34 y/o
LO SIENTO
184 cm
właściciel klubu i informator policji | Emptiness
Awatar użytkownika
miał być cichy, niewidoczny, w końcu balansuje na granicy między kokainą na złotych tacach i bronią ukrytą pod drogimi marynarkami, a kajdankami i odznaką przy pasku... a jednak tak bardzo rzuca się w oczy, że trudno go nie zauważyć, z tymi jego tatuażami, z tymi kolorowymi koszulami, złotymi łańcuchami na opalonym karku i... niewyparzoną gębą
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkinie
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

trigger warning
przekleństwa
Madox ściągnął do siebie brwi przyglądając się dziewczynce.
- Niebezpieczne jest też chodzenie do szkoły, a jednak cię wysyłają, a częściej słyszy się, że coś się komuś stało w szkole, niż w domku na drzewie - zaczął się mądrować, chociaż gdzieś tam podskórnie czuł, że to jednak nie był pomysł Pilar, bo ona akurat nigdy nie bała się ryzyka. Chociaż może o nią się bała? Chroniła ją przed zdartymi kolanami i upadkami? Ale co to było za dzieciństwo bez poobdzieranych kolan?
Dziwne jakieś. Takie jak z wyższych sfer.
Ale proce na pewno takie nie były, dobrze wystrugane i poobwiązywane gumką, wyglądały zupełnie jak te, które oni robili za dzieciaka. Kiedy Madox ukradł nóż staremu Noriedze to strugali te patyki, żeby miały lepszy kształt, żeby lepiej się je trzymało, jak te. Pilar musiała w nich dłubać, bo przecież nie Galen.
Wywrócił oczami, kiedy dziewczynka nazwała go gapą, a zaraz podmuchał sobie paluszek - sprawdzałem tylko jak jest naciągnięta - tak, na pewno. A jednak ciemne spojrzenie zatrzymało się na jej dużych, ładnych oczach. Takich jakiś znajomych - ty też - ona też była śmieszna, taka pocieszna. I kurwa, przez ten czas, kiedy Madox się z nią bawił, kiedy szykowali proce i gadali o jakiś nieistotnych rzeczach, to nie myślał o tym, co miał... Co musiał zrobić.
Ani o tym co stracili z Pilar.
- No pewnie, że umiem, co prawda nie tak dobrze jak twoja mama, ale jestem zaraz po niej - musiał się pochwalić. A zaraz proponował, żeby strzelali o coś - no jak ktoś wygra, to coś dostanie. Nie wiem, na przykład lody mango? - tak strzelił, ale Amra już wymyślała swoje nagrody - i więcej kukurydzy może? - bo to też chyba była dobra nagroda, kukurydza była najlepsza z całej zupy - a może na wszystkich planetach? - bo przecież trzeba mierzyć wysoko.
Tak wysoko jak wspinał się Spiderman na plakacie w chatce dziewczynki, o którego Madox zaraz pytał. Uśmiechnął się znowu, kiedy powiedziała, że kocha super bohaterów.
- Ja też, jak byłem mały to chciałem być właśnie Spidermanem, bo ma super pajęczyny - trochę mu to nie wyszło, bo w tym momencie do super bohatera było mu daleko. Odruchowo sięgnął ręką, kiedy Amra tak się zerwała, żeby nie uderzyła się w głowę. Bo może Madox nie był jak taki Superman, czy inny bohater, ale instynkt zawsze miał dobry, wyczulony - a to innym razem - nie powinien jej tego mówić, że będzie jakiś inny raz, że jeszcze kiedyś będą się mogli razem pobawić. Ale z drugiej strony tego dzisiejszego też wcale nie powinno być, a zaraz kucali pod drzewem w poszukiwaniu kamyków. Madox zbierał jak leci, takie większe, ale nie za wielkie. Zerknął na Amrę, jak ważyła kamyczki w małej rączce, Pilar też tak robiła, a on nigdy nie rozumiał o co jej chodzi.
Kiedy dziewczynka wypaliła, że już ma, to on też rozłożył dużą dłoń i pokazał jej swoje kamienie.
- Ja też - wepchnął je do kieszeni jeansów i obserwował, kiedy Amra pobiegła po puszki i ustawiała je na schodach. Skinął głową, kiedy wskazała mu skąd będzie strzelać i już miał ustawić się obok niej, ale jemu wyznaczyła miejsce dużo dalej - tak daleko? - musiał oczywiście pomarudzić, ale zaraz tam stanął. Też zdjął but, żeby postawić go na trawie, ciężki, skórzany, taki na motocykl, a zaraz poprawił sobie skarpetkę skacząc na jednej nodze - nie wiem czy stąd trafię, ledwo widzę te puszki - podkoloryzował trochę - to ja pierwszy, bo jestem starszy - zadecydował, no ale chyba to było uczciwe, że starszy był pierwszy. A zresztą Madox naprawdę nie był pewny jak mu pójdzie, równie dobrze mógł nie strącić nic. Najpierw pokręcił się trochę w miejscu, skoczył nawet do góry na trawie. Potem popodrzucał w ręce kamyk, a potem wymierzył i... o dziwo. Strącił praktycznie wszystkie puszki, ta ostatnia nie wyrżnęła, a tylko ją przesunął. Ale chyba miał niezły wynik jak na to, że nie strzelał z piętnaście lat.
Podszedł do schodków, żeby teraz ustawić je dla Amry. A potem stanął sobie obok niej, żeby ją trochę pozaczepiać. Usiadł zaraz obok na trawie krzyżując nogi, a ręką sięgnął do jej stopy - wydaje mi się, że przekroczyłaś linię - nie było przecież żadnych linii, tylko takie umowne, ale Noriega nie byłby sobą, gdyby po prostu pozwolił jej strzelić. Pilar też zawsze zaczepiał, robił do niej różne miny, a ona i tak wygrywała - czekaj, czekaj, czekaj... - rzucił nagle, kiedy już była gotowa do strzału - puszka się przesunęła - jeszcze wstał, żeby je poprawić. A potem już usiadł na trawie za plecami dziewczynki, już uzielenił spodnie, łaził po ogródku w jednym bucie, a w jednej skarpetce, a w kieszeni miał jeszcze garść kamieni. Jak dziecko. Albo gorzej, biorąc pod uwagę to jak on się na tej trawie kręcił, jakby miał jakieś robaki.

Amra :slodziaczek:
zgrozo
stania w miejscu i postów z czata
30 y/o
PEW PEW
169 cm
śledcza at toronto police service
Awatar użytkownika
Lepiej strzela niż gotuje. Do tego: agresywna, impulsywna i narwana. Niektórzy jeszcze mówią, że dzika. Ogólnie wszystko co złe, to Pilar.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 os
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Amra


Lody mango jako wygrana brzmiały d o s k o n a l e.
Aż Amra momentalnie pożałowała, ze wcześniej o tym nie pomyślała i skupiła się na zupie, którą zaraz będą jeść jak na normalną rodzinę przystało. Więcej kukurydzy też jednak brzmiał wybornie, szczególnie, że każdy wiedział, że to był najsmaczniejszy element całej potrawy. Do tego oczywiście tytuł najlepszego strzelca pod słońcem na tej i wszystkich innych planetach. To dopiero było wyróżnienie! W sumie to lody mango się przy tym chowały. Uśmiechnęła się szeroko do Madoxa, gdy się z nią zgodził.
Kątem oka obserwowała, jak zbierał swoje kamyczki. W ogóle co chwile zerkała w jego stronę. Intrygował ją. Nie rozumiała jeszcze, co to dokładnie było, ale czuła dziwną potrzebę, żeby go poznać. Żeby spędzić z nim trochę czasu. Nieczęsto miewała tak z dorosłymi. Raczej oni z góry ją nudzili, albo oni sami się nudzili nią po jakim czasie. A on? On nie dość, że śmiał się razem z nią, rozbawiał, to jeszcze zachowywał się, jakby też miał jakieś dziesięć lat. Podobało jej się to. Lubiła Madoxa. I żałowała, że nie poznała go wcześniej.
Zaśmiała się głośno, kiedy oburzył się, że musiał strzelać z większej odległości niż ona. Co on myślał? Przecież był jakieś sto razy większy niż ona i miał drugie milion tyle w łapie, co ten jej drobny patyczek. Oczywiście, że musiał strzelać z większej odległości, żeby było sprawiedliwie! To tak jakby mieli się ścigać kto szybciej pobiegnie i startować w tym samym czasie.
Na pewno trafisz! — krzyknęła, przyglądając się, jak tak jak ona zdejmuje buta i odpowiednio wyznacza sobie odległość. — Ja w ciebie wierze — dodała, podchodząc bliżej i delikatnie pogłaskała go po materiale spodni. Trochę z boku mogło to wyglądać, jakby wycierała sobie o niego brudne ręce, ale Amra naprawdę życzyła mu dobrze. Umiała cieszyć się cudzym szczęsciem i trzymać zainteresowanie innych kciuki. Szczególnie, że Madox wydawał się stresować swoimi rzutem.
Musisz dobrze naciągnąć gumkę!!! — poprawiła go jeszcze przed rzutem, ale kiedy zaczął trafiać w puszki, to jedyne co mogła zrobić, to złapać się za głowę! Wplotła paluszki w bujne włosy i wywaliła je do góry. — ALE CI DOBRZE POSZŁO!! — krzyknęła podekscytowana. — Została ci tylko jedna puszka, zobacz — podbiegła do schodków, żeby mu pokazać, chociaż pewnie z miejsca, w którym stał doskonale to widział. Dobry to był wynik. Zdecydowanie się tego po nim nie spodziewała. Nigdy wcześniej nie poznała nikogo oprócz mamy, kto by tak dobrze strzelał z procy. Aż znowu posłała mu szczery uśmiech.
Ustawiła się na linii wyznaczonej przez własnego laczka i zaczęła przebierać w kamieniach. Na początek wybierała te cięższe. Daleko nie miała do celu, a przecież chciała, żeby leciały tak, jak nimi wyceluje. Zmrużyła jedno oko, wystawiła język i…
Wydaje mi się, że przekroczyłaś linie.
Madox! — krzyknęła na niego, przy okazji spoglądając w dół. — Wcale nie! Tutaj mam stopę! — oburzyła się nieco, bo co to za zaczepianie? Ona mu nie przeszkadzała, jak rzucał. To bardzo nieładne z jego strony. Tak się na tym zakręciła, że pierwszej puszki wcale nie trafiła. — No i widzisz co narobiłeś!? — rzuciła z wyrzutem. Przy drugim rzucie też jej przeszkadzał, bo nagle stwierdził, że puszki się przesunęły. Znowu ją rozproszył. Aż ściągnęła do siebie drobne brewki i popatrzyła na niego gniewnie. Bo co to miały być za nieczyste zagrania.
Stań tam — wskazała mu miejsce kilka kroków od siebie. — Musze się skupić — o proszę, jaka nagle dorosła z niej była dziewczynka. Musiała się s k u p i ć. Wcale nie powiedziała tego dlatego, że mama tak zawsze mówiła do Galena, kiedy coś skrobała na kartkach w ukryciu. Amra do teraz nie widziała, co to było, ale na pewno nie chciała, żeby Galen ją wtedy rozpraszał. No, to dokładnie tak jak ona teraz miałą z Madoxem.
Patrzyła na niego wymownie do momentu aż faktycznie się nie przesunął, mrużąc oczy. I dopiero kiedy to zrobił, Amra przewróciła oczami i zabrała się za celowanie. Pozostałe puszki już faktycznie trafiła bez najmniejszych problemów. Wszystkie cztery walnęły o marmur schodków, jednak w finalnym rozrachunku to i tak Madox wygrał całe starcie.
Oszukiwałeś!!! — rzuciła w końcu, lekko oburzona. Nie umiała ukrywać irytacji, chociaż musiała przyznać, że i tak było super. — Jeszcze raz! — poprosiła, chcąc się odegrać. I tym razem szło jej o wiele lepiej, chociaż nagle zobaczyli wiewiórkę na drzewie i żeby ją spłoszyć na dół, oboje (jak dzieci) wpadli na świetny pomysł, żeby zacząć dookoła strzelać kamieniami. Szło im czasami lepiej, czasami gorzej, a jeden z nich poleciał tak daleko, że prawie pacnął Clyda w łeb, który znowu robił coś przy żywopłocie. Amra tak bardzo się śmiała, że aż musiała złapać się za brzuch, żeby się nie wywrócić, chociaż finalnie i tak wylądowali w trawie, a wiewiórka uciekła w zupełnie drugą stronę.
Dokończymy rzucać? — spytała po chwili, chcą ustawić puszki na resztę drugiej runy, której nie dokończyli, ale wtedy…
AMRA! — głos Mariany przedarł się pomiędzy drzewami i niestety doleciał też do nich. — Obiad!! — krzyknęła niania, nawet nie fatygując się, żeby zawołać również Madoxa. Całe szczęście Amra nawet na moment o nim nie zapomniała, bo już łapała go drobną rączką za wielkie palce i ciągnęła w stronę domu, kompletnie zapominając, że zostawili po jednym bucie na ogrodzie.
Madox, usiądziesz obok mnie? — wskoczyła na jedno z krzeseł. Stół, przy którym siedzieli był wyjątkowo długi. Pewnie zmieściłoby się przy nim z dwadzieścia osób! Mariana co prawda przygotowała zastawę dla Pana anioła prawie po drugiej stronie, ale to żaden problem, bo mogli ją sobie przysunąć! Dziecko nie doszukiwało się w tym złośliwości, ale pewnie Madox już mógł, bo Miarana posłała mu jakieś złośliwe spojrzenie. — Ale to pachnie, co? — spytała, majtając nóżkami. — A twoja mam też ci takie gotuje? Czy tu już gotujesz sobie sam? — znowu go zaczepiła, podnosząc ciemne spojrzenie na jego twarz.


