ODPOWIEDZ
30 y/o
APRILLA
157 cm
Head of Creative & Strategy Department
Awatar użytkownika
Spójrz, na szyi coś tu masz
Ups, to chyba znowu ja
W pracy będą się z nas śmiać
W pracy teraz, jeszcze raz
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

54
Jaka jest szansa na to, że Teddy wkrótce zwolnią? Pewnie całkiem spora, biorąc pod uwagę, ile ostatnio jej dawali wolnego. Coś byli dla niej za mili. Pewnie coś szykowali. Dostanie wypowiedzenie i April będzie musiała ją utrzymywać. Nie żeby to był dla niej jakiś problem, dałyby sobie przez jakiś czas radę, ale psychika Teddy po czymś takim byłaby w opłakanym stanie, a tego April zdecydowanie nie chciała. Trzeba było zacisnąć zęby i udawać, że w ogóle nie widzi się tego, jakie to jest podejrzane. Finch właściwie w tym momencie w ogóle o tym nie myślała. Za bardzo cieszyła się z tej wycieczki! Wreszcie będą miały okazję spotkać się ze swoją córką, czy mogło być coś lepszego? Odpoczynek na terenie Vermont zapowiadał się naprawdę super.
Miała doskonały humor, co też mogło być podejrzane. Ale to wszystko z ekscytacji. Po prostu ostatnio zdarzyło się sporo nieprzyjemnych rzeczy, nie powinna chyba być aż taka radosna, a jednak. Niemalże wyskoczyła uśmiechnięta z lotniska, gdy tylko wylądowały na terenie tego pokręconego państwa. Wynajęły samochód, by dostać się do zwierzęcego sanktuarium, w okolicy którego udało im się też zarezerwować fajny pokój w hotelu. April specjalnie szukała czegoś, gdzie przy okazji będą mogły odetchnąć i na całe szczęście znalazła miejsce ze SPA. Tak dawno nie doświadczyła tego typu relaksu, że to aż wstyd.
— O rany, ale będzie super! Myślisz, że mnie polubi? — zagadnęła, obracając głowę w stronę narzeczonej, która prowadziła samochód jadący w stronę sanktuarium. Z początku April chciała prowadzić, żeby nie było, że to zawsze spadało na głowę strażaczki, ale Teddy coś strasznie nie miała na to ochoty. Może jej nie do końca ufała przez tę całą ekscytację? Trudno byłoby jej się pewnie skupić na drodze, a naprawdę szkoda czasu na jakieś wypadki. Już raz jeździła brawurowo po Stanach i uniknęła mandatów, ale cholera wie, czy teraz też miałyby tyle szczęścia. Chociaż kto właściwie mieszkał w tym stanie? Kto się po nim poruszał? No nie za wiele osób. Było tu zdecydowanie mniej tłoczno niż w Honolulu, ale może to też kwestia tego, że miejsca takie jak to, do którego zmierzały, znajdowały się raczej na odludziu? Cóż, miało to sens. April naprawdę nie myślała teraz trzeźwo. Jak często miała okazję spędzać czas z krowami? Zdecydowanie zbyt rzadko. A to przecież jej ukochane zwierzaki! Specjalnie założyła dzisiaj na siebie koszulkę z okładką Atom Heart Mother, licząc, że krówka to doceni. Wyciągnęła rękę przed siebie i uśmiechnęła się szeroko do zdjęcia, na które złapała też narzeczoną. Wysłała je do Emmy, żeby dać znać, że są już w drodze do sanktuarium. W odpowiedzi dostała zdjęcie Liary, która spała na kolanach Burnett i wyglądała tak niesamowicie słodko, że to przechodziło ludzkie pojęcie. April obróciła telefon w stronę strażaczki, żeby też się mogła pozachwycać.
— Ale to naprawdę urocze, ze tak szybko jesteś gotowa przedstawić mnie swojej córce — dodała, puszczając do narzeczonej oczko. Formalnie rzecz biorąc to było jej dziecko! Podarowała je wprawdzie April, ale to już są dodatkowe szczegóły. Mało która matka byłaby gotowa wprowadzić jakąś nową osobę do życia swojej pociechy po tak krótkim czasie. Darling naprawdę musiała ją lubić.

teddy darling
Werka
dogadamy się
30 y/o
STRAŻAK TEDDY
167 cm
strażaczka w toronto fire station 132
Awatar użytkownika
więc bądź kimś więcej, żadnym one night standem. chcę kochać wściekle, mówiąc, że tęsknię
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

069. hehe
Sama poprosiła o kilka wolnych dni w pracy. Właściwie kapitan stwierdził, że dobrze jej to zrobi - ręka zdąży się wygoić, a ona przy okazji będzie mogła mieć oko na narzeczoną. To zresztą był jeden z głównych powodów, dla których zdecydowała się na ten krótki urlop. O ile dla niej podejrzane było, że strażaczka tak chętnie zgodziła się na wspólny wyjazd do Vermont, o tyle zachowanie ukochanej wydawało jej się jeszcze bardziej podejrzane. April zachowywała się tak, jakby to, co wydarzyło się w tunelu, w ogóle nie miało miejsca. Z jednej strony było to dobre. Z drugiej Teddy wolała być przygotowana na wszystko. Chyba nikt nie zdawał sobie tak dobrze jak ona sprawy z tego, jak po podobnych doświadczeniach emocje potrafią wyjść z człowieka w najmniej spodziewanym momencie. Przerabiała to po stokroć i za każdym razem wyglądało trochę inaczej. Czasami trzymała się dzielnie przez tydzień czy dwa, a potem rozpadał się przy kompletnie błahej rzeczy. Innym razem wszystko wydawało się w porządku, dopóki jakiś zapach, dźwięk albo przypadkowa scena nie przypomniała jej o tym, co się wydarzyło. Nie zamierzała jednak naciskać ani wypytywać April na każdym kroku, czy na pewno wszystko z nią w porządku. Chciała po prostu być obok i cieszyć się wspólnie spędzonym czasem.
