39 y/o
Mark your calendar for Canada Day
190 cm
Detektyw IGGTF Toronto Police Service
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkimęskie
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

Ich pożegnanie było... Długie i bardzo namiętne. Chociaż spędzili zdecydowanie więcej czasu po prostu siedząc na tym leżaku, na werandzie, a w końcu również w salonie po prostu przy kominku. Normalnie pewnie byłoby o wiele więcej seksu, ale nawet oni potrafili trochę dorosnąć i nauczyli się cieszyć swoim towarzystwem również na inne sposoby. Co nie znaczyło, że czas był po ich stronie. Nie był. Te kilkanaście godzin, które jeszcze ze sobą mieli minęły im zdecydowanie zbyt szybko. Mieli nawet konwersację o tym jak by to było gdyby wyjechali, uciekli, lecz Arvel wiedział, że w końcu przyszła pora zmierzyć się z tym, co dla nich zrobił. Nie chciał by musieli oglądać się przez ramię do końca swojego życia.
Dlatego, tak jak uzgodnił ze swoimi kolegami, oddał się w ich ręce tuż po południu następnego dnia. Dowiedział się, co na niego mieli. Doskonale wiedział jak będą wyglądać ich następne kroki. Nie musieli mu tego tłumaczyć. Odwieźli go do tymczasowego aresztu, przesłuchali kilka razy. Dali mu się nawet przespać w osobnej celi, która miała być dla niego bezpieczna. Rzeczywiście była. Miała to być jego ostatnia bezpieczna noc przez następne kilka tygodni.
Nie obyło się bez postawienia mu zarzutów. Tylko w ten sposób mogli go zatrzymać na dłużej oraz tylko w ten sposób mogli go z tych zarzutów później oczyścić. Miał szczęście mieć jeszcze kilku przyjaciół w policji. Żaden z nich co prawda nie mógł wziąć tej sprawy, aczkolwiek mogli postarać się by detektywom, którym została przydzielona, nie szło za łatwo. Nie rzucali wyraźnych kłód pod nogi, lecz dopilnowali by pewni świadkowie nie złożyli swoich zeznań. Czasami coś zostało przeoczone.
To wszystko jednak trwało. Jak to w przypadku wymiaru sprawiedliwości bywa, nie były to godziny, ani dni. Były to tygodnie, kiedy Arvel musiał sobie jakoś radzić wśród facetów, którzy tutaj już nie byli do niego tak przyjaźnie nastawieni, gdy jeszcze musieli się z nim użerać na wolności. Zaczynało się niewinnie, ale wszystko powoli eskalowało.
Starał się być otwarty dla Darcy, lecz gdy sprawy zaczęły zachodzić za daleko, a on nie mógł już ukrywać kolejnych obrażeń, po prostu poprosił znajomych żeby wymyślili jakąś bajkę o tym, że przez jakiś czas nie będzie mogła go widywać. Spodziewał się, że w końcu to przejrzy, ale nie chciał by się za to wszystko obwiniała, a wiedział jak działa jej głowa.
Niedługo po tym dał się w końcu przyłapać w nieodpowiednim miejscu, w nieodpowiednim czasie. Poza więzieniem mógł wydawać się nieśmiertelny, ale taki nie był. Nawet on nie miał szans z kilkoma rosłymi chłopami uposażonymi w prowizoryczne kosy. Zrobił, co mógł żeby się obronić, czyli nie dużo. Miał dużo szczęścia w tym, że znalazł ich jeden ze strażników. Tylko to pewnie uratowało mu życie. Wylądował w szpitalu, w stanie krytycznym. Nie mogli go połatać w więzieniu. Darcy nie mogła go zobaczyć. Nie dowiedziała się nawet o niczym przez kilka dni. Skąd to wiedział? Od kolegów, którzy czekali na niego krótko po wybudzeniu. By oznajmić mu przy okazji, że z powodu braku dowodów zarzuty zostają oddalone. To była ta jedna dobra wiadomość. Gorsza była ta, że musiał się teraz zmierzyć z tym jak zareaguje na to wszystko jego dziewczyna. To o wiele mocniej leżało mu na wątrobie.
Stąd ciężko było mu zasnąć. Odpocząć. Cały czas czekał aż przejdzie przez próg jego pokoju. Leki jednak wzięły nad nim górę. W końcu właściwie stracił przytomność. Kiedy znów się obudził czuł coś w swojej dłoni. Powoli ją zacisnął, otworzył oczy i po prostu delikatnie się uśmiechnął.
- Dzień dobry kochanie, tęskniłaś? - mruknął jeszcze trochę pod wpływem leków kilka razy mrugając - Wstałbym, ale tak mnie nafaszerowali... - prychnął przewracając oczami.