:dino:
kasik (dc: kasik_srasik)
nudy. a tak poza tym, to używania AI, czytania mojej postaci w myślach i braku inicjatywy.
34 y/o
LO SIENTO
184 cm
właściciel klubu i informator policji | Emptiness
Awatar użytkownika
miał być cichy, niewidoczny, w końcu balansuje na granicy między kokainą na złotych tacach i bronią ukrytą pod drogimi marynarkami, a kajdankami i odznaką przy pasku... a jednak tak bardzo rzuca się w oczy, że trudno go nie zauważyć, z tymi jego tatuażami, z tymi kolorowymi koszulami, złotymi łańcuchami na opalonym karku i... niewyparzoną gębą
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkinie
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

trigger warning
przekleństwa
Uśmiechnął się do Amry, kiedy powiedziała to na pewno trafisz, nie był tego taki pewny, bo czasami za szybko się rozpraszał i celował na pałę. W jednej chwili w dziesiątkę, żeby w drugiej kompletnie zepsuć strzał. Ale skoro ona w niego wierzyła, to musiał się przyłożyć. Nawet puścił do niej oczko, kiedy go tak pogłaska.
- Dobra, dam z siebie wszystko - rzucił, bo zamierzał, a zaraz nawet skinął głową na jej radę, że musi dobrze naciągnąć gumkę. Wywalił język i wycelował, w pełnym skupieniu, poszło mu dobrze, lepiej niż się spodziewał.
Czyli jednak chyba ze strzelaniem z procy jest jak z jazdą na rowerze, tego się nie zapomina. A przecież on kiedyś nieźle strzelał. Nie tak dobrze jak Pilar, ale na pewno lepiej niż Ticiano. Lepiej niż niejeden dzieciak z podwórka.
- Rzeczywiście nieźle - wyszczerzył się do Amry w uśmiechu, kiedy go pochwaliła.
Nawet podszedł do niej bliżej, żeby zobaczyć, że rzeczywiście jedna puszka wciąż stała w miejscu, chociaż Madox raz w nią trafił, ale jednak jej nie położył. Zbił z dziewczynką piąteczkę, bo za takie dobre rozstrzelanie puszek się należała, a potem... poszedł jej przeszkadzać, kiedy ustawiła się w swoim wyznaczonym miejscu.
- A mama cię nigdy nie rozprasza? - musiał zapytać, kiedy skiepściła ten swój strzał i zaraz patrzyła na niego taka oburzona - to jest najlepsza zabawa - stwierdził jeszcze wstając do puszek, ale kiedy powiedziała to muszę się skupić, to wywrócił oczami, a jednak stanął we wskazanym miejscu. Jednak już skupił się na jej strzałach, które też były dobre. Pilar musiała ją tego nauczyć. Ona też zawsze dobrze strzelała, nawet pomimo tego, że Madox wiecznie ją rozpraszał.
Znowu się zamyślił, dopiero krzyk dziewczynki, że oszukiwał sprowadził go na ziemię. Wywrócił oczami, a zaraz wbił w nią spojrzenie.
- Po prostu cię sprawdzałem - wyjaśnił jej, ale zgodził się na dogrywkę i nawet pomógł dziewczynce układać od nowa puszki, tym razem ustawiając je tak, że z powodzeniem mogła strącić wszystkie, nawet tą trefną, wygiętą. I może nawet by się jej udało, gdyby nie zauważyli na drzewie wiewiórki, gdyby nie postanowili do niej postrzelać. Chociaż nie konkretnie do niej, a po prostu w koronę drzew, jeden z kamieni rzeczywiście prawie wylądował na łysej głowie Clyde'a. Madox też parsknął śmiechem. Dawno nie śmiał się tak dużo i szczerze, jak z tą małą.
A potem wylądowali na trawie pod drzewem, słońce przebijało się przez liście igrając na ich twarzach, odbijając się w ciemnych oczach. Tak bardzo do siebie podobnych.
Madox przekręcił na bok głowę obserwując przez chwilę Amrę, która pokazywała mu akurat jakąś chmurę w kształcie dinozaura. Czy ona rzeczywiście mogła być jego córką?
Mogła... Ale kurwa, jeśli tak, to przecież oni tyle czasu stracili. Przez Carlosa. A jeśli nie...
Dokończymy rzucać?
Skinął głową, zbierając się z trawy. Dobrał nawet spod drzewa kilka kamieni, które znowu wrzucił sobie do kieszeni. Ale wtedy Mariana zawołała dziewczynkę na obiad, a ona wzięła ze sobą Madoxa. Tym razem już zdjęli buty zostawiając po tym który im został, przy kuchennych drzwiach. Madox nawet ściągnął motocyklową kurtkę zostając w samej koszulce z napisem łobuz kocha najbardziej, którą dostał od Haddie i zakładał ją tylko pod kurtkę. Ale nie spodziewał się, że w sklepie będzie musiał się z niej rozbierać, a tu proszę...
Wylądował w tej pięknej willi, do której w ogóle nie pasował, w dwóch różnych skarpetkach, spodniach z dziurami i tej śmiesznej koszulce.
- Pewnie. Dziwnie siedzieć tak daleko od siebie, musielibyśmy do siebie krzyczeć przez cały stół - obejrzał się na Marianę wywracając oczami, a zaraz bez żadnego skrępowania przesunął sobie talerz, który naszykowała mu dziewczyna, odsunął krzesło, ale jeszcze spojrzał na opiekunkę - a ty nie jesz z nami? - zapytał jakby nigdy nic.
- Ja zjem w kuchni - powiedziała dziewczyna, jakby to było całkowicie normalne.
- A czemu? - dopytał Madox, jak jakieś dziecko i nawet spojrzał na Amrę.
A zaraz odsunął krzesło obok dziewczynki i poklepał oparcie wytatuowanymi palcami. Skończyło się tak, że usiedli przy stole we trójkę, Mariana i Amra obok siebie, a Madox na przeciwko nich. Zupa rzeczywiście pachniała wybornie, aż Noriega zaciągnął się tym zapachem, a zaraz łowił w tej swojej kukurydzę i pochylił się nad stołem, żeby przerzucić ją Amrze - wygrałaś ją - nawet się uśmiechnął do dziewczynki. Oczywiście ubrudził przy tym obrus i Mariana już złapała w płuca więcej powietrza, żeby pewnie coś powiedzieć, ale Noriega posłał jej przepraszający uśmiech - sorry - mruknął cicho. Może nawet by coś jeszcze dodał, ale już zaczepiała go dziewczynka. Podniósł na nią spojrzenie i machnął swoją łyżką... (Dobrze, że nie widelcem.)
- Niby sam, ale nie umiem za bardzo gotować, bo to trudne. Moja dziewczyna czasem coś ugotuje - jego dziewczyna... Dziwnie było mu mówić tak o Haddie, ale ona bez przerwy tak go przedstawiała swoim koleżankom, jako jej faceta. Lubiła chyba w nim to, że był właśnie tym łobuzem, a ona jako córka naczelnika więzienia, przecież nie powinna się z nim prowadzać. Był takim jej grzeszkiem.
A Madox po prostu wykorzystywał to, że ona też miała swoje kontakty. Nie była tylko taką głupiutką blondynką, na jaką wyglądała. Była mu p o t r z e b n a.
- Ale nie robi takiej zajebistej zupy jak ta - powiedział, a trochę ajiaco skapnęło mu po brodzie. Mariana znowu spojrzała na niego srogo.
- Nie używa się takich słów, tylko na przykład... Zupa jest pyszna - powiedziała jak jakaś nauczycielka, na co Noriega znowu wywrócił oczami.
- Ta zupa jest pyszna - rzucił z przekąsem, a jednym okiem mrugnął do Amry. Mariana znowu spojrzała na niego krzywo, ale zajęła się swoim talerzem, chociaż zaraz spojrzała na Amrę.
- Zjedz też groszek - poprosiła ją. A Madox tak jak Amra zielone zgarniał na bok swojego talerza. Chociaż zaraz nabrał groszek na łyżkę i wpakował go sobie do ust.
- Niezły ten groszek - pochwalił go kiwając głową, żeby zachęcić też dziewczynkę.

