28 y/o
Welkom in Canada
183 cm
rezydent neurochirurgii w Mount Sinai Hospital
Awatar użytkownika
'Cause lately we've been living in different nations
Enemy lines are drawn, lines are drawn
We're speaking different tongues communicating
And as we fall, time is frozen
I know we break, but we're not broken
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowy
czas narracjiprzeszły
postać
autor

When everything comes crashing down

Cyrus nie potrafił zebrać swoich myśli w jedno, gdy wyjeżdżał spod domu rodzinnego Calliope. Jego palce zaciskały się nerwowo na kierownicy, a wzrok pozostawał bezustannie rozbiegany. Adrenalina wciąż buzowała w jego organizmie, a przez wściekłość, nie mógł wyzbyć się tego uporczywego szumu w swojej głowie. Raz za razem, odtwarzał scenę sprzed paru minut; najpierw twarz Davida i te wszystkie słowa, padające z jego ust jak pociski, a potem jej matkę, która zamiast ją wspierać, jeszcze bardziej pogarszała sytuację. Lockhart dwukrotnie powstrzymywał się przed zawróceniem pojazdu i dokończeniem tego, co zaczął. Czuł, że mógł zrobić znacznie więcej i ta myśl doprowadzała go do szału. Nigdy nie zależało mu na zgrywaniu bohatera, ale… Ale będąc świadkiem krzywdzenia Callie, coś w sposobie jego myślenia, uległo nagłej zmianie.

Rezydent nie mówił o tym głośno, ale był kurewsko przerażony swoim własnym zachowaniem. Nigdy nie dopuścił się czegoś takiego; nigdy nie rzucił się na nikogo z pięściami, jak jakiś wariat. Nigdy też nie miał realnego powodu do użycia przemocy, a wystarczył jeden impuls, jedno złe słowo, skierowane w stronę Calliope, by całkowicie oszalał, dając się ponieść emocjom. Cholera. To dziwne, że nagle miał dla kogo walczyć i że czyjś los obchodził go do tego stopnia, że czuł się w obowiązku r e a g o w a ć. Szybko jednak zrozumiał, że niezależnie od tego, jakie relacje łączą go z Nerrezą; i to czy miało to jakąkolwiek przyszłość czy też nie, nie miało zbytnio żadnego znaczenia. Cyrus miał swoje zasady. Mógł zrobić wszystko i w dowolny sposób zepchnąć kogoś na samo dno, ale nie wyobrażał sobie, żeby… Lockhart nieświadomie zacisnął dłonie w pięści. Czuł wściekłość na samą myśl, że ktoś mógłby ją skrzywdzić. I to raz za razem, nie znając najmniejszego umiaru.

Nie było nawet chwili, w której to właśnie ją uznałby za winną czemukolwiek. Cyrus doszedł do wniosku, dość prostego zresztą, że nie wychowywała się w zbyt dobrym domu; a to z kolei, wyjaśniało pewne jej zachowania lub nawyki. Wiadomo, że żadna rodzina nie jest idealna i każda robi sobie w jakiś sposób krzywdę, ale to przez co musiała przejść Callie było niewybaczalne. Cy nie zamierzał pozwolić jej na powrót do tego miejsca, a przynajmniej już nie w pojedynkę. Lockhart chciał zrzucić swoje zdenerwowanie na drugi plan, ale spoglądając na nią, czuł jak wszystko w nim na nowo ożywa. Zwariował. Co mu się stało? Zachowywał się, jakby nie miał żadnej kontroli nad swoimi emocjami. Kretyn.

Tak, chciał emocji. Chciał, żeby jego życie przestało być monotonne i kompletnie pozbawione jakichkolwiek kolorów. Nie sądził jednak, że jego codzienność nabierze takich jaskrawych barw i tempa. No cóż, może Hamilton na najbliższy tydzień, wcale nie będzie dla nich najgorszą możliwą opcją.
— Callie, nie powstrzymuj mnie następnym razem — poprosił, patrząc na nią z powagą. — Jeśli nie chcesz na to patrzeć, to wyjdź, ale już nie powstrzymuj mnie przed tym więcej — powiedział twardo. Cóż, podświadomie liczył na to, że to pierwszy i ostatni raz, gdy widzi Davida. Chciał jednak postawić tę sprawę tak jasno, jak się tylko dało. Cyrus odruchowo chciał zapytać się o to, kto jeszcze o tym wszystkim wiedział, ale podejrzewał, że ta odpowiedź może go mocno nie zadowolić, więc zacisnął mocno wargi, powstrzymując się przed kąśliwym komentarzem, który na pewno nie byłby teraz na miejscu. Czując, jak dziewczyna gładzi go po policzku, spojrzał na nią z dziwnym błyskiem w oku; nie był przyzwyczajony do tak skrajnych uczuć. Chyba sam czuł się nieco zagubiony, ale nie chciał tego rozgrzebywać. Sam fakt, że jego serce biło tak niespokojnie, był dla niego cholernie niekomfortowy.

— Coś wymyślimy. Ubrania to nie jest coś, czym musisz się teraz martwić — stwierdził, zanim włączył silnik, ruszając powoli w stronę Hamilton. — Od teraz niczym nie musisz się zresztą martwić — wymruczał cicho, skupiając się na drodze. — Napisz już teraz — powiedział, wyciągając telefon z kieszeni. Droga do hotelu zajęła trochę więcej czasu niż wtedy, gdy pędził, żeby zdążyć przed czymś, co… Cóż, zarówno David, jak i Cyrus gorzko by pożałowali.
Przez większość czasu jechali w ciszy, słuchając muzyki; Lockhart był pogrążony w swoich myślach, ale z każdym kilometrem, oddalającym ich od Toronto, coraz bardziej się uspokajał. Dopiero, gdy otworzył drzwi, prowadzące do swojego apartamentu i puścił ją przodem, odetchnął z pewną ulgą. Czuł, że powoli odzyskiwał nad sobą jakiekolwiek panowanie.
— Przez ten tydzień możesz spędzać tu tyle czasu, ile tylko chcesz Przez kolejne dwa dni mam dwunastki, więc będziesz mogła sobie odpocząć — powiedział cicho, zanim ruszył w kierunku łazienki, żeby zmyć z rąk krew. Dostrzegł rozcięcia na swojej skórze, ale zignorował je, skupiając się na pozbyciu czerwoności ze swoich palców. To dziwne. Miał kontakt z krwią każdego dnia, ale to pierwszy raz, gdy nie zmywał jej po swojej operacji.

Lockhart wrócił po chwili do sypialni, zatrzymując się w połowie drogi, by zmierzyć ją uważnym spojrzeniem. — Jak się czujesz? — zapytał ostrożnie, zerkając w jej ciemne oczy. — Przynajmniej nie muszę szukać pretekstu, by mieć cię teraz tylko dla siebie — zażartował, przyciągając ją w swoje ramiona i zamknąć w łagodnym uścisku. — I nie będę się już tutaj nudził — zaśmiał się, unosząc palcami jej podbródek.