Darcy Bowman
34 y/o
DARCY
171 cm
właścicielka The Fifth Social Club
Awatar użytkownika
And I bet you think about me...
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3os.
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Ostatnich kilka tygodni wcale nie było łatwe. Nagle uświadomiły jej, że ma dużo więcej uczuć i emocji niż podejrzewała, że wcale nie jest taka silna jak jej się wydawało. A przede wszystkim – nie jest wcale taka niezależna. Silna i niezależna, ta… tak długo jak musisz, jak nie pozwolisz sobie opuścić gardy, nie spotkasz kogoś przy kim czujesz się bezpiecznie i już nie musisz. I naprawdę jest ciężko, gdy się to wszystko rozsypie.
Na słabość jednak pozwalała sobie tylko i wyłącznie za zamkniętymi drzwiami własnego domu. Poza nim? Gdy ktokolwiek na nią patrzył? Jak zawsze… była pieprzoną królową lodu. Nie dała się złamać, chociaż wielokrotnie próbowano. Nie była przesłuchiwana raz, czy dwa… spędziła w pokoju przesłuchań długie godziny, ale to nie było jej pierwsze rodeo – nikt nie usłyszał od niej więcej niż to, co ustaliła z Arvelem. Nic nie widziała, nic nie słyszała, nie miała z tym nic wspólnego. Jej prawnik zresztą też nie był pierwszą lepszą osobą z łapanki – nie zadawał jej dużo pytań, ale jednocześnie nie pozwolił zrobić jej jakiejkolwiek krzywdy. Szkoda, że tego samego nie dało się zrobić z Cadwaladerem.
Nie była aż tak głupia jak próbowano jej wmówić i wiedziała, że cisza z jego strony oznacza kłopoty. Jego przyjaciele z policji mieli z nią naprawdę ciężki los, bo była uparta… była strasznie uparta i nie zadowalały jej strzępki informacji albo bajki wyssane z palca. Musiała wiedzieć i pewnie wiedziała… prawdopodobnie była bardziej doinformowana niż Arvel zdawał sobie sprawę, bo inaczej naprawdę trudno było z nią wytrzymać.
Dlatego o jego pobycie w szpitalu też się dowiedziała. Jak mogłaby nie? Czy ją to przeraziło? Oczywiście. W głowie miała same najgorsze scenariusze, więc kiedy wreszcie pozwolono jej wejść do jego sali i zobaczyła go nieprzytomnego… trochę zrobiło jej się słabo. Jednocześnie miała świadomość, że przynajmniej żył, więc nie było tego złego. Zajęła miejsce w fotelu obok i na boga… nigdy nie przypuszczała, że będzie dziewczyną, która godzinami siedzi przy szpitalnym łóżku czekając aż ktoś się obudzi. A siedziała.
I drgnęła dopiero, gdy poczuła lekki uścisk na swojej dłoni. Podniosła głowę, spojrzała na Arvela i nie mogła się uśmiechać.
- Część śpiąca królewno – rzuciła cicho, przysuwając się trochę bliżej i wbijając uważne spojrzenie w jego twarz, jakby musiała się upewnić, że to on, że wszystko jest w porządku. Nawet jeśli teraz to on nie wyglądał najlepiej! – Masz szczęście, że nie możesz wstać. Bo słowo honoru, że nie ręczę za siebie… za te wszystkie kłamstwa? Tajemnice? – i tak pacnęła go w ramię, żeby wiedział, że wcale nie żartowała i wiedziała… nawet jeśli teraz obchodziła się z nim delikatnie! – Dobrze, że nie próbowałeś jeszcze ze mną zerwać na odległość, bo wtedy naprawdę zginałbyś marnie. – czyli nie próbował zrobić tego, co próbowała ona… zdawała sobie z tego sprawę i chyba właśnie dlatego o tym wspomniała. Może tak dla odrobiny rozładowania atmosfery? A już na pewno jej emocji – Jak się czujesz? Zawołam lekarza, co? – bardzo szybko jednak zmieniła ton… i to na ten prawdziwy. Ten przez który przemawiała troska i ulga.

Arvel Cadwalader
darsi
nie lubię postów o niczym i braku obustronnego pchania fabuły do przodu, a tak to się dogadamy
39 y/o
Mark your calendar for Canada Day
190 cm
Detektyw IGGTF Toronto Police Service
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkimęskie
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

Będąc w tylu strzelaninach, akcjach pod przykrywką i innych niebezpiecznych sytuacjach w swoim życiu nie sądził, że to, co będzie go kiedyś stresować to to jak wytłumaczy się przed swoją dziewczyną. Zawsze chętnie i bez litości nabijał się z tych wszystkich znajomych, którzy bali się wrócić do domu utożsamiając wszystkie stereotypy na temat małżeństwa, a teraz patrzcie państwo. Arvel Cadwalader, mężczyzna z krwi i kości. Uosobienie testosteronu i popędu seksualnego. Leżąc w szpitalu nie przejmował się tym, czy uda mu się w całości wyjść na prostą tylko co powie pewna drobna, acz bardzo seksowna była striptizerka. Nie sądził, że kiedyś znajdzie się dokładnie w takim miejscu. Tego na pewno nie było w jego życiowym bingo.
- Cholera, a prosiłem dziewczyny - żadnego makeupu. - uśmiechnął się nawet cicho się śmiejąc, lecz zaraz rozbolały go żebra oraz szwy, więc na jego twarz wstąpił grymas bólu - Hej, hej... Agresję wyładowujemy tylko w łóżku, taka była umowa. - mruknął udając oburzonego gdy pacnęła go w ramię.
To było chyba jedyne miejsce, które w tym momencie go nie bolało. Świadomość powracała falami, a cała morfina oraz inne przeciwbólowe na których był zaczynały chyba powoli odpuszczać ponieważ stawał się coraz bardziej świadom swoich obrażeń. Mrowienie we wszystkich częściach ciała mówiło o tym, że przynajmniej wszystkie je miał. To już był spory sukces. Lekarze używali serii groźnie brzmiących słów by zakomunikować mu co było z nim nie tak. Nie dopytywał. Nie miał wtedy siły. Wiedział jedynie, że było ich kilka? Kilkanaście? Niektóre brzmiały poważnie, ale czy go to kiedykolwiek powstrzymało? Nigdy.
- Kłamstwa sobie wypraszam, nie okłamałem cię ani razu. - żachnął się bo tego nie mogła mu zarzucić, to robili jego koledzy, nawet jeśli na jego zlecenie.
Jego ręce były w tym temacie całkowicie czyste.
- Tajemnice... Ach... Chyba nie pamiętam... Ostatnie dni to jakieś urywki... - odgrywał naprawdę swoją życiową rolę bezbronnego pacjenta po przejściach tylko badawczo spoglądając czy to na nią działa.
- Z tego, co pamiętam to już twoja działka. - perfekcyjnie wymierzona riposta.
To jak na nią spojrzał miało dać do zrozumienia, że wybaczył, ale nie zapomniał. Wiedział jaka była sytuacja, ale będzie musiała mu jeszcze to trochę odpokutować.
- Jakby wpadły na mnie cztery, włochate, łyse ciężarówki z kosami. I to bez mydła. - zdobył się na uśmiech, który miał być dla niej pokrzepiający.
Skoro tu była to pewnie wiedziała chociaż część. Nie widział powodów by ukrywać przed nią to, co się faktycznie wydarzyło. Miała prawo wiedzieć. Teraz, kiedy wzrok w końcu nieco mu się wyostrzył mógł jej się lepiej przyjrzeć. Wyglądała lepiej. Nie, wyglądała dobrze. Jej rany zdążyły się już wygoić.
- Świetnie wyglądasz. - uśmiechnął się szczerze tym faktem zadowolony - Lekarza wypytasz później. Teraz powiedź mi co u Ciebie? Były jakieś problemy. Czy metody twojego chłopaka, piromana, zadziałały? - przyjrzał się jej już całkiem uważnie.
Może powiedzieli sobie, że nie będzie żadnych sekretów, ale oboje byli w tej kwestii trochę jak narkomani. Niby już wyszli na prostą, ale zawsze znalazł się jakiś pretekst żeby powrócić do starych nawyków. Oni przynajmniej nie mieli sobie tego za złe dłużej niż kilkanaście minut. Niemniej chciał wiedzieć czy też postanowi coś przed nim ukryć. Miał szczerą nadzieję, że to bagno mają już za sobą.

