ODPOWIEDZ
25 y/o
Welkom in Canada
168 cm
mała jędza klinika weterynaryjna
Awatar użytkownika
Skaczę sobie z kwiatka na kwiatek.
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkiona, jej
typ narracji3 os
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Tak naprawdę nie mogła doczekać się spotkania z Lucienem. Nawet nie wiedziała, w którym momencie zaczęła myśleć o nim trochę bardziej. Niestety, w pracy trwał właśnie okres urlopowy i każda para rąk była potrzebna. Na domiar złego dzisiaj, pomiędzy umówionymi klientami, zaczęły napływać wolnobytujące koty, którymi należało zająć się na cito. W efekcie Zoya skończyła swoją zmianę dopiero po piętnastu godzinach.
Była wykończona, ale pomimo tego uradowana, kiedy najpierw nacisnęła domofon przy bramie apartamentowca Luciena, potem przycisk windy, a w końcu zadzwoniła do drzwi. Gdy tylko je otworzył, natychmiast wpadła do środka i krótko pocałowała mężczyzne w usta, uśmiechając się przy tym zadziornie. Następnie zrzuciła lofaresy i pomaszerowała w kierunku centralnej części salonu.
Stanęła tam boso, w krótkiej, czarnej sukience opinającej ciało, w jeansowej kurtce, z donicą z kwiatem pod jedną pachą i butelką bezalkoholowego wina pod drugą. Wścibsko, acz wesoło rozejrzała się po mieszkaniu. Chłonęła widok świetnie urządzonego wnętrza i wysokich okien, za którymi rozciągała się magiczna panorama Toronto.
Mieszkasz tu całkiem sam? — zapytała. Właściwie domyśliła się odpowiedzi. Raczej nie spodziewała się, że Lucien mógłby mieszkać z rodzicami czy współlokatorem. Nie wydawał jej się na tyle towarzyski.
Odstawiła donicę, która rzecz jasna, była prezentem, na niewielki stolik obok kanapy, po czym powoli pomaszerowała z winem w stronę kuchni. Zauroczona przyglądała się niebywale zadbanemu blatowi, taksowała wzrokiem szafki, zlew oraz akcesoria. Wszystko wyglądało tak, jakby nie było używane, dlatego zmarszczyła brwi i uniosła ręce w stronę Luciena, jakby domagała się wyjaśnienia. Jednak w tym wypadku też znała odpowiedź. W końcu jego brak umiejętności kulinarnych był powodem, dla którego tu przyszła.
Położyła wino obok ekspresu do kawy, po czym otworzyła lodówkę, aby sprawdzić jak spisała się Maria. Na pierwszy rzut oka wszystko się zgadzało, więc odwróciła się w stronę kuchennej wyspy. Oparła na niej dłoń i obeszła ją, jednocześnie sunąc koniuszkami palców po blacie. Jeszcze raz rozejrzała się tu i ówdzie, aż w końcu skupiła wzrok na Lucienie. Wtedy charakterystycznie, ale ni to wesoło, ni to złośliwie, zmarszczyła nos i uśmiechnęła się figlarnie.
Miała ochotę troszeczkę go pozaczepiać.
Dużo kobiet tu sprowadziłeś? — zapytała bardzo odważnie. — Ile miałeś łącznie one-night standów? — dodała po chwili i ponownie zmieniła miejsce. Tym razem stanęła z rękami splecionymi za plecami przed oknem. Było tak czyste, że przez moment Zoya miała wrażenie, że od przepaści dzielił ją zaledwie kroczek. — A w ilu związkach byłeś? – dorzuciła kolejne pytanie, po czym zerknęła na Luciena przez ramię.
Była ciekawa, choć wszystkie pytania zadała naprawdę w frywolnym nastroju. Dała mu tym samym do zrozumienia, że wcale nie musiał na nie odpowiadać. Zaraz, jakby całkowicie zmieniając temat, oparła obie dłonie o szybę i głośno westchnęła wyraźnie zachwycona.
Jak tu jest pięknie — powiedziała bardziej do siebie, aniżeli do Luciena.
Pola
Sprawdź moje granice rozsądku.
26 y/o
NEED FOR SPEED
185 cm
zawodowy kierowca wyścigowy w barwach Mercedesa
Awatar użytkownika
Coming for it all, going for the gold
Hot behind the wheel, I'll never lose control
Sun go down, the night unfold
Run free & wild, do anything I want!
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjiIII os., l. poj.
czas narracjiczas przeszły
postać
autor