Amra :happy:
zgrozo
stania w miejscu i postów z czata
30 y/o
PEW PEW
169 cm
śledcza at toronto police service
Awatar użytkownika
Lepiej strzela niż gotuje. Do tego: agresywna, impulsywna i narwana. Niektórzy jeszcze mówią, że dzika. Ogólnie wszystko co złe, to Pilar.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 os
czas narracjiprzeszły
postać
autor

trigger warning
przekleństwa
Z Madoxem w domu było… kolorowo.
Wesoło.
Uśmiech ani na moment nie schodził z twarzy małej Amry, a jej głośny śmiech wypełniał nie tylko jadalnie, ale każde pomieszczenie obok. Promieniała. I czy to było spowodowane tylko i wyłączenie faktem, że zaprosiła jakiegoś kolegę mamy do domu? Cóż, z powierzchni faktycznie tak to wyglądało, ale prawda mogła leżeć zupełnie głębiej. W końcu nikt tak nie dogadywał się od pierwszego spojrzenia, czyż nie? Mogłoby się nawet pokusić o stwierdzenie, że patrzyli tak samo. Ten sam kolor oczu, ten sam sposób trzymania łyżki, a do tego wywalanie języka przy każdej, najdrobniejszej okazji. Nie mogła się tego od niego nauczyć, bo przecież go nie znała, to skąd to się wzięło? Czy było godzącym przykładem powiedzenia gena nie wydłubiesz? Chyba tak, bo chociaż z zewnątrz Amra wyglądała jak mini wersja Pilar, tak gdyby się w to bardziej wgłębić, dało się w niej zobaczyć bardzo dużo Madoxa. Szczególnie tego dziecięcego, beztroskiego, który nie wiedziała co to zło i dla którego najbardziej na świecie liczyła się dobra zabawa.
Dla Amry też, dlatego miała wielką nadzieje, że kiedy tylko zjedzą zupę, będą mogli wrócić na ogród i w końcu dokończyć ich zawody, bo przecież w drugiej rundzie już zaczęła prowadzić i naprawdę niewiele jej brakowało, żeby tym razem to ona wygrała. Chociaż kiedy Madox oddał jej swoją kukurydze spojrzała na niego zaskoczona.
Ale przecież ty wygrałeś — ściągnęła do siebie brwi. Nie powinien jej tego oddawać. Sam strącił przecież więcej puszek, to on zdobył tytuł najlepszego trafiacza na świecie. A jednak jako sześciolatka jeszcze nie miała w sobie do końca wypracowanego poczucia sprawiedliwości, dlatego zamiast oddać mu kukurydze, wgryzła się w nią zadowolona. — Aaaa gorące! — wywaliła język na zewnątrz, oddychając ciężko, na co Mariana tylko przewróciła oczami. No tak, bo przecież Amra dostała przestygniętą porcję, a to dostała od Noriegi z parującej zupy. Cóż, całe szczęście, że był z nimi jakikolwiek dorosły w postaci opiekunki. — Popayłam se? — wysepleniła, przysuwając się do niego i pokazując mu swój malutki, różowiutki języczek, na którym wcale nie było widać jakichkolwiek znaków poparzenia. Ale przecież musiała się upewnić, nie? Trochę nim pomerdała, a potem już zabrała za dmuchanie przed wsadzeniem do buzi.
Mariana chociaż finalnie siedziała z nimi przy stole, wciąż miała telefon w dłoni i pisała z kimś wiadomości. Jedynie raz po raz podnosiła spojrzenie, żeby sprawdzić czy Amra ładnie jadła albo żeby rzucić Madoxowi oceniające spojrzenie, kiedy mówił, że nie umiał za bardzo gotować albo że jego dziewczyna czasami coś ugotuje.
Masz dziewczynę? — zainteresowała się ciemnowłosa, patrząc na niego swoimi wielkimi, brązowymi ślepiami, przy okazji mieląc łyżką w zupie. — A jak ma na imię? Jest ładna? Taka jak Mariana? Albo mama? — od razu zasypała go pytaniami. A kolejną setkę z nich miała już też na końcu języka. Nagle chciała wiedzieć wszystko. Wścibska była przecież, jak na małe dziecko przystało. — Ja też kiedyś będę mieć chłopaka — wtrąciła nagle, przy okazji siorbiąc pyszną zupę, a kiedy Madox na nią spojrzał, to pokiwała głową, jakby na potwierdzenie swoich słów. — I mój na pewno będzie ładny — proszę bardzo jakie miała wymagania. Miał być ładny. Ale co się dziwić, jak Amra nie miałą nawet sześciu lat i jedyne co oglądała w bajkach, to tych pięknych księciów albo superbohaterów, którzy ratowali świat. W jej głowie każdy chłopak umiał to robić, no bo jak inaczej? W bajkach wszyscy umieli!
Zachichotała, gdy Mariana poprawiła go na swoje przekleństwo. Galen też tak robił mamie, kiedy czasami powiedziała kilka słów za dużo w obecności dziewczynki. Zawsze patrzył na nią poważnie i mówił Pilar, nie przy dziecku. Amra tak naprawdę umiała je wszystkie powtórzyć, chociaż nie wiedziała, co niektóre z nich znaczyły, więc na razie tylko trzymała je w swojej malutkiej głowie. No i czasami powiedziała je na głos jak była sama w pokoju. Tak żeby zobaczyć, jak brzmiały.
Nie lubie groszku — jęknęła nagle, gdy niania ją upomniała. Oczywiście cały przesunęła na bok miski, jakby był niejadalny. Tylko Mariana nalegała, a Madox też swój zjadł więc… — No dobra — uległa w końcu, ładując kilka zielonych kuleczek na łyżkę i prosto do buzi. — Wcale nie jest taki niezły — posłała Noriedze niezadowolone spojrzenie, bo co on dobrego wygadywał? Jemu to niby smakowało? Dziwny jakiś był, przecież nikt normalny nie lubił groszku. Mariana znowu coś grzebnęła w telefonie, a Amra nachyliła się do przodu, przekonana, że ta jej nie usłyszy.
Wiesz… — zaczęła szeptem, jedno dając mu do zrozumienia, że teraz powie mu jakiś sekret. — Kiedyś przychodził do nas na ogród taki czarny, dziki kot. I czasami brałam groszek do kieszeni i normalnie mu zanosiłam i wiesz co? On to jadł — wyjawiła, uśmiechając się przy tym cwaniacko. Czego Amra nie wiedziała, to ze potem kawałek dalej ten sam kot rzygał pod krzakiem i Clyde musiał to sprzątać, ale przecież ona ładnie karmiła kotka!
Niemniej tego dnia faktycznie zjadła groszek. Wsunęła cały razem z dziwnymi kiełkami, których normalnie nie lubiła za grosz. Tak się najadła, ale to tak bardzo, że kiedy tylko skończyli, wylądowali razem na minutkę na wielkiej, mięciutkiej kanapie. W telewizorze akurat leciała jakaś dziecięca wersja Spidermana — miał wielką głowę i turbo małe ciałko, ale i tak oboje zainteresowali się na tyle, że zostali tam na dłużej. Tak długo… że nie wiedzieć kiedy zasnęli. Amra jak na typowego wiercipiętę finalnie to wylądowała na jego klatce piersiowej, wtulona jak w jakiegoś misia. Mariana nawet miała po jakimś czasie go obudzić i wygonić, ale oboje spali tak spokojnie… że ich zostawiła. Na dwie, jebane, godziny.

A dokładnie po tych dwóch godzinach, Pilar zaparkowała samochód na pojeździe. Była przebodźcsowana. Miała ciężki dzień w pracy, który zwieńczyła jeszcze kolejna kłótnia przez telefon z Galenem na temat jakiegoś wielkiego bankietu na część jednej z fundacji, na którym chciał, żeby i ona powiedziała co nieco o tej swojej… tej której kurwa nawet nie prowadziła, bo przecież całe pieniądze poszły na prawnika. Trochę w siebie pociskali argumentami, on trochę podniósł ton, ona się standardowo powydzierała i finalnie rozłączyła. Może dlatego weszła już lekko zdenerwowana do mieszkania.
Było już późno.
Na zewnątrz było ciemno, a w salonie leciał odpalony telewizor. Aż złapała więcej powietrza w płuca, bo przecież ile razy miała mówić Marianie, że Amra nie powinna przed spaniem oglądać tak dużo bajek, bo potem nie mogła zasnąć. Zrzuciła buty i jeszcze w kurtce przeszła do wielkiego pomieszczenia.
A potem stanęła jak wryta, w pierwszej chwili będąc przekonana, że miała przywidzenia. Pierdolone halucynacje od przepracowania, bo… co Noriega robiłby na kanapie w jej domu, z jej córką w swoich ramionach. Serce zabiło jej tak mocno, że aż cofnęła się do tyłu. Nie zauważyła jednak szafki o którą huknęła nogą, zrzucając jakaś książkę na podłogę. Amra jedynie delikatnie drgnęła, ale wcale się nie przebudziła, jednak kiedy powieki Madoxa uniosły się ku górze, Pilar już stała obok.
Co to kurwa ma znaczyć? — warknęła przyciszonym tonem. — Co ty tu kurwa robisz?! — dalej to do niej nie dochodziło. Cała aż zadrżała, a oczy miała tak szeroko otwarte, że prawie wyskoczyły jej z orbit. On naprawdę tu był. Leżał na jej kanapie jak gdyby nigdy nic i tulił jej ich dziecko, które tylko mocniej zacisnęło rączkę na materiale ciemnej koszulki. Momentalnie zrobiło się jej słabo.
Kurwa.
Kurwa.
Kurwa.
Kurwa.
Gdzie jest Mariana? — kolejne pytanie wyleciało z jej ust, tym razem oprócz zaskoczenia, były tam rownież kolosalny pokłady gniewu. — Zapierdole ją — chciała wyrwać się do pokoju obok i ją znaleźć, rozszarpać, bo co to kurwa miało znaczyć, ale w tym samym czasie nie potrafiła ruszyć się z miejsca. Bo ten widok… w jakich chory, pojebany sposób na nowo łamał jej wciąż nieposklejane serce.

