ODPOWIEDZ
24 y/o
DEBIUTUJĄCY SKRYBA
175 cm
student prawa, stażysta Vishwakar, Bradford & Grant Llp
Awatar użytkownika
If you're the devil then I will sell you my soul
Just for a moment to show you that I'm yours
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkishe/her
typ narracjinarracja trzecioosobowa
czas narracjiczas przeszły
postać
autor

Zdawał sobie sprawę z irracjonalności własnej decyzji. Miał wrażenie, że z każdym kolejnym dniem, z każdym spotkaniem czy wiadomością wymienioną z Benjaminem, Kieran tracił resztki zdrowego rozsądku, pchając się w sytuacje, których do tej pory nigdy nie brał pod uwagę. Jego życiowa monotonia i harmonia zostały zaburzone, i chłopak całkowicie tracił nad tym kontrolę, poddając się impulsom, które wywracały życie do góry nogami, stawiając je na zupełnie innej płaszczyźnie. Zmieniało się postrzeganie świata, zmieniało się jego wnętrze oraz spojrzenie na własną przyszłość.

Zaczynał czuć.

Przerażało go to i fascynowało zarazem, jak jedna osoba w tak krótkim czasie potrafiła na niego wpłynąć. Jak zaledwie po kilku spotkaniach uzależniła go od siebie niezależnie od tego, jak bardzo Burreau nie chciał przyjąć tego do wiadomości. Pragnął towarzystwa Thallmana. Wspólnych gier, rozmów, przekomarzanek, które momentami doprowadzały go do skrajnej irytacji, uzewnętrzniając negatywne emocje prawnika.
Właśnie dlatego, kiedy po raz kolejny spotkał się z odmową ze strony muzyka, poczuł r o z c z a r o w a n i e. Odniósł wrażenie, że Benjamin z nim pogrywa, wsuwając się w strefy, które potrafiły zaboleć. Przecież tego powinien się spodziewać, prawda? Nie miał prawa oczekiwać, że ilekroć wyjdzie z jakąś propozycją, starszy chłopak na nią przystanie. Nie miał prawa wymagać, że będzie chciał po raz kolejny się z nim spotkać. Benjamin był chaosem, a od chaosu nie można było wymagać niczego, bo rządził się własnymi prawami, żyjąc na własnych zasadach.

Żywiołu nie dało się poskromić.

Nie mogąc poradzić sobie z własnymi myślami oraz emocjami, które kotłowały się w nim dopuszczone do głosu po ponad dwudziestu latach, Kieran przystał na bezsensowną propozycję wzięcia udział w imprezie organizowanej przez kogoś z uczelni. Nie znał tych ludzi, zamieniając z nimi może kilka przypadkowych słów, a jednak uznał, że będzie to idealny sposób, żeby oczyścić głowę.

Potrzebował ucieczki.

Od razu było wiadomo, że nie skończy się to dobrze, przynajmniej dla młodego prawnika. Nieprzyzwyczajony do częstego zaznawania życia towarzyskiego, nie wiedział nawet czego ma oczekiwać. Domyślał się, że będzie alkohol, być może narkotyki, które stawały się nieodzownym elementem każdego spotkania studenckiego. Nie przewidział jednak, że sam wpadnie w ich sidła, zażywając nieświadomie sporą porcję substancji odurzających. Zjarał się, co tu wiele mówić. Początkowo ten stan zdawał mu się podobać, zaskakując go swoją lekkością. Doprawiony alkoholem dał się porwać w wir imprezy, nieprzerwanie wlewając w siebie kolejne porcje alkoholu. Pomogło mu to chociaż na chwilę zapomnieć o żalu i rozczarowaniu, które pchnęły go do przekroczenia tak wysoko postawionej granicy.
W chwili, w której jeden z hokeistów zaczął poświęcać mu zbyt wiele uwagi, otumaniony umysł Burreau uznał, że powinien się ewakuować. To miejsce zaczynało robić się naprawdę dziwne.
Sięgnął po telefon i napisał do jedynej osoby, z którą chciał teraz rozmawiać. Odpowiedzi Benjamina nadeszły szybko, wywołując na ustach prawnika, szeroki uśmiech.

już jadę
nie rozmawiaj z nikim

Wziął sobie to do serca, czego nie można było powiedzieć o niestrudzonym koledze z uczelni, który samemu znajdując się w stanie poważnego upojenia alkoholowego, postanowił wyjść za nim na zewnątrz, nachalnie zmuszając do swojego towarzystwa.
-Słuchaj, nie wolno mi z tobą rozmawiać. Dostałem zakaz - powiedział, spoglądając na niego. Słowa Thallmana były w tym momencie świętością.
-Daj spokój, Kieran. Przecież wiem, że chcesz się zabawić - dało się słyszeć, a chwilę później poczuł na swoim nadgarstku uścisk obcej dłoni. O nie, tak się Kieran wcale nie chciał bawić.
-Wiesz, ja nie za bardzo lubię, jak ktoś zakłóca moją przestrzeń - lekko brwi zmarszczył, bo chociaż był w stanie, nad którym nijak nie panował, tak nie był całkiem upośledzony przez dragi. - I no… zaraz tu ktoś po mnie będzie, więc na twoim miejscu to bym się ewakuował - uśmiechnął się do niego szeroko, starając się wyszarpnąć rękę.
Czemu ci wszyscy sportowcy byli tacy silni?

mon héros
Eve
narracja pierwszoosobowa, nierealne sytuacje, postaci do porzygu idealne
25 y/o
Welkom in Canada
184 cm
gitarzysta i wokalista w zespole The P!x3ls
Awatar użytkownika
shooting star, straight through the heart.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowy
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Obrazek
c o n f u s i o n

Nie dało się tego inaczej nazwać. Był rozkojarzony, zmieszany… Kieran nie należał do osób, które łatwo było rozgryźć. Co to, to nie. Benjamin zdawał sobie z tego zajebiście sprawę, ale pomimo tego wszystkiego był już zwyczajnie cholernie zmęczony. I nie chodziło nawet o ten pieprzony zakład, który miał z Deanem, że uda mu się przelecieć blondasa. To było zabawne może przez pierwsze dwa dni, ale bardzo szybko Thallman zdał sobie sprawę, że tak naprawdę zaczynał panicza Burreau po prostu l u b i ć.

Może chodziło tutaj właśnie o to, że pochodzili z dwóch zupełnie różnych światów? Poznawał dzięki niemu stronę życia, której nigdy wcześniej nie miał okazji zaznać na co dzień. On, pochodzący raczej z biedniejszej rodziny, gdzie nieraz musieli radzić sobie kupowaniem rzeczy z kuponów, odkładaniem kasy miesiącami, żeby było ich stać na gitarę albo jakieś nowe ciuchy, a tutaj Kieran miał swoją własną opiekunkę, lokaja, jego łazienka była wielkości pokoju Benjiego, a do tego odzywał się czasami w tak cholernie staromodny sposób, że no…

Intrygowało go to.

