Nie lubiła, kiedy Aiden miał rację. Albo się mądrzył. -
W ogóle mnie nie rozumiesz, Aiden - mruknęła i upiła łyk wina z kieliszka. Jejuuu, ona chciała po prostu po babsku ponarzekać na otaczający ją świat, a Aiden wyskakiwał ze swoimi statystykami i awansami juniorów, jak profesjonalny adwokat na sali rozpraw. Naburmuszyła się odrobinę i skrzyżowała ręce na piersi, ale jej zły humorek wyparował po sekundzie, booo… przecież miała wino, a jak powszechnie wiadomo, wino anulowało wszystkie smutki. Powinna opatentować to powiedzonko i zrobić z nim jakiś kozacki merch. Kurde, nie było jej jednak dane dłużej zastanowić się nad tym winnym (xD) merchem, bo temat znów zszedł na ich ojca i zaczęła mieć wrażenie, że coś ją w środku uwierało. Ała. Uniosła do góry jedną brew i spojrzała na brata. -
Naprawdę uważasz, że jestem córeczką tatusia? - spytała grobowym tonem. Kurde, no, owszem, usiłowała zachowywać się nieskazitelnie w pobliżu rodziny, alee… przecież Den ją znał. Westchnęła. Gdyby to wszystko było takie proste. -
Myślę, że dziadkowi Andrew i babci Stelli bardzo nie spodobałby się wybór mojej ewentualnej innej kariery. Zresztą, Den, o czym my rozmawiamy? Od dziecka wmawiali nam, że będziemy super prawnikami jak tata i dziadek. Nie mieliśmy żadnego wyboru, a teraz nawet nie wiem, co tak naprawdę lubię robić… - westchnęła ciężko, wpatrując się w czerwoną zawartość swojego kieliszka. Rzadko pozwalała sobie na szczerość, nawet przed Aidenem, ale ostatnio coraz częściej poddawała w wątpliwość całe swoje poukładane życie.
I pomyśleć, że to wszystko przez jednego mężczyznę, który nieoczekiwanie stanął na jej drodze i który uratował ją przed bardzo złymi konsekwencjami jej własnych, głupich decyz…
Nie myśl o tym teraz, Eleanor. To nie czas na samoanalizę. O czym to oni…? A, krawaciarze. Uśmiechnęła się słodko i od razu pomyślała o Ardenie. Ach, Arden. -
Do innych, nie do krawaciarzy? Dobrze - rzuciła niewinnie i pokiwała główką na zgodę. No co? Przecież Finn nie był krawaciarzem. Był duszą towarzystwa, nieziemskim przystojniakiem i większość krawaciarzy dostałaby zawału, gdyby się dowiedzieli, jak zarabiał na życie, hihi. No ale znowu, nie mogła zatonąć we własnych myślach na dłużej, bo nie była sama i nie mogła zignorować Aidena, który teraz gadał coś o babci i jej sztucznej szczęce. Leanor pokazała mu język w odpowiedzi i zmrużyła przy tym oczy dokładnie tak, jakby znowu mieli po dziesięć lat i kłócili się o pilota do telewizora. Ech, ci mężczyźni i ich wyimaginowane racje. -
Mhmmmm - wymruczała pod nosem, rezygnując z dalszej dyskusji. Akurat grzecznie dopiła resztę wina i odstawiła pusty kieliszek na stolik. To aż śmieszne, że we własnym domu musiała poczekać, aż przyjedzie do nich pizza, żeby dostać kolejny kieliszek wina, no słowo daję…
Oczekiwanie na pizzę przynajmniej umilał jej braciszek, bo w końcu zaczął opowiadać interesujące Elę aspekty swojego życia. Parsknęła śmiechem na historię o barmance i incydencie z lemoniadą. -
Wow, wcale nie jesteś taki nudny, jak myślałam - rzuciła, śmiejąc się pod nosem. -
Zapytaj, będę trzymała kciuki, żebyś ją przeleciał - palnęła po chwili bez namysłu i chyba w ogóle do niej nie dotarło, co właściwie powiedziała, booo na ekranie właśnie ruszyła rozgrywka w Overcooked i musiała zacząć kroić wirtualne pomidory!!! Wciągnęła się w grę od pierwszej sekundy, z zaangażowaniem wciskając guziki na padzie. -
Lecęęęę… Aaaa… Aaaa… Nie zdążymy! - zaczęła marudzić, gdy jej postać zablokowała się o narożnik blatu i zamiast kroić warzywa, po prostu kręciła się w miejscu. JEZUUU. -
Den, ten blat mnie blokuje, no bez jaj! - zawołała ze złością i prawie rzuciła padem, ale na szczęście wzięła głęboki wdech i tego nie zrobiła, bo już po chwili jej postać jednak poszła w dobrą stronę.