Darcy Bowman
34 y/o
DARCY
171 cm
właścicielka The Fifth Social Club
Awatar użytkownika
And I bet you think about me...
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3os.
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Prawda była taka, że wcale nie musiał się przed nią tłumaczyć. Ba! Darcy pewnie wolałaby, żeby po prostu mówił jej o rzeczach, a nie się przed nią tłumaczył. Tym bardziej, że nie zrobił nic złego… naprawdę musiałaby mieć nierówno pod sufitem, żeby go o coś takiego oskarżyć. Złość? Tak, może w niej była, ale bardziej na samą sytuację i to, że przez nią znalazł się w niebezpieczeństwie, ale nie na niego. Cieszyła się, że nic mu nie było. Cieszyła się, że zażartował, co chociaż w minimalnym stopniu mogło dać nadzieję, że nie było tak źle. Bardzo, bardzo, bardzo chciałaby, żeby nie było tak źle – Nie chce Cię martwić, Skarbie… ale my jeszcze długo nie rozładujemy żadnej agresji w łóżku – on… on długo jej nie rozładuje, ale to właściwie znaczyło to samo. Nie kłamała przecież jak mówiła, że będzie wiernie na niego czekać, no naprawdę… kto by przypuszczał! I w ogóle jej to nie martwiło. Trudno jednak było myśleć inaczej, gdy widziała go w takim stanie – nie to nie były niegroźne blizny, czy brzydkie siniaki, to nie było coś, co mogła mu pomóc zszyć w łazience jego loftu. Było źle… i potrzebował czasu, żeby dojść do siebie. A ona zamierzała być przy nim. Nawet jeśli kręcił i ściemniał! Oczywiście, że nie dała się przekonać – dlatego ktoś z własnej nieprzymuszonej woli miałby ją okłamywać? Zresztą tak długo deptała i siedziała im na wątrobie, że w większości i tak go sprzedali… pokręciła więc lekko głową, bo naprawdę tak rola była mało wiarygodna!
I dobrze wiedziała, że wspomnienie zerwania to wystawienie do pustej. Zrobiła to z pełną premedytacją i tylko uśmiechnęła się pod nosem. Trochę zadowolona, że to wykorzystał! Czyli głowa działała prawidłowo. Pamiętał też, co się wydarzyło i dlaczego wylądował w szpitalu… aż przeszedł ją nieprzyjemny dreszcz, bo to się mogło dużo gorzej skoczyć. Dużo!
Pochyliła się mocniej w jego stronę i dłonią sięgnęła do męskiego policzka, gładząc go lekko i czule. Uśmiechnęła się też, gdy stwierdził, że dobrze wyglądała. Cóż. Ona nie spotkała się z czterema włochatymi, łysymi ciężarówkami! Jej nie chciano po prostu zabić… ją chciano zmusić do mówienia, ją miało boleć i miała o tym pamiętać. Cóż – pamiętała. A Arvel? – Naprawdę chciałabym móc powiedzieć to samo o tobie… ale musisz jeszcze poczekać zanim znowu będziesz śliczny – rzuciła, sięgając jego twarzy i nie zabierając dłoni z jego policzka – pocałowała go. Spokojnie, ostrożnie, żeby nie zrobić mu krzywdy i nie sprawić bólu… ale z całym tym bagażem uczuciowo-emocjonalnym, który w sobie miała. I z całą tęsknotą, która czuła – I pytasz, czy ktoś mnie zaczepiał? – jakby byli w podstawówce! Kącik ust drgnął jej lekko w rozbawieniu – Tylko ta uparta psiarnia. Nikt więcej nie ma odwagi. – kto chciałby skończyć jak ci, którzy z nim zadarli, prawda? Poczta pantoflowa przecież działała – Bycie dziewczyną gangstera jest całkiem seksowne – zaczęła, raczej mało poważnie – Ale więcej tego nie powtarzaj, dobrze? Tęskniłam za tobą, nie chcę cię wiedzieć odwiedzać za kratami. – zdecydowanie tam nie pasowali, oboje!

Arvel Cadwalader
darsi
nie lubię postów o niczym i braku obustronnego pchania fabuły do przodu, a tak to się dogadamy
39 y/o
Mark your calendar for Canada Day
190 cm
Detektyw IGGTF Toronto Police Service
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkimęskie
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