You're the one I want

babe
27 y/o
For good luck!
168 cm
robi biżuterie for fun
Awatar użytkownika
i like the way you kiss me,
i can tell you miss me
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowy
czas narracjiprzeszły
postać
autor

trigger warning
mentions of sexual abuse, molestation, trauma, domestic abuse, emotional distress, panic, aftermath of violence, healing after abuse.
you're so sweet,
i hate that

r z e c z y w i s t o ś ć

Od wielu długich lat rozmazywała się przed jej brązowookim spojrzeniem. Poczucie własnej wartości, jakiekolwiek uczucie, w którym faktycznie mogłaby poczuć, że ktoś jej pragnął, ale nie w ten obleśny sposób, który nigdy nie powinien mieć prawa bytu. Nie wtedy, gdy osoba mieszkająca pod twoim dachem, osoba mająca dawać ci poczucie bezpieczeństwa, rozsuwała pierzynę, pod którą się chowałaś, dotykając cię w sposób zarezerwowany wyłącznie dla kogoś bliskiego twojemu sercu. Przekraczała wszystkie dozwolone granice.

Sekret za sekretem.

Strach przed prawdą, która mogłaby wyjść na światło dzienne i zderzyć cię z szarą, kurewsko bolesną rzeczywistością, w której tak naprawdę nie byłaś nic warta. Każde spojrzenie w lustro, każde przyglądanie się swojemu odbiciu, doprowadzało cię do granic możliwości. Gęsia skórka przebiegała po ramionach, stawiając wszystkie włoski na baczność, jakby samo muśnięcie ledwo wyczuwalnego powietrza dawało wrażenie, że on nadal tam był. Z tobą.

Bycie przestało być bezpieczeństwem.
Bycie przestało być czymś naturalnym.
Bycie zaczęło być tarczą. Ochroną. Drugą Callie.
Paradoksalnie…
Aż do teraz.

Lata terapii i przełom, którego doświadczyła ponad miesiąc temu, obiecując sobie zemstę na mężczyźnie, który złamał jej serce, który dopuścił do tego, że została wykorzystana przez jego kolegów… teraz były powodem, dla którego w końcu chciała być. Nareszcie, pomimo strachu, pomimo przemocy, która kilkanaście minut temu miała miejsce, czuła się cholernie b e z p i e c z n a.
Realization hit her hard.
Serce zaczęło bić jej jak oszalałe, a w kącikach oczu znowu zebrały się łzy. Przez kilka sekund tkwiły tam uparcie, aż w końcu pozwoliły sobie wypłynąć. Zupełnie tak, jakby wraz z nimi spływały wszystkie te chwile, w których czuła się nic niewarta. Wszystkie momenty, gdy jej życie rozpływało się w rozmazanych kolorach, teraz powoli sunęły po jej bladych policzkach, pozwalając jej w końcu spojrzeć na świat w wyraźniejszych barwach. A na czele tego nowego krajobrazu, tam, gdzie nagle stał jej dom, był on.

c y r u s

Spojrzała na niego. - Nie - odpowiedziała znowu. - Zostanę przy tobie i najwyżej będę współwinna. - Wzruszyła ramionami, próbując zamienic to w lekki żart, choć gardło nadal miała ściśnięte. - Będę do ciebie pisała przez jakieś więzienne fora typu date a prisoner. - Uśmiechnęła się do niego, gładząc go po policzku i wpatrując się w jego błękitne tęczówki. Te same, które jeszcze chwilę wcześniej patrzyły na nią z determinacją wypowiedzianych przez niego słów. - Dobrze - wyszeptała cicho, opierając się o siedzenie. Poczuła, jak czerwień zbiera się na jej policzkach, nieco onieśmielona samym faktem, że naprawdę chciał się nią zaopiekować.

Nie zasługiwała na to.

Spojrzała na jego telefon, chwyciła go i szybko wstukała numer do szefowej, pisząc, że nie będzie jej przez tydzień. Kilka wiadomości później, po próbach usprawiedliwienia się i wyjaśnienia sytuacji bez mówienia całej prawdy, w końcu dostała pozwolenie. - Uff, będę musiała nadrobić wszystkie godziny, jak wrócę - zerknęła na niego. - Ale przynajmniej spędzę kilka dni ze swoim chłopakiem. - Uśmiechnęła się szeroko. W dalszym ciągu próbowała przyzwyczaić się do tego, że tak właśnie teraz miały się rzeczy... że naprawdę był jej. Spoglądała przez okno, słuchając muzyki i co jakiś czas kładąc dłoń na jego udzie, gładząc je powoli. Chciała po prostu cały czas się go trzymać.

Wchodząc do apartamentu, rozejrzała się dookoła. - Wow, ten szpital to serio cię uwielbia - uśmiechnęła się, zerkając na niego i rozglądając się po wnętrzu. - Będę miała wytrzymać dwanaście godzin bez ciebie?! - Jęknęła dramatycznie, podchodząc do okna. - Może obejrzę jakiś serial - dopowiedziała na tyle głośno, żeby ją usłyszał, z wyraźnym niezadowoleniem w głosie, zanim ruszyła w kierunku sypialni. Wszystko było takie czyściutkie i schludnie ułożone. Typowy Lockhart. Zaśmiała się pod nosem sama do siebie, przesuwając spojrzeniem po idealnie uporządkowanej przestrzeni. Potem odwróciła się, gdy wszedł do sypialni, i uniosła wzrok, napotykając jego niebieskie tęczówki. - Teraz lepiej - odparła, wtulając się w niego i oplatając ramionami jego pas. - Postaram się, żebyś nie miał mnie dosyć. - Parsknęła pod nosem. - Nie będziesz? - uniosła brew, uśmiechając się cwaniacko, gdy uniósł jej podbródek. - Może spróbuję ci jutro coś ugotować, tylko nie obiecuję, że nie zostawię za sobą armagedonu. - Uśmiechnęła się do niego niewinnie. - Potrzebuję tylko twojej karty, ale będę grzeczna.