outfit
Propozycja spotkania u Luciena wyszła całkiem spontanicznie, niemniej nie mógł oprzeć się przed delikatnym uśmiechem, który wstępował na jego twarz za każdym razem, kiedy o tym myślał. Myślał o niej.
Po otrzymaniu listy zakupów jak najszybciej przekazał ją Marii, a sam miał dziś do załatwienia jedną sprawę — spotkanie z mamą w fundacji. Na nic jej się zdało podpytywanie go o rejs z przyjaciółmi, z resztą, mimo znajomości z rodzicami każdego z trójki, mógł być pewien, że nikt z jego paczki nawet słowem nie piśnie jej o Zoi.
Kiedy wybiła odpowiednia godzina, czekał, wpatrując się w zamyśleniu w panoramę miasta. Na dźwięk dzwonka momentalnie przyspieszyło mu serce. Gdy otworzył drzwi, z miejsca zaskoczył go szybki buziak, po którym odwzajemnił szeroki uśmiech. W następnej chwili powiódł za nią wzrokiem, bez namysłu puszczając drzwi, które z cichym trzaskiem zamknęły się tuż za nim.
Korzystając z faktu, że chwilowo uwaga Zoi skupiona była na mieszkaniu, podążył za nią, wodząc spojrzeniem po jej zgrabnej figurze, od bosych stóp przez wyraźną linię sukienki zakończoną w połowie ud i otulającą ją kurtką. Z donicą i winem bezalkoholowym, rozglądając się ochoczo po wnętrzu, wyglądała nad wyraz osobliwie.
Na jej pytanie kącik jego ust mimowolnie drgnął ku górze. Pokiwał z wolna głową.
Tak. Co prawda, zastanawiałem się nad jakimś czworonogiem, ale biorąc pod uwagę liczne wyjazdy raczej nie ma na to szans — przyznał spokojnie, pogodzony z tym niezbyt przyjemnym faktem. W mieszkaniu, które tak ją urzekało, bywał tylko przez jakieś 200 dni w roku. Pozostałą część spędzał w rozjazdach.
Nie musiałaś niczego kupować — stwierdził, wskazując brodą na kwiatka, którego ciemnowłosa właśnie odłożyła na stolik, po czym obserwował, jak z zaciekawieniem i wyraźnym zauroczeniem podziwia zbyt idealną kuchnię. Jej nieme pytanie skwitował beztroskim wzruszeniem ramion. — Ja tu nie rządzę. Ale Ty śmiało możesz się rozgościć — powiedział z zawadiackim uśmiechem. Jej naturalna swoboda i iskry w oczach wydały mu się fascynujące.
Gdy przystanęła na chwilę, obdarzając go figlarnym uśmiechem, bez trudu poznał jej intencje. W pierwszej sekundzie uniósł wysoko brew na jej bardzo odważne pytanie, po czym ze wszystkich sił postarał się nie uśmiechnąć w rozbawieniu. Zamiast tego ściągnął brwi w udawanej powadze.
Internet nie zdradza takich informacji? — odparł na zaczepkę, finalnie poszerzając łobuzersko usta. Zaraz jednak oblizał wargi. — Nie sprowadzałem tu kobiet, które nie znaczyły dla mnie nic więcej, poza jednorazową przygodą. Cenię sobie prywatność — odpowiedział na pierwsze pytanie, nieco wymijająco, ale wciąż starając się być szczerym z informacjami, jakie ją ciekawiły. Nie określiła, o jakie kobiety jej chodziło. W międzyczasie wyciągnął korkociąg i zajął się otwieraniem butelki. — One night standów nie liczyłem, a związki były trzy — uściślił, nie mając powodów, by cokolwiek przed nią ukrywać. Czytała o nim, wiedziała więc, że przez ostatnie dwa lata nie był widywany z nikim konkretnym. Charakterystyczny dźwięk wyciąganego korka poniósł się głucho po pomieszczeniu.— I uprzedzając Twoje następne pytanie, sypialnię na górze poznała tylko jedna z nich — uniósł głowę, wskazując antresolę nad nimi, po czym przeniósł niewinne spojrzenie na Zoyę, by w następnej chwili napełnić kieliszki. — To mieszkanie mam dopiero od trzech lat — wyjaśnił lekkim tonem, zastanawiając się w myślach, czy wystarczająco zaspokoił jej ciekawość, po czym podszedł ze szkłem do kobiety. — Możemy więc uznać, że jesteś wyjątkiem potwierdzającym regułę — uśmiechnął się kącikiem ust.
Regułę nie przyprowadzania tu żadnych przypadkowych kobiet. Jako osoba publiczna, czuł wyjątkową potrzebę posiadania swojej osobistej oazy spokoju, do której nie każdy miał dostęp. W pewnym sensie rzeczywiście nie był tak towarzyski, jak zauważyła Zoya.
Na jej westchnienie pokiwał głową, zupełnie się z nią zgadzając. Nie miał jednak na myśli widoku, jaki chłonęła wzrokiem. Przez te parę sekund patrzył bezpośrednio na nią, w duchu przyznając, że naprawdę była piękna.
Jak Ci minął dzień? — zapytał, szczerze zainteresowany odpowiedzią.
25 y/o
Welkom in Canada
168 cm
mała jędza klinika weterynaryjna
Awatar użytkownika
Skaczę sobie z kwiatka na kwiatek.
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkiona, jej
typ narracji3 os
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Potaknęła, słysząc wzmiankę o zwierzaku i o tym, że przy obecnym trybie życia Lucien nie mógł sobie pozwolić na posiadanie czworonoga. Rozumiała to, zważywszy na częstą nieobecność.
Wypada coś przynieść, kiedy po raz pierwszy przychodzi się do kogoś — stwierdziła i wzruszyła ramionami.
Zoya miała wpojonych wiele tradycji, które przekazała jej matka, a które później praktykował również Charles Weasley. Być może w nowoczesnym i ogromnym Toronto nie przywiązywano już wagi do takich drobnostek, ale ona wywodziła się z Huntsville, gdzie wciąż starano się podtrzymywać dobre relacje z sąsiadami. Ba, w duchu gościnności i serdeczności.
Tak zamierzam zrobić — powiedziała swobodnie i ruszyła dalej, jednocześnie wciąż obserwując Luciena. — Chyba dowcip ci się wyostrzył, Lionel — prychnęła. — Nie pamiętam już, co jest napisane na Who Is.. taki odpowiednik wikipedii — dodała i po prostu wytknęła mu jezyk, aby przysłowiowo się o d c z e p i ł.
Prawda była taka, że Zoyka tylko raz sięgnęła do informacji zamieszczonych w internecie. Było to wtedy, kiedy szukała Luciena. Cała reszta nowinek napływała przez ten c h o l e r n y a l g o r y t m, który przeklinała każdego ranka, gdy sięgała po telefon. A potem, zupełnie mimowolnie odpalała jednego posta za drugim, doskonale zdając sobie sprawę z tego, w jakie błędne koło wpadała.
Chyba trochę uzależniła się od tego, że miała Luciena na własność, a przynajmniej w niewielkim stopniu.
Jego dalsza odpowiedź była dla Zoi satysfakcjonująca. Wyznawała podobne zasady i nie sprowadzała do swojego łóżka przypadkowych chłopców. Nawet w Huntsville tylko jeden gościł w jej sypialni i było to jeszcze w liceum.
Obserwowała więc dalej, stojąc już nieopodal przy wielkim oknie. Uważnie śledziła to, co robił Lucien, a potem na chwilę skupiła uwagę na otwartej butelce, aby ostatecznie wyjrzeć za szybę i spojrzeć na panoramę Toronto. Pomimo wszystko nadal słuchała, choć udawała, że wcale nie była aż tak mocno zainteresowana, bo temat mógł wydawać się dosyć niewygodny.
Lucien jednak gładko odpowiedział na jej pytania. Nawet całkiem odruchowo przez myśl jej przeszło, że skoro nie liczył one-night standów, to musiał mieć ich sporo na sumieniu. Jednak pod względem zwiazków, mogli pochwalić się podobnym doświadczeniem.
Wcale nie chciałam o to zapytać — powiedziała zgodnie z prawdą, ale na jego skinienie intuicyjnie zerknęła na antresolę. Robiła wrażenie.I wcale nie zamierzam oglądać twojej sypialni — dodała, jakby tym razem to ona usiłowała uprzedzić zarówno pytanie mężczyzny jak i zamiary. Mimo tego Zoi towarzyszył zawadiacki uśmieszek i ten uroczo zmarszczony nos, do którego dołączył język wetknięty między zęby. — Za jakieś dwie godziny mam autobus nocny. Zamierzam nim wrócić — poinformowała całkiem swobodnie.
Na wiadomość dotyczącą mieszkania jedynie potaknęła. Spodziewała się, że nie musiał wynajmować, jednak odruchowo pomyślała, że lokal w tej okolicy z tak zachwycającym widokiem musiał kosztować fortunę. Chyba trochę ją to przytłoczyło, zwłaszcza że ponownie przesunęła wzrokiem po wnętrzu. Doskonale wiedziała, że mogłaby pracować całe życie, a i tak nie odłożyłaby na coś takiego. Te myśli jednak prędko rozwiał kieliszek w jej dłoni i Lucien stojący obok.
Już prawie zapomniałam, że poznaliśmy się w taki sposób. Jestem mało ogarnięta, ale nigdy wcześniej nie uprawiałam seksu w jakiejś ciemnej alejce. Muszę uważać następnym razem, bo jaka jest szansa, że znowu trafię na celebrytę, a nie mordercę? — zaśmiała się, po czym szybko upiła łyk wina.
Szansa była żadna, bo szczerze nie zamierzała powtarzać tego incydentu, a przynajmniej nie w obskurnej uliczce i przede wszystkim nie w obecnym błogosławionym stanie.
Znowu odwróciła się i rozejrzała po Toronto. Ten widok dorównywał jedynie temu, który podziwiała z wieży w centrum miasta. W tamtym momencie nie miała pojęcia, że Lucien na nią patrzył i że jej słowa, że było pięknie, w jego mniemaniu wcale nie odnosiły się do widoku, ale bezpośrednio do jej sylwetki. Nie przywykła do zwracania uwagi na takie detale, dlatego już po chwili znów skierowała twarz w stronę mężczyzny. Widząc jego uśmiech, automatycznie sama uniosła kąciki ust i upiła wino.
Nie mogła pojąć, dlaczego tak bardzo go polubiła; dlaczego spoglądała mu w oczy z wyraźną fascynacją i dlaczego tak swobodnie czuła się w jego mieszkaniu w środku nocy. Był mężczyzną z krwi i kości; człowiekiem, z którym przeżyła najbardziej tragiczny w skutkach one-night stand, a pomimo tego Zoya wydawała się bezgranicznie mu ufać.
Czy była głupia?
Ciężko — odpowiedziała. Niemniej nie zamierzała się rozwijać. To był zbyt intensywny dzień, aby na sam koniec wciąż mówić o tym, co działo się w pracy. Machnęła więc ręką i trzymając kieliszek w drugiej dłoni, przemieściła się z powrotem w stronę kuchennej części mieszkania. — A tobie?
Jeżeli Zoya miała zdążyć z kolacją, to musiała wziąć się do roboty. Odstawiła szkło. Przez moment opierała ręcę o biodra i spoglądała w skupieniu na szafki. Następnie zupełnie intuicyjnie odnalazła w jednej z nich mąkę. Natomiast ugotowane i zmielone ziemniaki znajdowały się w lodówce. Wyciągnęła je równie pośpieszie, jednocześnie będąc wdzięczną Marii za pomoc.
Wrzuciła całość do miski i dodała jajko.
Chodź tu. Będziesz wyrabiał ciasto — zawołała wesoło i zrobiła Lucienowi miejsce. Zoya uważała, że z całym szacunkiem dla jego kariery, ale powinien umieć ugotować cokolwiek.