Ekscytacja podróżą do sanktuarium udzieliła jej się z równie dużą siłą. Nikt nie potrafił zarazić jej entuzjazmem tak jak Finch. Oczywiście pobyt w SPA opłaciły po równo i Teddy nawet nie chciała słuchać żadnych protestów. Tak było uczciwie i tak też czuła się najlepiej. Chyba naprawdę będą musiały w końcu pomyśleć o wspólnym koncie na takie niespodziewane okazje. Lot natomiast był krótki i przyjemny. Teddy właściwie nie miała okazji zobaczyć zbyt wiele w USA, bo za każdym razem, kiedy tutaj trafiała, powód był jeden - wezwanie do akcji. Zdarzało się, że wysyłali je jako wsparcie dla Amerykanów. Wiadomo, ta banda debili nie potrafiła poradzić sobie z większymi pożarami.
Jasne, że cię polubi — odparła natychmiast, kiedy wyjechały wypożyczonym samochodem na drogę prowadzącą w kierunku sanktuarium. — A kto mógłby cię nie polubić? Chyba tylko jakiś kretyn — prychnęła pod nosem, bo zupełnie nie wyobrażała sobie innej opcji. April podbijała serca wszystkich, łącznie ze zwierzętami. Nie było więc najmniejszej szansy, żeby Królowa Theodora Apreddy LXIX nie obdarzyła jej sympatią. — Jeszcze w tej koszulce? No błagam cię — dodała z uśmiechem. Sama nie wpadła na tak genialny pomysł, żeby jakoś przypodobać się krowie. A mogła przecież założyć łaciaty t-shirt znad jeziora! No nic. Pozostawało trzymać kciuki i liczyć na to, że krowa polubi ją za osobowość.
Spojrzała na telefon, na którym wyświetlało się zdjęcie ich kotki śpiącej na kolanach Burnett. Wyglądała rozkosznie. Tak rozkosznie, że Teddy z tego rozczulenia zapatrzyła się na fotografię odrobinę za długo i w pewnym momencie złapała kołem kawałek pobocza.
Nie możesz tak rozpraszać kierowcy w trakcie jazdy — skarciła narzeczoną i chociaż próbowała zabrzmieć poważnie, kąciki ust od razu jej drgnęły. Droga była praktycznie pusta, więc w najgorszym razie mogłyby wylądować w płytkim rowie. Nic wielkiego. Chociaż pewnie wtedy trzeba byłoby tłumaczyć w wypożyczalni, dlaczego samochód znalazł się poza drogą.
Krowa faktycznie była strażaczki, ale Teddy nigdy nie traktowała jej jak swojej własności. Zawsze uważała, że należy do nich obu. Czy nie ustaliły tego jeszcze w Mont-Tremblant? Jeśli nie, to najwyższa pora było dzisiaj to przypieczętować.
Szybko? Osiem miesięcy to dla ciebie szybko? Wiesz, ile zdążyłam jej o tobie naopowiadać? Oczywiście w samych superlatywach. Już dawno wie, że jesteś super hiper ekstra. I że bardzo cię kocham. Dla niej najważniejsze jest, żebym była szczęśliwa. Akceptuje nasz związek w całości — pokiwała głową. Miała tylko nadzieję, że Theodora Apreddy nie będzie miała jej za złe, że przez tyle czasu nawet nie wiedziała, kim właściwie były. Dobrze, że w końcu nadarzyła się okazja, żeby to zmienić!

April Finch
bubek
nie lubię postów o niczym i jak stoimy w miejscu. weź mnie rozbaw!
30 y/o
APRILLA
157 cm
Head of Creative & Strategy Department
Awatar użytkownika
Spójrz, na szyi coś tu masz
Ups, to chyba znowu ja
W pracy będą się z nas śmiać
W pracy teraz, jeszcze raz
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Dobrze, że entuzjazm potrafił być zaraźliwy. April zdecydowanie tego potrzebowała. Usilnie starała się nie zastanawiać nad tym, dlaczego ma taki dobry humor po tych wydarzeniach z tunelu, zakładając, że po prostu musiała mieć bardziej wytrzymałą psychikę niż do tej pory podejrzewała. Ignorowała podejrzliwe spojrzenia, którymi obdarowała ją Burnett, gdy poprosiła ją o opiekę nad kotką w związku z wyjazdem. Przyjaciółka również zakładała, że lepiej nie naciskać na April, jeżeli ta wyraźnie nie pokaże, że tego potrzebuje, ale wyraźnie sie martwiła. Trudno było tego nie zauważyć. Finch ze wszystkiego zdawała sobie sprawę, ale to też postanowiła po prostu zignorować. Chciała miło spędzić czas. Może jak nie będzie o tym wszystkim myśleć, to naprawdę zapomni o wydarzeniach z tamtego popołudnia i będzie mogła przejść z powrotem do porządku dziennego ze swoją egzystencją? Oby!
Taki reset na pewno dobrze jej zrobi. Co złego niby miałoby się stać w tak spokojnym miejscu jak sanktuarium dla chorych zwierząt albo w hotelu ze SPA? No dobra, fakt, że to wszystko znajdowało się na terenie Stanów Zjednoczonych, nieco wszystko psuło. W tym chorym kraju cokolwiek mogło odwalić się właściwie w każdym momencie. Nie zdziwiłaby się nawet, gdyby okazało się, że krowy zaczną do siebie strzelać i tyle z tego będzie, a jedynym efektem będzie późniejsze barbecue. Takiego burgsa na pewno by nie tknęła. Jakoś te statystyki strzelanin muszą być przecież wyrabiane, a Finch się w pale nie mieściło, że mogło do takich rzeczy dochodzić częściej niż raz do roku, a przecież tutaj dochodziło minimum kilka razy w tygodniu. Chory kraj, no chory kraj.