:aaa:
kasik (dc: kasik_srasik)
nudy. a tak poza tym, to używania AI, czytania mojej postaci w myślach i braku inicjatywy.
34 y/o
LO SIENTO
184 cm
właściciel klubu i informator policji | Emptiness
Awatar użytkownika
miał być cichy, niewidoczny, w końcu balansuje na granicy między kokainą na złotych tacach i bronią ukrytą pod drogimi marynarkami, a kajdankami i odznaką przy pasku... a jednak tak bardzo rzuca się w oczy, że trudno go nie zauważyć, z tymi jego tatuażami, z tymi kolorowymi koszulami, złotymi łańcuchami na opalonym karku i... niewyparzoną gębą
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkinie
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

trigger warning
przekleństwa
- Ale ja oszukiwałem - może i wynik miał lepszy, ale jednak za jaką cenę? A Madox mimo wszystko umiał się przyznać do błędu, do tego, że nie grał uczciwie. Dlatego zaraz oddawał Amrze swoją kukurydzę. A potem parsknął śmiechem, kiedy się nią sparzyła, ale zaraz nalał jej do szklanki wody i podsunął - o ku... rczę... - zrobił wielki oczy patrząc na język dziewczynki, a kiedy i ona na niego takimi spojrzał, to puścił jej oczko - nie, jest okej, ale musisz dmuchać - nawet jej pokazał jak zdmuchując ze swojej łyżki dwa groszki, jeden z nich spadł na obrus, ale Madox go złapał i zjadł, tak, że Mariana nawet nie widziała, bo ona podniosła na niego spojrzenie dopiero, kiedy Amra parsknęła głośnym śmiechem. Na pytanie dziewczynki o jego dziewczynę, zamieszał łyżką w zupie.
- Mam - chociaż to może było za dużo powiedziane. Według niego tak - Haddie - odpowiedział, a zaraz uśmiechnął się i zerknął na Marianę - no nie tak jak Mariana, ani mama, ale ładna - była zupełnie inna niż one. Bo Mariana też miała na pewno latynoskie korzenie, ciemne oczy i burzę, czarnych włosów. Jak Pilar i Amra. A Haddie ona była niebieskooką blondynką, bardziej przypominała urodą Galena Wyatta, na przykład. Mieli nawet podobne spojrzenia.
Tak jak Amra i Madox, kiedy patrzyli na siebie.
- Ważne, żeby był grzeczny - powiedział facet, który siedział właśnie w koszulce z napisem łobuz kocha najbardziej i siorbał zupę, a zaraz przeklinał. Ale taka Amra powinna mieć jakiegoś grzecznego chłopca. A nie łobuza.
Na przykład takiego, który zjadał cały groszek. Bo Madoxowi i Amrze szło z tym średnio, chociaż Noriega ten swój zjadł, ale mu nie smakował, dobrze, że jednak umiał trochę przyaktorzyć - smakuje trochę jak kukurydza, tylko nie jest słodki, i nie jest pyszny... - zaczął, ale zaraz dziewczynka pochyliła się nad stołem wołając go do siebie. Madox też się przysunął, słuchał uważnie opowieści o groszku i kocie, a na koniec parsknął głośno śmiechem, aż Mariana znowu na nich spojrzała, ale Madox nic się nie odezwał, nawet pokazał Amrze, że zamyka sobie buzię na kluczyk i to będzie ich tajemnica.
Zmogło ich, Madoxa też, kiedy w tle leciała bajka o Spidermanie, a oni najedzeni do oporu, tą zajebistą zupą, leżeli sobie spokojnie w miękkich poduszkach. Nawet nie wiedział kiedy odpłynął, a potem Amra położyła się na nim. Objął ją ramieniem, bo w pewnym momencie poczuł jak się z niego zsuwała, i tak sobie spali...

Nieświadomi tego, że minęły dwie godziny i do domu wróciła Pilar. Coś mu się śniło, bo kiedy usłyszał ten trzask, to gwałtownie otworzył jedno oko. Nie skontaktował od razu gdzie był, ale zaraz ciężkie westchnienie opuściło jego płuca, gdy do niego dotarło. Leżał u Pilar na kanapie, w jej salonie, tego jej idealnego domu, który sobie stworzyła z Galenem Wyattem, a on się tutaj szarogęsił. I to jeszcze z jej... Ich? Córką. Pogłaskał delikatnie dziewczynkę po główce, kiedy się ruszyła.
- Cii... - mruknął wywracając oczami, a zaraz sięgnął po dużą poduchę i chciał zrobić podmiankę - obudzisz ją, która jest godzina? - chciał zerknąć na zegarek, a wtedy Amra przekręciła się wtulając w niego mocniej. Madox wywrócił oczami, bo to wszystko wina Pilar. Jakby się tutaj nie wytrząsała, to by się wysunął i włożył dziewczynce w ramionka poduszkę. A teraz... co miał zrobić? Kiedy ona wtuliła policzek gdzieś w jego szyję, czuł na niej jej ciepły, miarowy oddech. Spuścił spojrzenie na jej przymknięte powieki ozdobione długimi, ciemnymi rzęsami.
Ale kiedy Pilar zaczęła nawijać o Marianie i tym, że ją zapierdoli, to wyswobodził rękę i sięgnął do niej. Chciał ją po prostu zatrzymać, żeby mu nie uciekła...
Żeby nie zapierdoliła Mariany oczywiście, ale nie wymierzył, włożył w to więcej siły niż powinien i Pilar zaraz wylądowała na nim, obok Amry, czym sprawili, że dziewczynka się poruszyła i otworzyła oczy. Przeciągnęła się, a Madox dostał małą rączką w oko, ale to nic, bo i tak Pilar akurat opierała kolano gdzieś między jego nogami, tylko liczył na to, że jednak ona mu się nie odwinie.
- Mami! - zawołała dziewczynka i od razu wyrwała się do swojej matki, wieszając jej na szyi, wciąż była zaspana, przecierała piąstką oczy, dopiero po chwili dotarło do niej, że jest tu też z nimi Madox. Spojrzała na niego z uśmiechem - mami twój kolega z pracy wpadł, zaprosiłam go i czekaliśmy na ciebie, i... - wypaliła na jednym oddechu, ale zaraz jej ciemne, duże ślepka omiotły Noriegę i jej mamusię, która zaparła mu się gdzieś na klacie - a co wy robicie? - zapytała Amra. Chociaż raczej nie przyszło jej nic zdrożnego do głowy, czego nie można powiedzieć o Madoxie. Bo jak Pilar próbowała się z niego podnieść, to jeszcze zaczepił ją nogą, wbijając w nią ciemne spojrzenie. A jej kolano otarło się o jego kroczę.
- Zaprosiła mnie - powtórzył jeszcze Madox, jakby Pani Wyatt jeszcze zastanawiała się, co on tu robił. Bo przecież nie przyszedł sam z siebie.
Nie dzisiaj.

Pilar i Amra :wtulacz:
zgrozo
stania w miejscu i postów z czata
30 y/o
PEW PEW
169 cm
śledcza at toronto police service
Awatar użytkownika
Lepiej strzela niż gotuje. Do tego: agresywna, impulsywna i narwana. Niektórzy jeszcze mówią, że dzika. Ogólnie wszystko co złe, to Pilar.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 os
czas narracjiprzeszły
postać
autor

trigger warning
przekleństwa
Przywidziało jej się.
Halucynowała.
To były j e d y n e wytłumaczenia na to, co zastała w salonie.
Bo przecież to było niemożliwe, żeby Madox leżał tam teraz jak u siebie, wśród pięknych, białych poduszek, wtulony w swoje własne dziecko, które tuliło się do jego szyji. No przecież to było kurwa niemożliwe. Nie.
Kiedyś marzyła o tej chwili. Jeszcze kiedy Amra była mała, opowiadała nic nieświadomemu niemowlakowi, jak jednego dnia tata do nich wróci i już zawsze będą razem. Jak bardzo będzie ją kochać. Jak pewnie będzie bał się zmienić jej pieluchę i zostać z nią sam na sam w domu, ale na pewno się tego wszystkiego nauczy. Jak na pewno będzie jego oczkiem w głowie, bo przecież była ich. Była tworem, który powstał z chociaż bolesnej to kurewsko pięknej miłości. I tego nie dało się podważyć.
A jednak kiedy miała już ten widok przed oczami. Kiedy po sześciu jebanych latach zobaczyła ich razem… kompletnie się rozsypała. Wpadła w jakiś chory stan wyparcia, a serce zdawało się chcieć eksplodować w jej piersi. Nie wiedziała, co miała zrobić, jak się zachować, nie wiedziała, czy to nie był jakiś głupi żart, no bo jak? Co on tu kurwa robił? Jakim prawem znowu pakował się w jej życie z butami, żeby co? Żeby kurwa potem znowu zostawić ją pośrodku ogrodu i odejść? Wybierać kiedy chciał zaszczycać ją swoją obecnością, a kiedy nie? Pierdolony hipokryta.
Która godzina? — warknęła, powtarzając jego pytanie. — Twoja ostatnia, Noriega — miała ochotę go rozszaprać. Była zła, rozżalona, a w tym samym czasie do tego wszystkiego dochodziły tak… odległe, kiedyś znajome emocje, że nagle to ona miała ochotę uciec. Ale nie mogła. Nie mogła zostawić tu dziecka, w jego ramionach, chociaż po chwili była gotowa znaleźć Marianę i wyszarpać ją za włosy. Zwolni ją. To na pewno. Skoro nawet nie umiała upilnować dziecka i nie wpuszczać tu obcych, to jak Pilar miała w jej ręce powierzać bezpieczeństwo swojej córki?
Tego było za wiele.
Już chciała się odwrócić na pięcie i poleciec w stronę kuchni, ale wtedy jego dłoń zacisnęła się na drżącej ręce. Momentalnie poczuła mrowienie w miejscu styku szorstkich palców z jej rozgrzaną skórą, a nim zdążyła zareagować, wyrwać mu się, poleciała w jego stronę. Prosto na silną klatkę piersiową. W ostatniej chwili zaparła się kolanem między jej nogami, bo inaczej wpadałby prosto na Amrę.
Dziewczyna poruszyła się nie bezpiecznie, a Pilar mimowolnie wstrzymała powietrze. W myślach zaklinała, żeby ta jednak się nie przebudziła, jednak na marne. Ciemne, wiele oczka uchyliły się leniwie, a zaraz drobne rączki otulały jej szyję.
Cześć, pulgarcita — przywitała swoją calineczkę, uśmiechając się do niej najszczerzej jak tylko potrafiła na tamtą chwilę. Lekko drżącą dłonią odgarnęła niesforny kosmyk z jej włosów i zarzuciła do tyłu, przy okazji muskając delikatny policzek. Nawet nie chciała kurwa na niego patrzeć, a jednak jej wzrok mimowolnie uciekł do twarzy Noriegi, gdy Amra spytała co tu robili. No właśnie, bo wyglądało to dość dwuznacznie. Leżeli, jak na szcześliwą rodzinkę przystało. Cale szczęście na małego dziecka wcale, bo przemawiała przez nią jedynie ciekawość, a nie złośliwość. — No jak to co, chciałam cię zabrać do pokoju, bo już twoja pora spania, ale pierwsze musiałam się przytulić — bo przecież nie powie jej, że kolega Madox szarpnął ją na za nadgarstek bo inaczej nie umiał i tak właśnie na nim wylądowała.
Ale ja nie chce spać… — jęknęła dziewczynka, sięgając do łańcuszka, który zdobił szyję Pilar, z niewielką literką A w serduszku. — Bo bawiliśmy się z Madoxem i… jacie ale ci bije serduszko — otworzyła szeroko oczy, przystawiając otwartą dłoń do jej piersi. — Normalnie bam bam bam bam bam — aż się zapowietrzyła wypowiadając te słowa jedno po drugim. — Madox zobacz! — przekręciła się na jego brzuchu i sięgnęła po wytatuowaną rękę Pana Anioła, akurat tą gdzie były skrzydełka i namierzyła nią na odkrytą skórę tuż przy lewej piersi swojej mamy.
Pilar zamarła na moment, nie chcąc wykonywać gwałtownych ruchów, chociaż kiedy jego szorstkie palce zetknęły się z gorącą skórą na jej ciele… momentalnie chciała je strzepnąć. Nie mógł jej dotykać. Nie powinien. Nie, kiedy całe jej ciało drżało po jego dotykiem, kiedy głowa bez pozwolenia i jak na zawołanie zaczęła odtwarzać to, jak zaciskał się na jej piersi zaledwie kilka dni temu na ogrodzie i…
Nie bije aż tak mocno — zerwała się w końcu w górę, ledwo będąc w stanie ustać na rozchwianych nogach, szczególnie po tym, jak przesunęła kolanem po jego kroczu. Szybko odgarnęła włosy na bok i złapała dziewczynkę na ręce. — Poszukamy Mariany? — bardziej oznajmiła niż spytała, bo nawet już nie patrząc w stronę Madoxa zaczęła kierować się z dziewczynką w stronę kuchni.
Ale Mami… ja chce pobawić się jeszcze z Madoxem! — Amra nie dawała za wygraną. — Strzelaliśmy z procy i on jest naprawdę dobry i obiecał, że po obiedzie jeszcze…
Kiedy indziej się pobawicie — przerwała jej, nawet nie chcąc słuchać o tym, co takiego robili. Nie mogła. Miała wrażenie, że jeszcze jedno zdanie o tym, co robili tu z Madoxem jak jej nie było, a by ją pewnie po-pier-do-li-ło.
Weszła z impetem do pomieszczenia gospodarczego i kuchni, od razu gniewnym wzrokiem odszukując Marianę. Dziewczyna siedziała przy blacie i gadała z kimś przez telefon. Od razu się rozłączyła, widząc minę Pilar i chyba wiedziała, że miała przejebane. Jedyne co ją w tamtym momencie ratowało, to fakt, że Amre trzeba było ogarnąć do spania, przebrać w pidżamę i położyć do łózka. Nawet słowem się do siebie nie odezwały. Niania tylko spojrzała na nią przepraszająco, a potem przejęła od niej prawie płaczącą dziewczynkę, bo ta chciała posiedzieć z nią i Madoxem jeszcze chwilę. Nie mogła. A tym bardziej nie powinna, bo oni na pewno nie będą siedzieć.
Odpowiedział wzrokiem Marianę, jak wspinała się po schodach z dziewczynką, a następnie zrzuciła z siebie kurtkę, ciskając nią na blat. Opadła na niego na kilka sekund, łapiąc głębokie oddechy. A przynajmniej próbowała, bo wychodziło jej to co najmniej średnio. Chujowo wręcz. Tak bardzo, że już po chwili przestała próbować i wróciła do salonu, od razu podchodząc do niego wyjątkowo blisko.
Popierdoliło cię?! — warknęła już normalnie podniesionym tonem. Skoro byli sami nie musiała się hamować, chociaż jeszcze obejrzała się w stronę schodów i… nie myśląc za wiele szarpnęła go za koszulkę, przeciągnęła przez kawałek korytarza i wepchnęła do gabinetu Wyatta. Pokój był w miarę wyciszony przez to, że miewał tu swoje ważne spotkania biznesowe, a także pracownicy domu mieli zakaz wchodzenia do pomieszczenia. Zatrzasnęła za nimi drzwi i odwróciła się do Noriegi, łapiąc jego piękne, czekoladowe spojrzenie. — Co ty odpierdalasz? Mało ci kurwa? Po co tu przyszedłeś? To jakaś kolejna chora gra? Zemsta? — naskoczyła na niego, już nawet się nie hamując. Nie potrafiła. Nie kiedy z taką łatwością zbliżył się do Amry, a przed oczami wciąż miała to, jak ona się do niego tuliła, jak zaciskała rączkę na jego koszulce i…
Kurwa.