Nawet jeśli za cholerę nie chciał się przed sobą do tego przyznać. W dodatku podobał mu się, dobra? Wizualnie był bardzo, bardzo przyjemny dla oka. Po kilku spotkaniach i tych wszystkich momentach spędzonych razem Benji zaczął zwracać zdecydowanie za dużą uwagę na rzeczy, których wcześniej pewnie nawet by nie zauważył. Na to, jak Burreau marszczył brwi, kiedy coś mu się nie podobało. Jak dobrze pachniał. Jak w ten swój cholernie uroczy sposób przeczesywał palcami włosy, które czasami miały czelność nie leżeć w idealnym porządku. Albo jak zdenerwowany czy podekscytowany zaczynał mówić w tym swoim pieprzonym francuskim, którego Benjamin de facto powinien był nauczyć się w szkole, ale no co…
Nie chciało mu się.
I teraz miał!

Spotkania mijały, a każda kolejna chwila spędzona razem dawała mu coraz większą świadomość tego, że raczej nic z tego nie będzie. Kieran nie był nim zainteresowany. A on musiał kiedyś w końcu odpuścić, am I right? Może właśnie dlatego zaczął go unikać. Odwoływał spotkania, uciekał w imprezy, próby z zespołem i wszystko inne, co pozwalało mu nie myśleć. Tam przynajmniej miał wszystko pod kontrolą, a to nieprzyjemne uczucie ścisku gdzieś w klatce piersiowej, kiedy przypominał sobie, że blondas prawdopodobnie nigdy nie spojrzy na niego w ten sposób… gdzieś znikało. Przynajmniej na chwilę.

Teraz znowu odwołał wizytę, ale kiedy kilka dni później, podczas próby, zobaczył wiadomość od Kierana, zmarszczył nos i machnął ręką na resztę zespołu, każąc im zrobić przerwę. - What theeee… - mruknął pod nosem, wpatrując się w ekran. Nie wierzył. Panicz Burreau był na IMPREZIE. Na pieprzonej imprezie i to BEZ NIEGO. Wkurwił się i poczuł nawet nieprzyjemne ukłucie zazdrości na samą myśl, że Kieran siedział tam z innymi ludźmi. Facetami. Kobietami. Kurwa. - Słuchajcie, 911, spadam. Wznowimy to jutro - rzucił do reszty i nawet nie pozwolił im skończyć marudzenia. Zgarnął rzeczy, zamówił taksówkę i jakieś piętnaście minut później był już pod domem jakiegoś bogatego lalusia. Już przy wejściu kilka osób próbowało go zatrzymać, ale kompletnie je olał. Po drodze zauważył jakiegoś znajomego trzymającego kubek z alkoholem, więc bez pytania wyjął mu go z ręki, wypił praktycznie duszkiem i rzucił pusty kubek gdzieś na bok. I wtedy go zobaczył, a obok niego jakiegoś typa, który trzymał na nim swoje łapska. No nie. Przyspieszył kroku, podszedł do nich i bez ceregieli strzepnął dłoń faceta z Kierana. - Trzymaj łapska przy sobie - rzucił wkurwiony. - Woah, a to co, twój chłopak? - typ uniósł dłonie w geście poddania. Benjamin spojrzał na niego spode łba, po czym przeniósł wzrok na Kierana. - Nie. Zresztą gówno cię to obchodzi. Spływaj. - I zanim zdążył w ogóle pomyśleć nad tym, co robi, chwycił Kierana za dłoń i splótł z nim palce.

Pociągnął go za sobą, przedzierając się przez ludzi, a potem ruszył z nim po schodach na górę. Otworzył pierwsze lepsze drzwi prowadzące do pustego pokoju, wciągnął Kierana do środka i zatrzasnął je za nimi. Dopiero wtedy puścił jego dłoń. Chwycił go za ramiona i przycisnął plecami do drzwi, zanim ujął jego podbródek między dwa palce i skierował jego twarz prosto na siebie, zmuszając go tym samym, żeby spojrzał mu w oczy. - Co wziąłeś? - zapytał, wyraźnie zdenerwowany, dokładnie przyglądając się jego twarzy. - Do cholery, Burreau. Myślałem, że jesteś bardziej odpowiedzialny.

Burreau
24 y/o
DEBIUTUJĄCY SKRYBA
175 cm
student prawa, stażysta Vishwakar, Bradford & Grant Llp
Awatar użytkownika
If you're the devil then I will sell you my soul
Just for a moment to show you that I'm yours
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkishe/her
typ narracjinarracja trzecioosobowa
czas narracjiczas przeszły
postać
autor

Czuł się dziwnie bezsilny w relacji z muzykiem. Miał wrażenie, że niezależnie od tego czego by nie robił, nie było to wystarczające. Ta świadomość nijak nie pomagała mu dotrzeć do głębi siebie, a już z pewnością nie pomagała w zrozumieniu chłopaka, który jakiś czas temu przestał być jedynie obiektem emocjonalnym, który należało przeanalizować, by w przyszłości dowiedzieć się więcej o otaczających go ludziach. Teraz, chociaż nadal pragnął poznać wszystko, co stało za zachowaniem Thallmana, chciał go poznać dla samego niego, a nie jedynie dla wyniku społecznego eksperymentu.

Chciał dokładnie poznać Benjamina Thallmana.

Świadomość tej zmiany była dla niego piorunującym szokiem. Fakt, że zaczęło mu aż tak bardzo zależeć na towarzystwie konkretnej osoby, kiedy na około było tak wiele innych, sprawiała, że Burreau się bał - samego siebie i wniosków, które kłębiły mu się w głowie. Emocje, chociaż bywały przyjemne, o czym przekonał się podczas ostatniej wspólnej gry i nocy spędzonej na oglądaniu filmów i pizzy, po której bolał go żołądek, potrafiły równie dobrze zasiać obawy, jak również niepewność zmieszaną z rosnącym rozczarowaniem, ilekroć spotkał się ze ścianą w postaci odmowy. Nie powinien nawet reagować, a jednak niewielki stworek, który zadomowił się w okolicach jego serca sprawiał, że przeżywał to znacznie bardziej, niż kiedykolwiek wcześniej.

Take it easy on my heart.