— Myślisz, że też tak lubi Pink Floydów? No to superowo, możemy sobie razem posłuchać! Albo chociaż nagrać do nich jakiegoś TiKToka i w ogóle. — Pokiwała głową entuzjastycznie. W myślach już zaczęła układać plany na spędzenie czasu z krowami. No dobra, nie tylko z nimi. Była gotowa spędzić czas z każdym futrzakiem, jaki aktualnie tam się znajdował. Żadnego zwierzątka nie uważała za gorsze, wszystkim należało się bardzo dużo sympatii!
Wzruszyła ramionami i zabrała telefon, niespecjalnie przejęta faktem, że prawie umarły w jakimś spektakularnym wypadku przez zdjęcie kota. Poczuła się w pewien sposób sprowokowana. Skoro Teddy dawała się rozproszyć tak łatwo, to co jeszcze byłoby w stanie oderwać jej myśli od drogi? Zaczęła szukać czegoś w telefonie, aż wreszcie obróciła ekran w jej stronę ponownie. Tym razem nie pokazywała jej zdjęcia Liary, a samej siebie. Stała na nim nago przed lustrem w ich łazience, wciąż ociekająca wodą po prysznicu. Mokre włosy lepiły się do jej ciała, a ona sama wpatrywała się we własne odbicie, przygryzając dolną wargę.
Żałowała, że nie mogą tak po prostu wziąć ze sobą Liary. Ich córki zdecydowanie powinny się poznać. Pewnie by się polubiły, bo obie są super! Przewiezienie kota przez granicę to jednak spory problem formalny, a zresztą szkoda ją było po prostu narażać na tyle stresu związanego z podróżą. Samochodem to przecież kilka ładnych godzin, a usypianie jej tylko po to, by wpakować ją do samolotu, byłoby skrajnie debilne. Liara będzie musiała po prostu znieść potem fakt, że April będzie pokazywała jej dziesiątki fotek z wyjazdu i opowiadała, ja było.
— Są tacy, dla których rok to absolutne minimum, żeby w ogóle wspomnieć dziecku, że ktoś nowy pojawił się na horyzoncie, nie mówiąc już o wprowadzaniu go do jego życia. Ale zdecydowanie bardziej pasuje mi twoja wersja. Bardzo mądre masz to dziecko, skoro tak do tego podchodzi. Ciekawe, po kim takie jest. — Wyszczerzyła się, dumna ze swojego żartu jak paw. Cóż, inteligencji na pewno nie odziedziczyła po April i to nie była wyłącznie kwestia tego, że nie miały biologicznie ze sobą absolutnie niczego wspólnego.

teddy darling
Werka
dogadamy się
30 y/o
STRAŻAK TEDDY
167 cm
strażaczka w toronto fire station 132
Awatar użytkownika
więc bądź kimś więcej, żadnym one night standem. chcę kochać wściekle, mówiąc, że tęsknię
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Pozostawała czujna, jednocześnie próbując zatracić się w ich wspólnym wyjeździe. Trochę przypominało to pracę, kiedy w jednej chwilę siedziała z chłopakami przy stole w remizie i grała w karty, a chwilę później musiała wskakiwać w mundur i lecieć prosto w rozszalałe płomienie. Teddy obawiała się, że jeśli chociaż na moment odpuści, coś jej umknie. Jakiś ważny moment, w którym April zacznie odczuwać skutki tamtego popołudnia. Przeoczy jakiś sygnał i nie zdąży zrobić nic, żeby jej pomóc. Z drugiej strony mocno wierzyła, że wspólnie spędzony czas z dala od Toronto dobrze im zrobi. W końcu właśnie po to tutaj przyjechały. Miały odpocząć, nacieszyć się sobą i przez kilka dni nie myśleć o pracy, zawalonych konstrukcjach ani rannych ludziach. W takim małym Springfield w Vermont chyba nie mogło spotkać ich nic złego, prawda? To spokojna mieścina. Co najgorszego mogło się wydarzyć? Gdyby zostały w Burlington, gdzie wylądował samolot, pewnie któraś z nich już dostałaby kulkę w łeb. Podobno statystycznie w Stanach dochodziło do dwóch strzelanin dziennie, a w wyniku użycia broni palnej ginęło ponad sto osób. Były to jakieś kompletnie popierdolone liczby, z których Darling nawet nie zdawała sobie sprawy, dopóki kiedyś na nie nie trafiła. Teraz, oczywiście, jej mózg uznał, że to idealny moment, żeby sobie o nich przypomnieć.
Na bank! Codziennie słucha ich muzy podczas żucia trawy. Koszulka zrobi robotę, zobaczysz — zapewniła z uśmiechem. April naprawdę nie musiała przejmować się tym, że jakieś zwierzę jej nie lubi. Miała przecież w sobie mnóstwo miłości, którą byłaby w stanie obdarzyć wszystkie stworzenia świata! A krowy to już w ogóle! — Nagramy filmiki i zrobimy dużo zdjęć. Całe multum! A potem je wywołamy i sobie oprawimy i zawiesimy w lofcie — dodała, skręcając w lewo, prosto w żwirową drogę. Tabliczka przed nimi informowała, że są już niedaleko sanktuarium.
Skupiła się jeździe, dopóki znów nie zerknęła na ekran telefonu. Absolutnie nie była przygotowana na to, co zobaczy. Wcisnęła pedał hamulca tak gwałtownie, że samochód gdyby mógł, to stanąłby w pionie.
April! — skarciła ją, ale bez złości. Jeszcze moment i naprawdę wylądują na jakimś drzewie. — Poczekaj, dlaczego nie wysłałaś mi tej fotki? Była robiona dla kogoś innego? — ściągnęła brwi, ale zamiast wyolbrzymiać problemy, postanowiła wyolbrzymić szczęście. Dlatego po prostu nachyliła się w stronę narzeczonej i wpiła w jej usta, wplatając palce w jasne włosy.
W rzeczywistości nie podejrzewała jej o takie rzeczy. Była przekonana, że nie zrobiłaby jej takiego świństwa. Ufała jej bezgranicznie. Tworzyły zdrową relację, opartą na wzajemnym szacunku i niczego nie brakowało im pod żadnym względem. Szukanie dodatkowych wrażeń byłoby po prostu głupie.
