobieństwo, że któreś z nich powiedziało komuś więcej, niż powinno? - kolejne ważne pytanie. Pokładał w nich nadzieje, czy była doza niepewności? Zaufanie było chodliwym towarem, przechodzącym z ręki do ręki. Zależy, kto dawał akurat więcej.
Chwilę później do sali weszła Cora w towarzystwie jakiegoś mężczyzny. Burreau zlustrował go spojrzeniem, nie kojarząc. Płotka? Informator? Podejrzany o zdradę? Jaka nie byłaby odpowiedź, jego przyjście musiało mieć wystarczające znaczenie, by go tu sprowadzić. Kieran wbił w niego wzrok, oceniając zachowanie. Wyglądał, jakby zaraz miał się poszczać ze strachu. Panika wyciekała z każdego możliwego otworu w jego ciele, opanowując pomieszczenie. Ktoś, kto nie miał niczego na sumieniu nie reagował tak przesadnie, ledwo się pojawiając. Strach ewidentnie zdradzał, że mężczyzna posiadał informacje, które mogli wykorzystać, a które z pewnością chcieli mieć. Pytanie czy dostaną je po dobroci, czy z wykorzystaniem broni masowej zagłady zwanej Cyrusem.
Atak szaleństwa, który dopadł Kinga, był prawdziwą sztuką, jakiej nie widział żaden teatr. Miotał się niczym szczur w podpalonym kanale, szukając ucieczki, której nie było. Ludzie byli jednak głupimi istotami; gdyby tylko odrobinę pomyślał być może wyszedłby z tego cało, a tak? Tak jedynie utwierdził ich w przekonaniu, że babrał się w rzeczach, które go przerastały, a gdy zdał sobie sprawę, że konsekwencje właśnie nadeszły, zwariował. Może faktycznie warto było przemyśleć, kogo wciągają do interesu.
Czarne liście klonu.
Brzmiało jak wskazówka, której potrzebowali. Ta sama, która najwidoczniej nie była obca niektórym zebranym w pomieszczeniu osobom.
Powiódł wzrokiem za Alexandrem, który wyprowadził Corę, tym samym na chwilę tracąc czujność. Wystarczyło, by coś ze świstem przeleciało mu tuż koło głowy, roztrzaskując się na ścianie za jego plecami. Czy ten kretyn właśnie rozwalił cenny wazon Alexandra, na dodatek omal nie nokautując Burreau? Pięknie, August będzie wniebowzięta. Podobnie jak on.
-Ja tak, chociaż zakładam, że tego samego niedługo nie będę mógł powiedzieć o naszym gościu - uśmiechnął się lekko do Finna, wstając. Poprawił poły kamizelki oraz mankiety koszuli. Był spokojny, zajmował się w tej grupie głównie myśleniem, opracowując trasy przeładunku i przewozu transportu, ale nie znaczyło to, że każdy mógł go ignorować, uznając za nieszkodliwego. Wiedza była potęgą, logika również.
-Nierozważne zagranie, panie King. Zachowując się jak wściekłe zwierzę niewiele sobie pomagasz, a rzucanie cennym przedmiotem jednego z nas… cóż, jesteśmy trochę jak rodzina, więc siłą rzeczy naraziłeś się nam wszystkim. To tak, jakbyś właśnie rozwalił coś każdemu z nas - stwierdził, podchodząc do usadzonego i nadal szamoczącego się męźczyzny. Patrzył na niego chwilę z góry, by ostatecznie wymierzyć mu siarczysty policzek wierzchem dłoni. Aż samego zapiekła go skóra.- Następnym razem albo lepiej celuj albo nie rzucaj wcale. Nie toleruję partolenia roboty - stwierdził, poklepując go po tym samym policzku, tym razem delikatniej. - Na twoim miejscu powiedziałbym wszystko, co wiem. Ja jestem miłym człowiekiem, ale ci tutaj? - wskazał na swoich towarzyszy. - Znam ich nie od dzisiaj i powiem szczerze, że Im bym się nie narażał; taka przyjacielska rada. Bo widzisz, konsekwencje ciągną się za człowiekiem jak końskie łajno na bruku, a ty tego nie chcesz, prawda King? Nie chcesz, żeby twoja rodzina również ucierpiała przez twoją głupotę, co? - pochylił się, ściskając mięśnie na udzie mężczyzny, boleśnie wbijając mu w nie palce. - Współpraca wypadnie najkorzystniej, tylko staraj się mówić prawdę. Rozumiem, że warunki niekorzystne, ale tylko na takie nas stać. To jak, King? Poradzisz sobie? - uśmiechnął się do niego, chwilę później opierając pośladkami o biurko, na którym przysiadł, przyglądając się spanikowanemu gościowi. Jeszcze chwila, a zabije go własny strach, a nie Cyrus. Ewentualnie O’Cahallan, bo ostatecznie właśnie on przejął pałeczkę, racząc kinga dozą swojej gościnności.
-Mówiłem - rzucił jedynie, kiedy zaczęło się właściwie przesłuchanie. Patrzył jak Aiden, bawi się szkłem niebezpiecznie blisko skóry przesłuchiwanego.
-I nigdy, naprawdę nigdy nie padło żadne imię? Żadna nazwa? Żaden pseudonim? Niewiele informacji jak na kogoś, kto pracuje w porcie, przez który przewija się tak wiele osobistości - zainteresował się. Ludzie nie potrafili się pilnować aż tak dobrze. - Pamiętaj o swojej rodzinie, King. Postaraj się dla nich bardziej.
Kostka boss seksoholik psychol drugi psychol poison
Eve
narracja pierwszoosobowa, nierealne sytuacje, postaci do porzygu idealne
ODPOWIEDZ

Wróć do „⋆ Po wymiarach”