Lucien Spencer
Pola
Sprawdź moje granice rozsądku.
26 y/o
NEED FOR SPEED
185 cm
zawodowy kierowca wyścigowy w barwach Mercedesa
Awatar użytkownika
Coming for it all, going for the gold
Hot behind the wheel, I'll never lose control
Sun go down, the night unfold
Run free & wild, do anything I want!
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjiIII os., l. poj.
czas narracjiczas przeszły
postać
autor

Czy Lucien wymagał od gości prezentów, skoro miał już wszystko? Sam zwykle zabierał ze sobą alkohol albo bukiet kwiatów, ale od Zoi nie oczekiwał zupełnie niczego. Dlatego zaskoczył go ten kwiatek w doniczce, którego za nic nie potrafił zidentyfikować. Niemniej było to miłym gestem, więc na jej wyjaśnienie ostatecznie przytaknął głową.
W takim razie dziękuję — kącik jego ust drgnął lekko ku górze, ale jego oczy po chwili rozbłysły, gdy przyszła mu do głowy szczególna myśl. — I muszę przyznać, że to sprytne - dbasz o to, żebym o Tobie nie zapomniał — dodał zawadiackim tonem, poszerzając uśmiech.
Zostawi po sobie coś znacznie bardziej trwałego. Coś, co będzie mu o niej przypominało.
Na jej prychnięcie i intencjonalne przekręcenie imienia wzruszył ramionami z rozbawieniem. Nawet ten wytknięty język wydał mu się uroczy i w żadnym razie nie sprawiał, że chciał się odczepić.
Nie? Ani rozmiaru buta, ani wzrostu, ani ulubionej kawy? — ściągnął brwi, przypominając jej o wczorajszych smsach, tym samym wyraźnie nie dając za wygraną.
Może specjalnie nie wyszukiwała informacji o nim, ale nie dało się zapobiec późniejszej fali postów, które nasuwały się jej same. Lucien był jednak przekonany, że wbrew temu, co mówiła, na pewno trochę go szpiegowała w internecie. Obecność na grupie fanek mówiła sama za siebie.
I choć odrobinę z tego żartował, tak w duchu mu to schlebiało. Sam miał dostęp do jej konta na portalach, ale to, co było w nich zawarte, wydawało mu się niewystarczające. Czuł ciągły głód, i wcale nie chodziło tu o jedzenie.
Nie chcesz zrobić touru po mieszkaniu? Może wypadałoby sprawdzić, czy nie trzymam w szafie jakichś trupów? — zasugerował ni to poważnie, ni to żartobliwie na jej zaprzeczenie, że nie planowała oglądać sypialni. Pytała się o to, czy przyprowadzał tu inne kobiety, a one w większości lądowały właśnie tam, na górze. Czy proponował to j e j? Nie był chciwy. A przynajmniej starał się przy niej nie być, jednocześnie wiedząc, jak elektryzująca była jej bliskość.
Nie mógł się jednak oprzeć przed nieznacznym parsknięciem, gdy po raz kolejny Zoya postanowiła uraczyć go słodkim grymasem na twarzy. A gdy w nawiązaniu do sypialni wspomniała o szybkim powrocie, sam nieco się skrzywił, dając wyraz swojemu niezadowoleniu. Już zignorował myśl, że znając ich możliwości, autobus za dwie godziny nie przeszkodziłby im w poznawaniu siebie, tylko przede wszystkim skupił się na jednym - a u t o b u s i e. Nocnym.
Autobusem o tej porze? — spojrzał na nią ze sceptycyzmem. — Chyba nie sądzisz, że Ci na to pozwolę. Odwiozę Cię, kiedy będziesz chciała. — W jego głosie brzmiało zapewnienie i pewna nuta stanowczości, jakby nie podlegało to żadnej dyskusji.
Samotna jazda kobiety w tak późnych godzinach była niebezpieczna, a on nie zamierzał jej narażać na jakiekolwiek niedogodności. Miała przy sobie profesjonalnego kierowcę, nie musiała się więc niczym martwić.
Gdy wręczył jej kieliszek, wolną rękę schował nonszalancko do kieszeni spodni i pociągnął łyk trunku. Słuchał ciemnowłosej uważnie, na wzmiankę o następnym razie marszcząc w rozbawieniu brwi.
To już planujesz jakiś następny raz? — zmrużył figlarnie oczy. Starał się być przy tym neutralny i nie dać po sobie poznać, że na razie nie widział jej z żadnym następnym. Jednocześnie zdawał sobie sprawę, że takie wychodzenie naprzód nie było zdrowym podejściem. Nie w ich obecnej sytuacji.
Mimo niespodziewanych okoliczności, które sprowadziły ich do obecnego etapu ich znajomości, częściowo zdążył już pogodzić się ze zmianami, które miały nastąpić. Zamiast jednak myśleć o tym, co miało się wydarzyć po wizycie u lekarza, wolał jeszcze na chwilę pozostać w tej ich bańce i nacieszyć się spokojem oraz obecnością Zoi. Żyć tu i teraz.
Znośnie — skwitował krótko, również woląc nie wnikać w szczegóły. Ukrywanie przed dociekliwą matką nowych wydarzeń ze swojego życia było wyjątkowo trudne. — Przynajmniej zrekompensuje to nam wieczór — stwierdził swobodnie, upijając łyk wina, po czym z wolna podążył za Zoyą, przyglądając się jej poczynaniom w kuchni.
Z tym, że zupełnie nie spodziewał się, że wciągnie go w gotowanie. Przystanął w miejscu, przez chwilę spoglądając z wahaniem pomieszanym z niedowierzaniem to na nią, to na miskę ze składnikami. Po jej zadowolonej minie mógł sądzić, że n i e zapomniała o jego kulinarnych zdolnościach. A raczej o ich zupełnym braku. A mimo to bardzo świadomie próbowała go zaangażować do działania.
Dobra — odparł w końcu skapitulowanym tonem — ale bierzesz pełną odpowiedzialność, jeśli coś pójdzie nie tak — zastrzegł zaraz, odkładając swój kieliszek na blat i wskazując na nią palcem, tuż zanim podszedł do zlewu przemyć ręce. — Naprawdę jesteś tego pewna? Bo ja kompletnie nie — dopytał z czającym się w głosie rozbawieniem, stając przy niej, gotów do pracy, a przez jego twarz przebiegł nieco zakłopotany uśmiech. — Co mam robić? — zerknął na nią w oczekiwaniu na instrukcje.
Najwyżej wieczór skończy się zamówieniem czegoś na wynos.