Impreza, na której się pojawił, była ucieczką. Tyle się mówiło, że alkohol potrafił na chwilę znieczulić, że Kieran, chociaż wbrew samemu sobie i wszelkim zasadom, z którymi żył, postanowił to sprawdzić. Jak miał nie uważać, że coś było z nim nie tak, skoro ewidentnie prowokował swoje reakcje? To nie był jego świat, to nie było jego towarzystwo i z całą pewnością nie tak wyglądała jego rzeczywistość. A jednak dał się porwać dostatecznie mocno, szybko mając ponieść konsekwencje. Zanim się obejrzał był pijany i odurzony. Stan ten w tej jednej chwili wydawał mu się fascynujący. Lekki, przyjemny, pozbawiony ucisku w klatce piersiowej, który towarzyszył mu od chwili, w której Thallman odwołał ich spotkanie. Teraz był po prostu przepełniony pozytywnymi emocjami, które pchnęły go do napisania do muzyka. Naprawdę liczył, że po niego przyjedzie! Chciał się bawić, ale bez niego nie było to żadną przyjemnością.
Nie była nią również natarczywość sportowca, który ośmielony nikłym oporem ze strony naćpanego kierana postanowił wykorzystać sytuację.
- Ja naprawdę nie mogę i chyba nawet nie chcę z tobą rozmawiać - rzucił do niego, śmiejąc się pod nosem. Wszystko nagle wydało mu się niezmiernie zabawne! Jakby w prawniki nastąpiła zmiana o sto osiemdziesiąt stopni. -Ej, nie… zostaw mnie - zmarszczył brwi, bo gdzieś przez odmęty zjaranego umysłu przedarła się myśl, że jego przestrzeń została zakłócona przez nieodpowiednią osobę. Ta, która miała prawo to robić… pojawiła się zaledwie kilka chwil później.
-Oh, jesteś jednak- uśmiechnął się szeroko, zerkając na Benjamina. - Widzisz? Mówiłem, że ktoś specjalny po mnie będzie - zwrócił się do hokeisty, który został zdegradowany, tym samym zwracając Burreau wolność.
Kieran poczuł, jak drobne ciało wypełnia mu się przyjemnym ciepłem, kiedy muzyk złapał go za dłoń. Nie oponował, kiedy stanowczo ciągnął go za sobą. Nie dostrzegał w tym niczego złego i umknęły mu spojrzenia innych, którzy całą sytuację odebrali opacznie. On skupiał się jedynie na tym, jak miła w dotyku była ręka Benjamina i jak idealnie jego palce splatały się z jego własnymi. Nic dziwnego, że kiedy ostatecznie został puszczony poczuł rozczarowanie.
Znowu.
-Oh - wymsknęło mu się, kiedy wylądował plecami na drzwiach. Spojrzał w oczy chłopaka, starając się na nich skupić, co niestety było trudniejsze niż podejrzewał. Zamiast tego biegał nimi w szaleńczym tempie w obrębie całej twarzy, jakby nie potrafiąc się zdecydować co było dla niego wystarczająco atrakcyjne, by się zatrzymać.
-Ja? Nie wiem… nic nie brałem. Może trochę, ale to nie moja wina, bo… to chyba to ciasto. A może ten napój? Były też żelki - powiedział i zachichotał. Cała ta sytuacja była dla niego wyjątkowo abrurdalna. - Ale… - zaczął i położył delikatnie własną dłoń na dłoni Benjamina, którą podtrzymywał jego podbródek. - Odpowiedzialność wcale nie jest fajna, a ja chcę być dla ciebie fajny - powiedziała, palcami gładząc jego skórę, czując pod opuszkami intrygującą szorstkość. Złapał go mocniej, kierując ich ręce w dół. Zachwiał się, odbijając od drzwi i czołem wylądował na torsie Benjamina.
-Uwierzysz w to? - zachichotał, przymykając oczy. - Zjarałem się. Ja… - wyrzucił z siebie, głośniej powietrze wciagając. - Ładnie pachniesz - zauważył, nieprzerwanie trzymając go za dłoń, po której wierzchu rysował kciukiem kółeczka.
Uniósł powoli twarz, nosem przesuwając po podbródku Thallmana i nagle odczuł irracjonalną potrzebę zrobienia czegoś, co nigdy nie przyszłoby mu do głowy w stanie zupełnej trzeźwości - złożył na podbródku mężczyzny delikatny pocałunek.
-Dziękuję, że przyjechałeś. Myślałem, że po raz kolejny mnie wystawisz - powiedział, chichocząc i opierając czoło o jego ramię.

benjamin thallman
Eve
narracja pierwszoosobowa, nierealne sytuacje, postaci do porzygu idealne
25 y/o
Welkom in Canada
184 cm
gitarzysta i wokalista w zespole The P!x3ls
Awatar użytkownika
shooting star, straight through the heart.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowy
czas narracjiprzeszły
postać
autor

hold onto me,
cause i'm little unsteady


''Widzisz? Mówiłem, że ktoś specjalny po mnie będzie.''

Przez moment nie był pewien, czy dobrze usłyszał to, co Kieran właśnie z siebie wyrzucił. Specjalny? Miał wrażenie, że w oczach blondyna był wszystkim - niereformowalnym, nieobliczalnym, ale specjalnym? Cholera, znowu to robił. Mieszał mu w głowie tym swoim zachowaniem, rzucając od niechcenia słowa, które później Benjamin będzie analizował przez następne kilka dni. Zwłaszcza teraz, kiedy wyglądał tak cholernie bezbronnie, niczym owieczka wrzucona na pole pełne wilków. Gdyby nie to, że był na niego wkurwiony, pewnie trochę by się z nim podroczył przez ten komplement. Może nawet wykorzystałby okazję, żeby przypomnieć mu o tym na następnym spotkaniu. Ale teraz? Teraz musiał dowiedzieć się, co on tutaj w ogóle robił i dlaczego odpierdalał taką manianę, zachowując się kompletnie lekkomyślnie. Więc kiedy weszli do pokoju, oparł Kierana plecami o drzwi i wpatrywał się w niego, czekając na jakiekolwiek sensowne wyjaśnienie ze strony Burreau.

Słuchając go, patrzył na niego z coraz większym niedowierzaniem, próbując poskładać do kupy wszystkie informacje, które chłopak wyrzucał z siebie jak jakaś katarynka po zdecydowanie zbyt dużej ilości bimbru XD. Ciasto. Napój. Żelki. No ja pierdolę. - Kieran… - wymamrotał pod nosem, przymykając na moment oczy, bo nie wiedział, czy miał ochotę nim potrząsnąć, czy zostawić go tutaj w tym pokoju, zejść na dół i znaleźć debila, który pozwolił mu wpierdolić to wszystko naraz, a potem osobiście strzelić go w pysk.

Thallman przyjrzał się jego źrenicom, potem przesunął wzrokiem po całej twarzy blondyna, próbując ocenić, w jakim właściwie stanie się znajdował. Nie podobało mu się to ani trochę. Szczególnie że nie brał Kierana za imprezowy gatunek. Już otwierał usta, żeby powiedzieć mu, że zaraz zabiera go stąd do domu, kiedy poczuł dłoń Kierana na swojej. What the...? Palce blondyna przesunęły się po jego skórze, a Benjamin przez moment po prostu się na niego gapił.

''Odpowiedzialność wcale nie jest fajna, a ja chcę być dla ciebie fajny.''