A ty co? Ktoś się u ciebie zakręcił w ostatnim czasie?
Ummm. Czy ktoś się wokół niej kręcił, oto jest pytanie… -
Hmm, myślę, że będziesz zadowolony, bo nie jest krawaciarzem - zachichotała pod nosem, ale zanim zdążyła powiedzieć coś więcej, w przedpokoju rozległ się dzwonek do drzwi. Pizza! Leanor wybawiona z opresji, yay! Nacisnęła pauzę i zerwała się z kanapy. -
Idę otworzyć! - rzuciła przez ramię, głośno i wyraźnie, tak na wszelki wypadek, gdyby Aiden dziwnym trafem akurat się nie domyślił, po co biegła do przedpokoju jak na gwałt. Otworzyła drzwi, spodziewając się widoku zmęczonego dostawcy trzymającego pudełko z parującą pizzunią, ale… na klatce schodowej owszem, stał mężczyzna, ale, panie, świeć nad jego klatą, był niesamowicie seksowny, miał rozpiętą koszulę, która odsłaniała umięśniony tors i trzymał w dłoniach pudełko z pizzą, a w nim… pluszowe kajdanki? Ela otworzyła oczy ze zdziwienia, zapominając języka w gębie. - No cześć, słoneczko. Gotowa na zabawę? - powiedział mężczyzna, a jego głos poniósł się echem po korytarzu. -
Wow… - wypsnęło się Eli, ale zanim zdążyła zmusić swój mózg do logicznego myślenia i jakkolwiek zareagować, napakowany typek wepchnął ją delikatnie do środka i stopą zamknął za sobą drzwi. W tym samym momencie z małego głośniczka przy jego pasku wybuchły pierwsze dźwięki
Pony - Ginuwine. Eleanor stała jak oniemiała i uniosła brwi do góry, kiedy typek zrzucił koszulę na podłogę, objął ją w talii i zaczął swój… yyy… taniec. Biodrami. Na niej, tak jakby. O. Mój. Boże.
To chyba był striptizer.
Jezu. -
Deeen… na pewno zamówiłeś dobrą pizzę?! - wrzasnęła w stronę salonu, stojąc w przedpokoju z szeroko otwartymi oczami. Cholera, normalnie pewnie by się zaśmiała, puściła mu oczko i wykorzystała okazję do darmowego show, ale w salonie siedział jej starszy brat! A w tym czasie obcy, półnagi facet ocierał się o nią w przedpokoju mieszkania, krok za krokiem popychając ją w kierunku salonu! Gdy gość przycisnął swoje biodra do jej ud i spróbował przekręcić ją w tańcu, Ela wpadła w lekką panikę i zaczęła się histerycznie śmiać, ale równie dobrze mogło to być spowodowane głupkowatym wyrazem twarzy striptizera, który pachniał tanią oliwką do ciała i jeszcze tańszymi perfumami. Dlaczego to właśnie jej przytrafiały się takie rzeczy?! -
AIDEEEN! - wykrzyczała w końcu, bo brat to chyba w ogóle nie ruszył się z kanapy, helooooł? Spróbowała bezskutecznie odepchnąć od siebie roztańczonego striptizera-dostawcę, ale nic z tego. - Już zapłacone, skarbie, zaproś chłopaka do zabawy, zanim przyjdzie reszta koleżanek z panieńskiego - powiedział typek do jej ucha.
Chłopaka? Koleżanek? Z panieńskiego?! EXCUSE ME?!?!?!
𝒷𝒾𝑔 𝒷𝓇𝑜𝓉𝒽𝑒𝓇