pani kucharz
25 y/o
Welkom in Canada
168 cm
mała jędza klinika weterynaryjna
Awatar użytkownika
Skaczę sobie z kwiatka na kwiatek.
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkiona, jej
typ narracji3 os
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Uśmiechnęła się filuternie, kiedy Lucien wspomniał, że nie chciała, aby o niej zapomniał. Nie było to intencjonalne, chociaż rzeczywiście musiała przyznać, że donica z rośliną była prezentem na dłużej.
Może zamiast mi dokuczać, zastanów się, co ty właściwie o mnie wiesz? Numer buta, wzrost i rodzaj ulubionej kawy? Data urodzenia? Jestem starsza czy młodsza od ciebie? — zaśmiała się, ni to ironicznie, ni to wesoło. — Grupa krwi? Uczulenia i imiona najlepszych przyjaciółek? — Na parę sekund podeszła do Luciena. Splotła dłonie za plecami, po czym wspięła się na palce, aby znaleźć się bliżej twarzy mężczyzny. Przesunęła spojrzeniem z jasnych oczu na jego usta, i z powrotem. — O mnie nie przeczytasz w internecie, więc musisz bardziej się postarać. Ale może w przyszłości dostaniesz za to nagrodę — prychnęła rozbawiona i ponownie odsunęła się na dogodną odległość, aby następnie wrócić do oględzin salonowo-kuchennej części mieszkania.
Nie zdenerwował jej. Nie chodziło przecież o to, aby w jakikolwiek sposób mu dopiec. Chciała jedynie podkreślić, jak niewiele wciąż o sobie wiedzieli i jak łatwo, w przeciwieństwie do Luciena, mogła zdobyć informacje na jego temat. Wystarczyło, że Zoya wpisałaby odpowiednie frazy na grupach psychofanek, a natychmiast dostałaby odpowiedzi. Jeszcze zapewne ze zdjęciami! Było to p r z e r a ż a j ą c e.
Nie. Uwierzę ci na słowo — odpowiedziała, chyba podświadomie obawiając się tej sypialni i tego, że mogłoby w niej dojść pomiędzy nimi do czegoś więcej. Z jednej strony Zoya łaknęła bliskości Luciena, ale z drugiej starała się podchodzić do ich relacji zdrowo-rozsądkowo. Przynajmniej teraz, kiedy nie rozpalili żaru.
Zaraz skinęła głową. Zauważyła błysk sceptycyzmu w oczach mężczyzny i jeśli miała być szczera, sama również wolała nie korzystać z o tej porze z autobusu. Udawała jednak, że propozycja podwózki nie zrobiła na niej wrażenia, choć w rzeczywistości naprawdę się z niej ucieszyła. W dodatku Zoi spodobała się ta stanowczość Luciena, która wydawała się całkiem przyzwoita seksowna.
Zabronisz mi? — rzuciła żartobliwie. Dopiero w tym momencie sama zdała sobie sprawę, że trochę zagalopowała się z tym całym kolejnym razem. Rzeczywiście niczego nie planowała i co najważniejsze nie czuła nawet pociągu do podobnych incydentów. Ba, odkąd zaczęła dogadywać się z Lucienem, jej kontakty z innymi mężczyznami straciły znaczenie. Coraz częściej to właśnie on był pierwszą osobą, o której myślała o poranku. Czasami również ostatnią po zmierzchu, a przecież spędzili ze sobą naprawdę niewiele czasu. — Zapomnij co powiedziałam. Wysoko postawiłeś poprzeczkę.. — Upiła łyk wina. Znowu zbyt późno zdając sobie sprawę, że tego typu wyznanie powinna zostawić dla siebie. Niemniej padło ono głośno i wyraźnie, więc subtelnie, trochę speszona, tym razem na krótko odwróciła głowę, aby zerknąć na Toronto.
Zgodziła się z tym, że ten wieczór miał im zrekompensować trudy całego dnia. Widocznie Lucien również musiał mierzyć się z jakimś ciężarem, ale postanowiła nie dopytywać skoro sam nie zdecydował się podzielić z nią tą informacją. Przeszli więc do części, która miała stanowić kwintesencję tego spotkania, a mianowicie przygotowywania kolacji.
To było z a b a w n e. Stali w mieszkaniu Spencera, pośrodku jego kuchni, w tej osobliwej, acz jednocześnie przyjemnej atmosferze. Wokół nich panowała niesamowita lekkość, która pojawiła się pomiędzy nimi niewiadomo kiedy. Zoya naprawdę była pod wrażeniem, że przy tylu sprzecznościach potrafili tak współpracować.
I że przede wszystki próbowali się dogadać.
A co ma pójść nie tak? — dopytała ni to podejrzliwie, ni wesoło, widząc palec wytykany w swoją stronę. Zamierzała pilnować poczynań Luciena, więc szczerze wątpiła, aby cokolwiek mogło się zepsuć. — Hmm... Powinieneś nauczyć się robić ziemniaczane kluski, naleśniki i spaghetti. To taka podstawa! — rzuciła niby żartobliwie, choć w wypowiedzi Zoya ukryła się odrobina powagi.
Ściągnęła kurtkę i pospiesznie odłożyła ją na kanapę, a potem wróciła do kuchni, aby również umyć ręce. Następnie stanęła obok Luciena i odpowiedziała uśmiechem na jego zakłopotany uśmiech, jakby tym sposobem próbowała go wesprzeć.
Musisz ugniatać ciasto tak, aby wszystkie składniki dobrze się połączyły. Masa na końcu nie powinna być lepka. W razie czego możesz dosypać trochę mąki — wyjaśniła, po czym na moment odeszła od Luciena. Odszukała pomidory i czosnek, polała je oliwą i wstawiła do piekarnika. Potem wstawiła garnek z wodą.
Kiedy ponownie odwróciła się w stronę mężczyzny, ten również stał zwrócony do niej z rękami oblepionymi aż po nadgarstki ciastem oraz mąką rozsypaną tu i ówdzie na blacie. Poza tym białe ślady odzaczały sie na jego ciemnej bluzce oraz czubku nosa.
Zoya była zdezorientowana. Zamrugała, spoglądając najpierw na Luciena, a potem na wciąż nierozrobione ciasto. Ostatecznie wybuchnęła śmiechem i prędko zminimalizowała dzielący ich dystans, aby wierzchiem dłoni zetrzeć mąkę z jego twarzy.
Rzeczywiście, to, co przyjaciele Luciena mówili na łódce o jego umiejętnościach kulinarnych, okazało się prawdą. Pomimo wszystko nie stracił w oczach Zoi. Nadal wydawał jej się równie fascynujący, choć ostatecznie postanowiła go wyręczyć i sama zajęła się tym nieszczęsnym ciastem. Teraz to ona miała dłonie oblepione lepką masą, która z każdym kolejnym ruchem nabierała coraz bardziej apetycznego kształtu.
I gdzieś w momencie, gdy Lucien doprowadził się już do czystości, Zoya niespodziewanie sypnęła go mąką, czemu towarzyszył głośny chichot. Następnie pospiesznie otrzepała dłonie i… wciąż białe palce przycisnęła do materiału jego koszulki na wysokości klatki piersiowej.
A potem zaczęła uciekać.