Co? Co on właśnie powiedział? - Burreau… - odezwał się ponownie, ale tym razem jego głos zabrzmiał zdecydowanie mniej stanowczo. Bo holy fucking shit... the fuck?! Jeszcze kilka tygodni temu oddałby naprawdę wiele, żeby usłyszeć z jego ust coś podobnego. Żeby Kieran przyznał, że zależało mu na tym, co Benjamin o nim myślał. A teraz? Teraz Burreau był zjarany tak mocno, że prawdopodobnie następnego dnia nie będzie pamiętał połowy tego, co mówił. Fucking perfect. No dobra. Już miał zabrać rękę, kiedy Kieran złapał ją mocniej i pociągnął w dół. Zaraz potem zachwiał się i wylądował czołem prosto na jego torsie. Benjamin odruchowo objął go drugą ręką w pasie, żeby ten przypadkiem nie poleciał prosto na podłogę. - Woah, spokojnie - mruknął, przytrzymując go przy sobie. - Uważaj, bo nie chcę mieć cię na sumieniu. - Zerknął na niego w dół, kompletnie zbity z tropu. Bo co on miał niby zrobić w momencie, kiedy Kieran praktycznie wisiał na nim całym ciężarem swojego ciała, trzymał go za rękę i jeszcze rysował kciukiem te swoje pieprzone kółeczka?

Przełknął ślinę... nie pomagało też to, że jego własne serce próbowało wyskoczyć z klatki piersiowej. - Tak, uwierzę - parsknął krótko. - Uwierz mi, trudno tego nie zauważyć, Kieran. - Uśmiechnął się do niego, ale tamten oczywiście musiał zaraz rzucić kolejnym komentarzem, skutecznie zbijając go z tropu. Ładnie pachniał? Benji zamrugał. Raz. Drugi. Trzeci. Czwarty. - Okej… - mruknął, a kącik ust drgnął mu mimowolnie. - Dzięki? - No bo co innego miał powiedzieć? Że Kieran też ładnie pachniał? Że podobał mu się ten jego zapach? Że w ogóle mu się cholernie podobał? Ehhh. Przejebane. Ale wtedy Kieran uniósł głowę i benjamin poczuł jego nos przesuwający się po swoim podbródku i całe jego ciało napięło się w jednej sekundzie. Nie zdążył nawet do końca przetworzyć tego, co się działo, kiedy blondyn złożył na jego skórze delikatny pocałunek.

...

Holy. Fuckity fuck. Przez jedną krótką, kurewsko niebezpieczną sekundę Benek zwyczajnie przestał oddychać. Spojrzał na Kierana szeroko otwartymi oczami, czując ciepło dokładnie w miejscu, którego przed chwilą dotknęły jego usta. I prawie się wkurwił. Bo oczywiście musiał to zrobić akurat teraz, kiedy był kompletnie zjarany. - Ty naprawdę jutro będziesz mnie nienawidził - westchnął. Nie odsunął go jednak gwałtownie. Nadal trzymał Kierana w pasie, przede wszystkim dlatego, że chłopak ledwo stał na nogach, ale również dlatego, że... no dobra... nie przeszkadzało mu specjalnie to, że znajdował się tak blisko.

''Myślałem, że po raz kolejny mnie wystawisz.''

Benji przestał się uśmiechać. Oh. No dobra. Przez ostatnie tygodnie skutecznie wmawiał sobie, że te wszystkie odwoływane spotkania nie miały większego znaczenia... że Kieran pewnie wzruszał ramionami, wracał do książek i tej swojej perfekcyjnie poukładanej rzeczywistości, kompletnie się tym nie przejmując. A jednak? Najwyraźniej wcale tak nie było. - hej - odezwał się ciszej. Przesunął dłoń wyżej po jego plecach, trochę pewniej podtrzymując chłopaka, kiedy ten oparł czoło o jego ramię. - Nie wystawiłem cię dzisiaj, co nie? - mruknął. Przez chwilę patrzył gdzieś ponad jego ramieniem, zaciskając szczękę. Mógł powiedzieć więcej. Mógł mu powiedzieć, że go unikał, bo zaczął go zwyczajnie za bardzo lubić. Przejechał dłonią po jego policzku, zatrzymując spojrzenie na tych cholernie niebieskich tęczówkach, a później zupełnie bezwiednie przesunął je niżej, na jego usta. Był w jego objęciach taki drobny. - Kieran… - wyszeptał. Sam nie wiedział, kiedy zaczął się do niego zbliżać. Przechylił delikatnie głowę, czując, jak dzieląca ich odległość zmniejsza się z każdą sekundą… a później zostało już tylko kilka pieprzonych milimetrów... i wtedy... zacisnął mocniej powieki. Kurwa. Mógł to zrobić. Chciał to zrobić. I właśnie dlatego tego nie zrobił. Zatrzymał się tuż przed jego ustami, wypuszczając ciężej powietrze. - Porozmawiamy o tym, kiedy będziesz trzeźwy - powiedział w końcu, odsuwając się od niego odrobinę. - I wtedy możesz mnie opierdolić za wszystkie odwołane spotkania, deal? - Odsunął się tylko na tyle, żeby móc ponownie spojrzeć mu w twarz. To nie był thallman.. On zazwyczaj nie tracił okazji. Jeśli czegoś chciał, po prostu po to sięgał, nie zastanawiając się przesadnie nad konsekwencjami. Ale teraz? Teraz najwyraźniej wychodziło na to, że naprawdę zależało mu na tym chłopaku. Nawet jeżeli wszystko wskazywało na to, że nie było to o d w z a j e m ni o n e.

you are making me feel so confused
24 y/o
DEBIUTUJĄCY SKRYBA
175 cm
student prawa, stażysta Vishwakar, Bradford & Grant Llp
Awatar użytkownika
If you're the devil then I will sell you my soul
Just for a moment to show you that I'm yours
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkishe/her
typ narracjinarracja trzecioosobowa
czas narracjiczas przeszły
postać
autor

Pulls me in enough to keep me guessing,
And maybe I should stop and start confessing


Pojawienie się Benjamina było dla niego miłe, a uczucie to było jedynie potęgowane przez narkotyki i alkohol, które wymieszały się w pokaźnej dawce w jego organizmie. I chociaż były normalnie zgubne, tak Kieran dzięki nim czuł, potrafiąc nazwać niektóre emocje, które szalały w jego szczupłym ciele. Nie hamował się, nie analizował przesadnie, po prostu korzystając tak, jak powinien to robić każdego innego dnia. Nie było zbędnych wniosków, nie było ukrywania się za książkowymi formułkami. Był on i fakt, że cieszył się na widok chłopaka, który przez ostatni czas go unikał, igrając z nim. Rozbudzał nadzieję, że kolejne spotkanie, by ostatecznie nadzieję pogrzebać. To się wcale Burreau nie podobało, chociaż przyznanie tego na głos graniczyło z cudem. Ale teraz? Teraz Benjamin tu był, stojąc naprzeciwko niego w pokoju, w którym nie było nikogo innego. Może częściej powinien pakować się w tak poważne kłopoty? Miałby pewność, że muzyk poświęci mu trochę swojego cennego czasu, być może dochodząc do wniosku, że prawnik wcale nie jest taki nudny.
Ślizgał się wzrokiem po jego twarzy, starając się włożyć w tę czynność całe skupienie. Kto by pomyślał, że patrzenie było takie skomplikowane! A on chciał go widzieć - jego ładne oczy, które zazwyczaj kryły w siebie tak wiele wyzwania. Lekki grymas, który imitował zaczepny uśmieszek. Zmarszczkę na czole, kiedy powiedział coś, czego muzyk nie zrozumiał.

