ODPOWIEDZ
30 y/o
PEW PEW
169 cm
śledcza at toronto police service
Awatar użytkownika
Lepiej strzela niż gotuje. Do tego: agresywna, impulsywna i narwana. Niektórzy jeszcze mówią, że dzika. Ogólnie wszystko co złe, to Pilar.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 os
czas narracjiprzeszły
postać
autor

043.
Some nights are meant to be forgotten.
Others make sure you never get the chance.
04.07.2013, Toronto

Obiecujesz, że wrócisz przed śniadaniem? — Celine popatrzyła na nią wielkimi, zielonymi oczami, bladą dłoń zaciskając na klamce od okna. — Już ostatnio musiałam cię kryć. Dwie godziny spędziłam na kilblu udając, że miałaś sranie, Pilar — wypomniała jej, na co Stewart jedynie prychnęła głośno, kręcąc głową z niedowierzaniem. Celine była jedyną osoba w bidulu, z którą się trzymała. Co prawda charaktery miały kompletnie różne, bo kiedy ona wymykała się po nocach na imprezy, Cel czytała kolejny romans, łudząc się, że pewnego dnia, przyjedzie po nią rycerz na białym koniu i stąd zabierze. Albo chociaż odbierze, kiedy już wybiją im osiemnastki na karku i będą mogły legalnie wyjść przez drzwi frontowe i nigdy nie wrócić.
Mam u ciebie dług — rzuciła w odpowiedni, przechodząc jedną noga na drugą stronę parapetu. Nim jednak zeskoczyła, nachyliła się jeszcze w stronę przyjaciółki i złożyła na jej policzku szybkiego całusa, przy okazji przerzucając drugą nogę.
No trochę ich się już nazbierało — przypomniała się ruda, podnosząc lekko głos i obserwując, jak Pilar pierwsze opuszcza się na rękach z pierwszego pięta, a potem leci w dół na zgiętych nogach i turla się po trawie.
To dopisz, podsumuj i wystaw mi fakturę! — krzyknęła jeszcze na odchodne, posyłając jej oczko, a następnie skierowała się w stronę głównej drogi i prosto do klubu, jakieś trzy kilometry dalej.
Lubiła balować w pojedynkę. Odkrywać wszystko, co świat miał do zaoferowania, a co sukcesywnie ja omijało na każdym etapie dorastania. Schowania w czterech ścianach sierocińca, rzadko kiedy mogła poznawać świat takim, jaki był. Jedynie namiastkę tego, co wypadało, a przecież Pilar nigdy nie interesowała przeciętność. Lubiła adrenalinę. Lubiła, kiedy serce wybijało szybki rytm, waląc rytmicznie o żebra, a klatka piersiową unosiła się chaotycznie i nierówno. Lubiła czuć.
Rok. Tyle zostało jej do pójścia do Akademi Policyjnej. Do obrania konkretnego kierunku w życiu i rozpoczęcia przygody zwanej dorosłością. Ale teraz? Teraz miała w końcu czas na zabawę. Więc bawiła się.
Pierwszą godzinkę w klubie spędziła na parkiecie, kręcąc biodrami do energicznych, latynoskich kawałków, wygrywanych przez DJa, zapijając nadmierną trzeźwość kolorowymi szotami, które barman stawiał jej na kredyt, którego i tak nigdy nie spłaci. To właśnie tam zobaczyła go po raz pierwszy. Rozglądał się uważnie dookoła, błądził spojrzeniem po ludziach, jakby kogoś szukał. Ich spojrzenia skrzyżowały się na moment. Jedną, krótką chwile, która przyprawiała o dreszcz na plecach, nim nie poszedł przesiąść się gdzieś indziej.
Drugi raz widziała go przy toaletach, kiedy wymieniał się czymś z innym kolesiem, od razu wciskając zawartość do kieszeni skórzanej kurtki. Na pierwszy rzut oka mogło to wyglądać jak prochy, ale kiedy wrócił do loży pod stołem otworzył jakąś karteczkę. Znowu się rozglądał. I chociaż tym razem nie zauważył, że Pilar wciąż go obserwowała, nawet nie zwrócił na nią uwagi, tak ona nie potrafiła od niego oderwać wzroku. Od tego co trzymał w rękach. Ciekawość zżerała ją od środka. Zawsze była ciekawska, ale tego wieczoru była gotowa postawić na szali dosłownie wszystko, żeby tylko dowiedzieć się, co on kombinował.
Dlatego kiedy tylko skierował się do wyjścia, ona odczekała chwile i zrobiła dokładnie to samo. Obserwowała go zza bloku, jak skręca w jedną z ciemniejszych uliczek. Czuła podskórnie, że powinna odpuścić, że miejsca, gdzie nie było ludzi nigdy nie zwiastowały niczego dobrego, ale w tym samym czasie nie potrafiła się powstrzymać. Finalnie schowała się gdzieś za śmietnikiem kilka metrów od niego, obserwując, jak po chwili podchodzi do niego dwójka innym mężczyzn. Potem z cienia wyszli koleni, a w torbie mieli broń. Dużo broni.
Kurwa.
Zdecydowanie nie powinno jej tu być.
Chciała się wycofać, ale wtedy niekontrolowanie piętą uderzyła w puszkę, która głośniej niż kurwa kiedykolwiek jakakolwiek inna puszka potoczyła się na sam środek uliczki, jasno i wyraźnie zdradzając im, że był tam razem z nimi dodatkowy, mocno nieproszony gość.