Wysunęła dłoń ku górze, by wpleść palce w jego blond loki, po czym przyciągnęła go do siebie, sama stając na palcach. Złączyła ich usta w czułym pocałunku. Był powolny, delikatny... miał przekazać mu, jak bardzo doceniała to, co dla niej zrobił.- Itoshii hito - mruknęła przez pocałunek, uśmiechając się do niego lekko. - To będzie twój pet name… w skrócie będę mówiła Ito. - Zerknęła na niego, - W języku japońskim to znaczy… - zaczęła powoli, zanim przysunęła go znowu na tyle blisko, by wyszeptać mu prosto przy ustach, - my love.

say I'm crazy,
do you wanna bet?

my love❤︎
28 y/o
Welkom in Canada
183 cm
rezydent neurochirurgii w Mount Sinai Hospital
Awatar użytkownika
'Cause lately we've been living in different nations
Enemy lines are drawn, lines are drawn
We're speaking different tongues communicating
And as we fall, time is frozen
I know we break, but we're not broken
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowy
czas narracjiprzeszły
postać
autor

It's hopeless for us, so hopeless for us
Baby, I tried, but I think we might be lost


Cyrus drgnął, ale nie poruszył się nawet o milimetr, gdy dostrzegł łzy, spływające po jej policzkach. Siłą woli powstrzymywał się przed wyskoczeniem z pojazdu, żeby dołożyć całej jej rodzinie na tyle, że już nigdy więcej nie podniosą na nią ręki. Mimo przeogromnej chęci, by zrobić coś więcej, Lockhart nie zdecydował się na żadną z tych rzeczy, które pojawiły się w jego umyśle; głównie z szacunku do Calliope, bo to przecież było jej życie i jej… b l i s c y. Rezydent neurochirurgii liczył jednak na to, że dziewczyna nie wróci już więcej do domu. Zastanawiał się, czy nie zaproponować jej wspólnego odebrania jej rzeczy, bo nie wyobrażał sobie, żeby puścić ją tam zupełnie samą. Lockhart zaczął zastanawiać się, co powinni zrobić dalej. Najchętniej zaproponowałby jej wspólne mieszkanie — przynajmniej przez jakiś czas, ale podejrzewał, że Callie zwyczajnie się na to nie zgodzi. Cy nie zamierzał też pozwolić na to, by wprowadziła się do swojego głupiego przyjaciela, więc albo wynajmie jej kawalerkę albo będzie modlił się o jakąś przyjaciółkę, która ją do siebie przygarnie. Tak czy inaczej, czasy gdy Calliope mieszkała w domu rodzinnym, oficjalnie się kończyły.

Locke do tej pory nie wiedział do końca, co czuje względem Nerrezy. Gubił się w ich układach, wyznaniach i całej tej otoczce, do której nie zdołał jeszcze przywyknąć. Nadal uczył się, jak funkcjonowało się w normalnym, dorosłym związku, który w niczym nie przypominał tego, który łączył ich jeszcze w college’u. Mężczyzna wierzył, że nie był zdolny do szczerych uczuć, że te skrajne emocje, były tylko przypływem adrenaliny, ale po tym wieczorze, już sam nie wiedział, co się teraz do końca działo w jego życiu. Szum w jego głowie rósł na sile; czuł, że musi zapalić albo napić się drinka, ale zamiast tego odwrócił głowę w kierunku dziewczyny. Cy dość odruchowo uniósł palce, by wytrzeć jej łzy; nie powiedział jednak nic na ten temat. Wydawało mu się, że pewne słowa w niektórych sytuacjach, są po prostu zbędne. Tak było właśnie teraz.

Zostanę przy tobie i najwyżej będę współwinna.

— Nie będziemy się bawić w Jokera i Harley, Callie — parsknął ponuro pod nosem. Zerknął na nią ostrożnie, unosząc lekko kącik ust, choć wcale nie było mu do śmiechu. — Myślę, że zrobiłbym furorę w mieście — stwierdził, mając jednak nadzieję, że do takiej sytuacji nigdy nie dojdzie. Pieprzyć karierę, ale nie chciał rozjebać sobie całego życia. Jeśli miał kogoś wykończyć, to nie zamierzał dać się złapać. — Nie będziesz miała problemów? — zapytał spokojnie, próbując skupić się na drodze, choć w jego umyśle panowała istna burza. Czuł się tak, jakby ktoś przejął jego duszę, jakby miał w sobie intruza, który podejmował za niego pewne i racjonalne decyzje. Dlaczego bezustannie wracał do tego wszystkiego myślami i notorycznie to analizował? — Chyba nie najgorzej, hm? — zaśmiał się na wspomnienie wspólnie spędzonych paru dni. — To pierwszy raz, gdy spędzimy ze sobą tyle czasu. Myślę, że szybko wymiękniesz — rzucił z rozbawieniem, próbując całą swoją uwagę skupić na jeździe, choć jego umysł chwilami was dissociating.

Jego apartament był rzeczywiście piękny i przestronny. Bardziej przypominał małe mieszkanie niż pokój w hotelu, ale to był jeden z warunków, żeby przyjechał na tak długo do Hamilton. Blondyn parsknął pod nosem na jej słowa. — Teraz rozumiesz dlaczego tak bardzo mi się tu nudziło w pojedynkę? — zapytał, unosząc kącik ust w krzywym uśmiechu. — Nie będę miał ciebie dosyć — rzucił z przekonaniem; jak typowy zakochany idiota, pozbawiony resztek kontroli. — O nie. Tutaj ma być porządek, Callie, bo dostaję kurwicy jak jest syf — jęknął, marszcząc przy tym nos. Na wspomnienie o karcie, Cyrus zaśmiał się z niedowierzaniem. — Nie ojebiesz mnie na parę tysięcy? — zapytał, kiwając głową w stronę biurka, gdzie leżał jego portfel. Oddałby jej cały swój dobytek bez żadnych obaw. O pieniądze nigdy nie musiał się martwić, poza tym wiedział, że Callie nie była człowiekiem, która miałaby obsesję na punkcie majątku.

Lockhart nachylił się nad nią, muskając jej buzię swoimi palcami, od razu odwzajemniając ten czuły pocałunek. Cyrus przymknął oczy, słysząc jej słowa i uśmiechnął się dość niekontrolowanie, obejmując ją mocno w pasie. — My love, hm? — powtórzył za nią, składając łagodny pocałunek na jej policzku. Odgarnął pasmo jej włosów za ucho, po czym zerknął jej prosto w oczy. Szum w jego głowie, jak alarm, rozbijający się o jego czaszkę sprawił, że blondyn odchylił lekko głowę. Wbił zmęczone spojrzenie w sufit. — Ostatnio dziwię się, jak wiele jestem w stanie dla ciebie zrobić — wymruczał. — Mój mózg chyba nie nadąża za moimi decyzjami — dodał, rozchylając w końcu powieki, by na nią spojrzeć, wciąż gładząc łagodnie jej ramię. — Ale niczego nie żałuję — stwierdził po dłuższym namyśle.

you're my real change
27 y/o
For good luck!
168 cm
robi biżuterie for fun
Awatar użytkownika
i like the way you kiss me,
i can tell you miss me
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowy
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Była mu cholernie wdzięczna za to, że był gotów poświęcić dosłownie wszystko dla niej i jej bezpieczeństwa, ale nie pozwoliłaby mu iść siedzieć, jeżeli ona też by za to nie odpowiadała. Po prostu, bo tak. I tak była już uznawana za wariatkę, przez Cyrusa też XD, więc mogłaby zwalić to wszystko na jakiś mental breakdown, co nie? Wciągnęła Lockharta w to bagno i teraz biedny musiał razem z nią za te zbrodnie odpowiadać. - Czemu nie? Bylibyśmy bardzo hot - burknęła z niezadowoleniem. Po chwili przewróciła oczami na jego kolejne słowa, zanim uśmiechnęła się do niego i odłożyła jego telefon. - Przekonamy się, jak wrócę. Pewnie za karę będę musiała całe dni stać na kasie i obsługiwać wkurzających klientów - zerknęła na niego, posyłając mu ciepły uśmiech, żeby wiedział, że serio jej to nie robiło. Najważniejsze było to, że mogła teraz spędzić kilka dni w jego towarzystwie. Z kimś, za kim cholernie tęskniła, nawet jeśli jeszcze nie do końca potrafiła przyznać, jak bardzo. - Ty szybko wymiękniesz, Lockhart. Jeszcze będziesz mi kupował bilet na pociąg w drogę powrotną, zobaczysz - zaśmiała się, wsłuchując się w muzyczkę lecącą z radia, gdy jechali w stronę hotelu.