- Robiliśmy to, kiedy Ciebie bolało... - spojrzał na nią bardzo wymownie odzyskując coraz więcej swojego rezonu - Więc nie myśl, że jakieś tam obrażenia wewnętrzne i szwy powstrzymają mnie od zaspokojenia mojej kobiety. - spojrzał na nią i temu jak to robił nie można było odmówić tego samego, palącego pragnienia, z którym patrzył na nią za każdym razem.
To chyba najlepiej świadczyło o tym, że nie było z nim tak źle jak wyglądał. A może było zupełnie na odwrót? To tylko świadczyło o tym jako cholernie źle się czuje, skoro próbuje zgrywać przed nią tego samego faceta, którym był na co dzień? Cóż... Żeby się o tym przekonać będzie musiała wsunąć te sprawne rączki pod jego kołderkę i przekonać się ile prawdy było w jego słowach. To dziwne, że jeszcze nie sprawdziła, czy rzeczywiście ma wszystkie organy na swoim miejscu. Zwłaszcza ten najważniejszy, od którego zaczęła się cała ich znajomość. Darcy chyba rzeczywiście zaczęła dorastać w tej relacji i oboje będą się jeszcze musieli przekonać o tym czy im się to podoba. Bo co, jak tak bardzo dojrzeją, że nie będą już zabawni? Nie będą się kochać kilka razy dziennie? Co wtedy? Staną się kolejną nudną parą? To są prawdziwe udręki, prawdziwych ludzi.
- Zawsze wydawało mi się, że dziewczyny przychodzą pocieszyć swoich chłopaków. - mruknął niezadowolony burmusząc się jak niezadowolony chłopiec - A na razie mówisz mi, że jesteś zamknięta na moje zaloty i nie podobam Ci się bo trochę obili mi buźkę. - nadymał poliki za chwilę głośno spuszczając z nich powietrze.
To chyba były te leki, ale wyjątkowo czuł się na siłach by testować swoje zdolności aktorskie. Cała ta zabawa szybko z niego jednak uszła gdy poczuł jej usta na swoich. Jej tęsknotę, miłość, do której tak oszczędnie przyznaje się słowami. Westchnął cicho unosząc na nią o wiele spokojniejszy i cieplejszy wzrok. Na początku tego nie lubił, jednak teraz... Nie miał żadnego problemu z tym, że przy niej miękł. Nie, nie w tym rejonie, który liczył się najbardziej. Po prostu z nią robiło mu się lżej, milej, cieplej. Brzmiał jak zakochany kundel, a w tym wszystkim najgorsze było to, że nie miał z tym żadnego problemu. Bycie jej zakochanym kundlem było zupełnie w porządku.
- Tęskniłaś? - uśmiechnął się dumniejszy z faktu, że to przyznała niż z tego, że nazwała go gangsterem, a jego akcje najwyraźniej poniosły się echem po mieście - Nie pakuj się więcej w kłopoty to nie będę musiał odwalać takich akcji. - puścił jej oczko z tym swoim zawadiackim uśmiechem.
- Ale nie jestem gangsterem Darcy. Oni robią to co robią bo mogą, bo chcą. Czasami potrzebują. - wiedział o tym najlepiej użerając się z takimi elementami przez całą swoją nieudaną karierę - Ja zrobiłem to dla swojej kobiety. - uniósł jej dłoń, którą nadal trzymał do swoich ust by ją pocałować - W książkach to chyba czyni mnie bohaterem. Nie ważne jak bardzo przegiąłem. - posłał jej ten łobuzerski uśmiech pozwalając ich dłoniom powoli opaść z powrotem na łóżko.
Oparł głowę nieco wygodniej na swojej poduszce próbując poprawić nieco swoją postawę, co oczywiście spotkało się z bólem i kolejnym grymasem.
- Wiem, że pewnie chcesz wiedzieć co ze mną jest nie tak, więc możesz skoczyć wypytać o mnie lekarza, chociaż pewnie będzie się zasłaniał tym, że nie jesteś rodziną. - westchnął przewracając oczami - Sprawdź jak czułabyś się jako pani Cadwalader. - spojrzał na nią ciekaw czy podejmie rękawicę.

Darcy Bowman
34 y/o
DARCY
171 cm
właścicielka The Fifth Social Club
Awatar użytkownika
And I bet you think about me...
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3os.
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Spojrzała na niego wymownie, jakby sugerowała, żeby sobie z niej nie żartował… bo tak, bolało. Ale naprawdę chciał to porównywać? Ból jej popękanych żeber z tym, że sam ledwie uszedł z życiem? I spędziła przed chwilą kilka godzin siedząc obok jego łóżka, żeby w ogóle odzyskał przytomność po tym jak już połatali? Jej siniaki wyglądy przy tym śmiesznie… i naprawdę nie chciała, żeby używał tego argumentu. Tym bardziej, że sytuacja też była inna. Teraz nigdzie nie musieli się spieszyć, a ich spotkanie nie było pożegnaniem.
– Powiedziałam, że nie jesteś śliczny, a nie że mi się nie podobasz, Cadwalader. – kącik ust drgnął jej w rozbawieniu, bo jedno ani trochę nie było tożsame z drugim. Podobał jej się w każdym wydaniu, każdym… niezależnie od ilości blizn. Zresztą blizny też były seksowne, no przecież sam wiedział. Przy okazji też się przysunęła tak, żeby szepnąć coś do jego ucha, coś czego nikt inny nie musiał słyszeć, nawet przypadkiem – I tym zaspakajaniem swojej dziewczyny też się na razie nie przejmuj… jakoś sobie radzi. Musiała tylko odkurzyć stare pudełko z zabawkami. Jak będziesz chciał to może da ci popatrzeć. Ale to jak będziesz grzeczny… bo naprawdę. Najpierw dojdź do siebie. Wyzdrowiej, Arvel. – zakończyła już poważniej, bez tego żartobliwego i przekornego tonu, którym może trochę chciała mu zagrać na nosie, a może trochę zadziałać na jego wyobraźnię. Mogła dojrzeć, ale bez przesady… nadal nie miała równo pod sufitem. Po prostu teraz górę brała troska o niego. Jak mogłoby być inaczej, skoro wylądował tutaj przez nią? Mógł twierdzić, że zrobił to dla nich, ale ona swoje wiedziała…
I szalenie lubiła jego wzrok zakochanego kundla. Naprawdę nie przypuszczała, że ktokolwiek kiedykolwiek będzie tak na nią patrzył – Od momentu, gdy tylko straciłam cię z oczu… trochę mięczak ze mnie, nie? Straciłam rolę silnej i niezależnej, co? – no cóż… nie dało się ukryć. Cały ten ciąg wydarzeń trochę zmiótł ją z planszy i nie mogła się doczekać, aż zacznie się układać, żeby mogła wrócić do normalności. Swojej dawnej ja. Nie będzie musiała się martwić o swojego chłopaka – nie gangstera. Uśmiechnęła się pod nosem, gdy wytknął jej różnice między gangsterem a bohaterem. Czy to był moment, w którym powinna mu przypomnieć, że bohaterom nikt nie stawiał zarzutów? Mogłaby… – Superbohaterem – gangsterem? Bo jednak chciałeś! I potrzebowałeś. – dodała przekornie, nie umniejszając jednak jego bohaterskości, bo naprawdę był jej bohaterem – nikt nigdy nic takiego dla niej nie zrobi. I nigdy więcej nie zrobi – I wiesz, że siedzę tutaj, żeby mógł powiedzieć, żeby ci poprawić poduszkę, prawda? Mogę się też przydać, a nie tylko ładnie wyglądać. – rzuciła, gdy zacząć się poprawiać, jednocześnie krzywiąc z bólu. Więc wstała i pomogła mu trochę poprawić materiał pod głową, żeby było mu wygodniej. Chociaż trochę.
I nie muszę być panią Cadwalader, żeby się dowiedzieć wszystkiego, czego nie chcą mi powiedzieć… potrafię być przekonująca. I uparta. I wkurwiajaca. Zapytaj kolegów… jak szybko przyszło im cię sprzedać, żebym dała im spokój. – i dostała informację, co się dzieje i dlaczego nie ma od niego żadnego kontaktu. Pochyliła się nad nim jak już wszystko poprawiła i przesunęła spojrzeniem po jego twarz – Nie przyjmuje oświadczyn w tak parszywych miejscach – odbiła wargi na jego czole – prześpij się jeszcze – jak ona pójdzie wiercić dziurę w brzuchu jego lekarzom, żeby dowiedzieć się… czegokolwiek właściwie. Co mu zrobili, jak bardzo to poważne, kiedy będzie mógł wyjść, jak długo będzie trwała rekonwalescencja, jak mogłaby mu w tym pomóc.
Chciała wiedzieć wszystko i nie wróciła do sali Arvela póki tych informacji nie dostała.