Marco Moretti
kasik (dc: kasik_srasik)
nudy. a tak poza tym, to używania AI, czytania mojej postaci w myślach i braku inicjatywy.
29 y/o
DEBIUTUJĄCY SKRYBA
185 cm
gangster pod nadzorem kuratora wszędzie gdzie trzeba załatwić interesy
Awatar użytkownika
You'd be surprised at what you'd do to stay alive.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona, jej
typ narracji3 os.
czas narracjiprzeszły
postać
autor

005.
Niekoniecznie przepadał za imprezami, natłok tych wszystkich ludzi, pot zmieszany z wypitym alkoholem powodował, że robiło mu się momentami niedobrze, miał jednak zadanie do wykonania, jedno z pierwszych w swoim życiu zlecone przez ojca - miał dobić targu na tej imprezie. Nie było to trudne zadanie bo Marco już od małego był uczony jak prowadzić interesy, komu ufać a komu niekoniecznie. Akurat z ludźmi z którymi teraz robił interesy nie miał zbyt dobrych stosunków, zbytnio panoszyli się w tym mieście, a Marco musiał zrobić wszystko, żeby tego zaprzestać.
Wchodząc do klubu czuł już ten okropny zaduch, jednak zacisnął zęby kierując się w stronę najpierw baru z którego miał dobry widok na parkiet, błądząc lekko spojrzeniem po zebranych tutaj ludziach, jedna dziewczyna na krótki moment przyciągnęła jego spojrzenie, był to zaledwie ułamek sekundy gdy na nią patrzył uśmiechając się lekko kącikiem ust.
W przeciwieństwie do niej to nie mógł tak po prostu cieszyć się imprezą czy życiem, miał zadanie do wykonania, a nie chciał zawieźć swojego adoptowanego ojca, który nie tylko dał mu nazwisko czy imię, ale i także brzemię, które teraz nosił na swoich barkach. Skierował swoje kroki powoli w stronę toalet, niby idąc za potrzebą, a tak naprawdę to potrzebował informacji, karteczka, którą dostał była zapewnieniem, że dobiją targu, dlatego udał się do prywatnej loży gdzie ją przeczytał.
Za pięć minut za klubem, przyjdź sam.
Marco nigdy nie był sam, byli z nim ludzie, którzy z pewnością oddaliby życie, teraz wtopieni w tłum tych wszystkich tańczących czy pijących przy barze osób, zawsze byli niczym jego cień. Odetchnął lekko i wystukał na klawiaturze swojego telefonu krótką wiadomość, zapewne jeden z nich zawibrował na parkiecie niedaleko tańczącej dziewczyny.
Akcję czas zacząć.
Na spotkaniu oczywiście pojawił się sam, zawsze tak robił wiedząc, że niedaleko był ktoś z wymierzoną w nich bronią w razie gdyby postanowili się go pozbyć, wprawdzie mężczyzna nie bał się żadnego wyzwania czy chociażby walki wręcz. Uczył się jej odkąd skończył sześć lat, strzelać zaczął w wieku siedmiu lat, był chodzącą maszyną do zabijania gdyby tylko chciał. Załatwiali zawsze interes po cichu, z wyczekiwaniem czekał aż torby z bronią pojawią się u jego stóp, nachylił się nad jedną podnosząc broń do góry, rozkładając ją w zaledwie parę sekund, sprawdzając jej jakość.
Kiwnął lekko głową gdy…
Hałas, który rozległ się przez trąconą puszkę wytrąciło ich wszystkich z transakcji, Marco uniósł głowę przenosząc spojrzenie w tamtym kierunku, mrużąc niebezpiecznie oczy. Nie lubił kiedy pojawiał się ktoś nieproszony, zazwyczaj oznaczało to, że miał kolejnego trupa na swoim koncie, jego ojciec stawiał jasno warunki - nikt obcy nie miał się dowiedzieć bo inaczej wpadliby w łapy federalnych, a więzienie było ostatnim miejscem gdzie Marco chciałby wylądować.
Co za ironia losu, zwłaszcza, że za parę lat właśnie tam wyląduje przez pewną kobietę, czyż nie?
Ci penso io. Sistemerò tutto. — jego głos był lekko chrapliwy, gdy sięgnął do koszulki na swoich plecach wyciągając zza niej pistolet, standardowego glocka, zerkając najpierw czy jest nabity, dostał tę broń od ojca na swoje szóste urodziny i skierował kroki w stronę miejsca gdzie dobiegł hałas, wskazując swoim kompanom do robienia interesów, żeby pakowali torby na podstawiony niedaleko samochód. Marco zawsze brał sprawy w swoje ręce, dlatego wymierzył pistoletem w tamto miejsce.
Wyjdź to nie zrobię Ci krzywdy — wyrzekł spokojnym głosem, nie wiedząc, że była to po prostu dziewczyna, która znalazła się w nieodpowiednim miejscu o nieodpowiednim czasie…

Pilar Noriega
Corvo
Nie lubię jak ktoś steruje moją postacią, sama to potrafię robić, tak więc dziękuję za troskę.
30 y/o
PEW PEW
169 cm
śledcza at toronto police service
Awatar użytkownika
Lepiej strzela niż gotuje. Do tego: agresywna, impulsywna i narwana. Niektórzy jeszcze mówią, że dzika. Ogólnie wszystko co złe, to Pilar.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 os
czas narracjiprzeszły
postać
autor

trigger warning
przekleństwa, agresja
Pilar zawsze była ciekawska.
Kochała wciskać nos w nieswoje sprawy. Szczególnie jako osobnik, który całe swoje życie spędzał w czterech ścianach sierocińca, lubiła obserwować wszystko, co działo się dookoła. Życie w bidulu było n u d n e. Oprócz pojedynczych bijatyk i prześladowania słabszych dzieciaków nie działo się w nim nic ciekawego. Wiecznie te same twarzy, to samo jedzenie, nauczyciele i suche ciastko na deser, które nie jednemu złamało zęby. Nic dziwnego, że kiedy tylko wymykała się pod nocach na miasto, starała się chłonąć wszystko w pełni. Świat dookoła, który przecież miał tak wiele do zaoferowania. Tyle lat to wszystko ją omijało, wzloty i upadki, których pewni by doświadczyła, ludzi, których by poznała, gdyby matka nie porzuciła jej na cholernej wycieraczce. Teraz próbowała to nadrobić i jak przez większość czasu jej ciekawość przyprawiała ją o ciekawe przygody, tak w tamtym momencie mogła okazać się kurewsko zgubna.
Jeden niewłaściwy ruch.
Tyle wystarczyło, żeby jej bezpieczna pozycja w cieniu posypała się jak domek z kart. Puszka głośno przeturlała się po powierzchni ulicy, a ona nie mogła nic z tym zrobić. Nawet intensywnie wbijanie w nią spojrzenia, nie sprawiło, że zatrzymała się szybciej. Wręcz przeciwnie — jebana przeturlała się aż na drugi koniec ulicy.
Serce waliło jej w piersi jak oszalałe, a oddech momentalnie przyśpieszył. Zacisnęła mocniej palce na kontenerze, licząc na to, że może jednak nikt tego nie zauważył. Marzenie ściętej głowy. Głosy na moment ucichły, a zaraz potem ktoś odezwał się po włosku. Nie miała pojęcia co powiedział, ale i tak poczuła, jak wzdłuż kręgosłupa przechodzi jej nieprzyjemny dreszcz.
Idź sobie.
Idź sobie.
Idź sobie.
Manifestowała, jak tylko mogła. Z mocno zaciśniętymi powiekami, skulona i dociśnieta do ściany czekała, aż dadzą sobie spokój. Stwierdzą, że to jakieś zwierze wyskoczyło ze śmietnika. Dopiero głos mężczyzny sprawił, że wszystkie jej nadzieje zostały wywalone przez okno.