:lepa:
kasik (dc: kasik_srasik)
nudy. a tak poza tym, to używania AI, czytania mojej postaci w myślach i braku inicjatywy.
34 y/o
LO SIENTO
184 cm
właściciel klubu i informator policji | Emptiness
Awatar użytkownika
miał być cichy, niewidoczny, w końcu balansuje na granicy między kokainą na złotych tacach i bronią ukrytą pod drogimi marynarkami, a kajdankami i odznaką przy pasku... a jednak tak bardzo rzuca się w oczy, że trudno go nie zauważyć, z tymi jego tatuażami, z tymi kolorowymi koszulami, złotymi łańcuchami na opalonym karku i... niewyparzoną gębą
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkinie
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

trigger warning
przekleństwa
Wywrócił oczami na to jej twoja ostatnia, Noriega, bo co on takiego zrobił? Pobawił się tylko z jej dzieckiem, które zresztą samo go tutaj zaprosiło. Spędzili razem trochę czasu, kiedy jej rodziców nie było, a opiekunka siedziała na telefonie. Czy to taki grzech?
On nie chciał tu przychodzić...
Nie chciał się jej znowu wpierdalać do tego pięknego obrazka szczęśliwej rodzinki. Nie chciał widzieć na oczy Pani Wyatt, po tym, do czego ostatnio między nimi doszło w jej ogródku. Do czego mogło dojść właściwie.
Ale zadziałał los, jakaś niewidzialna siła, która przyciągała ich do siebie, i ta mała istotka o pięknych, ciemnych oczach, która teraz leżała na jego torsie i jeszcze przez jedną chwilę śniło jej się chyba coś naprawdę przyjemnego. Bo uśmiechała się przez sen.
Ale zaraz Madox szarpnął do siebie Pilar, a sen szybciutko ulotnił się z małej główki dziewczynki. Amra się przebudziła i chociaż Noriega w pierwszej chwili spojrzał na jej matkę, która też wylądowała na nim, wbijając mu łokieć gdzieś w bok, a kolano... no wiadomo gdzie. To zaraz zawiesił wzrok na dziewczynce.
Pulgarcita.
Uśmiechnął się do Amry znowu, a Pilar mogła wtedy znowu to zauważyć, że uśmiechy mieli identyczne, on i ich jej córka. I te spojrzenia, kiedy oboje wpatrywali się w jej twarz.
- Ja bym poszedł spać - wtrącił się Madox, bo myślał, że może z tym spaniem, to będzie jak z groszkiem, że zachęci do niego Amre, nawet się przeciągnął, tylko przy okazji otarł się o Panią Noriega i musiał ją przytrzymać, żeby z niego nie spadła. Dziewczynka nie podłapała jednak tego pomysłu, a na dokładkę zaraz układała jego dłoń z tatuażem skrzydeł na piersi Pilar. Świetnie, jego serce pewnie już biło tak samo szybko, a oczy mu zaraz pociemniały - mmm, jak szalone - stwierdził, a kiedy ściągał rękę z jej dekoltu to zaczepił palcem o medalik z literką A, bo przecież on miał podobny, z P, ukryty teraz pod materiałem czarnej koszulki.
Powiódł spojrzeniem za Panią Wyatt, kiedy znowu zerwała się jak oparzona, jak wtedy w ogrodzie, gdy nakrył ich Clyde. Uciekła mu. A teraz znowu.
Usiadł na kanapie, ale nie wstał od razu, bo jeszcze jego ciemne tęczówki podążyły za Pilar i Amrą, kiedy ruszyły do kuchni, jeszcze podniósł rękę i pomachała do małej. A potem jeszcze odchylił się do tyłu na kanapie, znowu lądując na poduszce.
- Ja pierdole - westchnął ciężko, bo nie powinno go tutaj być. Nie chciał jej widzieć, a ona nie chciała jego...
Nie kurwa. Chciał. I zdradzało go serce, które od razu szarpnęło się w piersi, gdy tylko zajrzał w jej piękne, duże oczy. Serce, które waliło w tym samym szalonym rytmie, co to jej.
Dopiero po chwili zebrał się z kanapy podpierając ręce na kolanach, nawet miał skierować się do wyjścia, zgarnie kurtkę i buty, z których jeden był gdzieś na ogródku i zniknie... Powinien.
Nie no jak? Jak kurwa, kiedy musiał wiedzieć czy Amra to jego córka. Musiał. Ruszył do kuchni, ale wtedy do salonu wróciła Pilar i prawie w siebie wpadli. Znowu blisko, znowu musiał ją złapać, żeby nie wyrżnęła, kiedy się od niego odbiła. Ale zaraz się zdystansował, z trudem.
- Co ja kurwa zrobiłem? To ona zaczepiła mnie w sklepie, a potem... - zrobił krok w jej kierunku, a kiedy szarpnęła go za koszulkę, to jej pozwolił. Wpadli do tego pięknego gabinetu jej męża. Nie, wróć. Kurewsko nudziarskiego, bo nie miał nawet biurka z Lapacho. Co to za gabinet bez takiego biurka? Tylko jakiś dziewiętnastowieczny kredens z porcelaną. Co kurwa? Z porcelaną? Aż Madox się na niego obejrzał, ale zaraz te ciemne, prawie czarne, oczy wbił w Pilar - powinnaś jej znaleźć bardziej ogarniętą opiekunkę - mruknął jakby to miało być dla niego jakieś usprawiedliwienie, a przecież nie było. A kiedy Pilar trzasnęła drzwiami, to on... doskoczył do niej, jak dziki kot, jak jaguar, tak, że jej plecy zderzyły się z drewnianymi wrotami i jeszcze zrobił krok w jej kierunku, tak, że zadzierając do góry głowę uderzyła w nie potylicą.
- Pojebało cię? Jaka zemsta? - spojrzał z góry w jej duże, piękne oczy. Nie powinien tu przychodzić.
Ale gdyby kurwa Amra nie zaczepiła go w tym sklepie, gdyby nie powiedziała mu, że Galen Wyatt nie jest jej ojcem, nie pokazała mu tego albumu, to on może nawet by o tym nie pomyślał...
Ale teraz myślał. Nie dawało mu to spokoju.
- Czy Amra jest moją córką? - wypalił nagle, a czarne już oczy odszukały jej spojrzenie, rękę z wytatuowanymi skrzydłami oparł o drzwi koło jej biodra, a tą drugą przy jej ramieniu, nie dając jej możliwości ucieczki. Nie tym razem - Pilar kurwa. Wiem, że ona nie jest dzieckiem Galena Wyatta, czyja ona jest? - serce w piersi uderzało mu tek szybko, że prawie mogła to na sobie czuć. I to spojrzenie, które świdrowało ją na wylot. Wyczekujące. I szybki, gorący oddech, który igrał na jej policzkach.
Bał się odpowiedzi na to pytanie, bo co jeśli...
Sam już nie wiedział czy gorzej by było gdyby tak, gdyby okazało się, że Carlos odciął go nie tylko od ukochanej, ale i od córki. Że bezpowrotnie stracił tyle lat z jej życia, przez swojego ojca.
Czy gdyby okazało się, że nie...
Że to dziecko, z którym dzisiaj naprawdę dobrze się bawił było kogoś innego.
Musiał kurwa to wiedzieć.