Arvel Cadwalader
darsi
nie lubię postów o niczym i braku obustronnego pchania fabuły do przodu, a tak to się dogadamy
39 y/o
Mark your calendar for Canada Day
190 cm
Detektyw IGGTF Toronto Police Service
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkimęskie
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

Mruknął cicho gdzieś pomiędzy zadowoleniem, a irytacją kiedy szeptała mu te nieprzyzwoite rzeczy na ucho. Nie grała czysto, lecz nie spodziewałby się po niej niczego innego. Nie potrzebował grzecznej dziewczynki. Chciał tę niegrzeczną, trochę szurniętą, ale przede wszystkim jego. Dobrą wiadomością było również to, że kiedy mówiła mu o swoim magicznym pudełku zabawek, które musiało być cholernie zakurzone i zamknięte w jakiejś antycznej świątyni, skoro znali się już ponad dekadę, poczuł pewne mrowienie w okolicy swoich ud i pachwin. Leki nadal go trochę ogłupiały, ale najwyraźniej jego sprzęt miał nadal szansę działać. Bo co by nie mówić, gdyby ta część jego ciała ucierpiała raczej nie mieliby wspólnej przyszłości. Nie dało się ukryć, że ich związek był zbudowany głównie na tej części i pomimo tego, że już ewoluował, nadal mógłby nie przetrwać takiej próby.
- Ah... Czyli to nie takie fajne, kiedy twój partner zgrywa twardziela i udaje, że nic się nie stało? - spojrzał na nią znacząco z tym swoim zadziornym uśmiechem obracając jej własne zachowanie przeciwko niej - Te zabawki... Myślę, że będę zainteresowany rozszerzeniem naszego asortymentu. Ale rzeczywiście będziesz musiała mi pokazać jak działają. Faceci są łatwiejsi w obsłudze. - chciał się zaśmiać, nawet cicho prychnął, ale w porę przypomniał sobie o swoich żebrach i tym razem wyjątkowo oszczędził sobie trochę bólu nie chcąc by widziała go zbyt często z tym grymasem na twarzy.
Miał już nawet kilka pomysłów na to jak mogłaby wyglądać rekonwalescencja w ich wydaniu. W końcu powiedziała mu, że zrobi dla niego wszystko, co w jego przypadku mogłoby być bardzo nierozważne. Miewał czasami naprawdę nieprzyzwoite pomysły, ale to chyba właśnie ich łączyło. Ona lubiła te jego chore i ryzykowne pomysły. Dlatego to wszystko między nimi tak dobrze działało.
- A potrzebujesz być ze mną silna i niezależna? - uśmiechnął się miękko spoglądając w jej stronę - Mnie się ten mój mięczak całkiem podoba. A niezależność? Byłaś całkiem niezależna z tymi zabawkami jak mnie zabrakło. - wyszczerzył się do niej puszczając jej oczko akurat tym nie podbitym okiem.
Miała rację. Nie zrobił tego tylko i wyłącznie dla niej. Zrobił to również dla siebie. By wyładować swoje frustracje, wyrównać rachunki. To była jego wewnętrzna potrzebę, którą mógł załatwić inaczej, ale wiedział, że nic by to nie dało. Więc zdecydowanie nie był bohaterem ani superbohaterem. Wolał pozostać po prostu przy tym, że jest zakochanym facetem. Nie potrzebował żadnych dodatkowych łatek. Tak długo jak ona była bezpieczna, tak długo był zadowolony i wiedział, że było warto.
- Od pomagania i wyglądania są pielęgniarki. Będziesz mi pomagać i wyglądać jak już mnie stąd wypuszczą. - uniósł zaczepnie brew dając jej powoli do zrozumienia jak mogą wyglądać ich kolejne tygodnie oraz jakie może mieć popaprane życzenia.
- Niczego nie potwierdzam i nie zaprzeczam. Nie odpowiadam na pytania bez adwokata. - zająknął się szybko i bardzo defensywnie wiedząc, że nie ujdzie mu to płazem i przyjdzie mu jeszcze o tym posłuchać albo gorzej.
Zrobił całkiem niewinną minę grając swoją kartę ofiary najlepiej jak potrafił.
- Nie oświadczam się. Po prostu mówię żebyś wypróbowała te buty zanim postanowisz je kupić. - uśmiechnął się do niej po jej czułym geście, który był po prostu słodki i zupełnie do niej niepodobny, więc znów zaświeciły się oczka zakochanego kundla.
Normalnie pewnie by protestował, ale nie był w żadnej pozycji żeby to faktycznie zrobić. Kiedy opuściła pomieszczenie ułożył się nieco wygodniej ponownie się krzywiąc i pozwolił sobie ponownie odpłynąć. Nie wiedział ile czasu minęło zanim znów zbudziły go jej kroki. Tym razem go obudziły, co było dobrym znakiem. Leki przestawały działać.
- I jak wygląda sytuacja? Przetłumaczyłaś z lekarskiego na nasze? - mruknął cicho wzdychając i otwierając oczy odzyskując coraz więcej świadomości.