Wyjdź to nie zrobie ci krzywdy.

Brzmiało dokładnie tak, jakby chciał jej zrobić k r z y w d ę. Po prostu potrzebował lepszego widoku na swój cel. Biła się z myślami. Zastanawiała, jakie właściwie miała opcje, bo na pierwszy rzut oka wyglądało… jakby nie miała żadnych. I faktycznie — kiedy tylko wychyliła się zza kontenera, w dłoni mężczyzny błysnęła broń, wszelkie plany o ucieczce wyparowały w mgnieniu oka. Najprościej mówiąc: miała przejebane.
Spokojnie i po-wo-li wychyliła się zza śmietnika, patrząc szeroko otwartymi, przerażonymi oczami na faceta z klubu, który w nią celował. Bronią. Prawdziwym pistoletem. A ona zadrżała na sam widok, chociaż przecież za pół roku sama będzie uczyć się takiego używać w akademii policyjnej. O ile dożyje.
Przepraszam, ja… — zaczęła nerwowo, przysuwając się w jego stronę, chociaż sama jeszcze nie miała pojęcia, jakim odklejonym argumentem, go uraczy. Że się zgubiła? Zabłądziła za śmietnikiem? A może szukała czegoś do jedzenia? Cóż, chyba już wolałaby wyjsć na bezdomną niż kogoś, kto faktycznie go śledził.
Stali na środku ulicy, zaglądając sobie w oczy. Ona z rękami uniesionymi delikatnie w górę, on z pistoletem, którym ani na moment nie przestał w nią celować. Klatka piersiowa Pilar unosiła się chaotycznie, a jej oddech był tak głośny, że prawie odbijał się echem od opustoszałych budynków dookoła.
Słuchaj… — znowu się odezwała. — Taki postrzał pewnie zrobi strasznie dużo hałasu, a to pewnie obudzi ludzi, ktoś zadzwoni na policje… po co wam to — nawijała nagle, obierając taktykę gry na czas. Skoro dalej jej nie sprzedał kulki, to może wcale nie zamierzał?
Capo! szefie, krzyknął nagle jeden z bandziorów, wyłaniając się zza budynku.
Nie było to dużo, ale było coś. Zawołał mężczyznę z pistoletem, a ten w naturalnym, ludzkim odruchu na ułamek sekundy musiał spojrzeć w jego stronę. I to właśnie wtedy w jej głowie zrodził się kurewsko głupi, impulsywny pomysł. Nie czekając na nic, zerwała się z miejsca i chciała uciec. Zawsze szybko biegała, może miała jakieś szanse? Może gdyby pobiegła slalomem, to by jej nie trafił? Myśli zaczęły kotłować się w jej głowie, serce biło jak oszalałe, nogi miała jak z galarety… a finalnie nie przebiegła nawet czterech metrów, bo kolejny facet wyskoczył z uliczki i szarpnął ją za włosy.
Puttanadziwka, warknął tuż przy jej uchu. — A ty gdzie się wybierasz? — a potem cisnął nią na ziemie, gotowy sprzedać jej solidnego kopniaka prosto w brzuch. Tak, żeby szef był zadowolony.

Marco Moretti
kasik (dc: kasik_srasik)
nudy. a tak poza tym, to używania AI, czytania mojej postaci w myślach i braku inicjatywy.
29 y/o
DEBIUTUJĄCY SKRYBA
185 cm
gangster pod nadzorem kuratora wszędzie gdzie trzeba załatwić interesy
Awatar użytkownika
You'd be surprised at what you'd do to stay alive.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona, jej
typ narracji3 os.
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Ciekawość bywała przekleństwem, sam się o tym przekonał gdy jako dzieciak chciał się dowiedzieć jakie to interesy prowadzi jego ojciec, nie raz dostał wtedy po łapach za bycie zbyt ciekawskim. Z czasem nauczył się nie wciskać nosa w nie swoje sprawy i posłusznie czekać na wydawane polecenia, był niczym żołnierz, który był gotowy zrobić wszystko byleby go zadowolić. Chociażby ze względu na to, że był nikim, a Moretti nadał mu sens jego istnienia poprzez adopcję i wychowanie go na swojego następcę. Nigdy nie dociekał dlaczego matka oddała go do sierocińca, a jego akta zostały utajnione, teraz mógłby się dowiedzieć czegoś więcej, ale nie chciał poznać losów jego rodzicielki, która go nie chciała i skazała małe dziecko na życie w bidulu.
Miał jednak szczęście bo w przeciwieństwie do Pilar wyrwał się z tego miejsca stosunkowo szybko, czy jednak patrząc na perspektywę czasu i to kim się stał było to dobre wyjście? Nie jemu było to osądzać, nie znał innego życia niż tego co obecnie prowadził.
Można by było użyć określenia, że dziewczyna wpadła niczym śliwka w kompot, ta cholerna puszka zrobiła tyle hałasu, że obudziłaby nawet umarłego, a Marco nie lubił gdy ktokolwiek przerywał mu w interesach, albo gdy ktoś przypadkiem się o nich dowiadywał, na jego szczęście nie był to nikt z policji, który postanowił go śledzić, jeszcze musiałby się użerać z federalnymi na karku.