Chciał widzieć jego.

-Wiesz… lubię jak mówisz mi po imieniu. To brzmi tak… fajnie. U innych normalnie, ale u ciebie… mów mi tak częściej - uśmiechnął się szeroko, nieprzerwanie gładząc jego dłoń. Było w tym geście tak wiele rzeczy, które podobały się chłopakowi, że za nic nie miał zamiaru przerywać. Uspokajało to jego oszalałe serce, które biło tak, jakby zaraz miało zawału dostać. Podobnie, jak biło serce Thallmana, które czuł opierając głowę o jego tors, rozkoszując się znajomym zapachem. - Nie chcesz mnie mieć… - powtórzył, jakby jego otumaniony umysł był w stanie wychwycić tylko to. Cóż, aktualnie nie można było wiele od niego wymagać, skoro znalazł się w sytuacji, która była dla niego czystą nowością. - A może ja bym chciał… żebyś mnie miał? - stwierdził, śmiejąc się przy tym cicho. niemal każde wypowiadane słowo brzmiało dla niego zabawnie. Zresztą aktualnie nie był w stanie wykazać się powagą i nawet nie chciał. Chciał, żeby Benjamin zobaczył w nim kogoś rozrywkowego, a czym można było być bardziej?
-I co? jestem teraz lepszy? Bo ja się czuję fajnie. Benjamin… powinieneś spróbować - powiedział, unosząc głowę i na niego spoglądając. W głowie zrodziła się myśl, że powinni się obaj zjarać. Zaraz jednak ponownie przyłożył głowę do jego ciała. - Wooo, twoje serce tak mocno bije - stwierdził, wsłuchując się w nie. Było kojącą melodią, kołysanką, przy której mógłby zasnąć. Z tym, że teraz to jednak wolałby nie spać, ostatecznie stał, a to groziłoby katastrofą.
-Jutro… niczego pewnie nie będę pamiętać - zachichotał pod nosem, kiwając głową na boki, oparty czołem o jego ciało. Odczuwał irracjonalną potrzebę poruszania się. - Ale ciebie się nie da znienawidzić. I to jest problem, wiesz? Bo jakbym cię nienawidził to by mi się nie niepodobało, że nie chcesz się ze mną widzieć - westchnął, spoglądając na niego, by zaraz zrobić coś zupełnie głupiego i dziwnego - palcem dłoni, którą nie trzymał tej Benjamina, nacisnął delikatnie jego policzek. Był taki mięciutki! - A tak nie wiem co mam myśleć - dodał, całą ręką przesuwając po skórze jego twarzy, opuszczając zaraz dłoń. Zmęczył się.
-Bo się zjarałem. Przyjechałbyś, gdybym nie był naćpany, czy muszę to robić częściej, żeby cię widzieć? W ogóle, uwierzysz? Po raz pierwszy jestem tak urządzony - prychnął pod nosem. Może lepiej, że jutro niewiele będzie z tego pamiętał, bo kac moralny dałby mu się ostro we znaki.
Przymknął oczy, kiedy dłoń Benjamina musnęła jego policzek. O, to było bardzo przyjemne. Mógłby nie przestawać. Uchylił powieki, z uśmiechem patrząc w oczy chłopaka.
-Och - wyrwało się z jego ust ciche westchnienie, kiedy twarz muzyka zaczęła się do niego zbliżyć. Zmrużył powieki, nie poruszając się nawet troszeczkę. Coś mówiło mu tam w środku, że to naprawdę ważna chwila. To samo coś krzyknęło poirytowane, kiedy Thallman się odsunął. - Niewiele brakowało - uśmiechnął się ponownie, nieznacznie bujając na boki. Uniósł rękę, palcem wskazującym dotykając ust Benjamina i lekko przesuwając nim po wargach. Patrzył na to niemal oczarowany. - Miękkie - stwierdził, tym samym palcem zaraz dotykając własnych ust. - Moje są twardsze. Ale twoje… całowały znacznie więcej - oznajmił, jakby to wszystko wyjaśniało. - Tylko nie mnie - wzruszył ramionami, szybko zapominając, że podobne stwierdzenie w ogóle od niego wyszło.
-Jak będę trzeźwy ty będziesz zajęty - rzucił, prostując się. Puścił dłoń Benjamina, chwiejnie go mijając. - Co to w ogóle za pokój? Włamaliśmy się komuś do sypialni? - zachichotał, podchodząc do szafki nocnej znajdującej się przy sporej wielkości łóżku. Otworzył szufladę, grzebiąc w niej przez chwilę. Na co komu prywatność, jeśli było się w stanie niekontrolowanym? Wyjął z niej niewielki woreczek, pokazując go z zadowoleniem Benjaminowi. - To samo jadłem! Też chcesz? - spytał i wyciągnął z opakowania jednego sporego żelka, przyglądając mu się przez chwilę. Takie małe, a dawało takie rozluźnienie. - Możemy wciąć jedną na pół, bo ja już trochę jestem porobiony - stwierdził, zadowolony ze swojego pomysłu. Miał nadzieję, że właściciel dobytku nie będzie miał niczego przeciwko.

my private hero
Eve
narracja pierwszoosobowa, nierealne sytuacje, postaci do porzygu idealne
25 y/o
Welkom in Canada
184 cm
gitarzysta i wokalista w zespole The P!x3ls
Awatar użytkownika
shooting star, straight through the heart.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowy
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Nie rozumiał siebie. Nie potrafił pojąć, dlaczego właśnie tutaj stał, wpatrując się w roześmianą twarz Kierana, czując… no właśnie. Czując. Nieprzyjemny ścisk w żołądku, przyspieszone bicie serca, zapach perfum chłopaka, który wypełniał jego nozdrza, klatkę piersiową z każdą boleśnie mijającą sekundą. Starał się. Tak bardzo starał się wyprzeć z głowy jakiekolwiek myśli związane z Burreau, z tym, że zaczął lubić go bardziej, niż powinien, ale teraz? Te rzeczy, które do niego mówił. Sposób, w jaki wymawiał słowa, tak, jakby blondas faktycznie go lubił, tylko nie chciał się sam przed sobą do tego przyznać?

Mieszał mu w głowie.

