Zupełnie nie rozumiała, o co chodziło narzeczonej. Głupotą byłoby jednak drążenie tematu i wypytywanie o szczegóły. Miały się w tym SPA odstresować, a nie dokładać sobie niepotrzebnych trosk. Po co, na co to komu? Wyjątkowość tamtych świąt miały już za sobą. Zostały miłe wspomnienia, a to przecież najważniejsze!
—
W porządku. Na pewno wymyślisz coś wspaniałego — posłała jej ciepły uśmiech. Nigdy nie wątpiła w inwencję twórczą April i zawsze była szczerze zachwycona jej pomysłami. Nawet jeśli czasami były kompletnie szalone i kończyły się w sposób, którego żadna z nich wcześniej nie przewidziała. Finch miała jednak coś takiego w sobie, że Teddy potrafiła zaufać jej nawet wtedy, kiedy sama nie do końca wiedziała, dokąd właściwie zmierzają. Wiedziała też, że April ją kocha i to w zupełności wystarczało. Pokazywała jej to każdego dnia na tysiąc różnych sposobów, więc Darling naprawdę nie potrzebowała kolejnych zapewnień w postaci wyjątkowych prezentów czy wielkich gestów.
Wystarczyło, że spędzą razem miło czas. Że będą miały chwilę tylko dla siebie, bez pracy, telefonów, pośpiechu i całej reszty rzeczy, które zwykle wpychały się między nie. To zresztą miały być pierwsze święta, które faktycznie przeżyją razem, a nie tylko wyskoczą na jarmark, cykną sobie kilka zdjęć w fotobudce i upiją się jakimś podejrzanym trunkiem, którego składu żadna z nich nawet nie próbowała sprawdzać. Może w tym roku zaproszą T&T na obiad? Albo Finchów. Albo jednych i drugich rodziców? Teddy skrzywiła się na samą myśl. Nie. To akurat był kiepski plan. Fatalny można by rzec. Jeśli chciały przeżyć święta w spokoju, nie powinny zapraszać pod jeden dach wszystkich osób, które potencjalnie mogłyby doprowadzić je do zbiorowego załamania nerwowego. Trzeba było wymyślić coś innego. Może wyjechać gdzieś na kilka dni? Albo zostać w domu, zrobić ogromne śniadanie, ubrać choinkę i spędzić cały dzień w piżamach? Ta ostatnia opcja brzmiała zdecydowanie najlepiej.
Już chciała sprawdzić, co właściwie wchodziło w skład japońskiej kąpieli, ale ostatecznie zrezygnowała. Też chciała mieć niespodziankę! Oby tylko nie cuchnęła jakimś alkoholem. A jeśli już, to niech przynajmniej będzie kosztował chorobliwą fortunę, skoro był wliczona w cenę pobytu. Nie po to człowiek płacił za cały pakiet, żeby potem moczyć się w wodzie z czymś, co równie dobrze mogła znaleźć w pierwszym lepszym sklepie monopolowym.
—
W takim razie mogę już odhaczyć Japonię z listy miejsc, które chciałabym zobaczyć — pokiwała energicznie głową.
Takie podróże zdecydowanie jej odpowiadały. Do tego wystarczyło jeszcze wygooglować kilka zdjęć, przejechać palcem po mapie i proszę bardzo - będzie mogła wszystkim opowiadać, że była w Kioto. A ile na tym zaoszczędzi! Prawie jak prawdziwa podróż, tylko bez jet lagu, dwudziestogodzinnego lotu i wydawania oszczędności życia na bilet w dwie strony. Właściwie mogła w ten sposób zwiedzić cały świat. W poniedziałek Japonia, we wtorek Islandia, a w środę Bhutan. Wystarczyłoby znaleźć dobrą jakość zdjęć i odpowiednio dużo entuzjazmu. A tego przecież jej nie brakowało! Teddy już wyobrażała sobie, jak z pełną powagą opowiada komuś o swojej wyprawie do Azji, podczas gdy w rzeczywistości przez godzinę siedziała w wannie z japońską kąpielą w jakimś SPA w Vermont. Taniutko, wygodnie i jeszcze człowiek wracał z tego wypoczęty. Czego chcieć więcej?
—
Dlaczego nie? — zdziwiła się szczerze. W lofcie też naprawiała wszystko sama, zamiast od razu korzystać z usług specjalistów. Miała do tego smykałkę i, co chyba było najważniejsze, wystarczająco dużo cierpliwości, żeby dłubać przy czymś tak długo, aż w końcu zaczęło działać. Nie zawsze wychodziło jej to idealnie, ale przynajmniej próbowała. Zresztą nie widziała niczego szczególnie trudnego w naprawieniu jednej deski. —
No popatrz, tak się złożyło, że wszystkie narzędzia zostały w Toyocie, ale muszą tutaj jakieś mieć — dodała, chociaż coś podpowiadało jej, że narzeczona i tak nie pozwoli jej za chwilę włazić pod łóżko z kompletem śrubokrętów, więc zapewne w końcu odpuści. Najwyżej przeniosą się do innego pokoju i po problemie.
Odwzajemniła krótki pocałunek i bez większego oporu dała się pociągnąć w stronę strefy łazienkowej. Już po chwili znalazły się w korytarzu, przy którym znajdowało się kilka oddzielnych pomieszczeń z wannami. Na każdych drzwiach wisiała niewielka tabliczka informująca, z jakiej kąpieli można było skorzystać. Japońska znajdowała się na samym końcu.
Po przekroczeniu progu powitał ich uśmiechnięty Japończyk. Faktycznie te pomieszczenia były bardzo tematyczne! Ciekawe, kto urzędował w tym z czekoladą. Willy Wonka? W piwnym to pewnie jakiś brzuchaty Czech, bo tam przeciętny obywatel wypija rocznie ze sto pięćdziesiąt litrów piwa.
—
W skład naszej kąpieli wchodzi ekstrat z hinoki, yuzu, zielona herbata, płatki wiśni, sole mineralne i cedrowy olejek eteryczny — wyjaśnił trochę łamaną angielszczyzną, ale za to nie przestawał się uśmiechać. Teddy nie miała pojęcia, czym jest hinoki i o co chodzi z yuzu. Czy to jakieś japońskie mafie z GTA2? —
Zapraszam, zapraszam! Już wszystko przygotowuję. Tu można zostawić szlafroki i kostiumy, a tam są ręczniki — zachęcił je gestem ręki i od razu przeszedł do działania, wsypując i wlewając do gorącej wody wszystko, co przed momentem wyliczył.
April Finch