Jego kroki były ciche, tak jakby drapieżnik podchodził do swojej zwierzyny, doskonale wiedział jak się poruszać, byleby nie zostać usłyszanym - w przeciwieństwie do niej - jego ojciec doskonale go wyszkolił pod każdym aspektem, wiedząc, że syn sobie poradzi w przyszłości z prowadzonymi interesami. Stworzył swojego małego, prywatnego potwora, który nauczył się strzelać w wieku siedmiu lat. Przechylił lekko głowę na bok oceniając ją powoli wzrokiem gdy ta wyłoniła się zza kontenera a z ust Marco wyrwało się delikatne cmoknięcie, tak jakby dawał małemu dziecku reprymendę, że tak nie wolno. Wpatrywał się w dziewczynę uważnie oceniając czy była dla niego jakimkolwiek zagrożeniem, wydawało się jednak, że po prostu znalazła się tutaj przypadkiem - przypadkowa ofiara na jego koncie?
Nie strzelał nigdy bez powodu, nie lubił zabijania ludzi, żeby coś udowodnić, chociażby to, że miał kontrolę nad swoimi interesami i nad własnym życiem, a dziewczyna nie wydawała się być taką, która od razu pobiegnie na policję, żeby go wsypać, prawda?
.. przypadkiem przechodziłam? — kącik jego ust drgnął lekko na jego przeprosiny i nawet gdy nie uznał jej za zagrożenie to nie opuścił broni, nauczył się, że nie należy tak po prostu opuszczać gardy bo każdy człowiek w obliczu zagrożenia stawał się nieobliczalny.
Możliwe, że tak będzie, ale zanim ktokolwiek tutaj przyjdzie to nas już tutaj nie będzie i znajdą tylko martwe ciało — wyrzekł spokojnym głosem, wpatrując się w nią uważnie. Już nie raz strzelał do człowieka i widział jak robią to za niego jego ludzie, wystarczył tylko krótki rozkaz i nie splamiłby swoich rąk jej krwią, tylko że Moretti nie chciał jej zabijać, zawsze miał pewnego rodzaju opory przed krzywdzeniem kobiet, głęboko zakorzenioną.
Uniósł lekko brew do góry gdy rozległ się głos jednego z jego ludzi i na krótki moment, można by powiedzieć, że na ułamek sekundy spuścił z niej spojrzenie co było widocznie błędem, a dla niej było po prostu okazją do ucieczki, tylko że nie mogła wiedzieć o tym, że Marco zawsze był przygotowany na taką ewentualność, jego ludzie doskonale wiedzieli co robić w przypadku gdy nawinie się ktoś, kogo nie powinno tutaj być.
Wywrócił oczami gdy ta rzuciła się do ucieczki, ale za chwilę jeden z jego ludzi ją po prostu złapał i powalił na ziemię.
Vi ho dato forse il permesso di toccarla? — warknął w kierunku mężczyzny, który zamachnął się nad nią, żeby wymierzyć jej kopniaka w brzuch, na pytanie odsunął się od niej z skruszoną miną. Marco podszedł do dziewczyny przykucając przy niej, opierając broń o swoje kolano tak, że wylot spluwy skierowany był w jej brzuch, przechylił lekko głowę na bok sięgając do jej twarzy, chwytając ją za podbródek, żeby ta spojrzała prosto w jego twarz.
Ostatni widok przed śmiercią?
Ile widziałaś? —zadał krótkie pytanie, pytanie, które albo przez które może stracić życie albo… wyjść z tego cało.

Pilar Noriega
Corvo
Nie lubię jak ktoś steruje moją postacią, sama to potrafię robić, tak więc dziękuję za troskę.
30 y/o
PEW PEW
169 cm
śledcza at toronto police service
Awatar użytkownika
Lepiej strzela niż gotuje. Do tego: agresywna, impulsywna i narwana. Niektórzy jeszcze mówią, że dzika. Ogólnie wszystko co złe, to Pilar.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 os
czas narracjiprzeszły
postać
autor

trigger warning
przekleństwa, agresja
Była odważna.
Nie bała się nabitych facetów, którzy byli od niej silniejsi, a którzy nie raz byli oprawcami w obskurnych ścianach bidula. Nie bała się wyzwisk, wysokości, szybkiej jazdy czy skrajnie niebezpiecznych sytuacji, w których adrenalina skakała do poziomu maksimum.
A jednak broni się wystraszyła.
Pierwszy raz ktoś do niej celował. Pierwszy raz stała twarzą w twarz ze śmiercią w tak prostej postaci. Bo przecież wystarczyłoby, żeby pociągnął za spust. Proste. Kilka marnych sekund, które momentalnie odebrałoby jej ostatni oddech. Które zatrzymałoby serce. No, chyba, że by kompletnie nie trafił — wtedy pewnie wykrwawiałaby się w katuszach, jednak akurat on wyglądał na takiego, który umiał strzelać. Trzymał gnata pewnie w dłoni, nawet ręka mu nie drżała. Te jej za to telepotały się nerwowo z podwyższonego stresu. Starała zaciskać się je w pięści, żeby jakoś rozładować napięcie, żeby nie pokazać mu, jak bardzo waliło jej teraz serce, ale to wcale nie było takie proste.
Próbowała więc go przegadać.
Na to również miał kontrargument.
A najgorsze w tym wszystkim było to, że miał rację — zanim ktokolwiek by się tu zjawił, zadzwonił po policję, oni już dawno by się ulotnili. Zniknęli w cieniu, jak ci jego kumple, który po chwili z niego wyskoczyli, łapiąc ją za włosy i ramiona. W sekundę ją unieruchomili, udaremniając jej próbę ucieczki. Szarpała się i wierzgała ale co z tego, jak wystarczyło jedno pchnięcie, żeby poleciała na chłodną podłogę. Niczym szmaciana lalka dała się rzucić do parteru i na własne oczy widziała, jak jeden z nich bierze zamach. Widziała tego pierdolonego, grubego glana, który cofa się do tyłu i lada moment wyląduje prosto na jej twarzy albo brzuchu. W głowie już mogła wyobrazić sobie ogromny ból, jaki jej to sprawi, jak pewnie ją odetnie. Aż zacisnęła mocno powieki, czekając na uderzenie, próbując napiąć mięśnie do granic możliwości, żeby to jakoś zamortyzować.
Czekała.
A jednak ono nigdy nie nadeszło.
Zamiast tego cisze dookoła nich przerwał jego głos. Ostry i stanowczy. Taki, z którym się nie dyskutowało. Powiedział coś po włosku, czego ona za nic nie mogła zrozumieć, ale cokolwiek to było, sprawiło, że Pilar jednak skończyła z żebrami w jednym kawałku. Z ciężkim oddechem w piersi uchyliła jedną powiekę, a zaraz drugą. Wszystko to, żeby ciemne oczy odnalazły te jego, wpatrujące się w nią z irytacją ale też zaciekawieniem. Ciekawe co sobie myślał. Czy było mu jej żal? Takiego nic niewartego robaka, który myślał, że po prostu mógł od niego uciec? A może był rozbawiony? Wkurwiony?