Rozglądała się w dalszym ciągu po tym przeogromnym mieszkaniu, pokoju hotelowym czy czymkolwiek to właściwie było, i parsknęła śmiechem. - No rozumiem, trochę tutaj jak w muzeum, Cy - mruknęła z niezadowoleniem. Krępowała się, gdy było aż tak CZYSTO, bo bała się, że zaraz coś popsuje,- Niech ci będzie - rzuciła na jego przekonanie, że nie będzie miał jej dosyć, uśmiechając się pod nosem. - Tylko przyzwyczajaj się, Lockhart, bo ze mną nie będziesz miał ciągle czysto. - Zaśmiała się, no i poza tym chciała, żeby sobie to zakodował w tej ładnej główce, jeżeli serio miał ochotę się z nią częściej widywać. Uśmiechnęła się szerzej, spoglądając mu w oczy, zanim zerknęła tam, gdzie po chwili wskazał portfel. - Parę tysięcy? - zakrztusiła się własną śliną, odkaszlując. - Nie zamierzam wydać więcej niż może stówkę, Cyrus - mruknęła, marszcząc nos. - Poszukam jutro jakiegoś lumpeksu. - Przejechała dłonią po twarzy. - Parę tysięcy… przecież za to mogłabym kupić używany samochód! - stuknęła go palcem kilka razy w klatkę piersiową. - Jesteś niemożliwy.

Uwielbiała, jak ją całował. Uwielbiała czuć jego dotyk na swoim ciele. Teraz, a zwłaszcza teraz, kiedy czuła się przy nim cholernie bezpiecznie. Pokazał jej, że mógłby zrobić dla niej dosłownie wszystko, łącznie z ryzykowaniem swojej kariery. Gdzieś tam część niej, która jeszcze w stu procentach nie była w stanie mu zaufać, krzyczała, że ma być ostrożniejsza, ale teraz? Teraz chciała, żeby widział, jak bardzo była mu wdzięczna. - Mhm, dokładnie tak - uśmiechnęła się, potwierdzając jego nowy pet name. Poczuła gęsią skórkę i ścisk w sercu, słysząc jego słowa - Ja też dużo bym dla ciebie zrobiła, Cy - zacisnęła dłoń na jego dłoni. - Jeszcze raz dziękuję. - Spojrzała mu dłużej w oczy, zanim puściła uchwyt i podeszła do jednej z jego szafek, wyciągając sobie jednak koszulkę w ciemniejszym kolorze, bo cholera, miał dużo białych?? No i ten no, wybrała sobie też jakieś bokserki. Dobrze, że miał w miarę mały tyłek, chociaż z przodu będzie dużo wolnego miejsca, wink wink XD. - Zaraz wracam, nie idź za mną! - rzuciła, teleportując się z prędkością światła do łazienki.

Dopiero tam, kiedy zakluczyła za sobą drzwi i spojrzała w swoje odbicie, w rozmazany makijaż i zmęczone spojrzenie, uszedł z niej cały stres tego wieczoru. I serio nie wiedziała, co ona teraz miała ze sobą zrobić. Dopiero zaczęła spotykać się z Cyrusem. Nie mogła pozwolić, by zaprzątał sobie nią głowę, kiedy był na rezydenturze. Cholera, to wszystko było takie pogmatwane. Zrzuciła z siebie ciuchy, zmyła makijaż, co zajęło jej trochę czasu, bo cholera, nieposiadanie płynu do demakijażu było jednak difficult, po czym umyła się żelem pod prysznic Cy’a i teraz pachniała tak jak on, hihi. Wytarła się ręcznikiem, wsunęła na siebie jego bokserki i zarzuciła koszulkę, zanim wyszła do sypialni i uśmiechnęła się do niego. - I jak? Podobam ci się? - spojrzała na niego, zanim położyła się do łóżka i wsunęła pod kołdrę, wyciągając ręce w jego kierunku. - Szybko, chcę się poprzytulać - mruknęła z niezadowoleniem. A tak naprawdę po prostu bardzo go potrzebowała i tęskniła za jego ciepłem, choć byli rozdzieleni przez jedyne piętnaście minut.

Ito ♡
28 y/o
Welkom in Canada
183 cm
rezydent neurochirurgii w Mount Sinai Hospital
Awatar użytkownika
'Cause lately we've been living in different nations
Enemy lines are drawn, lines are drawn
We're speaking different tongues communicating
And as we fall, time is frozen
I know we break, but we're not broken
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowy
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Cyrus miał w swojej głowie jeden, wielki, pierdolony mętlik. Dopiero teraz, jego umysł zdołał przetworzyć to, co działo się przez parę ostatnich godzin — co on właściwie odjebał? Naraził swoją karierę, reputację i przyszłość dla… dziewczyny? Szum stawał się coraz bardziej nieznośny, a skronie pulsowały mu lekkim, nasilającym się bólem. Był lekkomyślnym idiotą, który po raz pierwszy w życiu kierował się instynktem i impulsem, zamiast logiką. Odetchnął powoli. Nie żałował decyzji, które podjął tego wieczoru, bo wiedział, że jego wybór był właściwy, jednak mijało się to z jego życiowymi przekonaniami i przyzwyczajeniami. I właśnie dlatego czuł się tak cholernie rozbity. Cieszył się, że Calliope była bezpieczna, ale jednocześnie nie potrafił zaakceptować swojej nagłej spontaniczności. To… dziwne.
— Mm, szczególnie wtedy, gdy wysłaliby cię do kobiecego więzienia na drugim końcu Kanady, a ja zostałbym w pieprzonym Toronto — parsknął, próbując skupić całą swoją uwagę właśnie na niej. Zerknął przelotnie na jej buzię i na całą sylwetkę, nagle rozumiejąc, że podjął właściwą decyzję. Jego umysł nie wróciłby już na swoje miejsce, gdyby wiedział, co działo się w jej głowie i w ogóle by na to nie zareagował. Nie byłby w stanie przyglądać się temu bezczynnie. Ta zasada — o nieprzekraczaniu kobiecych granic — od najmłodszych lat, pozostawała dla niego nienaruszalna. — Jakoś sobie z tym poradzisz — mruknął, wywracając przy tym oczami, bo w obecnej sytuacji, taka kara wcale nie wydawała mu się najgorsza. Przynajmniej miała tydzień na uporządkowanie myśli i zaplanowanie kolejnych miesięcy. Cyrus nie planował wymiękać; ostatnie dni, które spędził w Hamilton ciągnęły się w nieskończoność i brakowało mu towarzystwa tego małego szczekacza, który zawsze miał coś do powiedzenia.