Lucien Spencer
Pola
Sprawdź moje granice rozsądku.
26 y/o
NEED FOR SPEED
185 cm
zawodowy kierowca wyścigowy w barwach Mercedesa
Awatar użytkownika
Coming for it all, going for the gold
Hot behind the wheel, I'll never lose control
Sun go down, the night unfold
Run free & wild, do anything I want!
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjiIII os., l. poj.
czas narracjiczas przeszły
postać
autor

Miała trochę racji, musiał przyznać to przynajmniej w myślach. Ale nie zamierzał dać po sobie tego poznać, kiedy podeszła do niego, blisko, zaledwie na odległość wyciągnięcia ręki, prowokacyjnie przesuwając swoje niebieskie, bystre spojrzenie z jego oczu odrobinę niżej. Uśmiechał się kącikiem ust ze stoickim spokojem, nie odrywając od niej wzroku, chcąc zrozumieć, co też kombinowała.
Nie odpowiedział od razu, pozwalając jej dokończyć swoją myśl. Musiał bardziej się postarać. Gdy skończyła, odetchnął głębiej i potaknął głową, po czym powiódł za nią wzrokiem, ponownie lustrując jej oddalającą się wzdłuż okien figurę.
Trzeciego czerwca, rok różnicy w dół ode mnie. Na oko masz jakieś sto siedemdziesiąt wzrostu, a stópki są dość drobne, więc nie daję Ci więcej niż 38 — wymienił to, co udało mu się wyłapać. — Co do reszty, gdybym bardzo chciał, mógłbym podejść do Twojej kliniki, ładnie uśmiechnąć się do recepcjonistki, z którą rozmawiałem już przez telefon, i dowiedzieć się więcej szczegółów. — Czasem wykorzystywał swój urok osobisty do własnych celów. Przecież na farmie wyznał jej, że gdy bardzo mu na czymś zależało, był w stanie zrobić naprawdę wiele. — Nie widzę jednak sensu odbierać sobie przyjemności poznania Cię osobiście — dokończył zaraz, wzruszając nonszalancko ramieniem, a przez jego twarz przebiegł zawadiacki uśmiech. — Szkoda, że pisanie po sobie markerami nie wchodzi już w grę — wtrącił jeszcze po chwili, przypominając sobie o kilku ciekawostkach, których się o niej nauczył.
Może nie wiedział o niej jeszcze zbyt wiele, bo to ona za pomocą internetu miała względem niego przewagę, ale Lucien szybko się uczył. I widział więcej, niż pewnie tego by chciała. Uważał też, że w gruncie rzeczy nie chodziło o te ciekawostki z wikipedii, a o bardziej znaczące informacje, jak brak panowania nad sobą w czasie picia alkoholu oraz złe wybory. To bardziej definiowało j ą, niż data urodzenia, wzrost czy grupa krwi.
Na stwierdzenie, że uwierzy mu na słowo, pokiwał jedynie potakująco głową, bo naprawdę niczego jej nie narzucał. Oglądanie jego sypialni mogło być kuszące, a jej szybka odpowiedź zasugerowała mu tę obawę z jej strony, co przypomniało mu, że sam powinien kierować się rozsądkiem.
Ale zaraz w jej oczach pojawił się ten żartobliwy błysk. Pamiętał, jak zareagował na Henry’ego, nie mógł więc dać sobie ręki uciąć za to, co by zrobił ze świadomością, że ktoś inny mógłby ją mieć.
O ile zajdzie taka potrzeba. Ale ostrzegam, że jeśli słowa zawiodą, jestem skłonny przejść do rękoczynów — odpowiedział, wciąż podtrzymując ten mocno niesprecyzowany ton. Spacyfikowanie tak drobnej kobiety nie powinno sprawić mu większych problemów, ale wolał udawać, że chodziło mu wyłącznie o dobro matki jego przyszłego dziecka. To znacznie mniej komplikowało sprawy. Intensywnie ignorował przy tym fakt, że ostatnio nie raz łapał się na tym, iż gdzieś pomiędzy spotkaniami i treningami na siłowni myślał właśnie o niej.
Usłyszawszy stwierdzenie, że wysoko postawił poprzeczkę, najpierw odrobinę uniósł brwi do góry, by zaraz się wykrzywić swoją twarz w grymasie oscylującym pomiędzy niedowierzaniem a rozbawieniem. — Uwierzyłabyś, jeśli bym Ci powiedział, że to też był mój pierwszy raz? W ciemnej alejce — doprecyzował, dostrzegając jej nagłe speszenie. Odwróciwszy głowę, nie mogła zobaczyć jego mimowolnego uśmiechu na wspomnienie tamtego wieczoru, co do którego najwyraźniej miał podobne odczucia. Przyniosła mu dobrą passę… do pewnego momentu.
Lucien nie miał przekonania co do jego pomocy w kuchni, ale i tak przyjął to wyzwanie, jak każde inne, świadomie narażając się przy tym na kompromitację. Dlatego na jej pytanie przekrzywił głowę na bok i spojrzał na nią z udawanym politowaniem, bo przecież sam powiedział jej, jakimi zdolnościami mógł się poszczycić w kuchni. Jeśli czegoś nie dało się popsuć, mężczyzna był pewien, że i tak właśnie to zrobi.
Och, tak? Podstawą jest przestrzeganie zasad ruchu i pewność siebie za kierownicą — odparł jej w zamian, uprzednio prychając z rozbawieniem na to, czego od niego wymagała. Kluski, naleśniki i spaghetti? Już same nazwy potraw, gdzie trzeba było coś mieszać w proporcjach, wydawały mu się wystarczająco skomplikowane, żeby podjąć się ich przygotowywania. Co nie zmieniało faktu, że stał właśnie na placu boju i próbował pomóc Zoi przyrządzić kolację, w duchu zaczynając godzić się z faktem, że chyba jednak nic dziś nie zje.
Słuchał jej wskazówek uważnie, starając się ukryć pewną nerwowość, gdy ciemnowłosa po prostu się od niego odwróciła, pozostawiając go samego z miską i mąką obok. Starał się, naprawdę się starał, zanurzając ręce w masie, która bardzo szybko zrobiła się lepka. Duma nie pozwalała mu zadawać pytań, więc dosypywał mąki na czuja, lepiąc sobie przy okazji ręce i papierową torebkę, którą rozsypał dookoła na blacie i podłodze. Najgorsze było to, że zupełnie nie wiedział, o czym Zoya mówiła i j a k powinno to ciasto wyglądać.
Ostatecznie westchnął ciężko i odwrócił się do niej z oblepionymi w cieście rękami przed sobą, a w jego oczach widniała rezygnacja i zakłopotanie.
To chyba zbyt poważne zadanie dla mnie jak na pierwszy raz — zmarszczył nos, w końcu z trudem przełykając swoją dumę i przyznając się do swojego niepowodzenia. Jego ton pozostał jednak swobodny. Wyglądało na to, że zupełnie nie bał się przed nią przyznać do swoich słabości. Jej śmiech i delikatny gest w postaci muśnięcia jego nosa tylko poszerzył jego uśmiech.
Przez chwilę przyglądał się temu, z jaką precyzją zajęła się ciastem, aż w końcu doprowadził się do porządku. Po powrocie do niej znienacka dostał mąką, aż zapowietrzył się w udawanym oburzeniu, choć iskierki rozbawienia całkowicie go zdradzały.
Znowu chcesz się doigrać? — zdążył zapytać, zanim bezceremonialnie odcisnęła swoje ręce na jego czarnej koszulce, przez co mruknął niezadowolony. — No niee, teraz na pewno się odegram — mówiąc to, złapał za torebkę z mąką i ruszył za nią w pogoń.
Mieszkanie było o wiele większe, niż łódź, więc Zoya miała znacznie większe pole do popisu. Była zwinna i przebiegła, uciekając przed rzucanymi w nią raz po raz garściami mąki, a ich śmiechy i tupot stóp niosły się po wnętrzu przez dłuższą chwilę.
Dopiero w momencie, kiedy między nimi znalazła się kanapa, mogło się wydawać, że znaleźli się w impasie, ale to nie było dla Luciena żadną przeszkodą. Niespodziewanie przeskoczył przez sofę, rozsypując po drodze mąkę i wpadając na Zoyę, którą złapał w talii. Niestety, impet spowodował utratę równowagi, przez co mężczyzna w ostatniej chwili zamortyzował upadek, wśród pisku dziewczyny przyciągając ją do siebie i lądując z nią w ramionach na szarym wypoczynku.
Dopiero kilka sekund później otworzył oczy, a to, co ujrzał, wprawiło go w zdumienie. Chmura białego pyłu rozproszyła się wokół nich, zasypując ich ubrania, skórę i włosy tak, że wyglądali, jakby przeżyli jakąś śnieżycę. W jednej chwili stworzył się taki bałagan, że patrzył przez chwilę na równie zaskoczoną Zoyę, a szybko zrozumiawszy, że byli cali, w końcu pękł i… wybuchnął niepohamowanym śmiechem.
Ta sytuacja była tak absurdalna, że dopiero po chwili udało mu się opanować. W tym czasie nie przestawał obejmować ciemnowłosej, której czuł ciepło przenikające przez cienkie warstwy ubrań. Kiedy się uspokoił, sięgnął dłonią jej policzka, żeby musnąć go kciukiem i odgarnąć pobielały kosmyk jej ciemnych włosów za ucho. Z tak bliskiej perspektywy, oprószona mąką skóra jej twarzy jeszcze bardziej uwydatniała kolor jej pięknych oczu, które teraz patrzyły na niego z czystą niewinnością i oczekiwaniem.
A on znów nie potrafił oprzeć się przed tym, by sięgnąć jej ust i złożyć na nich pocałunek. Gdy tylko ich wargi złączyły się w subtelnej pieszczocie, Lucien zdał sobie sprawę, jak mu tego brakowało.