Darcy Bowman
34 y/o
DARCY
171 cm
właścicielka The Fifth Social Club
Awatar użytkownika
And I bet you think about me...
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3os.
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Ich wspólna przyszłość miałaby zależeć od jego sprawności w łóżku? Wbrew pozorom wcale nie było z nią tak źle i nie była aż tak płytka, żeby miało to wpłynąć na jej decyzję o pozostaniu z nim. Czy była to ważna część ich życia? Oczywiście. W pewnym momencie najważniejsza, ale oboje doszli do tego, że zaczęli dojrzewać… dorastać. Lepiej późno niż wcale! Ale dobrze, że nie będzie dane im się o tym przekonywać. A to, że oczy mu się zaświeciły na informację o jej zabawkach? Aż ją to rozbawiło, szczerze… pokręciła głową, bo – Jesteś niemożliwy, Cadwalader. – szepnęła, ale cóż – taki właśnie był. Czy łatwiejszy w obsłudze? O no tu może powinna zaprotestować, ale no niech mu będzie. Niech mu będzie! Tym bardziej, że jakiś cichy głosik z tyłu głowy podpowiedział jej, żeby nie gasić jego entuzjazmu, że była ciekawa… i teraz przynajmniej oboje będą mieli na co czekać!
- I to jest właśnie ten problem… – że nie potrzebowała być przy nim silna i niezależna, że bardzo łatwo przyszło jej porzucenie tej roli, że bardzo szybko o tym zapomniała, a jednak funkcjonowała tak właściwie od kiedy była nastolatką – Zakochałeś się jak byłam silna i niezależna… może to twój typ i zaraz się znudzisz. Byłoby trochę szkoda, jak już tu jesteśmy… po tym, co zrobiłeś, a ja grzecznie na ciebie czekałam. Wiesz jakie to krzesło tutaj jest niewygodne? Nigdy dla nikogo nie siedziałam w szpitalu czekając aż się obudzi. – przyznała całkiem szczerze, uśmiechając się pod nosem i chociaż w minimalnym stopniu obracając to w żart, żeby nie zrobiło się zbyt poważnie. Bo mógł jej wytykać, że próbowała zgrywać twardzielkę, ale oboje dobrze wiedzieli, że nie wyszło jej to za dobrze. Poległa. Potrzebowała go. Nie do wyrównania rachunków, ale po prostu jako człowieka. I cieszyła się, że mogła teraz być z nim… gdy on mógł potrzebować jej – a przynajmniej tak jej się wydawało. Bo jej mina, gdy wspomniał pielęgniarkach? Bezcenna – Wolałabym, żeby trzymały się od ciebie z daleka… tak długo jak mogą. – a już na pewno, żeby nie zajmowały się wyglądaniem i poprawianiem poduszek! Zdecydowanie wolała to zrobić sama. Uśmiechnęła się przy tym pod nosem, bo no… no może nie była absurdalnie zazdrosna, ale mimo wszystko – ostatnią rzeczą, której dookoła niego chciała to seksownych pielęgniarek. Naprawdę – I wiem, że się nie oświadczasz. Chciałeś zobaczyć moją minę, gdy to zasugerujesz. – a ta nie była wcale taka straszna! Właściwie zareagowała zupełnie naturalnie, jakby to nie była najstraszniejsza rzecz, która mogła im się przytrafić. Czy uważała małżeństwa za przereklamowane? Oczywiście. Ale jej doświadczenia były też specyficzne i zdawała sobie z tego sprawę. Jednocześnie miała wrażenie, że to za wcześnie na takie rozmowy? Teraz jednak można było zrzucić to na leki przeciwbólowe krążące po jego organizmie. Dlatego nic więcej na ten temat nie powiedziała, nie próbowała mu tego wybić z głowy. Tym bardziej, że jakby nie było… to komplement. To, że w ogóle takie rzeczy chodziły mu po głowie – to był komplement. Darcy nie była idealnym materiałem na żonę. Tak jak nie była dziewczyną, którą chce się przedstawić mamie. Trochę się nad tym zastanawiała, gdy wyszła z jego szpitalnej sali.
A później skupiła się na przekonaniu lekarza, żeby powiedział jej wszystko na temat stanu Arvela. Czy było to łatwe? Oczywiście, że nie. Ale mimo wszystko jej się to udało, przynajmniej częściowo. Może nie dowiedziała się wszelkich, najdrobniejszych szczegółów, ale przynajmniej zorientowała się w sytuacji. Mogła odetchnąć z ulgą. Więc kiedy wróciła do pokoju Cadwaladera była wyraźnie mniej zmartwiona.
- Wszystko wskazuje na to, że będziesz żyć. Ale póki co musisz dużo odpoczywać. No i najważniejsze… musisz się słuchać. Tak, tak. Nie patrz tak na mnie. Musisz się słuchać i nie próbować niczego przyspieszać. Więc musisz mnie wykorzystywać do poprawiania poduszki i podania szklanki z wodą. – uśmiechnęła się pod nosem i przysiadła na brzegu łóżka – To twoja jedyna niepowtarzalna okazja, Cadwalader. Wykorzystaj ją mądrze. Dojdziesz do siebie i skończy się usługiwanie. Jak o tym myślę to nawet trochę żałuję, że no wiesz… ja straciłam swoją szansę. – na to, żeby mógł jej trochę usługiwać jak ją wszystko bolało! – No i nie musisz się oszczędzać z lekami przeciwbólowymi, więc zaraz ktoś pewnie z nimi przyjdzie. – bo nie było sensu cierpieć! – I naprawdę nie mogę się doczekać aż wrócisz do domu… szkoda, że musiało się to skończyć tak dramatycznie, ale cieszę, że szybko. Niewiele ci brakowało, żeby wyjść z tego cało. – uniknąć wizyty w szpitalu – Dać znać komuś z twojej rodziny? Pewnie się martwią… ile w ogóle wiedzą? – czytaj… jak bardzo mnie nienawidzą, że przeze mnie wpakowałeś się w kłopoty?


