Nie musiała go namawiać. Jej niewinny uśmieszek, gdy zaproponowała pomyślenie nad innymi sposobami, dzięki którym mogliby się poznać, całkowicie go kupił. Wzajemne poznawanie się w ich wydaniu potrafiło być niezwykle ekscytujące.
Jej śmiech odbijający się od ścian raz po raz był zarażający i sprawiał, że mimowolnie jego serce przyspieszało swe obroty. Ale kiedy pochwaliła go za jego
pierwszy raz, sam zaśmiał się w głos. Miał wrażenie, że przy niej nawet żartowanie z takich spraw było proste.
Gotowanie dla Luciena naprawdę stanowiło problem. Teraz Zoyka mogła przekonać się na własnych oczach, jak bardzo trafnie jego znajomi żartowali sobie z jego kuchennych rewolucji. Podziwiał ją za to, że tak umiejętnie i szybko poradziła sobie z czymś, co jemu przysporzyło stresu. Ale kiedy postanowiła się z nim podroczyć, nie wahał się jej odpowiedzieć.
—
Och, przekonasz się — łobuzerskie iskry rozświetliły jego tęczówki. Miał co do tego kilka iście osobliwych planów zemsty. Niemal każdego z nich nieodłącznym elementem była mąka, która zabrał ze sobą w pogoń. Pretekst, który sprawił, że finalnie wylądowali razem na kanapie.
Nieoczekiwana chwila bliskości wysunęła jego pragnienia na pierwszy plan. Jej usta za bardzo go kusiły, żeby
chciał miał zignorować podszepty w jego głowie, żeby osiągnąć swój cel.
Pocałunek nie należał do raptownych. Zawierał w sobie ciepło uczuć, którymi zapragnął delektować się jak najdłużej. Bo wreszcie, mając ją w swoich ramionach, przestał zastanawiać się nad tym, co będzie dalej. Nie planował niczego do przodu, a po prostu chciał nacieszyć się tym, co było tu i teraz. A teraz była Zoya. I nic więcej.
Ta słodka pieszczota przyniosła mu satysfakcję, której nie potrafił ukryć, gdy w końcu się od siebie oderwali. Nawet jego oczy uśmiechały się, gdy na nosie i policzku złożyła mu po drobnym całusie.
Jego uśmiech poszerzył się bardziej, gdy postanowiła usiąść na nim okrakiem. Instynktownie wolną dłonią przesunął niespiesznie po jej udzie aż opuszkami palców poczuł materiał jej sukienki. Ich splecione dłonie dryfowały leniwie w powietrzu, a on nie odrywał wzroku od jej błyszczących w nastrojowym świetle niebieskich tęczówek.
Czuł aż nazbyt świadomie jej bliskość i dotyk, a bijąca od niej niewinność i zarazem nieco chochlikowate iskry w jej oczach przedziwnie go ujmowały. W jego świecie, w którym wszystko miał zaplanowane, ona jedyna była dla niego niewiadomą. I choć całkowicie zaburzała jego porządek, nieprzewidywalność, z którą ciemnowłosa wkradła się do jego życia, była dla niego miłą odmianą. I skłaniała go do podążania za nią bez zastanowienia.
Dlatego w impulsywnym odruchu pociągnął ją za splecioną dłoń do siebie, a drugą ręką objął ją w pasie, żeby szybko zamienić się z nią miejscami. Tym razem to ona spoczywała na poduszkach, a on nad nią górował, wpatrując się w jej delikatnie zaokrągloną, perfekcyjną twarz. Na jej chichot kąciki jego ust drgnęły ku górze. Marszczyła swój nos tak uroczo, że następujący po tym ukradkowy buziak, a potem kolejny, pozostawiły po sobie niedosyt.
—
Ty nic nie musisz. Ewentualnie możesz — zauważył cicho, czując na swojej skórze otulające go ciepło. Pod wpływem tak delikatnego gestu ostatecznie ustąpił, ale zanim się odsunął, jeszcze raz pochwycił jej wargi. Czułe kosztowanie ich trwało zaledwie kilka sekund i miało nasycić go
do następnego razu.
Kiedy Zoya zabrała się za gotowanie, jemu po walce na mąkę pozostało doprowadzić mieszkanie jako tako do ładu. Co prawda, zwykle nie zajmował się porządkami, bo miał od tego Marię, ale wiedział, gdzie znajdowała się szczotka i zmiotka, a nawet czasem, w takich sytuacjach, jak ta, używał sprzętu, żeby chociaż z grubsza zapanować nad nieporządkiem.
Dbał o schludny wygląd i czystość w domu czy w samochodzie, dlatego zabrał się do pracy na tyle, na ile pozwalał mu jego
talent. Na jej przytyk zmrużył oczy, nawet nie siląc się udawać urazy.