:nodawaj:
zgrozo
stania w miejscu i postów z czata
30 y/o
PEW PEW
169 cm
śledcza at toronto police service
Awatar użytkownika
Lepiej strzela niż gotuje. Do tego: agresywna, impulsywna i narwana. Niektórzy jeszcze mówią, że dzika. Ogólnie wszystko co złe, to Pilar.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 os
czas narracjiprzeszły
postać
autor

trigger warning
przekleństwa
Dalej w to nie wierzyła.
Jak do tego doszło?
Jak to się stało, że Noriega tka po prostu wszedł do jej domu, salonu, życia Amry w ciągu kilku godzin, a ona nic nie zauważyła? Nie dostała nawet pierdolonej wiadomości od Marianny, że jakiś jej kolega chciał pobawić się z JEJ dzieckiem? Kogo oni zatrudniali jako opiekę? A co jakby on nie był wcale kolegą? Jakby to był kurwa ktoś z ludzi jego ojca? Jakiś pierdolony pedofil? Jego też tak łatwo wpuściłaby do domu? Nie no, nie mogła o tym myśleć, co by było gdyby, bo miała wrażenie, że zaraz ją popierdoli. A była tego naprawdę bliska, kiedy stała z nim twarzą w twarz, kiedy gdy tylko drzwi zatrzasnęły się z hukiem, on już stał przy niej. Już dociskał bezczelnie swoje ciało, nie dając jej możliwości odskoczenia.
Ona zaczepiła mnie w sklepie? — warknęła, powtarzajac jego słowa. — Serio kurwa? A ty co, też masz pięć lat żeby nie umieć odmówić?! — oczekiwała od niego, że spławi Amre? Oczywiście, że tak. Po co miałby wpierdalać się w jej życie z butami, jeśli nie miał zamiaru zostać na dłużej. Małe dzieci bardzo szybko przywiązywały się do ludzi, płakały za nimi, tęskniły… Pilar nie była gotowa na to, żeby Amra płakała za Madoxem. Już wystarczyło, że jej matka nie potrafiła bez niego żyć, a co dopiero to niczemu niewinne dziecko. Nie powinien się w nią angażować. W ogóle nie powinien z nią rozmawiać. Szczególnie, jeśli w jego czynach był jakiś większy sens.
Wstrzymała powietrze, gdy dłonią zablokował jej biodro, a zaraz potem i ramię o drugiej stronie. Aż jak na złość, chciała mu się bardziej wyrwać, ale jej na to nie pozwolił. Jedynie odbiła się bezczelnie od jego klatki piersiowej, przypierdalając w następstwie o drewniane drzwi potylicą ,gdy chciała na niego spojrzeć. Nie powinna tego robić, a jednak zrobiła. Zajrzała w te kurewsko piękne, ciemne oczy, które kiedyś tak bardzo kochała. Wciąż kochała.
Mnie pojebało? — prychnęła prześmiewczo, g r o m i ą c go wzrokiem. — Odkąd wyszedłeś jedyne, co robisz, to mi kurwa dopierdalasz — a przynajmniej ona tak to widziała. Pierwsze co zrobił, kiedy wyszedł, to nawet się nie chciał z nią spotkać, tylko kurwa zaczepił ją przez małe, pięcioletnie dziecko, dając jej czekoladkę, potem rzucał w nią pociskami na balu, w szpitalu i nawet na jebanym dachu, na którym kazał jej się do niego nie zbliżać, odcinał ją od siebie, a potem sam przyszedł do jej domu. A potem znowu uciekł bez słowa, zostawiając ją sama i rozpaloną pośrodku mokrej trawy i spryskiwaczy. Teraz tez, pojawiał się z nienacka i wypierdalał wszystko do góry nogami. Kto tak robił? — Pojawiasz się i znikasz — warczała na niego i nawet nie widziało jej się przerywać. Dużo miała mu do powiedzenia, a słowa same cisnęły się jej na usta. — A potem kurwa… co? — szkoda tylko, że on jednym pytaniem kompletnie to wszystko ukrócił.
Czy Amra jest moją córką?
To pytanie kompletnie zbiło ją z tropu.
Jego słowa dudniły pod czaszką, odbijając się głuchym echem bez końca.
Co? — powtórzyła, jakby to do niej nie docierało. Skąd on wziął ten pomysł? Przecież nikt nie wiedział, że Madox był ojcem. Nikt. Nawet na mieście mówili, że wpadła sobie z jakimś pocieszeniem po Noriedze, nikt nawet nie próbował dedukować, że ojcem Amry był siedzący w więzieniu, niewinny nastolatek. A jednak nim był. Był jej ojcem z krwi i kości. Jedynym. Kurwa, wystarczyło postawić ich obok siebie, żeby zobaczyć te wszystkie podobieństwa. To jak śmiała się zupełnie jak on, jak wywalała język kiedy żartowała albo się skupiała, jak narwana była i wszystko chciała robić już teraz, jak nie umiała wysiedzieć w miejscu. Cały tatuś.
Tylko czy ona była gotowa wyznać mu prawdę?
Przecież nie wiedziała, jak zareaguje. Był impulsywny, zachowywał się jak wariat, szczególnie odkąd wyszedł. Może nie powinna? Biła się w myślach. Toczyła prawdziwą batalie, podczas gdy ciało paliło pod jego wyczekującym spojrzeniem. P ł o n ę ł a na jego oczach. Serce waliło tak mocno, jakby zaraz miało wyskoczyć z piersi, a chaotyczny oddech powodował, że jej klatka piersiowa uderzała o tą jego bez opamiętania, podczas gdy jej usta…
Nie — ułożyły się w końcu w trzy literki. Czy takie, jakie chciał usłyszeć? Próbowała wyczytać to z jego oczu, chociaż kurwa on z tych jej mógł to, że kłamała. Zawsze dobrze ją czytał. Znał jej potrzeby, widział doskonale, jak na niego reagował i mógł pamiętać, że kiedy kłamała, przychylała głowę delikatnie na lewo, dokładnie jak zrobiła teraz. — A co to ma do rzeczy? Co to zmienia? — spytała po chwili, czując, że on i tak jej nie uwierzy. Za dużo wiedział, za dużo kurwa widział, żeby tak po prostu zaufać jej słowom, które przecież były wyssane prosto z palca. — I tak nie chciałbyś z nami mieć nic wspólnego — warknęła na niego już o wiele głośniej i znowu się szarpnęła. Tym razem udało jej się łokciem uderzyć w zgięcie jego dłoni. Czy chciał czy nie musiał odpuścić, a ona wtedy wyszarpała się w bok. Zrobiła to jednak z takim impetem, że biodrem strąciła kilka książek ułożonych na półce obok. Posypały się jej pod nogi, jednak Pilar nie poświęciła im nawet sekundy. Swoje spojrzenie miała w stu procentach wpatrzone w niego, a w głowie jedyne co jej dzwoniło to ten jeden pieprzony list, który od niego dostała. Ten, w którym…
Kazałeś mi spierdalać — rzuciła z żalem, podpierając się o szafkę, jakby ciało powoli odmawiało jej posłuszeństwa. — To na co czekasz? — uniosła się, ledwo łapiąc w płuca powietrze. Wyrzuciła rękę, wskazując na wielkie okno z widokiem na… ogród na którym ostatnio prawie się pieprzyli. — Spierdalaj — dodała oschle, chociaż serce wraz z tymi słowami na nowo złamało się jej w pół.
Nie chciała, żeby spierdalał.
Nie chciała, żeby gdziekolwiek szedł. Żeby znowu ją zostawiał. Ale co ona miała do gadania? Przecież ich los został już za nich wybrany, a serca zostały złamane. Tu nie było już co zbierać.
No tylko skoro było po zabawie, to czemu ona miała wrażenie, że cała płonie pod jego ciemnym spojrzeniem? Że skóra na ciele mrowi nieznośnie, a podbrzusze spina się na tyle boleśnie, że aż musiała zacisnąć palce na malowanym drewnie? Czemu kurwa wciąż go kochała?

:cri:
kasik (dc: kasik_srasik)
nudy. a tak poza tym, to używania AI, czytania mojej postaci w myślach i braku inicjatywy.
34 y/o
LO SIENTO
184 cm
właściciel klubu i informator policji | Emptiness
Awatar użytkownika
miał być cichy, niewidoczny, w końcu balansuje na granicy między kokainą na złotych tacach i bronią ukrytą pod drogimi marynarkami, a kajdankami i odznaką przy pasku... a jednak tak bardzo rzuca się w oczy, że trudno go nie zauważyć, z tymi jego tatuażami, z tymi kolorowymi koszulami, złotymi łańcuchami na opalonym karku i... niewyparzoną gębą
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkinie
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