— To będziemy musieli znaleźć kompromis. Nie potrafię myśleć w bałaganie — mruknął, jak na zawołanie chwytając jedną, rzuconą gdzieś na podłogę koszulkę, którą złożył, odkładając ją zaraz na biurko. — Co wy macie z tymi muzeami? Dogadałabyś się z Callumem. Przypomnij mi, żeby nigdy was ze sobą nie poznawać — parsknął, unosząc palce, by pogładzić ją delikatnie po policzku. Jego przyjaciel musiał rzucić jakieś dziwne czary, skoro Calliope tak niespodziewanie pojawiła się w jego życiu, nagle odnajdując tu dla siebie swoje miejsce. — Żartowałem — westchnął, gdy zaczęła się dusić, przez co poklepał ją łagodnie po ramieniu. — Myślałem, że będziesz chciała pójść na jakieś zakupy — dodał na swoją obronę. Pewnie niejedna dziewczyna dokładnie tak by zrobiła, gdyby dostała jego portfel, wypchany kasą w swoje dłonie. Czasami aż dziwił się, że Nerreza nie myślała o tym w podobny sposób. — Lumpeksu? Możesz kupić sobie nowe ubrania. Wybierz sobie, co tylko chcesz — powiedział poważnie, patrząc na nią ze zdziwieniem; Cyrus był przyzwyczajony do kupowania rzeczy na zamówienie, więc jej słowa wydawały mu się dość fascynującym zjawiskiem. — No co? Ty musisz się za to do tego przyzwyczaić, jeśli chcesz się ze mną widywać — rzucił żartobliwie.

Gdy Callie zniknęła w łazience, Lockhart parsknął cicho pod nosem, kierując się w stronę balkonu. Oparł się o framugę, zapalając swojego papierosa i czekając aż dziewczyna doprowadzi się do porządku. Zaczął dusić się dymem w swoich płucach, gdy zobaczył ją w swoich bokserkach i koszulce. Wyglądała… dobrze. Naprawdę dobrze. Na tyle dobrze, że nie mógł oderwać od niej wzroku i chętnie podziwiałby ten widok znacznie częściej. Lubił, gdy miała odkryte swoje tatuaże, które nijak miały się z jego estetyką, ale w takich momentach, naprawdę mu się podobały. Cy zgasił swojego papierosa, idąc w stronę łóżka, by szybko zajął obok niej miejsce; zakrył ich kołdrą i objął ją ramieniem, łagodnie przyciskając ją do swojej klatki piersiowej. — Bardzo mi się podobasz — przyznał, zdając sobie sprawę z tego, że nie odpowiedział jej do tej pory. — Powiedzieć ci tajemnicę, Callie? — rzucił nagle, gładząc subtelnie jej ramię. Zerknął na nią z ukosa, przyglądając się jej reakcji. — W mojej głowie jest szum, dwadzieścia cztery godziny na dobę od wielu lat. Od niedawna zaczął cichnąć w niektórych momentach. Żadne leki nigdy na to nie pomagały, aż do czasu, gdy znalazłem na to sposób — powiedział spokojnie, jakby sam w to wszystko do końca nie wierzył.

callie
27 y/o
For good luck!
168 cm
robi biżuterie for fun
Awatar użytkownika
i like the way you kiss me,
i can tell you miss me
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowy
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Odbębnienie jakiejkolwiek kary w postaci obsługiwania klientów na kasie faktycznie nie wyglądało ani nie brzmiało aż tak źle, gdy pomyślała sobie, że mogło być gorzej. Na przykład mogła skończyć w prawdziwym pierdlu, męczyć się z ludźmi, którzy zbrodnie mieli we krwi, a Cyrus i Calliope, pomimo tego, że oboje chyba raczej nie mieli równo pod sufitem… no raczej tam nie pasowali, co nie? Lockhart stawał się dla niej wszystkim tym, czego się nie spodziewała. Wszystkim tym, czego tak bardzo usilnie się wypierała. Za każdym razem, gdy myślała, że ma wszystko pod kontrolą, robił coś, co kompletnie wywracało ją z równowagi. Jej zamiary, uczucia, których tak zawzięcie nie chciała dopuścić do głosu, skręcały ją od środka, a serce, które przez tyle ostatnich lat wydawało jej się bić względnie regularnym rytmem, w jego obecności przyspieszało tak cholernie szybko, że zaczynało przypominać pieprzoną imitację arytmii.

z e m s t a

Miał nią być. Planem, który chciała urzeczywistnić. To ona miała władać tym ostatnim pociskiem w rewolwerze. To ona, z każdą randką, każdym spotkaniem, miała przykładać metaforyczną lufę do jego głowy i tak o, dla funu, pociągać za spust, a potem z uśmiechem na twarzy przyglądać się, czy tym razem zadziałało. Czy znowu uniknął nieuniknionego przez pure sheer of stupid luck. Teraz? Teraz z każdą mijającą sekundą zdawała sobie sprawę, że musi znowu odzyskać kontrolę, bo chcąc czy nie chcąc, chyba naprawdę się w nim z a k o c h i w a ł a.

Zaśmiała się cicho pod nosem, przyglądając się, jak składał koszulkę, którą podniósł z ziemi. - No dobrze, czyściochu, postaram się - mruknęła, podchodząc do niego bliżej. To nie tak, że Callie była brudasem. Po prostu lubiła mieć chaos wokół siebie, ale może odrobinka porządku dobrze jej zrobi? Tak samo jak odrobina chaosu może pomoże Cyrusowi wyluzować? Na kompromis definitywnie była w stanie pójść. - Powinnam być zazdrosna o Calluma? Brzmicie jak jakiś bromance - uniosła brew, po czym parsknęła śmiechem. Czując opuszki jego palców na swoim policzku, uniosła twarz ciapkę wyżej, przyglądając się jego błękitnym ślepkom. - Nie żartowałeś i oboje to wiemy, cwaniaku - mruknęła z rozbawieniem. - Wiesz, jakie perełki można wyrwać w lumpeksie? Zdziwiłbyś się, trust me. - Uśmiechnęła się do niego szerzej. Bardzo doceniała to, że ufał jej ze swoimi pieniędzmi, choć w środku czuła się bardzo źle z faktem, że już i tak kupił jej telefon, który de facto dalej tkwił u niej w pudełeczku na biurku w pokoju. O ile ktoś czegoś z nim nie zrobił. Faktycznie może musiała się do tego przyzwyczaić? W końcu urodził się w bogatej rodzinie, ale też sam świetnie radził sobie finansowo. - Chcę się z tobą widywać - dodała, zaciskając palce na jego koszulce. - Kompromis. Pójdę sama do lumpeksu, a jak któregoś dnia będziesz po pracy i będziesz miał siłę, to pójdziemy na zakupy i kupimy wszystko, co będziesz chciał, żebym miała na sobie. Pod warunkiem, że nie będę patrzyła na ceny. - Uśmiechnęła się, wspinając się na palce, zanim dała mu buziaka w policzek. Wydawał jej się fair deal, eh?