Nie pierwszy raz. Po raz kolejny. Denerwowało go to. Miał ochotę go opierdolić za to, że w tak jawny sposób bawił się jego sercem, ale to nie była pora. Nie wtedy, gdy poprosił go o pomoc. Cholera. Zależało mu na nim. - Dobrze, Kieran, postaram się mówić tak częściej - odwzajemnił jego uśmiech, a po chwili westchnął głęboko, szepcząc, - Chcę.- Tak bardzo cię chcę, Kieran, ale ty mnie nie chcesz. To chciał dopowiedzieć, ale tego nie zrobił. Fuck. Jego kolejne słowa przeraziły go, tak, jakby faktycznie przeczytał mu w myślach i dopowiedział dokładnie to, co Benjamin tak bardzo chciał usłyszeć. Tylko skąd miał mieć pewność, że mówił prawdę? Że na pewno tak czuł? W końcu był zjarany i ledwo trzymał się na nogach, gdyby nie Thallman. Kurwa, czemu zawsze jemu przytrafiały się takie rzeczy? - Uspokój się, Burr… Kieran - poprawił się szybko. - Jesteś fajny i lubię cię bez tego - dopowiedział. - Wiesz, że tak naprawdę aż tak często nie palę zioła, nie? Nie pozwala mi się skupić na pisaniu piosenek - parsknął pod nosem, przejeżdżając dłonią po plecach chłopaka, gdy ten przyłożył głowę do jego klatki piersiowej.

''Wooo, twoje serce tak mocno bije.''

- Przez ciebie - dodał ciszej. - Wyprowadzasz mnie z równowagi. - Zaśmiał się pod nosem, a po chwili tylko przewrócił oczami, bo fakt faktem zdawał sobie sprawę, że Kieran pewnie nie będzie niczego pamiętał. I to chyba w tym wszystkim irytowało go najbardziej. Spojrzał w dół na twarz chłopaka, mrużąc przy tym brwi, gdy poczuł palec Kierana na swoim policzku i musiał się naprawdę postarać, żeby nie wybuchnąć śmiechem. Był p r z e u r o c z y. I jeszcze nigdy wcześniej aż tak go nie dotykał. Może to była podświadomość Burreau i faktycznie robił to, czego nie był w stanie zrobić na trzeźwo? - Chcę się z tobą widzieć, ale wiem, że nie powinniśmy, Kieran - dodał z poważniejszym wyrazem twarzy. Nie powinni, bo za każdym razem, kiedy spędzał w jego towarzystwie dłuższą chwilę, jego uczucia do niego rosły. Uczucia, które nigdy nie powinny mieć prawa bytu.

Jezu, a ten swoje. Westchnął głośno. - Przyjechałbym, ale zrozum, że bawisz się mną, Burreau. Robisz mi mętlik w głowie. Nie umiem być tylko twoim kolegą. - Przejechał dłonią po jego policzku, nachylając się powoli w kierunku ust Kierana, żeby pokazać mu, co wtedy chciałby robić. Eh. Ale kurwa, nie mógł. Musiał przestać, co nie? Nie pocałował go, choć przez moment miał wrażenie, że zaraz Kieran się na niego wydrze. Po części miał nawet taką nadzieję. Zamiast tego poczuł jednak jego palce na swoich ustach. Poszerzył oczy, patrząc na niego w szoku. - Mhm - uśmiechnął się delikatnie. - A chciałbyś, żeby pocałowały też ciebie?- Kurwa, Thallman, opanuj się. Skrzywił się przez moment, a gdy Burreau oswobodził dłoń z jego uścisku, poczuł nagle pustkę. Przejechał dłonią po twarzy, a następnie po włosach, starając się jakoś opanować. Już nie dawał rady. Thallman brał to, czego chciał, a chciał jego. - Nie będę zajęty, Burreau - mruknął niezadowolony, zanim odwrócił się twarzą w kierunku chłopaka. - Na to wygląda. - Rozejrzał się po pokoju, a po chwili, widząc opakowanie i tego ogromnego żelka, parsknął śmiechem. Przez moment naprawdę chciał wykluczyć sobie wszystko z głowy. Ale z drugiej strony… może jak sam trochę wyluzuje, to jednak przestanie się tak bardzo opierać?

Uśmiechnął się szeroko, podchodząc do Kierana, wyjął żelka z jego ręki i wsadził go całego sobie do buzi. - MOJE - rzucił z pełną buzią, szczerząc się i żując żelka. Po chwili chwycił Kierana za reke, podszedł do okna i po kilku namowach, a także zapewnieniu mu porządnej asekuracji, udało mu się przekonać go do wspięcia się na dach. Po jakichś trzydziestu minutach leżeli sobie pod gołym niebem. Benek wysunął dłoń ku górze, która wydawała mu się trochę rozmazana. Rozsunął palce i patrzył przez nie na gwiazdy. - Kieran, spójrz, te gwiazdy są takie malutkie - parsknął pod nosem. Zanim obrócił się na bok, wysunął palec i dotknął nim jednego pieprzyka na twarzy chłopaka. Potem drugiego. - Podobają mi się - mruknął, uśmiechając się ze zmrużonymi oczami. - Są jak gwiazdki. - Przysunął się do niego i nachylił nad nim, obejmując jego twarz dłońmi z dwóch stron. Uważnie zaczął liczyć jego znaki piękna. - Jeden… drugi… trzeci… czwarty… - Z każdym kolejnym coraz częściej zerkał na usta blondyna, zbliżając się do nich odrobinę bardziej - Pytałeś, dlaczego nie chciałem się z tobą widzieć? - mruknął cicho prosto w jego usta. - Bo za każdym razem walczę z tym, żeby cię nie pocałować.

i wish you could be my star
24 y/o
DEBIUTUJĄCY SKRYBA
175 cm
student prawa, stażysta Vishwakar, Bradford & Grant Llp
Awatar użytkownika
If you're the devil then I will sell you my soul
Just for a moment to show you that I'm yours
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkishe/her
typ narracjinarracja trzecioosobowa
czas narracjiczas przeszły
postać
autor

We'll play hide and seek to turn this around
And all I want is the taste that your lips allow


Uniósł głowę po raz kolejny, patrząc na niego spod lekko zmęczonych, przymrużonych powiek. Wysilał umysł, chcąc zarejestrować każde wypowiadane przez niego słowo, racząc się jego głosem. Był ładny, wiedział to od dawna; od chwili, w której po raz pierwszy się do niego odezwał w uczelnianej auli. Pamiętał to doskonale, chociaż teraz jego własne reakcje wydawały mu się przesadzone i takie sztywne. W ogóle był sztywny, rozluźniając się tylko pod wpływem środków odurzających. Czy to nie było dziwne? Jakby nie potrafił inaczej, co za głupota! A przecież chciał jedynie być na tyle fajny, żeby Benjamin nie potrzebował wymówek, byleby tylko odwołać ich spotkanie. To przecież tak niewiele, prawda?