run, girl, run
25 y/o
Welkom in Canada
168 cm
mała jędza klinika weterynaryjna
Awatar użytkownika
Skaczę sobie z kwiatka na kwiatek.
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkiona, jej
typ narracji3 os
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Lubiła tę ich naganną bliskość, która oscylowała pomiędzy czymś czego nadal nie potrafiła nazwać. Przez chwilę spoglądała Lucienowi w oczy, widząc jak uniósł kącik ust. Była pewna, że niczym jej nie zaskoczy, ale właśnie wtedy udzielił odpowiedzi na część z pytań.
Wtedy stanęła na całych stopach i odsunęła się od mężczyzny na odległość mniej więcej łokcia. Ze zdumieniem, wysoko uniesionymi brwiami i delikatnie rozchylonymi ustami obserwowała, jak mówił dalej. Kiedy skończył, przymknęła wargi i przekrzywiła głowę na bok, bo znowu ta charakterystyczna dla Luciena zuchwałość, przebiła się do przodu, gdy powiedział o uśmiechaniu się do recepcjonistki.
Zoya zareagowała więc prychnięciem, ale rzeczywiście! Poznawanie się osobiście brzmiało lepiej, a wspomnienie ich nierozsądnej zabawy z markerami wzbudziło w niej pewną nostalgię oraz gorąc.
Zawsze możemy znaleźć inne sposoby, aby się poznać. — Wzruszyła niewinnie ramionami, chociaż przez parę sekund w jej głowie zagościły wcale nie tak niewinne scenariusze.
Teoretycznie mieli jeszcze sporo czasu. Z drugiej strony nie było przecież wiadomo, czy na kolejnych etapach tej relacji ich poznawanie się również będzie takie intrygujące. Możliwe, że w końcu się sobą znudzą i rzeczywiście skupią na dziecku, o którym chybaaa, upojeni swoim towarzystwem, obecnie notorycznie zapominali.
Zaśmiała się na wzmiankę o tym, że byłby gotów przejść do rękoczynów, jeżeli wyraziłaby sprzeciw. Zdecydowanie nie miała szans w starciu z o wiele większym mężczyzną, ale na farmie z braćmi nauczyła się radzić sobie z takimi incydentami. Wyrywała im włosy tu i ówdzie albo gryzła bez ostrzeżenia.
I znowu zaśmiała się niczym mała, rozbawiona dziewczynka, uprzednio zakrywając usta dłonią. W jej oczach zatańczyły iskierki, a po chwilowym speszeniu nie było już nawet śladu.
Bardzo dobrze sobie poradziłeś — rzuciła z udawaną powagą, choć w jej głos wdarła się wyraźna żartobliwość. Lekko klepnęła Luciena w ramię, jakby właśnie chwaliła go za zdany egzamin. Nie mogła uwierzyć, że po tym wszystkim co się wydarzyło, potrafili tak swobodnie rozmawiać o swoim stosunku w ciemnej alejce.