Ile widziałaś?

Jego głos ponownie przeciął cisze, którą wczesniej wypełniał jedynie jej ciężki oddech. Ile widziała? Dla niego mogła nie widzieć nawet nic. Za grosz nie interesowała się tym, co tutaj robił. Kłamstwo. Handlował bronią, cukierkami, kartami Pokémonów — cokolwiek to było, jej nic do tego. Już miała mu odpowiedzieć, ale jej spojrzenie ciągle uciekało do pistoletu, który bez najmniejszej przerwy był w nią wycelowany.
Gówno widziałam, okej? — powiedziała w końcu, może nie do końca tak grzecznie jak powinna, biorąc pod uwagę, że mógł ją wciąż odstrzelić, ale przecież Pilar nie umiała grzecznie. Nigdy nie była dobra w uprzejmości. Ciemne spojrzenie zawiesiła na jego oczach. — A czy teraz kurwa… — zaczęła, ale jeden z jego goryli poruszył się na jej podniesiony ton. Zadrżała mimowolnie, łapiąc z nim na krótką chwilę kontakt wzrokowy, a zaraz wróciła pełną uwagą do szefa. — Czy byłbyś tak miły i przestał we mnie celować? — o proszę. Dało się? Dało. Chociaż przyszło jej to z trudem, a w jej głosie dało się usłyszeć tonę sarkazmu i złośliwości. Bała się. Kurewsko się bała, ale w tym samym czasie coś podpowiadało jej, że gdyby chciał… to przecież już by ją odstrzelił. Nie dość, że widziała jego twarz, to jeszcze to, czym tutaj handlowali. Była kurwa stracona, a jednak wciąż tylko do niej celował. Tylko na nią patrzył. Podczas gdy ona drżała pod jego spojrzeniem.
Capo, cosa facciamo con lei?szefie, co z nią robimy? Spytał jeden z gogusiów, wychodząc nieco przed szereg, wodząc bezczelnie spojrzeniem po jej całym ciele i przy okazji strzelając kostkami w palcach. — Di certo non lasceremo scappare la puttana przecież chyba nie pozwolimy kurwie odejść, dodał, a ona chociaż nie miała pojęcia, o czym mówili, czuła, że nie było to nic dobrego. Nie po sposobie, w jaki się na nią patrzył, jak zaciskał dłonie w pięści. Jak z każdym słowem wykonywał niewielki kroczek w ich kierunku, jakby był gotowy rzucić się na nią w każdej chwili. I chociaż to szef trzymał broń i miał ostatnie słowo, to jego powinna bać się najbardziej… Pilar zacisnęła palce nieznacznie na grubym materiale jego kurtki, jakby to nagle w nim szukała wyjścia z tej patowej sytuacji.

Marco Moretti
kasik (dc: kasik_srasik)
nudy. a tak poza tym, to używania AI, czytania mojej postaci w myślach i braku inicjatywy.
29 y/o
DEBIUTUJĄCY SKRYBA
185 cm
gangster pod nadzorem kuratora wszędzie gdzie trzeba załatwić interesy
Awatar użytkownika
You'd be surprised at what you'd do to stay alive.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona, jej
typ narracji3 os.
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Imponowała mu tą odwagą, rzadko kiedy można było zobaczyć kobietę z ikrą, która nie trzęsła się niczym osika na widok broni czy ludzi zdecydowanie niebezpiecznych, chociaż zapewne pod tą maską była wręcz wystraszona. Marco nie miał jej tego za złe, wręcz przeciwnie gdyby nie była to uznał, że było z nią coś nie tak. Było jednak widać, że bała się jednego, a mianowicie broni, którą trzymał w swojej ręce, nigdy się z nią nie rozstawał i służyła mu ona przez te wszystkie lata, jego ulubiony pistolet, podarowany przez ojca na siódme urodziny.
Kącik jego ust drgnął lekko w uśmiechu na widok jej miny, to on teraz miał tutaj wszystko pod kontrolą, w sumie to mógł zrobić z nią co tylko chciał, mógł skończyć jej cierpienia i nadzwyczaj w świecie strzelić jej w głowę, zanim ktokolwiek by ją znalazł to on by się ulotnił i zapomniał o tej sprawie.
Tylko, że nie chciał jej zabijać.