Oderwała się od niej bardzo niechętnie i znów umieściła ręce na kierownicy. Jak tak dalej pójdzie, to nigdy nigdzie nie dojadą!
Nie będę robić z ciebie mojej słodkiej tajemnicy. Poznałaś już moich rodziców, więc teraz przyszła pora na córkę — pokiwała głową. Co z tego, że April miała okazję poznać Darlingów piętnaście lat temu, przecież Theodora Apreddy pojawiła się w jej życiu dopiero na koniec zeszłego roku. — Spójrz tylko, jak tutaj pięknie! — strażaczka aż podskoczyła na swoim miejscu.
I rzeczywiście było na co patrzeć! Za drewnianymi ogrodzeniami rozciągały się duże, zielone wybiegi, na których spokojnie przechadzały się krowy, owce i kozy. Niektóre pasły się gdzieś dalej, inne podchodziły bliżej płotu, najwyraźniej zainteresowane każdym nowym gościem. Pomiędzy wybiegami ciągnęły się żwirowe ścieżki, a w głębi terenu stały drewniane budynki, stodoła i kilka mniejszych zagród. Wokół rosły drzewa, więc zwierzęta miały też sporo cienia. Nie było tu niczego, co przypominałoby zoo. Żadnych ciasnych wybiegów ani zwierząt stojących za szybą. Miały mnóstwo miejsca, żeby łazić, gdzie im się podobało, albo po prostu położyć się na trawie i mieć wszystkich ludzi w poważaniu. Teddy już teraz wiedziała, że spędzą tutaj zdecydowanie więcej czasu, niż początkowo zakładała. Zwłaszcza jeśli April naprawdę zamierzała zrobić zdjęcie każdej krowie, którą zobaczy.

April 🐄
bubek
nie lubię postów o niczym i jak stoimy w miejscu. weź mnie rozbaw!
30 y/o
APRILLA
157 cm
Head of Creative & Strategy Department
Awatar użytkownika
Spójrz, na szyi coś tu masz
Ups, to chyba znowu ja
W pracy będą się z nas śmiać
W pracy teraz, jeszcze raz
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Krowy słuchające Pink Floyd to była całkiem przyjemna wizja. Mogła mieć tylko nadzieję, że skupiają się na tych nieco mniej depresyjnych kawałkach, a jeśli jednak wolą te poważniejsze, to że nie zatracają się w wizji świata wytwarzanej przez muzyków, tylko po prostu kontemplują ją w spokoju. Takie czilowanie w czasie żucia trawy musiało być bardzo przyjemne. To kolejna rzecz, którą April miała wspólną z krowami1 Też bardzo lubiła odpoczywać z trawą. Wprawdzie korzystała z niej nieco inaczej niż łaciate kumpele, ale zakładała, że takie drobne różnice nie będą stanowiły dla nikogo problemu. Nie chciałaby oczywiście, żeby zwierzaki pomyślały, że się z nich w jakikolwiek sposób naigrywa. To przecież w ogóle nie było w jej stylu! Wierzyła, że są w stanie żyć ze wszystkimi w pokoju i miłości, a takie miejsca jak to, do którego zmierzały, były na to dowodem. Ludzkość nie była jeszcze do końca stracona, jeżeli potrafiła zadbać o zwierzęta, a nie bez przerwy się nad nimi wywyższać.
— To jest super pomysł! W ogóle myślę, że możemy przejrzeć swoje galerie i powybierać jakieś zdjęcia, które powinny wylądować na ścianie. Albo na lodówce. — W jej głosie znów było mnóstwo entuzjazmu. Bardzo jej się podobał ten pomysł. Takie radosne obnoszenie się ze wspomnieniami bardzo do niej przemawiało. Miały przecież we dwie tyle doskonałych wspólnych chwil za sobą, że aż szkoda nie poświęcać im trochę więcej uwagi. Finch przecież tak czy siak uwielbiała robić zdjęcia, a zarówno galeria w jej telefonie, jak i chmura, pękały od nich w szwach. I to wcale nie tak, ze na wszystkich była sama! Wręcz przeciwnie. Takim rzadko poświęcała więcej uwagi. Wiadomo, miała jakieś swoje ulubione, ale szybko jej się nudziły i znikały przy regularnym czyszczeniu, którego dokonywała wśród plików. Najbardziej liczyły się te zdjęcia, na których była ze swoimi bliskimi, takie, które uchwytywały ich w śmiesznych sytuacjach albo takie, które po prostu w jakiś sposób kojarzyły jej się z dobrymi dniami, które miała za sobą.
— Oczywiście, dla mojej drugiej narz... — Nie było jej dane nawet dokończyć tego żartu, bo jej pierwsza narzeczona wpiła się w jej wargi blokując możliwość sklecenia zdania. Nie śmiała na to narzekać. To o wiele lepsza opcja niż takie bezsensowne przekomarzanie się. Jak łatwo było się domyślić, nie było żadnej innej kobiety. Finch uznała po prostu nie miała pewności, czy zdjęcie było wystarczająco dobre, by podzielić się nim z ukochaną. Postanowiła teraz zaryzykować i się opłaciło. Może powinna częściej pokazywać jej takie fotki na żywo, zamiast wysyłać, gdy były daleko od siebie? Jeżeli w nagrodę ma otrzymywać takie pocałunki, to przecież warto.
— Trzymasz w zanadrzu jeszcze kogoś? Między rodzicami, a córką, minęło sporo czasu. — Spojrzała na nią z rozbawieniem. Jeżeli miała poznawać kogoś istotnego dla narzeczonej co piętnaście lat, to chyba na ten moment nie ma co się stresować.