No, I just wanna hold ya


-Ale… po nazwisku też możesz. Wtedy to brzmi tak jakbyś… chciał się zwracać tylko do mnie - powiedział i pomachał mu przed nosem palcem wskazującym, samemu wodząc za nim wzrokiem. - Ogólnie do mnie mów i nie przestawaj, co? Lubię cię słuchać, chociaż czasami mnie wkurzasz. Ale tylko troszeczkę, o tak… ociupinkę - powiedział i zbliżył do siebie kciuk oraz palec wskazujący chcąc zademonstrować mu miarkę, śmiejąc się przy tym. To nie było tak dużo!
Oparł podbródek o jego tors, spoglądając na niego z tej mało wygodnej pozycji. Teraz nie miało to większego znaczenia, dopiero jutro ciało kierana miało się zmagać z konsekwencjami wszystkiego, czemu je poddawał.
-Nieprawda. Bo jakbyś chciał… to byś miał. Bo ty… ty jesteś na tyle fajny i na tyle pewny siebie, że masz wszystko czego chcesz - westchnął. Zmęczyło go to mówienie na tyle, że ponownie to czoło znalazło się na klatce chłopaka. Zachciało mu się spać, ale nie chciał też tracić okazji porozmawiania z Thallmanem. Bo co, jeśli taka okazja długo się nie powtórzy? Jeśli chodziło o muyzka niczego nie mógł być pewien. Był bardzo skomplikowany, chociaż teraz Kieran nie chciał się a tej skomplikowaności skupiać, bo był na to zbyt mało logiczny i trzeźwy. - Napisz coś dla mnie - mruknął, lekko się uśmiechając.
Chociaż alkohol i narkotyki usilnie krążyły w jego żyłach zmieniając Kierana w kogoś, kim nie był na co dzień, pozwalając mu wypowiadać słowa, które w normalnych okolicznościach nigdy nie spotkałyby się z rzeczywistością, tak wiedział jedno i nie potrzebował do tego trzeźwości - opieranie głowy o tors Benjamina i słuchanie bicia jego serca było odprężające i dziwnie uspokajające, tworząc melodię, którą mógłby się raczyć każdego dnia. Nie chciał się od niego odsuwać nie tylko dlatego, że ledwo sam na nogach stał, zataczając się niebezpiecznie, ilekroć tracił podporę. Było mu po prostu za dobrze i nie widział powodu, dla którego miałby sobie odbierać odrobiny przyjemności, święcie przekonany, że kiedy tylko wytrzeźwieje, zapewne wymazując z pamięci większość dzisiejszych zdarzeń, walcząc z kacem zarówno alkoholowym jak i moralnym, Benjamin już nie będzie dla niego tak, jak był teraz.
-Wyprowadzamy się z niej wzajemnie, śmieszne. Ale moje serce też bije tak szybko! Sprawdź, Benjamin - rzucił cicho i złapał chłopaka za dłoń, by zaraz przytknąć ją do swojej klatki piersiowej. Waliło jak oszalałe, a skoro kieran je czuł, chłopak też musiał. - A co jest złego w tym, że się widzimy? Nie podoba mi się stwierdzenie… że nie powinniśmy. No bo… jeśli chcesz, to ja nie rozumiem czemu jednak tego nie robisz - powiedział, marszcząc lekko nos. nielogiczne, nawet w stanie upojenia. Już pomijając, że Kieran sam we własnych słowach się mieszał szybko zapominając, co w ogóle chciał powiedzieć. - Nie bawię… nie jesteś zabawką, chociaż byłbyś bardzo ładną. Jakbyś był misiem, kupowałbym ci ubranka - zaśmiał się na wyobrażenie chłopaka w takim ładnym kapelusiku. I z futerkiem, które mógłby czesać. Absurdalne, ale fajne. - A kim jeszcze chciałbyś być? Możesz być każdym! Jesteś Benjamin Thallman. Jesteś super fantastycznym kolegą i ja…. nigdy takiego nie miałem. Jesteś lepszy od Ethana - pokiwał głową, co jedynie sprawiło, że na moment zrobiło mu się niedobrze. Mało przyjemne uczucie, którego nie polecał nikomu zwłaszcza, że świat zaczął mu wirować przed oczami.
-Myślę, że… ciebie wcale nie interesuje czego bym chciał. Ale wcale nie lubię myśli, że inni mieli a ja nie. Może kiedyś - wzruszył ramionami, skupiając się zaraz na pomieszczeniu, w którym stali. Łóżko wydawało się takie wygodne, że walczył z sobą by na nie nie opaść. Zapraszało go, a zmęczenie doskwierało mu coraz bardziej. Obstawiał, że gdyby nie żelek i chwilowa irytacja, która się pojawiła w momencie, kiedy Benjamin wyrwał mu zdobycz, zasnąłby tutaj z miejsca.
-Eeejjjjj, miałeś się dzielić - zmarszczył nos, chcąc wyglądać groźnie, ze skutkiem zapewne wątpliwym. Dał się przy tym poprowadzić na dach, omal się z niego nie ześlizgując. Z ulga przyjął fakt, że moli się połozyć, co też zaraz uczynił cicho wzdychając. Chwila ulgi, bo stanie było wyjątkowo męczące. Przymknął na chwilę oczy, zaraz jednak ponownie je otwierając, kiedy usłyszał głos Benjamina, tab blisko siebie.
-Guziczki - zaśmiał się, kiedy dotknął jego pieprzyków. Chociaż nigdy nie zwracał na nie uwagi, teraz będzie je lubił, skoro podobały się Benjaminowi. Poczuł przyjemne ciepło, kiedy chłopak się nad nim nachylił. Widok jego twarzy z tak bliska był znacznie ładniejszy, niż widok gwiazd, które się nad nimi rozpościerały. Uniósł dłoń dotykając włosów Benjamina, w które zaraz wsunął palce, czując przyjemna miękkość.
-Nie rozumiem tego no bo… przy innych też tak walczysz? Czemu ja nie mogę być jak inni? To mało sprawiedliwe… - powiedział, okręcając sobie pasemko włosów chłopaka wokół palca. - Wiesz Benjamin… będziesz musiał mi to wszystko kiedyś przypomnieć, ale jak będę trzeźwy bo teraz… jestem totalnie spizgany - zaśmiał się cicho, chłonąc jego bliskość. - Ale zabawne słowo… spizgany - ostatni wyraz wypowiedział szeptem, chwilę później unosząc lekko głowę i całkowicie niwelując jakikolwiek dystans pomiędzy ich ustami, dociskając swoje wargi do jego.

I regret that my memory is so bad now
Eve
narracja pierwszoosobowa, nierealne sytuacje, postaci do porzygu idealne
25 y/o
Welkom in Canada
184 cm
gitarzysta i wokalista w zespole The P!x3ls
Awatar użytkownika
shooting star, straight through the heart.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowy
czas narracjiprzeszły
postać
autor

trust me, I'm not falling
no supersonic heartbeats in the morning


Cholera, nie potrafił opanować tego uczucia ciepła, które przeplatało się przez jego serce aż do lędźwi. Nie czuł czegoś takiego od bardzo długiego czasu. Nie należał do osób, które szybko wchodziły w poważne związki. Zazwyczaj lubił się po prostu zabawić, mieć tę możliwość, żeby zaszaleć, bez potrzeby tłumaczenia się drugiej osobie, co tak naprawdę robił, ale z Kieranem? Było inaczej. Czuł potrzebę przynależności do niego i pomimo tego, że chłopak przecież nawet nie był nim zainteresowany, to Benjamin czuł wobec niego pewnego rodzaju lojalność. Jezu, no nie dawał sobie rady z tymi uczuciami.