Wręcz przeciwnie, chciał czegoś… innego.
Takiej wersji się trzymajmy, nic tutaj nie widziałaś — wyrzekł spokojnym głosem, mógł być uznawany za naiwnego, bo dziewczyna po tym wszystkim mogłaby po prostu pójść na policję, a że widziała jego twarz to bez problemu mogłaby podać jego rysopis, zapewne wtedy by wpadł niczym śliwka w kompot, a nie uśmiechało mu się trafienie za kratki.
Właśnie, mogła ale tak naprawdę to nie musiała. Marco miał jedną zasadę, nie krzywdził kobiet i zawsze wyręczał się swoimi sługusami, Ci nie mieli żadnych skrupułów, żeby wykorzystać je jeszcze w innym celu a potem dopiero skończyć zabawę, nigdy im tego nie zakazywał w końcu oni też musieli mieć coś od życia. Przekrzywił z zaciekawieniem głowę patrząc najpierw na twarz dziewczyny a potem na swoją spluwę i wybuchnął lekkim, krótkim śmiechem.
Boisz się tego? — dla efektu uniósł lekko pistolet do góry, żeby jej go pokazać w całej okazałości, owszem wielu ludzi bało się po prostu śmierci, więc nic dziwnego, że ta spluwa właśnie spowodowała, że trzęsła się niczym osika. W każdym razie nie miał zamiaru do niej strzelać - jeszcze nie.
Odwrócił lekko głowę w stronę mężczyzny, który się odezwał marszcząc delikatnie czoło, tym razem jednak nie mierzył lufą pistoletu w jej brzuch, ale w ziemię pod swoimi stopami. Mogła zobaczyć jak ten przez moment się zastanawiał co z nią zrobić, jakby to w jego rękach ważyły się losy jej istnienia, czy tak po prostu odda ją swoim ludziom i pozwoli, żeby ją zabili czy zrobi to sam albo…
Voi occupatevi della merce. A lei ci penso ioWy zajmijcie się towarem. Nią zajmę się ja. Zaakcentował ostatnie słowo, spoglądając na dryblasa, który stał parę kroków za jego plecami, wiedział co takiego mu chodziło po głowie, akurat to on był najbardziej brutalny z jego ludzi, nigdy nie okazywał litości i robił jego polecenia bez mrugnięcia okiem, teraz było po nim widać, że niekoniecznie był zadowolony z takiego obrotu sytuacji.
Spoglądał na dziewczynę jak na dobrą przekąskę, zapewne już wyobrażając sobie jak zaciska swoje łapska na jej ciele…
Adesso vai. teraz idź, jego głos był chłodny i stanowczy gdy mężczyzna nie ruszył się z miejsca, zrobił to po paru sekundach wahania kiwając mu głową i ruszył w stronę reszty ekipy, która zaczęła ładować sprzęt i zbierać go do busa, Marco odczekał aż ruszą zerkając w kierunku Pilar swoimi niebieskimi oczami.
No to chyba zostaliśmy sami, ten gość miał ewidentnie na Ciebie chrapkę, ciesz się, że nie pozwoliłem mu nic Ci zrobić — Moretti zerknął na jej rękę zaciśniętą na swojej kurtce i wyrwał się powoli z tego uścisku prostując się, schował pistolet za tylny pas swoich spodni ukrywając go pod koszulką i kurtką, którą miał zarzuconą na siebie.
Wyciągnął w jej kierunku rękę.

Ty idziesz ze mną, trzęsłaś się jak osika na widok broni więc… nauczę Cię strzelać — kącik jego ust drgnął lekko po tych słowach, czyżby miał po prostu z tego ubaw?

Pilar Noriega
Corvo
Nie lubię jak ktoś steruje moją postacią, sama to potrafię robić, tak więc dziękuję za troskę.
30 y/o
PEW PEW
169 cm
śledcza at toronto police service
Awatar użytkownika
Lepiej strzela niż gotuje. Do tego: agresywna, impulsywna i narwana. Niektórzy jeszcze mówią, że dzika. Ogólnie wszystko co złe, to Pilar.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 os
czas narracjiprzeszły
postać
autor

trigger warning
przekleństwa
Boisz się tego?

Bała.
Dało się nie?
Czy człowiek stając po raz pierwszy raz w życiu twarzą w twarz ze śmiercią, z bronią, która w kilka sekund była w stanie odebrać ostatni oddech, mógł się nie bać? Nie czuć na plecach chłodnego dreszczu, który przemknął wzdłuż kręgosłupa i gęsiej skórki, która jeżyła włosy? Może. Ale ona zdecydowanie nie należała do tego grona.
Bała się.
A jednak nie chciała mu tego pokazać.
Zacisnęła mocno usta w wąską linię, zagryzła policzek od środka prawie do krwi i pokręciła przecząco głową. Czy jej uwierzył? Wątpliwe, ale przecież nie mogła się teraz poddać. Jej los leżał w jego rękach. Mógł ją skończyć albo mógł pozwolić jej żyć, a przecież ludzie jak on raczej brzydzili się strachem. Dlatego starała się być silna, dzielna tak, jak autorzy książek, w które wczytywała się, zamknięta w czterech ścianach pieprzonego bidula przez całe, jebane życie.
Zadrżała niebezpiecznie, gdy jeden z jego dryblasów zaczął nawijać coś po włosku, strzelając przy tym knykciami. Nie miała pojęcia, o czym gadali, ale mogła się domyślać. Szczególnie po tym, jak po chwili bezczelnie oblizał spierzchnięte usta i zrobił krok w ich kierunku. Kostka brukowa z chodnika wbijała się jej w biodro, a Pilar jeszcze mocniej się do niej docisnęła. Jakby chciała wtopić się w asfalt i po prostu stąd ulotnić. Na co jej to było? Trzeba było zostać w ośrodku, dokładnie tak, jak prosiła ją Celine.
Przeniosła ciemne, nerwowe spojrzenie na szefa, gdy i on się odezwał. Widziała, jak pistolet, który trzymał w dłoni już nie celował prosto w jej brzuch, ale teraz ku ziemi. I tylko to dało jej znać, że było jakieś światełko w tunelu. Że może nie rzuci jej po prostu na pożarcie tym gnidom, które tylko czekały na jeden sygnał do działania. Po tonie jego głosu dało się wnioskować, że padła konkretna komenda, a gdy tylko faceci… odwrócili się na pięcie i niechętnie odeszli w stronę samochodu, Stewart odetchnęła z ulgą. Wypuściła głośno powietrze i przymknęła na moment oczy, kompletnie zapominając, że przecież on wciąż się nad nią pochylał. Przypomniał jej o tym dopiero, gdy zwrócił się do niej po angielsku.
Czyli to jest ten moment, w którym ci dziękuje i możemy się rozejść? — odpowiedziała mu nieco bezczelnie, z lekkim żartem, próbują przekuć to wszystko w zabawną sytuację, chociaż wcale nią nie była. Jej też nie było do śmiechu, ale przecież nie mała pojęcia, jak rozmawiać z takim ludźmi. Gość chociaż się nad nią zlitował, mógł przecież w mgnieniu oka zmienić zdanie. Dlatego nawet nie drgnęła, gdy sam uniósł się do góry. Może po prostu pozwoli jej tu zostać i sobie poleżeć?
Marzenie ściętej głowy.
Spojrzała, jak chowa broń za kurtkę, a zaraz na jego wytatuowaną dłoń, którą wyciągnął w jej kierunku.
Z tobą? — powtórzyła, trwając w niemałym zdziwieniu. Żartował sobie? — Strzelać? — znowu powtórzyła jego słowa, jak jakaś zdarta płyta, kompletnie nie wiedząc, jak się zachować. Przez głowę przeszła jej myśl, że to mogła być podpucha. Że wciąż ją sprawdzał i testował. Że jeszcze nie zdecydował co z nią zrobić. I chociaż głowa podpowiadała jej, żeby s p i e r d a l a ć, najdalej, jak to tylko możliwe, tak jakaś część niej poczuła… ekscytacje.
W porządku — powiedziała w końcu, sama wyciągając rękę do przodu i ujmując tą jego, wyjątkowo ciepłą. A może to ta jej po prostu w samej chwili była lodowata. Zacisnęła palce na palącej skórze i spięła mięśnie, żeby podnieść się ku górze. Delikatny ból przeszedł jej wzdłuż biodra przez upadek, jaki zaliczyła, ale nawet się nie skrzywiła. Akurat w tych rzeczach była mocno zahartowana.
Stanęła twarzą w twarz ze swoim… oprawcą? To się chyba wkrótce okaże. Zawiesiła ciemne spojrzenie na jego zielnych, mrocznych oczach i tym razem już z odwagą, której sama się po sobie nie spodziewała, wypięła pierś do przodu, chowając gdzieś w tył ten cały strach, który wciąż targał jej ciałem, zadarła delikatnie głowę w górę i odezwała już o wiele bardziej pewnym głosem:
A skoro będziemy się uczyć rzeczy, zdradzisz mi chociaż swoje imię?