Miejsce wyglądało naprawdę niesamowicie. Sielsko, rajsko i w ogóle doskonale1 April przez moment nawet przemknęło przez myśl, że mogłaby tu zamieszkać. Egzystowałaby wśród tych wszystkich zwierząt i byłaby szczęśliwa. Szybko jednak przestała się oszukiwać. Nie nadawała się do życia na wsi, ani z daleka od stabilnego i szybkiego połączenia internetowego. Kiedy wysiadły z samochodu, podszedł do nich mężczyzna w średnim wieku. Wyglądał jak wyciągnięty z kreskówki, co akurat bardzo się Finch spodobało. Miał świetną czapkę z daszkiem z rysunkiem kaczki, flanelową koszulę i sprane jeansy.
Dzień dobry, dzień dobry! To z panienkami wczoraj rozmawiałem? Panie prosto z Kanady, o ile dobrze pamiętam?zagadnął radośnie, machając do nich. April rozmawiała z nim, żeby upewnić się, czy mogą wpaść i spędzić trochę czasu ze zwierzętami. Jak się okazało, nie było z tym żadnego problemu – a już szczególnie dla osób, które dokładają się do miesiąc do interesu. Ach, Ameryka.

teddy darling
Werka
dogadamy się
30 y/o
STRAŻAK TEDDY
167 cm
strażaczka w toronto fire station 132
Awatar użytkownika
więc bądź kimś więcej, żadnym one night standem. chcę kochać wściekle, mówiąc, że tęsknię
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Jest ich tak dużo, że nie będziemy mogły się zdecydować — zaznaczyła, bo przez te wszystkie lata uzbierało im się mnóstwo wspólnych zdjęć. Jak Teddy miała wybrać te najlepsze, skoro wszystkie, na których była April, z automatu były świetne? Miała problem z dokonaniem wyboru między sushi burgerem a meksykańskim żarciem, a co dopiero, kiedy w grę wchodziłyby dwie napakowane zdjęciami galerie, z których trzeba byłoby wybrać tylko kilka! A właściwie dlaczego tylko kilka? Mogły przecież wywołać wszystkie i obwiesić nimi cały loft! Najlepiej, gdyby na większości znajdowała się tylko Finch, wtedy Darling byłaby już w ogóle zachwycona. Mogłaby sobie codziennie patrzeć na swoją ukochaną i przypominać, jaka miała szczęście!
Żart może byłby zabawny, gdyby Teddy pozwoliła ukochanej go dokończyć, ale zamiast tego postanowiła zamknąć jej usta słodkimi pocałunkami. Żadna druga narzeczona nie wchodziła w grę. Co prawda Teddy była jedynaczką, ale nigdy nie miała problemu, żeby się czymś podzielić. Na pewno jednak nie zamierzała dzielić się z nikim swoją kobietą. Bez przesady!
Nie rozumiała, dlaczego April nie wysyłała jej takich zdjęć, skoro według Darling wyglądała na nich doskonale. Bezdyskusyjnie powinna przesyłać je od razu po wyjściu spod prysznica. Wtedy strażaczka czym prędzej wracałaby do domu na skrzydłach i nawet przez ułamek sekundy nie pomyślałaby o tym, żeby zostać dłużej w remizie. Jak ona w ogóle śmiała je przed nią zatajać? Niepoważna jakaś.
Trzymam. Drugą narzeczoną — odparła, podłapując jej wcześniejszy, niedokończony żart. — Nie wiem tylko, czy się polubicie. Mam nadzieję, że tak — pozwoliła zabrnąć sobie w to dalej, ale nie mogła powstrzymać się przed tym niewinnym przekomarzaniem.
Zaparkowała samochód na niedużym parkingu i przepuściła ukochaną przez drewnianą furtkę. Powietrze w USA pachniało inaczej. Teddy nie potrafiła zdefiniować jak, ale różniło się od tego kanadyjskiego. I nie chodziło o to, że znajdowały się na łonie natury, przecież niejednokrotnie wyjeżdżała poza Toronto, żeby odetchnąć od miejskiego gwaru. Czy pachniało gorzej? Też nie. Może to przez mieszankę lokalnych roślin, wilgotność, temperaturę, ilość zanieczyszczeń i cholera wie, co jeszcze się na to składało.
A dzień dobry! Tak jest, wszystko się zgadza. To właśnie my, prosto z Kanady — wyciągnęła rękę, żeby uścisnąć jego dłoń. Facet przedstawił się jako Louis Thibault. O nic nie pytany, wyjaśnił im, że w Vermont, szczególnie na północy, bardzo często spotykane są franco-amerykańskie, a on właśnie z tej północy pochodził i wychował się na przedmieściach South Burlington. Niezły był z niego gaduła, trzeba przyznać.
Na pewno chcą panienki zobaczyć swoją krowę! — zreflektował się w końcu i radośnie przyklasnął w dłonie. — Tam się pasie, na łące za stodołą. Ja wszystko pokażę, a później oprowadzę panienki po całym sanktuarium — zaproponował życzliwie. W porządku był z niego gość. Widać, że odpowiedni człowiek na odpowiednim miejscu. — Zapraszam serdecznie za mną. Przejdziemy sobie tą ścieżką — ruchem głowy skazał na żwirową ścieżkę, która ciągnęła się za drewniany budynek.
Teddy uśmiechnęła się szeroko do April. Ciekawe, czy w ogóle zdołają ją rozpoznać! Albo czy Królowa Theodora Apreddy LXIX! Nie, to akurat niemożliwe, one nie wysyłały do sanktuarium swoich zdjęć, więc skąd krowa miała wiedzieć, kim były? A może to wyczuje? Zwierzęta podobno wyczuwają takie rzeczy.

🐮
bubek
nie lubię postów o niczym i jak stoimy w miejscu. weź mnie rozbaw!