trigger warning
przekleństwa
Może Madox miał trochę więcej lat niż pięć, ale... prawda jest taka, że nie umiał odmówić. Nie jej. Nigdy. A teraz też Amrze. Chciał...
No przecież się wahał, zastanawiał, ale kiedy ta mała spojrzała mu w oczy, kiedy zacisnęła palce na jego ręce i oznajmiła, że musi się w nią pobawić, do niej przyjechać, to... łamał się w trzy sekundy i obiecywał jej, że to zrobi.
Tak samo łamał się zawsze przed Pilar, i tak samo przed jej córką... Ich córką może.
Kiedy się szarpnęła, to naparł na nią mocniej, a jego kolano bezczelnie wdarło się między jej uda. Nie miał zamiaru pozwolić jej znowu mu uciec. Jak wtedy w ogródku. Bo najpierw należały mu się wyjaśnienia. Najpierw musiał zadać jej to jedno pytanie, które całe pierdolone popołudnie kręciło mu się w głowie. Kiedy Amra uśmiechała się do niego, kiedy wystawiała język i wywracała oczami.
- Co ja ci takiego robię Pilar? - może rzeczywiście na samym początku chciał jej sprawić ból, taki jak ona jemu... Ale kurwa. Znowu. Złamał się po pierdolonych kilku minutach, wystarczyło, że Amra dotknęła jego ręki, a on co? A on sobie poszedł i ten swój okrutny plan, żeby jej dziecko porwać, porzucił od razu.
Potem... A potem było tylko gorzej, bo każde spotkanie było coraz bardziej bolesne, to przed klubem, kiedy uratowała mu dupę, to na balu, i to w jego dziupli, a potem... Najgorzej było kiedy przyszedł do niej, chciał tylko jej pokazać na czym stali. Chciał, żeby ona też poznała prawdę, o tych wszystkich listach.
Szkoda tylko, że ta okazała się dla nich jeszcze bardziej bolesna niż sobie wyobrażali.
Na pewno dla niego, bo nie umiał patrzeć w jej oczy bez uczucia, które sprawiało, że serce w piersi szarpało się do niej gwałtownie, że pompowało krew w jakimś szalonym tempie. Że usta łapczywie łapały oddech, a oczy, tych nie mógł od niej oderwać.
- Pojawiasz się i znikasz? - wypuścił powietrze z płuc prosto w jej twarz. Przecież to ona odskoczyła od niego jak oparzona w tym ogródku, odepchnęła go, kiedy... Cały był na niej zakręcony. Kiedy mało brakowało, a by ją zmusił i nie patrzył na nic. Na jakiegoś pierdolonego ogrodnika jej męża. Ani na Galena Wyatta, ani nawet na to, że mogła go nie chcieć...
Chciała. Oboje tego chcieli.
Widział to w jej oczach. I teraz też widział jak one się zmieniły pod wpływem jego pytania - czy ona jest moją córką? - powtórzył je, kiedy jej usta ułożyły się w to co. Widział, że ją zaskoczył. I siebie chyba też. Bo kiedy powiedział to na głos, jakoś bardziej to w niego uderzyło.
Amra to znaczy drzewo mango...
Galen Wyatt nie był jej ojcem.
A Pilar zrobiła ten album ze zdjęciami dziewczynki... W którym na pierwszej stronie napisała Dla... Madoxa.
Żeby mógł kurwa zobaczyć jak jego córka...
Nie.
Powiedziała to, a on w pierwszej chwili wypuścił ciężko powietrze z płuc, a serce, to mu kurwa na moment stanęło. Na jeden pierdolony moment zatrzymało się, a może potłukło na milion kawałeczków. Nie.
- Pierdolisz - warknął na nią i huknął pięścią w drzwi tuż obok jej ramienia. I rzeczywiście widział w jej oczach, że kręciła - nie kłam mnie Pilar - rzucił z wyrzutem. Bo on do niej za każdym jebanym razem przychodził z sercem na dłoni, a ona patrzyła mu w oczy i go oszukiwała.
I to w takiej kwestii...
Nie chciała, żeby był jej ojcem. I w zasadzie nie mógł się temu dziwić, bo przecież zdecydowanie lepszą partią był Galen Wyatt. A nie Madox Noriega, który dopiero wyszedł z paki. Ten Noriega.
- Co to zmienia? - aż pokręcił głową, bo teraz to naprawdę nie dowierzał, że to powiedziała - Pilar kurwa... - zaczął, bo zmieniało to naprawdę dużo. Wszystko może. Począwszy od tego, że jeśli Amra była jego córką, to Carlos musiał zapłacić za każdy jeden dzień, który stracił. A skończywszy na tym, że skoro nie była córką Galena Wyata, tylko jego, to mogli...
- Co kurwa? Przecież ja nie wiedziałem... Czemu mi... - i już chciał jej zapytać czemu nic mu nie powiedziała, ale przecież wiedział czemu, bo Carlos zablokował jej wszystkie listy. Czy pisała w nich o niej? Musiała przecież...
Złapał w płuca więcej powietrza, a kiedy odtrąciła jego rękę, to opadła mu wzdłuż uda, wyswobodziła mu się, a on to ciemne spojrzenie wbił w podłogę, w te książki, które strąciła.
Bo znowu przez jego ojca oni nie mogli być razem. Nie kiedy go potrzebowała, kiedy nosiła pod sercem jego dziecko.
- Co? - teraz to on jakby nie rozumiał jej słów, odwrócił się w jej kierunku z impetem, a jego plecy oparły się o drzwi. Czarne spojrzenie przesunęło się po jej sylwetce - nigdy bym... - zaczął i dopiero wtedy przypomniał sobie o tym liście, który miał w kieszeni spodni, razem z kamykami, którymi mieli strzelać z Amrą z procy, sięgnął do niego, a kamienie posypały się po podłodze, kiedy wyszarpnął karteczkę i machnął nią - nie napisałem go - cisnął przed nią tym kawałkiem papieru - ani kurwa jednego słowa. Nigdy bym ci czegoś takiego nie napisał, ostatni list, który do ciebie napisałem brzmiał... Miałaś być, kurwa, moja - wbił to czarne spojrzenie w jej oczy, a zaraz doskoczył do niej - bo kurwa miałaś. Zawsze - warknął łapiąc ją za nadgarstek i znowu ją szarpnął - kochać mnie, tak, jak ja kochałem ciebie, bezgranicznie, na jebane zawsze, a zawsze to jest bardzo długo, to jest wieczność - wciąż na nią warczał zaciskając palce mocniej na jej nadgarstku, do siniaków, do bólu. Odszukał jej piękne, duże oczy i znowu złapał w płuca więcej powietrza - ale jeśli chcesz, to... Powiedz, że nic do mnie nie czujesz, i że mam sobie iść, a to zrobię. Powiedz, że to nie jest moja córka, a ty jesteś szczęśliwa z Galenem Wyattem, a sobie pójdę - poluzował uścisk, chociaż jego palce wciąż opierały się na jej nadgarstku czuł pod nimi jak krew szybko krąży w jej żyłach, jak pompuje ją serce, które teraz chyba waliło bez opamiętania. Tak jak to jego - nie jesteś szczęśliwa - przysunął się do niej bliżej, napierając na nią - a Amra jest moja... - przycisnął ją do biurka - a ty... - nawet tego nie dokończył, bo szarpnął się do niej. Nie pozwolił jej temu zaprzeczyć, tylko wpił się gwałtownie w jej usta, w tym agresywnym pocałunku. W którym mogła czuć, że on... nigdy nie przestał jej kochać. Że przez te wszystkie lata w głowie siedział mu smak mango i czekolady, smak jej pełnych, gorących ust. Który teraz rozlewał się po całym ciele, który dotykał każdej żywej komórki, która rwała się do niej. Bo przecież... wciąż ją kochał. Zawsze.
I na zawsze.

y para siempre ∞♡
zgrozo
stania w miejscu i postów z czata
30 y/o
PEW PEW
169 cm
śledcza at toronto police service
Awatar użytkownika
Lepiej strzela niż gotuje. Do tego: agresywna, impulsywna i narwana. Niektórzy jeszcze mówią, że dzika. Ogólnie wszystko co złe, to Pilar.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 os
czas narracjiprzeszły
postać
autor

trigger warning
przekleństwa
13 stycznia 2021 r.
156 dni.
Tyle już nie odpisałeś na żaden mój list.
Sama nie wiem, ile ich napisałam. Na pewno dużo. Kurewsko dużo. Pisze prawie codziennie, a ty wciąż mnie unikasz. Jak długo masz zamiar to ciągnąć, to pierdolone milczenie? A może nie możesz mi odpisać? Zdecydowanie wolałabym, żeby chodziło o to drugie. Tak to sobie zreszta tłumacze, że po prostu nie pozwalają ci napisać listu. Ale ja dalej będę. Będę kurwa pisać tyle, ile tylko będzie trzeba, aż w końcu nie uda mi się wyciągnąć cię z tego pieprzonego wiezienia. Rozumiesz, Madox? Nigdy nie przestane próbować.
Chociaż dzisiaj nie o tym.
Musze ci o czymś powiedzieć. Coś o czym jeszcze nie wspominałam w listach, ale kurwa, już dłużej nie mogę tego przed tobą ukrywać. Gdybyś był obok, już dawno byś wiedział. Widział zresztą, bo na tym etapie już nawet nie da się tego ukryć. Ale zanim ci to napisze, potrzebuje, żebyś usiadł. Nie wiem gdzie, może na łóżku albo nawet na podłodze. Po prostu usiądź, dobrze?
Siedzisz?
Chuj i tak tego nie sprawdzę.
Posłuchaj… kurwa nie wiem, jak mam ci to powiedzieć, popierdoli mnie zaraz i więc może napisze to po prostu. Już. W następnym zdaniu i będę liczyć, że za bardzo się nie przerazisz. Okej… więc tak. Madox, jestem w ciąży. Nie pisałam ci wcześniej, bo nie chciałam tego robić w taki sposób. Bo łudziłam się chyba, że uda nam się wyciągnąć cię o wiele szybciej i że powiem ci w cztery oczy, że może w końcu zgodzisz się na widzenie, żeby mogła złapać cię za rękę, spojrzeć w twoje piękne ciemne ślepia i powiedzieć ci osobiście, że… będziesz tatą. Kurwa, wiem jak to brzmi, serio. Pojebanie. Już widzę jak teraz wydyszasz głośno i odchylasz głowę w tył, wpuszczając mocno powietrze. Zawsze tak robisz, jak coś cie zaskoczy. A potem pewnie pokręcisz nią na boki, próbując zdjąć napięcie z karku, które pewnie jeszcze długo z ciebie nie zejdzie. A przynajmniej ze mnie nie zeszło jak asie dowiedziałam… ponad cztery miesiące temu.
Nie wiem, jak to się stało. To znaczy wiem, bo kurwa ominęłam w chuj dni tabletek odkąd uciekliśmy z Medellin, ale nie mam pojęcia kiedy. W którym momencie, ale… boje się, wiesz? Kurewsko się boje. Nie wiem, czy dam sobie radę. Nie wiem, czy będę dobrą matką. Boje się, że nie. Boje się, że zniszczę to dziecko, że kompletnie się do tego nie nadaje. Ciotka obiecuje, że mi pomoże, że będzie dobrze, ale kurwa kompletnie sobie tego nie wyobrażam.
Kurwa, jak ja bym chciała, żebyś tu był.
Przecież razem jakoś byśmy to ogarnęli, nie? W dwójkę zawsze wszystko szło nam lepiej, a takto… sama nie wiem. Pisze to i płacze. Ledwo widzę, jak litery sklejają się na papierze, bo jest już cały przemoczony. Pewnie jak to czytasz, będziesz widział wielkie plamy dookoła, oby tylko tusz z długopisu się nie rozmazał.
Ale wiesz co? Pomimo wszystkiego, co się dzieje, uważam, że kto jak kto, ale akurat ty będziesz świetnym tatą. Jak już wyjdziesz i będziesz mógł poznać nasze dziecko. Wiem, że będziesz je kochać całym sercem, bo to twoje jak tak duże i piękne, że nawet nie będziesz umiał inaczej. Tym bardziej, że to będzie… dziewczynka. Czaisz? Już widzę, jak będzie twoim oczkiem w głowie, jak będzie malować ci paznokcie na różowo i robić kucyki, a ty będziesz próbował zgrywać twardziela, ale tak naprawdę będzie ci się to podobać.
Chciałabym, żeby miała twój uśmiech. Jest najpiękniejszy na świecie. Wszystko by na niego załatwiała, zupełnie jak jej ociec, nawet najdroższa posypkę do lodów w samym centrum Medellin. Już to widzę. I to jak teraz to ja będę przeganiać jej chłopaków szmatą, jak z tobą robiła to moja ciotka. Będzie dobrze. Obiecuje. Zobaczysz. Prawda? Będzie. Musi być. W końcu kto jak n
Kurwa, musze już kończyć, bo Matias przyjechał zabrać mnie na badania.
Napisze do ciebie jutro. A ty błagam, odpisz mi w końcu. Zwariuje tu bez ciebie. Tęsknie i Kocham cię.

Na zawsze twoja,
Pilar.