Wtuliła się w niego, gdy dołączył do niej w łóżku. - Bardzo? - mruknęła, przejeżdżając paznokciami po jego klatce piersiowej. - Mhm, mów - dodała z podekscytowaniem. Tajemnice? Sign her the fuuuck upppp. Słuchała go uważnie, a uśmiech, który miała na twarzy, powoli przemieniał się w coś na wzór poruszenia. Żadne leki nigdy na to nie pomagały, aż do czasu, gdy znalazłem na to sposób. Przełknęła ślinę, poprawiając się tak, że usiadła teraz bokiem, żeby móc na niego spojrzeć. Jakaś tam samolubna część niej pomyślała, że może chodziło o to, że się spotkali... że może to dzięki niej nareszcie mógł skupić się na czymś innym niż tym szumie w głowie, jak sam to opisał? Położyła dłoń na jego policzku i wpatrywała się w jego oczy. - Co robisz, kiedy słyszysz ten szum? - zapytała poważniej. Sama przecież żyła z drugim głosem przez wiele lat. Głosem, który teraz wydawał się spać od momentu, w którym znowu go spotkała. - Myślisz, że mój chaos pomaga go trochę wyciszyć? - uśmiechnęła się delikatnie. Zbliżyła swoją twarz do jego, muskając nosem jego nos... raz, drugi, trzeci. Potem przechyliła głowę i musnęła czule jego usta, a po chwili prosto w nie wyszeptała,- Is that a good or a bad thing, Cy?

Cy ♡
28 y/o
Welkom in Canada
183 cm
rezydent neurochirurgii w Mount Sinai Hospital
Awatar użytkownika
'Cause lately we've been living in different nations
Enemy lines are drawn, lines are drawn
We're speaking different tongues communicating
And as we fall, time is frozen
I know we break, but we're not broken
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowy
czas narracjiprzeszły
postać
autor

— Czyściochu? — powtórzył za nią z wyraźnym rozbawieniem. To mimo wszystko jedno z najprzyjemniejszych określeń, jakie przyszło mu o sobie usłyszeć, choć ludzie częściej nazywali go cholernym pedantem, co też nie było dalekie od prawdy. Lockhart był wychowywany w ten sposób od najmłodszych lat, a potem przez studia i karierę, musiał dalej pielęgnować swoją obsesję na punkcie dokładności, czystości i precyzyjności. Już nawet nie zwracał na to szczególnej uwagi, dopóki ktoś z jego bliskich brutalnie mu o tym nie przypominał. Na ten moment, Cyrus nie miał nic przeciwko temu bałaganowi, który Calliope wciągała do jego życia. Co dziwniejsze, rezydent nawet dawał radę jakoś się w tym odnajdywać, choć nie wiedział, czy na dłuższą metę, nie będzie go to męczyć. Tak czy inaczej, oboje byli jeszcze na dość wczesnym etapie umawiania się, więc było wiele rzeczy, których musieli się o sobie dowiedzieć lub nauczyć. Kompromisy. Tylko one ich uratują przed prawdopodobną katastrofą.

Na wspomnienie o Callumie, Lockhart zaśmiał się dość niekontrolowanie pod nosem. Reid był dla niego jak brat; był człowiekiem, który wspierał go przez ostatnie dziesięć lat na każdy możliwy sposób i pomagał mu kompletnie nie zwariować. Nie zmieniało to jednak faktu, że jeśli mógł, to wolał trzymać Callie na dystans od niego. Coś czuł, że mogliby za łatwo odnaleźć wspólny język i obrali go sobie za cel do dręczenia. — Zazdrosna, hm? — mruknął z rozbawieniem, unosząc jej podbródek jeszcze wyżej, by subtelnie nachylić się nad dziewczyną. — To tylko przyjaciel, Callie. To nie jest osoba, o którą musiałabyś być zazdrosna — rzucił, muskając łagodnie skórę na jej policzku. — Bardzo dobry przyjaciel swoją drogą. Gdybym miał zakopać zwłoki, byłby pierwszą osobą, którą poprosiłbym o wzięcie łopaty — stwierdził, kiwając lekko głową, zanim objął ją swobodnie, przyciągając do swojej klatki piersiowej, by poczuć zapach jej perfum i miękkość ciała pod palcami. Za każdym razem, gdy ją przytulał, miał wrażenie, że była o wiele drobniejsza niż mogłaby się wydawać na pierwszy rzut oka. Dopiero na wspomnienie o lumpeksach, wywrócił z niedowierzaniem oczami, łagodnie się od niej odsuwając, by móc mieć lepszy widok na jej ciemne oczy. — Nie znam się na modzie. Możesz wybrać, co zechcesz i nie będę zmuszał cię do patrzenia na ceny — obiecał, śmiejąc się pod nosem. — Chociaż myślę, że zobaczysz znak Prady, jak będziemy wchodzić do sklepu — powiedział poważnie, zaraz jednak uśmiechając się szeroko, będąc niemal stuprocentowo pewny, że Calliope prędzej by zwiała niż weszła do tego sklepu, wiedząc że będzie chciał jej coś stamtąd kupić.

— Bardzo — powtórzył, gładząc ją subtelnie po ramieniu. Blondyn zerknął na jej twarz, gdy odwróciła się do niego przodem, unosząc lekko kącik swoich ust. Wyczuwając dłoń na swoim policzku, Cyrus spojrzał prosto w jej czekoladowe oczy. Co robisz, kiedy słyszysz ten szum? — Jesteś powodem tego bólu w mojej głowie i jednocześnie jego lekarstwem — powiedział poważnie. Lockhart nachylił się w jej stronę, przesuwając swoją dłoń z jej ramienia, na tył głowy. — W tym momencie jest cicho — mruknął w jej usta; przyciągając ją łagodnie do siebie, by dość mozolnie i czule ją pocałować. — Cholera, nie ma nic przyjemniejszego niż ten spokój — westchnął w jej wargi, przymykając na krótką chwilę oczy. — Moja piękna Calliope. Zatrułaś mój umysł, żeby potem być moim jedynym antidotum — stwierdził, używając tych samych słów co przed laty, tylko teraz z bardziej istotnym znaczeniem.

callie
27 y/o
For good luck!
168 cm
robi biżuterie for fun
Awatar użytkownika
i like the way you kiss me,
i can tell you miss me
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowy
czas narracjiprzeszły
postać
autor

z a z d r o ś ć

Hm. Uczucie, którego tak dawno nie czuła względem niego. W college’u doświadczała go prawie codziennie. W końcu był jednym z najpopularniejszych chłopaków na uczelni, a teraz? Teraz nie dość, że był cholernie przystojny, to jeszcze miał prestiżowy zawód i multum kobiet pracujących w jego profesji. - A mam być? - uśmiechnęła się, mrużąc oczy, po chwili przewracając nimi. - Jeezuuuu, to brzmi zupełnie jak jedna z tych formułek seryjnego cheatera. - Parsknęła śmiechem. - Wiesz, to tylko przyjaciel, yadda yadda, a później okazuje się, że miało się z tą osobą full ass romance. - Westchnęła, ale po chwili uśmiechnęła się cieplej, słuchając, w jak czuły sposób mówił o swoim przyjacielu. - No dobrze, brzmi jak christina yang do twojej meredith grey - stwierdziła z uśmiechem na twarzy. Czy wspominaliśmy, że lubiła oglądać Chirurgów? Nie? No to teraz wiecie. - To tak jak Brian dla mnie - uśmiechnęła się, a potem dodała ciszej, - A ty jesteś moim mcdreamy. - Mruknęła to z rozbawieniem, zanim wtuliła się w jego klatkę piersiową.