30 y/o
APRILLA
157 cm
Head of Creative & Strategy Department
Awatar użytkownika
Spójrz, na szyi coś tu masz
Ups, to chyba znowu ja
W pracy będą się z nas śmiać
W pracy teraz, jeszcze raz
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Wyklejenie całego mieszkania ich mordami nie było takim głupim pomysłem. Mogły też zrobić podobną okleinę na samochód i egzystować w ten sposób. Szybko pewnie zgarnęliby je do jakiegoś zakładu zamkniętego, ale to nic. Przynajmniej przez moment byłby szczęśliwe. April wcale nie uważałaby, że wybranie wyłącznie zdjęć, na których jest sama, jest uczciwe. Wręcz przeciwnie. Uznawałaby to za wyjątkowo durne i w ogóle nie chciałaby się w coś takiego bawić. To przecież miała być celebracja ich wieloletniej przyjaźni i miłości, a nie jej mordy. Wiadomo, że mordę miała faktycznie niczego sobie, ale nie należało aż tak przesadzać. Nadgorliwość była podobno gorsza od faszyzmu. Zdawała sobie sprawę, że taka selekcja zdjęć i próba wybrania najfajniejszych będzie wyjątkowo skomplikowanym procesem, ale była gotowa się poświęcić i chociaż ograniczyć wybór z kilku tysięcy do kilkuset i dopiero wtedy zaangażować Teddy do działania, by było jej prościej. Musi po prostu ją pilnować, żeby podejmowała uczciwe decyzje.
— Skoro łączy nas świetny gust, to na pewno. Będzie to jednak wyjątkowo krótka znajomość, bo zamorduje ją przy pierwszej okazji. — Pacnęła swoją jedyną narzeczoną w ramię za karę za te wszystkie durnowate żarty. Ona sama przecież ostatecznie go nie powiedziała, więc była kryta, a strażaczce po prostu należał się wpierdol. Finch oczywiście zdawała sobie sprawę, że o żadnej innej narzeczonej nie mogło być mowy, ale to jej nie przeszkadzało, by trochę się odegrać na ukochanej. Niech sobie nie myśli, że jest w tej sytuacji w pełni bezpieczna! Niech w ogóle uważa na to, co mówi, jeżeli jeszcze kiedykolwiek chce zobaczyć swoją przyszłą żonę nago. Wszystko jedno czy na zdjęciu czy na żywo.
W ogóle nie zdziwiło jej, że jeden z właścicieli tego miejsca okazał się takim sympatycznym i otwartym gościem. Zaczął zasypywać ich ciekawostkami na własny temat, dopowiadając to i owo o najbliższej okolicy. April już teraz wiedziała, że w czasie pobytu tutaj dowiedzą się całej masy rzeczy, która nigdy w życiu do niczego nie będzie im potrzebna, ale to nic. Była ciekawa, czego się dowiedzą i bardzo chętna na słuchanie. Domyślała się, że to plus również dla Teddy, której łeb przecież był wypełniony tego typu informacjami. Na nowo będzie mogła je uzupełnić, a potem chełpić się tym, jaka jest mądra i jak bardzo wszystko wie. Obie powinny być ostatecznie z tej wycieczki bardzo zadowolone.
Ruszyły ścieżką wskazaną przez faceta, żeby dotrzeć wreszcie do swojej adoptowanej córki. Z każdym kolejnym krokiem April czuła rosnącą ekscytację. Miała ochotę puścić się biegiem w tamtym kierunku, ale nie chciała wychodzić na aż taką wariatkę. Nie miała pojęcia, czy Theodora Apreddy LXIX je rozpozna, ale nie miała wątpliwości, że ona rozpozna ją. Oglądała przecież wszystkie materiały sanktuarium na social mediach oraz te dedykowane specjalnie dla nich w nagrodę za darowizny. Oczywiście nie myliła się. Rozpoznała ją już z daleka. Typiarka czilowała bombę i żuła sobie trawę, czyli dokładnie tak, jak codziennie. Ależ to było niesamowite zwierzątko! April wyszczerzyła się na ten widok bardziej niż zachwycona. Zaczęła z emocji szarpać narzeczoną za rękaw, nie wiedząc, co ma zroibć ze swoim ciałem. Wiedziała przecież, że przy zwierzakach nie powinno się drzeć mordy ani fikać koziołków, więc musiała cała te emocje skumulować jakoś inaczej.
— Patrz, patrz, patrz, patrz! — Wskazała ręką w stronę niczego nieświadomej krowy, która żyła swoim najlepszym życiem mimo trudnych sytuacji, jakie ją spotkały.

teddy darling
Werka
dogadamy się
30 y/o
STRAŻAK TEDDY
167 cm
strażaczka w toronto fire station 132
Awatar użytkownika
więc bądź kimś więcej, żadnym one night standem. chcę kochać wściekle, mówiąc, że tęsknię
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Przy April faktycznie niektóre słowa lepiej było zachować dla siebie. Nawet żarty! Narzeczona potrafiła brać pewne rzeczy do siebie i czasami odbierała je zdecydowanie zbyt dosłownie. Nie chodziło o to, że nie znała się na żartach, ale przy niej trzeba było jednak trochę uważać. Na szczęście Teddy nie miała w zwyczaju przesadzać z dowcipkowaniem i znała ją na tyle dobrze, żeby wiedzieć, kiedy po prostu zamknąć japę. Nie była z natury złośliwa, ale zdarzało jej się coś przemilczeć, żeby później nie siedzieć i nie zastanawiać się, czy przypadkiem nie nadepnęła Finch na odcisk. Lepiej nie kusić losu. Tym razem jednak zaryzykowała i co? Biedna, druga narzeczona nawet nie miała pojęcia, że April najchętniej udusiłaby ją gołymi rękami. Może ktoś powinien ją ostrzec? Najlepiej od razu. Niech pakuje walizki, kupuje bilet na drugi koniec świata i wybiera sobie jakiś kontynent, na którym Finch nigdy jej nie znajdzie. Teddy mogła nawet pomóc jej w ucieczce. W końcu była wspaniałą kobietą i nie mogła pozwolić, żeby niewinna dziewczyna padła ofiarą gniewu jej ukochanej.