Wtedy gdy pisała ten list w piątym miesiącu ciąży, naprawdę myślała, że wszystko jakoś się ułoży. Że Noriega w końcu wyjdzie, a oni będą mogli wrócić do kochania się nad życie. Do świata, w którym nie istniało nic innego niż ich miłość, która potrafiła przezwyciężyć wszystko. Nie miała przecież pojęcia, że on nie dostał ani jednego z tych setek listów, które wysłała. Że to jego ojciec wszystko przejmował i czytał. Carlos wiedział lata przed Madoxem, że Amra była jego córką. Wszystko wiedział. I nawet to nie tchnęło w nim ani krzty człowieczeństwa. Nie przekonało go do tego, by zlitował się nad własnym dzieckiem, które przecież… kiedyś kochał. Kiedy głaskał włosy Esme w szpitalu, zarzekając się, że pomoże go jej wychować, że będzie jego oczkiem w głowie. Śmieszne, jak wszystko zawodowo się spierdoliło.
Zupełnie jak w ich relacji.
Jak te sześć lat potrafiło kompletnie zagiąć perspektywę w ich relacji. Jak oboje z Madoxem skończyli ze złamanymi sercami, duszami i wszystkim, co dało się złamać. Jak miłość przekuli w nienawiść, a przynajmniej próbowali. Jak ona kiedyś potrafiła pisać, że nie może doczekać się, żeby zobaczyć ją z dzieckiem na rękach, a teraz stała przed nim z chaotycznie unoszącą się klatką piersiową, patrzyła mu głęboko w oczy i kłamała go, że Amra nawet nie była jego córką.
Przez jakie piekło musiał przejść człowiek, żeby przejść taką zmianę?
Jak bardzo ona musiała się bać, żeby tka bardzo chcieć go oszukać? Robiła to dla siebie, czy może jednak dla Noriegi? Dla jego spokoju ducha, dla tego, żeby nie kazać mu z obowiązku wpierdalać się w ich życie, żeby nie dawać mu przestrzeni potem na ucieczkę. Nie chciała, żeby Amra też miała złamane serce. Żeby uwierzyła w to, że miała w życiu swojego ojca, a on potem by je zostawił. Tak jak zostawił ją w ogrodzie. Jak ciągle ją zostawiał. Samą. Samą i kurwa zranioną. Stęsknioną jego tak bardzo, że bolało ją całe ciało.
Pierdolisz. Nie kłam mnie, Pilar.
Wiedziała, że jej nie uwierzył.
Kurwa, znał ją przecież za dobrze. Czytał z jej oczu jak nikt inny. A ona nawet nie drgnęła, kiedy przypierdolił pięścią w drzwi tuż przy jej głowie. Zacisnęła tylko usta w jeszcze bardziej wąską linię, oddychając ciężko przez nos. Ciemny kosmyk osunął się jej na środek twarzy, podczas gdy klatka piersiowa uderzała z każdym złapaniem powietrza w tą jego, równie mocno szalejącą. Skrajność emocji, jakie oboje teraz przezywali nie dałoby się nawet zmierzyć w jakiejkolwiek skali. To było istne apogeum.
On mówił, że to zmienia wszystko, ona od niego uciekała, lecąc na szafkę obok. Wbijając się w nią z impetem, by chociaż bólem fizycznym przebyć jakoś ten w sercu, który doskierwał jej mocniej i mocniej z każdym jego słowem. Chociaż po chwili ono kompletnie się zatrzymało, kiedy jej usta kazały mu spierdalać, tak jak wspomniał w liście, a on nie dość, że powiedział, że nigdy o nie napisał, to jeszcze zaraz sięgnął po niego do kieszeni. Po pierdolony list, który ona miała schowany w…
Skąd to kurwa masz?! — ryknęła na niego. Oczywiście, że wiedziała skąd. Z albumu. Z jebanego albumu, który kleiła dla niego przez pieprzone cztery lata, żeby nie ominął ani jednej chwili z tych dziecięcych lat Amry, żeby kiedyś mogli usiąść razem, obejrzeć te wszystkie zjęcia i nadrobić to jak jedna, wielka rodzina. Serce podeszło jej do samego gardła. Czuła je dosłownie w przełyku, jak tam wali mocno o krtań i skórę, próbując wyrwać się na zewnątrz. Było jej niedobrze, miała wrażenie, że nie mogła oddychać… a on dalej mówił. Nawijał o tym, jak nigdy tego nie wysłał. Jak zawsze ją przecież kochał, bezgranicznie, na jebane zawsze, a przecież zawsze to jest bardzo długo, to jest pierodolona wieczność. Szarpnął ją za nadgarstek przypierając do biurka, a ona nawet nie czuła bólu, jaki jej sprawiał, bo przecież serce bolało sto razy bardziej.
Nie miała podstaw, żeby mu nie wierzyć. Przecież na własne oczy widziała te wszystkie wyciągi z wiezienia, to że to Carlos odbierał wszystkie jej listy, podczas gdy te jego nawet nie opuszczały murów więzienia. Nie miała jednak pojęcia, że stary Noriega posunął się nawet do tego, by w imieniu własnego syna wysłać jej coś takiego. Przecież przez ten jeden papier ona ostatecznie się poddała. Dała sobie spokój. Nie napisała mu już żadnego listu, kompletnie sobie odpuściła i kazała praniwkowi kontaktować się tylko z Lopezem, odcięła od sprawy i nie chciała go znać. Też go znienawidziła.
A on tego nie napisał.
Nie napisał, że jej nienawidzi.
Nie napisał, że kochanie jej, było najgorszym, co go w życiu spotkało.
To nie były kurwa jego słowa.
Tylko czy teraz to cokolwiek zmieniało?
Myślisz, że ja nie kochałam?! — wydarła się w końcu na niego, specjalnie ruszając ręką, jakby chciała go uderzyć, żeby jeszcze mocniej zacisnął na niej palce, żeby przebił jej jebaną skórę do krwi. — Bezgranicznie, na jebanego zawsze, do pierdolonego bólu? — bo przecież tak właśnie było. Kochała go. Wszystko dla niego oddała. Wszystko, co zrobiła przez ostatnie sześć lat było dla niego. A teraz stała przed nim, warcząc i krzycząc. Gromiąc go ciemnym, czarnym już prawie spojrzeniem, ledwo łapiąc w płuca powietrze.
Powiedz, że nic do mnie nie czujesz, i że mam sobie iść, a to zrobię. Powiedz, że to nie jest moja córka, a ty jesteś szczęśliwa z Galenem Wyattem, a sobie pójdę.
Chciała to zrobić.
Kurwa, jak bardzo ona chciała mu powiedzieć, że nic do niego nie czuła.
Żeby naprawdę spierdalał.
Ale przecież nie potrafiła. Nie potrafiła, bo wcale nie chciała, żeby sobie szedł. Bo chociaż w jego obecności nie potrafiła oddychać i wiecznie się wkurwiała, to to był jedyny moment, kiedy naprawdę czuła, że żyła. Że jej serce dawało o sobie znać, że krew w żyłach przepływała w zastraszającym tempie, a adrenalina rozlewała się po całym ciele. Nikt na nią nie działał tak, jak on. Nikt.
I on doskonale o tym wiedział. Wyrzucił jej prosto w twarz, że nie była szczęśliwa, powtarzając dosłanie słowa, które powiedziała mu jeszcze kilka dni temu w ogrodzie. Nie była szczęśliwa z Galenem. Trwała z nim z przymusu, bo tak musiało być, bo nie było od tego odwrotu, ale to nie znaczyło, że była z nim szczęśliwa. Nie była. I Madox doskonale wiedział to w jej oczach. A zaraz też czuł na swoim ciele, kiedy przysunął się mocniej na nią napierając, praktycznie wciskając do brzegu biurka, jak bardzo zadrżała. Jej mięśnie zdradzały ją w stu procentach, usta zresztą też, kiedy łapczywie łapały powietrze, nie potrafiąc wyrzucić z siebie żadnego słowa.
Amra jest moja.
Była.
A ty…
Ona nie.
Ona też.
Nic nie zdążyła na to odpowiedzieć. Nie zdążyła go od siebie odepchnąć i jakkolwiek zareagować, bo on wyrwał się do przodu i wpił się w jej usta. Mocno. Tak agresywnie, że nogi w kolanach mimowolnie ugięły się pod tym doświadczeniem. Obłędny smak jego ust momentalnie wywiercił dziurę w jej głowie, kompletnie pozbawiając ją jakichkolwiek hamulców. Chociaż jeszcze próbowała. Jeszcze zaparła się otwartymi dłońmi o jego ramiona i ostatkami sił, jednym mocnym ruchem, odepchnęła go od siebie.
Nie jestem twoja — warknęła, dysząc. Oczy miała już kompletnie czarne, skóra na ustach mrowiła niemiłosiernie, a ona powtarzała sobie w głowie, że nie należała do niego. Do nikogo. Że już nigdy nie pozwoli na to, żeby ktoś zakręcił się w jej głowie tak bardzo, jak zrobił to Madox. Że już nie będzie głupieć i podawać się pożądaniu. Tylko kurwa… to wszystko były kłamstwa. Wyssane z palca pierdolenie. I w tym momencie, kiedy on patrzy na nią w ten niepowtarzalny, jedyny na świecie sposób, kiedy cały się spinał, jakby był gotowy się na nią rzucić… głowa nie miała tu już nic do gadania.
A wszystkie jej postanowienia wyjebały przez okno z chwilą, w której jednak zacisnęła palce na materiałowej koszulce i szarpnęła za nią tak mocno, że jego klamra z impetem wbiła się w jej podbrzusze. Zderzyła ich ciała tak mocno, że aż bolało, podczas gdy usta odnalazły te jego w pocałunku jeszcze gorętszym niż ten przed chwilą. Tak kurwa obłędnym, że nawet nie kontrolowała głośnych jęków, jakie zaczęły wychodzić spomiędzy jej ust.
Chciała go.
Kurewsko go chciała.
Tu i teraz.
I nic innego się nie liczyło.
Jedną rękę wlokła w jego króciutkie włosy, pogłębiając pocałunek, a podczas gdy drugą wyrzuciła za siebie, jednym, zwinnym ruchem wypierdajać wszystkie rzeczy Galena z biurka gdzieś na podłogę. Rzeczy posypały się echem, zeszyty spadły i nawet ramka ze zdjęciem, na którym byli całą tróją zadowoleni i uśmiechnięci. Docisnęła go mocniej do siebie, wymuszając, by szarpnął ją za uda i posadził na drewnianym biurku. Sama w tym czasie wyrzuciła nogi w górę, oplatajać go w pasie i przyciągając mocno do siebie. Wszystkie jej ruchy były chaotyczne, agresywne, jakby bała się, że leda moment ktoś znowu może im przeszkodzi. Ktoś albo oni sami. A Pilar… nigdy nie chciała go tak bardzo jak w tamtej chwili. Nigdy. Nawet kiedy robili to przy jeziorze na kamieniu czy każdy raz po. Nawet wtedy. Teraz kierowała nią tak wielka rządza posiadania go, że nim on zdążył cokolwiek zrobić, ona już szarpała za jego pasek u spodni.

No soy tuyo.
kasik (dc: kasik_srasik)
nudy. a tak poza tym, to używania AI, czytania mojej postaci w myślach i braku inicjatywy.
ODPOWIEDZ

Wróć do „⋆ Po wymiarach”