—
Za to Ty wyglądasz na taką, co korzysta z takiej miotły jako środka transportu — zasugerował, posyłając jej zuchwały uśmieszek, który ostatecznie przerodził się w szczere rozbawienie. Jego spojrzenie zdradzało, że ewidentnie sobie z nią igrał. Zaraz jednak uniósł ręce w poddańczym geście, widząc, że Zoya łapie za kluskę i zamachuje się w jego stronę. —
Nie, nie! — zdążył zaoponować i umknął przed pociskiem, a jego śmiech poniósł się echem po mieszkaniu.
Odnalazł tę kluskę chwilę później na podłodze. Skończywszy sprzątać i upewniwszy się, że Zoya nie planowała na razie kontynuować ich walki, dolał im wina do lampek i przeniósł je bliżej. Po zajęciu miejsca przy wyspie kuchennej obserwował, z jaką gracją Zoya krząta się po jego kuchni, nakładając poszczególne części potrawy na talerze.
Już pierwszy kęs wywołał jego szczery zachwyt, czemu wyraz dał przeciągłym pomrukiem zadowolenia.
—
Warto było czekać na to cały wieczór — przyznał z uznaniem, nabierając na widelec kolejne gnocchi w sosie, które w następnej sekundzie już rozpływało się w jego ustach. Według niego ciemnowłosa naprawdę miała talent do gotowania i w duchu cieszył się, że nie uparła się, żeby podjął się dalszej pomocy jej w kuchni. Był pewien, że jeszcze chwila, a nie mieliby c o jeść.
—
Zwykle stołuję się na mieście, albo zamawiam coś na wynos. Od czasu do czasu stosuję też dietę typowo pudełkową, ale tylko poza sezonem, kiedy jestem na miejscu na dłużej — odparł po krótkiej chwili namysłu, ze swobodą w głosie. Sięganie po sprawdzone, gotowe posiłki było dla niego czymś zupełnie naturalnym i nie widział w tym nic złego. Oczywiście, nijak miało się to do jedzenia Marii, gdy czasem przyrządzała ucztę dla jego gości, ale w gruncie rzeczy jego kubki smakowe zawsze były ukontentowane.
W trakcie jedzenia czuł nieprzyjemną suchość na swojej skórze, która go drażniła, przez co raz na jakiś czas bezwiednie pocierał ręce, nadal próbując strzepać z siebie pozostałości po mące. W jego głowie pojawiła się uporczywa myśl, która nie dawała mu spokoju.
Kolacja przygotowana przez Zoyę nasyciła go w pełni. Po odsunięciu pustego talerza, odetchnął wyraźnie usatysfakcjonowany i przeniósł na nią spojrzenie. Mimo wciąż pobielałych włosów i plam po mące tu i ówdzie, które upodobniały ją do niego, w jego oczach wyglądała idealnie. Obrócił się w jej stronę, by ująć jej wolną dłoń i wpleść w nią swoje palce, po czym uniósł ją do siebie i złożył na wierzchu jej dłoni krótki pocałunek.
—
Było pysznie. Dziękuję — powiedział szczerze, układając ich splecione dłonie z powrotem na jej udzie. Przez chwilę patrzył na nią, zastanawiając się nad czymś intensywnie, aż na jego twarzy zabłąkał się łobuzerski uśmiech. —
Jak tak dalej pójdzie to wspólne kąpiele po posiłku staną się naszą tradycją — wyznał bez żadnego skrępowania, z rozbawionymi iskrami w oczach. —
Łazienka z wanną jest na górze — przekrzywił nieco głowę, nie odrywając od Zoi spojrzenia. Jeszcze nie tak dawno zarzekała się, że nie chciała zwiedzać jego sypialni, więc przeczuwał, że łazienka również nie należała do jej priorytetów. Położył łokieć na blacie i pochylił się w jej stronę. —
Zróbmy tak. Zastanów się, czy chcesz resztę wieczoru spędzić na drapaniu się po tej swojej ślicznej główce, czy zdecydujesz się do mnie dołączyć, hm? — zaproponował łagodnie, mimowolnie na ułamek sekundy przenosząc wzrok z jej oczu na usta, które musnął własnymi w czułym geście. Nie chciał jej do niczego zmuszać, to była jej decyzja. —
W razie czego wiesz, gdzie mnie znaleźć — posłał jej pogodny uśmiech, po czym odsunął się od niej i udał się na schody, tuż przed pierwszym stopniem bezceremonialnie ściągając z siebie czarną koszulkę i ukazując swoje wyrzeźbione plecy w pełnej krasie.
W łazience otwartej na część sypialnianą dominującą częścią była ogromna wanna, do której podszedł i włączył wodę, by przygotować kąpiel. W międzyczasie naszykował ręcznik i ubrania na zmianę, które ułożył na krzesełku obok, po czym rozebrał się do naga i wszedł do wody. Nie minęła chwila, kiedy usłyszał jej kroki. Uśmiechnął się do siebie, jeszcze zanim jej sylwetka pojawiła się w sypialni.
—
Chodź, miejsca starczy na nas dwoje — zaproponował, opierając swobodnie ramiona o krawędzie wanny. Mokre włosy, które zamoczył tuż po wejściu, odgarnął do tyłu i z zaciekawieniem patrzył na rozbierającą się Zoyę.
Zoyka