Dla Zoi gotowanie było tak naturalne jak oddychanie. Musiała to robić w rodzinnym domu. Później, kiedy zamieszkała z Loganem, a na końcu wtedy, gdy samodzielnie wynajęła pokój. Korzystała z przepisów, ale potrafiła też intuicyjnie łączyć składniki. Rozpoznawała nawet odpowiednią konsystencję różnych ciast, więc nie sądziła, aby dla Luciena g o t o w a n i e rzeczywiście mogło stanowić aż t a k i problem.
Cmoknęła jednak ironicznie, gdy przedstawił swój punkt widzenia na temat tego, co uważał za podstawe umiejętności. Po raz kolejny przebiła się między nimi różnica w środowiskach, w których się wychowali. Niemniej postanowiła tego nie komentować.
Pomimo malującego się na twarzy Luciena stresu wierzyła w jego potencjał i zaangażowanie z jakim podjął się wyzwania. Prędko jednak tego pożałowała, choć ostatecznie oboje podeszli do całej sytuacji z należytą wesołością.
Kiedy więc zamienili się miejscami, Zoya naprawdę szybko rozprawiła się z ciastem i była gotowa na kolejne psoty.
A co mi zrobisz, jak mnie złapiesz? — rzuciła zaczepnie. Najpierw teatralnie pomachała białymi dłońmi, a dopiero potem docisnęła je do klatki piersiowej mężczyzny. Zdecydowanie chciała się doigrać i chciała, aby jakkolwiek się odegrał, bo z ust Luciena zabrzmiało to niczym bardzo kusząca obietnica.
Intuicja nie zawiodła Zoi, bo pośród mącznego kurzu, który najpierw wzbił się ze wszystkich stron, a potem oblepił ich ciała; jej głośnego, zaskoczonego pisku i nieostrożnego upadku, zdążyła poczuć dreszcz ekscytacji.
Momentalnie znalazła się w ramionach Luciena. Niby w pełni bezpieczna, ale jednocześnie trochę zdezorientowana. Przez parę sekund leżała z uchem przyciśniętym do jego klatki piersiowej i wsłuchiwała się w rytmiczne uderzenia serca. W końcu jednak zadarła głowę i natrafiwszy na uważne spojrzenie jasnych oczu, postanowiła delikatnie się uśmiechnąć.
A potem po pokoju roniósł się ich nieokiełznany śmiech.
Intuicyjnie przymknęła powieki, kiedy Lucien przetarł jej policzek, a następnie odgarnął z twarzy niesforny kosmyk. Poczuła przyjemne ciepło rozlewające się po całym ciele, które nabrało jeszcze większej mocy w chwili, gdy ją pocałował. Zrozumiała, że wcale nie musieli być nadzy ani półnadzy, aby rozbudzać w sobie nieposkromione pokłady żaru.
Zoya płonęła już teraz. Ze szczęścia, jednocześnie czerpiąc z ich bliskości tyle, ile sami byli gotowi sobie dać.
Kiedy ostrożnie oderwali od siebie usta, ucałowała Luciena w czubek nosa oraz w policzek, po czym uniosła się i usiadła okrakiem na jego biodrach. Jej krótka, czarna sukienka podwinęła się pod same pośladki i odsłoniła prawie całe uda. Zoya jednak nie wydawała się tym przejęta. Splotła dłonie z dłońmi mężczyzny i wesoło, acz wolno poruszała nimi w powietrzu, jednocześnie obserwując z góry jego twarz.
Był kwintesencją wszystkich pożądanych przez kobiety cech. Miał w sobie ogrom charyzmy, a przy tym wydawał się całkiem zabawny. Z pewnością nie spodziewała się, że ruszy za nią w pogoń z paczką mąki! Zatem Lucien naprawdę pozytywnie zaskakiwał Zoyę, a zarazem coraz mocniej czuła się onieśmielona jego towarzystwem.
W pewnym momencie ich pozycja niespodziewanie uległa zmianie. Zoya momentalnie została dociśnięta do kanapy, przez co Lucien zaczął nad nią dominować. Jedna z jej nóg nadal mocno oplatała jego biodro, podczas gdy druga spoczywała swobodnie wyciągnięta wzdłuż poduch.
Zachichotała i charakterystycznie dla siebie uroczo zmarszczyła nos, po czym szybko cmoknęła mężczyznę w usta. Potem spojrzała mu w oczy i znowu niewinnie go pocałowała.
Poczekaj, poczekaj — prychnęła rozbawiona. Teraz ona czule pogładziła jego policzek. — Muszę skończyć kolacje.

Chcąc nie chcąc, musiała wrócić do kuchni, bo woda zdążyła się zagotować. Prędko przygotowała gnocchi, które następnie zaczęła wrzucać do garnka, po czym wyciągnęła z piekarnika spieczone warzywa. W czasie, gdy Zoya kończyła przygotowywać posiłek, Lucien zajął się sprzątaniem. Obserwowała go wtedy znad pojemnika blendera, jak z miotłą w dłoni zamiatał podłogę i pobieżnie strzepywał mąkę z mebli.
Masz do tego talent — zaśmiała się. — Trenowałeś wcześniej? — zakpiła, ale w naprawdę niewinny i uroczy sposób. Trochę nawiązała do tego, że Maria wyręczyła go w przygotowaniu zakupów i ugotowaniu ziemniaków. Spodziewała się, że kobieta mogła dbać również o porządek w mieszkaniu.
Po kwadransie w końcu ułożyła na wyspie kuchennej dwa talerze z kluskami, sosem pomidorowym i burratą, po czym usadowiła się na krześle obok. Była brudna, poimimo tego że po drodze starała się zebrać z ciała mąkę, przetrzeć twarz i otrzepać włosy. Niestety czuła, że głowa zaczynała ją swędzieć, więc co jakiś czas dalej przeczesywała pasma palcami, próbując po raz kolejny pozbyć się z nich resztek proszku.
Właściwie, skoro nie używasz kuchni, to co i gdzie jesz na co dzień? — zapytała swobodnie, a następnie nadziała na widelec dwie kluski i wsunęła je sobie do ust.

Lucuś
Pola
Sprawdź moje granice rozsądku.
26 y/o
NEED FOR SPEED
185 cm
zawodowy kierowca wyścigowy w barwach Mercedesa
Awatar użytkownika
Coming for it all, going for the gold
Hot behind the wheel, I'll never lose control
Sun go down, the night unfold
Run free & wild, do anything I want!
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjiIII os., l. poj.
czas narracjiczas przeszły
postać
autor

Nie musiała go namawiać. Jej niewinny uśmieszek, gdy zaproponowała pomyślenie nad innymi sposobami, dzięki którym mogliby się poznać, całkowicie go kupił. Wzajemne poznawanie się w ich wydaniu potrafiło być niezwykle ekscytujące.
Jej śmiech odbijający się od ścian raz po raz był zarażający i sprawiał, że mimowolnie jego serce przyspieszało swe obroty. Ale kiedy pochwaliła go za jego pierwszy raz, sam zaśmiał się w głos. Miał wrażenie, że przy niej nawet żartowanie z takich spraw było proste.

Gotowanie dla Luciena naprawdę stanowiło problem. Teraz Zoyka mogła przekonać się na własnych oczach, jak bardzo trafnie jego znajomi żartowali sobie z jego kuchennych rewolucji. Podziwiał ją za to, że tak umiejętnie i szybko poradziła sobie z czymś, co jemu przysporzyło stresu. Ale kiedy postanowiła się z nim podroczyć, nie wahał się jej odpowiedzieć.
Och, przekonasz się — łobuzerskie iskry rozświetliły jego tęczówki. Miał co do tego kilka iście osobliwych planów zemsty. Niemal każdego z nich nieodłącznym elementem była mąka, która zabrał ze sobą w pogoń. Pretekst, który sprawił, że finalnie wylądowali razem na kanapie.
Nieoczekiwana chwila bliskości wysunęła jego pragnienia na pierwszy plan. Jej usta za bardzo go kusiły, żeby chciał miał zignorować podszepty w jego głowie, żeby osiągnąć swój cel.
Pocałunek nie należał do raptownych. Zawierał w sobie ciepło uczuć, którymi zapragnął delektować się jak najdłużej. Bo wreszcie, mając ją w swoich ramionach, przestał zastanawiać się nad tym, co będzie dalej. Nie planował niczego do przodu, a po prostu chciał nacieszyć się tym, co było tu i teraz. A teraz była Zoya. I nic więcej.
Ta słodka pieszczota przyniosła mu satysfakcję, której nie potrafił ukryć, gdy w końcu się od siebie oderwali. Nawet jego oczy uśmiechały się, gdy na nosie i policzku złożyła mu po drobnym całusie.
Jego uśmiech poszerzył się bardziej, gdy postanowiła usiąść na nim okrakiem. Instynktownie wolną dłonią przesunął niespiesznie po jej udzie aż opuszkami palców poczuł materiał jej sukienki. Ich splecione dłonie dryfowały leniwie w powietrzu, a on nie odrywał wzroku od jej błyszczących w nastrojowym świetle niebieskich tęczówek.
Czuł aż nazbyt świadomie jej bliskość i dotyk, a bijąca od niej niewinność i zarazem nieco chochlikowate iskry w jej oczach przedziwnie go ujmowały. W jego świecie, w którym wszystko miał zaplanowane, ona jedyna była dla niego niewiadomą. I choć całkowicie zaburzała jego porządek, nieprzewidywalność, z którą ciemnowłosa wkradła się do jego życia, była dla niego miłą odmianą. I skłaniała go do podążania za nią bez zastanowienia.
Dlatego w impulsywnym odruchu pociągnął ją za splecioną dłoń do siebie, a drugą ręką objął ją w pasie, żeby szybko zamienić się z nią miejscami. Tym razem to ona spoczywała na poduszkach, a on nad nią górował, wpatrując się w jej delikatnie zaokrągloną, perfekcyjną twarz. Na jej chichot kąciki jego ust drgnęły ku górze. Marszczyła swój nos tak uroczo, że następujący po tym ukradkowy buziak, a potem kolejny, pozostawiły po sobie niedosyt.
Ty nic nie musisz. Ewentualnie możesz — zauważył cicho, czując na swojej skórze otulające go ciepło. Pod wpływem tak delikatnego gestu ostatecznie ustąpił, ale zanim się odsunął, jeszcze raz pochwycił jej wargi. Czułe kosztowanie ich trwało zaledwie kilka sekund i miało nasycić go do następnego razu.

