Gdyby wiedziała, że Galen spokojnie siedział w sekcji VIP i sączył alkohol bez zająknięcia się dołączyłaby do niego i najpewniej sama uszczupiliłaby zapasy lotniskowe tylko po to aby nie czuć się tak strasznie jak teraz. Telepeła się cała od środka i doskonale wiedziała, że to dopiero początek. Ostatni lot na jaki się wybrała kilka lat temu skończył się na tym, że trzeba była wyprowadzić ją z samolotu tuż przed samym startem bo kompletnie zapomniała o czymś takim jak oddychaniu co było cholernie potrzebne. A jej to wyleciało z głowy w tym samym momencie, w którym pas siedzenia zbyt mocno zacisnał się w jej pasie.
Nie chciała go wystawiać, nie chciała też aby leciał z jakąś inną pracownicą, szczególnie tą ładną, którą mu sama podsyłała, bo kiedy oni by byli tam Meena dzwoniłaby co pięć minut z każdą najmniejszą głupotą, a jej wyobraźnia, którą zazwyczaj trzymała na wodzy poszybowałaby w górę jak ta wielka maszyna, do której lada moment mieli wejść.
- No nie, nie spóźniłeś, ale bałam się, że tak będzie. Przecież masz własną strefę czasową. - to akurat była prawda, bała się, że się spóźni a jakby nie było go o czasie ciemnowłosa pewnie sama uciekłaby z tego lotniska bo nie miał by jej kto zatrzymać.
Wzięła kilka głębokich oddechów chcąc opanować serce, które powoli zaczynało jej przyśpieszać i nie wiedziała czy to wina Galena i jego obecności czy tego, że zaraz do blaszanej trumny będzie musiała wejść.
Kiedy wyszedł z propozycją mina Evans była...dziwna. Ni to śmieszna, ni to rozbawiona, taka jakaś nieokreślona, może trochę zrezygnowana. Przecież wiedziała, że ten facet ma odpowiedź na każde pytanie, rozwiązanie na każdy możliwy problem, mogła się domyślić, że historyjka o mieszkaniu była tak słaba jak o chomiku, którą próbowała mu wcisnąć kilkanaście dni temu.
- Nie, nie trzeba. - odezwała się w końcu i zmarszczyła nos. Czuła jak dłoń, w której miała telefon zaczynała robić się mokra, dlatego przełożyła go do drugiej ręki i niby odniechcenia wygładziła szarą bluzę przecierając słową dłoń.
Była zestresowana, nie lubiła się stresować, nie była też najlepszym kłamcą i kłamać nie lubiła, ale innego wyjścia nie wiedziała.
- To nie tak, po prostu... - zamilkła chcąc znaleźc jakieś słowa, które nie brzmiałyby źle. Bo naprawdę chciała mu towarzyszyć, nie wyobrażała sobie nie być przy nim na tym wyjeździe, przecież też miała udział w tym sukcesie, też zarwała kilka nocek pomagając przy projekcie. To był ich wspólny sukces, który chciała świętować.
Kiedy on ruszył Meena stała w miejscu, w głowie toczyła wojnę czy się ruszyć czy nie, ale w końcu chwyciła za walizkę i ruszyła, powoli niczym dziecko, które naprawdę nie chciało iść tam gdzie rodzić kazał.
- Może powinniśmy pojechać autem? Albo popłynąć łodką? Czy coś? Na pewno wyrobimy się na czas, weźmiemy szofera bo ze mną za kierownicą będziemy jechać trzy lata, a z Tobą obawiam się, że zginiemy na autostradzie. - dalej trajkotała jak jakaś baba na straganie, oczywiście dalej szła za nim. W końcu dotarli do okienka do odpraw dla tych ważniejszych ludzi przez co poszło im to bardzo sprawnie i po kilku chwilach kierowali się w stronę gate i wejścia do samolotu.
- Nie wiem czy to najlepsza chwila na takie wyznania, ale.. - znów przerwała, ale tym razem miała powód. Tuż przy samym wejściu do rękawa za szybą dostrzegła wielki samolot, który mają właśnie lecieć, w głowie słyszała słowa, że ma uciekać gdzie pieprz rośnie.
- Nie myśl tylko, że jestem jakąś waraitką czy coś. Ogólnie to nie chodzi o Ciebie, chcę lecieć do tego cholernego Teksasu z Tobą bo nie wyobrażam sobie, że ma lecieć jakaś inna. - czy ona właśnie głośno wyznała to co myślała sobie kilka chwil temu? oczywiście, że tak, ale sama chyba tego nie zarejestrowała.
Spojrzała na wejście do rękawa, nie było już odwrotu, ruszyła się, ale zdecydowanie wolniej niż chciała, jakby miała do nóg przyczepione wielkie kóle, które utrudniają ruchy.
- Po prostu mam problem, z którym nie umiem sobie poradzić. I nie ważne jak bardzo bym się starała. - szła, obok niego, tuż przy jego boku tym cholernym rękawem, a przed sobą widziała uśmiechniętą uroczą dziewczynę, która była stweardesą.
- Przepraszam, czy mają Państwo może alkohol? Dużo alkoholu? - bezczenie na wejściu zapytała Meena, w odpowiedzi młoda dziewczyna kiwnęła jej głową. Ciemnowłosa była tak zestresowana, że nie dostrzegła nawet tego, że kroczyła pierwszą klasą. I tak wielki sukces, że weszła na ten pokład, ale znała swoją fobię, znała siebie i wiedziała, że cyrk to dopiero ich czekał, a ona dzisiejszego dnia była naczelnym klaunem, który zapewniał rozrywkę na ten lot.
- Mam paniczny lęk przed samolotami, cholernie boję się latać i nie mogę Ci obiecać tego, że tuż przed kołowaniem na pas startowy nie ucieknę, już zaczyna mnie trząść w środku, a jeszcze dobrze nie usiadłam. - te słowa wystrzeliła z siebie naprawdę szybko, niczym jakaś maszyna.
Odnaleźli swoje miejsca, Meena delikatanie pobladła widząc, że te jej przypisane jest przy oknie. Nie było takiej opcji, nie ma sznas.
- Usiądziesz przy oknie? - zapytała Galena i dopiero spojrzała na jego twarz, w jej ocach mógł dostrzec kiełkujący się strach, ale również dziwnego rodzaju błaganie, bo naprawdę nie chciała tam siedzieć. Wolała z brzegu, bo jak Galen odwróci głowę aby podziwiać widoki przed startem to Meena będzie mogła uciec i jej nie zatrzyma.
Galen L. Wyatt