Marco Moretti
kasik (dc: kasik_srasik)
nudy. a tak poza tym, to używania AI, czytania mojej postaci w myślach i braku inicjatywy.
29 y/o
DEBIUTUJĄCY SKRYBA
185 cm
gangster pod nadzorem kuratora wszędzie gdzie trzeba załatwić interesy
Awatar użytkownika
You'd be surprised at what you'd do to stay alive.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona, jej
typ narracji3 os.
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Czy on w obliczu śmierci tak by się bał? Zapewne tak, ludzie słyną z tego, że zależy im na tym, żeby żyć i gdyby ktoś mierzył w niego spluwą to czułby z pewnością pewnego rodzaju strach, ale w jego przypadku działało to zgoła inaczej. Strach go napędzał, adrenalina krążąca w jego ciele podczas tej emocji była największą dawką dopaminy, którą mógłby przyjąć w życiu.
Strach go nie blokował tak jak w przypadku innych ludzi, wręcz przeciwnie powodował, że szukał jakiegokolwiek rozwiązania z wyjścia z danej sytuacji. Z reguły nie był strachliwym człowiekiem bo wiedział, że miał nad swoim życiem pełną kontrolę, w końcu.
Sam spędził cztery lata w bidulu zanim nie pojawił się w jego drzwiach Salvatore i nawet gdy tak naprawdę niewiele pamięta z tamtego okresu to gdyby tylko się dowiedział, że Pilar także z niego pochodzi… w pewien sposób byli do siebie podobni.
Mężczyzna, który patrzył na nią jak na zwierzynę na pewno nie miał dobrych zamiarów, ale Marco nie miał zamiaru dać jej skrzywdzić, nawet gdyby musiał odstrzelić własnego człowieka, w pewnym sensie po prostu ryzykował, ale jakie byłoby życie bez tej nuty szaleństwa?
A gdzie zabawa? Spieszysz się gdzieś, że chcesz już znikać? — przesunął lekko drapieżnym spojrzeniem po jej twarzy, czy po prostu się co do niej pomylił i miała teraz zamiar go zgłosić na policję? Oby nie, bo zabawa miała się dopiero zacząć w ich przypadku.
Pomógł jej wstać z ziemi spoglądając na nią gdy zrobiła zdziwioną minę na jego propozycję, wzruszył lekko ramionami.
I tak nie mam nic już do roboty, a że przerwałaś mi transakcję to możesz uraczyć mnie trochę swoim towarzystwem, chyba że wolisz wrócić do tego co było przed chwilą? Mogę zadzwonić też po tamtego gościa, ale on w przeciwieństwie do mnie nie będzie… delikatny — kącik jego ust drgnął przy tych słowach, akurat był on najgorszym z jego ludzi, najbardziej brutalnym w swoim fachu.
I na pewno miał na nią chrapkę.
Skierował swoje kroki w stronę zaparkowanego czarnego auta, które mogło dla niej pozostać niewidoczne, raczej skupiała się na tym, żeby przeżyć a nie na otoczeniu, na moment przystanął rzucając jej lekkie spojrzenie przez ramię, kącik jego ust drgnął lekko na jej pytanie.
Imię.
Nie zdradzał nigdy swojego imienia, było to pewnego rodzaju zabezpieczenie, a tak naprawdę im mniej o nim wiedziała tym dla niej lepiej, nie chciał ją niepotrzebnie wciągać w to całe bagno w które on już wdepnął do końca swojego życia.
Corvo, mam na imię Corvo — wyrzekł po chwili lekkiego zastanowienia. To imię było bezpieczniejsze, nadane mu dawno temu przez jego ojca, który zawsze mu powtarzał, że imienia miały pewnego rodzaju moc.
To imię było dla niego wyjątkowe, oznaczało czarnego kruka, jego symbol w interesach, które prowadził. To imię budziło postrach wśród jego ludzi i tym więcej dla niego znaczyło.
Idziesz czy będziesz tak sterczeć? — jego brew powędrowała lekko do góry gdy podszedł do auta otwierając dla niej drzwi od strony pasażera. Musieli przejechać kawałek bo chciał ją zabrać do miejsca gdzie sam uczył się strzelać ze swoim ojcem, do miejsca które coś dla niego znaczyło.
Obiecuję, że będę trzymał ręce przy sobie — uniósł je na wysokości swojej klatki piersiowej jakby miał jej przyrzec, że tak właśnie będzie.