Była spragniona ciekawostek na temat sanktuarium, Springfield i w ogóle całego Vermont. Nie czyniło jej to jednak ani trochę mądrzejszą. Miała po prostu dobrą pamięć i szybko przyswajała zasłyszane informacje, zwłaszcza jeśli dotyczyły czegoś, co akurat ją zainteresowało. Widać było, że Louis Thibault był prawdziwym pasjonatem zwierząt i wkładał w prowadzenie sanktuarium całe serce. Mógł być naprawdę dumny z tego, co udało mu się stworzyć - miejsca, w którym uratowane, chore i porzucone zwierzęta mogły spokojnie dożyć starości, zamiast po raz kolejny trafiać w ręce ludzi, którzy potraktowaliby je przedmiotowo. Darling bardzo ciekawiło, czy dużo osób angażowało się w utrzymanie sanktuarium i jak wiele z nich zdecydowało się na wirtualną adopcję którejś z krów, kóz czy alpak. Każdy powinien mieć taką swoją April, która daje ci na urodziny certyfikat głoszący, że zostałaś krowią mamą!
Ekscytacja wylewała się Finch uszami. Strażaczka nawet nie musiała na nią patrzeć, żeby wiedzieć, jak świecą jej się oczy na widok Theodory Apreddy LXIX, która wylegiwała się na łące w samotności, chociaż wokół było pełno innych muciek. No proszę, jaka im się introwertyczka trafiła. Wyglądała bardzo majestatycznie i tak, jakby miała wszystko w dupie. I tak trzeba żyć! Chyba wpłacane datki działały, bo jakoś trochę jej się utyło, odkąd widziały ją na ostatnich fotkach, które przesłało im sanktuarium?
Mam tu w wiaderku nasiona i kiszonki z kukurydzy, można śmiało jej coś dać — oznajmił mężczyzna, wręczając kubełek Darling. — Jest bardzo spokojna i chociaż początki nie były łatwe, to teraz bardzo lgnie do ludzi. Będę w pobliżu, gdyby panienki czegoś potrzebowały — uśmiechnął się i ruszył w stronę pozostałych krów.
Teddy wyszczerzyła się do narzeczonej i ostrożnie ruszyła naprzód, żeby nie spłoszyć zwierzęcia. Od czego tu zacząć? Powinna je sobie przedstawić? Przedstawić najpierw siebie? Czy krowy w ogóle rozumieją, kiedy coś się do nich mówi? I czy ta ich rozumiała angielski? I czemu strazaczka tak się stresowała tym spotkaniem, myśląc, że Theodora Apreddy może jej nie polubić? Istniała taka szansa, prawda? Na świecie na bank byli tacy, którzy nie przepadali za Darling, więc może w tym gronie znajdowały się również zwierzaki?
Na żywo jest jeszcze piękniejsza — stwierdziła, kiedy znalazły się na tyle blisko, aby móc dokładniej przyjrzeć łaciatemu stworzeniu. — Chcesz ją pogłaskać? Zrobię wam zdjęcie! — odstawiła na moment wiadro i sięgnęła do kieszeni po telefon. Skoro facet powiedział, że jest oswojona, pomimo wszystkich krzywd, jakie ją spotkały, zanim trafiła w bezpieczne miejsce, to chyba nie nie upierdoli im rąk?

April Finch
bubek
nie lubię postów o niczym i jak stoimy w miejscu. weź mnie rozbaw!
30 y/o
APRILLA
157 cm
Head of Creative & Strategy Department
Awatar użytkownika
Spójrz, na szyi coś tu masz
Ups, to chyba znowu ja
W pracy będą się z nas śmiać
W pracy teraz, jeszcze raz
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Wycieczka zapowiadała się naprawdę świetnie. Nie było najmniejszych szans, by April zapamiętała te wszystkie informacje, które już teraz przekazywał im Louis Thibault . Strach nawet myśleć o tych, które pojawią się w trakcie oprowadzania po okolicy! Zakładała, że i tak będzie się co chwila rozpraszać, bo przy takich widokach oraz takiej liczbie zwierząt zachowanie zdrowego rozsądku graniczyło przecież z cudem. To oczywiście nie wynikało z braku dobrego wychowania, bo akurat Finchowie bardzo starali się, by wszystkie ich corki mogły poszczycić się nienagannymi manierami. Nie wiązało się to też z jakimkolwiek brakiem szacunku do mężczyzny albo brakiem sympatii. Zakładała, że skoro pracuje w takim miejscu na co dzień, to musi być wyjątkowo dobrym i ciepłym człowiekiem. Poświęcanie całego życia zwierzętom byłoby pewnym poświęceniem. Oczywiście w miejscach takich jak to pracowały również świry, zamieniające miejsca, które miały być bezpiecznym azylem, w piekło na ziemi, ale to nie był jeden z takich przypadków. Zanim Finch zdecydowała się na zakup prezentu i podpięcie stałego przelewu do konta fundacji, zrobiła bardzo dogłębny research. Nic nie wskazywało na to, by to miejsce było jakieś szemrane. Może po prostu się dobrze ukrywają? Niewykluczone! Czasem takie rzeczy wychodziły po latach i wszyscy byli w szoku. Ale trzeba było być dobrej myśli.
— Super, dziękujemy — rzuciła, odprowadzając mężczyznę wzrokiem. Fakt, że będą mogły nieco pokarmić krowę, też bardzo ją ekscytował. Miała nadzieję, że przekąski, które otrzymały, należały do ulubionych Theodory. Takie przekupienie zwierzaka żarciem to prawie zawsze bardzo dobry pomysł. Zawsze pozostawało ryzyko, że jednak nie polubi ich tak za nic. Ale za jedzonko? Głupia musiałaby być, żeby się nie dać! A na pewno taka nie była. To było widać na pierwszy rzut oka. Wprawdzie do tej pory miały okazję oglądać ją wyłącznie na wyselekcjonowanych zdjęciach i nagraniach, ale to nic. April tak czy siak czuła, że zwierzę miało łeb na karku. To kwestia aury, która ją otaczała. Musiała być mądra po swojej adopcyjnej mamusi czy coś.
