Słuchał wszystkich uważnie, finalnie przenosząc spojrzenie na Cyrusa, który nie chciał odpuścić tematu nocy oczyszczenia, co było dla niego kompletnie niezrozumiałe. Obydwoje niejednokrotnie podejmowali radykalne środki, zajmowali się niewygodnymi osobami i sprawiali, że nawet najgorsza menda społeczna pod presją ostrego ostrza lub
innych przekonujących środków, nagle zaczynała śpiewać. Mijali się jednak w swoich logikach i nastawieniu, przez co Aiden wywrócił oczami.
— Wybijesz ludzi, o których wiesz, że mają informację, ale co z resztą? Masz zamiar wybić pół miasteczka, bo nagle ktoś powie, że coś wie? — zapytał, uważnie mu się przyglądając. Ludzki umysł działał dziwnie, niektórzy czasami lubili udawać, żę coś wiedzą, nie mająć świadomości, że posiadanie informacji czasami wiele kosztuje.
— Nie sądzę, żebyśmy chcieli zwracać na siebie aż taką uwagę. — Chodzenie po mieście i grożenie ludziom, a tym bardziej tajemnicze i nagłe zniknięcia, mogą zostać źle odebrane przez społeczeństwo i sprawić, że organy ścigania zaczną interesować się tym, co dzieje się w Toronto. Bardzo łatwo mogli podłożyć się nieprzemyślanymi zachowaniami.
— Nawet jeśli wkurwia cię pierdolenie i wolisz się nie patyczkować, to w tym przypadku rusz łepetyną — mruknął niezadowolony. Pomógłby mu, naprawdę i to z miłą chęcią; ale nie, jeśli nie popierał jego planu. Sytuacja była nowa i nijak dało się dowiedzieć o niej szczegółów, a na pewno nie w momencie, kiedy ktoś próbował robić uniki. Może gdyby zaczęli współpracować razem, a szczerość przemawiała od razu przez każdego, a nie była przemilczana do dogodnego dla nich momentu, to może wcale nie znaleźliby się w takiej sytuacji. Byli skupiskiem ludzi z różnymi historiami, z zupełnie odmiennymi charakterami, ale mimo wszystko wzajemne zaufanie sprawiało, że przez długi czas wszystko działało bez zarzutów — właśnie, przez długi czas, aż do teraz, więc zastanawiające było to,
co się zmieniło.
— Cyrus — warknął ostrzegawczo, posyłając mu jedynie spojrzenie, że ma się opanować. Nie miał zamiaru kontynuować, dawać mu pożywki przez swoje zirytowanie, ale w pokoju, gdzie siedziało dwóch żonatych mężczyzn i z pewnością ani jeden, ani drugi, nie podzielali jego zdania, ciężko było puścić ten komentarz mimo uszu. Przeniósł uwagę na
Kinga i uważnie śledził ruchy mężczyzny, który nie do końca zdawał się wiedzieć, co się dzieje; a przynajmniej chwilowo, póki ponownie nie wpadł w szał, chcąc się stąd wydostać i pewnie oczekując od nich natychmiastowej reakcji, ale oni siedzieli spokojnie. O’Cahallan patrzył z politowaniem na nieudolne próby wyważania okien, aż w końcu Alexander zareagował. Corę zaprosił do pokoju obok, co zaświeciło mu lampkę ostrzegawczą w głowie, plus dodatkowo pytanie Ardena, które skupiło na sobie jego uwagę, sprawiając iż zaczął dostrzegać napięcie na twarzy przyjaciela.
— Co to za tajemnice, Finnegan? — zapytał, posyłając mu długie spojrzenie, kiedy Cyrus usadzał rozbójnika na krześle. Wstał, biorąc roboczy sznur, który wisiał na przykutym do ściany haku, i przywiązał go do siedzenia w momencie, kiedy Lockhart siłą utrzymywał go na miejscu. Tak było lepiej, ograniczając mu nie tylko możliwość ucieczki, ale skrzywdzenia kogokolwiek z nich. Przejął zaraz kawałek szklanego wazonu pani Hall, w podzięce kiwając głową w kierunku Ardena i podszedł do Kinga, płaską stroną przejeżdżając lekko po jego szyi, dopiero na końcu, tuż pod żuchwą, ostrzegawczo przykładając mu ostry koniec szkła.
— Zły element wybrałeś na swoją obronę — zacmokał, przenosząc kawałek, aby ponownie płaską stroną podeprzeć mu podbródek, zadzierając jego głowę. W jego oczach malował się czysty strach — cholera, czy on cokolwiek wiedział?
— Dla kogo pracujesz? — zadał pierwsze pytanie. —
Pracuję w porcie, łapię się krótkich prac. Teraz ciężko o coś stałego, ale jest dużo pobocznych zleceń, sir — odpowiedział szybko i na jednym wdechu, przez co Aiden uniósł brew.
— Kto każe milczeć, po wykonanych zleceniach? — zapytał, napotykając się na ciszę.
— Uświadomię ci jedną zasadę, nikt tu nie powtarza swoich pytań, więc dam ci jeszcze szansę. Kto każe ci milczeć? — odpowiedział, nie spuszczając z niego spojrzenia. —
Nie przedstawiają się nigdy z imienia… ale… ALE… — dorzucił, czując ucisk ostrej krawędzi pod swoją brodą. —
...Ale grupa zamaskowanych mężczyzn ostatnio w pośpiechu przenosiła jakieś towary do tych opuszczonych magazynów na obrzeżach portu — dodał, mówiąc coś… ale równie dobrze mogąc chwytać się losowej, nieznaczącej informacji, którą usłyszał w jakimś barze lub podczas portowych plotek.
Kieran, Cora, Alexander, Finn, Cyrus