Arvel Cadwalader
darsi
nie lubię postów o niczym i braku obustronnego pchania fabuły do przodu, a tak to się dogadamy
39 y/o
Mark your calendar for Canada Day
190 cm
Detektyw IGGTF Toronto Police Service
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkimęskie
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

Był niemożliwy i właśnie dlatego się w nim zakochała. Logicznie pewnie znalazłaby przynajmniej kilkanaście powodów by tego nie robić. Był babiarzem, według litery prawa nawet kryminalistą, a co gorsza w tym samym czasie policjantem, czyli kimś, od kogo zdecydowanie powinna była trzymać się z daleka. Jednak miał w sobie to coś, co ją przyciągnęło i nigdy nie pozwoliło sobie go odpuścić. I wyjątkowo nie chodziło o magiczne moce jego różdżki. Chociaż nie dało się ukryć, że ta zawsze była i będzie ważną częścią ich relacji. Z resztą nigdy nie narzekała na to jak dużą częścią ich relacji był seks. On też nie zamierzał. Wszystko było na swoim miejscu, tak jak być powinno.
- Bo nie poznałaś nikogo, dla kogo warto było siedzieć. - uśmiechnął się do niej trochę arogancko bo braku pewności siebie nigdy nie można było mu odmówić, a to, że znów wychodziła na wierzch tylko świadczyło o tym, że wracał do zdrowia - Nie wiem czy akurat silna i niezależna to to, na co poleciałem... Masz też fajny tyłek, a to nadal zachowałaś. - wyszczerzył się do niej głupkowato - Nie da się Tobą znudzić Darcy. - powiedział już poważniej patrząc na nią w ten miękki sposób, w który nie patrzył na żadną kobietę wcześniej.
Darcy zmieniła się na przestrzeni ich relacji, chociaż nie aż tak bardzo jak pewnie sama sądziła. Jak chociażby teraz, gdy zrobił dla niej naprawdę obrzydliwe rzeczy, a po jej głowie gdzieś nadal chodziło to, że mogłaby być dla niego niewystarczająca. Mógłby się znudzić. Miłość tak nie działa. Przynajmniej tak słyszał, bo sam jeszcze nie był zakochany w taki sposób, jak teraz. Zdążył się już dawno zorientować, że wiele z tej silnej i niezależnej kobiety było na pokaz. Emanowała seksapilem, a przy tym świetnie wyglądała, lecz to było pewne przedstawienie, które wystawiała każdego dnia. Wiedziała, że jest pożądana, ale powiedź jej, że cenisz coś więcej poza jej wyglądem i już gubiła rezon. Dlatego nawet w żartach gdzieś tam wspominał o jej wyglądzie żeby mogła poczuć się nieco pewniej. Chociaż oczywiście nie odpuszczał sobie rozmaitych żartów, jak ten z pielęgniarkami.
- Powinnaś mi bardziej ufać... - zrobił nieco zawiedzioną minę - Ale skoro tak to chyba będziesz musiała być moją prywatną pielęgniarką. - uśmiechnął się do niej chytrze i znała ten błysk w oku - lubił jak się dla niego czasami przebrała.
- Uwierz mi kochanie. Jak będę chciał zobaczyć twoją minę jak się oświadczam, to rzeczywiście będę się oświadczać. - pokręcił głową z łagodnym uśmiechem.
Raczej nie znała go jako faceta, który próbował badać grunt. Zawsze wyznawał zasadę, że łatwiej jest prosić o przebaczenie niż o pozwolenie. Jeśli będzie chciał zrobić z niej swoją żonę, po prostu to zrobi. Pod tym względem był dość niereformowalny. To co teraz chciał osiągnąć to usłyszeć jak nazywa się panią Cadwalader. Dla siebie, nie dla niej. Zobaczyć jakie emocje to w nim wzbudzi. Mógł być całkiem szczodrym kochankiem i chłopakiem, ale poza tymi obszarami był całkiem samolubny. Zupełnie nie czuł się z tym źle.
- Przyznaj się. Wykorzystujesz to całe słuchanie się żeby trochę mi porozkazywać. - spojrzał na nią wymownie unosząc brew - Jedna niepowtarzalna okazja? - prychnął układając swoją dłoń na jej udzie kiedy już usiadła bliżej - Dostałem dość mocno w czerep, ale nie zapomniałem, co powiedziałaś mi przed odsiadką. - uśmiechnął się łobuzersko - Zrobisz dla mnie wszystko... - wyszeptał patrząc w jej tęczówki z tym uśmiechem, który zawsze zapowiadał kłopoty.
Nie zapomniał. Nie mógłby tego zapomnieć. Poza oczywistym, czyli miłością do niej, to byłą jedna z tych rzeczy, która trzymała go przy życiu w więzieniu.
- Ale nie martw się. Ja też zrobię dla Ciebie wszystko, nie straciłaś swojej szansy. - przesunął swoją dłoń wyżej po wewnętrznej stronie jej uda i pewnie właśnie wychyliłby się żeby ją pocałować gdyby tylko był w stanie.
- Nie pozwól przesadzić im z tymi przeciwbólowymi. Widziałem zbyt wielu kumpli, którzy uzależnili się od tego gówna. - powiedział stanowczo nie chcąc skończyć tak jak oni.
- Wracam do domu Darcy. - uśmiechnął się do niej ciepło mając jej jeszcze kilka dobrych nowin do przekazania - O to miałem Cię pytać... Kontaktowali się może z Tobą? Mój brat w końcu już o Tobie wiedział, chociaż pewnie nie dałem mu numeru. Nic im nie mówiłem żeby nie martwić mamy. Mogłabyś spróbować wyciągnąć od niego jak wygląda sytuacja? - teraz, kiedy wszystko wracało do normy musiał wiedzieć co u jego mamy.