Uśmiechnął się, unosząc delikatnie kącik ust, gdy usłyszał Kierana. - Myślałem, że denerwuje cię, jak nazywam cię Burreau - mruknął cwaniacko, specjalnie dając mu to, czego po części z pewnością zapragnął. - lubisz mnie słuchać? - zapytał rozbawiony, jednak po części jego słowa zakuły go delikatnie, przypominając mu, że przecież niedługo nawet i jemu nie będzie to zbytnio dane. - Dobrze, będę do ciebie mówił, pod warunkiem, że obiecasz mi nagrywać głosówki przed snem, Burreau - spojrzał na niego całkiem poważnie. - Jak o tej obietnicy zapomnisz jutro, to ci przypomnę. Albo… - Wyciągnął telefon i nacisnął nagrywanie. - Potwierdź, że się zgadzasz, żebym miał dowód dla jutrzejszego Kierana - uśmiechnął się szeroko. Nie no, Benek to był kurwa agent XD.

Podobał mu się jego głos, ton jego śmiechu. To, w jaki sposób teraz się zachowywał. I choć zdawał sobie sprawę, że wszystko działo się pod wpływem tego, co Kieran wziął wcześniej, to w jakimś sensie było w tym jego zachowaniu bardzo dużo beztroski, która go rozczulała. - Wyglądam równie przystojnie z tego kąta? - parsknął śmiechem, gdy blondyn zerkał na niego z dołu, opierając podbródek o jego klatkę piersiową. W dalszym ciągu jego dłonie delikatnie obejmowały Kierana na plecach, starając się pilnować granic, a na słowa, że miał wszystko, czego chciał, spojrzał na niego, mrużąc oczy. - Kieran, nie wiesz tak dużo rzeczy o mnie - westchnął głośno, zanim dodał ciszej, - Nie mam wszystkiego, czego chcę. - Był zmęczony. No bo wiedział, że nie mógł mu tak po prostu powiedzieć, że chciał właśnie jego. Nie chciał, żeby Kieran pomyślał, że mówił to tylko dlatego, że tamten był pod wpływem. Na szczęście głupkowaty humorek blondaska rozluźnił atmosferę, a Benek parsknął śmiechem na jego prośbę. A raczej polecenie. - Napisać coś dla ciebie? - przysunął palce do podbródka, udając, że naprawdę się nad tym zastanawia, zanim spojrzał prosto w jego niebieskie tęczówki. - No nie wiem, nie wiem, Burreau. Piszę piosenki o niesprawiedliwości, o miłości albo o bolesnych zerwaniach. Nie wiem, czy plasujesz się w którejś z tych kategorii. - Uśmiechnął się do niego, drocząc się z nim, chociaż od razu po części wiedział, że gdyby miał pisać piosenkę o Burreau, to byłaby ona o niespełnionej miłości. O osobach z dwóch różnych światów, którym nie było dane zaznać spokoju.

don't trust me,
I might fall in

Trzymanie go w swoich ramionach było czymś cholernie kojącym. Podobało mu się to, jak Kieran się o niego opierał, chociaż wmawiał sobie, że tak naprawdę to się w niego wtulał. Wolał w tamtym momencie żyć właśnie z taką myślą. - Bije tak szybko? - powtórzył za chłopakiem, unosząc brew. Po chwili, lekko zbity z tropu, spojrzał na swoją dłoń, którą Kieran już zdążył chwycić i przybliżyć do swojej klatki piersiowej. Przymknął oczy, próbując wyczuć bicie jego serca, które faktycznie było szybkie. too fast. - Nie zrozumiesz tego wszystkiego, będąc w takim stanie, Burreau - prychnął, odsuwając swoją dłoń od jego klatki piersiowej. - Jak wytrzeźwiejesz, to może ci powiem. Teraz skończmy już ten temat, dobrze? - Westchnął, przejeżdżając dłonią po swoich włosach, starając się jakoś ukoić myśli.

Wybuchnął śmiechem, kręcąc głową z niedowierzaniem, gdy usłyszał porównanie do misia, jednak po chwili zrzedła mu mina, gdy Kieran wspomniał, że był dla niego tylko kolegą. - Kieran, nie porównuj mnie do żadnych Ethanów, dobra? - fuknął pod nosem. No kurwa, weź jeszcze bardziej skop leżącego, co? Nie no, on serio się nim bawił, chociaż sam sobie temu zaprzeczał. Teraz nagle mówił, że może kiedyś chciałby mieć jego usta? What in the actual fuck. Goddammit. Nic już nie powiedział na ten temat. Zamiast tego zdecydował się zgarnąć tego ogromniastego żelka i wsunąć go sobie do buzi, żeby chociaż trochę wyluzować.

Leżąc na dachu po tym, jak jakimś cudem udało mu się wcisnąć na niego Kierana, uśmiechał się pod nosem, czując, jak jego ciało nareszcie się relaksowało. Było takie wiotkie i cud, miód i syropik klonowy jeziorkiem Ontario płynący. Meow. - Słodkie guziczki - odparł z uśmiechem, gdy dotykał palcem pieprzyków na jego twarzy. I wtedy już wiedział, że nie będzie umiał się opanować. Nachylił się nad chłopakiem, wpatrując się w jego twarz, a gdy Kieran wsunął palce w jego włosy, poczuł, jak serce zaczęło mu przyspieszać i walić jak oszalałe. - Nie chcę, żebyś był jak inni, Burreau - powiedział cicho, nie odrywając wzroku od jego twarzy, zanim parsknął pod nosem. - Tylko troszkę spizgany. - Zaśmiał się, ale po chwili spoważniał, widząc, jak twarz Kierana przybliżała się do jego. Przymknął oczy, gdy poczuł jego usta na swoich. Automatycznie poprawił się, wysuwając dłoń za jego głowę i wsuwając palce w jego włosy. Odwzajemnił pocałunek, ale spokojnie. Powoli. Muskając raz po raz jego usta. Nie pogłębił go jednak językiem, bo nie był pewien, czy Burreau czułby się z tym komfortowo. Nie teraz, a przede wszystkim nie w tym stanie... Więc po prostu cieszył się tym momentem, w którym chociaż przez chwilę miał wrażenie, jakby chłopak naprawdę go p r a g n ą ł. Pocałował go jeszcze jeden raz, krótko i ostrożnie, zanim opadł na plecy obok niego. Odszukał dłonią jego dłoń i splótł ich palce, wpatrując się przez chwilę w niebo. - Jesteś gotowy wrócić do domu? - zapytał w końcu. Trochę się bał, że jak Kieran zorientuje się, co właśnie zrobili, to zaraz dostanie jakiegoś ataku encyklopedii albo kodeksu karnego, wykrzykując mu, dlaczego nie powinni się całować. A tym bardziej na wysokości... na tym pieprzonym dachu. Welp.

i think im falling for you
ODPOWIEDZ

Wróć do „⋆ Po Kanadzie”