Wbiła paznokieć w jego żebra na komentarz o Pradzie. - Pradę to ja mogę oglądać z daleka, Lockhart - burknęła. - Moglibyśmy pojechać na jakieś wakacje za cenę paska w tym sklepie… marnotrawstwo. - Zaakcentowała ostatnie słowo z pełnym przekonaniem. Swoją drogą, teraz miała takie mini wakacje, a że nigdy nigdzie nie wyjeżdżała poza rejony Toronto, to serio wszystko było dla niej cholernie nowe.
And she loved it.
Poczuła ścisk w sercu, wpatrując się w jego błękitne niczym niebo oczy. Czuła stres, bojąc się, że zaraz znowu z nią zerwie, a jej plan? Pal licho. Tylko czy chodziło tu już o tę zemstę? Czy po prostu tłumaczyła sobie tę niewytłumaczalną chęć bycia blisko niego pragnieniem oddania mu pięknym za nadobne, a w rzeczywistości całe jej ciało krzyczało, że po prostu chciała być przy nim? Pogładziła kciukiem jego policzek, wsłuchując się w dalsze słowa i czując, jak zmieniał położenie dłoni, która jeszcze przed chwilą spoczywała na jej ramieniu, a teraz wplatała palce w kosmyki jej włosów. W tym momencie jest cicho. Poczuła gęsią skórkę, zanim przymknęła oczy, odwzajemniając delikatnie jego pocałunek.

c i s z a

Przyjemna i błoga. Pojawiła się w momencie, gdy ujrzała go w tym cholernym szpitalu i pomimo tego, że głos próbował się przebijać, walczyć… przywrócić ją do pionu, do tych starych nawyków, gdzie była posłuszna jak baranek, to jednak pokazywała mu prawdziwą siebie. A on nie uciekał. Może aż do teraz? Ten strach nie opuszczał jej klatki piersiowej, nawet teraz, gdy był tak blisko, a ciepło jego oddechu muskało jej usta.

''Zatrułaś mój umysł, żeby potem być moim jedynym antidotum.''

Przygryzła dolną wargę, wpatrując się w niego. - Już się mnie nie pozbędziesz, Cyrus - odparła stanowczo. - jesteś mój. - Musnęła jego usta, poprawiając się niezdarnie tak, by usiąść na nim okrakiem, wplatając palce w jego włosy. - Będziesz już tylko mój - mruknęła przez kolejny pocałunek, pogłębiając go delikatnie. - nie pozwolę ci ze mną zerwać. - Odsunęła się od niego na moment, by spojrzeć w jego ślepka. Chciała, żeby wiedział, że mówiła poważnie. I po części też, żeby zdawał sobie sprawę, że pamiętała dosłownie wszystko sprzed lat. Jego słowa.. to, jak wtedy brzmiał, kiedy w trochę innym kontekście użył ich wobec niej. Zacisnęła palce w jego blond lokach i pociągnęła go mocno do tyłu, prostując się, bo chciała po części patrzeć na niego z góry, gdy będzie wypowiadała kolejne słowa. -Tym razem to ja złamię ci serce - powiedziała poważnie. Na jej ustach pojawił się nikły uśmiech, nim złożyła szybki pocałunek na jego ustach. Nie przyznała się do zemsty, ale chciała, żeby był świadomy, że tym razem ona tak łatwo się nie podda. A role? Możliwe, że właśnie zaczynały się...

o d w r a c a ć

you're mine
28 y/o
Welkom in Canada
183 cm
rezydent neurochirurgii w Mount Sinai Hospital
Awatar użytkownika
'Cause lately we've been living in different nations
Enemy lines are drawn, lines are drawn
We're speaking different tongues communicating
And as we fall, time is frozen
I know we break, but we're not broken
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowy
czas narracjiprzeszły
postać
autor

— Nie dałem ci jeszcze żadnego powodu do zazdrości, Calliope — stwierdził, uśmiechając się na swój sposób arogancko. Mógłby to przecież zrobić. Znalezienie powodu, żeby ją sprowokować, zdenerwować, zmusić do tego, żeby zechciała udowodnić mu, że jest dla niego jedyną, najlepszą opcją, nie byłoby trudne. Cyrus zdawał sobie sprawę ze swojej popularności w szpitalu, ale do tej pory nigdy nie czuł potrzeby, żeby z tego korzystać. Wbrew temu, co Callum próbował mu wmówić, Lockhart nie brał tak często dziewczyn do hotelu; nie pieprzył ich na prawo i lewo, myśląc tylko o sobie. Nie zmieniało to jednak faktu, że czuł wodzące za nim spojrzenia i dostrzegał poddenerwowane uśmiechy, rzucane w jego kierunku. Nie był ani ślepy, ani głupi, a więc mógłby to wykorzystać, by wyrwać z Callie najbardziej zaborcze i szalone decyzje, na jakie było ją stać. Wydawało mu się jednak, że to jeszcze nie był ten moment. — Myślisz, że mógłbym cię zdradzić? — zapytał miękko, chwytając pasmo jej ciemnych jak noc włosów, by odgarnąć je za ucho młodszej dziewczyny. Przechylił głowę do boku, sunąć łagodnym, nieco rozbawionym spojrzeniem po jej twarzy; pogładził kciukiem skórę na jej policzku, powracając wzrokiem do jej ciemnych tęczówek. — Wiesz, jestem bardzo usatysfakcjonowany z tego, co moje — mruknął. — Nie mam powodów, żeby szukać czegoś więcej — dodał, spoglądając na jej pełne wargi. Zaraz jednak zabrał palce z jej twarzy, wywracając oczami na wspomnienie o Brianie. — Och, no i znowu ten twój przyjaciel — rzucił, wymawiając to słowo jak przekleństwo.