Kiedy Zoya zabrała się za gotowanie, jemu po walce na mąkę pozostało doprowadzić mieszkanie jako tako do ładu. Co prawda, zwykle nie zajmował się porządkami, bo miał od tego Marię, ale wiedział, gdzie znajdowała się szczotka i zmiotka, a nawet czasem, w takich sytuacjach, jak ta, używał sprzętu, żeby chociaż z grubsza zapanować nad nieporządkiem.
Dbał o schludny wygląd i czystość w domu czy w samochodzie, dlatego zabrał się do pracy na tyle, na ile pozwalał mu jego talent. Na jej przytyk zmrużył oczy, nawet nie siląc się udawać urazy.
Za to Ty wyglądasz na taką, co korzysta z takiej miotły jako środka transportu — zasugerował, posyłając jej zuchwały uśmieszek, który ostatecznie przerodził się w szczere rozbawienie. Jego spojrzenie zdradzało, że ewidentnie sobie z nią igrał. Zaraz jednak uniósł ręce w poddańczym geście, widząc, że Zoya łapie za kluskę i zamachuje się w jego stronę. — Nie, nie! — zdążył zaoponować i umknął przed pociskiem, a jego śmiech poniósł się echem po mieszkaniu.
Odnalazł tę kluskę chwilę później na podłodze. Skończywszy sprzątać i upewniwszy się, że Zoya nie planowała na razie kontynuować ich walki, dolał im wina do lampek i przeniósł je bliżej. Po zajęciu miejsca przy wyspie kuchennej obserwował, z jaką gracją Zoya krząta się po jego kuchni, nakładając poszczególne części potrawy na talerze.
Już pierwszy kęs wywołał jego szczery zachwyt, czemu wyraz dał przeciągłym pomrukiem zadowolenia.
Warto było czekać na to cały wieczór — przyznał z uznaniem, nabierając na widelec kolejne gnocchi w sosie, które w następnej sekundzie już rozpływało się w jego ustach. Według niego ciemnowłosa naprawdę miała talent do gotowania i w duchu cieszył się, że nie uparła się, żeby podjął się dalszej pomocy jej w kuchni. Był pewien, że jeszcze chwila, a nie mieliby c o jeść.
Zwykle stołuję się na mieście, albo zamawiam coś na wynos. Od czasu do czasu stosuję też dietę typowo pudełkową, ale tylko poza sezonem, kiedy jestem na miejscu na dłużej — odparł po krótkiej chwili namysłu, ze swobodą w głosie. Sięganie po sprawdzone, gotowe posiłki było dla niego czymś zupełnie naturalnym i nie widział w tym nic złego. Oczywiście, nijak miało się to do jedzenia Marii, gdy czasem przyrządzała ucztę dla jego gości, ale w gruncie rzeczy jego kubki smakowe zawsze były ukontentowane.
W trakcie jedzenia czuł nieprzyjemną suchość na swojej skórze, która go drażniła, przez co raz na jakiś czas bezwiednie pocierał ręce, nadal próbując strzepać z siebie pozostałości po mące. W jego głowie pojawiła się uporczywa myśl, która nie dawała mu spokoju.
Kolacja przygotowana przez Zoyę nasyciła go w pełni. Po odsunięciu pustego talerza, odetchnął wyraźnie usatysfakcjonowany i przeniósł na nią spojrzenie. Mimo wciąż pobielałych włosów i plam po mące tu i ówdzie, które upodobniały ją do niego, w jego oczach wyglądała idealnie. Obrócił się w jej stronę, by ująć jej wolną dłoń i wpleść w nią swoje palce, po czym uniósł ją do siebie i złożył na wierzchu jej dłoni krótki pocałunek.
Było pysznie. Dziękuję — powiedział szczerze, układając ich splecione dłonie z powrotem na jej udzie. Przez chwilę patrzył na nią, zastanawiając się nad czymś intensywnie, aż na jego twarzy zabłąkał się łobuzerski uśmiech. — Jak tak dalej pójdzie to wspólne kąpiele po posiłku staną się naszą tradycją — wyznał bez żadnego skrępowania, z rozbawionymi iskrami w oczach. — Łazienka z wanną jest na górze — przekrzywił nieco głowę, nie odrywając od Zoi spojrzenia. Jeszcze nie tak dawno zarzekała się, że nie chciała zwiedzać jego sypialni, więc przeczuwał, że łazienka również nie należała do jej priorytetów. Położył łokieć na blacie i pochylił się w jej stronę. — Zróbmy tak. Zastanów się, czy chcesz resztę wieczoru spędzić na drapaniu się po tej swojej ślicznej główce, czy zdecydujesz się do mnie dołączyć, hm? — zaproponował łagodnie, mimowolnie na ułamek sekundy przenosząc wzrok z jej oczu na usta, które musnął własnymi w czułym geście. Nie chciał jej do niczego zmuszać, to była jej decyzja. — W razie czego wiesz, gdzie mnie znaleźć — posłał jej pogodny uśmiech, po czym odsunął się od niej i udał się na schody, tuż przed pierwszym stopniem bezceremonialnie ściągając z siebie czarną koszulkę i ukazując swoje wyrzeźbione plecy w pełnej krasie.

W łazience otwartej na część sypialnianą dominującą częścią była ogromna wanna, do której podszedł i włączył wodę, by przygotować kąpiel. W międzyczasie naszykował ręcznik i ubrania na zmianę, które ułożył na krzesełku obok, po czym rozebrał się do naga i wszedł do wody. Nie minęła chwila, kiedy usłyszał jej kroki. Uśmiechnął się do siebie, jeszcze zanim jej sylwetka pojawiła się w sypialni.
Chodź, miejsca starczy na nas dwoje — zaproponował, opierając swobodnie ramiona o krawędzie wanny. Mokre włosy, które zamoczył tuż po wejściu, odgarnął do tyłu i z zaciekawieniem patrzył na rozbierającą się Zoyę.

Zoyka
ODPOWIEDZ

Wróć do „#25”