Podchodziła do krowy bardzo ostrożnie. Co by nie było, to przecież wielkie zwierzę! Trzeba uważać. No i Theodora Apreddy LXIX miała pełne prawo zdecydować, czy w ogóle ma ochotę na takie zapoznawanie się z nią, czy jednak wyjebane, trzaśnie matkom drzwiami przed twarzami, zamknie się w pokoju i będzie słuchać Bring Me The Horizon. Z dzieciakami to nigdy nie wiadomo i trzeba być gotową na wszystko. April zastanawiała się nawet, czy nie powinna się ukłonić, jak przez hipogryfem, ale sobie darowała, nie chcąc robić z siebie przed narzeczoną skończonej kretynki. Uśmiechnęła się za to do krowy z czułością.
— A ty to niby co? Nie masz zamiaru się spoufalać ze swoją podopieczną? — Spojrzała zaskoczona na narzeczoną, gdy zatrzymała się już przy krowie. To przecież nie tak, że chciała mieć mućkę tylko dla siebie. Powinny móc cieszyć się jej obecnością razem! Finch przykucnęła przy leżącym zwierzaku i ostrożnie wyciągnęła w jej stronę rękę. Dotknęła jej boku opuszkami palców i zastygła na moment w bezruchu, czekając na reakcję... która nie nastąpiła. Zebrała się na odwagę i przytknęła do ciepłej skóry całą dłoń, by następnie pogłaskać mućkę. Ależ to było przyjemne doświadczenie!

teddy darling
Werka
dogadamy się
30 y/o
STRAŻAK TEDDY
167 cm
strażaczka w toronto fire station 132
Awatar użytkownika
więc bądź kimś więcej, żadnym one night standem. chcę kochać wściekle, mówiąc, że tęsknię
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Każdy zdrowy na umyśle dałby się przekupić jedzeniem. Teddy na pewno! Pozostawało tylko liczyć na to, że jaka matka, taka córka. Wizualnie niewiele miały ze sobą wspólnego, ale może chociaż pod względem charakteru znalazłoby się coś, co je łączyło? Na przykład miłość do jedzenia i sympatia do April. Co do tego ostatniego Darling nie miała najmniejszych wątpliwości. Narzeczona z pewnością od razu zaskarbi sobie sympatię krowy.
Theodora Apreddy przyglądała im się wprawdzie z lekką nieufnością, ale ewidentnie była nimi zaciekawiona. Może przeczuwała, że to właśnie one dokarmiały ją na odległość i dbały o to, żeby nigdy niczego jej nie brakowało? Teraz jedynym zmartwieniem mućki było to, po której stronie łąki najlepiej się wylegiwać, żeby mieć pod nosem jak najwięcej zieloniutkiej trawy i jednocześnie pozwolić słońcu porządnie wygrzać rozleniwiony tyłek. Oj, pod tym względem nie zgrywały się jakoś szczególnie, bo strażaczka nie potrafiłaby całymi dniami leżeć bezczynnie i tylko mielić mordą. Będąc na jej miejscu, pewnie kręciłaby się gdzieś blisko stada, żeby przynajmniej mieć jakieś wspaniałe towarzystwo. Oby tylko nie okazało się, że ich krowa była regularnie odrzucana przez inne krowy, jak małpka Punch, i dlatego leżała tutaj taka całkiem sama!
Koniecznie musiała nagrać pierwszy kontakt Finch z mućką. Nie było innej opcji. Musiała uwiecznić go na krótkim filmiku, który oczywiście poprzedziła serią zdjęć. Te również będą musiały koniecznie wydrukować i oprawić w ramkę! Krowa nawet nie drgnęła, kiedy April podeszła na tyle blisko, żeby móc jej dotknąć. Majtnęła tylko pojedynczo ogonem i wydała z siebie cichy pomruk. Chyba zadowolenia, skoro nie poderwała się na racice i nie postanowiła żadnej z nich staranować. Wszystko wskazywało na to, że były na dobrej drodze do zacieśnienia więzi. To znaczy, narzeczona była, bo Darling wciąż sterczała w miejscu i bawiła się w operatorkę kamery. Dopiero słowa Finch sprawiły, że spojrzała na nią znad telefonu i pokiwała entuzjastycznie głową. Oczywiście, że zamierzała podejść bliżej, ale dopiero za chwilę. Musiała przecież cyknąć jeszcze kilka fotek!
Podążając jej śladem, zrobiła kilka spokojnych, ale pewnych kroków w przód. Nie chciała, żeby krowa przypadkiem wyczuła jej zawahanie i pomyślała, że ma matkę pizdeuszkę. Bez jaj. Teddy skakała w płomienie i pozwalała przygniatać się stropom, więc nie przestraszy się zwierzęcia, które, gdyby miało zrobić im jakąś krzywdę, już dawno by się na to zdecydowało. Chyba. A może Królowa Theodora Apreddy LXIX postanowiła trzymać je w niepewności aż do ostatniej chwili?
Strażaczka wyciągnęła rękę i pogłaskała ją po grzbiecie, gdzie sierść była krótka i szorstka. Pod dłonią przypominała trochę szczecinę. Darling miała okazję kiedyś ratować dzika z płonącego lasu i tamten miał bardzo podobne w dotyku włosie. Uśmiechnęła się do narzeczonej i, jak gdyby nigdy nic, po prostu usiadła na trawie i oparła się o krowę, która zareagowała... W sumie nie zareagowała wcale. Pozostała totalnie niewzruszona. Ale przynajmniej nie zaprotestowała, kiedy obca baba postanowiła zrobić sobie z niej poduszkę. Teddy zadarła głowę i spojrzała prosto w błękitne, praktycznie bezchmurne niebo, rozkoszując się beztroską i spokojem.

April Finch
bubek
nie lubię postów o niczym i jak stoimy w miejscu. weź mnie rozbaw!
ODPOWIEDZ

Wróć do „⋆ Po Świecie”