Lockhart nigdy szczególnie nie pokazywał się ze swoim majątkiem. Do tej pory nie miało to dla niego zbyt dużego znaczenia, ale podejrzewał, że powodem tego był fakt, że wychowywał się w bogactwie. Nigdy niczego mu nie brakowało i nie znał życia, w którym musiał o cokolwiek prosić. Dlatego spojrzał na dziewczynę z pewną konsternacją, bo do tej pory wydawało mu się, że ludzie marzyli o tym. — Mogę kupić ci pasek i zabrać cię na wakacje — przypomniał jej, jakby to była najbardziej oczywista rzecz na świecie. Zaraz jednak stuknął palcami w jej ramię, w ten sposób chcąc skupić na sobie jej uwagę. — Chcesz już ze mną gdzieś wyjechać? — zaśmiał się. — Wiesz, że wzięcie wolnego w mojej pracy to trochę większe wyzwanie? — dodał; nie było to niewykonalne, bo nigdy wcześniej nie brał urlopu. Nie miał powodu. Tak czy inaczej, na samą myśl o wspólnym wyjeździe, coś w nim… drgnęło. To brzmiało poważnie, zobowiązująco. Już niekoniecznie jak chwilowa zabawa czy oderwanie od rzeczywistości; choć patrząc na cały rozwój sytuacji, ich relacja dawno przestała wyglądać jak coś, co miało tylko uregulować jego system nerwowy. Ten argument już nie miał żadnego sensu.

Chyba nawet nie chciał się już jej tak bardzo pozbywać. Pomimo bezustannego mętliku w głowie, niepewności i dziwnych nerwów, które czuł względem samego siebie, podobało mu się… to jak teraz wyglądało jego życie. Potrzebował tylko czasu, żeby przywyknąć do tych wszystkich nowości i emocji. Cy automatycznie ułożył dłonie na jej biodrach, gdy na nim usiadła i zadarł nieznacznie głowę, żeby swobodnie na nią spojrzeć. Boże, kiedy go całowała, zapominał o wszystkim, co działo się wokoło. — Kto powiedział, że zamierzam z tobą zerwać? — zapytał retorycznie.

Tym razem to ja złamie ci serce.

Lockhart złapał ją w pasie i łagodnie przewrócił na plecy, by opadła na materac, a sam zawisł tuż nad nią. Oparł jedną dłoń obok jej głowy, spoglądając z powagą prosto w jej oczy. — Więc zrób to, Calliope — szepnął. Może był szaleńcem, może był już na granicy zdrowego rozsądku od paru miesięcy. — Złam mi serce. Zniszcz mnie. Wykończ mnie tak, żebym nie dał sobie rady — poprosił, nachylając się nad nią, by złożyć pocałunek na jej policzku. — Rozpierdol mi całe życie, jeśli chcesz — wyszeptał, zaczepiając swoimi ustami jej piękne wargi. Może potrzebował pretekstu, żeby uwolnić swój umysł od tego ciężaru. A może Cyrus zwyczajnie kochał destrukcję.

I kochał też Calliope, nawet jeśli miałaby zniszczyć wszystko, co budował przez całe swoje życie.

destroy me
27 y/o
For good luck!
168 cm
robi biżuterie for fun
Awatar użytkownika
i like the way you kiss me,
i can tell you miss me
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowy
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Zmarszczyła nos, przyglądając mu się uważnie. - Jeszcze - mruknęła niezadowolona. - Czyli planujesz mi kiedyś dać powód? - Zahaczyła palcami o jego palce, zaciskając je delikatnie, zanim po chwili puściła. - Już wspominałam, że się nie dzielę, więc mam nadzieję, że wziąłeś to sobie do serca. - Spojrzała mu prosto w oczy, posyłając mu delikatny uśmiech, chociaż w jej spojrzeniu tliły się ogniki świadczące o tym, że mówiła bardzo poważnie. I miała nadzieję, że zdawał sobie z tego sprawę. - Mam nadzieję, że nie - dodała ciszej, przyglądając się jego twarzy. - Nie wiem, czy byłabym w stanie ci to wybaczyć. - Nie popierała zdrady. Wiedziała, że relacja z Cyrusem nie będzie należała do najłatwiejszych. Dla niego również. Nie byli raczej osobami, które spotykało się codziennie na ulicy. Byli inni. Ich kłótnie i sprzeczki też będą inne… tak samo jak godzenie się.

Oddała mu się cała i pomimo tego, że gdzieś tam z tyłu głowy dalej tłumaczyła się swoją vendettą, to jej serce coraz częściej biło właśnie dla niego. Byłaby w stanie zrobić dla niego wszystko, ale jeszcze nie chciała mówić mu tego wszystkiego na głos. - Uprzedzam cię tylko, że żadnych zwrotów nie ma, Cyrus - uśmiechnęła się ciepło, wpatrując się w jego niebieskie tęczówki, zanim wybuchnęła śmiechem. - Tylko przyjaciel - sprostowała.

Nigdy nie była poza granicami Kanady. Bardzo kiedyś chciałaby wyjechać i pozwiedzać coś, o czym do tej pory mogła tylko czytać w książkach albo oglądać w telewizji. Odkąd jej rodzice się rozwiedli, pieniędzy również było mniej. Mogła liczyć na ojca może dwa razy w roku... w swoje urodziny, o ile o nich pamiętał, i w święta, o ile również o nich pamiętał. Jakiekolwiek bezpieczeństwo finansowe, poza świadomością, że miała swoje miejsce na świecie w postaci pokoju, również zostało jej teraz odebrane. Więc sam fakt, że Cyrus nie chciał, żeby martwiła się kwestiami materialnymi, bardzo jej pomagał, aczkolwiek było jej kurewsko głupio. - Może jak odłożę trochę pieniędzy, to pojedziemy do Grecji? Podobno moi dziadkowie od strony ojca pochodzą z Nafplio - uśmiechnęła się, zerkając na niego. - Fajnie byłoby tam pojechać z tobą, jakbyś dostał wolne.

Siedziała na nim okrakiem, wpatrując się w jego ślepka i posyłając mu delikatny uśmiech. - Ostatnio za to samo ze mną zerwałeś, Cyrus. Skąd mam mieć pewność, że tym razem tego nie zrobisz, kiedy uznasz, że ta trucizna, którą zarazem z ciebie wypędzam, jednak okaże się czymś, co cię doszczętnie wykańcza? - Nachyliła się do niego, składając pocałunek na jego ustach. Jeszcze tyle niedopowiedzianych rzeczy mieli między sobą. Miała w sobie tyle bólu i gniewu w kwestii tamtej nocy, ale to jeszcze nie był czas… jeszcze musiała się zastanowić, czy w ogóle będzie chciała mu o tym powiedzieć.Jęknęła, parskając śmiechem, gdy przewrócił ją na plecy, znajdując się nad nią. Wpatrywała się w niego, skanując wzrokiem jego twarz. Słuchając go, tego, z jakim przekonaniem mówił jej, że ma go zniszczyć, czuła, jak przyjemne ciepło rozprowadza się po jej ciele. A samo to, że oddał swoje serce w jej ręce, żeby zrobiła z nim, co tylko chciała… Cholera. Podniecało ją to. - Wykończę - mruknęła przez pocałunek.

Ukrywanie treści: włączone
Hidebb Message Hidden Description


you're mine
ODPOWIEDZ

Wróć do „⋆ Po Kanadzie”