Darcy Bowman
34 y/o
DARCY
171 cm
właścicielka The Fifth Social Club
Awatar użytkownika
And I bet you think about me...
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3os.
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Miał rację… nie poznała. I prawdę powiedziawszy, gdy poznała jego – również nie przypuszczała, że może być taką osobą. Ale dużo się zmieniło. Ich relacja zdecydowanie przeszła próbę czasu, a ostatnie wydarzenia, chyba jeszcze mocniej na nich wpłynęły. Bo on mógł mieć do niej żal, że przez nią był zmuszony zrobić coś takiego. Ją mogła przerazić myśl, że był w ogóle do tego zdolny. A jednak oboje w tym byli i nic nie wskazywało na to, że gdzieś się wybierali. Pewnie mogłaby polemizować, czy nie da się z nią nudzić, bo wbrew pozorom nie uważała się za szczególnie… interesującą. Ale to typowo przemawiał przez nią jej typowy brak pewności siebie. Teraz jednak nie dała mu szans wyjść na zewnątrz. Ugryzła się w język i uśmiechnęła się do Arvela ładnie… miała fajny tyłek i nie dało się z nią nudzić. Oby jak najdłużej mu to wystarczyło!
- I ufam tobie… nie ufam im. – chociaż Arvel był babiarzem, doskonale o tym wiedziała… nigdy też jakoś szczególnie tego przed nią nie ukrywał. A biorąc pod uwagę, że spędził kilka ostatnich tygodni w areszcie? Nawet nie mogłaby mieć pretensji, że wzrok mu ucieka do takiej pielęgniarki, a jednak… jednak wolała, żeby nie. Co zabawne – dużo mniej jej przeszkadzało, gdy pojawiał się w jej klubie pełnym roznegliżowanych kobiet, jakby one nie stanowiły dla niej żadnego zagrożenia. Na ile striptizerek można polecieć w życiu, prawda? Ale miła, porządna pielęgniarka? No właśnie… może ona chętniej nazwałaby się panią Cadwalader! Byłaby też na pewno mniej problematyczna niż Darcy… i raczej marne szanse, że dorobiłby się przez nią wyroku i odsiadki. Same plusy, żadnych minusów. Nic więc dziwnego, że Bowman miała jednak kompleksy.
- Skarbie… i bez tego mogłam ci rozkazywać. Nie przypominam sobie, żebyś kiedyś protestował jak wydawałam polecenia. – szczególnie, gdy miały coś wspólnego z łóżkiem, albo nawet niekoniecznie samym łóżkiem. Uśmiechnęła się pod nosem i spojrzała na jego dłoń opierającą się o jej udo. Obite kostki jasno wskazywały, że to nie były dla niego najłatwiejsze tygodnie… przesunęła po nich ostrożnie opuszkami palców i dopiero podniosła wzrok, żeby na niego spojrzeć. I uśmiechnąć się – Nie chcę, żebyś cierpiał, ale jeśli nie chcesz… nie musisz ich przecież brać. Mogę spróbować odwrócić twoją uwagę od bólu, tak długo jak będziesz dawał radę. Po prostu obiecaj, że powiesz, gdy stanie się nie do wytrzymania. – bo ona naprawdę chciała dla niego jak najlepiej i chciała, żeby przestał odczuwać ból skoro żyli w dwudziestym pierwszym wieku i było to możliwe. Ale nie brała pod uwagę tego, o czym powiedział on… i aż przemknął wzdłuż jej kręgosłupa nieprzyjemny dreszcz, gdy sobie to uświadomiła. Sięgnęła też do jego dłoni, tej samej, którą opierał na jej udzie i po prostu splotła ze sobą ich palce.
- Nikt się ze mną nie kontaktował… ja z nimi też nie. – nie zrobiłaby tego bez jego wiedzy i życzenia. Mogła się wykłócać z jego kolegami z tutejszej policji, mogła być ich wrzodem na tyłku, ale jego rodzina… oni byli tematem, którego nie ruszała. Szczególnie, że czuła ogromne wyrzuty sumienia, że przez nią musiał wrócić z rodzinnych stron – I jasne, ale wiesz, że będę musiała dać im coś w zamian… dlaczego zniknąłeś i dlaczego zapadłeś się pod ziemię. Co mam im powiedzieć? Ile mogę im powiedzieć? – jak wiele chciał im powiedzieć. Chyba nie wierzył, że Darcy uda się od jego brata wyciągnąć informacje na temat ich matki, nie tłumacząc dlaczego dzwoni zamiast Arvela, prawda? Takich mocy to nawet ona nie miała – I Cadwalader… – zaczęła, naturalnie poważniejąc i opuszczając wzrok na ich złączone dłonie – Wracasz do domu… tam w Walii? Czy tutaj? Swojego? Naszego… – bo zrozumiałaby, gdyby chciał wyjechać po wszystkim z kraju, to pewnie byłaby najnormalniejsza i najbardziej naturalna reakcja człowieka, który tyle przeszedł, ale jednocześnie… chyba trochę złamałoby jej to serce. O ile jakieś miała.



Arvel Cadwalader
darsi
nie lubię postów o niczym i braku obustronnego pchania fabuły do przodu, a tak to się dogadamy
ODPOWIEDZ

Wróć do „Mount Sinai Hospital”