Pilar Noriega
Corvo
Nie lubię jak ktoś steruje moją postacią, sama to potrafię robić, tak więc dziękuję za troskę.
30 y/o
PEW PEW
169 cm
śledcza at toronto police service
Awatar użytkownika
Lepiej strzela niż gotuje. Do tego: agresywna, impulsywna i narwana. Niektórzy jeszcze mówią, że dzika. Ogólnie wszystko co złe, to Pilar.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 os
czas narracjiprzeszły
postać
autor

trigger warning
przekleństwa
A gdzie zabawa?
Czy on naprawdę stał teraz przed nią z bronią w ręce i śmiał mówić o z a b a w i e?
Dziwne miał rozrywki, skoro bawiło go ślęczenie nad bezbronną laską, którą właśnie uratował spod obślizgłych łap swojego goryla. Spojrzała na niego podejrzanie. Wciąż nie potrafiła go rozgryźć. Jakie miał zamiary? Czego właściwie od niej chciał? Czy wciąż ją sprawdzał, żeby potem ją odpulić? Dużo myśli wędrowało po jej głowie, mnożyły się i nie chciały nawet na moment odpuścić. A najgorsze w tym wszsykim chyba było to, że po części jej się to podobało.
Zawsze uwielbiała adrenalinę. Można nawet powiedzieć, że była od niej uzależniona, jednak nigdy nie sądziła, że dojdzie do momentu, w którym zgodzi się, aby jakiś gangu spod ciemnej gwiazdy uczył ja strzelać. Nie znała go, nie wiedziała, czy właśnie nie miała jechać na pewną śmierć… a jednak pozbierała się z ziemi i zajrzała mu w oczy. Stanęła jak równy z równym, chowając w sobie przerażenie, które wciąż ściskało żołądek. Ba, nawet śmiała prychnąć, kiedy wspomniał, że mógł zawsze zawołać swojego kolegę, który w przeciwieństwie do niego wcale nie będzie delikatny.
Ty też nie wyglądasz na delikatnego — zauważyła, mierząc go spojrzeniem. Ciemne włosy, ciemne ubranie, skórzana kurtka, tatuaże… no kurwa przyjemniaczek jak się patrzy. Gdyby nie fakt, że odwołał tamtych, Pilar śmiałaby myśleć, że był najgorszy z nich wszystkich. Do tego przecież był szefem. Musiał jakoś zbudować ten autorytet.
Corvo — powtórzyła zaraz po nim, gdy raczył się przedstawić, by sprawdzić, jak leżało ono w jej ustach. Dobrze. Chociaż… — Nie brzmi jak imię — wtrąciła zupełnie niepotrzebnie. Mogła przecież domyślić się, że nie podał jej swojego prawdziwego imienia, bo kto normalny by podał? Nie dość, że wiedziała, jak wyglądał, to jeszcze znała by jego dane personalne? A następne co, pesel? Facet ewidentnie nie był na tyle głupi, by dać się jej podpuścić i to należało sobie cenić.
Wciąż stojąc w miejscu, odprowadziła go spojrzeniem do czarnego auta. W głowie wciąż toczyła batalię, czy powinna tam wsiadać. W końcu mógł wywieźć ją gdzieś za miasto i tyle by ją widziano. Z drugiej strony… przecież i tak nie miała dokąd wracać. W bidulu nie czekało na nią nic. Nic wartego powrotu. Pewnie nawet nikt nie zauważyłby, że jej nie było. No może oprócz przyjaciółki, która pewnie się teraz o nią zamartwiała. Może tym razem słusznie.
Idę — odpowiedziała w końcu i ruszyła do przodu. Podbiegła kawałek, gotowa załadować się na miejsce pasażera. Nie oczekiwała od niego pokładów dżentelmeństwa, a jednak otworzył przed nią drzwi. — Nie dość, że dobrze strzela, to jeszcze kulturalny? Kurwa, ale mi się trafiło — wtrąciła, posyłając mu delikatny uśmiech. Wciąż ją stresował, ale powoli zaczynała przekuwać to we własny zadziorny humor. Liczyła się z tym, że w każdej chwili mogła dostać za to bęcki, ale przecież Corvo sam powiedział, że nie miał nic ciekawego do roboty, więc i tak miał w planach jeszcze przytrzymać ją przy życiu.
Wskoczyła na fotel, przy okazji kiwając głową i przyjmując do wiadomości informacje o trzymaniu rączek przy sobie. Z automatu sięgnęła po pas bezpieczeństwa. Nie bez powodu zresztą — Celine straciła obojga rodziców przez wypadek samochodowy. Pilar zdecydowanie za dużo razy nasłuchała się o pasach, żeby teraz ich nie zapiąć.
Gdzie mnie zabierasz? — oczywiście, że musiała spytać, kiedy już usiadł obok niej. — I co najważniejsze: odwieziesz mnie potem, czy zostawisz na pastwę losu? — przekręciła głowę, opierając na zagłówku i przyglądając mu się uważnie. Twarz miał skupioną na drodze, przynajmniej przez moment, więc mogła mu się lepiej przyjrzeć. Zauważyć wyraźne linie przy policzkach i intensywne oczy. Dopiero po chwili przekręciła się i spojrzała przez okno. — Przed szóstą musze być w bidulu tu za rogiem, bo mnie kurwa zabiją — wtrąciła, chociaż dopiero kiedy powiedziała to zdanie na głos, uświadomiła sobie, że przecież zginąć mogła też wcześniej. — I na pewno nie będzie to tak przyjemne, jak zarobienie kulki w twarz.
Kurwa, Pilar, zamknij się.

Marco :margo:
kasik (dc: kasik_srasik)
nudy. a tak poza tym, to używania AI, czytania mojej postaci w myślach i braku inicjatywy.
ODPOWIEDZ

Wróć do „⋆ W czasie”